Karczma

dąc bez celu przed siebie, postanowił zerwać z monotonią i zaczepił starszego mężczyznę w celu uzyskania informacji.
-Przepraszam. Wiesz może którędy dotrę na rynek rybny? Nie jestem za bardzo obeznany z planem miasta, ponieważ niedawno zawitałem do Valen.
Odpowiedź od starca otrzymał niemalże natychmiast.
-Kieruj swe kroki tam gdzie zmierzają wszyscy chętni do interesów. Doprawdy, aby pytać mnie starego człowieka o drogę? Widać umysł twój nieco jest zaćmiony, jeżeli nie pojmujesz takich oczywistości młodzieńcze.
Powiedziawszy co zamierzał, z śmiechem ruszył dalej, zostawiając go lekko zdziwionego na środku ulicy.
Czyli tak jak myślałem. Może nawet zdołam trochę zarobić. Wszak w tłumie bardzo łatwo pozbawić kogoś sakiewki.
Z lekkim uśmieszkiem rozejrzał się dookoła, po czym ruszył za tłumem, mając nadzieję iż maszerująca przed nim rzeka ludzi doprowadzi go do celu. Krocząc wśród tego zgiełku wypatrywał także  jakiegoś środka transportu, gdyż nie widziało mu się ciągłe chodzenie o własnych siłach.
Muszę znaleźć jakiegoś wierzchowca, w miarę spokojnego, nie chcę mieć z nim problemów podczas podróży, bo tylko zwrócę na siebie uwagę. Chociaż , i tak już jestam na celowniku Kapitana Straży. Cholera... co mnie podkusiło aby spalić tego człowieka żywcem? Wystarczyłoby, że pozbawiłbym go możliwości ataku i byłoby po sprawie, a tak nie mogę nawet udać się po zlecenie do ratusza bo z pewnością tam będą.
Nagle dostrzegł uwiązanego do belki karego rumaka, który spokojnie skubał sobie drobne źdźbła trawy, rosnące dookoła koryta z wodą. Nie namyślając się długo, wymknął się z kolumny ludzi i powoli podszedł do konia. Nie zdołał jednak nawet dosięgnąć uzdy, gdyż znienacka dostrzegł zmierzające w stronę jego twarzy końskie kopyto. W jego głowie zdążyła tylko zakwitnąć myśl:
Pobudka będzie niezwykle nieprzyjemna
A chwilę później nastała ciemność, a jego ciało popędziło na spotkanie ziemi.

budził się obolały, a pod plecami czuł zimne kamienie. Po chwili dotarły do niego kolejne bodźce, a mianowicie niezwykle głośnie piski, które nasiliły się przy jego próbach podniesienia swojego ciała z zimnej posadzki. Starając się usiąść dostrzegł, iż znajduje w dość małej celi oraz to, że jedynym jego odzieniem była stara i brudna koszula, pod która nie znajdowało się kompletnie nic. Po chwili, kiedy jego wzrok wrócił do wcześniejszej sprawności, zobaczył również dwóch strażników stojących za kratami. Oczywiście skierowani byli tyłem do niego.
-Gdzie ja do diabła jestem? I dlaczego założono mi jakąś starą szmatę..
Ci jednak nawet nie zareagowali na wypowiadane w ich kierunku narzekania i nadal stali niewzruszeni jak kamienne posągi, które strzegą wejścia do grobowca czy innej tajemniczej komnaty. Nie mając sił na zwracanie uwagi wartowników, wstał z posadzki i począł rozgrzewać odrętwiałe kończyny, a kiedy te odzyskały czucie, z wysiłkiem rozruszał obolałe od leżenia biodra, po czym usiadł pod ścianą, uprzednio przeganiając szczury, które z piskiem rzuciły się do karkołomnej ucieczki w strachu przed jego nogą. Nie mając co robić, spróbował przy pomocy słuchu określić gdzie znajduje się jego osoba, jednak z powodu bólu głowy zdołał wychwycić jedynie urywek rozmowy o podpalaczu.
O cholera... czyżby jednak karczma stanęła w płomieniach? I to nie z mojej winy? Skygan ty durniu, coś narobił kiedy mnie nie było?
Starał się wyłapać więcej szczegółów, jednak stróże dostrzegli jego zainteresowanie i przerwali rozmowę, a obolała głowa znów dała się we znaki. Chcąc jakoś uśmierzyć ból, zaczął miarowo oddychać, co na chwilę dało mu ukojenie, jednak z medytacji wyrwał go szczęk zamka oraz zgrzyt zawiasów. Jego oczom ukazał się stojący w drzwiach dość pokaźnej postury mężczyzna, z charakterystyczną czarną maską. Wiedział co to oznaczy, ktoś dzisiaj umrze, a tłum będzie miał uciechę. Kat skierował się w kierunku jego celi i przez chwilę serce zabiło mu szybciej, okazało się jednak, że "wybranym" był więzień w celi obok. Kat zniknął na chwilę wewnątrz celi, a parę sekund później wywlókł poranionego i posiniaczonego, na wpół martwego człowieka, trzymając go swoją ogromną ręką za kark po czym zniknął za drzwiami w akompaniamencie przeraźliwego zgrzytu.
Co oni zrobili z tym człowiekiem?! Czy mnie też czeka taki los? Nieudolnego koniokrada publicznie pozbawią głowy? Nigdy, prędzej zginę w walce niż pozwolę się wywlec jak marne zwierze.
W jego oczach można było dostrzec płomień, który po chwili zniknął w odmętach ostrej zieleni jego oczu.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2018, 22:04 przez Ryūji.)

06.04.2018, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma

Przypalone ubranie i z lekka poparzone nogi. Taki był skutek stania w ogniu. Dlaczego Skygan do cholery stał w ogniu? Tak jak obecni tu ludzie on też musiał wpaść w tą iluzję. Mistyk był pod wrażeniem mocy kogokolwiek lub czegokolwiek co to wywołało. To nie była robota byle podrzędnego iluzjonisty czy niskiego demona. Szybko otrzepał elementy futra które zwisając przy nogach zaczęły się fajczyć. Nerwowym wzrokiem rozejrzał się po karczmie trzymając miecz poziomo z rękojeścią przy prawej stronie głowy. Z początku niczego nie dostrzegał, ale jednak ktoś tam był. Niski męszczyzna stojący przy grupce skandujących obok kontuaru ludzi i patrzący się na mistyka. Kaptur zakrywający twarz, długi brązowy płaszcz i krótki miecz. Dym obecny w powietrzu wcale nie ułatwiał prób dostrzeżenia twarzy ale, broń wraz z pochwą na miecz nieznajomego odbijały światło ognia dzięki zdobieniom na narzędziu mordu. Mało kto nosił broń z zdobieniami. Skygan zapamiętał ten szczegół, to mogło mu się potem przydać.

- Czyli to twoja sprawka co? - mistyk nie miał zamiaru rzucać się na gościa. Widać było że jest niebezpieczny ale zdobiona broń wskazywały na kogoś zamożnego. Umysł pracował na największych obrotach żeby rozpracować tejmniczego człowieka. Zabójcy nie nosili takich ostrz - były zbyt rozpoznawalne. Czyli to pewnie jakiś nadworny mag? Najemnik? Nie, napewno nie najemnik.
Milczący nieznajomy podniósł prawą rękę i pstrykając palcami uwolnił ludzi z energicznego skandowania przy "barze". W jednej chwili to co wyglądało na bandę pijanych wariatów nie reagujących na oczywiste zagrożenie, teraz przypominało jak najbardziej normalną reakcję na pożar... Kiedy nagle się obudziło w płonącym budynku.
Skygan miał zamiar podbiec do maga, ale motłoch panikując dał uciekinierowi idealną sytuację. Zapanował chaos, jedni biegali szukając ratunku w możliwych wyjściach z karczmy. Z dwie osoby skryły się pod stołami modląc się do Duronora. Jakiś samobójca chciał pobiec na górę ale spadający element dachu dostatecznie szybko go powstrzymał, zaraz po tym zaczął krzyczeć "ZARAZ TU WSZYSCY ZGINIEMY!". I rozpoczął maniakalny śmiech biegnąc z powrotem. Kiedy niedoszły wariat przechodził koło mistyka, ten trzasnął go rękojeścią miecza pozbawiając go szybko przypomności i eleminując źródło jeszcze większej paniki. Skygan nienawidził takich słabych psychicznie ludzi, żałosne. Z drugiej strony zawsze się zastanawiał jak to jest że w chwili zagrożenia ludzie zmieniają się w te szalone skorupy. Bywalec karczmy padł płasko na drewniany stół zdala od ognia. Ktoś inny darł się na cały głos "Gdzie jest ten szalony mag?". Do uszu mistyka trafiły też inne słowa: "Czemu on to zrobił?", " Gdzie jest ten białowłosy demon o zielonych oczach?", "Czemu chce nas spalić?".
Opis pasował do jednej osoby.... Ryuji
Przecież go tu do jasnej cholery nie było. Mężczyzna na pewno posługiwał się iluzjami albo kontrolą umysłu skoro potrafił wmówić coś takiego ludziom i musiał widzieć a przynajmniej znać zielonookiego mędrca. Ale nie czas teraz na myślenie a na ucieczkę!
Skygan rozejrzał się za czymś czym mógbyłby zwrócić na siebie uwagę ludzi wyrywając ich z szoku. Poza leżącymi na stołach kuflami nie było tam nic. Z trudem wziął powietrze do płuc walcząc z garącem i duszącym dymem. Zmodulował głos tak żeby nadać mu niskiego tonu i przebijając się przez zgiełk krzyknął do ludzi "WSZYSCY SPIERDALAC DO WYJŚCIA, ZARAZ WSZYSTKO MOŻE SIĘ ZAWALIĆ!"
Ludzie wyszli z paniki. Chwilowo... bo zasłaniająca wyjście masa ludzi ukrywała też prawie dwu-metrową na długość ścianę ognia. Znowu zapanowała histeria. Ludzie znowu zaczeli biegać bez ładu i składu po karczmie.
Mistyk poszukiwał drogi ucieczki. Przez chwilę chciał użyć wody żeby wyważyć drzwi ale nie miał źródła. Woda teraz się nie przyda, temeperatura spowoduje jej wyparowanie jak to było z ogonem. Skygan przypomniał sobie o beczkach z piwem za barkiem. Piwo nie było palne w przeciwieństwie do wódki. Podbiegł do kontuaru jednocześnie uderzając otwartymi dłońmi dwóch większych typków. Największego z tej trójki mężczyzn musiał potraktować liściem dwa razy gdyż za pierwszym nawet nie mrugnął. Skygan to też już widział, kompletny paraliż przed śmiercią. Czasami najlepszym otrzeźwiaczem było stary dobry strzał w pysk.
"POMÓŻCIE MI ROZLAĆ TO PIWO I UGASIĆ WYJŚCIE" - podczas wypowiadania tych słów wywrócił pierwszą beczkę i uderzył ją rękojeścią miecza trzymając broń za ostrze. Pożądne skórzane rękawice pozwoliły mu na ten ruch którego nigdy by nie wykonał bez nich. Beczka z złocistym trunkiem rozpadła się niemal natychmiast pod wpływem odgórnego uderzenia mieczem a i ciśnienia jakie wywierała temperatura na zawartość beczki. Trójka "otrzeźwionych" facetów od razu wzięła się do roboty. Tym razem zamiast roztrzaskiwać beczki bronią po prostu rzucali nimi rozbijając je o podłogę. Płyn którym normalnie ludzie zalewali się w trupa teraz pomagał im przetrwać bo piwo może nie było idealne ale dawało radę gasić płomienie. Wszędzie walała się masa drewnianych desek i metalowych okuć. Na prawie sam koniec do prób gaszenia wtrącił się chłop w posturze przypominający Bika - jednego z strażników z poprzedniego wieczoru. Olbrzym chwycił jedną z beczek samodzielnie w najprawdopodobniej adrenalinowym amoku i rzucając ją w wejście rozbił drzwi karczmy.

Światło słoneczne jakie zaczęło się wdzierać do wnętrza zaalarmowało wszystkich obecnych. Pierwszym który zareagował był ten który został niedawno ogłuszony przez Skygana.
"RATUNEK!!!" - Krzyczał pędził w stronę światła słonecznego. W głowie mistyka pojawiła się jedną myśl - "Czy on nie dostał ode mnie mieczem?"
Ułamek sekundy później ruszyła rzeka ludzi wypychających się na ulice. Wszyscy próbowali wyjść jako ten pierwszy rozpychając się ramionami. Coś w dachu karczmy zaczęło trzeszczeć kiedy wodny skorpion patrzył z spokojem na nieogarnięty tłum ludzi znikający w wejściu. Na koniec sam wyskoczył przez wejście w którym kiedyś były drzwi.

Na zewnątrz stała straż wraz z ludźmi gaszącymi płonący budynek. Wszyscy którzy jeszcze chwilę temu byli w budynku teraz siedzieli na ulicy, leżeli albo po prostu stali próbując złapać oddech i dziękowali bogom za łaskę. Skygan skrzywił się słysząc te słowa...
- To nie bogowie wam dzisiaj pomogli niewdzieczne dziwki - nikt jednak nie mógł słyszeć tych słów bo wypowiedział je tak cicho. W tyn samym momencie do mistyka podchodził strażnik z wyraźnie wypisanymi na twarzy podejrzeniami względem białowłosego.
- Co tu się stało? Już, gadaj! - słowa strażnika były jak najbardziej uzasadnione w takiej sytuacji. Skygan ściągnął maskę z głowy na co strażnik zareagował chwyceniem za miecz widząc jego białe włosy.
- "Macie tu podpalacza, albo podpalaczkę - dokładnie w momencie wypowiadania tych słów mistyk zobaczył winowajcę znikającego w alejce. Mag postanowił mu odpuścić. Ucieczka z miejsca zbrodni będąc podejrzanym ścigając rzekomego zbrodniarza to najgłupsze co można było zrobić. Z resztą i tak nie dorwałby go w takich warunkach. Pozostawało grać swoją rolę. Starał się zachowywać naturalnie kontynuując zeznania. Odkasznął pozbywając się resztek dymu z płuc.
- Posługuje się magią iluzji. Kiedy następował pożar ludzie skandowali przy kontuarze a potem zaczeli bredzić coś o białowłosym podpalaczu z zielonymi oczami... - nagle przypomniał sobie o kim mówi "Ryuji..." - ktoś próbuje kogoś wrobić... prowadź do dowódcy, JUŻ!
Miał nadzieje że mędrzec naprawdę nie miał zamiaru tym nic wspólnego.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2018, 22:42 przez Skygan.)

07.04.2018, 18:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma

Mistyk wymiawiając słowa, a praktycznie rozkaz do strażnika kompletnie zapomniał o pożarze.
- Wpierw pomóż ugasić ten pożar skoro podpalacz uciekł bo inaczej karczma nam spłonie a może więcej budynków - strażnik nie wyglądał na specjalnie przekonanego zdaną przez Skygana relacją wydarzeń z wnętrza budynku. Ale przynajmniej był już potencjalnie mniej podejrzany.
- Racja - odpowiedział mistyk i spojrzał na pożar. Ogień trawił drewno tylko od strony drzwi i bocznej ściany więc dalej była szansa na stłumienie ognia zanim całkiem by ruszył wolno na sąsiednie budynki. Czwórka strażników pilnowała okolicznych gapiów żeby nie przeszkadzali w całej akcji tymczasem pozostała dwójka stróżów prawa i ósemka innych chłopów pomagała tłumić szalejący żywioł nabierając wodę wiadrami z uszczelnionego żywicą kosza. Poza tym podstawowym narzędziem pożarniczym znajdowały się tu jeszcze toporki, drabina i spora płachta razem z kilkoma mniejszymi kawałkami materiału.

Trzeba było szybko zgasić płonące ściany. Namoczenie i rzucenie płachtą na dach karczmy nie wchodziło w grę. Rzut byłbybył zbyt niecelny.
Skygan użył kontroli zabierając z kosza z jedną trzecią obecnej wody i trafił nią w płonącą ścianę karczmy w niewielkim stopniu gasząc cały pożar i uniemożliwiając dalsze rozprzestrzenianie się ognia. Ale to było za mało. Żywioł postępował a szok i krzyki ludzi wywołane ukazaniem magii wcale nie pomagało obecnej sytuacji. Niemal natyczniast dało się usłyszeć: "To czarownik", "Może mu się uda" i tym podobne zdania ale dało się usłyszeć też kilka przerażonych. Mistyk odwrócił się w stronę ludzi z gniewem na twarzy.
- CZEGO SIĘ GAPICIE?! PRZYNIEŚCIE WODY I POMÓŻCIE TO GASIĆ! - po czym obejrzał swój wyczyn - nie było źle. Podszedł do tego samego co wcześniej strażnika który teraz patrzył na niego zdzwionym i z lekka przerażonym wzrokiem?
- Prawdziwe źródło ognia znajduje się w środku, nigdy tego nie ugasimy jeśli tak będziemy próbować - po czym czując wzmagający się wiatr przeklinał los - Potrzeba tu więcej ludzi i wody... chyba że wolisz zawalić budynek.
Strażnik lekko zszokowany pokazem wykrztusił z siebie
- Panie, jeśli nie ugasi się tego co jest na zewnątrz to ogień się rozejdzie i spali pobliskie budynki - Strażnik miał racje. Reakcja Skygana była z lekka mieszana kiedy usłyszał jego słowa. Czyli teraz jak się okazało że jest magiem tytułowało się go na "Pan". W tym czasie ludzie donieśli ledwo kilka wiader wody.

Mistyk nie miał wyboru. Miał zamiar zebrać z uszczelnionego pojemnika większą część wody i skierować ją do wnętrza budynku. Tam było źródło, możliwe że to pomoże w całej sytuacji ale nikt nie mógł mieć pewności. Skygan był gotowy na ewentualny wybuch pary z wnętrza karczmy. Krzyknął do ludzi żeby odsuneli się od pożaru.
11.04.2018, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma

Posłana do wnętrza płonącego budynku woda wywołała spory wubuch pary i dymu.
- Czyli się udało - powidział sam do siebie Skygan patrząc na wejście karczmy. Sekundę później zaczął szukać pozostałych płonących części przybytku. Dolna część była już praktycznie ugaszona ale dalej płonął dach. Mistyk próbował zorientować się ile jeszcze energii magicznej mu pozostało. Z jego oceny starczało mu jeszcze na mniej więcej dwa takie ruchy ale nigdy nie dałby rady tego dokonać gdyby nie treningi w drodze. W myślach pobłogosławił stare nawyki ćwiczenia wszędzie gdzie tylko się dało.

Strażnik coś do niego powiedział ale kompletnie go zignorował. Rozejrzał się za czymś czym mógłby ugasić pozostały ogień. Na ziemi dalej znajdowały się materiałowe płachty. Podbiegł do nich żeby ocenić czy się nadadzą żeby zarzucić je na dach i ugasić płomienie. Z mniejszymi płachtami nie byłoby większego problemu żeby je wtargać ale z największą będą kłopoty. Wiatr który jeszcze chwilę temu delikatnie powiewał teraz zaczął wzbierać na sile.
- Wy dwaj, podstawcie drabinę i bierzcie te płachty - mówiąc te słowa do strażników którzy pomagali przy gaszeniu już ledwo tlącej się ściany. Spróbował podnieść największą z materiałowych płacht i poczuł że ktoś mu pomaga. To był ten sam bysior który wcześniej rzucił finalną beczką roztrzaskując drzwi na kawałki. Kolos wyszczerzył się do Skygana. Dobrze że chociaż ktoś ma tu nerwy ze stali.
- Chodź będziesz dzisiaj bohaterem - Mistyk odwzajemnił uśmiech na co bysior odpowiedział śmiechem o wręcz przerażająco niskiej barwie. Po plecach Skygana przeszły ciarki.

Razem z nadzwyczajnie wielką pomocą wnieśli drabinę którą ustawili strażnicy. Jeden z nich już trzaskał materiałem gasząc sąsiedni do karczmy dach budynku a drugi trzymał drabinę. Skygan szedł przodem przytrzymując materiał, a jego pomoc w większości sama wpychała belę na górę. Ładunek był niemiłosiernie ciężki chodź mogło mu się tylko wydawać po zużyciu magii. Znajdując się na dachu gigant zaczął rozkładać płachtę a mistyk tchnął magię w część wody pozostałą w zbiorniku na dole umiejscawiając ją za sobą. Odwracając się zatrzymał giganta.
- Stój, nie rzucaj jej. Spróbuję ją wepchnąć na dach magią. Może to...
- Rozłożomy ją i w locie ją przepchniesz na dach, co Ty na to? - Mięsity towarzysz mistyka przerwał mu wykład. Pomysł był o wiele lepszy. Skygan kiwnął głową na zgodę i wspólnie rozłożyli materiał. Do dachu były jakieś cztery metry. Nie wiedział czy uda mu się wyegzekwować plan ale próbować nie zaszkodzi.
- Na trzy. Raz, dwa, trzy! - płachta poleciał w stronę płonącego budnku. Na szczęście i nieszczęście wzmagający się wiatr trzymał płachtę rozłożoną ale prawie natychmiast zaczęła wracać. Mistyk użył kontrolowanej wody żeby przygwoździć materiał w powietrzu. Z perspektywy kogoś obok musiało to być niecodzienne widowisko. I było bo siłujący się z siłą natury wodny skorpion usłyszał z dołu dopingujących mu ludzi ale nie dosłyszał dokładnie co mówili bo pozostałe zasoby energii magiczej parowały w zastraszającym tempie. Tak jak i jego energia witalna. Przed oczami zaczynał widzieć ciemność a mięśnie zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa. Upadł na jedno kolano dalej zmuszjąc wodę do walki. Chwycił za rękojeść miecza z zamiarem przecięcia płachty i zmniejszenia jej rozmiarów ale natychmiastowo woda zaczynała się rozpadać. Mistyk przeknął własną słabość. Klęcząc ściągnął łuk z ramienia i chciał przybijać materiał do dachu. Nałożył strzałę, naciągał cięciwę ale pocisk wyskoczył niekontrolowanie niedolatując do celu.
- Kurwa mać! - mistyk przeknął po czym poczuł zabraną z rąk broń. Strażnik chwycił łuk i zabrał z jego kołczanu strzałę.
- Skup się na tym i nie próbuj wszystkiego robić sam - kiwnął głową powstrzymując mdłości wywołane wysiłkiem. Strażnik naciągnął łuk i wypuścił pierwszą strzałę. Poleciała druga. Przy piątej Skygan poczuł że jest już na skraju wytrzymałości. Płachta znajdowała się mniej więcej w połowie odległości do karczmy.
- Jeszcze - wykrztusił z siebie czując słabnący nacisk wiatru.

Zbilżał się koniec. Mistyk czuł jak kompletnie opuszczają go siły. Mięśnie przestawał odpowiadać na jego polecenia. Jego oczy zakrywała ciemność. Ostatnim poleceniem przelał pozostałą mu manę a w każdym razie tyle ile mógł na ostatni rozkaz. Potem brak many spowodował jego osunięcie się bez przytomności na dach pozostawiając mrok w umyśle mistyka.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2018, 22:38 przez Skygan.)

15.04.2018, 20:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna