Posiadłość Umalttonów
#1

Budowla dość duża i całkiem majestatyczna, jak na Varengardzckie standardy. Wybudowana z wysokiej jakości kamienia, mająca wiele pomieszczeń, korytarzy, pracowni, stanowi siedzibę znanego w okolicy rodu Umalttonów, który zasiedla to miasteczko od dawien dawna - być może nawet byli oni świadkami początków samej mieściny.
Cudem architektury może ten budynek nie jest, ale z pewnością został stworzony z pomyślunkiem. Widać jednak, ze nie od razu go postawiono: wprawne oko wychwyci szczegóły, chociażby w różnicy barwy kamienia - która zdradzi jego wiek i zużycie - że to domostwo było budowane na przestrzeni wielu dekad. W ciągu ostatniego półwiecza dobudowano zresztą kilka pomieszczeń.
Umalttoni wyróżniają się spośród innych mieszkańców Varengardu, który okrzyknięto miastem wojowników. Są oni może mniej bojowo nastawieni (choć większość z nich wciąż potrafi posługiwać się wszelkiego rodzaju bronią), za to mają talent do interesów i zarządzania. To dlatego od tak długiego czasu są w stanie utrzymać swój ród w wysokim szczeblu w hierarchii społecznej. Co ciekawe, nie zajmują się produkcją broni, co przychodzi chyba pierwsze na myśl, gdy próbuje się stwierdzić, co najbardziej przyciągnie Varengardczyków jako klientów. Rodzina ta zajmuje się głównie poszukiwaniem i sprzedażą ziół. Zatrudniają wielu najemników, którzy regularnie zajmują się dostawami wszelkiego rodzaju roślin, przy czym członkowie licznego klanu również najczęściej wędrują razem z nimi. Wielu mieszkańców miasta potrzebuje leczniczych specyfików, a dzięki Umalttonom nigdy nie brakuje tu materiałów na maści czy eliksiry. Część ludności uważa ich za chytrych i chciwych, gdyż ceny zbieranych przez nich roślin są dość wygórowane, ale przynajmniej prawie nigdy ich nie brakuje. Prawda jest taka, że gdyby owego rodu w mieście zabrakło, wielu wojownikom trudno byłoby się odnaleźć i nastąpiłby niemały kryzys przy tak niedużej ilości amatorskich zielarzy, jakich niekiedy można w tym miejscu odszukać.
Posiadłość ta jest dwupiętrowa i zapewne jest w niej też rozbudowana piwnica; jest też na tyle szeroka, by mogła bez problemów pomieścić kilkunastu członków rodziny oraz liczną służbę, jaka tu mieszka, w tym ochroniarzy. To co znajduje się wewnątrz, dla wielu pozostaje tajemnicą, gdyż tylko nielicznym gościom udaje się przejść dalej, niż poza dość rozległy salon. Ten z kolei znajduje się tuż za wejściem, oddzielony tylko holem.
Prócz tego, na zewnątrz znajduje się dość duże podwórko, na którym posadzone są różnego rodzaju rośliny, jak chociażby mięta, ard, ożyna, a także nieliczne egzemplarze barbando, który niegdyś rósł tu dziko, zaś z czasem rodzina zaczęła dbać, by warunki umożliwiły tym grzybom lepszy i liczniejszy wzrost. Próbowano tu także wyhodować purmoran, ale póki co, próby spełzły na niczym.
Na dworze znajduje się niewielka budka, w której zwykle rezyduje jakiś człowiek - najpewniej ochroniarz lub zwykły lokaj - a w pobliżu jeszcze dwie budy. Każdą z nich zamieszkuje jeden kundel, który nie omieszka powiadomić mieszkańców posiadłości o nowym gościu. Co prawda często szczekają też na zwykłych przechodniów; nie są to wyszkolone psy, ale i tak rolę alarmu spełniają całkiem dobrze.
Cały obiekt jest otoczony drewnianym płotem, mającym około półtora metra wysokości.
08.07.2016, 18:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość Umalttonów
#2

-Miło mi Ciebie poznać, Tolf. Wybacz, jeśli nie zdradzę Ci swojego imienia, ale wiesz... mimo wszystko lepiej, żeby mniej osób je znało - bezpieczeństwo zawodowe.-zaśmiał się lekko pod nosem, po czym kontynuował-Mów mi Cień.-po tych słowach skierowali swoje kroki w stronę posiadłości Umalttonów, z której miał ukraść zioła niezbędne do przyrządzenia lekarstwa dla brata zleceniodawcy. Kiedy dotarli na miejsce trzeba było przyznać, że budowla robiła wrażenie, ale miała jeden ważny minus - była dużym budynkiem, którego przeczesanie mogłoby zająć więcej niż wymagane było do znalezienia nye.
-Dobra... eee... Opowiedz mi co wiesz... Jak wygląda ta roślina?-wpierw zadał pytanie dotyczące wyglądu i cech charakterystycznych ziela, które było celem zlecenia. Kiedy usłyszał tego co chciał na ten temat kontynuował-Dobra... Ile tego zebrać? I wg Ciebie gdzie mogą przetrzymywać zioła? Jakie warunki mogą być dla nich najlepsze? Chyba środowisko wilgotne byłoby najdogodniejsze dla ziół... A przynajmniej tak mi się zdaje. Nie jestem zielarzem i nie posiadam wiedzy na ten temat.-dokończywszy postanowił wysłuchać wszystkiego co chciał powiedzieć Tolf na pytania zadane przez Ranhar'a.
Po tym wszystkim Cień postanowił obmyślić plan, według którego miał działać. Rezydencja piętrowa... ogrodzona, strażnik, więc wejście od frontu naturalnie odpada.... Hmm... Nie jestem pewny czy jeszcze ktoś jest oprócz niego na straży. Szlak! Dobra... Ktoś musi odwrócić uwagę jego, abym mógł prześlizgnąć się do wnętrza...-swoje rozmyślania przerwał w tym momencie i spojrzał na swojego zleceniodawcę, po czym powiedział-Posłuchaj... Przydałbyś mi się dosłownie na chwilę. Potrzebna jest mi osoba, która zajmie strażnika, bądź strażników. Ale musimy się zgrać... Wiesz o co chodzi? Kiedy Ty zajmiesz się strażnikami, ja przedostanę się do domu, gdzie będę przeczesywał pomieszczenia w poszukiwaniu nye. Pomożesz?-po tym ponownie przyglądnął się i szukał jakiegoś pnącza czy czegokolwiek, po czym mógłby spróbować się dostać na piętro i tym samym zacząć tam przeczesywanie, chyba, że najlepszymi warunkami dla hodowli roślin było środowisko chłodne i mokre, tak jak uważał Ranhar to wolałbym zacząć od parteru i ewentualnych piwnic.
08.07.2016, 21:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość Umalttonów
#3

MG

Tolf pokiwał głową, słysząc słowa Ranhara.
- No pewnie. Przynajmniej tu widać, że jednak zdrowy rozsądek też posiadasz, Cieniu. - uśmiechnął się delikatnie znachor, ale chwilę później znów spoważniał, a właściwie powrócił do poprzedniego stanu przygnębienia. Słysząc pytania o roślinę, machnął tylko ręką. - Jestem niemal pewny, że zioła mają już zapakowane w paczuszki, przynajmniej większość. Powinny być podpisane. Potrafisz czytać, prawda? - zapytał z obawą. Nie była to szczególnie rzadka zdolność, ale mimo wszystko jej brak mógł się zdarzyć, zwłaszcza pośród ludzi, którzy dla przetrwania musieli kraść. Czy Ranhar kradł dla przetrwania? Trudno powiedzieć; wydawało się, że był względnie utalentowanym człowiekiem. To raczej jego przeszłość skłoniła go do wykształcenia pewnych nawyków, przyzwyczajeń, od których zwyczajnie trudno jest odejść. - Jeżeli jednak nie będzie - rozważył Tolf - to zapamiętaj. Nyë to dość niewielka roślina. Jej kwiaty są fioletowe u dołu, przechodzą przez róż, a w końcu niemal w biel - na końcach płatków. Łodygę ma jasnoniebieską, liście zresztą tak samo. Jeśli to zapamiętasz, to tym lepiej dla ciebie, bo jeżeli natkniesz się na świeży okaz, możesz zrobić z niego użytek. Tylko uważaj na miąższ z łodygi - to śmiertelna trucizna już w kilku kroplach. Ale na przykład suchy, sproszkowany kwiat ma działanie silnie lecznicze. No i zawsze możesz ją sprzedać za kilka srebrnych smoków. Najlepiej mi, heh. - powiedział alchemik, nie szczędząc dzielenia się wiedzą. Najwidoczniej rzeczywiscie potraktował Ranhara jako przyjaciela, a przynajmniej jako wartościowego współpracownika. - Rośnie głównie na wodach. - zakończył wywód na temat zioła. - Ah, i pytasz, ile mi potrzeba... Cóż, myślę, że jedna paczuszka sproszkowanych kwiatów - albo garść liści - powinna spokojnie wystarczyć. Nie popieram takiego, khm, nieuczciwego podejścia do sprawy... ale jestem naprawdę zdesperowany, więc chwytam się brzytwy. Chociaż... właściwie, nie myślałem o nagrodzie dla ciebie. Nie mam pieniędzy, więc to byłoby nieuczciwe... cholera. Cóż, jeśli wpadnie ci w ręce druga paczuszka - podrapał się po brodzie - to myślę, że mógłbym ci się stosownie odpłacić za narażanie karku. A co do miejsca, w jakim Umalttoni trzymają swoje towary, to nie mam pojęcia. Ale gdybym ja miał taką chałupę i tyle ziół, to trzymałbym je w piwnicy. Z drugiej strony, pod ziemią zwykle jest dość wilgotno, a że nam chodzi o suszone kwiaty... trudno stwierdzić. Może być i parter, a może i drugie piętro. Naprawdę nie wiem.
Dwójka mężczyzn była co prawda w pewnej, wydawałoby się, bezpiecznej odległości od posesji, ale i tak im dłużej się tu kręcili, tym większe mogli budzić podejrzenia. Zwłaszcza w środku dnia. Tolf pewnie rozważał odejście z tego miejsca, bo zerkał gdzieniegdzie z niepokojem w oczach. Zanim jednak zdążył zapytać, czy mogą się już rozejść, Ranhar powiedział mu, jaki ma plan.
- Odwrócenie uwagi, hm? - zapytał retorycznie znachor. - Faktycznie, to by uprościło ci sprawę.  Zresztą, te psy... pewnie też zaczną ujadać na mnie, jeśli uda ci się wejść jakoś od tyłu albo od boku... w sumie to nie powinno być problemem. Już kilka razy się do nich dobijałem, choć ostatnio grozili mi strażą... cholera, obawiam się aresztu, ale  bardziej boję się o życie mojego brata. Wiesz, postaram się wczuć w rolę. - powiedział, po czym ruszył do bramy posiadłości. I właściwie od razu się zatrzymał. - Chwila... znaczy, chcesz żebym zrobił to teraz? - zapytał. - E, chyba nie. Jak mamy zgrać tę akcję?
09.07.2016, 01:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość Umalttonów
#4

Ranhar słysząc pytanie czy umie czytać oburzył się i odpowiedział-Wybacz, ale czy wyglądam na kogoś kto nie umiałby czytać? To nie było miłe.-mówił to z ewidentnymi pretensjami, lecz po chwili się rozchmurzył, machnął ręką i dodał-Nie no, żartuje. Umiem czytać. Dam radę. Czyli powinna być paczka z ususzonym nye...-potem właśnie Tolf zaczął mówić na temat jego wyglądu i wtedy właśnie Cień spostrzegł, że jednak to zadanie może być nieco trudniejsze, bo okazało się, że pomimo tego, że suszone zioła są przechowywane prawdopodobnie w paczkach to ciężko będzie je zlokalizować. Potem zaczął prawić o tym jak bardzo niegodziwe jest to co robi Ranhar, ale jego to nie obchodziło:
-No dobra... Słuchaj... To czy to jest nieuczciwe czy też uczciwe to już nie mój problem. Wykonuję zleconą robotę i tylko to mnie obchodzi i czy została wykonana dobrze.-po tych słowach oddał głos swojemu zleceniodawcy, który zastanawiał się jak odwrócić uwagę i tym samym zgrać się w czasie. Ranhar niezbyt się tym przejął. Wzruszył ramionami, spojrzał gdzieś tak jakby nieobecnie i powiedział-Jak? Nie wiem... Pójdź, zagadaj ich, psy na pewno zaczną na Ciebie szczekać, a ja w tym czasie postaram się wejść do środka. Musisz ich zająć na dosłownie chwilę. Ja będę musiał przeskoczyć przez płot, eee... otworzyć okno i wejść do środka... Chyba, że mają tylne wejście? Na pewno! Dobra... To do dzieła. Jak będziesz gotów to zaczynaj. Pójdę zaraz po Tobie..-jak widać trochę beztrosko podszedł do tego Cień skoro nawet niezbyt przejął się tym i nie zadał sobie pytania "Co jeśli to nie zadziała?". Wtedy na pewno zacznie się jeszcze większa improwizacja aniżeli dotychczas, bo w sumie to zlecenie to niemalże partyzantka ze względu na czas jaki pozostał bratu Tolfa. Obecnie to Ranhar miał gorzej, ponieważ teraz praktycznie wszystko zależy od niego.
11.07.2016, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posiadłość Umalttonów
#5

MG

- Ee, przepraszam. Po prostu nie każdy potrafi, wiesz... - zaczął się tłumaczyć, ale gdy zauważył, że Ranhar nie żywił rzeczywistych pretensji, a jedynie mówił w żartobliwym kontekście, przestał. Uniósł kącik ust, choć jego humor niezmiennie był ponury. Trudno mu się dziwić. Gdy Tolf usłyszał, w jaki sposób Cień moralnie podchodzi do swojej pracy, spuścił głowę, jakby coś sobie uświadomił, czego nie dostrzegał wcześniej. Nie chciał sie jednak uzewnętrzniać ani wylewać swoich żali, toteż chwilę później wziął się w garść, podniósł głowę i wyglądało na to, że był gotów do realizacji planu.
Byle by tylko mieli jakiś rozsądny i dopracowany. Wyglądało jednak na to, że Ranhar miał zamiar iść na żywioł i mieć nadzieję, że z fartem i umiejętnościami zdoła wszystko dobrze wykonać.
- Tak, tak, miałem na myśli... eh, zresztą, mniejsza z tym. - powiedział Tolf, słysząc kolejne słowa swego chwilowego towarzysza. Następnie zaczekał chwilę w milczeniu, wziął głęboki wdech i ruszył w stronę ogrodzenia.
Posiadłość była ogrodzona, ale jeśli Ranhar chciał wejść od boku, musiał wejść od lewej strony, gdyż ogrodzenie po prawej stykało się z jakimś innym, wyższym płotem, oddzielającym rezydencję Umalttonów od jakichś innych domów. To zresztą było mu nawet na rękę, gdyż miałby wtedy po przeciwnej stronie budkę strażnika, no i budy psów. Nie było jednak widać, co znajduje się po drugiej stronie budynku. Jeżeli była tam kolejna szopa, w której jakiś ochroniarz pilnował interesu rodziny, "plan" mógł spalić na panewce. Tak samo, jeśli chciałby zakraść się zupełnie od tyłu.
Jeżeli Cień ruszył od lewej strony, pewnie zaczął też obserwować budynek i to, co znajduje się za płotem. Otóż sama posiadłość była zbudowana z chropowatego kamienia, po którym może byłaby możliwość wspięcia się. Byłoby to jednak zapewne dość trudne - przerwy między nimi ledwo wystarczały, by włożyć między nie palce, a ich głębokość - choć trudna do ocenienia zza ogrodzenia - również nie mogła być zbyt wielka. Jakieś trzy metry nad ziemią znajdował się też gzyms, po którym, przy dobrych wiatrach, dałoby się iść. Przytrzymując się kamieni, dla równowagi. Bez tego najpewniej łatwo byłoby spaść, a może i zrobić sobie krzywdę.
W miarę poruszania się, Ranhar uświadamiał sobie coraz więcej niewygodnych faktów. Po pierwsze, było południe. Światło dzienne nieszczególnie sprzyjało akcjom tego typu. Prawdopodobnie zostałby zauważony przez pierwszego lepszego przechodnia. Co prawda uliczka naprzeciwko lewego boku budynku, wzdłuż którego teraz się poruszał, nie była zbyt uczęszczana, a jej mieszkańcy nie wyglądali na szczególnie żwawych. Może udałoby się wspiąć niezauważenie, ale byłoby to trudne. Większe szanse byłyby na zajście od tyłu budynku, na który padał teraz cień. Jednak gdyby jakiś pracownik rezydencji znalazł się w tamtym miejscu i zauważył Ranhara, misja byłaby stracona. Chyba że udałoby się go powstrzymać od niechcianych działań.
Najwygodniej byłoby wejść od prawej strony budynku (z perspektywy głównej ulicy, na którą wychodziła brama oraz drzwi rezydencji). Tam byłby najbardziej bezpieczny od wzroku przechodniów, ale miałby też mało czasu na działanie. Póki Tolf zajmował ochroniarza i psy, improwizowane włamanie miało dość duże szanse powodzenia. Prawdą było jednak, że zielarz może nie zdołać utrzymywać na sobie uwagi niebezpiecznych strażników na wystarczająco długo.
Wzdłuż lewej ściany rezydencji nie było żadnych ciekawych obiektów oprócz gzymsu właśnie, który najpewniej otaczał cały budynek, oraz kilku okien na drugim piętrze. Co ciekawe, tylko jedno znajdowało się na piętrze pierwszym, i było ono na samym końcu posiadłości.
Jeżeli Ranhar chciałby zaobserwować, co się znajduje za budynkiem, musiałby iść dalej. Z każdą chwilą jednak tracił cenny czas Tolfa, który zapewniał mu osłonę przed trzema stróżami. W tym momencie właśnie Cień usłyszał ujadanie psów. Na ulicy na której się znajdował, nie panował szczególnie duży ruch, a właściwie, praktycznie go nie było. Jeśli dobrze wykorzysta ten moment, pewnie uda mu się przeskoczyć przez płot bez zwracania na siebie zbyt dużej uwagi.
12.07.2016, 17:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna