Koszary
#1

Cytat:
Jako iż w mieście handlowym pojawia się mnóstwo osób różnego typu, nie zawsze tych przyjaznych i uczynnych, zaistniała duża konieczność rozbudowania straży. Z czasem, gdy ilość służb miejskich wzrastała, pojawiała się coraz większa potrzeba znalezienia miejsca, w którym owa profesja będzie mogła swój zawód wykonywać. Tak oto powstały koszary.
Budynek ten jest nieco większy od przeciętnych domów bogatszych mieszkańców. Patrząc od frontu widzimy odrapany, nieco poszarzały gmach. Po wejściu do budynku trafiamy do niewielkiego holu, z którego możemy udać się do dostępnych pomieszczeń, a w każdym znajduje się co innego.
Znaleźć możemy tutaj niewielki pokój nocny straży, w którym rozłożone są prycze do spania, a obok nich prywatne graty strażników. Pod ścianami leżą zbroje, miecze i wszelkie inne typy broni. Kolejny z pokoi najpewniej służy do przesłuchiwania opornych osobników, gdyż przedmiotami, które są tam w zasięgu naszych rąk jest parę krzeseł, kajdany, łańcuchy i kilka dziwnych przedmiotów, które z pewnością nie są przyjemne w użyciu dla więźnia.
Kolejne pokoje zawierają różnego rodzaju gabinety, magazyny i kilka pomieszczeń, które często są zagadką nawet dla zamieszkujących koszary strażników.
Za gmachem znajduje się plac treningowy, dwie stajnie dla koni oraz osobny, nieco podupadający budynek zbrojowni.
18.01.2018, 22:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#2

STRAŻNIK
Napięta atmosfera.
Wszyscy obserwują zajście.



Dowódca strażników poczuł, jak jego umysł płata mu figiel. Niespodziewanie i wbrew swej naturze poczuł, że ufa swemu rozmówcy, który był podejrzany o dość spore przestępstwo. Uczucie to tak głęboko zakorzeniło się w jego umyśle, iż absolutnie nie był w stanie z nim walczyć. Skinął jedynie głową, zgadzając się na warunki Artemisa, po czym dał znak swoim ludziom, aby wyprowadzili dwójkę mężczyzn z gospody.
Zaraz po wyjściu uderzyła wszystkich fala świeżego powietrza, w którym nie było czuć aż tak mocno zapachu gorzały i wymiocin. Strażnicy obstawili zatrzymanych tak, że nawet gdyby chcieli, nie byliby w stanie im uciec. Jeden z nich uważnie obserwował Fargrima, jakby obawiając się, że osoba jego pokroju mogłaby jednak próbować ucieczki.
Szli w milczeniu przez ulice miast, aż ostatecznie doszli do koszar. Zostali wprowadzeni do niewielkiego holu, gdzie strażnicy widocznie poczuli się pewniej. Było to ich terytorium i nikt nie był w stanie z tym dyskutować. Dowódca straży rozejrzał się dookoła, jakby sprawdzając, czy nic w czasie jego obecności nie zostało zmienione, po czym zwrócił się do swych podwładnych.
-Ty, Berold, zajmij się naszym małym pyskaczem, przytrzymaj go trochę u nas, pogadam z nim później. - Po tych słowach dowódca skinął na swego podwładnego i wraz z Artemisem udali się do jednego z pokoi przesłuchań.

Gdy weszli do pomieszczenia, sługus zamknął za nimi drzwi, po czym ustawił się tuż przed nimi, zasłaniając jedyną drogę ucieczki swoim, jakby nie było, ogromnym cielskiem. Osobnik ten sprawiał wrażenie jednego z tych, co mają o wiele więcej mięśni niż mózgu.
Kapitan straży wskazał Artemisowi krzesło znajdujące się w pokoju, po czym sam stanął tuż przed nim w rozkroku, zaplatając ręce na piersiach.
-Powiem Ci, mój drogi, iż srogo się doigrałeś. - Jego głos był głęboki, lekko schrypnięty, jakby przez jego gardło przelało się w życiu mnóstwo alkoholu i przeszło mnóstwo wypalonych liści tytoniu. -Niemal nie mam wątpliwości, iż jesteś winny, jednak dla samej formalności sobie z tobą pogadam. Niezmiernie ciekawi mnie osoba z takim tupetem jak Twój. Powiedz no mi, kolego, co cię do kurwy podkusiło, żeby zgwałcić tą dziewkę? Rozumiem, każdy ma swoje potrzeby, wiadomo, ale trzeba mieć nieziemski tupet, żeby zgwałcić córkę szeryfa, oj tak...
Strażnik na chwilę zamilkł, po czym znów zmierzył Artemisa potępiającym spojrzeniem.
-No to masz jakąś wymówkę, czy też możemy już zaspokoić pragnienie zemsty tej biednej damy..?

Tymczasem los Fargrima również nie był kolorowy. Został odprowadzony do osobnego pomieszczenia, podobnego do tego, w którym trzymany był Artemis. Mężczyzna nie wiedział, dlaczego jest tu trzymany i nie dane mu było zbyt szybko się o tym przekonać. Został usadzony na krześle, a pilnujący go strażnik wciąż spoglądał na niego z uśmiechem pełnym satysfakcji i niecierpliwości. Młody skryba mógł się poczuć nieco jak ofiara obserwowana przez drapieżnika.
19.01.2018, 00:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#3

Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem Artemisa. Może poza tym głupim krzykaczem ale to było jego najmniejsze zmartwienie jak na razie. Nieskrępowany wyszedł z karczmy, po czym odetchnął pełną piersią. Tego mu było trzeba - odrobiny jedzenia, trochę emocji, magii i świeżego powietrza. Co prawda resztki kaca wciąż krążyły po jego ciele - głównie po żołądku - jednak nie były one na tyle silne, żeby w jakikolwiek sposób mu przeszkodzić. Akolita dumnie wypiął pierś i raźnym krokiem ruszył przed siebie, co jakiś czas pozdrawiając znajomych przechodniów, zupełnie jakby w ogóle nie przejmował się obecnością straży.
Budynek straży. Cóż za wspaniały okaz praworządności i prawości w tym zapyziałym i skorumpowanym mieście. Jedna z ostatnich ostój sprawiedliwości - niestety nawet ona powoli podupadała, gdyż coraz częściej dało się słyszeć o przekupnych kapitanach czy szeregowych dorabiających sobie na boku u lokalnych karteli. Taki obrót spraw był dla Artemisa jak najbardziej pożądany, gdyż sam nie raz opłacał służby miejskie aby zwróciły wzrok w stronę, która obecnie była mu na rękę. Tym razem mogło się to nie udać, jednak cóż... spróbować zawsze warto!
- Do rychłego zobaczenia, przyjacielu! - Rzucił radośnie w stronę drugiego "więźnia", kiedy się rozstawali. Miał dziwne wrażenie, że ich drogi jeszcze kiedyś się przetną. Przeczucie hazardzisty rzadko go myliło, a na ponowne spotkanie postawiłby całkiem sporą sumę. Gdyby ją oczywiście posiadał, z czym niestety był lekki problem. Ale wkrótce mogło się to zmienić.
Artemis bez skrępowania rozsiadł się na wskazanym krześle, zarzucając przy tym nogę na nogę. W spokoju wysłuchał tego co Kapitan miał mu do powiedzenia, chwilę podumał, kontemplując przyjęte informacje, po czym westchnął ciężko, nachylił się, spojrzał strażnikowi w oczy i przemówił. - O to chodzi? O gwałt? Proszę cię... wiem, że nie uchodzę w mieście za świętoszka i wcale nie twierdzę, że tak jest, jednak co jak co ale na brak kobiet nie narzekam. Nie muszę się zniżać do czegoś takiego, nawet w bardzo złych czasach, a uwierz, czasy są naprawdę dobre. - uśmiech zniknął po chwili z twarzy Akolity, zupełnie jakby skończyła mu się cierpliwość do żartów. Zmierzył kapitana od stóp aż po czubek głowy poważnym spojrzeniem, po czym klepnął się w udo ze złością - oczywiście udawaną, jednak nikt nie musiał tego wiedzieć. - Cholera, wy naprawdę myślicie, że to zrobiłem? Śmiechu warte. Mnóstwo osób może poświadczyć o mojej niewinności. Zapytajcie Sabine Vrenth. Szlachta nie kłamie, a ona powie wam, że nigdy nie zniżyłbym się do gwałtu. Zawsze grzecznie proszę.
Powołanie się na kogoś z wyższych sfer zazwyczaj działało, teraz jednak mogło być niewystarczające. Trzeba było użyć dużo więcej środków, żeby wywinąć się z tej sytuacji. Jak to dobrze, że na brak środków do unikania prawa Artemis nie mógł narzekać.
- Poza tym spójrzcie na mnie. Jak miałbym niby zgwałcić córkę szeryfa? Nie jestem w stanie przesunąć mebli we własnym domu, co dopiero coś takiego. Nie znam jej ale jestem pewny, że szeryf nauczył ją jak się bronić. Nawet gdybym chciał to zrobić po prostu nie byłbym w stanie. - Oczy Artemisa zaświeciły się delikatnie na niebiesko, kiedy kończył zdanie. Kolejna dawka uczucia ufności poleciała w stronę umysłu Kapitana. Jak tak dalej pójdzie zacznie wierzyć w niego jak w jakieś Bóstwo.
21.01.2018, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#4

Fargrim był ostatecznie zdegustowany. Nie uważał miejscowego wydziału prawa za specjalnie bystry i skuteczny, o czym świadczył chociażby fakt, że tamten brudny pijak o mało co nie wyślizgnął się strażnikom w karczmie. Wydawać by się mogło, że w mieście które z nazwy jest ostoją handlu powinien panować ład i porządek. Jak się okazało, było wręcz przeciwnie. Nie tylko niemyte, ordynarne, zapijaczone psy miały prawo wstępu do zacnych przybytków, gdzie uczciwi ludzie pragnęli zjeść obiad i wyspać się przed następnym dniem, to na dodatek straż pojmała utalentowanego i szanowanego pisarza jakby był co najmniej zwykłym bandziorem pokroju wyżej wymienionego kundla. Ben miał spore problemy z wyrażeniem narastającego w nim gniewu w słowach które mógłby z czystym sercem zapisać w swym najnowszym dziele, jednocześnie nie zniżając się do prostego, chłopskiego języka operującego tylko i wyłącznie na inwektywach, prostackich skojarzeniach i przekleństwach. Miał szczerą nadzieję, że powodem jego tak nieludzkiego traktowania jest to, że mógł być świadkiem w procesie jakiegoś bandyty. Z tym że on sam nie spotkał żadnego w ostatnim czasie, a i ludzie którzy mieli zeznawać przeciw oskarżonemu powinni być przechowywani w nieco lepszych warunkach niż te, które zapewniał areszt pod okiem jakiegoś podrzędnego szeregowca. Skryba został kompletnie znieważony i pokrzywdzony, czego nie mógł wybaczyć miastu. W końcu był człowiekiem który kształtował opinię uczonych, ludzi którzy liczyli się w społeczeństwie! Jak tylko co bardziej znamienici ludzie dowiedzą się, jak tutaj traktowana jest inteligencja, na pewno odbije się to na nieudanych strażnikach.

Szczerze nie obchodziło go co się stanie z tym drugim, którego pojmanie miało akurat pewne uzasadnienie. Ben Fargrim nie był pewien o co był oskarżany, bowiem o wiele bardziej niż słowami głupszych od niego ludzi był zajęty własnymi myślami. W końcu jego konwersacje musiały trzymać jakiś poziom, a po tym co reprezentowali sobą zarówno jego "towarzysz" niedoli jak i panowie odpowiedzialni za porządek w mieście nie spodziewał się nic wartościowego. Był stuprocentowo pewien że ich rozmowy orientowały by się wokół dziewek, dziwek oraz piwska, tak szeroko uwielbianego przez ludność całego świata. Przy czym Akolita zobligowany był w myślach zaznaczyć, że piwo było jednym z najgorszych alkoholi świata, ani trochę nie porównywalnym z innymi, lepszymi trunkami. Doskonałym przykładem dobrego napoju, który spożywała klasa wyższa i mądrzejsza było białe, półsłodkie wino robione z białych owoców białych winogron. To był prawdziwy smak, który łechtał podniebienie, a nie jakieś podrzędny grzaniec kupiony w pierwszej lepszej tawernie za pół złamanego miedzianego smoka. Ech, gdyby tylko cały świat miał tak wyrafinowany smak jak Ben...

Niestety, cały świat aktualnie nie miał najmniejszego zamiaru podążać przykładem utalentowanego pisarza. Jakby tego było mało, najwyraźniej za cel obrał sobie dopieczenie mu w jak najdotkliwszy sposób, jak gdyby chciał mu przekazać że go nienawidzi. Biedny akolita musiał teraz oczekiwać bliżej nieokreślonego momentu w którym wypuszczą go z tego więzienia, do którego niesłusznie go wtrącono. Czy kolejny rozdział o tym jak trudno jest mu się sprzeciwiać kapryśnemu losowi był wart tej udręki? Perspektywa napisania kolejnej genialnej części jego biografii była jedyną pozytywną stroną aktualnej sytuacji. Ben musiał jednak to wszystko znieść i postarać się wynieść jak najwięcej dobrych rzeczy z tej tak beznadziejnej sytuacji. Westchnął głośno i zapytał się strażnika.

Tak właściwie, to dlaczego mnie tutaj trzymacie? Chodzi o tamtego opijusa? Nie znam go i nie wiem dlaczego ktoś miałby pomyśleć że zadaję się z taką swołoczą. Nawet jak miałbym być świadkiem, to nie mam żadnych użytecznych informacji. Przybyłem do miasta wczoraj i jestem umówiony na bardzo ważne spotkanie z bardzo ważną osobistością. Nie mogę tutaj spędzić całego dnia!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2018, 02:17 przez Fargrim.)

22.01.2018, 02:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#5

STRAŻNIK



Gdy Artemis ponownie użył swojej zdolności, strażnik poczuł się jeszcze bardziej zdezorientowany niż wcześniej. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu czuł, że ufa zatrzymanemu. Zupełnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.
-Hmmm... No może i masz rację... Nawet moja żona dałaby radę cię powalić do parteru. Co nie zmienia faktu, że córka szeryfa też do silnych nie należy... Hmmm... - Kapitan straży zamyślił się na chwilę, prawdopodobnie analizując całą sytuację. Doskonale wiedział, jakie opinie krążą po mieście o tym całym Artemisie. Czy jednak mógł zaufać plotkom? Miał jednak jeszcze jednego asa w rękawie, którego właśnie teraz musiał wykorzystać. - Jest jeden sposób, aby potwierdzić lub zanegować wiarygodność Twoich słów. Otóż, na twoje szczęście czy też pecha córka szeryfa zapamiętała twarz sprawcy. Sprowadzę ją tutaj, a ona jednoznacznie określi, czy jesteś winny czy też nie.
Dowódca straży zniknął na moment z pokoju, pozostawiając Artemisa pod opieką jednego ze swych strażników. Mimo, iż była to bardzo krótka chwila, akolita mógł wykorzystać ją na przeanalizowanie swej sytuacji.
Po krótkiej chwili do pokoju przesłuchań powrócił dowódca, a tuż za nim drobna dziewczyna, która na oko wyglądała na jakieś piętnaście, góra szesnaście lat. Mimo, iż kobieta kryła się w większości za plecami mężczyzny, można było dostrzec iż gwałciciel miał powody do właśnie takiego wyboru ofiary. Na jej delikatnej i gładkiej twarzy znajdowały się duże, świecące oczy. Sylwetka zaliczała się do tych jak najbardziej kobiecych, za którymi każdy samiec obejrzałby się kilka razy. Długie, ciemne włosy spięte były w warkocz, który opadał na piersi dziewczyny.
Ofiara wyjrzała zza pleców strażnika, po czym cichym, piskliwym głosem wypowiedziała słowa, które mogły zaważyć na losie Artemisa:
-To on, pamiętam..!


Tymczasem w drugim pokoju sytuacja była nieco mniej napięta. Ben Fargrim, jak zawsze pochłonięty myślami o własnej osobie i tym, jak źle została ona potraktowana, siedział w niecierpliwości czekając na dalszy rozwój sytuacji. Gdy w końcu czas oczekiwania okazał się dla akolity zbyt długi nie wytrzymał i zadał strażnikowi pytanie. Odpowiedź, jaką uzyskał, mogła nie wydawać się zbyt satysfakcjonująca, zwłaszcza dla kogoś, kto wzbraniał się od przemocy:
-Myślę, że każdy tutaj ma w dupie to, czy możesz tu siedzieć cały dzień, czy też nie. - odpowiedział Fargrimowi pilnujący go strażnik - Nie wiem, w jakim świecie się do teraz uchowałeś, kochasiu, ale zapewniam cię, iż pyskowanie straży to nie jest dobry sposób zdobywania przyjaciół, oj nie... Jeśli już tak bardzo chcesz wiedzieć, to powiem ci. Trzymamy cię tutaj, żeby potem dać ci przyjemną, przynajmniej dla nas, nauczkę. - Pilnujący go mężczyzna uśmiechnął się zawistnie, po czym znów zamilknął, wpatrując się w akolitę niczym w ofiarę łowną.
23.01.2018, 14:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#6

I ponownie pojawiły się kolejne komplikacje. A tak dobrze już szło! Strażnicy praktycznie jedli mu z ręki, a tu nagle coś takiego?! Szlag by to jasny trafił! Najgorsze było to, że Akolita czuł, że zbliża się do granic swoich możliwości jeśli chodzi o manipulowanie uczuciami innych osób. Mógł ostrożniej dysponować swoimi mocami... teraz mogą się okazać krytycznie przydatne.
Na widok wchodzącej dziewczyny Artemis automatycznie poprawił się na krześle. Stare nawyki  wyglądania jak najdostojniej przy kobietach pozostawały w mocy nawet w takich sytuacjach. Co prawda proste krzesło na środku aresztu nie dawało mu zbyt wielkiego pola do popisu, jednak starał się jak tylko mógł.
Wszystko to zdało się na nic, gdy tylko usłyszał głos dziewczyny. I chociaż po jego postawie nie było widać żadnej zmiany, jego oczy przybrały kolor krwistej czerwieni. Był wściekły! Jak ona śmiała oskarżać go o coś takiego?! Nawet jeśli faktycznie to zrobił, a był prawie pewien, że była niewielka możliwość, że jest niewinny!
Kiedy jednak się odezwał jego głos był spokojny, zupełnie jakby nic wielkiego się nie stało. - Kochana, rozumiem, że to co Ci się stało nie mogło być przyjemne i oczywistym jest, że szukasz winnego. Mogę Cię jednak zapewnić, że nie miałem nic wspólnego z tym co Cię spotkało. Zapewne wiesz kim jestem i wiesz jaką mam reputację w mieście. Ja pomagam ludziom, a nie ich krzywdzę. Szybko nie miałbym żadnych klientów gdybym dopuszczał się tak okrutnych czynów, mam nadzieję, że to rozumiesz. - Wraz z kolejnymi słowami Akolita wysyłał w stronę umysłu dziewczyny coraz mocniejsze dawki uczucia niepewności. Czy to aby na pewno on był przyczyną jej problemów? W końcu pomógł tylu ludziom w mieście, nie może być złym człowiekiem.
- Rozumiem, że jesteś roztrzęsiona, to co Cię spotkało było straszne. Nie jestem zdziwiony, że chcesz znaleźć sprawcę. Mogę Cię jednak zapewnić, że nie byłem to ja. Proszę, przyjrzyj mi się jeszcze raz. Musiałaś być w szoku kiedy to się działo, a mrok nocy nigdy nie jest pomocny w zapamiętaniu czyjejś twarzy. Jesteś pewna, że to właśnie mnie widziałaś? - koniec zdania zaakcentowany był wysłaniem resztki mocy w umysł dziewczyny. Wahanie. Teraz sama nie będzie wiedziała co myśleć, a to w najgorszym wypadku powinno dać chociaż odrobinę czasu na dalsze próby wykaraskania się z sytuacji.
24.01.2018, 12:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#7

Oj, nie nie nie. Tak być nie mogło. Jakiś zwykły, podrzędny bandzior miał czelność grozić jemu, Benowi Fargrimowi? To po prostu nie wchodziło w grę. Furia powoli budziła się w Akolicie. Było to dziwne uczucie. Jak gdyby pradawny demon obudził się w jego wnętrznościach i zaczął przejmować nad nim kontrolę. Zrobiło mu się jednocześnie gorąco i zimno. Taka obraza nie mogła ujść nikomu płazem. On, światowej klasy pisarz nie mógł pozwolić sobie na zostanie znieważonym przez byle pachoła. W przypływie gniewu i siły pobladł i zaczął się nieznacnie trząść. Spojrzał więc strażnikowi prosto w oczy i wyjąkał.
P-przecież ja tylko zadałem pytanie! N-nie miałem zamiaru nikogo obrażać!
Ben czuł się dumny. Stawił czoła tak wielkiemu przeciwnikowi i dumnie wydusił z siebie cichym głosem słowa które niewątpliwie poszły pyskatemu strażnikowi w pięty. Nie musiał przy tym uciekać się do tak przeraźliwej i ciężkiej broni jaką były groźby wystosowania odpowiednich pism i skarg do przełożonych mężczyzny i władz miasta. Był stuprocentowo przekonany, że brutalny żołdak zaniecha planu pobicia jego nieskazitelnej skóry i wypuści go na tyle szybko że zdąży przed spotkaniem zjeść jeszcze obiad. W końcu był poważanym magiem, takich ludzi nie wolno przetrzymywać zbyt długo!
02.02.2018, 18:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#8

STRAŻNIK



Dowódca, słysząc nieudolne próby wymigania się od odpowiedzialności Artemisa, prychnął nieznacznie. Nieświadomy magicznych zdolności swego więźnia strażnik był pewny, iż nikt nie ujdzie suchą stopą wobec takich oskarżeń.
Niestety, ku jego zdziwieniu, dziewczyna zaczęła marszczyć brwi i coraz uważniej przyglądać się akolicie. Nie skrywała się już całkowicie za plecami dowódcy, a stała obok niego, w niedużej odległości od więźnia. Dowódca przyglądał jej się zaskoczony, jednak nie próbował jej przeszkodzić.

– Coś jest nie tak… -Dziewczyna odezwała się cichym głosem, coraz uważniej przyglądając się twarzy Artemisa – Jego oczy, one… Mają jakiś dziwny kolor, jakby czerwony. Ten… Ten człowiek, który mnie zaatakował, on… On miał zielone oczy. Jestem pewna, pamiętam to wyraźnie. Ale… Ale przecież to niemożliwe! Oni wyglądają zupełnie identycznie!

Sytuacja zaczynała się robić coraz bardziej napięta i… dziwna. Mimo, iż akolita mógł zasiać w umyśle dziewczyny ziarno wątpliwości, to jednak jej reakcja nie mogła z niego wynikać. Czy możliwym było, że ofiara faktycznie została zaatakowana przez kogoś, kto wyglądał jak Artemis? Jeśli tak, mogło to poważnie zaszkodzić interesom akolity.

- Jak to możliwe?! Jesteś pewna? – Dowódca wyglądał na zagubionego w całej tej sytuacji. To mogło stworzyć Artemisowi szansę…



Wypowiedź Fargrima wzbudziła w strażniku szczery wybuch śmiechu. Mało kiedy ktokolwiek opierał się straży, a nawet jeśli, to z pewnością nie robił tego w tak tchórzliwy sposób, jak on.
Niestety, bardziej lub mniej tchórzliwe zaczepki z reguły nie działały na strażników zbyt dobrze, stało się tak i tym razem. Pilnujący Fargrima mężczyzna podszedł do niego, po czym złapał go za przód szaty, zapewne gniotąc ją przy tym niemożliwie, po czym powiedział:

- Posłuchaj no mnie, trzęsityłku, jeśli nie chcesz zbyt mocno oberwać, na twoim miejscu siedziałbym bym cicho i nie wychylał się, to może nawet wyjdziesz stąd bez szwanku. Pamiętaj, że ja z miłą chęcią zajmę się twoją twarzyczką.
13.02.2018, 18:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#9

Bingo!
Cała sprawa nareszcie zaczęła nabierać kolorów. Co prawda informacja o drugim Artemisie była bardzo zła - miasto ledwo znosiło jednego, co dopiero więcej - ale ostatecznie widać było promyk nadziei w tej chorej i zupełnie niepotrzebnej sytuacji.
- Niech pan nie będzie taki zdziwiony - powiedział Akolita zaraz po słowach dowódcy. Dużo skupienia kosztowały go próby utrzymania się prosto na krześle. Zupełne wyczerpanie, zarówno fizyczne jak i magiczne, mocno dekoncentrowało mężczyznę. Całe szczęście był zaprawiony w radzeniu sobie z kacem, więc jakoś udawało mu się wyglądać poważnie. - Żyje Pan w świecie, w którym na każdym kroku można spotkać przedziwne stwory, a ludzie potrafią skinieniem palca rozwalić całe miasta. Sądzę, że znalazł by się ktoś kto potrafi zmienić twarz swoją lub kogoś innego. Nawet niekoniecznie magicznie. - dokończył, po czym zupełnie stracił zainteresowanie dowódcą. Nie on w tej rozmowie się liczył. Zabawne że los Artemisa spoczywał w rękach tej drobnej dziewczyny.
- Wiem że to będzie dla ciebie ciężkie, moja droga ale muszę cię poprosić o przypomnienie sobie tamtej nocy nieco dokładniej. Ten... Podobny do mnie osobnik... Mówił coś? Rozmawiałaś z nim czy pierwszy raz zobaczyłaś go dopiero kiedy się na ciebie rzucił? Jeśli nie chcesz sobie tego przypominać, zrozumiem. Chcę tylko dowiedzieć się kim on może być i powstrzymać go zanim narobi więcej problemów. - Głównie mi. W końcu kogo obchodzi jakąś głupia dziewczyna. A ten idiota, który nie potrafi utrzymać spodni na swoim miejscu bardzo szybko może spowodować bardzo wiele kłopotów. Oh, niech no tylko go dorwę w swoje ręce... Pożałuje, że podszywa się akurat pode mnie!
13.02.2018, 20:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Koszary
#10

STRAŻNIK



Dowódca wpatrywał się w Artemisa z coraz większym powątpiewaniem wymalowanym na twarzy. Widać było, iż obecna wersja wydarzeń niekoniecznie mu się podobała, jednak nie miał żadnych dowodów na to, iż to faktycznie pojmany akolita miał coś wspólnego z gwałtem na dziewczynie.
Dziewka natomiast milczała długo, jakby nie będąc pewną, czy chce się odezwać. Widać było, że przerażenie wciąż zżera ją od środka. Oczy przez większość czasu trzymała spuszczone, ramiona splotła na klatce piersiowej w obronnej postawie, a całość sylwetki była wyraźnie przygarbiona. Po chwili jednak zdołała odezwać się cichym, drżącym głosem:

-Nie, ja... Nigdy go nie widziałam... Nie wiem, kim jest. Nie pomogę, nie chcę...- Oczy dziewczyny wypełniły się łzami, które po chwili zaczęły powoli spływać po jej policzkach.

-Dość tego! - Zarówno po głosie jak i minie dowódcy można było bardzo łatwo wywnioskować, iż był coraz bardziej zirytowany zaistniałą sytuacją - Nie ty tu jesteś od przesłuchiwania świadków, psie. Pamiętaj, iż nadal jesteś najbardziej podejrzany i to tylko mojemu dobremu sercu zawdzięczasz to, że nie gnijesz jeszcze w lochach, lub, co o wiele bardziej by mi się podobało, nie wisisz sobie za szyję na placu. Jednak, skoro tak bardzo podoba ci się zabawa w detektywa, to proszę bardzo... Daję ci trzy dni na odnalezienie osoby, która ponoć podszywa się pod ciebie. Jeśli ci się uda, puszczę cię wolno, jeśli nie - zawiśniesz... Co ty na to?
30.03.2018, 13:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna