Bramy miasta Lothil
#1

Cytat:
Brama stolicy Atarashii nie wyróżnia się niczym szczególnym poza to co ma sobą prezentować oraz to jakie ma spełniać funkcje. Widoczna z daleka. Karawany kupieckie zwykle doglądają Stolicę będąc kilka kilomtrów od Lothil, podążając traktem z miasta handlowego. Żeby przekroczyć granicę bramy, najpierw trzeba przejść przez kamienny most, a dalej poddać się inspekcji straży królewskiej. O wiele większe wrażenie od bramy robi sam most, stworzony z białego kruszcu przypominającego grubą warstwę lodu. W rzeczywistości jest to zwykły kamień, jednak wyjątkowo twardy, rzadki i piękny.
Po przejściu przez bramę można dostrzec drzwi prowadzące do środka całej fortyfikacji. Wysoko nad ziemią widnieją duże, drewniane okna. Zaraz za bramą są schody i posterunek straży. Za bramą zaczyna się kamienna ścieżka prowadząca do serca Stolicy a przy niej różne obiekty takie jak oberże, gospody, kuźnie itd.  


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







17.01.2018, 21:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bramy miasta Lothil
#2

Gemma nie miewała żadnych proroczych snów jak jej brat. Ba, rzadko kiedy śniło jej się cokolwiek, więc konsternacja była podwójna, gdy przed oczami miała Varengard. Sen nie potrwał długo, bo przytłoczona ułudą starała się jak najszybciej obudzić, ale zdążyła zauważyć w nim obecność swojego brata. Bądź co bądź innego niż zwykle.
Podniosła się z siana, odgarniając poplątane włosy z twarzy. Rozejrzała się dookoła i ziewnęła przeciągle. Wiara w sny jest dla ciot, to po pierwsze, a po drugie zgłodniała.
Wstała i poczęła wyciągać pojedyncze źdźbła siana z włosów, widocznie wyglądając na taką, co właśnie co najmniej zmartwychwstała. Dlatego dopiero po chwili zauważyła, że Duriela nie było.
Westchnęła głośno i głęboko, zamykając przy tym oczy. Nie lubiła, jak ją trafiał szlag z samego rana, trzeba było się jakoś bronić przed wylewem.
Nie wiedziała, czy to było jakieś rodzinne, czy to po prostu jego konik - lubił spierdalać ze stodół. Każdy orze jak może, wszystko zrozumiałe, aczkolwiek Gemma za każdym razem dostawała refluksu, gdy miała się za kimś uganiać. Ale no cóż, jak mus to mus, raz go zatrzymała przy sobie, to drugi raz też się da.
Ubrała się pośpiesznie, ale nie dlatego, że chciała się rzucić biegiem za bratem. Per primo - pizgało, a bycie przeziębioną nie należało do jej ulubionych czynności. Per secundo - kiszki jej marsza grały, więc zabrała konia i ruszyła sobie coś kupić. Może na targu nie znajdzie żadnych specjałów kulinarnych, ale z braku laku dobry i kit.
Pytała po drodze miejscowych, czy czasem nie widzieli jednego takiego, co generalnie wygląda niczego sobie, ale jak się nad czymś skupi, to minę ma jak kot srający na deszczu. Oczywiście dodała, że jegomość zapewne na koniu i w towarzystwie bardzo przerośniętego psa. Koniec końców wyłuskała informację, że wyjechał poza miasto. Historia to się jednak lubi powtarzać.
W sumie Gemma nie miała nic przeciwko, byle ta powtórka nie trwała drugie dziesięć lat.
Wyjechała przed bramę i po prostu ruszyła wzdłuż drogi. Niespecjalnie wiedziała dokąd konkretnie jechać, więc mogła tylko na koniec świata i jeszcze dalej.
Nie sądziła jednak, że los będzie dla niej na tyle łaskawy, że ujrzy go niedaleko przed sobą, zmierzającego z powrotem do miasta. Dlatego zatrzymała się i ze zdziwieniem podniosła wzrok w niebo.
- Boże, czy to ty? - rzuciła na głos, rozkładając ramiona. To musiała być jakaś nadprzyrodzona opatrzność, bez względu czy w nią wierzyła, czy nie.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








18.01.2018, 01:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bramy miasta Lothil
#3

Mój wierzchowiec rzucił się susem na ostatniej prostej do miasta. Zupełnie jakby Łata zobaczyła tam coś ciekawego. No i zobaczyła. To nie było przywidzenie, ale i takiego scenariusza powinienem się spodziewać. Jakieś 20 metrów ode mnie siedziała na swoim koniu moja siostra. Nie da się pomylić jej z nikim innym. Cycata, ładna dziewczyna z łukiem, którym potrafi wbić kilka strzałów w kolano z bardzo dużego dystansu. Nie byłem jednak pewny jaki miała humor, ale tak czy siusiak zamierzałem jej wyjaśnić zajście.
Podjechałem do niej zrównując nasze wierzchowce równolegle do siebie. Mierzyłem ją spojrzeniem, tak samo jak ona mierzyła mnie. Cisza była przytłaczająca więc zabrałem pierwszy głos.
- Zjesz se bułkę? - Zapytałem szczerze wierząc, że jest głodna. Jedzenie od zawsze było najlepszym sposobem zjednania sobie innych ludzi. Chociaż ona była wyjątkowa pod tym względem. Prędzej waliłaby gorzałę niż bułkę. Dlatego dla pewności dodałem.
- I... Gorzałą popić...? Może? Nie...? - No nie byłem, psia morda, pewny czy złapała haczyk. Poza tym musiałem jej powiedzieć o moim znamieniu. Nie byłem jedynie przekonany co do historii z Anshią. Powiedzieć czy przemilczeć? Jednak zostawiłem kobietę samą w lesie. Może powinienem... A nie, chuj. Nie powinienem. Tak jest dobrze. Chuj z nią, szkoda tylko mojej potrawki. Na samą myśl przełknąłem ślinę próbując przypomnieć sobie smak wczorajszej kolacji. Do świadomości zaczynało do mnie docierać inne pytanie. "Dlaczego dałeś jej tę potrawkę Siurek?", tego niestety nigdy się nie zrozumiem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






20.01.2018, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Bramy miasta Lothil
#4

Drakath trochę zbłądził bo w sumie zorientował się iż kieruje się w stronę wyjścia z Lothil jednak najwidoczniej los chciał aby w tym czasie skończył się jego odpoczynek.Trzeba było znów wyruszyć tylko gdzie by się tutaj udać.Blondas sam nie wiedział gdzie by chciał się wybrać.-Hmm.. A może by tak..-Przeszło mu przez myśl, przy okazji będzie szedł przez traktat kupiecki a nuż widelec może natknie się na jakąś ciekawą okazję.Ciekawy był gdzie uciekli jego nowo poznani kompani..A było mu nie pić mimo, że przepadał za soczystym piwem prosto z beczki to czasami mógłby sobie po prostu odpuścić.Drakath opuścił Lothil kierując się w stronę Miasta Handlowego stamtąd uda się do Grimssdel a potem będzie miał okazję odpocząć w Valen.Raczej nie powinno mu nic grozić podczas podróży a nawet jeśli by groziło to nie będzie zamierzał uciekać nie jest z tych ludzi..Jak polegnie to przynajmniej z honorem.Drakath zastanawiał się czy dzieje się tam coś ciekawego bo szczerze mówiąc myślał, że znajdzie jakieś twórcze zajęcie w Lothil a niestety co do tego się mylił.Jednak tym razem miał dziwne przeczucie, że tam na pewno trafi na coś ciekawego nawet nie chciał myśleć o tym, że będzie tak samo jak tutaj. No i oczywiście raczej już nie zacznie siorbać browar jak i tutaj od razu do karczmy, żeby się nawalić jak świnia..Ten Soth co jak co ale mocny łeb musiał mieć, no i fakt faktem każdy zebrany wyglądał w karczmie na starszego od chłopaka który liczył sobie aby dwadzieścia wiosen.Nie czekając dłużej Drakath ruszył w miarę sprawnym tempem coraz bardziej oddalając się od Lothil..

Gracz opuścił wątek
13.02.2018, 18:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna