Gospoda "Pod Złotą Podkową"

STRAŻNIK
Miejsce: Gospoda "Pod Złotą Podkową"
Pogoda: Ciepły klimat, gra delikatnie muzyka, gdzieniegdzie rozpoczynają się "poranne rozmowy"



prawy zaczęły się powoli komplikować. Strażnicy widząc jak pewien jegomość na kolanach, drżącym i zapłakanym głosem przyznaje się do winy i daje innym nieco światła na całe te zajście postanowili podnieść go na nogi. Jeden z nich wziął go za fraki i przywiązał ręce liną, aby jegomość nie miał jakiś większych możliwości stawiania oporu. Drugi strażnik zaś obserwował ludzi w gospodzie mając w głowie chytry i najwyraźniej najwyraźniej zbyt przeciętny plan aby wszyscy mogli go zrozumieć. Jeden z aktualnie znajdujących tu osób nawet ukazał swoją dezaprobatę a pro po aktualnego zajścia. Widząc to strażnicy jedynie spojrzeli na siebie i w głowie mieli soczystego, ale to naprawdę soczystego facepalm'a. Podnieśli jednak tylko brwi i narazie nie odezwali się do nieznajomego ani słowem tymczasowo go ignorując. Reszta ludzi jednakże nie odwracała wzroku od Fargrima zjadając go wzrokiem. Oni widzieli, że w tym mieście nie kwestionuje się słów strażników, ani także ich poczynań. Nie wiem czy nasz mol książkowy zauważył ale w mieście handlowym przestępczość jest naprawdę na niskim poziomie, właśnie dzięki aktualnej służbie porządkowej.

Tymczasem u naszego Artemisa nie zmieniło się za wiele. Póki co siedział cicho, rozmawiając jedynie z właścicielem gospody. Ten widząc co się dzieje odpowiedział dość szybko na pytanie kolegi: - Szczerze mówiąc, jednakże mogę się domyślić że to ta dziewczyna o której mówią. Wierz mi, jeśli ona wszystko pamięta to jesteś w czarnej dupie, to była córka... - I tutaj przerwał gdy zauważył wzrok strażnika który przyglądał się w tamtą stronę. Już miał wyjmować miecz i ruszyć w stronę gderającej dwójki gdy nagle... Stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Artemis Revo się przyznał, odnalazł się. Strażnicy uśmiechnęli się jednak tajemniczo tak, jakby mieli to w planie. W tym samym czasie dwójka dosyć rosłych mężczyzn wstała od stołu i stanęła po lewej i prawej stronie Akolity. Najwyraźniej pracowali jako tajniaki czekając jedynie na moment gdy będą mogli wkroczyć. W tym czasie jeden ze strażników przemówił: - Proszę proszę... Ładnie z Twojej strony, że zaoszczędziłeś nam kłopotu. Dobrze, bardzo dobrze. A teraz pójdziesz z nami czy tego chcesz czy nie. I nie radzę się wyrywać. Jeśli będziesz stawiał opór lub zobaczymy coś podejrzanego... Zginiesz od razu. Za to co zrobiłeś i tak czeka Cię śmierć, pytanie brzmi czy bezbolesna bądź hmmm... Mniej przyjemna. - Tu urwał, a dwójka strażników którzy znajdowali się najbliżej Revo ruszyła w jego stronę aby związać mu ręce. Niemal w tej chwili strażnik wrócił wzrokiem do krzykacza sprzed paru chwil aby dopowiedzieć jedną kwestię: - Pan też pójdzie z nami. Spokojnie, Pana nie zwiążemy. Chcę wyjaśnić z Panem pewną sprawę. - Po czym czekał na reakcję Akolitów mając nadzieje, że obejdzie się bez bardziej brutalnych metod przekonywania ludzi do swojego zdania.

(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2017, 02:52 przez Daniel.)



Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






04.11.2017, 02:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"

Dwójki dodatkowych drabów się nie spodziewał. To odrobinę komplikowało całą sytuację, jednak nie sprawiało, że była ona w jakikolwiek sposób gorsza od poprzedniej. Ktokolwiek nasłał na niego tych idiotów musiał być dość wpływowy, a z takimi ludźmi zawsze warto się zapoznawać. W ten bądź inny sposób.
Co jak co ale wolał nowe znajomości zawierać nie jako więzień, a jako wolny człowiek. A bycie skrępowanym, nieważne w jaki sposób zawsze stawiało człowieka w gorszej pozycji, a to było ostatnie czego teraz potrzebował. Przynajmniej dowódca tej "bandy" strażników od razu się ujawnił. Tylko on cokolwiek mówił więc wiadomym było, że on jest tu mózgiem operacji. Dobrze.
- Przyjacielu - powiedział, posyłając w stronę "głównego" strażnika falę mocy. Uczucie ufności powoli narastało w umyśle niczego niespodziewającego się mężczyzny. - Nie ma potrzeby mnie wiązać. Nie po to sam się do was zgłosiłem, żeby próbować teraz uciekać. Pójdę bez oporu gdziekolwiek będziecie chcieli mnie zaprowadzić. - Artemis spojrzał po wszystkich strażnikach - tych umundurowanych jak i tajniaków - po czym dodał - Poza tym sądzę, że nawet jeśli próbowałbym uciec nie miałbym na to zbyt wielkich szans.
Jedyne co w obecnej sytuacji nie pasowało Ognikowi - poza oczywistymi problemami ze strażą - był ten krzykacz, który miał iść z nimi. Kolejna zmienna, o którą obecnie musiał się martwić. Jakby mało miał zabawy z tymi tępymi osiłkami.
06.11.2017, 18:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Gospoda "Pod Złotą Podkową"

Fargrima nie obchodził żaden kryminalista za którym uganiała się miejscowa straż miejska. Nie miał zamiaru pod przymusem współpracować ani z nim ani z lokalnym wydziałem władzy. Ten kto zawinił miał otrzymać swą karę i Ben nawet nie myślał o tym by patrzeć jak jest batożony za pijaństwo lub wieszany za morderstwo. Nie chciał widzieć go więcej na oczy, niezależnie od jego przewinień i wyroków na niego rzuconych. Przyszedł tu wymienić księgi, nie oglądać się za śmierdzącymi, brudnymi pacanami, którzy nawet własnego chodu nie potrafią utrzymać prosto. Ludzie tacy jak Ben Fargrim(według Bena Fargrima oczywiście) powinni żyć ponad prawem marnych śmiertelników dla których książka jest czymś niezwykłym i tajemniczym. On, jako stwórca owych pięknych ksiąg, jako dzielny skryba piszący dzieje tego świata powinien być darzony szacunkiem, nie oblewany piwskiem. Straż powinna się przed nim kłaniać, a nie kazać mu iść z nimi niczym jeden z tych obleśnych obijmord.
Na szczęście nie zanosiło się na to, by strażnicy zwrócili się do niego w sprawie złamanego prawa, a na pewno nie złamanego przez niego. Akolita cieszył się z tego, choć było to szczęście w nieszczęściu. Był w trakcie śniadania, a do tego plama na jego koszuli wciąż istniała! Nie była może oszałamiająco widoczna, ale wprawne oko na pewno ją zauważy a wprawny nos poczuje. Skoro mag potrafił ją zauważyć to i pewnie przeciętny mieszkaniec też będzie w stanie, nawet jeśli jest nieco ograniczony umysłowo! Brr, sama myśl kłuła boleśnie serce Fargrima. Wyboru jednak zbyt dużego nie miał, bo opór przed autorytetem był rzeczą którą na którą nawet ci dwaj złapani idioci się nie odważyli.
Jaką sprawę? — Dopytał się podejrzliwie, posłusznie wstając. Śmierdziało mu to... właściwie to śmierdziało mu to dokładnie tym samym co ci przestępcy. Piwem, kacem i potem. To nie było dobre połączenie, a na pewno nie dla osoby tak czystej pod wszelkimi względami jak Ben Fargrim. Jakaś część mózgu mówiła mężczyźnie że po prostu zostanie przesłuchany i wypuszczony, ta jednak część, która spędziła nieco więcej czasu obserwując świat wyśmiewała tą pierwszą i dobitnie uświadamiała Akolitę że ma przejebane. Być może powiążali go jakoś z przestępcami. Może pomyśleli że zna kogoś kogo nie powinien znać. A może chcieli kupić książkę opiewającą jedną z jego epickich przygód? To ostatnie wydawało się zadziwiająco nieprawdopodobne. Ale w końcu podczas wymyślonych przygód Fargrima, takie zadziwiające historie działy się codziennie! Skryba mógł co najwyżej oczekiwać co mu przyniesie figlarny los.
15.11.2017, 22:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna