Karczma "Dębowy Skarbiec"
#11

Skończywszy posiłek, wstał z miejsca i skierował się w stronę wyjścia.
- Tak, cała karczma mówi o nas - rzucił w stronę nieśmiało przemawiającej panny, którą to minął dosyć szybkim krokiem.
- Do zobaczenia - rzekł bez przejęcia do karczmarza, by obejrzawszy się po raz ostatni, opuścić karczmę. Miejsce to było tylko przystankiem w jego drodze na północ, gdzie miał zadanie do wykonania. Niewiele obchodziły go sprawy rodzinne i pamiątki rodowe, jednak grupy złodziei mogły być w jakiś sposób połączone, bądź posiadać informacje, na temat sekt jakich poszukiwał. Warto było spróbować.
Ruszył więc pospiesznie w dalszą wędrówkę.

Gracz opuścił wątek
16.02.2013, 19:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#12

Mężczyzna wyszedł z karczmy, lecz, kiedy posiliła się dziewczyna swoim posiłkiem, wstała od swego stolika, po czym skinęła głową w kierunku owej kobiety, która tak niecnie spoglądała w kierunku kasztanowłosej. Dziewczyna udała się do wyjścia dziękując uprzednio karczmarzowi, podeszła do lady kładąc kilka srebrnych talarów na stół. Nie minęło kilka chwil, dziewczę zniknęło poza murami karczmy.


Gracz opuścił wątek
19.02.2013, 18:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#13

Rytmiczne stukanie laską o podłoże ucichło, a jej przygarbiony i zmęczony podróżą właściciel wyprostował się i rozciągnął. Niezaprzeczalnie coś w kościach strzeliło dając Luthienowi przyjemne uczucie rozluźnienia. Jednak to była jedyna pieszczota, na, która sobie pozwolił. Trzeba było w końcu zabrać się za konkretny cel podróży, którym był Stary Las. Oczywiście, wiecznie przezorny szaman nie zamierzał iść bez odpowiedniego rozeznania, dlatego teraz stał pod drzwiami karczmy, na które spoglądał niechętnie. Złożył niepewnie rękę na klamce mając złe wspomnienie z ostatniej wizyty w takim przybytku. Przełkną ślinę i zmrużył swoje wąskie ślepia.
Przecież nie będzie źle...To w końcu porządny, pięknie zdobiony budynek, nie żadna podejrzana speluna, w której mógłby być zmuszony do picia przez jakiegoś psychola potrzebującego towarzystwa...
Naparł na klamkę. Drzwi się uchyliły, a on przekroczył próg zaś to, co zobaczył dało ukojenie zszarganych retrospekcjami nerwom. Miejsce, bowiem okazało się nad wyraz przyjemne. Zamknął więc za sobą drzwi i skierował pewniejsze kroki na prawo, ku rzędowi taboretów przy ladzie. Zasiadł, laskę oparł, torby zwisające przy pasie ułożył coby było mu wygodniej, rozpiął rzemienie peleryny i wypuścił ciężko powietrze. Delektował się wygodą wzrokiem próbując złapać karczmarza. Nie było to trudne, gdyż jego łysina mieniła się prawie tym samym blaskiem co futro krowiej peleryny będącej atrybutem Luthiena. Ten znajomy błysk natychmiastowo przykuł uwagę młodzieńca, który zaraz potem posłał brodaczowi spojrzenie rządne uwagi. W końcu, kto wie więcej niż ten o to majestatycznie łysy człowiek?!
24.02.2014, 20:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#14

MG:


Gdy tylko drzwi skrzypnęły po raz kolejny wpuszczając do środka nowego przybysza, karczmarz obrócił się w jego stronę wycierając ścierką jeden z mosiężnych kufli. Na jego twarzy pojawił się rubaszny uśmiech, w którym mogłeś doliczyć się dwóch złotych zębów.
- Witamy w Dębowym Skarbcu! - zagrzmiał donośnie, zaraz powracając do swojej pracy. Z początku skupił się na niej kompletnie nie zwracając na ciebie większej uwagi. Dopiero po paru minutach uderzył kuflem w ladę i widząc twoje spojrzenie, obrócił się w twoją stronę. Nie wszystko miało jednak iść po twojej myśli. Wyraźnie zapracowany zamiast rozpocząć rozmowę, machnął ręką w stronę kuchni, wykrzykując niskim barytonem:
- Dagna, obsłuż naszego gościa!
Niemalże natychmiast z pomieszczenia wyłoniła się średniego wzrostu, piękna kobieta o śniadej cerze i średniej długości kręconych, brązowych włosach upiętych na czubku głowy w wytwornej fryzurze. Zrobienie warkoczy stanowiących jej podstawę z pewnością nie należało do najłatwiejszych rzeczy. Niemalże od razu mogłeś dostrzec pewne podobieństwo między nią, a karczmarzem. Mieli nawet dokładnie ten sam kolor oczu, aczkolwiek jej kształty które można było zdecydowanie nazwać kuszącymi, z pewnością nie miały nic wspólnego z nie taką drobną nadwagą jej ojca. Nie należało się zatem dziwić, że gdy tylko skierowała się w twoją stronę, część mężczyzn podążyło za nią wzrokiem, by zaraz rzucić ci spojrzenie przepełnione zazdrością.
Dagna poprawiła jeden z niesfornych kosmyków, który wydostał się spod spinek i zatknęła go za ucho uśmiechając się uroczo.

- W czym mogę pomóc, mój panie? - dygnęła nieznacznie wyraźnie wyćwiczonym ruchem, choć bez problemu mogłeś powiedzieć, że daleko jej było do dworskiej wytworności.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.02.2014, 22:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#15

Na powitanie kolosa Lu jedynie skinął głową. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak wielki to był człowiek, że aż go w pewien sposób zamurowało. No, ale pomijając te dyrdymały i wracając do momentu, w którym chłopak siłą woli próbował pokazać brodaczowi swoje istnienie na tym świecie. Oczywiście udało mu się i już po chwili poczuł na sobie zainteresowanie staruszka. Przepełniła go duma. W końcu nie każdy mógł się pochwalić tak skutecznymi mentalnie-urojonymi zdolnościami. Wszystko to jednak nie mogło być tak piękne ponieważ życie byłoby za proste, od co. Dlatego karczmarz odwrócił się plecami, skinął do kogoś i olał wędrowca ciepłym moczem. Teraz do mężczyzny podchodziła kobieta śmiało stąpająca po ziemi o urodzie kompletnej i pozbawionej sztucznego uzębienia.
-Cholera...- Szepną do siebie po cichu zakrywając twarz ręką tak, że jednym okiem spoglądał na kobietę. A właściwie po chwili się zorientował, że wzrok ma wbity w drewniany blat. „No pięknie". Czuł, jak mimowolnie jego twarz czerwienieje. Gdy się odezwała zsuną rękę odsłaniając ją, jednak łapiąc się brody w wyraźnie nerwowym geście.
-Hehehe...Yhym, w sensie, niech pani te formalności...nie trzeba, nie warto...Jestem Luthien i ten...Chodzi mi o las, a konkretnie Stary Las. Czy coś się tam zmieniło na gorsze? Jakieś niebezpieczeństwa czyhają? Wybierając się tam winno się w pojedynkę czy...dwójkę? - Spytał i podniósł wzrok czego pożałował, bo nie wiedzieć czemu gdy ujrzał jej piękne oczy jego pytanie wydało mu się nie na miejscu, niepoprawne, a wręcz grzeszne w stosunku do damy, przez co jeszcze bardziej poczerwieniał, a jego wzrok zaczął skakać po różnych elementach wnętrza.
-Ja przepraszam! Chodzi mi o demony, niebezpieczeństwo, wie Pani...plotki różne...co wiadomo - Mówił trochę bez składu upewniając się w przekonaniu, że jednak trzeba było nie skąpić monet i wypić choć jedno piwo.
24.02.2014, 22:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#16

MG:


Kobieta wyraźnie nie spodziewała się podobnej reakcji. Z początku próbowała zachować powagę, zaraz zachichotała jednak cicho w odpowiedzi na twoją wypowiedź. Patrzyła na ciebie ciepło z delikatnym uśmiechem, wyraźnie zachęcając cię do zadania pytania.
- Och jej, Stary Las. - powtórzyła przez chwilę wyraźnie się zastanawiając. Zerknęła niepewnie w stronę ojca i nachyliła się niżej, nieco eksponując przy tym swój biust. Rzecz jasna nie to było jej zamysłem.
- Nie jestem pewna czy wolno mi o tym rozmawiać. Ojciec jest dość surowy... życzyłby sobie pan piwa, panie Luthienie? Może jedno z naszych gorących dań? Mamy wyśmienitą pieczeń w sosie pieczarkowym. - powiedziała niewinnie, trzepocząc rzęsami. Chodziło o zachowanie pozorów, w końcu karczmarz mógł nie odebrać zbyt pozytywnie osoby, która przychodziła do jego lokalu tylko i wyłącznie po to, by zaczerpnąć informacji, po czym odchodziła nie zostawiając po sobie nawet grosza.
- Stary Las to dość tajemnicze miejsce. Co prawda od pewnego czasu nie słyszało się o zaginięciach w tamtejszym rejonie... a przynajmniej nie z winy demonów. Są tam jednak inne stworzenia, których lepiej unikać. Tak, pójście w dwójkę byłoby zdecydowanie lepszym pomysłem. - podzieliła się z tobą swoimi przemyśleniami, wyraźnie czekając jednak aż złożysz zamówienie. Kto wie, może dzięki temu nieco bardziej się otworzy i wyjawi ci więcej informacji, a nawet wskaże osobę, która mogłaby zostać twoim przewodnikiem?


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.02.2014, 23:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#17

Na wielkiego Durona!
Kiedy kobieta się nachyliła, przybliżyła – on odchylił się na taborecie dość niebezpiecznie od lady, by zaraz zakołysać się i znów do niej powrócić niczym bumerang. Siedział teraz wyraźnie speszony ze wzrokiem wbitym w podłogę i spuszczoną głową. Grzywka przysłaniała czoło, jednak czerwone uszy wyróżniały się dość konkretnie na tle ciemnej czupryny i mówiły same za siebie. W myślach zaś powtarzał coś na wzór mantry. Nigdy nie rozumiał czemu kobiety się wobec niego tak zachowywały, a on czemu tak na to reagował. A może ta wzmianka o tym lesie...a co, jeśli ta kobieta naprawdę zrozumiała tą dwuznaczną, niezamierzoną, bezwstydną propozycję, której on w ogóle nie miał na myśli i dlatego teraz właśnie ukazuje swe jakże obszerne wdzięki...? W końcu nie jest pewna! Ojciec surowy! Niech bogowie się wstawią...
-Nie, nie, nie, to nie tak! Ja nie miałem na myśli lasu i ciebie tylko kogoś...takiego, z kim idzie się by zabezpieczał tyły! W senie kogoś do obrony, najemcę. Bo to wszystko, to nie tak jak myślisz, bo to....-Wpadł w lekką panikę, trochę się jąkał i nerwowo gestykulował, a ostatecznie uderzył czołem o blat, zakrył się rękoma i przez chwilę milczał. Oczami wyobraźni czuł na sobie wzrok wszystkich dookoła, a zwłaszcza „surowego ojca”, aż przeszły go ciary.
-Poproszę. Piwo i pieczeń w tym sosie...-Wymamrotał będąc ciągle zabarykadowanym i zażenowanym samym sobą. Czuł, że chciałby stąd zniknąć. Rozpuścić się w powietrzu jak opary schnącego piwa wylanego na podłogę. Przez te wszystkie myśli nie mógł skupić się na słuchaniu kobiety. Zrozumiał mniej-więcej, tyle, że w lesie coś jest i nie jest to demon. Wziął parę głębszych oddechów. Gdy usłyszał podawane, WCALE NIE WYŁUDZONE zamówienie podniósł wzrok i cały czerwony chciał mimo wszystko dalej drążyć temat.
-Czyli w tutejszej okolicy nie macie problemów z demonami, tak? I to coś...dawno z tym czymś się problem zaczął? Chyba nie boi się ludzi i szuka towarzystwa...że tak się zbliża do miasta, czy może po prostu wystarczy nie zagłębiać się w zarośla? - Skończył zdanie nienaturalnym głosem podniesionym jakby o oktawę wyżej. Miał ochotę znów przywalić głową w blat, jednak się powstrzymał.
25.02.2014, 00:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#18

MG:


Kobieta widząc twoją reakcję ponownie cicho zachichotała, nie mogąc się powstrzymać. Rzadko kiedy spotykała się z czymś podobnym, zwykle pijani napaleńcy wyskakiwali do niej z łapami... a później równie szybko opuszczali lokal, wykopywani przez rozwścieczonego ojca. Po twoich słowach o zabezpieczaniu tyłów wybuchła śmiechem, zwracając tym samym uwagę ludzi dookoła. Zapisała twoje zamówienie drżącą dłonią, dalszą rozrywkę przerwał jej jednak karczmarz.
- No, no Dagna. Nie znęcaj się nad naszym klientem. - rzucił marszcząc brwi z niezadowoleniem, odsyłając ją do kuchni gestem dłoni. Dziewczyna ukłoniła ci się jeszcze na pożegnanie, by zaraz zniknąć i przygotować zamówioną pieczeń. Karczmarz nalał pełen kufel najlepszego piwa i postawił go przed tobą, opierając się o ladę łokciem.
- Przepraszam za zachowanie córki. Na koszt firmy. Więc interesuje cię nasz Stary Las, ta? - podrapał się po brodzie z wyraźnym zamyśleniem, zaraz przejeżdżając po tobie wzrokiem od góry do dołu.
- Nie boi się ludzi i szuka towarzystwa? - karczmarz wybuchł ponurym śmiechem, kręcąc głową przecząco. Przez chwilę po prostu patrzył przez okno postukując palcami w blat.
- Słuchaj no chłopcze, takie wyprawy to nie przelewki. To, że demon nie pojawił się w ostatnim czasie w okolicy, nie znaczy że go tu nie ma. To są szczwane bestyje. Czekają tylko aż stracisz na chwilę czujność i zaraz zawiśniesz nogami do góry na jednym z drzew, z poderżniętym gardłem jak stary Kerdysh. - pokiwał głową do samego siebie, podobnie jak mężczyźni siedzący niedaleko ciebie. Każdy z nich znał tę historię. Nie wyglądali bowiem na zbyt chętnych do dzielenia się nią. Jeden z pijących zrobił się tak przeraźliwie blady, że wyglądał jakby miał zaraz zwrócić swój obiad. Karczmarz patrzył jednak na ciebie twardym wzrokiem.
- Oprócz nich są jeszcze inne... dziwactwa. Nie wiem jakie, nie zapuszczam się na tamte tereny. Możesz zapytać Szalonego Joe, to tamten w rogu. - wskazał kciukiem w wybraną stronę, gdzie siedział niski, przysadzisty mężczyzna kiwający się to w przód, to w tył mamrocząc coś do swojego kufla.
Rozmowę przerwała Dagna, nadchodząca z talerzem smakowicie wyglądającej pieczeni, którą postawiła przed tobą puszczając ci oczko.

- Pańskie zamówienie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.02.2014, 17:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#19

Stukot obcasów zakapturzonej postaci rozszedł się po karczmie. Nieznajoma osoba była ubrana w męskie ciuchy, jednakże nie przypominała chłopa w żadnym miejscu. Wystarczyło spojrzeć na sylwetkę tajemniczego jegomościa, a raczej tajemniczej jegomościny, by zauważyć piersi, które delikatnie rysowały się na czarnej pelerynie kobiety.
Po minucie, może dwóch, Lavia zrzuciła z głowy kaptur, odsłaniając całe swoje oblicze. Długie, czarne włosy miała rozpuszczone, a jedynie grzywkę, która w teorii powinna opadać na czoło, była zaczesana i spęta z tyłu. Rayx rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając wolnego miejsca, gdzie mogłaby usiąść. Trochę głodna była,musiała coś przekąsić przed wyprawą. Miała pewne plany dotyczące okolicznych lasów, ale to później. Najpierw trzeba spożyć strawę, by mieć siłę do wojaczki. Oczy kobiety powędrowały na wolne miejsce przy ladzie, koło jakiegoś mężczyzny, który radośnie gawędził sobie z gospodarzem. Skierowała swoje kroki w tamtą stronę i usiadła na krześle.
- Poproszę pieczeń, ale niezbyt dużą, jeżeli można...- powiedziała jedynie i grzecznie czekała na zamówienie.
Mimowolnie Lavia podsłuchała troszkę rozmowy gospodarza z nieznajomym jej mężczyzną i najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że oboje mieli ten sam cel. Gdyby Lavia nie była sobą, to za pewnie się delikatnie uśmiechnęła, ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
- Akurat się składa, że też się tam wybieram...- rzuciła mimochodem.
25.02.2014, 20:46
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#20

Mężczyzna zaś w przeciwieństwie do reakcji kobiety spochmurniał. W posępnej ciszy wsłuchiwał się w jej dźwięczny śmiech. Sprawiło to, że wypuścił ciężko powietrze i przygarbił się jeszcze bardziej. Wydawało mu się, że ta rozmowa ciągnęła się już w nieskończoność, a to dopiero połowa gehenny, przez którą będzie musiał przebyć. Humoru również wcale nie poprawiała mu myśl, że owa Dagna rozgryzła go już w pełni...
Chłopak tracił już nadzieję na ratunek i szczęśliwe zakończenie pobytu w tym przybytku, gdy wtem odezwał się karczmarz, a jego głos wydał się Luthienowi donośniejszy i piękniejszy niż kiedykolwiek!
-Wiedziałem, że nie tylko zęby masz złote... – Uwolnił swą myśl, a spojrzeniem zalał brodacza nieopisaną falą wdzięczności. Następnie objął kufel oburącz i głaskał go po ściankach próbując powrócić do normalności. Czuł jak krew spływa z jego twarzy.
Ostatecznie skinął głową na radę karczmarza i spojrzał na Joego nie chcąc być świadomym pochodzenia jego uroczego przydomka. Już miał zamiar iść w jego kierunku, gdy to usłyszał kobiecy głos po swojej prawicy. Znów poczuł nieprzyjemny dreszcz na karku jednak, mimo to nie odwrócił się w jej kierunku.
-To miło...- Wydusił po niezręcznej ciszy. W głowie mu się zakręciło od przerastających go problemów pojawiających się na jego drodze. Chciał zastanowić się dłużej nad całą sytuacją, jednak ponowna obecność Dagny psuła mu szyki. Czuł, że musi uciekać, bo środowisko przy ladzie jest dla niego niebezpieczne. Zebrał się w sobie!
-Nie trzeba, o pani. To by mogło być niebezpieczne, wie pani dziwne rzeczy, kobieta, las. To nie teges połączenie. I ten, masz, weź pani mą strawę w podzięce za twą dobrą wolę. Nie jestem głodny... - Podsunął kruczowłosej swoją miskę z pieczenią. Do tego mówił niekoniecznie składnie, jąkając się i unikając kontaktu wzrokowego. Widać było, że na wprędce zamierzał się oddalić od obu pań, co też zrobił nie marnując chwili - Chwycił laskę, drugą ręką kufel piwa i pokierował się do Jeogo. Cała ta sytuacja sprawiała, że czuł się jak ostatni drań i chciał walić głową o mur póki nie straci przytomności, choć było to wyjątkowo niezdrowe. Jedyne co mógł już teraz zrobić to zasiąść ciężko na przeciwko Szalonego Joe wraz z toną poczucia winy.
-Kobiety, kto je pojmie...- zagadał trochę żałobnie, a potem chrząknął i dodał nachylając się do niskiego człowieczka:
-Witaj Joe...Wiesz, Joe, ponoć masz wiedzę na temat dziwactw w tutejszej okolicy, a nawet tych w Starym Lesie...Jesteś w stanie mi pomóc, jak mężczyzna mężczyźnie w potrzebie i coś rzec na ten temat?
25.02.2014, 21:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna