Posterunek
#11

MG


Poranna breja okazała się zebranymi resztkami z dnia poprzedniego wymieszanego z jakimś gulaszem coby przypominało konkretną strawę. Jedyne co trzeba pochwalić to fakt że owa bezosobowa gulaszopodobna breja była w miarę ciepła. Smakowało tak jak wyglądało i suchy chleb nic nie ułatwił. Woda z kubka tylko pomogła przełknąć to co znalazło się w ustach Sirita. Ale lepszy taki posiłek niż żaden. Tym bardziej jeśli mistyk w przeciągu kilku dni ma zmierzyć się z nieznanym demonem. W ten sposób zdrowy rozsądek wygrywa nad wygodą, lepsze takie coś niż nic.
Słysząc odpowiedź mistyka kapitan uśmiechnął się do niego.
- Wolałem się upewnić. Ale skoro tak to czeka cię raczej przy dobrych wiatrach miłe kołysanie niczym w matczynych ramionach.- kapitan uśmiechnął się krzywo i widać było że ma rozbawiony ton.- Przy gorszych wiatrach czeka cię wyplucie własnych wnętrzności i kąpiel z rekinami i innymi stworami.
Kapitan zaśmiał się głośniej lecz po chwili przybrał poważny wyraz twarzy, jednak nie można było za bardzo spoufalać się ze skazańcami jak i za bardzo nie powinien z nich żartować. Przybierając poważny wyraz twarzy Verdis spojrzał uważnie na mistyka.
- Szybsza droga do Perony prowadzi drogą morską wzdłuż wybrzeża. Dwa góra trzy dni na morzu.- powiedział rzeczowo po czym spojrzał w stronę sierżanta.- To jest sierżant Travis. Będzie cię eskortował do Perony jak również będzie odpowiadał za przypilnowanie byś wywiązał się z danego słowa. Wraz z wami wyruszy również medyk Finch. Kiedy trafisz na pokład statku on będzie odpowiadał żeby doprowadzić cię do stanu używalności.
Wyjaśniając sytuację kapitan ruszył w stronę wyjścia z celi. Zatrzymał się na chwilę i odwrócił ku mistyka.
- Nie muszę chyba mówić że Travis ma pozwolenie na dokarmianie rekinów w razie niesubordynacji?- zapytał stanowczo kapitan. Tym razem nie żartował, mistyk domyślał się że wszelkie próby ucieczki mogą spowodować konsekwencje wyrzucenia za burtę.
- Po południu zabierzemy cię na pokład.- dodał na koniec zamykając kratę celi.


Możesz opuszczać wątek, pod koniec napisz że przybył oddział strażników w ilości 4-5 ludzi i cię zabiera by przeprowadzić cię do portu.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






03.01.2017, 23:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#12

Kiedy słuchałem tak słów Verdisa aż zachciało mi się śmiać ale ból głowy, a raczej cholerny ból głowy szybko o sobie przypomniał i znowu musiałem się chwycić za łeb. Jak najszybciej położyłem prawą dłoń na tylniej stronie głowy tworząc za pomocą magii cieniutką warstewkę lodu zaraz przy nasadzie włosów tak żeby przylegały do skóry a nie przyciskały moje kłaki do głowy. Otrząsnąłem się, odetchnąłem i oparłem o ścianę.
- Świetnie, mało że już dzięki Tobie czuję się jakbym obudził się po niezłym chlaniu a teraz czeka mnie bujanie. Dzięki Kapitanie Verdis. - uśmiechnąłem się krzywo do kapitana i zrobiłem dwa kroki bliżej wyjścia, ale szybko się zatrzymałem i spojrzałem raz to w jego stronę a raz na medyka.
- Gdyby nie Ty to nie musiałbyś tracić medykamentów ani czasu tego znachora na mnie.  - powiedziałem akcętując słowo TY bo taka była prawda, jakby mnie nie położył na ziemię tym kamiennym łapskiem to nawet nie potrzebowałbym medyka. Pewnie i tak nic sobie nie zrobi z moich słów bo tacy "kryminaliści" jak ja przecież muszą być zduszani w zarodku. Bo nikt nie może podskakiwać stróżom prawa. Przez to co miałem teraz do niego powiedzieć twarz mi skamieniała. Na chwilę zbliżyłem się bokiem do Verdisa. Wpatrywałem mu się prosto w oczy.
- A o moje słowo nie musisz się martwić, wykonam co do mnie należy. W końcu sierżant Travis o wszystkim Ci powie prawda sierżancie? Pojawię się, zabije to co tam się pałęta ale czy wrócę? Powiedziałeś że mam wybór: Zginąć albo wykonać zadanie. Dlatego pytam się teraz, co masz zamiar ze mną zrobić? Sam mówiłeś że są tu tacy którzy chcą mojej śmierci. - Spojrzałem na swoją dłoń którą pokryłem lodowymi pazurami. - Ale jedno mogę Ci zapewnić Verdis. I to nie jest groźba przyjacielu. Ale ostrzegam że jak człowiek ma coś zabijać, cokolwiek... To już nie można go dłużej nazywać człowiekiem i sam o tym wiesz jak widzisz zamykanych tutaj ludzi. Niektórzy zamieniają się w zwierzęta. - Odwróciłem się i usiadłem pod ścianą przeciwległą do krat. Verdis już zamykał kratę a ja zacząłem bawić się lodowymi pazurami i ostrzyłem jeden o drugi, to zacząłem skrobać coś w którymś szponie. Na chwilę jeszcze podniosłem głowę i krzyknąłem.
- Jeśli mogę to tylko oddajcie mi sakiewkę z suszoną miętą którą mi zabraliście, tak to zwykła mięta a nie jakieś zioła ogłupiające. - musiałem sobie znowu zapalić bo jeszcze chwila i naprawdę mógłbym kogoś zabić a cała ta sytuacja już dosyć mocno doprowadzała mnie do nerwicy. Przez następną chwilę myślałem co do tego co mu powiedziałem. I co prawda nie ustaliłem z nim co się ze mną stanie po tym jak tylko wrócę z powrotem. Posłuży się mną i zabiję? A z resztą kogo to teraz obchodzi? Miałem tylko zamiar się stąd wydostać. No i zapalić

W końcu po jakimś czasie bo sam nie byłem w stanie określić kiedy przyszła po mnie piątka strażników. Pierwszy z nich otworzył kratę i razem z jeszcze jednym czekał aż trójka weszła do środka mojej przytulnej celi. Jeden z nich oddał mi w końcu moją sakiewkę z miętą ale pasa z czterema nożali już nie. Od razu rzuciłem mu krzywe spojrzenie.
- Gdybym chciał was zabić już bym to zrobił, dlatego możesz mi je na spokojnie oddać - powiedziałem do tego samego który wręczył mi moje zioła powiedzmy że uspokajające. Chwilę potem oddał mi też pas z nożami chociaż bez przekonania, który szybko przypiąłem do prawego uda. Szybko zauważyłem że trzyma w rękach sporą i grubą linę. On serio myślał że tak poprostu spróbuję uciec? W sumię to się im nie dziewię. Odwróciłem się do niego plecami i trzymałem ręce za plecami tak żeby mógł mi je związać. Kiedy już wszystko było gotowe weszedłem za strażnikiem z celi i w takiej eskorcie miałem być przeprowadzony do portu, a potem na statek do Perony.

Gracz Opuścił Wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2017, 14:05 przez Sirit.)

05.01.2017, 12:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#13

Mirrodin rozejrzała się po pomieszczeniu. Czuła się nieco niepewnie podróżując w eskorcie grupy strażników. Ludzie na zewnątrz spoglądali na nią w nieprzyjemny, typowy dla nich sposób. Zauważyła to dopiero, gdy wyruszyli w stronę posterunku. Wcześniej bowiem dużo większą uwagę przykładała do ruchów towarzyszy kapitana, pomimo zapewnien że nie mają zamiaru zrobić jej krzywdy. Była podejrzliwa wobec obcych, nawet jeśli owi obcy byli ręką prawa. Prawu zresztą też niezbyt ufała. Przepisów do zapamiętania było wiele, a do tego nie okazywały się praktyczne na szlaku. Przygodę z nauką zasad skończyła kilka dobrych lat temu, stwierdzając ich kompletną bezsensowność i spłycając je do dziecięco prostej postaci - "bądź miła, gdy patrzą inni". W dużym mieście rzecz jasna sprawa się komplikowała o tyle, że ciężko było znaleźć moment w którym przechodnie akurat nie mieli jej w zasięgu wzroku i słuchu, a bycie uprzejmą było bardzo męczące.

Kiedy tylko przywódca straży zapewnił jej krzesło, usiadła na nim. Wierciła się dobre pół minuty, próbując znaleźć wygodną do siedzenia pozycję. Zastanawiało ją to, po co w ogóle krzesła istniały skoro były tak niewygodne? Gdyby stolarze porzucili by produkcję trudnych w użytku mebli, mieliby zdecydowanie więcej czasu i materiałów na budowę siedzisk od których nie bolą pośladki. Cała problematyka krzesła zajęła jej tyle uwagi, że Verdisa zaczęła słuchać dopiero gdy wspomniał o patrolu wysłanym w celu sprawdzenia pogłosek. Nie straciła przy tym wiele, bo od razu mężczyzna ponownie zaznaczył, że chodzi o nieumarłych.

Gdy skończył mówić, dziewczyna spojrzała na Amarona. Ona nie miała wiele styczności z ożywionymi trupami. Wiedziała że nie krwawią, nie czują bólu i w ogóle osobie o jej posturze bardzo ciężko jest zrobić im krzywdę. Ciężko było też jej przewidzieć co było źródłem tej anomalii. Nigdy nie myślała o tym skąd się biorą kościotrupy i ich pochodne. Stwierdzenie "żyjący martwi" było dla niej wystarczająco jasne. Jeśli powodem dla którego nieboszczyki wstawali z grobów była jakaś żywa istota, to szanse Łowczyni na powodzenie wstrastały powyżej zera. Nie mogła jednak mieć co do tego pewności. A jeśli to był duch? Nie była w stanie dotknąć ducha, w końcu nie mają ciał. Choć uważała siebie za bardzo utalentowanego myśliwego, to znała też swoje limity. Wiedziała na przykład że zjaw nie jest w stanie zranić i od takich zjawisk najrozsądniejszym wyjściem jest ucieczka, niezależnie od doświadczenia we władaniu ostrzami.

Ale... Jeśli szóstka wyszkolonych strażników nie była w stanie tego zrobić, to jakie szanse ma nas dwóch? — Podzieliła się obawami. Przewaga liczebna w walce była jednym z czynników które decydowały o przebiegu bitwy, zanim ta w ogóle się rozpoczęła. Spojrzała na sufit. Potem przeniosła swój wzrok na Verdugo i dodała:

Chciałabym pomóc, ale jeszcze bardziej chciałabym przeżyć.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
21.03.2018, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#14

Gdy Mirrodin skończyła mówić, kapitan straży skinął głową w wyrazie czegoś na kształt aprobaty dla jej postawy. Była bardzo młoda, jak na standardy wojowników chętnych ryzykować swe życie w walce z nadnaturalnymi stworami czyhającymi na traktach. To jednak wcale jej nie zniechęcało. Potrafiła walczyć, przez całe swe życie zajmowała się przecież przede wszystkim łowiectwem i regularnymi treningami. Uwagę od dziewczyny odciągnął jednak Amaron, który od momentu przekroczenia progu posterunku, nie odezwał się ani słowem. Ciężko było jednoznacznie stwierdzić, co się właściwie wydarzyło. Czarny Wilk wyglądał, jak gdyby ktoś właśnie pozbawił go przytomności, jednocześnie pozwalając mu na ruch oraz posłuszne wykonywanie poleceń. Łowczyni nie była pewna co do tego, czy mężczyzna w ogóle mrugał i oddychał. Było to co najmniej niepokojące. Nie tylko ona zauważyła dziwne zacohwanie Akolity. Verdugo szybko rozkazał swym ludziom wyprowadzić go z pomieszczenia. I choć wyprowadzany sam nie ruszył się z miesjca, to i nie opierał się wcale strażnikom. Wbrew ogarniającej dziewczę ciekawości, strażnik zajście potraktował jako coś nieważnego dla całej sytuacji i szybko zabrał się do wyjaśniania Mirrodin jej sytuacji.

Jak się okazało, starania przed chwilą zabranego przez strażników Amarona dały jej tylko kilka dni wolności. W jakiś sposób straż doszła do tego, kto tak na prawdę był odpowiedzialny za rany pijaka, jak się okazało, śmiertelne. Szesnastolatka zaś nie miała żadnego doświadczenia z sądownictwem. Szczerze powiedziawszy nie do końca wiedziała na czym ta cała "sprawa sądowa" miałaby polegać. Sposób w jaki Verdugo się do niej odnosił sugerował że było to coś czego wolałaby uniknąć. Znany był jej motyw wieszania złoczyńców i podejrzewała że ten enigmatyczny zwrot miał z nim bardzo wiele wspólnego. Dlatego też wysłuchała cierpliwie tego, co kapitan miał jej do przekazania. Skinęła milcząco głową na znak, by mówił dalej. Na wypadek gdyby to nie wystarczyło, odezwała się.

Mówiłam już że chcę pomóc. Nawet jeśli nie będzie to miało żadnego związku z chodzącymi trupami. – Nawet lepiej, pomyślała. Wizja próby walki z upiornym szkieletem nieco ją przerażała, choć wcale nie miała zamiaru się do tego przyznać. Żywe istoty wydawały jej się być... bardziej ubijalne. – Nudzi mi się w tym mieście.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
17.04.2018, 00:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna