Karczma " Dębowy Skarbiec "
#21

MG:

Lavia:



Cóż, wyglądało na to że twoja pomoc została zwyczajnie odrzucona. Mimo usłyszenia celu wyprawy mężczyzny, raczej nie do końca mogłaś zrozumieć jego zachowanie ze względu na późniejsze przybycie. Gdybyś obserwowała ich dłużej, mogłabyś wywnioskować niejakie powody z rozmowy nieznajomego z Dagną, jak na razie pozostawałaś jednak sama na przysłowiowym lodzie.
- Odtrącać wyciągniętą dłoń tak pięknej kobiety, doprawdy. Niemniej to nie są żarty, panienko. Wyprawa do Starego Lasu to nie zabawa w chowanego. Tam naprawdę jest niebezpiecznie. - karczmarz poczuł obowiązek przestrzeżenia i ciebie, po czym pokręcił jednak głową patrząc na pieczeń, którą pozostawił ci mężczyzna.
- To liczyć to zamówienie, czy nie? - upewnił się przechodząc z powrotem do kufli, które zaczął obdarzać czułymi ruchami miękkiej ścierki.
- Do picia polecam miód z dębowych beczek. Najlepszy w okolicy. - zaśmiał się rubasznie, ponownie odsłaniając w uśmiechu złote zęby.


Luthien:


Mężczyzna skupiony na swoim kuflu piwa, cały czas wpatrywał się w stół, nie podnosząc na ciebie wzroku. Po twojej wypowiedzi chrząknął jedynie parę razy i pokręcił głową sam do siebie, unosząc rękę. Wyraźnie cię uciszał.
- To miejsce gdzie ptaki umilkły, chłopcze. - odezwał się niskim, chrapliwym głosem zamykając oczy. Potarł twarz masywną dłonią z wyraźnym zmęczeniem i wytarł resztki piwa z ust.
- Złe to miejsce, bardzo złe... - cały czas kiwał się nieznacznie to w przód, to w tył. Poderwał się nagle do góry i złapał cię za ramię, ściskając może nieco zbyt mocno. W jego spojrzeniu widziałeś ostrzeżenie i pewien strach.
- Uważaj chłopcze. Nie traktuj robaka jak robaka. One... pancerz... gruby, taak. A gdy cię zjada, czujesz jego smrodliwy oddech. Taak... - momentalnie cię wypuścił i z powrotem usiadł na krześle, tym razem kiwając się na boki. Raz po raz otwierał i zamykał pięści mamrocząc coś do siebie.
- Ogień! Nie woda, nie... woda je rozwściecza... ścierwojady... - po tych słowach podniósł kufel i pociągnął z niego zdrowo, znowu wbijając spojrzenie w stół.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.02.2014, 23:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#22

Lavia spoglądała na mężczyznę, który najwidoczniej wybierał się do Starego Lasu. Chciała z nim pójść i mu pomóc, ale jej dobra wola została najwidoczniej odrzucona. To była chyba najgorsza decyzja, jaką nieznajomy mógł podjąć. Rayx nie była pierwszą lepszą panienką z bogatego domu. Nie na darmo jest nazywania Łowczynią. Może i nie ma zbyt wielkiej sławy (jeszcze!), ale to nie oznaczało, że miałby zignorować jej dobre chęci. Kobieta spojrzała na pieczeń, którą dostała w "prezencie" od mężczyzny. Prychnęła pod nosem.
- Dzieckiem nie jestem, potrafię o siebie zadbać. Specjalizuję się w zabijaniu różnorakich potworów- powiedziała w stronę karczmarza.- A za pieczeń podziękuję, może za to pan dać tego miodu, jeżeli taki dobry.
Lavia wstała od stołu i chwycił;a talerz z pieczenią w rękę. Podeszła do stolika, przy którym siedział mężczyzna, najwidoczniej przestraszony obecnością kruczej w jego towarzystwie. Miała w sumie gdzieś, że robi coś, co mogło mu się nie spodobać, ale jakoś średnio się tym przejęła. Kobieta miała wielką ochotę wywalić mu całą strawę na łeb, ale byłoby to marnowanie jedzenia. Dlatego postawiła z trzaskiem talerz na blacie i powiedziała:
- Wypchaj się swoją pieczenią.- Zlustrowała go zimnym wzrokiem.- Nie jestem zwykłą dziunią z bogatego domu. Z wielką chęcią ubrudzę się flakami jakiegoś dziwactwa, czy jak to tam zwać. Jeżeli jednak chcesz iść sam to droga wolna. Życzę miłego umierania. Już widzę, jak demon rozszarpuje cię na strzępy. Widok twoich porozwalanych wszędzie kiszek jest naprawdę... podniecający.
Lavia odeszła dumna od stolika nieznajomego jej mężczyzny i wróciła do lady, usiadła na krześle i grzecznie czekała na swoje zamówienie jak zwykła w świecie klientka karczmy.
25.02.2014, 23:36
Przeczytaj Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#23

Zmrużył oczy próbując przeanalizować to, co usłyszał. Musiał przyznać, że obłąkaniec go zaskoczył.
-W sensie, że coś z tym stołem nie tak, czy lasem? - Spytał z pełną powagą. W końcu rzucane przez Joego mało spójne hasła w połączeniu z jego ekspresją sprawiały, że atmosfera stała się nieco upiorna.
-Robaki niebędące robakami...Widziałeś jakiegoś? W głębi lasu? Czy na obrzeżach? - Próbował bardziej skonkretyzować problem. Osobiście szaman nie zamierzał walczyć, czy też poszukiwać tajemniczego robala. Po prostu, jakby to coś siedziało w głębi, Lu zadowoliłby się ziołami niekoniecznie z serca drzewiastej krainy. Inna możliwość sprawiłaby, że poważnie zastanowiłby się nad próbą zaoszczędzenia kilku złotych monet i zaopatrzyłby się u jakiegoś miejscowego, bardziej odważnego zielarza. Oczywiście, to były plany teoretyczne, które zostały zniszczone wraz z trzaskiem znajomej misy o stół. Luthien aż podskoczył i mimowolnie się skulił. Brunetka przestała warczeć. Burza przeszła i odeszła zostawiając chłopaka z totalną paćką zamiast mózgu. Uderzył on otwartą dłonią o swoją twarz.
-Widzisz Joe, a to ciebie nazywają Szalonym...- Skomentował to, co teraz mu chodziło po głowie, bo inaczej tego słowami objąć nie mógł. Cieszyło go to, że został zbesztany werbalnie i olany przez kobietę. Czułby się z tym wyjątkowo dobrze, gdyby nie to, że ta go źle zrozumiała...Przecież on nie zamierzał jej urazić. Myśl, że dziewczyna mogła tak to zrozumieć wprawiała go w depresję. I na wszystkie smocze bóstwa! Wydawało się, że ta uparta bestia i tak czy siak planowała szukać teraz tego wielkiego robala mogąc skończyć w jego śmierdzącej paszczy. Blech...Aż Luthienowi skręcił się żołądek więc wymownie odsunął od siebie talerz.
-Częstuj się Joe, na koszt firmy. - Rzucił, dopił piwo jednym tchem do połowy. Przetarł rękawem resztki piany i postanowił podejść do kobiety, by to wszystko jej wyjaśnić. Każdy krok stawiał mniej pewniej, a gdy stał za jej plecami miał ochotę uciec. Chrząkną cicho, bo miał wrażenie, że gdyby chciał się odezwać to wydobyłby z siebie jedynie niewieści pisk. Jeśli nie było żadnej reakcji chrząkał głośniej, dopóki nie został zauważony. Próbował sobie jednocześnie nie wyobrażać tego, jaki kabaret odstawia. Gdyby Lavia odwróciła w jego kierunku chociaż wzrok to ten zgiął się w pół zaczynając coś nerwowo bełkotać, dopiero po chwili dało się zrozumieć cokolwiek:
-Pani, na wszystkie smocze bóstwa wybacz me zachowanie, przecież gdzież ja cokolwiek słowa złego powiedzieć...O tobie...i ten...-zaciął się i przez chwilę stał tak bezruchu. W końcu jednak padł na kolana i zasłonił swoją twarz z zażenowania. -byłby...cudnie, gdyby...gdybyś ze mną poszła do lasu...W najgorszym przypadku może moje wnętrzności dadzą ci jakieś ukojenie i zadośuczynienie. - Czuł, jak szumiało mu w uszach. Czemu on musi być taki dobrym człowiekiem? Przecież to, co teraz wyrabiał robił tylko po to, aby kobieta nie szła tam sama. Nie mógł na to pozwolić, a jednak czuł również, że chyba narobiłby w gacie, gdyby spotkał jakiegoś robala mogącego pożreć człowieka. Wiedział oczywiście również, że kobieta prawdopodobnie znów by go olała, gdyby powiedział, że martwi go jej podróż do lasu...Zresztą, chyba by umarł, gdyby tak otwarcie by to wyjawiłł.
Czemu życie musi być takie ciężkie? Przecież on jedyne co chciał to zebrać parę ziółek...
26.02.2014, 00:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#24

MG:

Lavia:



Karczmarz wzruszył jedynie ramionami na twoje słowa. Od początku jego zamiarem nie było obrażenie cię, przyzwyczaił się jednak do napalonych chłystków, które kończyły potem parę metrów pod ziemią (bądź jak to było w przypadku starego Kerdysha - nad). Wolał ich zatem uprzedzać, choćby po to by pozbyć się natrętnych pytań gwardzistów.
- Się robi, panienko. - uśmiechnął się szeroko, odkładając szmatkę którą polerował kufel i sprawdzając coś pod ladą, skierował się za zaplecze z cichym pomrukiem. Widocznie musiał uzupełnić skład. Podczas swojej nieobecności nie zauważył całej zwady z mężczyzną, który odrzucił twoją pomoc, nie skomentował jej więc w żaden sposób. Postawił jedynie przed tobą kufel z trzaskiem, z wyraźnie dumną miną, wypinając pierś do przodu.
- Robiony na przepisie przekazywanym z dziada-pradziada.


Luthien:


Szalony Joe pokręcił głową z wyraźną powagą.
- Stół jest dobry. Dobre drewno. - poklepał mebel jak starego przyjaciela, a przez chwilę obłąkanie na jego twarzy zastąpiła czułość. Wiele lat spędził na rąbaniu drew, łączyła go więc z nimi szczególna więź.
- One... polują. Słyszysz ich szepty. Nie, nie szepty. To pisk. Pisk, boli. Biedne uszy Joe. Tak bolą. - zakrył uszy i rozejrzał się dookoła spanikowanym wzrokiem, zaraz kręcąc głową do samego siebie. Najwidoczniej tyle z odpowiedzi, gdzie znajdzie tajemnicze potwory. Mężczyzna siedział obocnie, cały czas się kiwając, zakrywając uszy i mamrocząc coś do siebie pod nosem. Nie komentował całego wydarzenia jakie zaszło między tobą, a dziewczyną. Nawet nie zwrócił na nią większej uwagi, zupełnie jakby jej nie zauważył. Dopiero, gdy otrzymał talerz spojrzał na ciebie i poklepał cię niezdarnie po ramieniu.
- Ty dobry człowiek. - zanim odszedłeś, złapał cię za rękę i wcisnął ci w dłoń, jakąś drobną, metalową płytkę wielkości kciuka.
Po twoim przedstawieniu przed ladą, karczmarz roześmiał się głośno, odwracając w stronę Lavii.

- No, panienko jak na kolanach przeprasza to chyba go przyjmiesz?


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







27.02.2014, 13:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#25

Lavia była zupełnie obojętna w stosunku do tego, co się z nieznajomym stanie. Mogą go demony rozszarpać, jego wola. Chociaż się przyda do czegoś... jego jucha byłaby wspaniałym nawozem dla ziemi. Nie tylko wnętrzności prawdę mówiąc, ale każda cząsteczka jego ciała. Kobieta prychnęła jedynie, ale mimowolnie spojrzała w stronę mężczyzny, czekając aż ten tu przyjdzie i ją przeprosi. Przecież mu wygarnęła... i uświadomiła, że samotna wędrówka dobrym pomysłem nie była. Jednakże to był jego wybór. On niechaj sobie idzie, ona znajdzie innego towarzysza, który nie będzie zachowywał się jak ostatnia łamaga. Nie miała zielonego pojęcia co sprawiło, że się jej tak przestraszył na samym początku. Okej, tekst, z jakim potem wyskoczyła, do normalnych zdecydowanie nie należał, jaka zdrowa osoba powiedziałaby, że widok czyiś wnętrzności będzie podniecający? Chyba nikt, ale Lavia nie była zwykłą osobą. Może chora psychicznie nie była, ale nie należała do stereotypowych przedstawicielek płci pięknej. Bądź co bądź Rayx była Łowczynią, polowała na różnorakie stworzenia, prawda? Żadna zwykła, nie wyróżniająca się z tłumu kobieta takiego zawodu nie wykonywała. Jednakże siedzenie w domu i wychowywanie dzieci, których kobieta nienawidziła z całego serca i najchętniej by takowe z tej nienawiści udusiła, nie było zajęciem, które by ją interesowało czy satysfakcjonowało. Lavia promuje równouprawnienie. Ona też może chodzić w spodniach i wykonywać takie profesje, które zazwyczaj są dla mężczyzn, między innymi było to polowanie na potwory za "drobną" opłatą.
- Dziękuję bardzo- powiedziała w stronę karczmarza, który postawił przed nią kufel z miodem. Upiła łyk.- Wyborny, czuć, że domowej roboty. Mam nadzieję, że tradycja będzie dalej pielęgnowana.
Lavia sączyła powoli swój miód, który smakował jej do tego stopnia, że delikatnie się uśmiechnęła, i w sumie zastanawiała się nad dalszą wędrówką. Bądź co bądź, ale musiała ją jakoś zaplanować. Lav nie była osobą, która wychodziła gdzieś na misję, cokolwiek, bez wcześniejszego zaplanowania tego! Musiała mieć wszystko dokładnie ułożone, choćby w głowie, by mieć pewność, że ryzyko zostanie zmniejszone do minimum.
Z myślenia wyrwały ją słowa mężczyzny. Odwróciła wzrok w jego kierunku i to co zobaczyła... sprawiło, że się zaśmiała. Wyglądał jak zbity pies, który przyszedł przeprosić swego pana za złe zachowanie. Lavia wzięła głęboki wdech i przeczesała palcami po włosach.
- No nie wiem...- powiedziała, nieco odwlekając z decyzją, która już zapadła. Chciała, by poczuł się troszkę niepewnie.- Z drugiej strony widok juchy będzie ciekawy, a samej iść zamiaru nie mam... dobrze, pójdę z tobą. A teraz wstań i nie wyprawiaj tutaj mięsopustu.- Spojrzała na niego, teraz już chłodnym i opanowanym wzrokiem.
27.02.2014, 18:09
Przeczytaj Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#26

Luthien klęczał i czuł jak zalewa go fala zażenowania, wstydu, paniki i całej tony innych uczuć.
-Dziękuje, pani za twą łaskę i towarzyszenie mi. Mam nadzieję, że niedane będzie ci doglądać mej...juchy. - wyrecytował jednym tchem ze wzrokiem wbitym w ziemię, będący pod wrażeniem własnej głupoty...Osobiście gdzieś kołatała się w nim jakaś cząstka ulgi będąc świadomym, że zrobił coś dobrego, nie pozwalając iść kobiecie samej, lecz oczywiście sama jej obecność była dołująca.
"Jak wielkiego idiotę będę musiał jeszcze z siebie zrobić?”- pytał się samego siebie, jednocześnie podążając dalej za wskazówkami kobiety. Wstał bowiem i usiadł na taborecie po jej lewicy. Wzrok miał wbity w blat, a sylwetkę przygarbioną.Wypuścił głęboko powietrze, a następnie zaciągnął obszerny kaptur na głowę próbując jakby się schować przed spojrzeniami wszystkich swoją purpurową ze wstydu twarz. Czekał teraz aż kobieta skończy się posilać.
-Niech mi Pan powie, ile jestem dłużny za tę pieczeń...- Spytał się karczmarza. Nie wiedzieć czemu przeszło mu przez myśl, że brodacz ten teraz mu współczuje. Zresztą, pewnie to robił po części każdy mężczyzna tu obecny. Nie było w końcu co zazdrościć sytuacji Luthienowi - wplątać się w coś z kobietą piękną lecz równie porywczą i apodyktyczną...Jednak nie myślmy o tym!
Szaman skupił się na dziwnym prezencie od Joego. Podsuną go bliżej twarzy by móc mu się dokładniej przyjrzeć. W pierwszej chwili myślał, że była to moneta, jednak czy była to prawda?
27.02.2014, 19:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#27

MG

Karczmarz obserwował was z wyraźnym rozbawieniem na twarzy, tak samo zresztą jak i połowa osób przebywających w "Dębowym Skarbcu". Jeśli nie chcieliście zwracać uwagi, należą wam się brawa - w tej chwili każdy z obecnych dokładnie znał nie tylko wasze twarze, ale również i cel wyprawy, którą zamierzaliście podjąć. Chociaż karczma zdecydowanie była jedną z tych porządniejszych, jej bywalcy niekoniecznie musieli tacy być. Kto wie, czy któryś z nich nie podąży za wami, skuszony wizją zdobycia kilku złotych monet od narwanej ślicznotki i przymilającego się jej chłoptasia? Przecież nie wy pierwsi zniknęlibyście w Starym Lesie...
Najwyraźniej takie myśli zaprzątały również głowę karczmarza, który przeniósł spojrzenie na tłum i głośno huknął swoim głębokim głosem tuż nad waszymi głowami, najwyraźniej nie dbając o wytrzymałość uszu siedzących przed nim gości.

-Przedstawienie skończone, nie gapcie się tak, jakbyście nigdy przepraszającego faceta nie widzieli! - krzyknął, a widząc, że podziałało to tylko na niektórych, pokręcił niezadowolony głową...
- Na mój koszt. - rzekł do Luthiena, ściszając swój głos. - Lepiej, żeby ludzie nie widzieli, gdzie skrywasz swą sakwę. - stwierdził ponuro, przenosząc swą uwagę na szorowany kufel. Przez jego karczmę przewijało się wielu młodzików chcących zasmakować przygody, gotowych podjąć każde ryzyko, aby się wykazać. I chociaż byli świetnie przeszkoleni w walce z potworami, o jednym ciągle zapominali - ludzie często bywali potworami, kryjącymi się za maską człowieczeństwa.
- Ja na waszym miejscu odpuściłbym sobie wyprawę do tego lasu... . - dodał jeszcze, posyłając wam spojrzenie pełne niezadowolenia i przesunął się w bok, aby powitać wchodzącego do karczmy kupca, czyniąc tym samym okazję dla Luthiena, który mógł uważniej przyjrzeć się prezentowi, podarowanemu mu przez Joego. Był to niewielki kawałek pancerza. Czyżby należał do potwora ze Starego Lasy?


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.03.2014, 01:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#28

Lutien był ciągle speszony przez sytuację, w której brał udział jeszcze przed chwilą. Siedział więc potulnie na taborecie schowanym za obszernym kapturem. Głaskał dla uspokojenia zajęcze futro przyszyte do kołnierza starając uspokoić serce. Biło zdecydowanie za szybko. Winowajczynią była oczywiście okrutną kobieta siedząca obok...Właśnie! Czemu ona musiała siedzieć tak blisko! No ale nic, co on mógł w tej chwili zrobić z całą tą sytuacją? Padł jak śliwka w kompot, nie było zatem już wyjścia. W najgorszym przypadku duży robal przerobi go na wycieraczkę dla mniejszych. Do tego słowa karczmarza! Ha! Te wcale nie podnosiły go na duchu... Wynikało bowiem z nich, że właściwie potwór to najmniejsze zmartwienie Perony. Większym zagrożeniem okazywali się sami mieszkańcy. Szarzy drwale najwyraźniej nie byli tacy zwyczajni, skoro byli w stanie rządzić okolicą do tego stopnia, że karczmarz obawiał się pobierać swej należności od przejezdnych w trosce o ich dobro...?
-Tutejszy starosta nic z tym nie robi? Może wypadałoby to zgłosić w Greathard?- zagadną szeptem dziada. Wydawał się przyzwoitym mężczyzną, a dobro takich Luthien miał na szczególnej uwadze.
-Co ja na to Panie poradzę...- skinieniem głowy wskazywał wojowniczą brunetkę, by zasugerować karczmarzowi, że to od niego już nic nie zależy. Była to smutna prawda, od której aż w oku kręciła się łezka. W głębi duszy miał nadzieję, że „Złotozębny”zrozumie ten gest i zaprzestanie ciągłego przypominania, że ta cała wyprawa to zły pomysł. W końcu miał on żonę, ba! Nawet córkę, więc powinien w jakimś stopniu zrozumieć, w jakim patowym położeniu znalazł się tak nieudolnie przysposobiony względem kobiet człowiek, jakim był Luthien.
Następnie próbując nie myśleć nad tragizmem swej postaci skupił się na kawałku metalu. Przez myśl mu nie przeszło, że mógłby to być pancerzyk robako-potwora. W końcu Joe wspominał coś, że czułe na ogień, a woda je wzmacnia. Element metalowych części tych stworzeń wykluczałaby jedno, jak i drugie w większym stopniu. Zresztą, młody szaman nigdy nie spotkał w swoim życiu czegoś żywego z elementami metalicznymi i nie potrafił sobie czegoś takiego wyobrazić. Teraz bardziej widział w tym kawałek zbroi, pancerza, być może fragment zarękawia lub ochraniacza przedramienia. Nie mogąc jednak jakkolwiek zidentyfikować obiektu włożył go do małej torby przytroczonej do pasa. Następnie nie mając co z sobą zrobić podparł ramiona łokciami o ladę, a twarz schował w dłoniach.
03.03.2014, 00:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#29

Lavia jakoś średnio przejmowała się tą całą sprawą. W spokoju piła sobie miód, czy co to tam było, i po prostu rozkoszowała się swoim zwycięstwem. Nie miała bladego pojęcia, dlaczego mężczyzna tak bardzo denerwował się jej obecnością. Lav przecież nie gryzła, a nawet nie połykała w całości. Była grzeczną dziewczynką, zazwyczaj. To że troszkę dziwnym tekstem niedawno rzuciła nie oznaczało, że chciała by jej towarzysz umarł czy coś. Ale fakt, popatrzenie na jakieś flaki zawsze sprawiało jej frajdę jednakże wolała, gdy była to jucha potworów, a nie ludzi, z którymi walczyła ramię w ramię, ot co! Chciała jedynie trochę pokierować nieznajomym, zmusić go do myślenia, żeby to nie szedł jak idiota sam do tego lasu. Faktem jednak było to, że przez ten cały cyrk jego zwrócili na siebie uwagę, ale to nie była jej wina. To ten oto siedzący obok niej debil zaczął błagać ją na kolanach, zamiast podejść i cicho poprosić. Westchnęła ciężko.
- Widzisz, idioto, co narobiłeś?- syknęła w jego stronę, jednakże na tyle cicho, by tylko on usłyszał.
Ludzie się gapili. Dlatego musiała coś szybko wymyślić, żeby ludzie się odczepili. Pewnie Luth ją za to zabije, albo spali się ze wstydu. Przepraszający facet... okej. Uśmiechnęła się w duchu, bo chyba nie na twarzy, i przysunęła krzesłem do mężczyzny, tak by stykać się z nim ramieniem. Nachyliła się do niego i powiedziała mu do ucha:
- Błagam cię... tylko nie spal tego- przeszło jedynie jej przez gardło, potem chwyciła go za dłoń i delikatnie ścisnęła i powiedziała głośniej.- No dobra, skarbie, wybaczam ci... a teraz chodź już do domu, bo twoja matka nie będzie zadowolona jak zaraz tam się nie pojawimy.- Westchnęła teatralnie.- Ta kobieta to wiedźma! Wiesz, że mnie nie lubi...
Lavia miała wielką nadzieję, że ten mały teatrzyk troszkę tych ludzi zniechęci do pójścia za nimi do tego całego lasu. Musieli się pozbyć potencjalnych "przeszkód" w postaci tych natrętów, którzy wciąż się na nich gapili.
03.03.2014, 18:04
Przeczytaj Cytuj
Karczma " Dębowy Skarbiec "
#30

MG

Karczmarz, chociaż z natury był niezwykle miłym człowiekiem, najwyraźniej zaczął tracić cierpliwość. Skończywszy obsługiwać przybysza, odwrócił się znów w waszą stronę, kierując swój wzrok na Luthiena.
-Słuchaj... - rzekł cicho, opierając łokieć na blacie kontuaru, a jego usta stłumiły głębokie westchnięcie. - Ludzie, którzy siedzą w tej karczmie, to głównie zwykli podróżnicy lub mieszkańcy, potrzebujący chwili wytchnienia. Ale, na miód pitny mojej babki, nikt o zdrowych zmysłach nie krzyczy na środku karczmy - chociażby najporządniejszej - że wybiera się do Starego Lasu!
Mężczyzna odetchnął głęboko, starając się opanować swoje emocje, które przejęły nad nim władzę. Rozumiał pobudki młodego szamana, aczkolwiek to nie zmieniało jego negatywnego nastawienia do całej tej wyprawy. Toż to jeszcze dzieci... I teraz on musiał się głowić, jak ich wyciągnąć z bagna, w które się nieuważnie wpakowali. Chociaż... najwyraźniej kampania ta nie była całkowicie skazana na porażkę. Popatrzył na rozgrywającą się przed nim scenkę, a kąciki jego ust powędrowały w górę. Spojrzał z uznaniem na kobietę, po czym pochylił się w ich kierunku po raz kolejny.
- Może i nie jest z wami aż tak źle, jak myślałem. Panienka ma głowę na karku i jest pełna odwagi i sprytu, zaś Ty, młodzieńcze...cóż, nie można odmówić Ci zapału i dobroci serca. - powiedział do was karczmarz, bębniąc palcami w blat. - Mimo wszystko dalej nie pochwalam waszej decyzji o wyprawie, ale...zawrzyjmy umowę - powiem wam wszystko, co będziecie chcieli wiedzieć o lesie i dam wam prowiant na drogę, a wy przy okazji zdobędziecie dla mnie trochę ziółek. Co wy na to?. - zapytał się ich, ciekaw, czy podejmą się jego zadania. -Niezależnie od waszej odpowiedzi, radziłbym wam jednak jak najszybciej udać się na tą wyprawę. Jeśli ktoś - oby nie - naprawdę będzie chciał was zaatakować, każda chwila siedzenia tutaj sprawia, że ma więcej czasu na przygotowanie pułapki. Chyba, że macie zamiar wyruszyć dopiero za kilka dni...


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







04.03.2014, 00:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna