Magazyny
#1

Cytat:

Pomiędzy portem a rynkiem znajdują się liczne magazyny. Są to różnej wielkości budynki, najczęściej dwupiętrowe. Zazwyczaj parter tych budynków jest kamienny a dobudówka kolejnego poziomu jest już z drewna. Budynki są różnej wielkości, niektóre mają podstawę kwadrata a niektóre prostokąta. Bardzo często na piętrze magazynów znajdują się pomieszczenia biurowe oraz socjalne magazynierów. Niekiedy kupcy robią sobie na piętrach magazynów własne biura gdzie przyjmują interesantów.



Cytat:
Korey "Kosiarz" Steen


Korey Steen jest kupcem który zajmuje się handlem tkaninami i ubraniami. Jest szanowanym się obywatelem Greathard.
Korey to wysoki (185 cm wzrostu) i dobrze zbudowany mężczyzna (90 kg wagi). Ma średniej długości brązowe włosy które najczęściej są w nieładzie. Spojrzenie jego brązowych oczu jest przenikliwe lecz również tajemnicze i niepokojące. Ma wydatną kwadratową szczękę a na brodzie bardzo często ma kilkudniowy szorstki zarost.
W interesach zachowuje spokój i jest sympatyczną i miłą osobą. Patrząc na niego ma się wrażenie że coś ukrywa.
Prawda jest taka że Korey Steen majątek zbił nie tylko na handlu ubraniami. Jego drugim skrzętnie skrywanym interesem jest sutenerstwo i stręczycielstwo. W jednym z jego magazynów na piętrze urządzone są pokoje dla jego dziewczyn w których to pomieszczeniach dziewczyny mieszkają i przyjmują swoich klientów. Formalnie dziewczyny są zatrudnione jako służące i krawcowe, w dodatku jeden magazyn (na parterze) faktycznie przeznaczony jest na pracownię krawiecką. A to że szwaczki na piętrze pobierają za usługi świadczone przez własne ciała, no cóż, nikt w to już nie wnika.
Korey wśród "swych" dziewczyn nosi przydomek Kosiarz. Wynika to z faktu że kupiec wykrawa na karkach dziewczyn inicjały KK jak Korey Kosiarz. Tym samym jako że posiada inne nazwisko nie można jednoznacznie jego powiązać do tego czynu.


MG

Po spotkaniu z Lilianną Amaron podjął decyzję że postanowi wykupić dziewczynę z rąk Koreya o którym to dowiedział się od samej Lilianny. Wystarczyło się z nim spotkać w jego biurze które znajdowało się w jednym z jego magazynów.
Lilianna natomiast miała inny problem. Zasady były proste. Sprzedaje swe ciałom klientom ale w miejscu udostępnionym przez Koreya czyli w pokoju w odpowiednio przerobionym do tego piętrze jednego z magazynów. Lecz ostatnią noc spędziła w spelunie u Wieprza. Jak Lilianna się wytłumaczy z tego i czy sługusy Koreya dowiedzieli się o tym?


Amaron jak chcesz się rozmówić z Koreyem to na początku posta piszesz miejsce akcji: Magazyn Koreya - Biuro.
Lilianna. Jeśli wracasz do pokoju który udostępnia Ci Korey piszesz na początku posta miejsce akcji: Magazyn Koreya dla szwaczek - sutenerskie pokoje. Jeśli postanowisz być razem z Amaronem to piszesz to co ma napisać Amaron czyli Magazyn Koreya - Biuro.
Są to dwa oddzielne budynki niekoniecznie stojące obok siebie więc formalnie Amaron i Lil jeśli postanowią się rozdzielić to raczej nie spotkają się ze sobą.



Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






21.07.2016, 12:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#2

Opuściwszy wybrzeże wraz z Lilianną, mężczyzna skierował się wraz z nią w stronę miejskich magazynów, po drodze rozmawiając jeszcze o Korey'u i swoich planach udania się dzisiaj do niego. W końcu postanowił wziąć się za tą sprawę, stanąć twarzą w twarz ze stręczycielem dziewczyny. Obiecał jej pomóc i spróbować wyrwać stamtąd. Na honor swój i swoich przodków - zamierzał dotrzymać swego słowa.

Odprowadziwszy kawałek towarzyszkę, objaśnił jej swój plan działania, po czym nagle pożegnał się, tłumacząc potrzebą przygotowania się do spotkania z sutenerem. Skierował się gdzieś w stronę obrzeży miasta, potrzebował ogrzać się i zebrać myśli. Wiedział, że ryzykuje, udając się prosto do przybytku mężczyzny, który swoje bogactwo w dużej mierze zdobył poprzez szemrane interesy, a o takie z pewnością się dba. Amaron ryzykował już wiele razy w życiu, więc z pewnością nie owa niedogodność nie miała go powstrzymać przed działaniem, jednak postanowił się podjąć pewne środki ostrożności.
Środek ostrożności był o pół głowy niższy od Amarona, miał na imię Ald i nosił na plecach drewnianą, okutą tarczę z wymalowanym na niej herbem rodu Domedraugrów. Jako przyboczny i tarczownik Czarnego Wilka, miał mu towarzyszyć i w razie potrzeby służyć stosownym wsparciem. (Wygląd) W końcu, nigdy nie wiadomo, jaki obrót przybiorą nadchodzące negocjacje.

Po omówieniu obecnej sytuacji i planu rozegrania całego spotkania, obaj mężczyźni zebrali siły i ruszyli w stronę magazynów aby spotkać się z Kosiarzem.


Magazyn Koreya - Biuro

Gdy dotarli już na miejsce, Amaron sapnął cicho i spojrzał na swego towarzysza.
-No, to czas złożyć wizytę panu Koreyowi...
Domedraugr podszedł do wejścia do magazynu, pilnowanego przez rosłego jegomościa, który szybko obrzucił go badawczym spojrzeniem.
-Ja w interesach, zapowiadałem się swego czasu. Pan Amaron.
Ochroniarz mruknął coś nieartykułowanego i zniknął za drzwiami, by powrócić po kilkunastu sekundach.
-Pan Korey powinien niedługo być, ale proszę wejść i poczekać - odpowiedział ochroniarz. Ton jego głosu raczej nie wskazywał na to, iż za bycie miłym płaci mu się bardzo mało, jeśli w ogóle.

Amaron skinął głową i wraz z Aldem weszli do środka magazynu. Teraz pozostawało tylko czekać...
22.07.2016, 22:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#3

MG


Magazyn Koreya - Biuro


Przekraczając próg magazynu Amaron ujrzał wiele rzędów regałów na których znajdowały się stosy beli przeróżnych materiałów. Były to bele tkanin, w innych miejscach znajdowały się stosy futer a jeszcze w innych worki włóczki. Gdzieś pod ścianą stało też kilka wózków ręcznych służących zapewne do transportowania towaru do magazynu w którym znajdował się magazyn szwaczek i krawcowych.
Ochroniarz poprowadził Domedrauga i jego przyboczna wzdłuż ściany przy drzwiach wejściowych. W rogu magazynu znajdowały się drewniane schody drabinowe prowadzące do antresoli magazynu. Antresola została przerobiona na biura właściciela magazynu oraz pomieszczenia dla jego ochroniarzy i pracowników samego magazynu.
Idąc po schodkach Amaron ujrzał z góry jak między regałami chodzi dwoje ludzi i o czymś dyskutują podziwiając jednocześnie przeróżne tkaniny.
-...płaszcz możemy podszyć tym jedwabiem a do kołnierza przyszyjemy wilcze albo lisie futro. Zapewniam pana że płaszcz będzie wybornie wyglądał.- akolita zdołał usłyszeć fragment rozmowy po czym wszedł do pomieszczenia biura.
Samo biuro nie był dużym pomieszczeniem. Było tu miejsce na szerokie dębowe biurko za którym znajdował się wygodny fotel. Przed biurkiem również był wygodny fotel, najwidoczniej Korey dbał o to by interesanci równie wygodnie się czuli jak i on sam. Niestety drugiego fotela dla pomocnika Amarona nie było. Ten musiał zadowolić się staniem za oparciem swego pracodawcy.
Na ścianie za fotelem Koreya znajdował się sporych rozmiarów portret samego handlarza ubraniami. Na dłuższej ścianie widniała mapa kontynentu i wysp z zaznaczonymi większymi miastami. W niektórych miejscach na mapie wbite były różnokolorowe szpilki zapewne oznaczające dostawców tkanin czy innych materiałów.
W rogu za biurkiem znajdował się również wieszak na ubrania na którym wisiał płaszcz bardzo dobrej jakości. Po płaszczu zorientować się można było że należał do kogoś zamożnego a przynajmniej do kogoś kto dobrze się ubiera. Podobny wieszak stał w rogu przy samych drzwiach prowadzących do biura. Widać jeden wieszak był dla gości i petentów a drugi dla samego Koreya.
Pod jedną ze ścian znajdował się również niewielki barek zapewne z przeróżnymi trunkami którymi są częstowani petenci.
Po chwilowym samotnym (nie licząc obecności Alda) pobycie w biurze handlarza Amaron usłyszał kroki na drewnianych schodach. Zaraz potem otworzyły się drzwi.
- Pan wybaczy że musiał pan czekać lecz musiałem dokończyć omawianie zamówienia.- usłyszał na wstępie słowa tłumaczące konieczność oczekiwania na handlarza. Ton głosu mimo że był twardy to wydawał się miły. Sam Korey uśmiechnął się do Amarona by rozluźnić atmosferę.- Mam nadzieję że zbyt długo pan nie czekał.- powiedział handlarz podając przy okazji dłoń Domedraugowi. Kiedy przywita się z akolitą uczyni to samo z jego przybocznym.- Jestem Korey Steen. Napiją się panowie czegoś? Może koniak?- zapytał łagodnie podchodząc do barku i otwierając go jednocześnie odkorkowując butelkę. Rozlał nieco trunku do trzech kielichów po czym wręczył każdemu w pomieszczeniu. Z pękatym kielichem w dłoni usiadł za biurkiem i spojrzał na Amarona.- W czym mogę służyć? Jaki strój panu się zamarzył? Zapewniam że otrzyma pan ubranie najlepszej jakości jaka może być w tej części Atarashii.- handlarz zachwalał świadczone przez siebie usługi.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






25.07.2016, 20:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#4

Wchodząc do magazynu, Amaron nie mógł powstrzymać swojej ciekawości i rozglądał się na boki, podziwiając mniej lub bardziej wytworne materiały, futra przeróżnych zwierząt i stworzeń. W skrócie - nie ulegało wątpliwości, iż obrót towaru trwa w najlepsze i przynosi duże zyski. Jednak już po krótkiej chwili, Domedraugr skupił się na dotarciu do biura Korey'a i swoim zadaniu.

Biuro handlarza prezentowało się całkiem imponująco - w końcu dobrze wpływa to na klientów i interesy, z którymi przychodzą - Mężczyzna poświęcił krótką chwilę na rozejrzenie się. Dostrzegłszy wieszak, przez chwilę zastanawiał się, czy by nie skorzystać i odwiesić swój płaszcz, jednak ostatecznie tylko nieco rozchylił jego poły na boki i poprawił ułożenie na ramionach.
-Ciekawe, ile smoków zarobił na uczciwym handlu, a ile na dziwkach... - usłyszał ciche mruknięcie Alda, które skwitował lekkim uśmiechem.
-Dużo. To na pewno mogę stwierdzić... Pewnie i teraz dobija jakichś targów - odpowiedział, siadając na krześle. Jego tarczownik zaś stanął nieopodal oparcia i zawiesił swój wzrok na dużym portrecie przedstawiającym Kosiarza.
-Całkiem sporawy...
-Ano. Może sobie coś tym rekompensuje?

Mężczyźni nie mogli się powstrzymać od rozbawionego parsknięcia i cichego chichotu. Uspokoili się jednak, słysząc kroki na schodach.

Widząc w drzwiach Korey'a, Czarny Wilk wstał i skinął głową powitalnie, po czym uścisnął wyciągniętą przezeń dłoń z lekkim uśmiechem.
-Sir Amaron, miło poznać. Nic się nie stało, wiadomo, czasami niektórymi interesami winno się zająć od początku, do końca. To zaś mój towarzysz i przyboczny, mam nadzieję, iże jego obecność nie będzie wadzić - wskazał ręką Alda, który milcząco uścisnął dłoń i nieznacznie kiwnął głową.
Widząc zaś jak handlarz rozlewa koniak do kielichów, spojrzał w zamyśleniu na swego kompana.
-Kieliszek nie zaszkodzi, dziękujemy.
"No, Kosiarz, jesteś kim jesteś, ale przynajmniej masz podejście do klienta. Czy to dlatego twój interes kwitnie?" - Amaron nie mógł powstrzymać się od docinki, nawet jeśli była ona tylko w jego myślach.

Kiedy już obaj mężczyźni rozsiedli się w swoich fotelach i chwycili kieliszki w dłonie, Wilk zaczął:
-Na chwilę obecną, jestem zadowolony ze swego stroju. Stawiam raczej na praktyczność, dopiero później na walory estetyczne. Taki już ze mnie typ. - uśmiechnął się do Korey'a lekko.
-Jednak jak już wcześniej prosiłem o przekazanie, przychodzę oczywiście w interesach... Równie zyskownych co handel tekstylny, acz takich, o których nie wypada mówić publicznie na głos... Rozumie Pan o którą gałąź Pana biznesu mi chodzi?
Domedraugr uśmiechnął się wymownie i nie przerywając kontaktu wzrokowego, upił nieco koniaku z trzymanego kieliszka.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2016, 22:35 przez Amaron.)

25.07.2016, 22:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#5

MG


Magazyn Koreya - Biuro


Słysząc odpowiedź Korey uśmiechnął się i pokiwał głową lecz z twarzy wywnioskować można było że niekoniecznie podziela ten pogląd.
- Ależ owszem. Ale można również mieć praktyczny ubiór i wyglądać estetycznie na tyle by nie umniejszać jednak cech praktyczności.- odpowiedział kierując w jego stronę kielich z koniakiem jakby wskazującym gestem zgadzał się z Amaronem. Lecz najwidoczniej handlarz postanowił przedstawić i swój punkt widzenia.- Zatem nalegać nie będę.- dodał lekko się uśmiechając upijając przy okazji łyka koniaku.
Kiedy natomiast usłyszał cel z jakim akolita przybył uśmiech z twarz Koreya nagle zniknął. Mężczyzna poprawił się na fotelu a oblicze bardziej tajemnicze i zastygłe niczym u pokerzysty przybrał.
- Amaron, Amaron...- powiedział cicho do siebie jakby starając sobie przypomnieć coś. Po chwili jednak przypomniał sobie że już wcześniej ktoś taki chciał się z nim spotkać. Przypomniał sobie też dzisiejszą sytuację i ciekaw był informacja się potwierdzi.
- Mam rozumieć że chodzi o przymierzanie...- głos Koreya był chłodny- szczególnego rodzaju skór. Nie garbowanych skór.- Najwidoczniej handlarz zamierzał posługiwać się aluzjami i owe "nie garbowane skóry" miały oznaczać jego dziewczyny a "przymierzanie" no cóż, chyba wiadomo o co chodzi.- Muszę pana zmartwić. Przymierzalnie są w innym magazynie.- odpowiedział nieco cieplejszym tonem. Nawet posilił się na wydobycie niewielkiego uśmiechu na usta.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






26.07.2016, 18:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#6

Amaron w milczeniu skinął nieznacznie głową, najwidoczniej potwierdzając to, co przed chwilą usłyszał. Kąciki jego ust uniosły się odrobinę w lekkim uśmiechu, "przymierzanie niegarbowanych skór" brzmiało dość... zmyślnie.

Mężczyzna spojrzał na trzymany w dłoni kielich i delikatnym, kolistym ruchem wprawił swój trunek w falowanie.
-Oczywiście, wiem o tym. Przychodzę jednak w nieco innej... kwestii.
Zwilżywszy usta koniakiem, usadowił się wygodniej w fotelu. Po chwili, jego wzrok przeniósł się ponownie na Korey'a.
-Pozwolę sobie opowiedzieć pewną, dość krótka historię... Otóż zaczyna się ona od niejakiego Sir Vincenta. Choć skryta w cieniu, to bardzo interesująca persona. Szlachcic, zapalony myśliwy, jeździec, miłośnik koni, hazardu, kobiet i dobrego wina. Innymi słowy, menda jakich wiele... a zarazem dobry znajomy. Ba, mógłbym nawet nazwać go przyjacielem, gdyby nie fakt, iż po raz kolejny próbował mnie oszukać. A bardzo tego nie lubię...

Palce Czarnego Wilka bezgłośnie przesuwały się po gładkiej powierzchni kielicha, gdy mężczyzna snuł swą opowieść.
-Coby nie rozwodzić się zbytnio, przez niego straciłem dobrego konia i sporą część swego złota. Z reguły moja odpowiedź byłaby dość... bezpośrednia, lecz w międzyczasie do mych uszu dotarły ciekawe wieści. Mój znajomy swego czasu przymierzał tu jedną ze skór, a ta bardzo mu się spodobała. Do tego stopnia, iż chciałby ją posiąść na własność, nie bacząc na wiedzę czy zgodę obecnego posiadacza...

Amaron uśmiechnął się do siebie, pochylając głowę i biorąc niewielki łyk swego napitku. Przez krótką chwilę w biurze zapanowała cisza, przerwana cichym pomrukiem Wilka, który to przeciągnął się powoli i usiadł prosto w fotelu.
-Przechodząc zatem do rzeczy, podsunęło mi to pewien pomysł, jak mógłbym utrzeć mu nosa. Mianowicie, chciałbym stać się posiadaczem jednych z tych... "niegarbowanych skór", nim zrobi to Vincent. W przeciwieństwie do niego, nie zamierzam odbierać pańskiej własności bez pytania i jakiejś formy zapłaty za towar, mimo wszystko, jestem człowiekiem z zasadami. Owa skóra ma błękitne oczy, brązowe włosy i zwie się bodajże Lilianna.
Domedraugr odstawił kielich i uśmiechnął się ciepło do swego rozmówcy, pochylając się nieznacznie w jego stronę.

"Karty zostały wyłożone."
-Jest jednak jedna "niedogodność", z której niestety nie jestem zadowolony. Otóż jak już wspomniałem, przez Vincenta straciłem nieco swych środków i raczej nie mogę sobie obecnie pozwolić tradycyjną zapłatę. Niemniej jednak, mam praktyczne doświadczenie w rozwiązywaniu pewnych problemów, takich, które ewentualnie mogą borykać Pana i pańską działalność. Uważam, iż obaj jesteśmy ludźmi interesu i będziemy w stanie wypracować jakieś rozwiązanie, które nie pozostawi żadnej strony stratnej, czyż nie?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2016, 01:50 przez Amaron.)

04.08.2016, 01:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#7

MG


Magazyn Koreya - Biuro


Wniknięcie do umysłu Koreya w czasie kiedy dodatkowo prowadzi się jeszcze rozmowę wymaga niesłychanych mentalnych umiejętności. Lecz na szczęście Domedraugr telepatię nauczył się dawno temu i umiejętność ta dla niego była niemalże naturalna. Przychodziła z wielką łatwością i żadnym zaskoczeniem dla niego nie był fakt jak umysł i myśli Koreya stały przed nim otworem.

- Vincent powiadasz?- zapytał z zaciekawieniem stukając przy tym jednym palcem o swą dolną wargę.- Zadziwiające jest to że ani moi pracownicy ani owa Lilianna nie zgłaszali mi takowej sytuacji która zwiastowałaby to że ktoś chciałby odebrać moją własność. No może oprócz aktualnej sytuacji bo właśnie jesteś pierwszą osobą która składa mi taką propozycję.
Ton Koreya był spokojny choć lekko drżący, świadczący o zdenerwowaniu. Korey opuścił dłoń którą podpierał podbródek i zaczął wodzić końcem palca po krawędzi kielicha.
- Jakbym chciał to w tej chwili moglibyśmy pójść do Lilianny i nie w twojej obecności zapytać czy rzeczywiście tak było jak mówisz.- ton głosu Koreya był lodowaty a spojrzenie stanowcze i równie lodowate jak głos.- Ale załóżmy że daję wiarę w twe słowa albo jeszcze inaczej. Nie będę dociekał prawdy chociaż muszę przyznać że nie lubię być oszukiwany. Może jest pewna sprawa której mógłbyś się podjąć w zamian za dziewczynę. Lecz chciałbym się dowiedzieć co takiego ma ta dziewczyna w sobie że zarówno pan, panie Amaronie jak również ów, "rzeczony Vincent" zapragnął ją mieć dla siebie?- wypowiadając słowo "rzeczony Vincent" Korey uniósł dłonie do góry i zrobił ruch palcami sugerującymi cytat dając tym samym do zrozumienia fakt że handlarz nie uwierzył do końca w słowa akolity.- Kim dla ciebie jest ta dziewczyna?- zapytał z ciekawości Korey.



Amaron: 40/50 PM


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






09.08.2016, 18:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#8

Zakończywszy swą opowieść, Amaron uniósł kielich do swych ust i wypił resztkę koniaku, oczekując odpowiedzi Kosiarza, w międzyczasie układając sobie w myślach nowe informacje. Zachowując spokój,  wpatrywał się w twarz swego rozmówcy, uważnie mu się przysłuchując. I bez swoich zdolności wiedział, że jego historia mogła nie być bardzo przekonująca - niemniej jednak, Domedraugr był z siebie dość zadowolony, jak na skleconą naprędce opowiastkę, w jego mniemaniu wyszła mu ona całkiem dobrze.


-Co do braku wcześniejszych... informacji, które mogłyby to zwiastować, jak dla mnie jest do dość zrozumiałe, rzadko kiedy kto zapowiada drugiej osobie zamiar przywłaszczenia jego własności. Element zaskoczenia jest zbyt cenny, aby tracić go w taki głupi sposób. Lecz przyznam, że i ja byłem nieco zaskoczony, nawet wiedząc do czego Vince jest zdolny - stwierdził spokojnie, przeciągając opuszkiem palca po krawędzi kielicha.
Amaron wiedział, iż Korey może zdawać sobie sprawę, iż Lilianna ostatniej nocy nie spędziła samotnie. Późniejsze pytanie tylko utwierdziło go w swym przekonaniu.
-Nie mam pewności, czym Lilianna zdobyła serce mego "przyjaciela", toteż pozwoliłem sobie "zapoznać się" z nią nieco... bliżej. Całkiem młoda, a przy tym zdolna, lecz wątpię aby poradziła sobie w nieco surowszych klimatach... Tak czy inaczej, myślę iż mina mojego przyjaciela, gdyby dowiedział się o moim nowym nabytku w zupełności by mnie usatysfakcjonowała. - mężczyzna uśmiechnął się wymownie pod nosem.


-Nie będę się jednak nad tym zbyt długo rozwodził. Zatem Panie Steen, co Pan sądzi o mojej skromnej propozycji? Jestem pewien, iże moglibyśmy sobie jakoś wzajemnie pomóc....
Domedraugr spojrzał z uśmiechem na Kosiarza.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2016, 19:07 przez Amaron.)

09.08.2016, 18:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#9

MG


Magazyn Koreya - Biuro


Korey wysłuchał tłumaczeń Amarona a jego oblicze nie wskazywało na to że akolita zdołał go przekonać do zmiany zdania. Na ustach Koreya natomiast pojawił się nikły uśmiech a w spojrzeniu blask. Taki blask w oczach niekiedy widuje się u osób chciwych na widok pokaźnej sumy pieniędzy.

- Panie Amaronie. Nie zwykłem odstępować swych dziewczyn komu innemu, lecz może jest coś co sprawiłoby żebym odstąpił od tej zasady.- zaczął mówić spokojnie Korey.- Jest pewien człowiek, jakby to powiedzieć...- Steen zrobił pauzę zbierając myśli.- ...konkurent w interesach. Odstąpiłbym od zasady o której wspomniałem tylko w przypadku gdy ów konkurent zniknie z ulic Greathard. Widzisz wtedy przejąłbym część jego "skór" więc machnąłbym ręką na stratę jednej mojej. Lecz nie wiem czy podjąłbyś się takiego zadania? Widzisz mi zależy na skuteczności. Uważam że mego konkurenta powinno spotkać ten sam los jaki niekiedy zsyła na swe skóry. Więc panie Amaronie czy takie zadanie mieści się zakresie pańskich usług?- zadał pytanie Korey wbijając wzrok w Amarona. Najwidoczniej handlarz nie zamierzał jeszcze zdradzać o kogo chodziło. Dopiero gdy uzna że akolita podejmie się zadania zdradzi o wyeliminowanie jakiego
osobnika chodzi.


Amaron: 35/50 PM


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






10.08.2016, 13:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny
#10

W biurze handlarza zapanowała cisza. Stojący pod ścianą Ald milcząco spojrzał na swego towarzysza, następnie zaś na Koreya. Oszczędnym ruchem podrapał się po zarośniętym policzku, czekając na przerwanie ciszy. A tą przerwał po krótkiej chwili stłumiony śmiech Domedraugra.
-Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, iż niektóre problemy wymagają dość... zdecydowanego rozwiązania...
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie. Dobrze wiedział, kogo ma na myśli Korey. Choć w pełni rozumiał sposób jego myślenia, zirytował się zadaniem, które chciał mu powierzyć. Oddać jedną dziewczynę w zamian za wyeliminowanie konkurencji i przejęcie jego dziewczyn. O równomiernej obustronnej korzyści nie było mowy. Choć na zewnątrz zachowywał spokojne, wręcz upiornie pozbawione emocji oblicze, czasem tylko zakładając maskę wymuszonego uśmiechu, gdzieś w głębi odezwała się urażona wilcza duma. Domedraugr z wolna podniósł swój wzrok i ponownie spojrzał w oczy swemu rozmówcy.


-Wydaje mi się, że wiem, o jakiego konkurenta w tej samej "branży" Panu chodzi... I myślę, że byłbym w stanie sprawić, iż przestanie stanowić konkurencję. Ale obaj wiemy, że mowa tu o osobie która również dba o swoje interesy i jest w stanie ich bronić. Oczywiście, wszystko to dałoby się odpowiednio dużymi wysiłkami obejść...
"Nie myśl sobie, iż siedzi przed tobą pierwszy lepszy desperat, którym możesz sobie wytrzeć ręce, powierzając wykonanie zadania, którego nie podjąłby się nikt z twoich ludzi..."
Prezencja Czarnego Wilka znacznie się zmieniła. Rozpiął swój płaszcz i zarzucił go na oparcie fotela, oparł się wygodniej i wodził opuszkami palców już nie po krawędzi pustego kielicha, a po rękojeści trzymanego przy pasie sztyletu. O ile na początku spotkania bliżej mu było do zamożniejszego i nieco zdesperowanego klienta posługującego się głównie wymuszonymi, sztucznymi uśmiechami i fałszywą serdecznością, o tyle teraz odezwało się w nim coś mroczniejszego, drapieżniejszego... Może to jego głos który opuściła niewygodna serdeczność, może to drapieżny uśmiech który odsłonił jego kły, może to niemalże czarne jak noc oczy które spoglądały na Korey'a spod opadających na czoło włosów, może to sam jego styl bycia i prawdziwa natura? A może to tylko złudne przeczucie?

-Załóżmy jednak, iż w niedalekim czasie znaleziono by ciało pewnego jegomościa... Przepraszam, fragmenty ciała pewnego jegomościa na pobliskich wodach... Proszę mnie nie zrozumieć źle, doceniam wagę proponowanego mi zadania, ale jako człowiek interesu, proszę spojrzeć z mojej perspektywy na stosunek nakładu pracy i włożonego trudu do wynagrodzenia. Bądźmy poważni.
"Posłać kogoś na niemal samobójczą misję, dać mu nieproporcjonalną nagrodę do trudu, praktycznie rzucić ochłapem z łaski na uciechę. Prawdziwy zabójca na zlecenie w najlepszym wypadku by cię wyśmiał, w nieco gorszym, zakończył twój żywot za taką zniewagę... "
Domedraugr odchylił nieco głowę do tyłu i przekręcił nią tak, aż coś chrupnęło mu w karku. Jego dłoń spokojnie oparła się na głowicy przypasanego do boku miecza, zaś wzrok powędrował na wiszący nad głową Steena obraz.

-Nie znaczy to jednak, że nie interesuje mnie podjęcie się tego zlecenia. Po prostu przy obecnych warunkach bardziej opłaca mi się zdobycie złota swoimi sposobami i wykupienie Lilianny bądź wymienienie jej za inną skórę, oszczędzając sobie zabawy w cały ten teatrzyk. - podsumował. Oszczędnym ruchem odsunął kielich i spojrzał w bok na stojącego nieopodal tarczownika, zastanawiając się jakby, czy ciągnąc dalej rozmowę, czy może podziękować za spotkanie i poświęcony czas.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2016, 15:02 przez Amaron.)

10.08.2016, 14:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna