Północna dróżka
#21

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok.
W siedzibie demona



agłębiając się w podziemia, Avaraad doszedł do prędkich wniosków: nora była głębsza, niż z początku mogła się wydawać. Świecąc marnym łuczywem nie był w stanie dojrzeć jej końca. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Demon musiał znaleźć sobie mieszkanie na tyle głębokie, by nie dać się spalić słońcem.
To, co jednak rzuciło się w oczy najszybciej, to wszechobecne, ale dość cienkie korzenie umacniające konstrukcję stropu tego miejsca. Co ciekawe, na zewnątrz nie było ani żadnych drzew, ani większych krzewów. Być może zostały złamane przez jakieś zwierzęta.
Obchodząc ściany tego miejsca, nie było trudno zauważyć luk w pewnych miejscach. Informował o nich chociażby przeciąg. Wyjący w tym miejscu wiatr, ba, czasem nawet gwiżdżący, był wyraźną oznaką, że jaskinia nie była całkiem szczelna. I rzeczywiście, w niektórych miejscach ścianki były na tyle cienkie, że przepuszczały wiatr. Czy działało to ze światłem? Trudno było orzec. Był naprawdę wąskie.
Około dziesięć metrów głębokości, a z każdym krokiem jaskinia była coraz niżej położona, a co za tym idzie, była też coraz wytrzymalsza, "pełniejsza" po bokach i na górze. Na samym jej końcu znajdowało się bardzo dużo kości. W większości roślinożernych zwierząt, ale gdyby się tak przyjrzeć dłużej, dałoby radę zauważyć też chyba ludzkie szczątki. Większość z nich była jednak dość stara, jakby zbierana od lat. Wiele z nich było złamanych i rozrzuconych.
Wnioski były takie, że wejście do nory było dość łatwe do zawalenia, ale im głębiej, tym trudniej będzie. Avaraad szacował swoje siły na, przy najlepszych wiatrach, zawalenie około połowy tej demonicznej siedziby w przeciągu jakiejś niecałej godziny.
Łowca zorientował się, że nagle wokół zaległa niepokojąca cisza. Ryki demona umilkły.
13.09.2017, 13:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#22

Kolejne kroki odbijały się echem w ciemnościach. Rozdygotane światło prowizorycznej pochodni nie ukazywało zbyt wiele, jednak to było aż nazbyt wystarczające dla doświadczonego łowcy. Co jakiś czas przystawał, aby dotknąć załamań w ścianach jamy. Wyczuwał pod palcami ruch powietrza, czasem mniejszy, czasem aż nazbyt duży. Jakim cudem demon tutaj przeżył? Światło musiało dostawać się przez te wszystkie szczeliny i to aż za bardzo. Widocznie skurwiel był dużo wytrzymalszy na promienie niż mówią o tym legendy. A może słońce tak naprawdę nie zabija demonów, a jedynie je osłabia? Zbyt mało Avaraad wiedział na temat natury pomiotu, aby móc w stu procentach stwierdzić co było faktem, a co jedynie mitem.
Te krótkie oględziny wystarczyły łowcy aby odkrył dwie rzeczy. Pierwsza - demon nie stworzył tej jaskini. Nawet jej długo nie zamieszkiwał. Widocznie jakieś inne zwierze się tu gnieździło, a demon po prostu okazał się silniejszy. Po drugie - dosyć łatwo będzie zawalić strop jamy, co nieco poprawiło nastrój mężczyzny. Nareszcie wszystko zaczęło układać się po jego myśli. Jedynie wszechobecna cisza przerażała łowce. Czyżby pomiot znudził się szukaniem go i postanowił wrócić do domu? Mała była na to szansa. W końcu nie po to cały dzień spędził w zamknięciu, żeby teraz nie cieszyć się upragnioną wolnością. Widocznie znowu dorwał jakieś zwierze i zajął pysk jedzeniem.
Wciąż jednak pozostawało jedno pytanie - co dalej? Fakt, Avaraad mógłby zawalić strop i pozbawić demona kryjówki. Co jeśli pomiot miał jeszcze jedną, ukrytą głębiej w lesie? W końcu jakoś musiał dostać się aż do Perony, a nie mógł przebyć całej tej drogi z zachodu w jedną noc. Nie... zawalenie stropu nie wchodziło w grę, to tylko odroczyłoby ponowne nadejście demona. Poza tym nie tak pracował łowca. Tu trzeba było subtelności, delikatności i sprytu.
Mężczyzna wrócił się do wejścia jaskini i odpalił kolejną pochodnię. Wolałby, aby ciemność nie zastała go w środku jamy. Myśl o tym, że demona w niej nie było jakoś go nie pocieszała, po prostu wolał działać w świetle.
Pięć oszczepów. Tyle powinno wystarczyć, żeby zabić demona. Zabawne. Wszyscy ci mistycy ze swoją dziwaczną magią tak się męczą nad zabijaniem tych cholerstw, a wystarczy odrobina pomyślunku. Łowca zaczął przemierzać jaskinię, wyszukując pięć najbardziej newralgicznych punktów konstrukcji. Przy każdym z nich wyciągał jeden oszczep, brał potężny zamach - na ile pozwalało mu ograniczone miejsce, oczywiście - i wbijał go głęboko w ścianę, mając nadzieję, że wyjdzie on z drugiej strony, tworząc szeroki otwór. Gdy już wszystkie oszczepy powbijane zostały w ścianę, Avaraad wyszedł z siedziby demona i zaczął wyszukiwać ostrzy wystających z ziemi. Gdy już jakiś znalazł, poszerzył otwór, który był oznaczony, tak aby mogła się w nim zmieścić ręka łowcy. Następnie otwory poprzykrywał listowiem, patykami i runem leśnym, tak aby nie przepuszczały światła. Każdy oznaczył, wbijając w niego niewielki patyk - niby nic dziwnego, jednak ktoś kto wiedział co to oznacza, będzie wiedział gdzie szukać otworów.
Idealna pułapka na demony. Gdy już pomiot wejdzie z powrotem do swojej siedziby wraz z nastaniem dnia, nieświadomy czyhającego w niej niebezpieczeństwa, łowca odkryje dziury w ścianach, wpuszczając przy tym mordercze światło słoneczne. Demon nie będzie mógł nic zrobić - nie zostanie w jaskini, gdyż umrze. Nie będzie mógł z niej uciec, gdyż umrze tym bardziej. Skurwiel zdechnie w męczarniach, nie wiedząc co go trafiło.
Cóż... przynajmniej taki był plan.
13.09.2017, 19:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#23

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok, lekki wiatr.
Spryt wystawiony na próbę



lan był do realizacji. Był cholernie łatwy, nie składał się ze zbyt wielu kroków, działać miał na prostej zasadzie. Co za tym idzie, mało co można było w rzeczywistości spierdolić. O takich przedsięwzięciach mówiono, że są najskuteczniejsze. Czy są w istocie? Przyjdzie to jeszcze sprawdzić. Zawsze bowiem może się pojawić jakiś czynnik, który nie został uwzględniony... a był bardzo istotny.
Gdy Avaraad ukończył kompozycję swej sztuki kamuflażu, zwieńczając ostatni z otworów garścią leśnej ściółki, zauważył zbliżające się niebezpieczeństwo. Pobliskie ptactwo odlatywało stopniowo, a w końcu ostatnia grupa poderwała się wraz, wznosząc się gdzieś wysoko w ciemność.
Rzeczywiście, grupa wygłodniałych wilków. Większy drapieżnik odebrał im na jakiś czas możliwość polowania w tej okolicy... Pierwsze oznaki pojawiania się ich odgadł bez szczególnego wysiłku. Dźwięk podkradania się niedużej watahy, prawdopodobnie około pięciu, sześciu osobników. Ciche powarkiwania niedługo później.
Zanim jeszcze zdołał odnaleźć je wzrokiem, wiedział, co go czeka.
Sześć osobników, w tym jeden jest samcem alfa, większym i groźniejszym od pozostałych. Wszystkie wygłodniałe, zdesperowane i skoncentrowane na zdobyciu pożywienia. Stęsknione za polowaniem. Nie wiadomo czy go wyczuły i czy będą próbować go pożreć, prawdopodobnie nie będą jednak wybrzydzać.
Avaraad doskonale wiedział, czego się spodziewać po tych stworach. Wprawieni łowcy, potrafią otoczyć swą zwierzynę, koordynować ataki. Są szybkie i skuteczne. Jak na swój rozmiar, siły im nie brak. A rozmiar... bywał różny. Im groźniejsze rejony tego świata, tym są większe, to na pewno. Widać ich watahy dostosowały się do otoczenia aż za dobrze. Te kilka sztuk wyglądały dość okazale; pewnie metr, może niecały, w kłębie. Z wyjątkiem tego jednego. Dość niepokojący. Po odgłosach stąpania zdawał się być dość... masywny.


Low kłality post, ale nie mam za wiele czasu, a nie chciałem dłużej zwlekać.
16.09.2017, 11:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#24

Idealnie! Wszystko przygotowane perfekcyjnie. Teraz tylko poczekać na świt, odsłonić zasłonięte otwory i bam! Cholerny demon będzie skwierczał aż miło. Co mogło pójść nie tak?
Cichy szelest w pobliżu świadczący o zbliżającym się niebezpieczeństwie wyrwał łowcę z rozmyślań o zwycięstwie. Najpierw trzeba jeszcze przeżyć, a to obecnie wydaje się coraz cięższe do wykonania. Jakby sam demon nie był wystarczająco ciężki do ubicia, jeszcze dzikie zwierzęta musiały się na niego uwziąć. Nie było teraz czasu na walkę - poza tym tylko zwabiłaby pomiota, co skończyło by się tragicznie.
Nie... Po raz kolejny czas był na spryt, nie na siłę. A co jak co, sprytu Avaraad miał aż nad to. Zebrał pozostałe pochodnie i zaczął rozglądać się za odpowiednią kryjowką. Szukał wysokiego, ciężko dostępnego miejsca. W prostych słowach - drzewa, o które było raczej nietrudno. Im ciężej że wspinaczka tym lepiej. W końcu wilki nie są znane ze swoich umiejętności wspinaczki.
Gdy już znalazł odpowiednią kryjówkę wyciągnął z torby linę z hakiem. Nauczony poprzednim razem wolał nie wspinać się samymi rękoma, zwłaszcza po ciemku. Zapewne potrzebne będzie kilka rzutów żeby bezpiecznie zaczepić hak o jedną z gałęzi - była to jednak rzecz, na którą łowca mógł poświęcić odrobinę czasu.
16.09.2017, 23:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#25

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok, lekki wiatr.
Węszą



ilki pojawiły się szybko. Zaalarmował je dźwięk wspinaczki. Dostrzegły Avaraada, choć widząc, że jest dla nich niezbyt osiągalny - będąc na drzewie - straciły zainteresowanie dość szybko. I tak nie pachniał zbyt smacznie...
Zainteresowały się natomiast siedzibą demona. Łowca, dostrzegając z góry zwierzęce kształty, widział wyraźnie, jakby stwory węszyły za czymś konkretnym. Prawdopodobnie nigdy nie spotkały się z zapachem demona. Nic dziwnego, że chciały zbadać sytuację. Poniekąd Avaraad zrobił to samo.
Ostatni zjawił się samiec alfa, wilk o gabarytach nieznacznie tylko mniejszych od dorosłego jelenia. Choć, może inaczej: wzrostu był mniejszego, długości też, lecz tak czy inaczej wyglądał na bardzo masywnego. Choć może to też za sprawą bujnego futra.
Tak czy inaczej, dla pokaźnej broni Łowcy nawet i taki stwór nie powinien stanowić zagrożenia, odpowiednio trafiony. Rzecz w tym, że drzewo nie było najwygodniejszym miejscem do oddania strzału. Dałoby radę, choć będzie dość nieporęcznie...
Wilki rozglądały się po okolicy jamy, a jeden nawet wszedł do środka. Lada moment może narobić się pewien bałagan. Skrzętnie sprawiony podstęp może stracić swoją jakość, a zastawione pułapki na niedźwiedzie mogą narobić hałasu. Może to i dobrze, może i nie.
21.09.2017, 12:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#26

Kurewsko cholerne wilki z ich kurewsko cholernym węchem. Niech je szlag jasny w dupę trafi i wrucha w ziemię!
Myśli spokojnie płynęły w umyśle Avaraada. W końcu co złego może się stać? Na początek wilki mogą zepsuć jego pułapkę i cały plan szlag trafi. Jeśli zaś tego nie zrobią, na pewno zaczną hałasować, co zaskutkuje sprowadzeniem tu demona, który najzwyczajniej w świecie zeżre siedzącego na drzewie łowcę. A to tylko pozytywne pomysły co do tego co mogło się stać.
Wyjść było kilka, każde niezwykle kuszące. Rzut oszczepem w krzaki wydawał się być dobrym pomysłem - wilki pobiegłyby tam sprawdzić co się dzieje i zostawiły jamę w spokoju. Problem w tym, że oszczepów było pięć, a zwierzęta na pewno co chwilę by wracały do siedziby demona, kiedy już tylko zobaczą, że nic ciekawego się nie dzieje. Na pewno nie wystarczyłoby na przetrzymanie ich do końca nocy poza zasięgiem pułapek.
A więc może zejść z drzewa, zwrócić na siebie uwagę i spieprzać gdzie pieprz rośnie? Plan wykonalny ale jedynie na jakieś pierwsze dziesięć metrów. Potem łowca zostałby widowiskowo rozszarpany przez tę zgraję. Nie, to jednak odpada.
Pozostawić wszystko tak jak jest i modlić się do nieistniejących bogów o cud? To nie w jego stylu. Poza tym znając jego szczęście wszystko co mogłoby wtedy pójść nie tak - poszłoby nie tak.
Pozostawało więc tylko jedno.
- Chuj z tym - powiedział cicho łowca, przymierzając się do strzału. Celował w samca alfa, w końcu kiedy ten padnie cała zgraja powinna się rozpierzchnąć. Nie spieszył się. Starał się odgadnąć następny ruch bestii, wyprzedzić jej działania i dokładnie tam wysłać śmiercionośny bełt. Kiedy już był pewny, że trafi nacisnął na spust.
Przeładowanie arbalesty nie jest rzeczą łatwą i przyjemną. W większości modeli znajduje się korbka, która pozwala naciągnąć cięciwę z ogromną mocą. Taką właśnie dysponował Avaraad. Nie było teraz jednak czasu na żmudne kręcenie. Całe szczęście łowca nie należał do ludzi o słabych ramionach i był w stanie dokonać coś, o czym normalny człowiek powiedziałby, że jest niemożliwe. Szybkim ruchem złapał za cięciwę i tak jak napina się łuk on naciągnął potężną kuszę, po czym wystrzelił ponownie, tym razem z mniejszą dozą celowania. Wolał nie ryzykować, że samiec alfa przeżyje pierwszy strzał.
21.09.2017, 13:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#27

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok, lekki wiatr.
Drapieżnik



ołożenie łowcy było całkiem niezłe, pomijając wszelkie niedogodności powiązane z byciem obsmarowanym jakimś śmierdzącym gównem i otoczeniem przez grupę wilków. Nie wspominając o demonie, po którym - przynajmniej na najbliższy czas - pozostało tylko wspomnienie.
Odpowiedni czas reakcji i rozplanowanie każdej czynności dawało łatwiejsze pole do manewru w przyszłości, gdyby pojawiła się jakaś luka, nieuwzględniona przeszkoda. Tak właśnie było teraz - a Avaraad był przygotowany na obrót spraw aż za dobrze.
Choć nie śpiesząc się, to zdecydowanie, pewnie wycelował w swój cel. Jakoś w tym momencie przywódca watahy nastroszył uszy i zatrzymał się. Nie było wiele czasu do namysłu - był to dobry moment do strzału. Byłby gorszy, gdyby odległość była większa, a broń - słabsza. Pocisk z arbalesty wylatywał jednak z ogromną prędkością. Zwykły, nawet przerośnięty wilk, nie powinien mieć większych szans na unik.
Cięciwa, świszcząc, przecięła powietrze. Bełt śmignął niezauważenie. Wbił się wprost za łopatkę, pod skosem, prawdopodobnie przedziurawiając serce bydlaka. Samiec alfa zdołał wykrztusić z siebie tylko krótkie, ciche wycie, zanim został posłany kolejny strzał. Ot, dla pewności. Zapewne nie był potrzebny, ale co dwie dziury, to nie jedna - zwierzę wręcz wbiło się w ziemię wraz z nadchodzącym pociskiem, który zatrzymał się w jego lędźwiach.
Przez pierwsze parę chwil jego towarzysze nie za bardzo orientowali się w sytuacji. Dopiero po kilku sekundach stało się tak, jak przewidywał Łowca. Po ubiciu watażki jego banda rozpierzchła się, wracając, skąd przybyła. Po padlinożernych ptakach nie ostał się nawet ślad już nawet wcześniej - zaalarmowane przez dźwięk strzału zdążyły zwiać jakiś czas temu.
Nastał względny spokój. Naturalne dźwięki lasu powoli wracały do normy, demon przestał być w ogóle słyszalny. Instynkty Łowczego nie alarmowały go o żadnym niebezpieczeństwie. Przez najbliższy czas miał zapewne całkowitą swobodę działań. O ile można nazwać tak sytuację w której jest się świadomym, że zaledwie kilka minut drogi i kilka sekund walki dzieli od śmierci z demonicznych łapsk. Wtedy szeroki wachlarz rzekomej "swobody" ogranicza się do czynności dających jakieś szanse na przeżycie.
Albo i lepiej. Na upolowanie grubego zwierza.

24.09.2017, 11:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#28

Gdy drugi bełt wbił się głęboko w ciało wilka, łowca uśmiechnął się delikatnie. W końcu niecodziennie ubija się takie bydle i to jeszcze z drzewa! Może ludzie z miasta będą chcieli zapłacić za pozbycie się tego wilka - one zawsze przeszkadzają mieszkańcom, zwłaszcza gdy zbytnio się rozbestwią. A ten widocznie był wyjątkowo niebezpieczny skoro nie uciekał od siedziby demona gdzie pieprz rośnie. A nawet jeśli nie - cholera, skóry wilka były wyjątkowo ciepłe, a Avaraadowi zawsze było zimno.
Avaraad przymocował linę do drzewa w miejscu, w którym siedział. Zwyczajnie przerzucił ją dookoła konara i zawiązał, spuszczając resztę, żeby swobodnie zwisała. To powinno umożliwić mu szybkie zejście i wejście na drzewo gdy tylko będzie tego potrzebował. A znając życie będzie.
Łowca sprawdził dokładnie umocowanie liny po czym zaczął ostrożnie schodzić z drzewa. Gdy jego stopy w końcu dotknęły ziemi podszedł do martwego już wilka i wyciągnął z niego bełty. Nie były tanie, a wolał nie zostawiać ich od tak w lesie.
- Tobą, kolego, zajmę się później - powiedział pod nosem i poszedł sprawdzić czy reszta wilków nie zrobiła bałaganu w jego prowizorycznej pułapce.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2017, 12:59 przez Avaraad.)

24.09.2017, 13:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#29

STRAŻNIK
Miejsce: Obrzeża Perony - Knieja
Pogoda: Zimno, zmrok.
Stabilizacja



ilki i inne zwierzęta rozpierzchły się, Łowca został tu sam na sam ze swoimi przemyśleniami, z wykonaną pracą - i z tą, jaką dopiero miał wykonać. Choć krótki, to jednak pobyt psowatych w tym miejscu zdążył już co nieco namieszać. Dwa z oszczepów były poprzewracane a kamuflaż na zewnątrz jamy pozostawiał na tę chwilę dość wiele do życzenia.
Wszelkie naprawy nie powinny zająć jednak więcej, niż paręnaście minut - może trochę dłużej. To co mogło zamartwiać Avaraada nie było już zwierzyną - przewidywał, że już nic żywego nie przeszkodzi mu przez dłuższą chwilę. Kłopotem mogła być pogoda. Perona nie była najcieplejszym miejscem, zwłaszcza nocą. Wilgoć i rosa, jaka zdołała się pod wieczór nagromadzić wokół, była dobrym materiałem na lód. O ile nadejdzie wystarczająco wysoki mróz. A wtedy warunki do walki - ba, do jakichkolwiek czynności wymagającej sprawności i pewnej pracy z otoczeniem - byłyby o wiele cięższe.
I sam fakt przetrwania tu kilku następnych godzin nie napawał szczególnym optymizmem. Rzeczywiście, robiło się coraz to chłodniej. Może kaszelek czy katarek nie były szczególnie groźną wizją w porównaniu do demona, jaki się zbliżał, ale nie można było też ich zbytnio lekceważyć. Zamarznąć, tak jak zachorować, można na śmierć. Żeby zdechnąć, wcale nie trzeba było stawać w szranki z bestiami. Wystarczy pozornie niewiele.
Avaraad zdawał sobie sprawę z tego, że ma zahartowane ciało, odporne na różne warunki. Ale tak samo wiedział i o tym, że poza niektórymi cechami jakimi różnił się od przeciętnego faceta, wciąż był człowiekiem.
Albo - mówiąc prościej - uświadomił sobie, że kiedy przestał mieć coś, czym mógł się zająć, nagle zrobiło mu się zimno jak chuj. I nie polepszał tego wzmagający się wiatr. Choć lekki, bo w leśnej gęstwinie, to stał się uciążliwy.



30.09.2017, 13:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#30

Naprawa szkód nie trwała zbyt długo, Avaraad wiedział jednak, że to one muszą być wykonane w pierwszej kolejności. Gdyby jakimś cudem demon pojawił się znikąd pułapka musiała być przygotowana perfekcyjnie. Inaczej cały jego trud poszedłby na marne, a tego łowca wolał uniknąć. Rozbroił też pułapki na niedźwiedzie, które zastawił wcześniej i zabrał je ze sobą. Nie będą już potrzebne, a przynajmniej miał taką nadzieję.
Zaraz po zakończeniu napraw mężczyzna spostrzegł jedną, dosyć ważną rzecz. Zaczęło się robić kurewsko zimno, a to oznaczało kłopoty. Zwłaszcza, że rozpalenie stałego ognia już na starcie odpadało, nic bardziej nie przyciągnęłoby tu tego demona. Chyba, że rozpaliłby go trochę dalej. Jakieś pół godziny drogi powinno wystarczyć, żeby łuna nie była widoczna, a dźwięki lasu powinny zagłuszyć trzaskanie polan. Tylko kto wtedy będzie pilnował zastawionej pułapki? Już raz została zniszczona, a wolał, żeby drugi raz się to nie stało.
Z drugiej strony nie tylko zimno zaczęło mu dokuczać. Jak tylko adrenalina opadła Avaraad poczuł głód, który towarzyszył mu od dłuższego czasu, zagłuszany przez ciągłe napięcie. Co prawda miał w torbie trochę jedzenia, które można było spożyć na zimno, jednak wolał tego jak na razie nie robić. To były zapasy na naprawdę tragiczne sytuacje. Teraz zaś był w lesie pełnym zwierzyny. Ba! Przed chwilą upolował dosyć sporego wilka, którego na pewno da się zjeść jeśli się odpowiednio wysmaży mięso. I do tego to grube futro, idealne na mróz.
Dobrze, że pozostały mu jeszcze te prowizoryczne pochodnie. Powinny dać odpowiednio dużo ciepła i światła, żeby jako tako oskórował wilka i wyciął z niego co bardziej jadalne kawałki. Kurewsko przy tym zniszczy futro ale cóż... wolał to niż zamarznąć. Zawsze będzie co zarzucić na grzbiet gdy przyjdą poranne chłody.
Odpalenie pochodni w takim chłodzie nie było aż tak łatwe jakby się mogło wydawać. Skostniałe palce odmawiały posłuszeństwa, w końcu jednak delikatny płomień ogarnął gałąź i rozświetlił okolicę. Łowca chwilę ogrzewał ręce, po czym zabrał się do pracy. Skórowanie zaczął od łap, delikatnie nacinając skórę, idąc w górę aż do brzucha. Przynajmniej ciało było wciąż ciepłe i odrobinę ogrzewało jego dłonie. I brudziło je przy tym niemiłosiernie. Jak już wyjdzie z tego lasu będzie się musiał wykąpać, inaczej ludzie z Perony pomyślą, że to kolejny demon nadchodzi.
30.09.2017, 22:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna