Karczma "Dębowy Skarbiec"
#31

Im dłużej słuchał brodacza, tym coraz bardziej był zdziwiony. Być może było to spowodowane tym, że unikał karczm szerokim łukiem, a jeśli już musiał do niej się zapuścić, to działo się to w większych miastach. Tam ludzie zachowywali się głośno i zawsze krzyczeli, jacy są, nie są, co zrobili, czy nie zrobili. Można powiedzieć, że takie osobliwości były swego rodzaju atrakcją - śmiano się z nich, ignorowano, co bardziej przechwalających się majątkiem okradano, szczodrych noszono na rękach zaś zaczepnych bito. Zatem Luthien był świadomy tego, że zrobił z siebie swego rodzaju atrakcję, pośmiewisko. Nie widział jednak nic złego w mówieniu, że ma zamiar udać się do Starego Lasu. Nie przejmował się tym, że mógłby ktoś to wykorzystać i pójść za nim, by go obrabować. Podchodziłoby to, bowiem pod lekką paranoję. W końcu równie dobrze może zostać obrabowany i zabitym w drodze do wychodka, na ulicy, zaułku...Świat był okrutny. Właściwie, to był przeświadczony o tym, że nikt nie ruszy za nimi tyłka. Czemu? Otóż, skoro wszyscy tak bali się nawet mówić o Starym Lesie, wspominać tajemniczą bestię, to tym bardziej Luthien powątpiewał, by chęć zdobycia kilku monet potrafiłaby to zmienić. W przekonaniu tym umacniał go karczmarz, który wręcz z fanatyzmem wypowiadał się na temat straszności tego miejsca, które tak de facto było zwykłym skupiskiem drzew, a przynajmniej dopóki nie zaczęły krążyć mrożące krew w żyłach plotki o tajemniczym stworzeniu. Teraz to i szaman czuł mało przyjemny ucisk w żołądku na myśl, że się tam wybiera.
-Eee...? - Z zamyślenia wyrwał go syk kobiety. Przez chwilę całkowicie zapomniał o jej istnieniu. Niestety...ciężka obelga wypływająca z pozoru niewinnych, niewieścich ust sprowadziła go z powrotem na ziemię. Niedane mu było jakkolwiek na nią zareagować, bo nagle poczuł niespodziewaną bliskość brunetki. Wywołało to atak potliwości i paniczną potrzebę odsunięcia się. Pomimo tego siedział dzielnie na swoim miejscu, stykając się ciałem z nieznajomą kobietą, która chwyciła go za rękę i odzywała się doń czule...Zakręciło mu się w głowie. Ciągle czuł ciepło jej oddechu, który owiał jego ucho i owiną szyję. Chyba tylko dzięki temu nie uciekł, bo najzwyklej w świecie tak go to zaskoczyło, że aż odebrało mu władzę w nogach. Na twarzy, która wracała już do normalnych kolorytów ponownie zagościła czerwień, a jego dusza na nowo skrycie płakała nie wiedząc co zrobić w przypadku tych skrajnych emocji. Czuł się niezręcznie, źle, nieodpowiednio, a jednocześnie dziwnie przyjemnie...Zapędziła go w kozi róg zmuszając do wewnętrznej walki o chęć odskoczenia, bądź spełnienia prośby i zagrania krótkiego scenariuszu. Przełknął ślinę. Wiedział, że nie będzie w stanie wykonać w pełni ani jednego, ani drugiego. Tu potrzebny był impas.
-Taaa, tak...Masz racje, wybacz. Zawsze masz racje... - Wyjąkał, starając się mówić się w miarę wyraźnie, po czym nieco sztywnie przekręcił kark, tak, że ułożył swoją głowę na jej ramieniu. Na szczęście dzięki obszernemu kapturowi od tyłu wyglądało to bardziej naturalnie, niewymuszenie i czule. Przyłożył wolną dłoń do twarzy, zakrywając sobie oczy. Może w ten sposób zniknie i oszczędzi sobie dalszych tortur...
- Jakich potrzebujesz? Skoro masz wiedzę na temat ziół, to wiesz, gdzie ich szukać, prawda? W której części lasu znajdę największą ich różnorodność? Chodzi mi o głównie ard, purmoran, ożyny...Czy tylko mi jest tu tak gorąco? - Wypytywał szeptem, czasem zacinając się i gubiąc wątek. Widać było, że usilnie próbował się skupić w tej ekstremalnej dla niego sytuacji. Jeśli Lavia dalej trzymała go za rękę, to była ona teraz cała mokra.
-Lampę. Wypożycz do tego lampę, Panie i zapas nafty. Zwrócę Ci ją wraz z twymi ziołami.- Przypomniało mu się, po czym włos mu się zjeżył, gdy usłyszał, że miałby wyruszać za kilka dni. W tym czasie musiałby wszędzie towarzyszyć tej kobiecie! Przecież to nie na jego serce i psychikę. Pokiwał przecząco głową.
-Szybciej...to lepiej. - Słyszał szum krwi w uszach i paranoję karczmarza. Jaki bowiem zdrowy człowiek ciągle wspomina o napadach? Czyżby sam coś kombinował? Może zgrywał przesadnie troskliwego? A może to po prostu szaman nie potrafił myśleć klarownie i coraz głupsze pomysły przychodziły mu do głowy? Kto wie...Grunt, że na chwilę obecną Luthiena aż świerzbiło, by wytłumaczyć, że skoro ”od tygodni nikt nie wyruszył stawiać pułapek na potwora i każdy w portki sika słysząc nazwę „Stary Las” to tym bardziej ktoś nagle wyruszy do tego lesiska polować na kogoś, kto chce pozbyć się problemu”. Uwolnienie jednak tej myśli było nierealne. Wymagała zbyt wielkiej elokwencji, na jaką w tym momencie szaman mógł się wznieść.
-Słabo mi...Pani- Ostatnia uwaga była skierowana do dziewczyny tak coby uświadomić ją, że biedny chłopak potrzebuje...przestrzeni! Wyraźnie było widać, że kontakty między ludzkie, a dokładniej między płciowe mu nie służyły.
05.03.2014, 15:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#32

Lavia była kobietą, która myślała racjonalnie i pod presją czasu, nie dając się pokonać chwili. Wiedziała, że jak szybko czegoś nie wykombinuje, to pójdą za nimi jacyś ludzie i ciekawie nie będzie. Nie chciała mieć dodatkowych problemów na głowie. W lesie i tak pewnie pojawią się jakieś przeszkody w postaci różnych dziwnych stworzeń, które będzie musiała zabijać, bo ten oto przedstawiciel płci męskiej nie nadawał się nawet do pracy na polu. Lavia miała nadzieję, że przyszły ojciec jej dzieci (których nienawidzi, ale to już szczegół) będzie miał coś, czego ten tutaj nie posiadał, a mianowicie jaja. Już powoli zaczynała żałować tego, że zgodziła się z nim pójść do tego lasu. Westchnęła ciężko. Był strasznie uciążliwy. Zachowywał się jak pięciolatek, który uważał kobiety za kompletne zło tego świata. Jaki normalny facet daje się tak dominować? Przecież on zachowywał się jak jakiś pantoflarz. Jednakże kobieta była na pewien sposób z niego dumna, że nie spalił całej tej akcji i dość realistycznie to wyglądało. Jej tam nie interesowało to, że robił z siebie pośmiewisko przy tych wszystkich ludziach, że teraz najprawdopodobniej większość mężczyzn się za niego wstydzi, że baba go zdominowała. Jego problem.
- No jasne, że mam racje!- powiedziała głośniej, nadal robiąc ten teatrzyk- Spróbowałbyś powiedzieć, że nie…
Potem spojrzała już na karczmarza i ukradkiem puściła mokrą od potu rękę mężczyzny. Fuj. Jak można się tak pocić? Po plecach kobiety przeszły dreszcze. Miała wielką nadzieję, że po tej całej misji, czy jak to tam nazwać, nie będzie musiała utrzymywać z tą niedołęgą jakichkolwiek kontaktów. W sumie, gdzieś głęboko w duszy, miała jednak nadzieję, że jakieś wilki po drodze go rozszarpią.
- Dobra, panie karczmarzu, chciałabym się dowiedzieć o jaskiniach… i jakiś wodopojach. Stwór samym powietrzem nie żyje, warto wiedzieć, czy gdzieś jakieś są.
W sumie na Luthiana nie zwracała większej uwagi teraz, ba! Nawet nie zauważyła tego, że ma zaraz zemdleć tutaj. Po prostu w spokoju piła sobie miód i czekała aż karczmarz odpowie na jej pytanie. Dopiero słowa mężczyzny sprawiły, że się odwróciła w jego stronę.
- Dupa, nie facet- mruknęła pod nosem i odsunęła się od niego, niby to obrażona.
05.03.2014, 22:52
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#33

MG

[i]Dobrze, że karczmarz nie umiał czytać w myślach, bo najpewniej głęboko by się na was obraził. O ile do głowy Lavii bałby się wejść - charakterek to ona miała, oj tak - to słysząc myśli Luthiena jego dobroć na pewno by się skończyła. On robi tutaj wszystko, by wam pomóc, ostrzega przed niebezpieczeństwem, a szaman w myślach uznaje go za panikarza, ba, nawet rozważa możliwość nieuczciwości!
Nieładnie, nieładnie.
W końcu mężczyzna ma już swoje lata i jeśli mówi o ataku, to oczywiście ma racje. Doświadczenie życiowe plus dobra obserwacja otoczenia zaowocowały bogatą wiedzą. A wizja zdobycia pieniędzy zawsze przezwyciężała strach...

-Naprawdę masz głowę na karku. - pochwalił Lavię, uśmiechając się do niej ciepło. Lubił takie młode, inteligentne kobiety, zwłaszcza te odważne. I pomysłowe - zagranie kobiety, mające na celu oszukać gości karczmy, było dość dobrym posunięciem. Zas karczmarz oglądał je z lekkim uśmieszkiem na ustach.
- Ciężko znaleźć te rośliny, dlatego was proszę... - powiedział, wzdychając lekko. - Gdybym wiedział, gdzie ich szukać, to najpewniej poszedłbym sam. Ale nie mogę zostawić karczmy na tyle czasu bez mojego nadzoru, kobiety same sobie nie poradzą...z całym szacunkiem, Pani. - dodał szybko, skłaniając lekko głowę w kierunku szamanki.
- Lampa i nafta...niech Ci będzie. Dagna! - zawołał swoją córkę, która już po chwili pojawiła się obok nich, obdarzając Luthiena pięknym uśmiechem. - Przynieś mi lampę i zapas nafty na kilka dni. - rozkazał jej, przesuwając spojrzenie na Lavię. - Jaskinie, jaskinie... Gdzieś mam mapę Starego Lasu, ale musiałbym jej poszukać... Poczekajcie tu, omówcie szczegóły wyprawy, zaraz wracam..


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







06.03.2014, 18:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#34

Choć myśli mogły wydawać się niewdzięczne, to inne być już nie mogły. Jak wspominane było, szaman rzadko odwiedzał takie miejsca i nigdy nie pojmował, jakimi prawami się rządziły. W końcu jak było widać co karczma to obyczaj i to samo tyczyło się również mentalności danych biesiadników, którzy przeważnie nie byli porządnymi ludźmi. Tu zaś zaczynały się oczywiście schody, bo choć karczmarz i Lavia najwyraźniej byli przesiąknięci takim środowiskiem i wiedzieli jak się w takim poruszać, o tyle Luthien nie. Wychowywał się bowiem w dobrym domu, religijnym, otoczoną gromadą przychylnych sąsiadów, a do pierwszego swojego przybytku, który podchodził pod piwodajnię zaszedł mając dwadzieścia lat. Jak więc można się domyślić chłopak dopiero od kilku lat, przez które samotnie podróżuje, poznaje każdego dnia ciemną stronę medalu ludzkości. Zatem to, co brunetka i Złotozębny uważali za zwykłą przezorność w oczach Luthiena było niepotrzebną farsą i paranoją. Podobnie było z traktowaniem wszystkich jak potencjalnych wrogów. Młody chłopak tego nie rozumiał i było to dla niego dziwne. Nie potrafił sobie bowiem wyobrazić sytuacji w której ludzie chcący pomóc mogliby stać się potencjalnym celem dla ludzi którym pomagają. A przynajmniej jeszcze nie potrafił...
Problem kobiet nie był wiele łatwiejszy...bo nie było to tak, że Lu traktował je jak zło, lecz właściwie bał się, że mógłby taką choć słowem, spojrzeniem urazić. Obawa ta przez lata nabierała na sile, tak, że teraz emanowała swą skrajnością, przeradzając się w niemal schorzenie. Jednakże wracając do zdarzeń bieżących...
Luthien posępnie siedział na taborecie. Brunetka odsunęła się od niego znów odgrywając kawałek małżeńskiej scenki. Nie trzeba dużo mówić, że chłopak poczuł kawałek ulgi, lecz jednocześnie zalała go fala upokorzenia. Sumienie go gryzło, gdyż był oczywiście świadomy, że sprawia kobiecie problem, co było niedopuszczalne, lecz co mógł teraz zrobić Nie panował nad swoimi dziwactwami, z czym mu było w takich właśnie chwilach bardzo źle.
-Dzięki, Panie. - Wymamrotał, kiedy gospodarz zgodził użyczyć lampy na czas wyprawy. Przez chwilę analizował jeszcze, o jakie zioła mógłby chcieć. Choć Luthien spytał się go, nie uzyskał odpowiedzi, lecz prawdopodobnie interesowały go te same zioła co jego samego, a głównie te, które można było używać do potraw. To, że niewiadome było ich płożenie, utrudniało nieco wszystko, jednak jeśli pokazana miała być mapa...Okolice strumyków, potoków, jeziorek, skraje polan żyjące w półcieniu...W takich miejscach istniało prawdopodobieństwa natknięcia się na coś.
-Dzięki...już mi lepiej, Pani. Wybacz. - Mówił, wpatrując się przed siebie w blat stołu i choć naciągnięty miał kaptur, widać było po tej minie zbitego psa, że naprawdę mu przykro, że jest balastem. Chwycił swoją laskę zaczynając ją macać w dłoni. Memłanie czegoś w rękach tanie się chyba już niedługo jakimś tikiem nerwowym.
-I ten...Pani, słusznie byłoby chyba zacząć od wodopoi. Możliwe, że większość ziół by się tam znajdowała i to stworzenie, którego poszukujesz...Wypytywałem o nie. Ponoć jawi się w postaci przerośniętego robactwa i słabością jest ogień.- Dzielił się informacjami, jakie zdobył. Chciał iść za radą Złotozębnego i przedyskutować parę spraw. Była to dobra okazja. Spiął się nieco. Zastanawiał się czy nie ma jeszcze czegoś do powiedzenia.
-Zamieszania Ci przysparzam, a się nie przedstawiłem. Jestem Luthien Tenzari, jednak zwracaj się do mnie, jak uznasz za wygodne.
06.03.2014, 23:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#35

Lavia nie byłaby sobą, jakby nie myślała racjonalnie i nie zachowywała zimnej krwi. Zawsze miała łeb na karku i myślała za dwóch, a nawet i za trzech ludzi. Niektórzy mieli umysł, niektórzy mięśnie, a niektórzy nie mogli się pochwalić żadną z tych rzeczy (nie żeby tu były jakieś insynuacje, skądże znowu!). Lav musiała myśleć szybko , pod presją czasu, bo inaczej mieliby niepotrzebnych ludzi na ogonie, a co gorsza... mogłyby się pojawić niepotrzebne ofiary. Ale te osoby nie zginęłyby z ręki potwora, a kobiety, która bardzo nie lubiła, kiedy wchodziło się jej w paradę. A flaki takich idiotów, którzy śmiali jej przeszkodzić w misji to by z wielką chęcią zobaczyła, ot co!
Lavia nie była w stanie zrozumieć zachowania mężczyzny. Mógłby jej powiedzieć prosto w twarz, ale najwidoczniej nie miał jaj, by to zrobić. Brunetka westchnęła ciężko i spojrzała na pusty już kufel. Z chęcią napiłaby się jeszcze, ale musiała mieć względnie trzeźwy umysł, przecież miała iść do Starego Lasu by powojować, a będąc upitą wiele nie zdziałałaby, dlatego wolała się powstrzymać.
- Dzięki, panie- powiedziała w kierunku karczmarza. Porządny chłop z niego był. Chciał im pomóc, a takie zachowanie się chwali. Potem spojrzała na Luthiena.- Wybacz... źle się trochę zachowałam... wobec ciebie...- Te słowa ledwo co przeszły jej przez gardło, jednakże jakoś je wydusiła i nawet zmusiła się do niemrawego uśmiechu. Miała nadzieję, że przez to mężczyzna przestanie patrzeć na nią jak na złą potworę.- Lavia Rayx.- Przedstawiła się.
08.03.2014, 19:39
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#36

MG

Dagna dała wam zaledwie kilka krótkich chwil na rozmowę - już po chwili dreptała w waszą stronę, niosąc lampę, ale przystanęła w połowie drogi, słysząc głośny syk karczmarza. Najwidoczniej nie chciał on, by nagle tuż przed wami zaczął się gromadzić stos rzeczy potrzebnych do podróży. Czyż nie byłoby to zbyt oczywistym znakiem dla ludzi zgromadzonych w karczmie? Nie chodziło tu nawet o wasze dobro - mężczyzna nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś zauważył, że zaopatruje podróżnych. Inaczej już wkrótce pod jego drzwiami ustawiłaby się kolejka szemranych podróżników, chcących wycisnąć z niego jak najwięcej.
Dziewczyna szybko zawróciła i pobiegła do ojca, który po chwili do was wrócił, a w jego uśmiechu czaił się uśmiech.

-Niestety, nie mamy już pstrąga w sosie koperkowym, przykro mi. - rzekł do was głośno, rozkładając szeroko ręce w geście "nic z tego nie będzie". Konspira pełną gębą. Pochylił się do was, niby chcąc ustalić z wami szczegóły ponownego zamówienia, po czym rzekł cicho:
- Przygotowałem wam wszystko na drogę. Dagna będzie czekała na was za karczmą, aby przekazać wam rzeczy. Macie tam bukłak z wodą, jedzenie, mapę, kilka drobiazgów, które dorzuciłem od siebie oraz listę ziół, które chciałbym, abyście dla mnie zebrali. - oznajmił wam, po czym zamyślił się, stukając palcami o blat stołu. - To chyba wszystko, co mogę dla was zrobić. Jeśli tego potrzebujecie, posiedźcie tu jeszcze chwilę. Jeśli jednak nie jest to konieczne, udajcie się już w drogę, gdyż z każdą chwilą bliżej jest końca dnia.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







09.03.2014, 21:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#37

Choć kobieta również chciała przeprosić za swoje złe zachowanie, to jednak jej mimika twarzy mówiła całkiem co innego. Luthiena aż coś w duszy zabolało go to dostrzegł, a była to świadomość tego, że jej zawodził. Nawet nie wiedział jak za to przeprosić, bo jeśli by teraz zaczął się przed nią kajać, to przysporzyłby jedynie nowych problemów. Sapnął sobie smętnie, po czym nerwowo machając przecząco głową zapewnił:
-Niepotrzebnie...Pani. - Bardzo uwłaszczające było dla niego to, że kobieta zmuszała się, by z grzeczności przepraszać, choć serce jej i mordercze spojrzenie sugerowały całkiem inne rozwiązanie sprawy. Biedny Lu, przez to wszystko umartwiał się jeszcze bardziej.
Kiedy karczmarz przybył i odegrał kolejną scenkę, szaman jedynie skinął porozumiewawczo głową naciągając przy tym kaptur jeszcze bardziej. Chwycił swoją laskę, na której czaszy zadudniły uderzające o siebie kości drobnych zwierząt. Wstał powoli, poprawiając torby kryjące się pod peleryną, po czym odsunął swój taboret, robiąc swej pani – Lavi – więcej miejsca na wyjście. Dreptał następnie za nią ponuro w bezpiecznej dla swojego komfortu psychicznego odległości, gdy zbliżała się do drzwi, przyśpieszył kroku, obszedł ją nieco niezgrabnie dookoła prawie się przy tym potykając, by uchylić jej wrota i puścić przodem.
-P-prosze. - Wyjąkał. Och, nie musiał nawet grać, by wyjść na męski podnóżek Lavii. Smutne.
Kiedy znaleźli się na świeżym powietrzu od razu zrobiło mu się lepiej, widocznie się rozluźnił jednak wciąż baczył na odległość między nim a kobietą. Zasługiwała bowiem na lepsze towarzystwo, niżeli jego, jak również obawiał się swoich niegodnych, pożądliwych myśli, których wstydził się strasznie. Brunetka bowiem póki się nie odzywała wydawała się wyjątkowo urodziła, z tego powodu Luthien wolał podążać za nią obserwując jej posturę od tyłu, która przez odzienie wydawała się bardziej męska.
W każdym razie pomijając te dygresje, jeśli kobieta prowadziła na tyły karczmy, szaman podążał za nią. Gdy znaleźli się w punkcie zaopatrzenia, zaoferował się:
-Ja to wszystko poniosę. - Odrzucił pledy skórzanej peleryny na plecy, odsłaniając cały swój podróżniczy arsenał torb. Trzeba było przyznać, że tragażować to miał w czym. Jego ciało przez te lata przyzwyczaiło się do takiego ładunku zatem kilka rzeczy więcej nie robiło Luthienowi jakiejś większej różnicy. Przyjmował więc prowiant przyglądając się mu dokładniej, w co też karczmarz ich wyposażył, sprawdził czy bukłak jest wystarczająco dobrze zakręcony, a następnie zapakował wszystko do dużej torby, jaką nosił na ramieniu. Tam też wylądowało wszystko, co było ponadto (jeśli w ogóle coś jeszcze było). Wśród kilku drobiazgów spodziewał się obiecanego zapasu nafty, który również sprawdził pod kątem szczelności, a następnie złożył do mniejszej torby przy pasie wraz z listą ziół, którą uprzednio się przyjrzał dokładniej. Lampę przewlekł przez laskę, którą teraz trzymał w poziomie. Było to chwilowe rozwiązanie. Potrzebował bowiem jeszcze wolnej ręki do poprawienia peleryny. Wszystko to wykonywał w ciszy. Mapy nie pakował, zresztą zapewne przez ten cały czas, w którym on zajmował się zaopatrzeniem Lavia ją studiowała.
-I jak, gdzie się pierwej kierujemy, panno Lavio? W rejony z jakimiś wodopojami czy te...jaskinie? - Spytał, wpatrując się w dal, po czym przeniósł na chwilkę wzrok na jej twarz, by po dostrzeżeniu jej oczu zarumienić się znaczniej i znów wpatrywać się w dal. Zapowiadała się długa podróż. Jeśli Lavia wskazała drogę, szedł za nią żwawo. Jeśli zaś miała problem z mapą, przejąłby ją niezdarnie i ocenił, którędy byłoby najszybciej wędrować, by osiągnąć cel. Co jak co, jak na mola kartograficznego na czytaniu ich znał się zacnie.
10.03.2014, 18:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#38

Ona naprawdę chciała go przeprosić! Tylko że jej takie słowa z wielkim trudem przez gardło przechodzi. Mężczyzna powinien w ogóle docenić fakt, że udało się jej to wyksztusić z siebie, jak na Lavię to był wielki wyczyn. Gdzieś bardzo głęboko, gdzieś w czeluściach jej duszy, naprawdę żałowała swojego zachowania wobec Luthiena, więc poniekąd słowa, które wypowiedziała, były prawdziwe.
- Jeżeli tak twierdzisz, niech ci będzie.- Lav wzruszyła jedynie ramionami, nie zastanawiając się nad tym, co teraz mężczyzna przez nią przeżywał. Ale skąd miałaby niby wiedzieć? Nie jest jasnowidzem, nie wie jakie ma podejście do kobiet. Jednakże pewne było to, że mężczyzna niepotrzebnie się umartwiał.- I proszę, nie mówi mi per „pani”. Czuję się wtedy staro…- powiedziała w jego kierunku, ale w głosie kobiety nie było słychać urazy, bo po prostu jej nie miała w sobie.
Lavia była bardzo zaskoczona postawą karczmarza, który był bardzo skory do pomocy tak naprawdę dwójce całkiem obcych sobie ludzi, którzy w jego knajpie mięsopust na dodatek uprawiali. Jednakże coś go skłoniło do decyzji i wsparcia naszej uroczej parki i zapewnie był to teatrzyk, który urządziła Lav, by pozbyć się potencjalnych napastników, co by poszli za nimi do Starego Lasu. Wstając z krzesła spojrzała przelotnie na karczmarza i przytaknęła głową, dziękując mu w ten sposób za okazaną troskę i chęć pomocy.
Lavia już miała otworzyć drzwi, kiedy to niezdarnie Luthien ją w tym wyręczył. Był to miły i szarmancki gest z jego strony, jednakże zupełnie niedoceniony przez kobietę. Uniosła jednak kącik ust, by mu podziękować i poszła za karczmę, gdzie miały na nich czekać rzeczy potrzebne na wyprawę. Prowiant, mapa, latarnia. Chciała część tych rzeczy wziąć, ale Lu stwierdził, że sobie poradzi i na swoje barki wziął cały sprzęt. Okej, chociaż ona nie będzie musiała sobie krzywić kręgosłupa.
- Jestem za tym, żeby najpierw rozejrzeć się za wodopojami. Kto wie, może uda nam się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu- powiedziała chłodno i spojrzała na mapę. Znała się troszkę, więc oddawać jej zamiaru nie miała.- No to idziemy!- rozkazała i ruszyła przodem
10.03.2014, 22:29
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#39

MG

Karczmarz przyglądał się waszej dwójce, gdy opuszczaliście jego przybytek. Jego mina niewiele wam mówiła, ale spojrzenie mężczyzny było dość ponure, gdy śledził waszą drogę do wyjścia. Nie tylko on to robił - kilku klientów również się wam przyglądało. I nie wszyscy wyglądali na porządnych obywateli...
Dagna czekała na was za karczmą, tak, jak to było powiedziane. Wyglądała na lekko zdezorientowaną. Jej ojciec był dobrym człowiekiem, ale rzadko pomagał podróżnym w aż taki sposób, zazwyczaj był bardziej nieufny, a teraz nagle daje komuś całkiem cenne rzeczy... Ale Dagna nie pytała. Jej ojciec miał swoje sekrety i musiała to uszanować. Kto wie, może właśnie jest pomocnicą w jakimś ważnym wydarzeniu...?
Ah, ta bogata wyobraźnia.
Dziewczyna każdą przekazywaną wam rzecz obdarzała krótkim komentarzem, a na końcu wręczyła wam również spis ziół. W ostatecznym rozrachunku całkiem dobrze wyszliście na znajomości z karczmarzem. Dostaliście od niego:

- Lampę oraz jeden, całkiem spory żołądek jakiegoś zwierzęcia, który przechowywał naftę
- Dwa bukłaki wody ( średniej wielkości )
- Suchy prowiant ( bochenek chleba, idealny dla dwojga kawałek wędzonego łososia, cztery jabłka, trzy kartofle, dwie garście ożyn, kawałek jakiegoś mięsa, prawdopodobnie z kury )
- Lina ( 2 metry )
- Materiał lniany średniej wielkości
- Pleciony kosz na zioła
- Stary koc

Oraz zamówienie na:

- liście Brassy
- Ard
- Ożyny ( w jak największej ilości )
- trzony Barbando
- Purmoran i Wyrę, aczkolwiek niekoniecznie

Cóż, jak widać mężczyzna naprawdę przejął się waszym losem i postanowił całkiem ładnie obdarować, aby wasza podróż była jak najłatwiejsza.
-Idźcie tą drogą w stronę lasu, jest najprostsza i najszybsza. - poradziła wam, po czym podeszła do Luthiena i pocałowała go w oba policzki. Lu, taki rozchwytywany.. Dagna najwyraźniej się speszyła swoim zachowaniem i uciekła szybko do karczmu, zaś wy postanowiliście w końcu ruszyć drogę - Luthien jak zawsze rozmarzony, Lavia zaś czujna i gotowa odeprzeć każdy atak. Pogoda była ładna, ptaszki śpiewały, a wy podążaliście drogą ku przygodzie, gdy nagle spomiędzy zarośli po waszej prawej stronie dało się słyszeć cichy gwizd...


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







13.03.2014, 09:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"
#40

Lutien patrzył na te rozmaite rzeczy. Nie wszystkie udało mu się upchnąć w dużej torbie tak, jak planował. Mruknął więc pod nosem niezadowolony, lecz już po chwili zabrał się za działanie. Zsunął z głowy kaptur i przesunął swoją pelerynę na prawo, tak, aby miejsce jej rozchylenia nie znajdowało się na klatce piersiowej, tylko na prawym ramieniu umożliwiając mu swobodne ruchy ręką. Koc zrulował w wałek, a następnie jego końce obwiązał po kilkakroć liną, którą następnie przełożył przez głowę oraz pod prawym ramieniem, tak jakby to była szarfa. W ten sposób powstał gustowny, wygodny w transporcie prowizoryczny plecak. Co do koszyka...posłał w jego kierunku wątpliwe spojrzenie. Sam przeważnie nie używał żadnego, gdyż po prostu był nieporęczny, zwłaszcza gdy stawał się cięższy i trzeba było go nieść przez dłuższy kawał drogi. Praktykował bardziej upychanie ich do lnianych mieszków, które miał przy pasie lub do torby, a te świeże, w większej ilości owijał w płótno i tworzył z nich prowizoryczny ładunek. Było to o wiele praktyczniejsze i wygodniejsze rozwiązanie, tylko teraz...jak tu odmówić? Czy ta dama się nie obrazi? Urazi? Rozpłacze się? Czy takie zachowanie było taktowne? Chyba nie...jednak...O rety.
-Dziękuję pani, lecz...ten koszyczek jest zbędny. Dziękuję jednak jeszcze raz za hojność. - Wystrzelił, zginając się sztywno w pół w geście głębokiej pokory. Po czym wycofał powoli mając przy tym widocznie rozkojarzone spojrzenie. Potrzebował na nowo jakiejś przyziemnej myśli, której mógłby się uczepić i uspokoić dlatego zainteresował się mapą i tym, co też Lavia z niej wyczytała. Nie minęła jednak chwila...a Dagna musiała zbliżyć się i ucałować w poliki Luthiena. Oczywiście, gdy ten zorientował się co właściwie zaszło – poczerwieniał i spięty odwrócił się tyłem do wszystkich. Pomrugał powiekami, upewniając się, że to nie była jego wyobraźnia, co jeszcze utwierdził ukradkowym spojrzeniem na zadowoloną z siebie Dagne. Ach. Czymże sobie zasłużył na taki gest!? Już chciał wygłaszać mowę, jak to, taka urodziwa kobieta, jaką była córą karczmarza zachowała takie...czułości dla kogoś godniejszego, jednak w głębi duszy prócz powierzchniowego zażenowania kotłowała się w nim radość. Był prawie jak rycerz pozdrawiany przez arystokratyczną damę przed niebezpieczną podróżą. Jakie to było szczęście i przekleństwo zarazem. Co on bowiem, jak wróci z pustymi rękoma, pokonany lub nie wróci wcale? Zalał go zimny pot.
Następnie zaczął się przemieszczać w danym kierunku w jednej ręce trzymając lampę, a w drugiej wymachując laską. Pomachał jeszcze Dagnie na pożegnanie nieco niezdarnie.I odszedł prowadzony przez Lavię. Karczma po pewnym czasie znikła mu z oczu.

Gracz opuścił wątek
15.03.2014, 20:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna