Dom Rhein i Malgarda
#1

Cytat:Mały dom wciśnięty pomiędzy dwa inne, wykonany w większości z kamienia oraz drewna. Prezentuje się raczej porządnie, stojąc także w tej lepszej części miasta. W środku znajduje się izba sypialniana z porządnym dwuosobowym łóżkiem z całkiem wygodnym siennikiem oraz stojakami na pancerz i broń, osobna kuchnia z paleniskiem i paroma półkami, przedsionek oraz pokój dzienny z malutkim kominkiem, stolikiem i trzema fotelami. Przez okna wpada dużo światła i gdyby nie ciągły brak domowników, którzy bywają w chacie kilka godzin w ciągu dnia, byłoby tu całkiem przytulnie. Z tyłu znajduje się wychodek oraz malutki ogródek, w którym rosną różne przydatne ziółka.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.07.2018, 00:20 przez Ren.)

09.07.2018, 00:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#2

STRAŻNIK


W ostatnich tygodniach los nie uśmiechał się do szamanki. Z zaufanego strażnika przeistoczyła się w zakałę. Szykany, pogardliwe spojrzenia, stan permanentnej degradacji. Wydawałoby się, że już niedługo coś się zmieni, gdy dowódca straży zakomunikował Tallheist, że przydzielą jej zadanie poza miastem, którym odkupi swój nieprzemyślany wyczyn - mijał jednak drugi tydzień, jak zapadło w tej sprawie milczenie.
Ludzie wcale nie stali się milsi. Zdawałoby się, że nikt nie zamierza zapomnieć, co strażniczka zrobiła niewinnemu synowi burmistrza. Varengard stało się nieznośne do życia.

Rhein obudziło uporczywe walenie do drzwi. Za oknem dopiero świtało, ledwo przebijając się przez ciemną osnowę chmur. Szamanka leżała sama w łóżku, czując skostnienie od zimna, które wkradło się nocą, gdy kilka godzin wcześniej zgasł kominek. Kołdra leżała z boku. Strażniczka odnosiła silne wrażenie, że śniło jej się coś ważnego. Chyba nawet niepokojącego. Nie będzie w stanie sobie tego jednak przypomnieć przez powtarzający się łomot w drzwi.
- Rhein, do kurwy nędzy, otwieraj!
Tallheist na pewno znała ten głos. Nie był to z pewnością głos Malgarda. Ani jego bliźniaka.
- To ważne. Rusz tyłek i otwórz te drzwi.
09.07.2018, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#3

Tajemniczy sen, który nawiedził Rhein w nocy, najprawdopodobniej stawał się coraz bardziej niedorzeczny - a przynajmniej tak jej się zdawało, gdy w połowie wydarzenia stamtąd zaczęły mieszać się z natarczywym pukaniem do drzwi. Uchyliwszy ciężkie powieki, nie pamiętała kompletnie niczego, prócz tego, że nie był to dobry sen, chociaż ważny. Uniosła rozczochraną głowę, wspierając się na łokciu i zaglądając w okno. Świt, nawet nie poranek. O tej porze nawet nie śni o wstawaniu, a co dopiero robienie tego. Z dzikim jękiem postawiła najpierw lewą, potem prawą nogę na ziemi, nadal praktycznie leżąc i dopiero wtedy zwlekła swój korpus.
Zerknęła na drugą stronę łóżka, ale po Malgardzie śladu nie było. Sapnęła cicho, wciągając na byle jak spodnie i jakąś koszulę, czując resztki snu oraz zimna pozostałego z nocy, po czym ostentacyjnie ignorując jegomościa za drzwiami, podeszła do okiennic z zamiarem ich zamknięcia. Wyziębiło się, nie ma co. Chciała też poprawić łóżko, ale stwierdziła, że i tak zaraz do niego wróci. W końcu ubyło jej sporo obowiązków, nie musi zwlekać się tak wcześnie. Sprawdziła przy okazji, czy jej duchy nadal leżą w bezpiecznym miejscu, po czym wzięła do rąk swój młot i z niezbyt zadowoloną miną podeszła do drzwi wejściowych. Wyglądając sama niczym duch, bądź te słynne wampiry z jej rodzinnych okolic, trzymając w lewej ręce broń, a prawą otwierając owe drzwi, w myślach notując, że to raczej nie jest ani Malgard, ani Astrad - rozespany mózg jednak skądś głos znał. Otworzywszy, uniosła nieco nadziak i warknęła nie zważając, z kim ma do czynienia:
Czego kurwa? Wcześniej się nie dało?
09.07.2018, 22:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#4

STRAŻNIK


- A wolisz obudzić się z ręką w nocniku? - odwarknął mężczyzna zanim jeszcze w ogóle na siebie spojrzeli.
Słuch nie mylił Rhein, jak najbardziej go znała. Nie przyjaźnili się jakoś szczególnie, tyle co od czasu do czasu rozmawiali przy piwie bądź mijali się na patrolach. Ciągle przewijał się gdzieś w straży. Po przejściu Rhein do innego oddziału, Kazimierz pozostawał jedynym zaufanym człowiekiem Welda. Co do niego nie było wątpliwości, że zdradziłby swego przełożonego. Niektórzy w straży obmawiali go za plecami, że nie ma własnego zdania i zachowuje jak pies, któremu wydaje się tylko komendy.
Kazimierz jako jeden z nielicznych nie potępiał Tallheist za jej eksces. Nadal zawsze skinął głową w geście powitania, idąc gdzieś dalej.
- Mam ci coś do przekazania - powiedział, wpatrując w pobladłą Rhein. - Wiadomość od Welda. To cholernie ważne.
09.07.2018, 23:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#5

A więc Kazimierz. Wpatrywała się w jego mordę nadal śpiąca, próbując zrozumieć cel, w jakim ten obślizgły pies chciał ją budzić tak wcześnie. Oczywiście doceniała to, że nie wytykał jej palcami, jak zwykli ostatnio robić... wszyscy, z tym, że teraz raczej nie była nastawiona przyjaźnie do kogokolwiek. Gapiła się na niego, jakby co najmniej pragnęła go zamordować, co oczywiście daleko od prawdy nie odbiegało. Opuściła jednak nieco broń, mamrocząc przekleństwa pod nosem.
Właź — wymamrotała, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając do środka mężczyznę. Na słowo Weld praktycznie natychmiast sen ją opuścił. Był on jednym z niewielu ludzi, których szczerze szanowała i liczyła się z jego zdaniem. Jeśli on sprowadził tak wcześnie tego kutafona do jej własnego domu, musiało rzeczywiście być to ważne. Właściwie Weld był jedną z ostatnich osób, którym mogła tak naprawdę ufać. — Gadaj, tylko treściwie. Nie mam ochoty na lanie wody — usiadła przy stole, opierając nadziak o stół i wpatrując się nagląco na mężczyznę. Czuła, że raczej do łóżka nie wróci już dzisiaj. A w ogóle to gdzie do kurwy pałętał się tak wcześnie Malgard?
10.07.2018, 00:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#6

STRAŻNIK


Wpatrywanie się w mało przystojną twarz, poznaczoną bruzdami, z nieregularnymi, wręcz kanciastymi rysami twarzy, nie przyniosło dodatkowej wiedzy. Kazimierz zmarszczył ciemne, mocne brwi, gdy Rhein okazała tak otwartą wrogość. Zacisnął usta, wchodząc do środka domu i zamykając za sobą drzwi.
Nie zamierzał siadać przy stole, choć szamanka nawet gestem nie wyraziła, by było ją stać na taką gościnność. Strażnik wyjął z kieszeni kamizeli skrawek papieru, który cisnął na blat.
- Mnie nie posłuchasz, więc czytaj.
Złożona na pół kartka skrywała krótką wiadomość:

Musisz natychmiast zniknąć z miasta. Rhein, sprawa jest poważna, a Twoja obecność w Varengardzie w niczym nie pomoże. Nie mogę Ci napisać dlaczego - zaufaj mi i spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Nie zadawaj pytań. Potraktuj to jak rozkaz. Im szybciej będziesz poza miastem, tym lepiej dla Ciebie. Z nikim się nie kontaktuj. Wymknij się, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Poinformuję Malgarda.  
Ponownego kontaktu oczekuj za trzy dni nad Smoczą Łzą.
Zniszcz wiadomość.

Weld

Kazimierz spokojnie czekał, aż Rhein przetrawi wiadomość, dodając od siebie:
- To nie jest żart, gdyby wpadło ci to do głowy.
10.07.2018, 20:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#7

Czytając wiadomość przyniesioną przez Kazimierza, kobietę poniekąd intrygował powód, dla którego nawet Weld wygania ją z miasta. Co prawda najpierw dokładnie przyjrzała się jej, czy wyglądała na prawdziwą, nie podrabianą, ale niemal od razu zaczęła zastanawiać się nad całym zajściem. Odkąd odsunięto ją od władzy, przestała mieć jakiekolwiek pojęcie o tym, co się dzieje w Varengardzie, a i ona sama pogrążyła się w swoim rodzaju depresji i miała gdzieś całe miasto. Teraz odrobinę żałowała, że niczym się nie interesowała. Co prawda raczej i tak nie wiedziałaby, co się święci, ale być może dotarłoby do niej szczątkowe pojęcie o sytuacji.
Zmięła w dłoni papier i wstała powoli, bez słowa, zaraz wynajdując swoją fajkę. Najpierw błysnęły iskry krzesiwa, a kartce pozwoliła spłonąć. Potem sama zapaliła tytoń. Wiadomość nieco była jej na rękę - bardzo szybko, widząc, jak włodarz zadziałał na jej niekorzyść, opinia publiczna, do tej pory i tak raczej wątpliwa, runęła na łeb na szyję. W tym momencie Rhein mogłaby napisać poemat o tym, jak zjebać sobie życie w kilka minut, obijając jedną parszywą mordę. Przez to zaczęła zastanawiać się nad ulotnieniem jeszcze przed tą cholerną misją, którą jej przydzielili, zaś wiadomość od Welda tylko ją w tym umocniła.
Oczywiście pozostawała kwestia Malgarda, którego nie chciała zostawiać i który był powodem, dla którego jeszcze grzała tutaj tyłek. Jeśli on chciałby zostać w mieście, mieliby porządny impas, tym bardziej, że jego brat tutaj siedział. Rozkaz takiego wyboru byłby nieludzki, ale Rhein dusiła się tutaj i czuła, jakby każdy z tych ludzi był pewnym odzwierciedleniem jej matki. Zawsze kończyło się tak samo, zawsze była wyrzutkiem.
Weld mówił ci coś jeszcze poza przekazaniem liściku? A może sam wiesz, co się święci? — zapytała, patrząc na zwęglone resztki karteczki. Gdzie miałaby się podziać? Co zrobić z Malgardem i jego bratem? Co z tajemnicami, które skrywała? Za dużo pytań zaczęło kręcić jej się po głowie, więc podreptała do kuchni i przyniosła stamtąd butelkę wina oraz dwa kubki. Bez słowa nalała do obydwu i napiła się z jednego, podsuwając Kazimierzowi drugi. Taki akt łaski. Będzie się musiała potem rozmówić z Artemem i doradzić, co zrobić. Z jej kochankiem w sumie też wypadałoby to zrobić, ale wyglądało na to, że nawet i na to Weld nie dał jej czasu.
10.07.2018, 23:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#8

STRAŻNIK


Wiadomość nie wyglądała na podrobioną.
Kazimierz kryptonim Pies pokręcił głową. Chwycił za kubek, kilkoma wielkimi łykami wypijając wino. Trzasnął nim z powrotem o blat.
- Nie mam, kurwa, pojęcia - oświadczył. - Domyślam się tylko, że coś wydarzyło się w mieście. Ledwo godzinę temu Weld został wezwany do jakiegoś bogatego domu, a zaraz potem wrócił jakiś nieswój. Przyzwał mnie do pokoju i od razu wręczył mi wiadomość do ciebie. Był stanowczy. Na moje to jakaś gruba sprawa. Weld powiedział mi, że nie wyda żadnej oficjalnej wiadomości ani rozkazu zanim nie ściągnie kogoś jeszcze. Zamierza kupić ci jak najwięcej czasu, żebyś jak najszybciej zniknęła z miasta.
Strażnik zamilkł, przyglądając się Rhein. Wzrok zdradzał, że niczego więcej nie wiedział, a odpowiedzi szukał w prawdopodobnej winowajczyni zamieszania.
- Przygotuj się do wyjścia. Będę kręcił się w pobliżu. Mam potwierdzić u dowódcy, że twoje dupsko minęło bramę wjazdową i poszło dalej.
Po tych słowach wyszedł, nie narażając się na ewentualne słowne ataki Tallheist.
13.07.2018, 00:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Rhein i Malgarda
#9

Rhein westchnęła, patrząc na Psa ponuro. Strażnik niczego nie wiedział, a tyle to i ona mogłaby się domyślić. Oczywiście brała pod uwagę, że ktoś prawdopodobnie zapragnął jej głowy bądź po prostu zobaczył okazję do pozbycia się jej i właśnie dlatego musiała zniknąć. Weld miał wszakże na pewno już teraz rozkazy, których musiał się trzymać. I tak cudem było, że zdołał w jakikolwiek sposób ją ostrzec i jeszcze dopilnować, że rzeczywiście rozpłynie się w powietrzu. Musiała być mu wdzięczna.
Po odejściu Kazimierza panna Tallheist nie ruszyła się z miejsca. Nadal wydmuchiwała kłęby dymu i popijała winem, jakoś nie mogąc się zebrać do pakowania. Owszem, zastanawiała się nad ucieczką z miasta, ale będąc postawioną przed taką sytuacją, nagle nie wiedziała, co zrobić. Poza tym było wcześnie, bardzo wcześnie. Chciała iść jeszcze spać, ale zamiast tego sięgnęła po kubek oraz butelkę, przyjrzała się kubkowi, a następnie pociągnęła z gwinta i dopiero wtedy wstała.
Pierwszą jej czynnością było ubranie się. Nałożyła na siebie jakąś świeżą bieliznę, a potem każdy element zbroi. Przez chwilę dumała nad oznaczeniami varengardzkiej straży, lecz nie ruszała ich na razie. Na zbroję nałożyła cały zestaw małego szamana, czyli wszystkie jej duchy oraz potencjalne naczynia. Następnie zgarnęła torbę podróżną i tam spakowała jakieś ubrania na zmianę, parę podstawowych ziół, z których można zrobić wiele rzeczy, poza tym przygotowała prowiant oraz wodę i wino, krzesiwo i hubkę, woreczek tytoniu wraz z używaną niedawno fajką, na wierzch zaś włożyła pióro do pisania. Po zastanowieniu upchała tam także łuk oraz strzały dla Allison, chociaż zdawała sobie sprawę, że to widać. Nie interesowało jej to jednak w tym momencie. Przerzuciwszy ekwipunek przez ramię, przypasała nadziak do pasa, nałożyła tarczę na plecy, sakiewkę z pieniędzmi przywiązała do pasa tuż obok sztyletu Artema i przez chwilę pokręciła się jeszcze po domu. Miała nadzieję, że Malgard się o wszystkim dowie. Bez niego nie chciała iść.
Wkrótce wyszła z chaty, zostawiając ją tak, jakby miała tam wrócić. Łóżko niepościelone, butelka wina pusta do 1/4, a także dwa kubki stojące koło niej i popiół z kartki od Welda. Brakowało tylko jej wszystkich najważniejszych rzeczy oraz trochę jedzenia. Dla kogoś, kto tam zawitał, mogło to wyglądać nieco sprzecznie. Chciała wyjść z miasta w miarę niezauważona i przeczekać gdzieś poza nim w jakimś małym lesie trzy dni. Liczyła na Welda.

Gracz opuścił wątek
17.07.2018, 22:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna