Peryferie Valen
#81

Udało się! Bestia wreszcie padła ziemię i pozornie nie stanowiła już większego zagrożenia. Napsuła trochę krwi... nie mogłem zaprzeczyć, ale czymże była w starciu z wybrańcem samego Thorna. Jakiż głupi wydawał się teraz mój gniew i frustracja, wylana przy tym przeciwniku. Choć siła stwora była niezaprzeczalnie godna podziwu, w starciu z takim osobnikiem jak ja, jej los z góry był przesądzony.

Dzięki wodnemu płaszczowi, a raczej oczach przystosowanych do największych morskich ciemności, było mi dane zobaczyć cały teren, bestię oraz kończący strzał Chichi, który mimo iż z początku nie wydawał się groźny, wbił się dosyć głęboko i uciszył przeciwnika na dobre. W obecnej aurze nocy, mierzące cztery metry bydle, nawet jeśli leżące na ziemi i nieruchome, zwykłemu człowiekowi wywołałoby chęć jak najszybszej ucieczki... U mnie natomiast przeważającym odczuciem było podniecenie, które z raz po raz zmieniało swoje natężenie i przede wszystkim uczucie dominacji nad innymi stworzeniami...

Ważnym było teraz, by wykończyć dzieło do końca. Dokładnie tak uczył mnie mój Mistrz. Roboty nie można było uznawać za skończonej, jeżeli nie było pewności, że cel nadal dycha, choć trafiały się różne przypadki. Odwołałem dwie macki i zbliżyłem się parę kroków, zmniejszając tym samym dzielący dystans do dziesięciu metrów, aby z tego miejsca prowadzić dalsze działania. Zbliżyłem dwa wodne ogony do głowy oponenta i oba wycelowałem od góry w szyję, z czego pierwszą idealnie w rdzeń kręgowy. Wodna ciecz miałaby na celu odcięcie łba bestii, poczynając właśnie od najważniejszej części czyli rdzenia. Nie ważnym było, czy bestia udawała, czy też nie, po rozcięciu tego miejsca, przestawała stanowić zagrożenie. Obciętą już głowę, przy pomocy macek zbliżyłem z lekka i przyjrzałem się jej wypatrując czegoś interesującego pilnując, żeby nie używać węchu, co by nie oszaleć od buchającego fetoru. Po oględzinach spojrzałem na opierającą się o drzewo Chichi i z szyderczym uśmiechem przybliżyłem przeraźliwy łeb do Mistyczki, a następnie, by dodać pikanterii dodałem ironicznie:

- Masz! To to twoja głowa! Twój łup i twoje trofeum, w końcu zadałaś ten ostatni morderczy cios!

Szczerząc się niemiłosiernie, podrzuciłem niezbyt gwałtownie głowę w kierunku dziewczyny licząc na jakąś obfitą i ciekawą reakcję, po czym ruszyłem w kierunku reszty wrogiego niegdyś ciała, by i ta dokonać pobieżnych oględzin. Chciałem się przyglądnąć i wyciągnąć jakiekolwiek informacje z wizualnej strony bestii jak i ocenić zadane przeze mnie obrażenia...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






17.11.2017, 03:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#82

Mistyczka wypuściła strzałę, która wbiła się w ciało bestii, uciszając ją na dobre. Mimo, iż nie zabiła ona potwora sama -Ba! - w przeważającej części wykończył go Mest, to tak czy siak Chichi poczuła w żyłach wyzwalającą się euforię wywołaną odebraniem komuś życia. Czuła delikatne pulsowanie w skroniach, dłonie trzymające łuk stały się ciepłe, a po plecach delikatnie spłynęła jej strużka potu.
Niestety, dziewczyna nie mogła obecnie zaspokoić ogarniającej ją żądzy mordu. Przełknęła delikatnie ślinę, po czym osunęła się powoli po drzewie, siadając na ziemi. Czuła, jak mocno wali jej serce w piersiach, jednak nie była pewna, czy z podniecenia, czy może ze strachu... Możliwe, że z obu powodów jednocześnie. Zdążyła zapomnieć, jak duże poczucie władzy daje jej walka... Zwłaszcza wygrana. Ostatnia porażka w starciu z Mestem poważnie nadwyrężyła jej nerwy i godność.
Chichi obserwowała teraz, jak mężczyzna podchodzi do powalonej bestii, najpewniej chcąc się upewnić, czy aby na pewno została ona wykończona. Pochwaliła w myślach decyzję mędrca.
Szarooka skupiła się na chwilę na sobie. Spróbowała delikatnie poruszyć kostką, aby sprawdzić, jak wielki ból to u niej wywoła. Była ciekawa, ile czasu zajmie jej powrót do zdrowia... Okropnie denerwowało ją, iż jej życie leży teraz w rękach Mesta. Niezależna natura mistyczki niemal płakała z żalu nad takim jej losem. Zatęskniła w duchu za gospodą, w której nie udało jej się nawet dojść do łóżka, za które teraz oddałaby wszystko... Już lepiej było zostać w tej gospodzie z tamtym siwym, dziwnookim mężczyzną i Alfredem, który ślinił się na widok dziwek.
Po chwili mędrzec wykonał ruch, którego Chichi zupełnie się nie spodziewała. Otóż zupełnie niespodziewanie podrzucił w jej stronę głowę bestii, co wywołało w dziewczynie dość gwałtowną reakcję... Mistyczka krzyknęła cicho, zaskoczona gwałtownym ruchem mężczyzny, po czym odrzucona zarówno przez refleks, jak i odór wydobywający się od bestii przechyliła na bok, a mały włos nie przewracając się na ziemię. Kiedy usłyszała, jak Mest parska śmiechem rzuciła w jego stronę nienawistne spojrzenie.

-Oh, faktycznie zabawne - Warknęła na towarzysza - Wydaje mi się, że powinniśmy stąd jak najszybciej uciekać. Mam dziwne przeczucie, że może nas tu niedługo spotkać o wiele więcej niespodzianek. Podaj mi, proszę, moją torbę. - Mistyczka podjęła próby podniesienia się z ziemi, które, ze względu na to, iż nie chciała obciążać chorej kostki, mogły wyglądać dość komicznie -Ah, jeszcze jedno, przerośnięta jaszczurko... Co Ty na to, żeby ukraść jej rogi na pamiątkę..?

Chichi przyglądała się Mestowi, oczekując odpowiedzi, a zarówno na jej ustach jak i w jej oczach, czaił się figlarny, zaczepny uśmiech.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2017, 19:12 przez Chichi.)

03.12.2017, 19:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Peryferie Valen
#83

poglądałem na to wszystko co się tutaj dzieje z delikantym zdziwieniem, być może zafascynowaniem. Mimo iż me oczy dokładnie nie widziały przebiegu walki, to mój słuch bardzo dobrze wychwycił większość co tam się działo. Potężne ciosy wymieniane z chwili na chwilę, szybkie niemal nieusłyszalne kroki, ryk i zgrzytanie zębów. Walka wyglądała troszkę jak taniec w deszczu: krótka, ale piękna. Coś czułem że ten facet nie jest normalną osobą, ba! On jest podobny do mnie. Mimo wszystko jest na innym poziomie. Wątpię byśmy ja i Berde zdołali mu się przeciwstawić. Człowiek ten... Nie.... Nie człowiek, Smocze Dziecię jest niewyobrażalnie silne. Trzeba będzie albo na niego uważać, albo znaleźć w nim sojusznika. Póki co lepiej będzie go omijać. Co do dziewczyny zaś, zrobi z nią co chce. Szczerze mówiąc przestała mnie już interesować. Być może umrze, być może porywacz ją oszczędzi i zostawi gdzieś w mieście, a może przyłączy się do niego i zrobią dobry bądź zły duet. Kto ich tam wie, wyjebane.

Potwór padł, czułem jak jego wielkie cielsko upadło na podłoże z impetem. Siłę uderzeniową czułem aż nadto wyraźnie. Wątpię aby powstał po takim ciosie. Wtem spojrzałem na Berde który jakby też poczuł że to już koniec. Usłyszałem jedynie kilka słów które wypowiedział do siebie. On także był pod wrażeniem, prawdopodobnie. Niestety mina szybko mu się zmieniła, czuł zagrożenie. Zresztą, nie on jeden. Wiedziałem co musimy zrobić. Ignorując jakieś głosy nieopodal uznaliśmy że póki co lepiej uciekać z tego miejsca, jest tu zbyt niebezpiecznie. Skierowaliśmy się więc na zachód aby dobyć nieco odpoczynku i zastanowić się nad dalszym ciągiem wydarzeń które nastąpią dosyć niebawem.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






12.12.2017, 02:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna