Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#1

Zwykła, typowa gospoda jakich wiele na całym świecie. Położona wzdłuż głównej ulicy miasta, niemalże tuż przy samej bramie wejściowej. Nie w sposób zauważyć tego obszernego, drewnianego budynku krytego strzechą. Posiada dwa piętra, kilka pokoi i salę biesiadną, gdzie płonie rożen, wokół którego ustawione są ławy. Między nimi lawirują młode dziewki podające strawę głodnym biesiadnikom. Miejsce to nie cieszy się wielkim uznaniem i jest raczej przeznaczone dla biedniejszej części mieszkańców. Często można tu spotkać różnych szemranych typów, jak najemników lub handlarzy nielegalnym towarem. Przybytek prowadzi niski, gruby człowieczek o parszywym charakterze, ale gołębim sercu - Trian, lecz wszyscy mówią na niego Tysio. Za drobną opłatą można sięgnąć u niego po informacje.

***

Opuściwszy Lothiel skierował się ku handlowemu miasto. Niezbyt wielkiej miejscowości będącej raczej przyczółkiem aniżeli prawdziwym miastem. O ile dobrze się orientował ze znajomości map i słów zawartych w księdze ojca, Stara Uczelnia znajdowała się na północ od tamtego miejsca. Minąwszy mury miejskie szedł traktem bez pośpiechu. Powoli Lothiel zmniejszało się aż w końcu całkowicie zniknęło za jego plecami kryjąc się poza linią horyzontu. Nie potrzebował snu ani jedzenia. Wystarczała mu tylko energia życiowa. Oczywiście i ta się jednak kiedyś wyczerpywała, a jej brak sprawiał, że czół głód. Palący głód życia.

Tak się złożyło, że w pewnym momencie swej podróży natknął się na farmę. Drewnianą chałupę stojącą pośrodku pola pszenicy lub też innego zboża. Mało go to interesowało. Oblizawszy wargi ruszył polną ścieżką w tamtym kierunku. Na ganku siedziała jakaś starsza kobieta i niemowlę. Mężczyzna pracował w oddali odwrócony plecami. Isiri uśmiechnął się w duchu. Niemowlę. Bardzo dobrze. Im młodsza ofiara, tym więcej energii życiowej. Poczuł mrowienie przechodzące po skórze na myśl o posiłku.

Kobieta widząc go przytuliła mocniej do piersi dziecko.

- W czym mogę pomóc, nieznajomy? – spytała bez lęku w głosie. Żyła tu już tyle lat i nikt nigdy nie zrobił jej niczego złego, więc czemu miałaby się obawiać? Na dodatek takiego chuderlaka jak ten nieznajomy. Pewnie nawet nie utrzymałby porządnie miecza, nie mówiąc o zamachnięciu się nim. Obrzuciła Isiriego badawczym spojrzeniem, a kiedy zatrzymała wzrok na czerwonych oczach mężczyzny, zlękła się nieco.

Isiri uśmiechnął się do kobiety delikatnie, wręcz wesoło i przyjaźnie.
- Droga kobieto – powiedział łagodnie – Czy pomogłabyś strudzonemu podróżnikowi dając mu coś do jedzenia? – Sięgnął od razu w stronę mieszka wypchanego walutą – Naturalnie za wszystko zapłacę.

- Trza było tak mówić od razu, dobry Panie – odparła staruszka wstając i wchodząc do chaty – Wejdź że Panie i poczekaj.

Isiri zrobił to z nieukrywaną wdzięcznością. Gdy kobieta poszła do kuchni on zamknął cicho drzwi i zerknął przez okno. Mężczyzna nawet nie zauważył jego przybycia. Tak zajęty był oraniem pola.

Wolnym krokiem wszedł do kuchni. Kobieta położyła malca w kołysce w sąsiedniej izbie biorąc się za krojenie chleba i mieszanie jakieś papki w drewnianej misce. Odwróciwszy się prawie uderzyła o głową z Isiri, który zaszedł ją od tyłu. Podskoczyła przestrażona wypuściwszy miskę.

- Na bogów! – zakrzyknęła śmiejąc się – Nie strasz mnie tak Panie – Schyliła się, aby podnieść naczynie, kiedy właśnie w tym samym momencie Isiri dotknął jej głowy. Wszystko trwało ledwo parę chwil. Dotyk, błyskawiczny cios sztyletem w gardło i bez jednego jęknięcia staruszka upadła bez życia na podłogę.

Isiri umoczył palec we krwi kobiety i oblizał. Cmoknął smakując. Splunął z obrzydzeniem.

- Paskudztwo – mruknął i podszedł do kołyski z malcem. Wcześniej wziął drewniany kubek ze stołu. Bez żadnych zahamowań położył dłoń na główce płaczącego malca i pochłonął jego energię życiową. Siły na nowo wypełniły ciało Pożeracza. Poruszył powoli głową rozluźniając mięśnie karku.

- Od razu lepiej – szepnął i poderżnął gardło niemowlaka, przystawiając do rany kubek, który powoli wypełnił się krwią. Wypił ją ze smakiem, a kiedy skończył odrzucił kubek. Westchnął ze nużeniem. Wypadałoby pozbyć się dowodów.

Dostrzegł kominek. Wyjął z niego płonący kawałek drewna i rzucił w stronę drewnianych krzeseł oraz stołu. Długo nie trzeba było czekać na efekty. Płomienie jak pasożyt pochłonęły większą część ściany, a ogniste jęzory szalały plując żarem. Bocznymi drzwiami wyszedł z płonącej chaty i uciekł słysząc za sobą żałosny krzyk mężczyzny.

- Oj, biedaczek – zaśmiał się pod nosem.

Kontynuował drogę. W końcu dotarł do Miasta Handlowego. Minąwszy bramę od razu dostrzegł gospodę z szyldem w kształcie końskiej podkowy. Cóż za oryginalność – pomyślał uszczypliwie, ale wszedł do środka. Musiał odpocząć i spytać czy rzeczywiście idzie w dobrym kierunku. Będąc wewnątrz od razu uderzył go ciężki zapach mięsiwa, piwa i tłuszczu. Pod ścianami i na ławach leżeli nieprzytomni lub prawie uwaleni w trzy bele pijaczki. Prychnął z pogardą i nie zwracając na nich uwagi usiadł przy ladzie, za którą stał niski mężczyzna – właściciel. Przeczyszczał szklankę mając wykałaczkę w zębach.

- W czym pomóc? – spytał ilustrując Isiriego dokładnym wzrokiem. Nie wyglądał źle. Pewnie jakiś przy kasie. Po tej konkluzji od razu się ożywił – Witam w mym przybytku. Lepszych cen nie znajdzie pan w całym mieście, zapewniam.

- Oszczędź sobie – rzucił chłodnym tonem machnąwszy lekceważąco dłonią – Chcę informacji.

Mężczyzna wyszczerzył się ukazując zepsute zęby, a właściwie to co po nich zostało.

- Słucham więc twych pytań, Panie, aczkolwiek – Potarł palcami w charakterystyczny sposób – Najpierw zapłata. Jedna odpowiedź, dziesięć klejnocików.

- Zmierzam w stronę Starej Uczelni – rzekł wykładając na ladę żądaną kwotę – Jak do niej daleko?

- Oh, niedaleko, zapewniam – odpowiedział karczmarz zgarniając jednym ruchem wszystko do kieszeni obszernych spodni – Parę godzin drogi na północ.

- Doskonale – odrzekł Isiri i odprawił grubasa ruchem ręki. Posiedzi tu trochę i ruszy dalej. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Materiału na drugie danie to tu raczej nie było…
11.03.2013, 01:15
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#2

Po nieudanej próbie znalezienia jakiegoś opłacalnego zajęcia Malcolm postanowił pójść do jakiejś karczmy, by dowiedzieć się czy w ogóle w mieście ktoś potrzebuje rak do pracy. Nie miał bowiem zamiaru chodzić po całym mieście i dopiero na końcu zorientować się, że było to bezcelowe. Jedynym miejscem, w którym można było się dowiedzieć dosłownie wszystkiego o Lothil była gospoda "Pod Złotą Podkową". Młody czarodziej nie chciał przebywać w takich miejscach, gdyż szczerze gardził ludźmi tak przekupnymi jak właściciel tawerny. Gdy w końcu dotarł na miejsce z nieskrywaną niechęcią wkroczył do pachnącego piwem i potem budynku, oświetlanego kilkoma lampami i nikłym blaskiem paleniska. Było tu jednak ciepło i mimo zaduchu po chwili można było stwierdzić, że jest nawet przytulnie, gdyby tylko nie pijacy ledwo trzymający się na ławkach, bądź leżący już na ziemi. Gdy wkroczył do wnętrza gospody Malcolm wzdrygnął się, czując jakieś tajemnicze zimno. Wiedział, że nie była to naturalna zmiana temperatury więc rozejrzał się po sali i szybko odkrył źródło owego uczucia. Przy ladzie siedział jakiś szczupły mężczyzna, którego wygląd wyraźnie świadczył jakim rodzajem magii się posługuje. Młody mag postanowił usiąśc jak najdalej od tego człowieka, gdyż nie chciał mieć nic do czynienia z takimi typami. Karczmarz widząc go uśmiechnął się i spytał:
-Cóż podać młodzieńcze? A może przyszedłeś tu w innym celu?- swą wypowiedź zakończył drażniącym uśmieszkiem, który zdenerwował Malcolma.

- Nie potrzebuje niczego co tu podajesz. Przybyłem tu tylko i wyłącznie po informacje.- odparł stanowczym głosem. Krągłemu mężczyźnie nie przypadło do gustu wypowiedzenie tamtego, lecz widząc mieszek nie stroił żadnych fochów i zrobił minę wyrażającą to, że chce wiedzieć coś więcej o rodzaju poszukiwanych informacji.

-Czy aby nie słyszałeś by w okolicy ktoś potrzebował rąk do pracy? Może to być obojętnie jaka praca, byle by można było zarobić.- spytał Malcolm.

-Jakoś nie pamiętam...- oberżysta potarł symbolicznie palce dając do zrozumienia, że czeka na zachętę. Średnio zadowolony mag rzucił na ladę 10 klejnotów.

-Tak lepiej- ozwał się- Przykro mi, ale w całym Lothil panuje mały kryzys i wątpię, by ktoś zechciał Cię zatrudnić- mówiąc to szybko zgarnął klejnoty do kieszeni, jakby bał się, że nieznajomy rozmyśli się co do zapłaty.

Malcolm nic nie odparł i postanowił, że zaczeka tutaj jeszcze parę minut w razie gdyby przybył ktoś ciekawy.
12.03.2013, 17:45
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#3

Pojawienie się kolejnej osoby zapewne nie przykułoby uwagi Isiriego, ba, jest to pewne, iż nawet nie zareagowałby w żaden sposób. Jednak wraz z przyjściem mężczyzny Pożeracz poczuł magię. Delikatne jej drgania rozchodzące się w powietrzu, będące niczym cicha muzyka. Oczywistym więc, było że miał doczynienia z kimś posługującym się magią. Zerknął w tamtym kierunku odszukując wzrokiem mężczyznę. Przez moment mu się przyglądał badawczym wzrokiem. Miał nawet ochotę nieco się…pożywić, lecz zrezygnował z tego pomysłu. Zbyt wielu świadków, no i zapewne nie obeszłoby się bez walki, a nie może marnować sił. Wstał i bez słowa opuścił gospodę. Teraz tylko wystarczyło dotrzeć do Starej Uczelni.
13.03.2013, 17:04
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#4

Malcolm po kilkunastu minutach bezczynnego siedzenia postanowił udać się w dalszą drogą, jego następnym celem będzie Grimssdel, gdzie ma zamiar znaleźć jakąś pracę i być może nauczyć się paru rzeczy u miejscowej wiedźmy. Kto wie? Nie namyślając się dłużej szepnął coś na pożegnanie karczmarzowi i wyszedł na dwór zmierzając w stronę bramy miasta.
Gracz opuścił wątek
13.03.2013, 20:26
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#5

Walka o przetrwanie trwała codziennie. Czy to w mrocznych lasach, ponurych mokradłach, czy niewielkich mieścinach. Każdy musiał coś robić by żyć, a niektórzy byli w swym fachu całkiem sprawni. Zwłaszcza osoby taki jak szczupły brunet, który trudnił się " umniejszaniem trudu " innych, zwłaszcza ciężaru ich sakiewek. A gdzie mógł lepiej dopracować niż w mieście handlowym ?
Po dotarciu na miejsce, od razu skierował się w stronę gospody, która witała podróżnych tuż za bramą. Wkroczył lekko do wnętrza, obdarzając obecnych pogodnym uśmiechem na przywitanie i kierując się do lady, przy której zasiadł.
- Jak miło znowu się tu znaleźć ! - zawołał radośnie, obracając się i rozglądając po lokalu. - Jak się wiedzie ? - zagadnął do gospodarza.- Jak interes, jak tam w mieście ?
02.04.2013, 13:48
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#6

Wiosna dawała oznaki życia. Pogoda z każdym dniem polepszała się, a śnieg powoli znikał, tworząc kałuże. Jak zwykle niczym nie przejmujący się Jin powoli spacerował po mieście. Znudzony obecną sytuacją postanowił odwiedzić pobliską karczmę. Może tam się coś dzieje? Pomyślał i ruszył żwawo. Zaledwie stojąc chwilę przed drzwiami usłyszał donośne śmiechy, zabawy a w powietrzu czuć było radość. Nie zwlekając otworzył drzwi, a do karczmy wdarł się mały powiew. Szybko zamknąwszy drzwi, chłopak podszedł do lady, usiadł na jednym z krzeseł i poprosił o wykwintną strawę oraz standardowo piwo. Chcąc trochę porozmawiać chłopak zagadał do barmana. Co tam, Jak się żyje?
02.04.2013, 14:10
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#7

Chłodny powiew wywołał dreszcz u szczupłego młodzieńca. Energicznie obrócił się w stronę wejścia, skąd nadchodził kolejny gość gospody. Nieznajomy, podobnie jak Seven, zajął miejsce przy ladzie i zamówił posiłek.
- O, witam - zagadnął przyjacielsko. - Widzę, że mróz na zewnątrz przyprowadza tu coraz więcej twarzy. Jak się żyje, długa droga za, bądź przed waćpanem ? - głos jego był przeciętnej barwy, lecz czysty. Mówił żywo i energicznie, a witając nowo przybyłego rozłożył ramiona na boki w powitalnym geście.
02.04.2013, 14:23
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#8

Po krótkiej rozmowie z barmanem chłopak już miał się zabrać za konsumpcję, gdy przemówił do niego czysty, energiczny i wesoły głos. O, witam, Widzę, że mróz na zewnątrz przyprowadza tu coraz więcej twarzy. Jak się żyje, długa droga za, bądź przed waćpanem? Chłopak spojrzał się na nieznajomego, nie wyczuwał żadnych negatywnych emocji, a wręcz przeciwnie. Jin popatrzył jeszcze chwilę na bruneta i odpowiedział dziarskim, miłym tonem Cześć! Właściwie to trochę się błąkałem po mieście, nuda mi doskwierała, więc postanowiłem odwiedzić karczmę. A po chwili dodał: A co słychać u Jego Mościa? I zaczął konsumować kurczaka, popijając piwem, lecz co chwilę zerkając na przybysza.
02.04.2013, 14:49
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#9

Uśmiechnął się wesoło, skłonił w pas i wykonując taneczny wręcz obrót, zmierzył bliżej środka gospody.
- Niby łowca dzielny pustkowia przemierzałem, brnąłem bagnem, w lesie spałem ! - recytował żwawo i dźwięcznie. - By świtem patrzeć na morze, gdy w dalszą drogę ruszałem, aż przyjemność znaleźć się tu miałem - w jednej chwili począł mówić spokojnie, płynnie, jak poeta wygłaszający wzniosły poemat. - Tako w skrócie, mógł bym rzec, znalazłem się tutaj, gdzie ludzie, zabawa i ciepły piec - ostatnie słowa wypowiedział obracają się powoli i kierując je do wszystkich zebranych, ostatecznie skłaniając się gospodarzowi. Widać było na pierwszy rzut oka, iż ten młodzieniec niejednokrotnie przemawiał i występował przed ludźmi, nie brakowało mu śmiałości i otwartości, ani śladu w nim wahania podczas pokazu. Odetchnął głębiej i na powrót podszedł do lady.
- Coś takiego - rzucił żartobliwie, uśmiechając się szeroko i chichocząc wesoło.
02.04.2013, 15:31
Przeczytaj Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"
#10

Chłopak wpatrywał się w tancerza i z podziwieniem głośno klaskał, widać naprawdę spodobał mu się występ nieznajomego. Widzę że humoru Ci nie brak, a i otwarty jesteś! Jestem Jin! Siadaj! Napijmy się. Po krótkiej wypowiedzi zwrócił się do barmana. Poproszę coś mocnego, dla dwóch osób! Po czym szybkim gestem zaprosił bruneta do krzesła obok.
02.04.2013, 15:41
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna