Peryferie Valen
#81

Udało się! Bestia wreszcie padła ziemię i pozornie nie stanowiła już większego zagrożenia. Napsuła trochę krwi... nie mogłem zaprzeczyć, ale czymże była w starciu z wybrańcem samego Thorna. Jakiż głupi wydawał się teraz mój gniew i frustracja, wylana przy tym przeciwniku. Choć siła stwora była niezaprzeczalnie godna podziwu, w starciu z takim osobnikiem jak ja, jej los z góry był przesądzony.

Dzięki wodnemu płaszczowi, a raczej oczach przystosowanych do największych morskich ciemności, było mi dane zobaczyć cały teren, bestię oraz kończący strzał Chichi, który mimo iż z początku nie wydawał się groźny, wbił się dosyć głęboko i uciszył przeciwnika na dobre. W obecnej aurze nocy, mierzące cztery metry bydle, nawet jeśli leżące na ziemi i nieruchome, zwykłemu człowiekowi wywołałoby chęć jak najszybszej ucieczki... U mnie natomiast przeważającym odczuciem było podniecenie, które z raz po raz zmieniało swoje natężenie i przede wszystkim uczucie dominacji nad innymi stworzeniami...

Ważnym było teraz, by wykończyć dzieło do końca. Dokładnie tak uczył mnie mój Mistrz. Roboty nie można było uznawać za skończonej, jeżeli nie było pewności, że cel nadal dycha, choć trafiały się różne przypadki. Odwołałem dwie macki i zbliżyłem się parę kroków, zmniejszając tym samym dzielący dystans do dziesięciu metrów, aby z tego miejsca prowadzić dalsze działania. Zbliżyłem dwa wodne ogony do głowy oponenta i oba wycelowałem od góry w szyję, z czego pierwszą idealnie w rdzeń kręgowy. Wodna ciecz miałaby na celu odcięcie łba bestii, poczynając właśnie od najważniejszej części czyli rdzenia. Nie ważnym było, czy bestia udawała, czy też nie, po rozcięciu tego miejsca, przestawała stanowić zagrożenie. Obciętą już głowę, przy pomocy macek zbliżyłem z lekka i przyjrzałem się jej wypatrując czegoś interesującego pilnując, żeby nie używać węchu, co by nie oszaleć od buchającego fetoru. Po oględzinach spojrzałem na opierającą się o drzewo Chichi i z szyderczym uśmiechem przybliżyłem przeraźliwy łeb do Mistyczki, a następnie, by dodać pikanterii dodałem ironicznie:

- Masz! To to twoja głowa! Twój łup i twoje trofeum, w końcu zadałaś ten ostatni morderczy cios!

Szczerząc się niemiłosiernie, podrzuciłem niezbyt gwałtownie głowę w kierunku dziewczyny licząc na jakąś obfitą i ciekawą reakcję, po czym ruszyłem w kierunku reszty wrogiego niegdyś ciała, by i ta dokonać pobieżnych oględzin. Chciałem się przyglądnąć i wyciągnąć jakiekolwiek informacje z wizualnej strony bestii jak i ocenić zadane przeze mnie obrażenia...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






17.11.2017, 03:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#82

Mistyczka wypuściła strzałę, która wbiła się w ciało bestii, uciszając ją na dobre. Mimo, iż nie zabiła ona potwora sama -Ba! - w przeważającej części wykończył go Mest, to tak czy siak Chichi poczuła w żyłach wyzwalającą się euforię wywołaną odebraniem komuś życia. Czuła delikatne pulsowanie w skroniach, dłonie trzymające łuk stały się ciepłe, a po plecach delikatnie spłynęła jej strużka potu.
Niestety, dziewczyna nie mogła obecnie zaspokoić ogarniającej ją żądzy mordu. Przełknęła delikatnie ślinę, po czym osunęła się powoli po drzewie, siadając na ziemi. Czuła, jak mocno wali jej serce w piersiach, jednak nie była pewna, czy z podniecenia, czy może ze strachu... Możliwe, że z obu powodów jednocześnie. Zdążyła zapomnieć, jak duże poczucie władzy daje jej walka... Zwłaszcza wygrana. Ostatnia porażka w starciu z Mestem poważnie nadwyrężyła jej nerwy i godność.
Chichi obserwowała teraz, jak mężczyzna podchodzi do powalonej bestii, najpewniej chcąc się upewnić, czy aby na pewno została ona wykończona. Pochwaliła w myślach decyzję mędrca.
Szarooka skupiła się na chwilę na sobie. Spróbowała delikatnie poruszyć kostką, aby sprawdzić, jak wielki ból to u niej wywoła. Była ciekawa, ile czasu zajmie jej powrót do zdrowia... Okropnie denerwowało ją, iż jej życie leży teraz w rękach Mesta. Niezależna natura mistyczki niemal płakała z żalu nad takim jej losem. Zatęskniła w duchu za gospodą, w której nie udało jej się nawet dojść do łóżka, za które teraz oddałaby wszystko... Już lepiej było zostać w tej gospodzie z tamtym siwym, dziwnookim mężczyzną i Alfredem, który ślinił się na widok dziwek.
Po chwili mędrzec wykonał ruch, którego Chichi zupełnie się nie spodziewała. Otóż zupełnie niespodziewanie podrzucił w jej stronę głowę bestii, co wywołało w dziewczynie dość gwałtowną reakcję... Mistyczka krzyknęła cicho, zaskoczona gwałtownym ruchem mężczyzny, po czym odrzucona zarówno przez refleks, jak i odór wydobywający się od bestii przechyliła na bok, a mały włos nie przewracając się na ziemię. Kiedy usłyszała, jak Mest parska śmiechem rzuciła w jego stronę nienawistne spojrzenie.

-Oh, faktycznie zabawne - Warknęła na towarzysza - Wydaje mi się, że powinniśmy stąd jak najszybciej uciekać. Mam dziwne przeczucie, że może nas tu niedługo spotkać o wiele więcej niespodzianek. Podaj mi, proszę, moją torbę. - Mistyczka podjęła próby podniesienia się z ziemi, które, ze względu na to, iż nie chciała obciążać chorej kostki, mogły wyglądać dość komicznie -Ah, jeszcze jedno, przerośnięta jaszczurko... Co Ty na to, żeby ukraść jej rogi na pamiątkę..?

Chichi przyglądała się Mestowi, oczekując odpowiedzi, a zarówno na jej ustach jak i w jej oczach, czaił się figlarny, zaczepny uśmiech.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2017, 19:12 przez Chichi.)

03.12.2017, 19:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#83

poglądałem na to wszystko co się tutaj dzieje z delikantym zdziwieniem, być może zafascynowaniem. Mimo iż me oczy dokładnie nie widziały przebiegu walki, to mój słuch bardzo dobrze wychwycił większość co tam się działo. Potężne ciosy wymieniane z chwili na chwilę, szybkie niemal nieusłyszalne kroki, ryk i zgrzytanie zębów. Walka wyglądała troszkę jak taniec w deszczu: krótka, ale piękna. Coś czułem że ten facet nie jest normalną osobą, ba! On jest podobny do mnie. Mimo wszystko jest na innym poziomie. Wątpię byśmy ja i Berde zdołali mu się przeciwstawić. Człowiek ten... Nie.... Nie człowiek, Smocze Dziecię jest niewyobrażalnie silne. Trzeba będzie albo na niego uważać, albo znaleźć w nim sojusznika. Póki co lepiej będzie go omijać. Co do dziewczyny zaś, zrobi z nią co chce. Szczerze mówiąc przestała mnie już interesować. Być może umrze, być może porywacz ją oszczędzi i zostawi gdzieś w mieście, a może przyłączy się do niego i zrobią dobry bądź zły duet. Kto ich tam wie, wyjebane.

Potwór padł, czułem jak jego wielkie cielsko upadło na podłoże z impetem. Siłę uderzeniową czułem aż nadto wyraźnie. Wątpię aby powstał po takim ciosie. Wtem spojrzałem na Berde który jakby też poczuł że to już koniec. Usłyszałem jedynie kilka słów które wypowiedział do siebie. On także był pod wrażeniem, prawdopodobnie. Niestety mina szybko mu się zmieniła, czuł zagrożenie. Zresztą, nie on jeden. Wiedziałem co musimy zrobić. Ignorując jakieś głosy nieopodal uznaliśmy że póki co lepiej uciekać z tego miejsca, jest tu zbyt niebezpiecznie. Skierowaliśmy się więc na zachód aby dobyć nieco odpoczynku i zastanowić się nad dalszym ciągiem wydarzeń które nastąpią dosyć niebawem.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






12.12.2017, 02:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#84

STRAŻNIK
Niczym nie zmącona cisza roztaczała się po okolicy. Nawet owady zaprzestały swoich nocnych harców, zupełnie jakby przerażone pochowały się do swoich nor.



omysł Mesta z odcięciem potworowi głowy okazał się być zbawienny w skutkach. Gdy tylko pierwsza macka dotknęła skóry monstrum, to warknęło głośno i próbowało zerwać się na równe nogi. Niestety dla niego, wprawiony w walce Mędrzec nie miał problemów z nagłymi komplikacjami i szybko oddzielił głowę stwora od jego wciąż rzucającego się w pośmiertnych konwulsjach ciała. Ostatnim dźwiękiem, który usłyszała para zabójców było ciche tąpnięcie, gdy korpus potwora po raz ostatni uderzył o ziemię. Potem nastała cisza.
Trwała ona do czasu, aż łeb stwora z cichym plaskiem nie upadł na ziemię obok Chichi. Rozmowa niczym bicz przebiła powietrze, mącąc spokój okolicy. W obecnych warunkach brzmiała wręcz nienaturalnie, jakby nie pasowała do sytuacji. Jedno z was szybko pożałowało, że w pełni nie skupiło się na próbach powstania z ziemi. Odgryzając się niechcianemu towarzyszowi Mistyczka nie zauważyła, że w swych próbach stanęła na wystającym korzeniu drzewa, które do tej pory było jej podporą. Całe szczęście - lub właśnie nieszczęście - stanęła na nim zdrową nogą, która utraciwszy podparcie wygięła się pod nienaturalnym kątem. Kobieta poczuła nagłe ukłucie bólu, po czym znowu wylądowała na ziemi. Stopa wyglądała na nieuszkodzoną jednak kolejne "kroki" Mistyczki zdecydowanie powinny być ostrożniejsze.
Oględziny nie zdały się na wiele. Monstrum przy dokładniejszym zbadaniu nie ujawniło wiele ze swojej natury, głównie przez to, że leżało na brzuchu. Było porośnięte futrem, miało cztery kończyny zakończone szponiastymi łapami i obecnie nie posiadało głowy. Poza tymi oczywistymi faktami niewiele się dało dopatrzyć w ciemności, która panowała dookoła, nawet dla wprawnego oka Mędrca. Ot, kolejny zbłąkany stwór, który dokonał żywota gdzieś pomiędzy nigdzie, a cholera wie gdzie. Zapach krwi przebijał się przez swąd wydawany przez niedawne śmiertelne zagrożenie. Stwór musiał poważnie oberwać skoro tak mocno krwawił, jednak samej rany nie dało się zobaczyć, gdyż znajdowała się gdzieś w okolicy jego piersi. Jedno trzeba było mu jednak przyznać - był cholernie wytrzymały skoro mimo tak poważnych obrażeń wciąż miał siłę, aby próbować walczyć.
Plany, śmiechy, wzloty, upadki i znęcanie się nad truchłem pokonanego stwora nagle straciło znaczenie. Pierwszy odczuł to Mest. Mrowienie w okolicach karku, początkowo delikatne, rosło z każdą chwilą. Niepokój nawarstwiał się z sekundy na sekundę. Z niewiadomych powodów potężny Mędrzec zaczął odczuwać coś, czego nie czuł od bardzo dawna. Strach? Respekt? Nieważne... Coś nadciągało, tego był pewien.
Następną rzeczą, którą odczuliście było mocne tąpnięcie, zupełnie jakby gdzieś daleko od was spadł ogromny kamień. Nie sądziliście, że to możliwe, jednak cisza stała się jeszcze bardziej głucha. Wręcz przygniatała was swoim bezdechem. I nagle została brutalnie przerwana.
Dobiegający z dala ryk przeciął powietrze. Był na tyle głośny, że wypłoszył ukrywające się w pobliżu zwierzęta. Wszystko co miało nogi, kopyta czy skrzydła zerwało się, uciekając jak najdalej źródła dźwięku. Panika była wręcz wyczuwalna w powietrzu. Kopytne tratowały wszystko na swojej drodze, nie patrząc gdzie biegną. Byle szybciej, byle dalej, byle bezpieczniej.
W umyśle Mędrca rozbrzmiał potężny, chrapliwy głos. Rozbrzmiał z taką mocą, że zagłuszył wcześniejszy ryk. Był nie do wytrzymania - wżerał się w mózg żelaznymi pazurami i ostrymi kłami. Choć brzmiał zaledwie parę sekund dla mężczyzny wydawały się one wiecznością.



...Gdzie jesteś, Smocze Dziecię...?

24.01.2018, 03:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#85

...Gdzie jesteś, Smocze Dziecię...?

Ręka mimowolnie powędrowała w kierunku głowy, jakby próbując odciążyć, zagłuszyć rozbrzmiewający w umyśle głos. Ból głowy na moment przyćmił osąd sytuacji, a wszystko inne jakby nagle straciło na znaczeniu. Smok raczej bez wątpienia znów pojawił się na Peryferiach Valen. Ostatnim razem był to jeden z największych, tym razem mogło być inaczej, ale czy miało to znaczenie? Pozostawało raczej pytanie... Czy ja już byłem gotów? Część instynktów wręcz nader boleśnie starała się przekonać przepełniony pychą umysł, do wzięcia przykładu z uciekających zwierząt i całej leśnej fauny, druga strona jednak dominowała znacząco. Ciekawość, podniecenie, duma... To właśnie te emocje nie pozwalały odwrócić się plecami do nadciągającego przeznaczenia. Mimowolnie zacząłem iść...

Pierwszy krok...
Lazurowy Wodniku, to Tyś mnie wychował i Tyś obiecał potęgę. To w Twoim imieniu muszę się stawić...

Drugi krok...
Mistrzu, nigdy byś nawet nie przypuszczał, że Twój uczeń Cię przerośnie, a jego potęga wyjdzie poza wszelakie pojmowanie...

Trzeci krok...
O Thornie, Tyś moje naczelne i jedyne bóstwo, tyś moja nadzieja. Oddaje moje życie w Twoje ręce, bym w dniu dzisiejszej próby nie zawiódł Twoich oczekiwań...

Po przebyciu tej krótkiej, pełnej przemyśleń odległości, zatrzymałem się. Moje przeznaczenie było przecież zupełnie inne. Ustanowić Thorna jedynym bóstwem, przywrócić chwałę mojemu rodowi i odbudować go. Jeślibym zdecydował się na konfrontację, może i udowodniłbym swoją siłę, ale finalnie mógłbym nie dokonać tego do czego zostałem stworzony...

Prędki obrót na pięcie i zdecydowany ruch w kierunku Mistyczki. Jedna z macek pochwyciła głowę umarłej bestii i ułożyła ją na pobliskim drzewie, druga zaś czekała w gotowości, aby dopomóc za chwilę rękom. Pełną powagi miną jak i sugestywnym zasłonięciem ust, miałem dać do zrozumienia Czarnowłosej milczenie, a następnie wyciągnięciem dłoni pomoc we wstaniu i ustawieniu na sobie w celu dalszego noszenia. Gdy, tylko bylibyśmy gotowi pozostałymi dwoma mackami obwiązałbym Chichi tak, by jak najbardziej ułatwić sobie jej przenoszenie. Kolejna czynność była oczywista, prędki trucht bazujący na skrytobójczej ciszy w kierunku docelowego i najbliższego miasta...

Lecz niestety, och przekorna naturo, jakem duch co zawsze przeczy, nie mogłem zostawić smoczego władcy bez odpowiedzi... Wytężyłem umysł, tak jak robiłem to w trakcie rozmów z Caeruleum'elem i mentalnie starałem się jak najbardziej wyraźnie przekazać pobliskiemu smokowi wiadomość...


...Ty, który władasz nad gatunkami, wyczekuję cię w Valen...




-17 za zdolności aktywne
+32 regeneracja
= 15 do many



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






25.01.2018, 15:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#86

Kiedy noga Chichi po raz kolejny osunęła się na korzeniu, a jej druga kostka wygięła się niebezpiecznie, jedyne, co przyszło Mistyczce na myśl to bardzo pokaźny łańcuszek przekleństw. Gdy po raz kolejny w ciągu tej jednej, pieprzonej nocy upadła na tyłek, przez chwilę zaczęła ogarniać ją ze wszech miar przytłaczająca rezygnacja.
Dziewczyna już dawno nie czuła się tak, jak teraz. Wiecznie niezależna, potężna zabójczyni, w której rękach wielokrotnie znajdował się los innych osób, oto siedziała tutaj, mokra, ranna i poniżona. Czuła, jak kora drzewa, o które była oparta wbija jej się mocniej w plecy przy każdym głębszym oddechu, a ściółka leśna kuje w nieosłonięte ubraniem części ciała. Mistyczka przyjrzała się swojej dłoni, na której wskutek opierania się o ziemię igliwie odcisnęło przeróżne wzorki, a kawałki ziemi delikatnie powbijały się w skórę. Mistyczka wolała nie zastanawiać się nad tym, jak bardzo źle prezentuje się w tej chwili.
Po chwili jednak myśli Szarookiej znów zostały zepchnięte na dalszy plan, a dowodzenie nad jej ciałem miał przejąć instynkt. Głuche tąpnięcie, najpewniej dobiegające z daleka, było niespodziewanie odczuwalne. Na włosy mistyczki posypały się zrzucone wstrząsem z drzewa igły, a wokół rozległ się głośny trzepot setek skrzydeł zwierząt, które uciekały w popłochu jak najdalej od zagrożenia. Kolejny tego dnia ryk, jednak jeszcze bardziej przerażający niż poprzednie, sprawił, iż wszystkie mięśnie w ciele mistyczki były napięte niczym struny.
Chichi, rozszerzonymi z przerażenia oczami obserwowała swego towarzysza. W jego zachowaniu było coś dziwnego, jednak mistyczka nie była w stanie określić, co takiego. Skupiła się na podtrzymaniu zdolności lokacji, aby w razie czego wiedzieć, z której strony nadciąga zagrożenie.
Po kilku sekundach, które w umyśle mistyczki trwały wieczność, jej towarzysz obrócił się w jej stronę i w pośpiechu zaczął zbierać. Ogromnie kusiło ją, aby zapytać, co się odkurwia, jednak jednoznaczny gest Mesta nakazał jej milczenie.
Szarooka pozwoliła, aby mędrzec znów ją poniósł, po raz kolejny krzywiąc się pod wpływem dotyku wodnych macek mężczyzny. Zanim znów zaczęli uciekać dziewczyna zdążyła wyciągnąć z swej torby jedną z średnich odnów many i wypić ją jak najszybciej. Obawiała się, iż siły mogą się jej niedługo przydać...
26.01.2018, 17:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#87

STRAŻNIK
Coraz większy popłoch zwierzyny zmienił przejmującą ciszę w największy harmider po tej stronie kontynentu.



ała energia, którą Mistyczka zużyła do tej pory nagle wróciła do niej, zupełnie jakby nigdy nie opuszczała jej ciała. Czy był to dar od bogów czy eliksir podrzucony przez przyjacielskiego alchemika - nie wiedziała. Jedno było pewne - odnowa many zdziałała cuda z jej ciałem, przywracając pełnie sił. Co prawda z jej nogą wciąż nie było najlepiej ale teraz przynajmniej dokładnie wyczuwała wszystko co się dookoła niej działo. A działo się niemało.
Złapanie Mistyczki przy pomocy macek było dziecinnie łatwe. Tak samo jak ucieczka w ciemne mroki nocy, tak mało znaczące dla wzmocnionego wzroku Smoczego Dziecka. Co prawda od czasu do czasu musiał uskakiwać przed pędzącym dzikiem bądź większym zwierzem, jednak nie stanowiło to żadnego problemu dla wyszkolonego zabójcy. Szkoda było tylko zostawionego łba potwora ale cóż... życie ważniejsze od zdobyczy. W czasie gdy Mest skupił się na szybkim przebieraniu nogami, Chichi zebrała wszystkie przywrócone siły i zaczęła wyłapywać co się dzieje dookoła nich.
Pierwsze co wyczuła to ruch. Wszędzie. Owady, zwierzęta, a nawet większe bestie przelatywały przez krawędź jej mocy przyprawiając ją o ból głowy z powodu nawału wrażeń. Żadne z nich co prawda nie zwracało na nich uwagi. Na razie. Wyczuła jednak coś jeszcze. Dwójka ludzi znajdowała się zaledwie paręnaście metrów dalej. Biedacy pewnie nawet nie byli świadomi tego co dzieje się dookoła i zostali złapani w ten nieoczekiwany zwrot zdarzeń zupełnie nieprzygotowani. Albo i przygotowani? W końcu nikt nieprzygotowany - albo normalny - nie włóczył by się w środku nocy po tych pustkowiach. Z drugiej strony... Chichi z Mestem właśnie to robili.
Sam smok zdawał się nie do końca znać ich pozycję. Uciekinierzy usłyszeli jak zaryczał ponownie - paręset - może nawet więcej - metrów od was, po czym ucichł. Pozostał z wami jedynie tupot łap oraz kopyt i wrzask czmychającego czym prędzej zwierza. Cisza, jaką pozostawił po sobie smok dotknęła zwłaszcza Mesta, na którego wołanie nie było odpowiedzi. Może był zbyt daleko? Albo smok nie chciał z nim rozmawiać? Albo właśnie szykował się, żeby spaść na nich i rozgnieść bezczelnego młokosa? Tego nie wiedział. I właśnie ta niewiedza była największym problemem.
Oczywiście do czasu. Po około minucie uciekania - tak krótkiej, a jednocześnie niemiłosiernie ciągnącej się - zabójcy natrafili na pierwszy problem. Przed nimi, jakby znikąd, podniósł się z ziemi sporej wielkości niedźwiedź. Nie uciekał jak inne zwierzęta, po prostu stał, tarasując im drogę i bezmyślnie patrzył na uciekających.



Cofnijmy się jednak parę chwil w przeszłość.


Berde nie wyglądał na zachwyconego, kiedy bestia padła. - Kurwa. - mruknął krótko pod nosem, zasępiając się na chwilę. - Silny jest, skurwysyn. - skomentował wyczyny drugiego Smoczego Dziecka, po czym dalej wpatrywał się w mrok, gdzie stała pozostała dwójka. Kobieta próbowała podnieść się z ziemi, jednak niezbyt jej to wyszło. Widocznie rzucona w nią głowa pokonanego potwora wytrąciła ją z równowagi.
Berde już miał skomentować poczynania pozostałych "towarzyszy podróży", gdy sprawy przybrały naprawdę zły obrót. Nagły ryk zagłuszył myśli obydwu mężczyzn. Obydwoje dobrze wiedzieli co oznaczał.
- Spieprzamy stąd! Tylko szybko! - powiedział zduszonym szeptem Berde, po czym zerwał się do biegu, nie patrząc na to czy jego towarzysz biegnie za nim. Kątem oka Daniel zauważył, że obserwowana przez nich para również wyruszyła w tym samym kierunku, w którym zmierzał Berde. Po szybkiej ocenie Smocze Dziecię uzmysłowiło sobie, że wszyscy kierują się w stronę najbliższego miasta - Valen. Może w tym szaleństwie była metoda? W końcu gdzie jak nie w wielkim mieście znajdą schronienie przed smokiem?
01.02.2018, 00:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#88

poglądałem to raz na w jedną stronę raz to w drugą zastanawiając się co dokładnie się dzieje tuż nieopodal. W głowie miałem jedno: myśl że ktoś tam walczy. Mężczyzna którego widziałem niesamowicie dobrze władał magią, która swym kształtem przypominało coś płynnego, coś o nieokreślonym kształcie. Za cholerę nie mogłem ocenić co to za typ magii, jednakże jedno byłem wstanie stwierdzić, facet jest dobry. Obserwacji nie miało końca, walka trwała i trwała aż w końcu po ostatecznym ciosie zabójcy usłyszałem huk. Bestia padła, prawdopodobnie martwa. Ku mojemu zdziwieniu ten mężczyzna wyszedł niemal bez szwanku z tej potyczki. To jedynie przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Czy to coś zmienia? Tak, dużo. Uznałem że nie ma co starać się wyrwać z jego rąk dziewczyny którą poznałem w barze. Najwyraźniej nie ma co się napalać na jakieś bezwartościowe akcje ratunkowe. Przysporzyły by mi one pewnie nie lada problemów. Po co mi to jeśli mogę bezpiecznie odejść bez słowa? Po prostu nie warto zbędnie ryzykować swego życia dla kogoś, kto zapewne ma Cię gdzieś. Obserwowałem dalej.

Nagle znikąd pojawił się hałas. Coś w stylu ryku potężnej bestii, potwora który nie jest zbyt potulny. Na moje nieszczęście kojarzyłem ten dźwięk aż za dobrze. Nie był on ten sam, ale wiedziałem do jakiego gatunku należał. Jeśli moje przypuszczenia były prawdziwe mamy przejebane. Momentalnie spojrzałem na Berde. Wiedział co musimy zrobić. Najwyraźniej smoczy ryk także był dla niego sygnałem do ucieczki. Czym prędzej wstaliśmy z naszej kryjówki i nie bacząc na nikogo i na nic po prostu zaczęliśmy uciekać. Odruchowo wziąłem swój kostur w rękę i coraz to mocniej zaciskając na nim dłoń liczyłem że obejdzie się bez niepotrzebnych potyczek, przynajmniej na razie. Mimo, że czułem niepokój starałem się uspokoić i chłodnie analizować sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Jeśli nie dojdziemy do miasta na czas, może być to nie tylko problem dla nas, ale także dla pobliskiej ludności. Na dodatek kątem oka udało mi się wychwycić ruch dwójki przez nas wcześniej obserwowanych ludzi. Widocznie oni także uciekają do Valen. Mądra decyzja. Myślę, że nawet ten osiłek nie da rady z tym co nadchodzi, na pewno nie w pojedynkę. No chyba że czarno włosa ukrywa jakiś skryty magiczny talent i jest tak samo dobra w tym co jej kompan. Czy to jednak jest możliwe? Nie mam bladego pojęcia. Miałem do tej pory do czynienia z jednym smokiem i wierzcie mi, nie są to potulne stworzenia. Tak czy inaczej braliśmy nogi za pas i razem z mym kompanem spieprzaliśmy do miasta aż się kurzyło. Chciałem ocalić moje życie. To wszystko czego pragnąłem w tym momencie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2018, 20:32 przez Daniel.)



Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






01.02.2018, 20:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#89

rak odpowiedzi ze strony nowo przybyłej bestii przywołał z lekka pewne wspomnienia z odległej przeszłości... wspomnienia dotyczące rozstania z Caeruleum'elem. To właśnie ta cisza była odpowiedzią na wszystkie moje nawoływania, które kierowałem w celu odnalezienia Lazurowego. O ironio... im bardziej chciało się krzyczeć i im bardziej chciało się porozumieć z zaginionym smoczym rodzicem, to właśnie w tym większej ciszy i skupieniu trzeba się było pogrążyć, no i oczywiście tym bardziej ona wybrzmiewała. Lecz na szczęście, były już inne czasy, a smoczy władca nie był raczej w żaden sposób ze mną powiązany. Nastręczał się zamiast tego już powolutku inny problem...

Korzystając ze swojej najpotężniejszej sekretnej umiejętności przemierzałem dzikie treny peryferii Valen, względem nadziei skutecznie umykając zagrożeniu. Macki, jak i aktywny płaszczyk sukcesywnie pozwalały zapomnieć o dodatkowym balaście w postaci czarnowłosej Mistyczki, jednak pojawiające się stopniowo zmęczenie skutecznie wyrywało umysł ze sfery zamyślenia. Tematem który poza smokiem pozostawał w mojej głowie, była świeża informacja podrzucona przez Chichi, na temat dwójki współtowarzyszów ucieczki znajdujących się nieopodal... nowe zagrożenie? Pościg za Chichi? A może jacyś przypadkowi ludzie...? Dlaczego jednak ich nie wyczułem, ani nie usłyszałem? Zbyt bardzo przyćmiła mnie walka? Jakie były ich zamiary? I wiele, wiele innych...
Niestety, musiałem wrócić do tematu za moment, bowiem naprzeciw mnie wyrosła jak spod ziemi dosyć sporych rozmiarów kolejna przeszkoda, którą trzeba było jak najszybciej usunąć.

Niedźwiedź stał dęba i nieprzytomnie się w nas wpatrywał, jakby nie do końca wiedział, co sądzić o tej całej zaistniałej sytuacji... i całe szczęście, bo ja wiedziałem z kolei aż za dobrze...

Nie poprzestając w biegu zwiększyłem z lekka tempo... To był czas na Siepacza - mojej najbardziej morderczej rzutki. Ten ogromny skurwysyn wprost został zaprojektowany na tego typu polowania, a znajdująca się na plecach broń, już dawno nie zakosztowała smaku świeżej krwi... To był ten moment. Jej umiejscowienie nie było przypadkowe, bowiem sam rzut był ściśle powiązany z dobywaniem jej, wypuszczaniem i nadawaniem rotacji. W biegu wyczekałem do ostatniej chwili, aż dzieląca nas odległość nie będzie mniejsza, niż pięć metrów, po czym gwałtownie hamując, przekierowałem całą energię rozbiegową w wypuszczenie tej przedziwnej dwuręcznej rzutki, nasączając ją najbardziej intensywnie jak tylko potrafiłem zdolnością wodnej rotacji. Celowałem w głowę, idealnie pomiędzy oczy. Nie było raczej większej szansy, bym z tej odległości nie trafił, a bestia miała jakiekolwiek większe szanse na przeżycie, przecież w dodatku zdolność płaszcza jeszcze robiła swoje. Gdy wszystko byłoby skończone, zacząłbym biec dalej, uprzednio odzyskując ukochaną broń z martwego cielska...

Jeśliby jednak plan nie wypalił i stało się coś nieoczekiwanego, przez co niedźwiedź mógłby przeżyć, wyczekałbym, aż ruszy w moją stronę i przy pomocy wodnego pistoletu z dwóch palców wskazujących pozbawił go oczu, przebijając się następnie przez oczodoły do mózgu. Po tym, ruszyłbym w pogoń za cenną morderczą zabawką, gdziekolwiek by ona nie była...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






04.02.2018, 19:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#90

STRAŻNIK
Odległa, świetlista łuna wskazywała na zbliżanie się do miasta. Już blisko.



iepacz przeciął powietrze ze świstem, przebijając się przez wszechogarniający hałas. I nie tylko hałas. Głowa niedźwiedzia wręcz eksplodowała przy kontakcie z masywnym nożem. Siła rzutu była na tyle duża, że ostrze gładko weszło w prawy oczodół zwierzęcia, po czym równie szybko opuściło jego ciało z tyłu głowy. Sama "przeszkoda" jeszcze chwilę chwiała się na nogach, jakby resztkami sił próbowała zachować równowagę, jednak śmierć była nieunikniona. Niedźwiedź zwalił się ciężko obok przebiegających niedaleko zabójców. Znalezienie noża nie było ciężkie - doświadczenie Mesta było na tyle duże, że szybko wykalkulował w głowie tor i prędkość lotu narzędzia. Wiedział dokładnie gdzie będzie. I nie pomylił się nawet o metr.

Był tylko jeden problem. "Podkręcenie" możliwości noża miało też swoje negatywne skutki. Biegnące niedaleko stado wilków rozdzieliło się - część biegła dalej ku bezpieczeństwu, jednak trzy z nich oderwały się, wiedzione niewidzialną ręką i zaczęły biec w stronę uciekinierów. Kolejny ryk rozdarł powietrze, zagłuszając wszystkie okoliczne dźwięki. Sama potęga zawarta w głosie smoka sprawiła, że dwa ze ścigających ich wilków uciekły. Pozostałemu życie widocznie było niemiłe, gdyż dalej pędził na złamanie karku, warcząc przy tym zawzięcie.

Kobieta, obijająca się o plecy Mesta, nie do końca mogła być świadoma tego co się dookoła nich działo. Zmęczenie i ból zaczęły odbijać na niej swoje piętno. Jedna rzecz za to zwróciła jej uwagę. Dwójka ludzi, których wcześniej wykryła wciąż podążała w kierunku miasta, niedaleko od nich. Zdziwiła ją jednak inna sprawa - tam, gdzie pojawiał się pierwszy z ludzi, ruch zamierał. Zwierzęta czy nawet bestie padały przed nim na ziemię, aby już nigdy więcej się nie podnieść.


***

aniel pędził na złamanie karku nie napotykając na swojej drodze żadnych przeszkód. I właśnie to było najdziwniejsze. Żadnych zwierząt czy bestii, jedynie ciała, walające się to tu to tam. Berde już dawno zniknął mu z oczu, jednak wszystko wskazywało na to, że to właśnie on był odpowiedzialny za tę masakrę. Czyżby jego towarzysz podróży skrywał więcej niż Mędrzec początkowo podejrzewał? Jak na razie Daniel miał inne powody do zmartwień. Kolejny ryk przeciął powietrze, ogłuszając na chwilę mężczyznę. Potem nastała cisza. Mędrzec przestał słyszeć cokolwiek. Żadnego wycia, żadnych jęków konających zwierząt, nawet tupot własnych stóp gdzieś zaniknął. Jedynym co słyszał był Głos, rozbrzmiewający niczym echo w jego głowie.

Przyprowadź go do mnie, Smocze Dziecię. Żywego.

18.02.2018, 19:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna