Osiedle Rybackie
#1

Cytat:
ieopodal centralnej części Miasteczka Grimssdel znajduje się skupisko kilkunastu drewnianych domków należących do tutejszej społeczności rybackiej. Nie wyglądają za bogato, wręcz przeciwnie. Na pierwszy rzut oka, można by pomyśleć, że należą do biedoty, a stwierdzenie to nie będzie dalekie od prawdy. Domki znajdują się w zbitej zabudowie szeregowej i w większości obite starym, ciemnym drewnem. Urządzone są prosto, skromnie i zwyczajnie. Mało w nich elementów ozdobnych, nie licząc oczywiście rybackich trofeów, które kryją w sobie najrozmaitsze rybackie przekoloryzowane historie. Gdzieniegdzie, czy to przed, czy w środku walają się sprzęty rybackie takiej jak: pojedyncze wędki, suszące się sieci, haki i liny i wiele więcej. Największy ruch panuje tutaj w okolicach świtu, po czym ustępuje, bowiem liczni rybacy opuszczają swoje domy w celach wykonywania swojego fachu. W czasie kiedy mężowie wybywają, kobiety zajmują się domami. Praniem, szyciem i ewentualnym drobnym handlem. Ruch wznawia się na nowo przed zachodem słońca, czyli kiedy jest ostatnia szansa na dobry połów i kiedy ryby przysłowiowo najlepiej "biorą". Około godzin wieczorowych, lokację tę głównie piastują kobiety opiekujące się dziećmi, bowiem mężczyźni zmierzają zazwyczaj do pobliskiej gospody, w celach rozrywkowych.



STRAŻNIK
Miejsce: Grimssdel / Osiedle Rybackie
Pogoda: Lekki wiatr. Wczesne przedpołudnie.
Spacer

eden z tutejszych domków należy do Alfreda oraz jego ojca. Nie odróżnia niczym specjalnym na tle pozostałych, może nie licząc ogromnej dwumetrowej głowy marlina osadzonej dumnie nad głównym wejściem do izby. Sama izba, podobnie jak w przypadku pozostałych domostw, zawiera tylko potrzebne i niezbyt cenne przedmioty.

Chłopak milczał cały ten krótki spacer prowadząc cały czas za sobą Czarnowłosą, nie bacząc na próbę zagadania dziewczyny. Dopiero kiedy dotarli, obrócił się w jej stronę, a jego twarz się zmieniła. I to jeszcze jak... już w tym momencie nie była nawet rumiana, tylko była po prostu intensywnie czerwona... Drżący głos nieskładnie próbował wydukać konkretne zdanie.

- Dź... Dzięk... PRZEPRASZAM mojego ojca, ZA! ... On po... popro... po prostu nie radzi sobie już... Ech! POCZEKAJ TU CHWILKĘ!

Po bardzo szybko wypowiedzianych, niezrozumiałych słowach Alfred ruszył szybkim krokiem do swojego małego domku. Nie minęło nawet pięć minut i chłopak był już z powrotem dysząc lekko. Na jego plecach widniał małych rozmiarów plecak, płaszcz oraz mały nożyk przy pasie. Kilka ciężkich wydechów i wdechów i twarz młodzieńca zaczęła wracać do normalności. Był przejęty, ale widać było jak na dłoni, że jego sfrustrowanie wywołane problemami z komunikacją przeważa. Tym razem już spokojniej i bardziej opanowany ponowił próbę dialogu z Mistyczką, tym razem z dużo lepszym efektem.

- Jeśli chodzi o przedmioty, którymi byłaś zainteresowana, to mam je tutaj wszystkie, ze sobą i oddam Ci, nawet za darmo. Ale jest jednak pewna rzecz o którą chciałbym Cię poprosić. Pragnę opuścić tę zabitą dechami mieścinę. Chcę wyjechać gdzieś dalej, zasmakować innego życia. Odkąd się urodziłem ciągle tu jestem i nie minie dużo czasu a skończę jak mój Starszy... Nie chcę takiego życia. Jesteś podróżniczką, na pewno widziałaś dużo krain i miast, nie znasz cierpienia człowieka, który urodził się z wolnym duchem, a został zamknięty w takiej klatce jak ta buda, bez szansy i perspektyw. Próbowałem ucieczki, lecz za każdym razem ktoś, lub coś wychodziło naprzeciw moim planom. Stąd moja prośba: pozwól mi z Tobą wyruszyć! Proszę! Chcę wyruszyć wreszcie przed siebie!

Ostatnie zdanie zwieńczył ciężkim oddechem. Poznać można było, że wiele go to kosztowało i to co powiedział długo w sobie trzymał. Teraz patrzył się swoimi niebieskawymi oczami, prosto w oczy Czarnowłosej i oczekiwał w skupieniu jej odpowiedzi. Teraz wszystko pozostawało w kwestii młodej Mistyczki...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2017, 19:18 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






16.04.2017, 19:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Osiedle Rybackie
#2

Doszli do pobliskiej wioski rybackiej, gdzie bieda sama rzucała się w oczy. Wszędzie czuć było smród starych ryb, a ludzie zerkali podejrzliwie na nowoprzybyłą.
Chłopak zignorował uprzednią próbę zagadania do niego przez Mistyczkę, co wywołało w niej pewną dozę irytacji, jednak postanowiła zignorować to i podążać dalej za Alfredem. Była pewna, że ma on pewien cel. Kiedy następnie wydukał w jej stronę nieskładne zdanie, przybierając przy tym barwę pomidora i znikają w swojej zaniedbanej chatce, Mistyczka poważnie zaczęła rozważać opcję rozwalenia jej porządnym podmuchem wiatru. Mężczyźni, a raczej chłopcy tacy jak on nigdy nie robili na niej wrażenia. Czuła jedynie wszechogarniające zażenowanie.
Kiedy młody rybak pojawił się znów na przeciw niej ze spakowanym plecakiem i lichym nożykiem u pasa, składając prośbę o wspólną podróż Chichi zamurowało. Zdecydowanie nie spodziewała się czegoś takiego. W pierwszej chwili szarooka miała pustkę w głowie, a po chwili zaczęła kotłować się w niej masa myśli. Musiała znaleźć sposób, aby wybrnąć z tej sytuacji. Rozważyć wszelkie za i przeciw. Jednak, niezależnie jakby to sobie kalkulowała wychodziło na to, że chłopak byłby jedynie spowalniającym ją ciężarem. Zostawałą również opcja, iż zabije go w drodze i na samą myśl o tym po jej plecach przebiegł przyjemny dreszczyk podniecenia.Postanowiła jednak spokojnie wypytać go, jak sam sobie to wszystko wyobraża.
-Pragniesz zaznać przygody? - Spytała, patrząc poważnie na młodzieńca - Jednak czy jesteś pewien, że znasz prawdziwe znaczenie tego słowa? Czy uważasz, iż życie w podróży jest lepszą opcją, niż spokojne i ustatkowane życie w mieście, gdzie nie grozi czy większe niebezpieczeństwo? Czy jesteś pewien, że gdy w drodze spotka cię jakiekolwiek zagrożenie, to będziesz w stanie sobie z nim poradzić, ochronić siebie, a w razie potrzeby również i mnie? Nie znasz mnie, ja nie znam ciebie, nie możemy nawet wzajemnie sobie zaufać, a pragniesz ze mną wyruszyć? Dla mnie możesz być zagrożeniem. Jestem kobietą podróżującą samotnie, skąd mogę wiedzieć, jakie są twe prawdziwe zamiary? Pond to, musisz zdecydować, czy to na pewno jest życie jakiego pragniesz. Czy jesteś gotów zostawić swego ojca, który pewnie nie da sobie bez Ciebie rady i skazać go na śmierć bez czyjejkolwiek pomocy lub towarzystwa. Powiedz, proszę, czy jesteś gotów na takie poświęcenie?
18.04.2017, 00:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Osiedle Rybackie
#3

STRAŻNIK
Miejsce: Grimssdel / Osiedle Rybackie
Pogoda: Lekki wiatr. Wczesne przedpołudnie.
Spacer

iatr stopniowo zaczynał zmieniać kierunek. Najpierw z wolna i niechętnie potem coraz silniej i intensywniej. Włosy Mistyczki falował bezwiednie na narastającym wietrze. W pewnym momencie kiedy to wiatr wahał się jeszcze, w którą to stronę zawiać, jej czarne włosy zaczęły sprawiać wrażenie, jakby tańczących w melodię do rytmu przygrywanego przez kapryśnego boga tego powietrznego żywiołu.
Ciemnowłosy chłopak stał zamyślony wpatrując się w oczy Chichi. Jego ambicja i błysk w oczach na chwilę przygasły, by po chwili zabłysnąć z jeszcze większym blaskiem. Zaciskające się i jaśniejące pięści ukazywały, jak wielka determinacja znajduje się w tym młodym i jeszcze niedoświadczonym ciele. Wyprostował się i lekko zmieniając układ nóg na bardziej stabilny i przemówił w odpowiedzi jeszcze poważniejszym tonem.

- Jedyne co mnie tu trzyma to ojciec. Nie chcę tylko by cierpiał... ale nie mam pomysłu, co z tym podstarzałym dziadygą zrobić. Ale jest tak, jak powiedziałem. Jestem gotów zaryzykować wszystko, jak i wszystkiego się wyzbyć. Chcę z nieporadnego chłopca zostać nikim, by później stać się kimś, bez względu na koszt i poświęcenie... Nie umiem tego ująć... ale czuje, że możesz w moim życiu coś zmienić. Czy to będzie życie dla mnie, czy wytrwam? Czas pokaże. Proszę Cię jedynie o szansę, wskazanie drogi i poprowadzenie, przynajmniej przez jakiś czas.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






29.04.2017, 00:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Osiedle Rybackie
#4

Mistyczka wpatrywała się w tego niedorosłego jeszcze chłopca, który patrzył na nią z tak wielką nadzieją i determinacją w oczach. W jej głowie wciąż kłębiło się mnóstwo myśli, jednak zaczynała pomału dostrzegać pewne korzyści płynące z jego towarzystwa. Ostatecznie, miałaby na kim odreagować, gdyby coś poszło nie tak.
-Widzę, że naprawdę jesteś zdeterminowany. Myślę, że to czas najlepiej oceni, czy faktycznie podjąłeś dobrą decyzję. Wciąż pozostaje kwestia Twego ojca, musisz zdecydować, co zrobić. W tej chwili wyruszam w stronę Valen, być może wkrótce znów tutaj zawitam, jeśli teraz nie potrafisz się zdecydować, dam Ci na tyle czasu do namysłu. Uprzedzam jednak, że jeśli będziesz mnie spowalniał, w jakikolwiek sposób stwarzał zagrożenie czy też robił cokolwiek, co znacząco wpłynie na moją podróż, pozbędę się Ciebie. A swoją drogą, nazywam się Sara.
Czarnowłosa odwróciła się od chłopca, po czym ruszyła w stronę Valen, słysząc za sobą kroki chłopca. Uśmiechnęła się do siebie czując, że jej podróż z dnia na dzień staje się coraz ciekawsza.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2017, 23:24 przez Chichi.)

30.04.2017, 14:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Osiedle Rybackie
#5

STRAŻNIK
Miejsce: Grimssdel / Osiedle Rybackie
Pogoda: Lekki wiatr. Południe.
Ku nowej przygodzie

łodzieniec wpatrywał się jeszcze przez chwilę w odchodzącą Chichi. Nie do końca wiedział, czy jej słowa były dla niego czymś w rodzaju zgody, czy może zupełnie przeciwnym. Kiedy odległość zaczynała być znaczna, wzdrygnął się, jakby wybudzony z amoku i pobiegł za odchodzącą Mistyczką. Kiedy się z nią zrównał szedł tak jeszcze jakiś czas w milczeniu, po czym przemówił przerywając ciszę, a jego ton wybrzmiewał nisko i poważnie, a raczej tak starał się Alfred.


- Dziękuję! Obiecuję, że nie zawiodę Twoich oczekiwań i będę się starał, by cię nazbyt nie obciążać... Obronię cię również, jeżeli przyjdzie taki moment. Możesz być spokojna!


Tu przerwał zamyślił się, po czym nabierając powietrza w płuca, przemówił już swoim bardziej normalnym głosem. Widać było, że to co ma teraz do powiedzenia, jest czymś więcej... Przez chwilę, z lekka nieprzytomne oczy zdradzały, że w jego głowie musiało się przewinąć kilka obrazów i historii z życia.

- Valen powiadasz... Przyznam szczerze, że marzyłem, aby właśnie to miasto było moim pierwszym. Tam urodziła się moja matka i z tamtego właśnie miejsca rozpoczęła swoje przygody. Obstawiam, że najpewniej zaraz zapytasz o moją matkę... pozwól więc, że umilę nam podróż i ci co nieco o sobie opowiem, a w zamian liczę na jakąś formę podobnego rewanżu. A więc myślę, że powinienem zacząć od...


I się zaczęło.. Nim Chichi mogła wyrazić chęć, bądź jakakolwiek dezaprobatę dla wysłuchiwania historii i przeszłości młodzieńca, ten rozogniony z wypiekami na policzkach przystąpił do swojego trochę przydługiego monologu. Kiedy skończył, odetchnął ciężko i z uśmiechem pełnym nadziei wpatrywał się, tym razem już w milczeniu w lico swojej towarzyszki.


Cytat:
Alfred Sieg



rodzony przez Klarę Sieg, nie zaznał matczynej miłości. Jego rodzicielka zmarła wcześniej, niż miał możliwość zapamiętać jej twarz. Za życia była żwawą i nie potrafiącą zagrzać miejsca podróżniczką, która z powodu ciąży zatrzymała się w Miasteczku Grimssdel. Owocem miłości Klary oraz nieznanego męża, który zmarł na długo przed narodzinami był właśnie Alfred. Niestety ciężkie powikłania po ciąży, jak i osłabnie głodem nie pozwoliły matce długo trwać przy swoim dziecku i prędko musiała wyruszyć w podróż, prosto w objęcia swojej zmarłej miłości. Na życzenie Klary, pieczę nad małym chłopcem objął jej starszy przyjaciel, zamieszkujący te ziemie - Ulrich. Mimo, iż chciał odchować jak swoje, doświadczenia twardej ojcowskiej ręki, przełożyły się prędko na wychowanie Alfreda. Wprawiający się z biegiem lat chłopak w połowie ryb, od zawsze czuł że jest coś nie tak i że nie taka jest jego przynależność. Kiedy któregoś razu namówił swojego opiekuna w stanie nietrzeźwym, do historii jego rodzicieli, prędko zrozumiał, że jego przeznaczenie, różne jest od tego, które proponował mu przybrany ojciec. Stąd liczne próby ucieczek siedemnastolatka i wielkie marzenia dotyczące przygody, które pragnie spełnić za wszelką cenę..

Z charakteru jest raczej pełną optymizmu i łaknącą doświadczeń duszą, która prędko ulega uczuciu ekscentrycznej ekscytacji. Swoim duchem bardzo przypomina kamień szlachetny, który trzeba oszlifować i nadać kształt, by mógł świecić swoim prawdziwym blaskiem. Jest niepewny i za dużo rozmyśla. Ciężko wychodzi mu podejmowanie decyzji, ale kiedy już coś postanowi, hardo stara się tego trzymać. Choć jego relacje z ojczymem temu zaprzeczają, Alfred potrafi być oddanym i lojalnym przyjacielem. Jest bardziej typem ciężko pracującej, z lekka nieudolnej ciapy i raczej niestety, daleko mu do geniusza.

Ten mierzący 170 centymetrów młodzieniec ubrany jest zazwyczaj w ciemną lnianą koszulę i brązowe spodnie przewiązane porządnym, skórzanym pasem. Buty są tak samo jak i pas wykonane z wysoką dokładnością i starannością, najprawdopodobniej jedyna pamiątka po ojcu. Przy pasie Alfred posiada mierzący trzydzieści centymetrów nóż myśliwski. Jest w ładnej wykonanej ze skory jeleniem pochwie, a rączka wykonana jest w dębowym drewnie i ma wygrawerowaną literkę K. Zaraz obok ostrego narzędzia, za pasem znajduje się poręczny, mały, strugany flet poprzeczny, wykonany z białego drewna. Są to jedyne pozostałości, nie licząc charakteru jak i koloru oczu, jakie po niej odziedziczył.
Na jego ekwipunek, poza wyżej wymienionymi składa się jeszcze plecak, a w nim:

*dwie ciemne lniane koszule
*jedna para czarnych płóciennych spodni
*trzy porcje korzenia Nye
*wysokiej jakości składana wędka wraz z kilkoma haczykami i 50 metrami cieniutkiej splecione ze sznurkiem stalowej żyłki wraz ze wszystkimi przyborami potrzebnymi w wędkarskiej profesji.
*krzesiwo i rozpałka
*skórzany bukłak z wodą, o pojemności 500 ml
*Trzy sporych rozmiarów wędzone łososie, owinięte w papier
*bochenek chleba
*sześć jabłek
*futrzany koc
*czarny płaszczyk z kapturem
*igła i nici
*czysta biała chusta
*sakiewka z pięcioma srebrnymi i sześćdziesięcioma brązowymi smokami.
*lina pleciona, długa na trzydzieści metrów

Choć umiejętności Alfreda głównie były kierowane w stronę wędkarstwa i wszystkiego co z połowem oraz obróbką związane, na własną rękę wprawił się w grze na flecie, należącym kiedyś do jego matki, jak i dosyć celnych rzutów nożem do dziesięciu metrów. Potrafi również używać przeróżnych węzłów i tworzyć przy pomocy lin, czy sznurów, różne kombinacje.








Dołącza do Ciebie Alfred i będzie przez jakiś czas funkcjonował jako kogoś w rodzaju towarzysza podróży. (Możesz się wykazać) Masz nad nim pośrednią władzę i możesz z nim swobodnie rozmawiać, pod warunkiem, że będziesz oddawać charakter tej postaci. Jest w Ciebie zapatrzony i będzie wykonywać większość Twoich poleceń, ma jednak, w przeciwieństwie do Chichi, kręgosłup moralny, o czym musisz wiedzieć. Podczas podróży do Valen, możesz opisać wasz trening z rodzaju, jak wgl. wygląda życie poza wioską rybacką. Z racji mojej nieobecności odpisowej, masz po części wolną rękę, pod warunkiem konsultacji ze mną.

Pozdrawiam
Dobry Kuzyn Mest





Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






01.05.2017, 23:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Osiedle Rybackie
#6

Mistyczka szla obok młodzieńca z całej siły starając się powstrzymać swoją irytacje. Kiedy ten powiedział, że będzie ja bronił poczuła ogromne rozbawienie, jednak dalsza cześć jego monologu okazała sie być męcząca paplanina o historii jego i jego matki.
Zastanawiala się, kto normalny tak bardzo otwiera się przed nowo poznana osoba. Po około pięciu minutach trwania przemowy młodzieńca Chichi wyłączyła się i szła obok niego pogrążając się we własnych myślach. Teraz jej celem było dotarcie do Valen najszybciej, jak się dało, odnalezienie gospody w której mogłaby spędzić noc a następnie wykorzystanie wszelkich swych umiejętności, aby odszukać osobę, którą miała wyeliminować. Miała jedynie nadzieję, że Alfred nie okaże się przeszkodą. Zerknęła z ukosa na młodzieńca, po czym uznając, iż podróż robi się zbyt nużącą postanowiła się z nim nieco podroczyc:
-mówiłeś, że będziesz mnie bronił i że zrobisz wszystko, aby móc wyruszyć ze mną w tę podróż, prawda...? - spytała, wpatrując się w niego niewinnym spojrzeniem. - Bylbyś w stanie dla mnie zabić...? A poza tym, pamiętasz ten korzeń, o który pytałam? Potrafisz stworzyć z niego lek?Byłoby tez miło, gdybyś przed końcem dnia znalazł jakieś źródło świeżej wody, aby napełnić nasze bukłaki. Trzeba też złowić coś na obiad. Zrobisz to dla mnie? - zapytała, uśmiechając się do chłopaka nieśmiało.
05.05.2017, 21:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna