Karczma " Dębowy Skarbiec "

"It was at this moment. Jackson new, he fucked up."
Koss wpatrywał się nierozumnym wzrokiem w człowieka, którego właśnie pozbawił życia i jak się okazało "był to jedynie żart". Gdyby był zdolny do trzeźwiejszego myślenia, zapewne stwierdziłby, że żart był raczej z gatunku idiotycznych. Teraz pranker trafił na maga po przejściach, który podchodził do życia odrobinę zbyt nerwowo, więc wolał działać szybciej i zabić, niż samemu być zabitym. Równie dobrze mógł sobie wybrać na ofiarę kawału jakiegoś chłodnego zabójcę, wojownika, który odbiera życie w ułamku sekundy, nawet się nad tym nie zastanawiając lub mistyka, przykładowo, plującego ogniem. Koss nawet nie chciał go zabijać, a przynajmniej nie tak od razu. Nie jego wina, że kolec akurat trafił w kręgosłup. Znaczy jego, ale w zasadzie jego planem było, aby mężczyzna umierał wolno... w agonii... cóż, może jednak lepiej, że szybko padł.
On tylko żartował - zakrzyknęła piękna kobieta. Pragnął ją zatrzymać, wytłumaczyć się. Ona by pewnie zrozumiała, może pozwoliłaby się wtulić w te jędrne piersi i wypłakać... nie Koss, nie pozwoliłaby. Na tak inteligentne zarzuty umiał odpowiedzieć jedynie w równie inteligentny sposób.
- O kurwa, przepraszam... przebiłem ci kręgosłup - mówił roztrzęsionym głosem do trupa. Ale ten jak na złość nie chciał dać żadnej odpowiedzi. Chociaż tyle mu się należało. "Spoko stary, to ja zachowałem się jak idiota, nie przejmuj się. Co prawda rodzina będzie płakać, ale wszyscy kogoś tracimy, prawda? Idź dalej w świat i zapomnij o tym przykrym incydencie". Powinien tak odpowiedzieć. Tyle, że nie żył.
Krzyki o morderstwie poruszyły Kossem i ocknął się ze stanu szoku, może przerażenia, może... nie wiadomo czego jeszcze. Cóż, to nie jest najlepszy czas aby roztkliwiać się nad sobą lub człowiekiem, którego zamordował. Jeśli chciał wyjść z tego cały i najlepiej bez sznura na szyi, to wypadało wdrożyć drugą część planu, która pozostała niezmienna - spierdalać. Co prawda Shae została w karczmie i pewnie o niczym nie wie. Cóż, będzie musiał zniknąć bez pożegnania. To nawet było odrobinę romantyczne jak się nad tym zastanowić.
Zwrócił się więc w kierunku portu, bowiem to wydawało się jedynym logicznym wyjściem w tej sytuacji i zaczął biec tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to wątłe nogi. Po drodze jeszcze naciągnął kaptur na głowę. Przeklęte białe włosy z łatwością pozwolą strażnikom namierzyć sprawcę, więc musiał je jakoś ukryć.
Plan był prosty i w sumie chyba jedyny jaki mógł aktualnie zrealizować - znaleźć jakikolwiek statek, który w najbliższym czasie wypływa w morze, wpierdolić się tam na chama i jakimś cudem przekonać kapitana, żeby przyjął Kossa, nie wyrzucił go za burtę, a najlepiej jeszcze udawał, że nie ma u niego żadnego pasażera oskarżanego o morderstwo. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał prawdopodobnie sporo się wykosztować, aby to miało jakiekolwiek szanse powodzenia. Cóż, głupcy tracą dwa razy.
- Ilhezin, miej mnie w swej opiece - nie wiedział czy dobra bogini otacza ochroną morderców i idiotów. Właściwie to raczej ich kara za głupotę. Ale obecnie każda, nawet najmniejsza nadzieja była warta tego, aby wyciągnąć do niej rękę. Więc próbował wszystkiego, co mógł.
13.11.2016, 14:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Miejsce: Port Perony
Pogoda: Wieje lekki, ale chłodny wiatr.
Niebo przepełniają różne konstelacje gwiazd.
W mroźną noc


oss widząc niepoważnie poważną sytuację, mógł zrobić tylko jedno. Uciekać. Uciekać, nim miastowy samosąd zaprowadzi go na stryczek lub nie wiadomo jakie inne nieprzyjemne miejsce, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Prawdą jest, że zabił gościa, który był jedynie komikiem. Prawdą jest też, że popełnił błąd, ale czy ludzie nie popełniają błędów? No cóż. Na pewno nie takich, ale jeśli wierzyć w smoczych bogów, Ci z całą pewnością wybaczyliby mu podjętą decyzję. Nie zabił ze swojej zachcianki. Zabił, bo mężczyzna go do tego sprowokował. Problemem był jedynie fakt, iż wiedział o tym tylko on.

Ruszył pędem do portu w Peronie, kręcąc się ciasnymi uliczkami, byleby nikt go nie dojrzał. Zanim wieść o jego czynie przejdzie na całe miasto, minie kilka godzin. Mógł spożytkować swoje szczęście na znalezienie statku do szybkiej ucieczki poza obręb miasta.
Po dwudziestu minutach dotarł do portu. Udało mu się przemknąć między strażnikami i innymi Perońskimi obywatelami nie budząc ich zainteresowania. Zawdzięczał to braku szybkiego przepływu informacji. Ba! Na miejscu trafił na trzy wielkie statki, które postanowiły nocą przeprawić się do Greathard, Valen oraz na wyspę z Rezydencją Poległych Rycerzy. Kapitanowie chcieli wyruszyć nocą, ponieważ nie musieli wtedy obawiać się wykrycia przez piratów, jak również dotarliby do swojego celu za dnia. Przynajmniej statek zmierzający do Mroźnej Twierdzy Greathard będzie wcześnie rano, podobnie jak ten płynący na małą wyspę. Ostatni dotrze do Valen późnym wieczorem lub następnego dnia rano. W zależności od przychylnych warunków pogodowych.

Po szybkich negocjacjach z Kapitanem "Białej Mewy" Bukesem, Koss dostał przyzwolenie na podróż do Valen, pod warunkiem, że pomoże przy sprawdzaniu map i będzie pomocą medyczną dla załogi statku. Były to ultimata, które wydał na bazie tego co zaproponował lodowy akolita Kapitanowi. Bowiem zapytany o swoje umiejętności, mógł polecić tylko tyle. Dzięki tak szczodremu i miłemu gestowi, obie strony mogły czuć się zadowolone.
Statek wypłynął niedługo po rozmowie Bukesa z Fürksverem. Najpierw zaczęło dziwnie trząść na burcie, potem wszystko się unormowało. Niedługo potem, widać było jak miastowi stoją przy dokach z pochodniami, widłami, kłębiąc się w poszukiwaniu czegoś. Jednakże Biała Mewa liczyła sobie zbyt dużą odległość żeby wracać do przystani. Prawdopodobnie gdyby udał się do Greathardu lub w stronę Rezydencji Poległych Rycerzy, zastałby rozwścieczony tłum. Bukes postanowił wypłynąć wcześniej tylko dlatego, że miał do przebycia znacznie większą odległość niż pozostałe dwa statki, co wymusiło na nim niejako wcześniejszą wyprawę.

Podróż trwała dwa dni. Koss dotarł do Valen rankiem, kiedy unosiła się bardzo gęsta mgła. W czasie przeprawy, musiał kilka razy zainterweniować swoimi medycznymi umiejętnościami, a także pomóc przy nawigacji, bowiem na mapie były zaznaczone miejsca klifowe. Akolita wraz z kapitanem musieli podjąć decyzje o tym, kiedy i gdzie zmienią kierunek Białej Mewy. Przy okazji, mógł wywiedzieć się, że załoga transportuje do Valen pewną osobę o imieniu "Szenryl". Nie wiadomo było nic więcej na jego temat, poza oczywistym powodem jego transportu. Mianowicie Szenryl należał do odłamu Thornistów, którzy byli w północnej części Atarashii poszukiwani. Według Bukesa, przewożony był mordercą. Niestety nie dane było poznać Kossowi osobistość zamkniętą pod kluczem w najniżej położonym składzie.

Z informacji dodatkowych należy dodać, że Bukes jest starszym mężczyzną o abrdzo dobrej kondycji. Biała broda, schludnie przycięta i zaczesane do tyłu białe włosy z zawiązaną na głowie szarą chustą. Luźne spodnie, luźna koszula i wygodne skórzane buty. Wygląda na chłopa, który ma w łapie nie tylko parę, ale i doświadczenie. Mierzy sobie ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu i jest bardzo respektowany przez swoja załogę jak również Perończyków. Najważniejsze dostawy, o najwyższym priorytecie są nadawane własnie jemu.


Gracz opuścił wątek


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.11.2016, 23:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

MG

Mistyk dotarł w końcu po zdecydowanie zbyt przedłużającej się dla niego tułaczce na miejsce. Karczma "Dębowy Skarbiec". Nareszcie chwila "wolności" i "odpoczynku". Przynajmniej po części. Ostatecznie jutrzejszego ranka czekało go o wiele trudniejsze niż dotychczas zadanie...
Straż rozpoczęła ucztę. Oczywiście za kasę zabraną Siritowi. Ten niezbyt miał na tę chwilę prawo głosu, ale przynajmniej nie zabrali mu wszystkiego i sam też mógł coś zjeść... Co prawda trafił do osobnego stolika, ale przynajmniej niedługo przed nim znajdował się talerz ze strawą i trochę wody do przepicia.
Po zakończonej uczcie, sierżant rzucił woreczkiem z monetami do Mistyka. Był znacznie lżejszy, niż uprzednio.
- Słuchaj. Przedstawię sprawę krótko. Przenocujesz się za wynajęty tu już pokój. Będziemy się kręcić w okolicy, więc nie próbuj żadnych sztuczek. Verdugo to potężny człek, ale jeśli on tak łatwo ci wpierdolił, to my też damy radę, więc, powtórzę. Nie wkurwiaj nas. Drugiej szansy nie dostaniesz. - mówił z głębokim przekonaniem i śmiertelną powagą. - Kazaliśmy pachołkowi zanieść twoje graty do pokoju. Jutro, jak wstaniesz, zgłoś się do jednej z północnych baszt przy bramie. Tylko nie ociągaj się, bo sami po ciebie wpadniemy. Rozumiemy się? - zagadnął, nie oczekując odpowiedzi. A jeśli miał ją otrzymać, przerwał Siritowi, zanim ten zdążyłby odpowiedzieć. - Gówno mnie obchodzi twoje zdanie. - podniósł rękę z wyprostowanym palcem wskazującym. - Jeśli znowu coś odpierdolisz, władze Greathardu nie omieszkają wysłać listu gończego za tobą do każdej prowincji Atarashii. Tylko z łaski nie wydamy cię temu potworowi w kajdanach. Jeśli uda ci się przeżyć spotkanie z nim, możesz wrócić tutaj. Codziennie będziemy w gospodzie, więc jak zameldujesz, że pozbyłeś się problemu, to pogadamy. Jutro rano i wtedy. Tylko nie bądź taki, kurwa, głupi jak zwykle. Dostarcz nam truchło, albo chociaż część. Bez tego nie ma chuja, że uwierzymy. - zakończył, po czym bezceremonialnie odszedł, nie zwracając najmniejszej uwagi na Sirita, jeśli ten chciałby coś powiedzieć.
Cóż, pozostało mu działać od tej pory samemu. Karczmarz spoglądał na niego z pewną niepewnością, ale w dłoni naszykowany miał już klucz. Widocznie straż zapłaciła już za pokój. Teraz pozostało tylko się przespać ze swoimi wszystkimi przemyśleniami, a rankiem... pomyśleć. Potyczka z demonem to nie byle co. Może ktoś w tej osadzie myślał już nad sposobem pozbycia się delikwenta? Co prawda złapanie go w dzień, w jego kryjówce, byłoby chyba całkiem skutecznym sposobem. Niosłoby jednak sporo ryzyka. Trudna sytuacja. Tak... trzeba o tym długo, intensywnie pomyśleć.


Odejmij sobie 20 srebrnych smoków. I jeszcze jedno. Widzę, że Mest też to zauważył. Pamiętaj - światem rządzi mg, postacią rządzisz ty (ale efektami jej działań - również mg). Jeśli masz co do czegoś wątpliwości - pytaj. Za każde kolejne przewinienie (opisywanie świata sprzeczne z wolą mg, opisywanie tych bardziej skomplikowanych działań postaci jako dokonane) będą wyciągane konsekwencje. Bo ostrzeżenia już były.
28.08.2017, 19:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Perona, nareszcie! Wydawało mi się że ta podróż trwała z tydzień? Dwa tygodnie? Zwłaszcza po tej przeklętej wizji... Rzeczywistości? Chuj jeden wie! Tyle dobrze że chociaż, cokolwiek by to nie było a przedstawiało się jako mój ojciec uleczyło moje rany. Chyba że to lód je uleczył? To nie mogła być iluzja, czułem ten ból kiedy mnie przeszywał moje ciało. Otrząsnąłem się z tego uczucia kiedy wchodziliśmy do gospody. Do tego czasu cały czas miałem zesztywniałe kości i mięśnie a jednak nie czułem tak znowu źle. Towarzystwo ciepła które biło z gospody było dla mnie jak uderzenie patelnią w twarz. Nie lubiłem ciepła, gorąca nienawidziłem. Odetchnąłem ciężko, musiałem to przeboleć. Już wolałbym spać zawieszony na drzewie.

Straż posadziła mnie daleko od siebie przy innym stole. Oczywiście zabrali mi pieniądze. I tacy ludzie mają pilnować porządku. Przez chwilę poczułem jak lód materializuje się na moich ramionach, nogach i na skórze z tyłu głowy. Przypomniały mi się słowa ojca: "By zgłębić tajemnicę potęgi musisz się uspokoić, Pozbyć emocji i nerwy ukoić".
Wciągnąłem powietrze przez nos i powoli wypuściłem je przez usta. Lód wydawał się jakby spokojniejszy. Tak jakby nie przepełniał mnie już rządzą mordu na każdym kto się tutaj znajduje. Spojrzałem się jeszcze raz na straż, dla nich pewnie byłem tak samo obżydliwy jak dla wszystkich innych. Potwór, demon wyglądający jak człowiek. Nie mogłem tak o sobie wyśleć. Nie byłem jak to coś co mnie zaatakowało w mojej głowie. Panownie otrząsnąłem się z myśli. Strawa jak to strawa, sam nie wiedziałem co mam o niej myśleć, w sumie nawet nie mogłem zobaczyć co to w ogóle jest! Z resztą nie chciałem wiedzieć. Ale dało się tam wyczuć jakieś warzywa i... mięso?
- Tiaa - po chwili wyciągnąłem kość którą miałem w ustach. Wyrzuciłem ją pod stół. Nie wiem czy właściciel ma psa, ale w razie czego zawsze se coś przegryzie. Całość nie była aż taka zła. W każdym razie na pewno lepsza od tej zupy rybnej na statku. Zaczeło mi się zwracać na samą myśl o tym gównie. Na koniec zapiłem to wodą którą dostałem. Oooh, jest luksus - pomyślałem.

Po skończonym posiłku przyszedł ten strażnik który rzucił mi moją sakiewkę, znacznie lżejszą sakiewkę. W środku brakowało mniej więcej połowy pieniędzy. Zajrzałem do środka. To były jedyne pieniądze które posiadałem. To było z 40 srebrnych! Podniosłem wzrok na strażnika. Poczułem jak lód zaczął "wspinać się" z klatki piersiowej przez szyję w stronę twarzy cieniutkimi żyłami a moje zęby znowu zaczynają się wydłużać tworząc ostre kły. Na szczęście kaptur który miałem na głowie zakrył te oznaki i raczej niczego nie widział.
- Jeszcze mi za to zapłacisz skurwesynie... - Jeśli strażnik przyjżałby mi się bliżej zauważyłby tą groźbę w moich oczach. Wysłuchałem jego słów z chęcią wbicia mu lodowego ostrza w gardło, uważał się nie wiadomo kogo. Tak jakby był panem całego tego zasranego miasteczka i mojej dupy razem wziętej. No właśnie, ciekawe jakby zareagował gdybym w tym samym momencie stworzył na wszystkich strażnikach lodową skorupę na tyle grubą żeby ich unieruchomić a potem zacząć bawić się ostrzem na jego szyji. Ciekawe czy wtedy też byłby taki skory do grożenia "plugawemu demonowi". To byli tylko zwykli strażnicy. Żadne zagrożenie. A co do listów gończych, no z tym mogło być odrobinę gorzej. Wtedy każdy nadęty łowca nagród zacząłby polować na moją głowę. No ale tak już działała polityka naszego pięknego świata czyż nie? Zaśmiałem się w duchu na samą myśl o tym jak chowam się po lasach i próbując przetrwać z dnia na dzień słysząc coraz to barwniejsze historie o tym "Co to ja nie zrobiłem". Odetchnąłem kiedy strażnik skończył gadać i wyszedł z karczmy zamykając drzwi z hukiem.

W końcu miałem chwilę dla siebie. Oparłem się wygodniej na krześle i zacząłem myśleć o tym co się wydarzyło w ciągu ostanich dwudziestu czterech godzin. Przyłożyłem rękę do serca. Biło. Jak zwykle. Regularnie, tym samym tępem co zawsze. Podszedłem do szynkwasu i do karczmarza który trzymał w pogotowiu klucz. Mój? Karczmarz podał mi go bez słowa. Tak, odebrałem klucz za opłacony pokój i poszedłem przejrzeć swoje graty. Tylko ten baran zapomniał mi powiedzieć który to pokój. No trudno. Próbowałem ostworzyć pokoje każdym kluczem ale oczywiście. Był to ostatni pokój po wejściu na górę. Wsadziłem klucz, przekręciłem go i wszedłem do środka.

Nic ciekawego, zwyczajny pokój. Niezapalona świeca. Jakiś kawałek starej szmaty na którym można było posadzić dupsko a i ewentualnie się tym przykryć. Zaraz obok "łóżka" stała mała szafka nocna. I dwa małe stołki w rogu pokoju. No widać że aż wiało tutaj bogactwem. A no i były moje rzeczy. Porozrzucane po całości pokoju. Trzeba było wszystko znaleść, więc zwiąłem się za sprzątanie. Pas... jest, cztery noże tak samo. Sakiewka z krzesiwem też się znalazła. Druga sakwa z suszonym zielem mięty też tu była. Całość tej sporej kuli która się wcześniej uformowała od leżenia w skórzanym worku była teraz rozgrzebana i porozwalana. Najwyraźniej strzażnicy sprawdzali czy czegoś nie ma w środku albo co to w ogóle jest. Ważne że zawartość się zgadzała i mi zostało co palić. Po chwili znalazłem też obie części tej starej połamanej kosy którą kiedyś znalazłem. Po co w ogóle były mi te dwa kije? Nie wiem ale stworzyłem prz spodniach coś na wzór króchego kółka które trzymały razem kije i przytrzymywały je do spodni przy moim prawym boku. Zawsze szybko mogłem to kółko rozkruszyć i stworzyć kosę. Bukłak też tu leżał... Pusty. Przypiąłem go to tak samo jak kije. Trzecią sakwę też udało się znaleść i wszystkie trzy przymocowałem w ten sposób. Po dłuższej chwili udało mi się też znaleść wisiorek. Jedyna pamiątka po... No właśnie po kim do cholery? Nie wiem nawet o czym nie pamiętam. Założyłem wisiorek na szyji i jeszcze raz sprawdziłem czy wszystko miałem. Chyba tak.

Usiadłem pod ścianą przeciwległą to drzwi i zacząłem przyglądać się swojej dłoni.
- Czym ja jestem? - powiedziałem i stworzyłem na ręcę lodową powłokę okalającą całą dłoń dodatkowo tworząc pięć ostrych pazurów.
- No właśnie... Czym? - Odetchnąłem na myśl o tym co się wydarzyło na statku. Nie rozumiałem tego... To naprawdę był mój ojciec? Czy to tylko jakaś chora wizja po lekach? Przyjrzałem się jeszcze raz lodowi na swojej dłoni. Jak ludzie mogą posiadać magię demonów, czy on naprawdę jest demonem a sam jestem jednym z nich w połowie? Stworzyłem na ziemi niedaleko mnie małą bo na oko 5 centymetrową figurkę z lodu. Przedstawiała coś podobnego budową ciała do wilka z długim, na prawie całą długość swojego ciała ogonem, zakończonym kolcem. "Zwierze" jeśli można to tak nazwać było bardzo szczupłe. Nawet wychudzone w miejscu między żebrami biodrami. Sama głowa znowu, tak jak przy poprzedniej figurce była gładka z góry. Ale z dołu posiadał normalną szczękę z wieloma zębami. Gdybym miał to opisywać to powiedziałbym że tak jak przednie zęby u człowieka są raczej płutkami tak i niego to był raczej rząd spłaszczonych kolców. A jego trzonowce to raczej już zaostrzone płyty. Przez chwilę zastanawiałem się czy dałbym radę zamienić całe swoje ciało w takiego właśnie lodowego stwora. Bieganie na czterech nogach mogłoby być znacznie wygodniejsze niż na dwóch. W sumie to o czym ja myślę? Skupiłem całą swoją uwagę na tym żeby ruszyć jakoś figurkę. Zmusić ją od ruchu. Żeby ją przemieścić. Albo ożywić. Cała moja uwaga była skupiona tylko na tym. Skoro mój "ojciec" to potrafił, to ja też dam sobie z tym radę. Musi mi się udać! Poczułem jak lód pojawia się też na drugiej ręce ale kontynuowałem próbe przemieszczenie figurki. To z pomocą prostych rozkazów, gestów. Ale próbowałem dalej. Ale co z tego wyniknie... Ostatnio nie było wesoło.
29.08.2017, 14:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Miejsce: Karczma "Dębowy Skarbiec"
Pogoda: Na zewnątrz chłód, wilgoć
W głowie i w sercu - pusto i pełno

dyby Sirit wykazywał tego wieczoru śladowe ilości inteligencji, z pewnością pomocnym okazałby się fakt, że numer pokoju wyryty był na rączce kluczyka. Czarnowłosy miał jednak pełne prawo zapomnieć o tym, że mogło tak być: wkurwiony przez strażników myślał tylko o odpoczynku od tego stresu. Z drugiej strony... kiedy ostatnio nie był wkurwiony? To musiało być dość dawno. Czy odbije się to na jego misji? Być może. Jeśli pozwoli sobie na podobne roztargnienie w nadchodzącym starciu z demonem, pewnie tak. Jeśli pozwoli sobie na podobne roztargnienie w możliwej ucieczce, złapią go po najwyżej dniu pościgu.
Pozostawało mu niewiele do roboty. Odszukał swój ekwipunek, przycupnął pod ścianą i począł działać... właściwe dla swojej osoby rzeczy.
Tworzenie kształtów z lodu przychodziło mu bez większego kłopotu. Czarny, mroźny materiał pozostawał jednak obojętny na próby manipulacji nim w inny sposób, niż fizyczną siłą. Czas mijał. Piasek w klepsydrze czasu, jaki pozostawał Mistykowi do decydującego momentu, w którym stoczy batalię z przeznaczonym mu przeciwnikiem - bądź postanowi od tego uciec - uciekał nieubłaganie. Decyzja o próbie wyuczenia się czegoś nowego była może rozważna, ale pod presją całego otoczenia - i własną, wywieraną na samym sobie - dość trudno było przyswoić jakąkolwiek wiedzę. Jak już się zresztą czarownik przekonał na przykładzie kluczyka...
Próby manipulacją magiczną materią nie przynosiły wielkich skutków. Odpoczynek zaś z pewnością się przyda, ale... czy wystarczy?
Mogło mu się wydawać, że jest potworem. Ba, mógł dla niektorych być potworem. Co jednak stanie się, kiedy przyjdzie mu stawić czoła czemuś, co w rzeczywistości potworem jest, z krwi i kości, z duszy, z wiadomości znanych powszechnie każdemu człowiekowi, co w plotce, w legendzie o nim słyszał? Demon to potężna istota. Nie da się go zlekceważyć.
Chaos jaki kłębił się w umyśle i w sercu Sirita nie był rzeczą łatwo rozwiązywalną. Uporządkowanie myśli i emocji nie przychodziło temu człowiekowi łatwo. Czy było konieczne? Trudno rzec. Czy niosło za sobą postęp? Być może. Któż wie? Z pewnością nie ten Mistyk, na pewno nie teraz. Praktyka przyniesie odpowiedź, ale czy aby mag zechce podążać w tym kierunku?
Może po prostu było mu dobrze z przekonaniem, że jest... czymś gorszym?





Zmień w profilu ilość srebrnych smoków na 18. Zmień maksymalną ilość many na 200, a posiadaną zmniejsz o 13 (chyba że zdecydujesz się odpocząć - wtedy mana zregeneruje się do pełna). Prośba, słuchać nie musisz: zmień ilość znaków w postach na bardziej przystępną. Czyli, prościej mówiąc: post poniżej 3000 znaków nadal nadaje się do użytku. xD
I kolejna sprawa. Nie wiedziałeś co będzie znajdowało się w pokoju, ale mimo wszystko, opisałeś jego zawartość. Równie dobrze mogłeś wpisać tam swoją prywatną zbrojownię, mogłeś wpisać martwego demona czy wściekłą pół owcę, pół dynię. O tym mówiłem powyżej. MG decyduje o takich rzeczach. To ja zapomniałem tego opisać (choć, prawdę mówiąc, nie musiałem, póki nie zdecydujesz wejść do pokoju; miałem jednak zamiar doprowadzenia cię tam możliwie szybko), ale możesz mi o tym zwyczajnie przypomnieć przed napisaniem kolejnego posta. Z tego co pamiętam, pytałeś mnie o to, czy znajdziesz tam swój ekwipunek, ale nie o wyposażenie pokoju.
W porządku, że to co opisałeś jest dość "standardowe". To nie oznacza jednak, że to musi być zawsze i niezmiennie. Przecież już o tym pisałem. Coś w tym niezrozumiałego?

01.09.2017, 08:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Zaciskałem zęby z wściekłości kiedy lód pozostawał nieruchomy niezważając na moje poczynania. Gdyby udało mi się nauczyć i opanować możliwość kontrolowania lodu mógłbym wysyłać w stronę tego demona całe fale lodowych kolców, spróbować go wciągnąć pod ziemię kiedy ta byłaby zamarznięta i zmażdzyć go całą lodową masą która wtedy by go okalała. Ale nie potrafiłem. Nie mogłem tego zrobić. Panownie w mojej głowie wybrzmiały dawne słowa ojca. Mam okełznać swoje emocje. Stać się zimny jak lód który tworzę? Ostatnia próba i idę zdobyć jakieś konkretniejsze informacje.

Uklękłem na ziemi, usiadłem i zacząłem spokojnie oddychać. Moja lewa dłoń, ta pokryta lodem leżała spokojnie na prawej. Zamknąłem oczy i zwolniłem tępo oddechu jeszcze bardziej. Chciałem wyzwolić odrobinę magii do stworzenia lodu na swoim ciele. Lodu który zawsze był mi taki bliski.
- Jesteś moim tworem, to ja Cię stworzyłem - Mówiłem cicho do figurki oddalonej o kilkanaścię centymetrów. Cały czas kontrolowałem swój oddech żeby był jak najspokojniejszy. Poczułem jak lód zaczyna porastać moje ciało delikatną warstewką. Tak jak mój ojciec tworzył kiedyś lodowe elementy na swoich ubraniach, całą kaskadę lodowych odłamków. Ledwo wyczuwalnych ale mimo to widocznych. Moja prawa dłoń, szyja, ramiona, klatka piersiowa i nogi. Wszystko pokryte czarnym, demonicznym lodem. Wyobraziłem sobie jak figurka zaczyna się ruszać i spokojnym tempem zmierza w moją stronę siadając na mojej lewej, szponiastej dłoni. Znowu chciałem przelać mogię ale tym razem w figurkę.
- Nie boję się tego Kim jestem, nie boję się tego Czym jestem, Nie boję się tego czym się stanę -
powtarzając te słowa przez chwilę zabaczyłem samego siebie w pełni pokrytego lodem, z kosą w ręku. Nie przypominałem człowieka a raczej zdziczałą oszalałą bestię. Nie stanę się tym, nauczę się to kontrolować. Panownie próbowałem przelać magię w figurkę. Oddychałem spokojnym tempem, skupiony na swoim celu. Móc kontrolować lód, stać się silniejszy.

Dalej mając zamknięte oczy wypuściłem powietrze.
- No nic, trzeba ruszać w swoją drogę - powiedziałem sam do siebie? Do figurki? Nieważne. Miałem zamiar wstać, zamknąć pokój. Porozmawiać z karczmarzem na temat obecnej sytuacji z tym bardzo miłym i spragnionym ludzkiego życia bywalcem Perony. I zapoznać się nieco z terenem i miejscem w którym zaatakował a także o ewentualny wygląd i zachowanie. Każda informacja mogła przesądzić o życiu lub śmierci. No ale co tam, trzeba było ruszyć dupsko - zacząć działać.
01.09.2017, 12:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Miejsce: Karczma "Dębowy Skarbiec"
Pogoda: Na zewnątrz chłód, wilgoć
Samospełniająca się przepowiednia


ód pozostawał zimny na prośbę swego, poniekąd, władcy. Pozornie nie działo się nic, czego nie potrafiłby dokonać Mistyk wcześniej.
Próby te przyniosły jednak zgoła inne efekty, niż były w zamierzeniu... być może znacznie istotniejsze.
Mistyk uświadomił sobie, że jego błędem było to, że uwierzył w swoją słabość. Podświadomość mężczyzny kurczowo utrzymywała się stwierdzenia, że nie jest zdolny do zmiany siebie. Zmiany swojego podejścia do świata. Zmiany charakteru. Zmiany swoich relacji z innymi...
Zmiany czegokolwiek w sobie. Nauki czegoś nowego.
Podjęcie się zapoznania z inną stroną jego magii było pewnym postępem. Z pewnością nie był on widoczny, póki co. Był natomiast zwiastunem. Gdyby tylko Sirit uświadomił sobie to wcześniej, być może jego losy potoczyłyby się inaczej. Teraz były jednak zdeterminowane przez walkę z czasem. Śmiertelne starcie, które w najbliższe kilka dni rozsądzi o dalszych losach niedoszłego bohatera.

* * *
arczmarz wydawał się być jakby nieco śmielszy przy kolejnym spotkaniu z Mistykiem.
- Witaj... - zagadnął, wciąż jednak nieco niepewnie. Gdy Sirit rozejrzał się ponownie po wnętrzu przybytku zauważył, że było wewnątrz nieco mniej ludzi, niż jeszcze kilka chwil temu. W środku nie było strażników. Dźwięki rozmów dochodzących z zewnątrz alarmowały jednak, że ktoś kręci się jeszcze w pobliżu. Czy to była eskorta Mistyka, czy może zwykli mieszkańcy Perony - z przytłumionych głosów trudno było to wywnioskować. - Pomóc w czymś?... - zapytał, przecierając ladę.


Małe info.
Gwoli zwiększenia dynamiki rozgrywki, od teraz każdy post będzie oznaczał przebieg czasu o około dwadzieścia-czterdzieści minut. Zapadł już zmrok, ale nie jest zbyt późny wieczór (około 21-22).
Oznacza to, że chciałbym wysunąć w twoją stronę pewne wymaganie: jeśli ci się uda, postaraj się zamykać każdą rozmowę z NPC w jednym poście oraz określaj dalsze akcje (pożegnanie, wyjście, pójście w konkretnym kierunku/zgodnie ze wskazówkami od NPC).
04.09.2017, 22:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Figurka ani drgnęła kiedy próbowałem zrobić z nią cokolwiek. Kiedy schodziłem na dół czułem się jakoś dziwnie. A no tak. To lód na moim ciele. Zanim zszedłem do karczmarza w sprawie pytań przejechałem rękoma po klacie i płaszczu strząsając lodowe odłamki.
- I tak za chwilę stopnieją - pomyślałem,
Podszedłem do karczmara. Tym razem wydawał się już nieco mniej zdenerwowany? Rozjerzałem się po wnętrzu przybytku. Ludzi było trochę mniej ale najważnejsze że nie było tu strażników. Przynajmniej nie wezmą mi znowu pieniędzy. Usiadłem przed ladą na jednym z stołków, położyłem rękę płasko wzdłóż blatu ukazując rękawicę z czarnego lodu. Teraz musiał już wiedzieć kim jestem.
- Witaj karczmarzu. Nie będę niczego owijać w miłe słówka. Wiem że sprawa jest zła, bardzo zła. To nie jest Greathard żeby każdy miał inną wersję tego co się stało. Po okolicy kręci się jakiś potwór który zabija ludzi. Ale potrzebuje informacji. Jak ten stwór wygląda? Kiedy tu ostatnio był? A strażnicy... z resztą sam widziałeś - Powiedziałem i patrzyłem na karczmarza wzrokiem człowieka który nie był pobity jak pies, zmuszony do roboty ale jak ktoś kto chciał pomóc. Odwróciłem się od karczmarza w stronę ludzi za mną. Na ich twarzach było widać skutki tego co się wydarzyło na Jelenim Wzgórzu. Wszyscy byli pełni niepewności co do jutrzejszego dnia. A teraz jeszcze to.

Teraz zrozumiałem pewną rzecz. Atak na mnie w Greathard. Ci ludzie nie zaatakowali mnie bo widzieli we mnie demona. Tylko dla tego bo każdy słyszał co takowe robią z ludzmi. Do jakich masakr one doprowadzają. Oni po prostu bali się o własne życie. To dlatego mistycy byli postrzegani w ten a nie inny sposób? Bo ludzie bali się że kiedyś jeden z nas stanie się tym czymś?

Z przemyśleń wyrwały mnie rozmowy spoza karczmy. Nie miałem zdolności którymi mógłbym sprawdzić kto tam jest ale w razie czego lepiej być gotowym. Może to oddział chłopów z widłami, szpadlami czy dajcie Bogowie żeby lepiej nie jakaś starucha z patelnią. Wróciłem twarzą do karczmarza.
- Mam tylko nadzieję że nikt nie próbował z tym czymś walczyć sam na sam albo go tropić? Jak na Peronę już starczyło trupów - ostatnie słowa powiedziałem praktycznie sam do siebie patrząc na lodową dłoń. Jeżeli jednak ktoś ruszyłby za demonem a znając swoje reakcje, ruszyłbym od razu w stronę lasów. Najpewniej tam znajdowałoby się leże stwora ale lepiej byłoby gdybym zagadnął przelotnie jakiegoś strażnika czy widzieli kogoś wychodzącego poza miasto.
05.09.2017, 13:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

STRAŻNIK
Miejsce: Karczma "Dębowy Skarbiec"
Pogoda: Na zewnątrz chłód, zapada zmrok
Wizje niebezpieczeństwa


arczmarz spojrzał z pewną obawą na rękę Mistyka i natychmiast odsunął się od niego. Może nie ze strachu czy odruchowo próbując uniknąć jakiegoś ataku, ale raczej ze zwyczajnej, ludzkiej przezorności. Nie każdego dnia przychodzi ktoś i z miejsca, jak na przywitanie, na ladę kładzie czarną, miejscami półprzezroczystą rękawicę z długimi szponami.
- Witaj. - odchrząknął w końcu. - Eee, prawdę powiedziawszy... niewiele mi wiadomo. Wiecie, Panie, ponoć ma ze trzy metry wzrostu, wielkie bydlę z rogami i pazurami wielkimi jak u smoka... ale to plotki. Głupio byłoby mi powtarzać po innych jakieś głupoty, nie? - zagadnął, drapiąc się po głowie.
Kolejna kwestia, niby rzucona sama do siebie, ale wprowadziła w gospodarza jakby zalążek pewności siebie. W końcu mógł udzielić solidnej informacji.
- Z tego co wiem, jeden łowczy wyruszył do lasu z parę godzin temu. Nie wiem czy wrócił. Mam nadzieję, że jest cały... - z rozmyślań nagle dwójkę rozmówców wyrwał potworny ryk, dobiegający z oddali, ale i tak dobrze słyszalny. Dźwięk tyleż głośny, co przerażający. Bez wątpienia tylko coś potężnego mogło zawołać z taką siłą...
Gdyby Sirit spojrzał w tym momencie na karczmarza, dostrzegłby na jego twarzy grymas oddający chyba całą, cichą atmosferę tego miejsca na przestrzeni ostatnich kilku dni. Twarz tego mężczyzny błyskawicznie zbladła, oczy rozszerzyły się. Strach wręcz emanował z tego człowieka. Podobnie jak z każdego obecnego w karczmie. Zaległa wszechobecna cisza, na kilka dramatycznych sekund, po których każdy zaczął się nerwowo oglądać i zbierać z przybytku.
- Ee, w-wybaczcie, Panie, ale... trzeba uciąć tę pogawędkę. - rzekł gospodarz, po czym zawołał do reszty obecnych. - Wszyscy, wynocha do domów! Sami słyszeliście, co się święci! - krzyknął, na w pół donośnie, ale też nie podwyższając tonu zanadto. Jakby obawiał się, że zbyt głośny dźwięk rychło zwabi tutaj bestię.
Nikt się nawet nie próbował awanturować. Gospoda opustoszała w parę chwil.
- To dotyczyło też was, panie. - powiedział. Zupełnie nieuprzejmie, ale cóż miał zrobić innego? Zresztą, kto jak nie Mistyk, którego misją zresztą było pozbycie się paskudztwa, uratuje wioskę przed tym potworem?
Jeśli Sirit usłucha karczmarza, prędko usłyszy za sobą, po wyjściu, zamknięcie drzwi na rygiel i szuranie. Zapewne jakaś prowizoryczna barykada.
Niedługo później kolejny ryk bestii zaalarmował co mniej ostrożniejszych mieszkańców. Na ulicach nie było prawie nikogo, a pojedyncze osoby rozpierzchały się czym prędzej do swych domostw.


Kolejnego posta daj tutaj: http://atarashii.pl/showthread.php?tid=669
07.09.2017, 11:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "

Przejście przez wyludnioną Peronę nie należało do najprzyjemniejszych. Co prawda nikt nie zaczepiał Łowcy, co pozwalało mu nieco bardziej odpocząć, jednak wiele by dał, żeby jakiś dzieciak teraz przebiegł obok niego, czy ktoś zaczepił go na ulicy, żeby zacząć nudną rozmowę o niczym.
- Dziękuję - powiedział tylko krótko, po tym jak karczmarz zawołał po porcję również dla Avaraada. Czuł się okropnie, okropnie wyglądał i miał okropny nastrój. Piękne rozpoczęcie - czy biorąc pod uwagę późną godzinę - zakończenie dnia. Może chociaż odrobina niezobowiązującej rozmowy poprawi mu nastrój.
- Jak się trzymasz po tym wszystkim? - zapytał gospodarza, próbując nawiązać chociaż szczątkową konwersację w oczekiwaniu na posiłek. No i chciał odciągnąć myśli od swojego samopoczucia, na czym dużo bardziej mu zależało.


Przypadkiem dałem posta jeszcze w lokacji domu Avaraada zamiast tutaj, zatem odpis Avaraada wynika z tego tematu.
01.11.2017, 02:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna