Peryferie Valen
#1

Cytat:

Każdy zmierzający do Valen, drogą lądową, ma do wyboru dwie drogi. Może przebrnąć krwawe wrzosowiska, lub spróbować po drugiej stronie góry, gdzie ciągnie się zwyczajny trakt i od czasu do czasu pojawiają się krzaki i krzewy. Teren pagórkowaty, niemalże górzysty, praktycznie niezamieszkany. Obszar ten, cechuje czystość i przejrzystość powietrza, za dnia, jak i w nocy. Jedynie w czasie wschodów i zachodów słońca, światło gorzej się odbija, przez co otoczenie będzie słabo doświetlone i gorzej widoczne, powodując złudzenie, jakby lekko rozmazanego. Tereny bogate są w liczne, pospolite korzonki, grzyby, czy tym podobne inne roślinki, które zachęcają przydrożnych do schodzenia z głównych szlaków w poszukiwaniu znalezisk. Ale ostrożnie! Zaznajomieni z terenami, zwykli na nie mawiać: "Dzikie ostępy" i to bynajmniej z powodu zarośnięcia tegoż obszaru, a raczej tego, że na tych terenach grasują dziki. Nie jeden, nie dwa, ale całe ich stada. Wielu podróżnych, przemierzających tę krainę, zlękło się słysząc, z pobocznych, mglistych ścieżek, agresywne chrumkanie. Spokojnie... Wszelkie lochy i odyńce, trzymają się z dala od głównego szlaku i zazwyczaj nie wchodzą w drogę podróżnym, którzy się go nie opuszczają. Jeśliby spytać miejscowych, można usłyszeć nieustannie powielającą się z ich ust legendę na temat wielkiego Odyńca, króla tego obszaru. Widywany dosyć rzadko, bo raz na kilka dni, przemierza dzikie ostępy, tuż przed wschodem i zachodem słońca, by następnie ponownie zniknąć.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2016, 13:53 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






09.10.2016, 05:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#2

iał to być dzień, jak każdy inny, ale... Stało się, utknąłem.
Co gorsza nie sam, ale w towarzystwie jakiejś rudej niezdarnej dziewki. Fakt, faktem całkiem szybko, jak na słabą kobietę wspięła się na to drzewo, w dodatku, nie obawiała się o swoje paznokcie, jak to w tych czasach ostatnio bywa moda. Lecz chyba, każdy by tak zrobił, gdyby ścigały go dwa stada rozjuszonego zwierza...


Minęło parę dni, odkąd wyruszyłem z okolic Jeziora Grimssdel. Pochowałem tam mojego byłego już Mistrza. Przeczekałem nim wyzdrowieję, moje rany zasklepią, a mana powróci do przyzwoitego stanu, poprzednia walka porządnie mnie nadwyrężyła, więc naturalnie potrzebowałem więcej czasu, niż zwykle. Moje serce ciągle wypełniała pustka, po tym co się stało. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że było mi smutno. Mimo tego wszystkiego co zgotował mi los, oraz moich obietnic, czy też wyrzeczeń emocjonalnych, po smoczym rodzicu, z lekka, przywiązałem się do Mistrza i zaczynałem obdarzać go przyjacielsko-ojcowskimi uczuciami. Jeszcze te wszystkie wspomnienia, których doświadczyłem w krypcie... Nie czułem się sobą, ciągłe obrazy przewijały mi się przed moimi oczyma. A uczucia jakich doświadczyłem tego dnia, nieustannie mieszały się z moimi doczesnymi. Tak samo, jak i kiedyś, tak i teraz, wszystkie te uczucia, powinny były zniknąć. Dekoncentrowały, a dekoncentracja prowadzi do upadku. Tak więc się stało, przez co znalazłem się w sytuacji jakiej się znalazłem.

Cała podróż przebiegała bez większych przeszkód. Po prostu trzymałem się szlaku, który według mapy, miał doprowadzić mnie do Valen, a później do mojego kontaktu. Nie miałem za dużo informacji o tym terenie, ale z goła, wydawał się na spokojny. Smocze zmysły nie wyczuwały zagrożenia, a ciało oddało się przyjemnemu procesowi pochłaniania energii z wszech otaczającej lekkiej, porannej mgiełki. Mimo, iż według wyliczeń, jedzenia powinno mi było starczyć na bezproblemowe dotarcie, to chyba z potrzeb regeneracyjnych, pochłonąłem więcej niż zwykle. Zdecydowałem się więc zapolować, z resztą i tak, samo podróżowanie znudziło mnie niemiłosiernie. Postanowiłem zboczyć z głównego szlaku, by rozprostować mięśnie i odgonić myśli. Byłoby chyba lepiej gdybym tego nie robił.

Skupiłem się i spróbowałem wczuć teren, by wiedzieć w którym kierunku się udać. Nie minął nawet kwadrans, nim usłyszałem z oddali ciche i niepewnie chrumkanie. Uśmiechnąłem się. "Dzikie ostępy" zrozumiałem wreszcie, czym było owe podkreślenie na mapie. Wyruszyłem więc w kierunku mojej zdobyczy cichym truchtem. Nasłuchując bacznie innego zagrożenia zagłębiałem się w dziki Las. Nie słyszałem niczego innego poza, ustawicznym chrumkaniem w różnych częściach tego mglistego lasu. Widziałem po drodze mnóstwo roślin, o których było mi dane uczyć się przed laty... Wspomniałem, tylko swoją głupotę, jak uciekałem od nauki.
"-Gdybyś tylko wiedział, do czego służą, to zrobiłbyś z nich użytek."- burknąłem pod nosem, domniemane słowa Mistrza przedrzeźniając go. Z niechęcią odwróciłem wzrok, zdeptałem chwasty i z cynicznym uśmiechem szepnąłem:
"-Żryj piach tępy chuju, niech Ci gleba ciężką będzie."

Pół godziny zajęło mi natrafienie na ślad zwierza, bo przez nieustannie wydawane dźwięki innych zwierząt w różnych częściach lasu, miałem ogromny problem na skupieniu się tylko na tym moim. Kiedy wreszcie dotarłem na leśną polanę, ujrzałem moją zwierzynę. Dobyłem rzutki i czekałem na odpowiedni moment. Kiedy tak czekałem i przyglądałem się szpetnej i spasłej loszce, uświadomiłem sobie coś niezwykłego... Ryj miała, niczym była dziewka mojego Nauczyciela, dźwięki też podobne nawet wydawała. Chciałem ryknąć śmiechem, ale w porę się powstrzymałem bo, w innym wypadku, całe moje wielkie polowanie skończyłoby się jednym, wielkim fiaskiem. Kiedy świńsko było dostatecznie blisko, cisnąłem nożem między oczy. Usłyszałem przeciągły kwik, oraz dźwięk upadającego cielska.
Zacząłem podchodzić, ale z miejsca gdzie miał być mój domniemany obiad, usłyszałem coś dziwnego... Z mojego jednego celu, w jednym momencie zrobiło się ich kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt ?

"-SEKRETNA TECHNIKA SMOKA... Spierdalania !"

Popełniłem błąd, nie doceniłem przeciwnika, a raczej jego liczebności. Nim się obejrzałem, przeciągły kwik pełen wrogości, przedarł się przez przestrzeń. Nim echo skończyło go nieść, kolejne nienawistne odgłosy rozdarły ciszę. Zwykłe polowanie przerodziło się w pełną mojej frustracji ucieczkę. Jak to się stało i do czego to doszło, że ten, który był wychowywany przez smoka, musi uciekać w popłochu przed swoim posiłkiem. Dudnienie ziemi, stukot racic, triumfalne chrumkanie. Biegłem, bo co innego mogłem zrobić?
W biegu usłyszałem coś martwiącego... Drugie stado pędziło z naprzeciwka. Obejrzałem się za siebie. Pierwsze stado było juz blisko.
"-Jasna pała... Czy Thorn chce się na mnie zemścić za to, co żem uczynił ? Jeżeli tak, dlaczegóż w taki żałosny sposób... Daj mi zginąć od miecza, po prostu daj mi odejść godnie! Przeklęte bóstwo!" warknąłem sfrustrowany.
Nim skończyłem do końca, swój pełen zażenowania wywód. Poczułem jak moje ciało zostaje zatrzymane przez inne ciało, które z równie silnym impetem wpadło na mnie. Młoda, całkiem zwyczajnie wyglądająca dziewczyna, z burzą kasztanowych włosów patrzyła się na mnie zszokowana swoimi, dziwnie fioletowymi patrzałkami.
"-Irytująca...", pomyślałem, po czym, nie widząc innego wariantu, czym prędzej wspiąłem się na najwyższe pobliskie drzewo. Kiedy byłem już na górze dojrzałem, jak próbuje się niezdarnie względem mnie wspiąć. Rozglądałem się dookoła, stada z dwóch stron, niczym pułapka stopniowo zmniejszały pętle dookoła szyi, jaką było nasze drzewo. Nigdy wcześniej nie widziałem, tak ogromnej zgrai. Sam, raczej dałbym radę, ale byłoby z tym za dużo zachodu, a nie chciałem marnować siły. Pomyślałem, że mała pomoc, może się przydać, więc, lekko od niechcenia wystawiłem, moją ciemnoszafirową, smoczą rękę w kierunku rozpaczliwie wspinającej się, fioletookiej Mędrczyni i wyszczerzyłem się szyderczo.
"-Może pomóc?!"
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2016, 15:00 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






09.10.2016, 14:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#3

rzak pierwszych promieni słonecznych wyrwał ją z snu. Nie chciało jej się wstawać. Ciepły koc, którym owinęła się gdy leżała, przyjemnie zachęcał do kontynuowania drzemki, a wciąż zmęczone nogi protestowały przed dalszym wysiłkiem. W stanie takiego zawieszonego między jawą, a snem letargu, wolne myśli lawirowały w jej głowie. Nic dziwnego, niedługo miała w końcu dotrzeć do Valen, jednego z największych miast na całym kontynencie. Nie wiedziała czego się spodziewać, ani czego oczekiwać. Choć w trakcie swojej podróży nie raz i nie dwa miała okazję zetknąć się z dziwacznymi incydentami, większość z nich wynikała raczej z ludzi i ich osobliwych zachowań, niż z czegokolwiek innego. Prawdę powiedziawszy do tej pory ich nie rozumiała. Niby jej własny gatunek, ale wydawał się jej taki obcy. Z jakiegoś powodu oni też wyraźniej dostrzegali różnice niż podobieństwa do Mędrczyni.

Rosnący głód skutecznie skreślił dalsze plany wylegiwanie się w namiocie. Pusty żołądek dawał znać o niezaspokojonych potrzebach, zasysając się w nieprzyjemny sposób. Ciężko kłócić się z takimi argumentami, więc była zmuszona ostatecznie wstać z posłania i przyszykować się do dalszej wyprawy. Przemyła twarz drobną ilością zimnej wody z bukłaka. Nie zostało zbyt wiele dlatego nie chciała marnować więcej niż trzeba. Efekt jednak był wart tego. Resztki snu uciekły gdzieś w najdalsze zakamarki, wykurzone kontaktem z lodowatą cieczą. Teraz mogła myśleć normalnie.

Prowiantu powinno starczyć przynajmniej, aż do granic miasta, ale przy oszczędnym zarządzaniu nim. Przy ogarniającym ją wilczym, czy raczej smoczym, apetycie mogło to stanowić pewne wyzwanie. Dokończyła resztkę wczorajszego posiłku, silnie starając się nie sięgnąć po kolejną porcję. Posiadanie nienaturalnie wyostrzonych zmysłów stanowiło problem w takich sytuacjach.

Po posiłku była w zasadzie gotowa by ruszać dalej, wystarczyło tylko jeszcze spakować namiot. Zwinęła więc płachtę, złożyła szkielet i wyciągnęła śledzie, wpychając to wszystko do specjalnej mocowania na plecaku. Sprawdziła czy niczego nie zostawiła na polance. Nie miała za wiele, a nie chciała tracić więcej. Ostatecznie założyła masywny i ruszyła przed siebie.



wszystkiego co się spodziewała, ta sytuacja była zdecydowanie ostatnią na tej liście. Zakładając, że w ogóle się tam znalazła. Nie przyszła jej wcześniej do głowy możliwość przypadkowego zetknięcia się w środku kniei z nieznajomym uciekającym przed rozsierdzonym stadem odyńców. Jednak nie był to najlepszy czas na zastanowienia, próba uniknięcia ostrych kłów otrzymała rangę priorytetu.

Automatycznie podążyła biegiem za mężczyzną, porwana instynktem samozachowawczym. Wskoczyła tuż za nim na drzewo, jednak nie potrafiła wspinać się z taką sprawnością jak on. Niezwykle ciężki plecak pogarszał sprawę, zdawał się ważyć jeszcze więcej niż zwykle. Na domiar złego skórzane rękawice nie pozwalały złapać pewnego chwytu na korze. Gdyby tylko miała gołe dłonie poszło by to znacznie sprawniej.

"-Może pomóc?!" - Zakpił siedzący bezpiecznie na gałęzi obcy. Wystawił swoją ciemnoszafirową, niemal smoczą w wyglądzie, rękę w jej kierunku. Podświadomie zignorowała zgryźliwą uwagę. Faktycznie potrzebowała pomocy o ile nie miała ochoty zostać nadziana na ostre kły. Złapała jego dłoń i dała się wciągnąć wyżej, poza zasięg bojowo porykujących zwierząt. Odetchnęła z ulgą. Nawet nie zauważyła, że wstrzymywała oddech to tego momentu.

"-Dziękuję" - Wyszeptała nieśmiało. Teraz mogła przyjrzeć się dokładniej obcemu, szczególnie jego wyraźnie nieludzkiej kończynie. Nie wiedziała co powinno się robić w podobnych sytuacjach, więc się nie odzywała. Nie przeszkadzało to buzować pytaniom w jej głowie. Pierwszy raz widziała kogoś choć trochę do niej zbliżonego. Czyżby on też miał Smoczego Mentora? Co on tu robi? Czy podzielił by się wiedzą? Dokąd zmierza? Usiadła wygodniej. Za szybko nie zejdą, więc miała trochę dodatkowego czasu. Wyjęła ukryty w kieszeni węgielek i zaczęła naprędce przerysowywać szkic dłoni (szponów?) drugiego Mędrca. Może nie spotkają się ponownie, a tak przynajmniej będzie mieć pamiątkę po ich spotkaniu.
09.10.2016, 22:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#4

Dziewczę, pochwyciło moją dłoń, po czym podciągnąłem ją wyżej, na gałąź. Nie omieszkałem się zauważyć poirytowanego spojrzenia. Dookoła pętla dzikich świń nienawistnie chrumkała w naszą stronę. W duchu modliłem się do bóstwa, by nie postanowiły przewalić drzewa. Raczej prędko się stąd nie wydostaniemy, poświęciłem więc z lekka uwagę mojej nowej towarzyszce w biedzie.

Drobniutka dziewczyna, o ciągle młodocianych rysach spoglądała ze skupieniem na, moją zesmoczoną rękę. Miała nienaturalnie duże, fioletowe oczy, a na rumianej twarzy widniał wzorzysty tatuaż. Gdzieniegdzie, na otwartych częściach, nie zakrytych ubraniem, dostrzegłem wychodzące na wierzch grafitowe łuski, które intensywniej, niż w przypadku moich, spowijał opalizujący odblask. Miedziane włosy długie, do jej łopatek, odbijały złocistą barwą promienie wschodzącego słońca, które urzekły mnie, już od samego początku.

Skupienie, jakie poświęciłem dziewczynie zostało całkowicie rozbite przez, czynność jaką naprędce próbowała wykonać. Z kieszeni wyciągnęła jakiś węgielek i z wrytym wzrokiem w moją rękę zaczęła coś szkicować. Kiedy pojąłem sytuację, czym prędzej schowałem ją pod nakryciem, mojego płaszcza. Podbiłem w myślach tylko to, co zaznaczyłem na początku... "-Irytująca..."Po czym popatrzyłem na nią zdegustowanym spojrzeniem. Gdyby nie te włosy, dawno już stanowiłaby uciechę dla świnek. Uśmiechnąłem się szyderczo na ułamek sekundy, wizualizując sobie sytuację.

Muszę przyznać, że zastanowiło mnie, skąd ona się tu wzięła, jakie były jej losy, dlaczego jest przesycona smoczą maną, wolałem jednak, utrzymać zainteresowanie w tajemnicy. Będzie chciała, to powie. Niestety, myśląc o tym, mimowolnie rzuciłem pełne uwagi spojrzenie na jej twarz, by po ułamku sekundy zaniechać czynu i zająć się czymś, w zasadzie ciekawszym... Obserwacją porykującej armii zwierzyny i wybieraniem odpowiedniego kąska na obiad.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






09.10.2016, 23:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#5

rzerysowała tylko tyle ręki zanim nieznajomy niczym oparzony schował ją pod płaszcz. Przypominało jej to zachowanie panikującej zwierzyny łownej, która wypatrzyła gdzieś w polu czyhającego drapieżnika. Takie porównania rozbawiło ją na tyle, by uśmiechnęła się. Nieznacznie, ale na tyle by błysnęły na sekundę jej ostre ząbki. Obcy furknął naburmuszony, po czym zwinął się w kłębek mocniej. Dopiero po chwili zorientowała się na jakie elementy jej ciała spogląda się mężczyzna. Poczuła niezrozumiałe szczypanie w okolicach policzków i uszu. Odwróciła się szybko do niego tyłem, nim jej skóra całkiem poczerwieniała. Starała się skupić na dokończeniu szkicu. Na szczęście główne linie całokształtu zdążyły znaleźć się na papierze na czas, teraz wystarczyło tylko dokończyć detale, ale to mogła zrobić już z pamięci.

Nieznajomy był bardzo wysoki, na oko miał prawie dwa metry wzrostu. Jego skóra była odcień jaśniejsza niż śniada, jak u osoby unikającej słońca. Pewnie uchodziłby za dość przystojnego, jeśli nie niepokojąca różnica w źrenicach, gdzie jedna wyglądała w miarę naturalnie, a druga była wrzecionowata jak u węża. Oczywiście przy dodatkowym warunku, że oceniający jest zainteresowany takimi sprawami i znał ludzkie standardy urody. Czarne włosy obcego spływały na lewą stronę. Z przodu wyglądały na ścięte tak aby mieć średnią długość, ale patrząc od boku lub tyły można było dostrzec sześć unikalnych ciasno splecionych warkoczy. Spadały one wstecz głowy, aż do miejsca gdzie chowały się pod kołnierzem ubrania. Dodatkowo na twarzy mężczyzny rósł gęsty zarost składający się z zarówno z brody jak i wąsów. Musiał go najwyraźniej bardzo lubić, bo był starannie przystrzyżony oraz elegancko zadbany.

Trudno bezbłędnie ocenić ciężkozbrojną sylwetkę, ale oby wydawał się silnie zbudowany. Nie w tak przesadny sposób, aby to krępowało jego ruchy czy je spowalniało, ale na tyle by posiadał całkiem przyzwoitą siłę fizyczną porównywalną nawet z zaprawionymi ludźmi. Te części jego ciała, które wystawały spod odzienia, nosił obfite w liczne blizny ślady. Resztę zakrywał unikalny metalowych pancerz wykuty z osobliwego połączenia drobniejszych łusek oraz wielkich płyt. W spomiędzy niektórych elementów wystawały kępki ciemnego futra. Nyx nie potrafiła obecnie powiedzieć czy mają one zastosowanie praktycznie czy jedynie wizualne. Na pewno razem z przymocowanym do barków obszernym, czarny płaszcz z kapturem nadawały nieznajomemu aurę jednocześnie tajemniczości oraz majestatu.

Wróciła do rysunku kończyny mężczyzny. Cała jego ręka mocno przypomina ludzką, jednak zamiast paznokci zakończona była lekko przydługawymi, ostrymi jak brzytwy szponami. Zamiast skóry pokrywały ją ciemnoszafirowe łuski z metalicznym połyskiem. Rzuciła przelotnie spojrzeniem na swoją własną dłoń. Mimo, że była ona schowana pod skórzaną rękawicą, Alchemiczka potrafiła w myślach idealnie przywołać jej obraz do głowy. Kończyny były do siebie niezwykle podobne, choć jej własna zachowała bardziej naturalny wygląd. Też pokrywała ją w dużej mierze łuska, ale główną różnicą poza pokryciem były kształty. Palce nieznajomego zaciskały się w krzywym chwycie jak te u drapieżnych ptaków, a jej własne nadal zachowały pełną ludzką sprawność manualną. Sposób przekształcenia paznokci również się różnił, u niego wyrastały twarde zagięte szpony, gdy u niej przypominało to bardziej pazury. Z jakiegoś powodu dziewczynie obcy kojarzył się z polującym wysoko na niebie jastrzębiem. Nie potrafiła powiedzieć czemu.

Zamknęła książkę z lekkim trzaśnięciem ciężkich okładek, bez zamykania na razie specjalnego zatrzasku. Za chwilę być może będzie ją otwierać ponownie. Obecnie dudniła nerwowo po drewnianej oprawie. Nie wiedziała od czego zacząć konwersację, a przedłużająca się cisza zaczynała ją powoli męczyć. Tego jej doświadczenie nie obejmowało. Ostatecznie zdobyła się na odwagę i przemówiła pierwsza, przechodząc do tematu prosto z mostu. Patrzyła jednocześnie w nieokreśloną dal przed siebie pustym wzrokiem, tak typowym dla zastanawiających się nad czymś osób.

- Czy ty też miałeś Smoczego Opiekuna?
10.10.2016, 02:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#6

ho zaczyna się... Ludzie nie doceniają jednak piękna ciszy.
Nim myśli skończyły swój tor w mojej głowie, usta dziewczyny otwarły się, a z nich uleciał melodyjny głos.


"- Czy ty też miałeś Smoczego Opiekuna? ", powiedziała...

Nie musiałem długo czekać, nim druga strona zaczęła przemawiać. Zburaczona twarzyczka, próbowała ukryć swój drgający i niepewny głos, dozą odwagi, ale całe jej ciało mówiło zupełnie co innego. Brak kontaktu wzrokowego, dudniące nerwowo palce o książeczkę, coraz to ciekawsze odcienie barwy czerwieni na twarzy, pewnie i więcej, ale nie potrzebowałem dalszej argumentacji mojego osądu. Mimo, iż cała sytuacja na pewien sposób mnie nakręcała, samo spotkanie Mędrczyni, nie było dla mnie czymś niesamowitym. Lazurowy ojciec, opowiadał mi, że jest więcej podobnych mnie, przygarniętych przez smoki, ale nie chciał nigdy wyjawić przyczyn owej smoczej tendencji. Zastanawiała mnie tylko natura magii władanej przez moją współtowarzyszkę, ponieważ, według opowieści można było trafić na prawdziwe różnorodności.

Byłem głodny, ale mimo wszystko, ważniejsze były priorytety. Dziki, dzikie w swojej naturze, nie wyglądały jakby chciały nas prędko opuścić. Pociągnąłem więc z rurki wystającej spod pancerza. Poczułem, jak przyjemna ciecz przelewa się przeze mnie, jak moje ciało ją łaknie i czym prędzej chłonie. Wiedziałem, że to musi starczyć, jako tymczasowy zastępnik. Resztkę wody w ustach, splunąłem w stronę jednego, z dziko chrumkających odyńców,  powodując jego dezorientacje. Rozbawiła mnie sytuacja, bo zdezorientowany dzik, cofając wpadł na innego, który przez to, że rozjuszony zaczął go nerwowo popychać, powodując ich chwilową, lekką przepychankę. Spojrzałem w stronę, coraz wyżej pnącego się słońca i zamyśliłem się.

Hmmm.... Czas ją utemperować...- pomyślałem. Po czym wyszczerzyłem się w stronę kasztanowej dziewczyny, próbując złapać kontakt wzrokowy. Wyciągnąłem jedną z rzutek, po czym zacząłem się nią bawić między palcami, co jakiś czas skrzypiąc pazurami o metal. Coraz szybciej, coraz szybciej, coraz szybciej. Moje giętkie i wytrenowane palce, razem z licznymi treningami, pozwalały mi, nie przejmować się tym, że moja zabawka mi wypadnie. Mógłbym tak cały dzień, nawet z zamkniętymi oczami. Przestałem, po czym wyprostowałem końcówkę ostrza w kierunku dzików.
"-Tamten będzie najlepszy..."- powiedziałem, wskazując najbardziej mięsistego odyńca.
Dziewczyna, mimo iż nie dała po sobie poznać, zapewne poczuła się zmieszana...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2016, 03:09 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






10.10.2016, 12:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#7

ytanie wisiało w powietrzu, ciągle nieświadome swej zbędności. Dźwięczące milczenie przedłużało się nie naturalnie, z każdą mijającą chwilą coraz cięższe i cięższe. Mężczyzna najwyraźniej nie miał zamiaru nic więcej mówić ponad to co już wcześniej powiedział. Interesowały go wyłącznie jego własne zachcianki. Nie miał więc powodu by przejmować się czymkolwiek innym poza sobą. A napewno panująca cisza nie była jego zmartwieniem.

Mimiwolnie głębszy wdech rozszerzył jej płuca. Powietrze przyjemnie orzeźwiało swą rześką nutą, tak charakterystyczną dla leśnego powietrza. Wilgotne resztki porannej rosy dalej utrzymywały się w górze, a słodki zapach żywicy mieszał się z wonią świeżo roztartej trawy. Zatrzymała oddech na kilka uderzeń serca, zanim wypuściła je ponownie w postaci zrezygnowanego westchnięcia.

Nieznajomy ciekawił ją w takim samym stopniu jak niepokoił. Oczywiście wcześniej spotykała ludzi na swojej drodze, jednak żaden nie przypominał tego. Obcy bez dwóch zdań wyróżniał się na tle wszystkich pozostałych. Z całą pewnością smocze cechy Mędrca odgrywała w tym niezwykle istotną rolę, ale kryło się w tym znacznie więcej niż potrafiła obecnie opisać. Miała wrażenie, że zaledwie drasnęła wierzchołek góry lodowej. Dostrzegała wyłącznie to co pozwolono jej dostrzec.

Mimowszystko drugi Mędrcowi też się nudził. Zajął umysł zabawą niewielkim ostrzem, którym sprawnie wywijał w dłoni. Szło mu wspaniale. Brzytwa lawirowała niczym zaczarowana, od czasu do czasu ledwoe muskając palce nieznajomego. Delikatne manewry kontrastowały z błyskawicznymi ruchami, kreśląc w powietrzu skomplikowane wzory w mistrzowskiej choreografi. Taniec. Takie skojarzenie przypłynęło wprost znikąd do jej umysłu. Nigdy na własne oczy nie widziała jak ktoś tańczy. Wyobraźnia podpowiadała, że to właśnie tak musi wyglądać.

"-Tamten będzie najlepszy..."

Kompletnie niespodziewany głos natychmiast wyrwał ją z obłoków. Zdążyła jeszcze zobaczyć jak nieznajomy kończy ostatni wyjątkowo misterny wywijas zanim zatrzymał nieruchomo ostrze by wskazać czubkiem na coś poniżej. Ostrożnie wyjarzał w dół, tak by przez przypadek ciężar plecaka nie ściągnął jej z gałęzi. Wykorzystała okazję do poprawienia pozycji, bo pewne elementy dawały znać o sobie zdrętwieniem.

Pod nim przechadzał się wyjątkowo korpulentny dzik. Instynkt w mgnieniu oka zrozumiał o co chodzi. Choć umysł pierwotnie miał zastrzeżenia, żołądek je efektywnie znokautował zniecierpliwionym burczeniem. Była głodna. Bardzo. O ile sam dźwięk brzucha był za cichy by go usłyszeć to płomyk determinacji w oku stał się wyraźnym znakiem aprobaty.

-Tak, nada się.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2016, 17:02 przez Nyx.)

12.10.2016, 16:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#8

zyżby zaczęła przepełniać ją frustracja? Fioletowe patrzałki młodej Mędrczyni, błyskały niepewnością. Jeszcze mieliśmy czas, dziki zdawały się z lekka zapominać o celu ich umiejscowienia, ponieważ, jak zauważyłem, agresywne kwiki stopniowo zaczynały ustawać, a ich mięśnie z lekka stawały się mniej napięte.

Było mi całkiem wygodnie, miękka jelenia, skórzana podszewka znajdująca się pod pancerzem, powodowała, że twardy konar drzewa, nie uwierał aż tak bardzo. Nie można było powiedzieć tego o miedzianowłosej dziewce, która wierciła się niemiłosiernie, na drugim jego końcu, powodując moje narastające zmartwienie, co do wytrzymałości konara, na którym siedzieliśmy.

"-Na imię mi Mest.", powiedziałem. "-Nie uważasz, że powinniśmy zacząć nasze zapoznanie od przedstawienia się sobie nawzajem, nim przejdziemy do tak osobistych tematów? " Po czym, wyszczerzyłem się cynicznie.
"-Nie możemy spędzić tu całej wieczności, nie wiadomo jak długo wytrzyma ta gałąź, a kto tu tak naprawdę wie, jak u Ciebie z wagą...

"- Jeśli chcemy ubić tego dziada, musimy być świadomi, że mój atak, prawdopodobnie wywoła reakcję reszty stada. Masz pomysł co moglibyśmy zrobić z tym fantem? Jaką magią władasz, moja droga Mędrczyni?"
Skończyłem mówić, a następnie pociągnąłem kolejny łyk, z mojego ukrytego pojemnika na wodę.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2016, 18:01 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






12.10.2016, 17:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#9

akiś pierwotny odruch, o którego istnieniu wcześniej nie miała pojęcia, obudził się w niej na  dźwięk słów o wadze. Pogardliwe pod nosem powtórzyła urągającą uwagę. Zdaje się jedynym celem obcego jegomościa było pozostawanie nielogicznie i denerwującym. Jednocześnie.

"-Powiedziało to chuchro biegające po lesie w pełnej zbroi." wyrwała się jej bezwiedna riposta. Są pewnego rodzaju rzeczy, których nigdy nie wolno mówić na głos. Szczególnie kobietom.

"-Nyx." odpowiedziała sucho. Po upuszczeniu nadmiaru emocji nosem. Dzisiejszy dzień miał zapowiadać się świetnie, a od czasu "wpadnięcia" na nią tego "Mesta" jej humor się tylko pogarszał. Faktycznie musiała być głodna, jeśli tak łatwo dawała się wyprowadzić z równowagi. Popełniła poważny błąd, nie doceniła potrzeb smoczego metabolizmu planując tą wyprawę.

Wskazała palcem na największe zgrupowanie zwierząt poniżej. Nie miała żadnego cudownego pomysłu jak rozwiązać obecny pat, ale przynajmniej mogła postarać się jakoś pomóc Mędrcowi.

"-Mogę je ogłuszyć na jakiś czas, jeśli to wystarczy. Jeśli nie..." tu sugestywnie wskazała machnięciem głowy na wystające rękojeści broni. Tak jak normalnie miecz czy sztylet słabo się nadawał do polowań, tak w tej sytuacji można było chyba uczynić wyjątek od tej reguły.

"-O ile...nie boją się głośnych dźwięków... lub błyskającego światła. Albo obydwu. Wtedy wydaje mi się, że mogę je stąd przegnać. Jak myślisz?" dodała łagodniej, bardziej porozumiewawczo. Trochę głupio się czuła z powodu kolejnej bezsensownej reakcji, jednak nie potrafiła nic poradzić na nie. Wymykały się one niekontrolowanie raz po raz, bez względu na czynione starania. Pozostawało syłącznie mieć nadzieję, że ostatecznie w przyszłość będzie odrobinę lepiej...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2016, 03:51 przez Nyx.)

14.10.2016, 03:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#10

imowolnie się uśmiechnąłem. Obszerny, zupełnie niekontrolowany wachlarz emocjonalny, jaki prezentowała młodociana Mędrczyni, niesamowicie mnie frustrował i przeszkadzał, ale i jednocześnie niezmiernie bawił. Kompletne nie potrafiła nad sobą zapanować, a to było dosyć niebezpieczne, nawet dla mnie. Miałem jednak nadzieję, że nadciągająca sytuacja trochę to zmieni, a jej odczucia względem mnie się ujednolicą. Współpraca przecież wpływa na relacje, zależnie oczywiście, od tego jaka będzie. Na szczęście miałem już plan, jak wyrwać się z tej niewygodnej i cierpkiej sytuacji.

Skupiłem się na otaczającym nas terenie, aby dopracować pozostałe szczegóły. Okoliczne drzewa były bardziej, niż wystarczająco blisko, układ świniaków, też był w miarę satysfakcjonujący, ponieważ zdawały się, być skupione, tylko na naszym siedzisku. Zacząłem więc, wyliczać znajdujące się pod nami dziki, wraz z uprzednio upatrzonym było ich, coś koło dwóch tuzinów. Miałem dziwne wrażenie, jakby uprzednio goniło mnie co najmniej pięćdziesiąt, przez co, moja frustracja wzbiła się na jeszcze wyższe szczyty. Poprawiłem ekwipunek i schowałem do sprężynowego podajnika, wyciągniętą uprzednio rzutkę. Do ukończenia planu idealnego, brakowało mi jednego, małego, jednak bardzo szczególnego elementu. Spojrzałem więc znacząco na miedzianowłosą dziewczynę. Wiedziałem, że bez jej udziału mi się nie uda.

- Słuchaj mnie bardzo uważnie, moja droga Nyx... powiedziałem, po chwili ciszy.
- Czas zacząć działać, tu się kończy etap naszej gry wstępnej i musimy się pośpieszyć. Będę potrzebować, Twojej pomocy. Tak jak powiedziałaś niezbędne, do ucieczki, będzie ogłuszenie dzików. Ale o tym, co i jak, za chwilę. Jest jeszcze, jeden szczegół, bez którego mi się nie uda. Niestety będę potrzebować kosmyka Twoich włosów, jak największej długości, obojętnie z jakiej części głowy, użyję ich jako swego rodzaju podpuchy, co pokażę później. Gdy, tylko nadejdzie ten znaczący dla nas moment, skup jak najwięcej mocy na otaczających nas dzikach. Resztę wyjaśnię, jak już wręczysz mi swoje włosy. Pamiętaj, że kooperacja będzie kluczem do sukcesu.


Kończąc swój wywód, wyciągnąłem z rękawa płaszcza, jedną ze swoich piekielnie ostrych, lekko wykrzywionych wykrzywionych Bliźniaczek i obracając rękojeścią w przeciwną mojej, wystawiłem w stronę fioletookiej Nyx.

- Pozwolisz mi czynić honory, czy sama chcesz się obsłużyć?
Z normalnym już uśmiechem, dokończyłem ostatnie zdanie i pociągnąłem ponownie, z wystającej spod pancerza rurki.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2016, 00:00 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






16.10.2016, 23:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna