Karczma "Złotogrosz"
#31

Koss z zaciekawieniem wysłuchiwał historii o zawodzie Conna. Czarnowłosy nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bliski jest to temat jego rozmówcy. Wszak dwójka rodzeństwa parała się właśnie taką pracą, chociaż oni wykonywali raczej trochę inne zadania. Jednak Koss wiedział o tym całkiem sporo, dużo słuchał, dużo widział, sam kiedyś próbował. Nigdy nie miał jednak do tego smykałki. Opanował całkiem nieźle sztukę szermierki, jednak to by było na tyle z jego dokonań. Kiwnął głową, jakby chciał przyznać rację.
- Cóż, osobiście param się znachorstwem i znam na pamięć chyba wszystkie gatunki przydatnych roślin. Można jednak stwierdzić, że w jakiś sposób się dopełniamy, bowiem ja za to nie jestem zbyt dobry przy bezpośrednich starciach. Co prawda znam trochę szermierki, ale jak widzisz nie mam żadnej broni. Może faktycznie łaskawa Ilhezin chciała, abyśmy się tutaj spotkali? - Spytał i uśmiechnął się.
Nie był jednak gotowy na tak szybką reakcję łowcy oraz tak szybkie wyruszenie w drogę. Wciąż bolały go nogi, chciał wypocząć, odrobinę odsapnąć, zaprotestować. Tutaj jednak do głosu doszła jego uległa natura. Poza tym przytrafiała mu się naprawdę dobra okazja, zawsze lepiej iść we dwóch niż samemu. Dodatkowo chłopak prezentował przyjazne mu poglądy w sprawie pomocy innym. On sam przecież wyruszył w tę podróż z taką samą myślą, kierował się tymi samym intencjami.
- Masz rację - stwierdził więc tylko i wstał z krzesła. - Zaczekaj chwilkę, muszę zapłacić za jedzenie - dodał i szybkim krokiem udał się do lady. Tam rozstał się z dwoma srebrnymi smokami i szybko powrócił po swój dobytek. Wyciągnął mapę i rozłożył ją na stole. Wskazał palcem na jeden z punktów.
- Jesteśmy tutaj, w Greathard. - Powiedział, a potem przesunął palec o kilka milimetrów. - Musimy się dostać tutaj. Niestety Jelenie Wzgórze jest zbyt małe i nie zaznaczono go na tej mapie, dlatego mówię orientacyjne. Teoretycznie to będzie jakiś dzień drogi, ale jeszcze musimy je znaleźć. Z drugiej strony podejrzewam, że krząta się tam duża ilość ludzi, więc nie powinno to być takie trudne. - Chłopak podrapał się po głowie, a potem złożył mapę i schował ją do plecaka. Szybko ubrał płaszcz, potem plecak i wreszcie chwycił za futerał do skrzypiec. Był gotów do drogi.
- Możemy wyruszać.
04.09.2014, 00:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#32

Odpowiedź białowłosego utwierdziła Conn'a w przekonaniu, że oto trafił w tym odległym zakątku świata, na kogoś z kim mógłby podróżować nawet w nieznane. Nie sprzeciwił się on zbytnio planom ciemnowłosego, by wyruszać jak najszybciej. Tak już miał w swej naturze Łowca, że jeżeli coś postanowił to próbował to jak najszybciej w życie wprowadzić. W końcu po co czekać? Skoro gdzieś tam wiele osób potrzebowało pomocy i troskliwej opieki. Gdy sam był już gotowy zauważył, że Koss pokazuje coś na mapie. Wsłuchał się w jego wywód na temat odległości, po czym rozciągnął się nieco i z uśmiechem stwierdził.
- Dzień drogi to niewiele mój drogi. Poradzimy sobie z tym bezproblemowo i już za kilkanaście godzin, może nieco więcej będziemy mogli stać się użyteczni dla tych wszystkich nieszczęsnych wieśniaków, którzy ubolewają nad swoją stratą.
Chłopak, z którym Conn rozmawiał po chwili był gotowy do podróży. Nie zostało więc nic innego niż pożegnać się z tym miejscem i wyruszyć na spokojną, jak miał nadzieję młodzian wyprawę. Spoglądając po karczmie zawołał dość głośno "bywajcie moi drodzy, niech bogowie mają was w opiece!", po czym skierował swe kroki w stronę drzwi. Po drodze upewnił się, czy wszystko ma na miejscu, a ponieważ tak było już bez żadnych rozterek otworzył drzwi. Skinął głową na Kossjena, po czym zaczekał, aż ten się z nim zrówna. Na zewnątrz panował chłód, ale wszystko rekompensowało świeże powietrze jakie można było spotkać jedynie tu. Tylko i wyłącznie dla tego faktu warto było się tutaj zapuszczać.
- No to w drogę drogi Panie. Niech nasze nogi nas prowadzą, a Ilhezin nad nami czuwa!

Gracz opuścił wątek
06.09.2014, 02:39
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#33

Kossjen schował mapę do plecaka, a potem założył go na plecy. Poprawił, aby sprawdzić jego stabilność, następnie chwycił futerał. Wbrew postępowaniu Conna, on nie czuł potrzeby wylewnego żegnania się z klientami karczmy, kiwnął więc tylko głową właścicielowi.
- W drogę! - Rzucił entuzjastycznie, a potem wraz z nowym towarzyszem opuścił budynek.

z/t
07.09.2014, 00:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#34

Powolnym, acz bardzo pewnym krokiem zmierzała uliczkami Greathard. Dzisiejszego wieczoru tłumów praktycznie nie było, więc Temmala nie miała większego problemu z odsuwaniem się od mijanych ludzi. Nie przyglądała się ich twarzom, a oni również nie mogli zobaczyć jej lica, ponieważ nie zamierzała ściągać swej czerwono-białej maski, dodatkowo chwyciła ogromny kaptur wiszący na plecach i zarzuciła go na głowę. Długie, złociste włosy spadały teraz na przodzie koszuli przykrywając naszyjnik wystający spod czerwonego szala.
Spacerowała tak bez większego celu. Ot, zwiedzała sobie miasto po raz... któryś tam z kolei. Zaś jakaś mała, dość barwna kotka szybciutko pokonywała drogę znajdującą się już za młodą dziewczyną. Co jakiś czas podbiegała i przeszkadzała jej w marszu ocierając się o nogi, które były przecież w ruchu. Złotowłosa starała się wtedy przypadkiem nie skopać tyłka słodziakowi i jakoś jej to wychodziło. W końcu minęła okrągłą budowlę, w której znajdowała się karczma. Zatrzymała się i wróciła, przystanęła, po czym zaczęła przyglądać się całkiem ładnej, jak dla niej, architektury. A tak, to przecież ta, do której przychodzi najczęściej, więc bez dłuższego zastanawiania się, po prostu weszła do środka z lekka już przyspieszonym krokiem.
W odróżnieniu do tego co działo się na uliczkach znajdujących się niedaleko Złotogrosza, w środku był okropny tłum. Kiedy tylko Temmali udało się wcisnąć do środka i usiąść przy barku, parę osób weszło, a inne zaś opuściły to, jakże przytulne miejsce. Oczywiście jak kto woli, ale dla dziewiętnastoletniej łuczniczki to miejsce było całkiem przytulne. Pomijając tylko obecność tych wielu ludzi, raczej nie przepadała za takimi zbiorowiskami. A jeśli chodzi o karczmarzy, lubiła ich. Byli w porządku. Zawsze można było sobie z nimi pogadać, o czymkolwiek. No... prawie.
Tak więc, po prostu siedziała. Nie była jakoś wielce głodna tudzież nie zamówiła niczego do jedzenia ani nawet do picia. Może zaraz złapie ją mały głód albo przyjdzie apetyt? Nic, tylko czekać. Jeśli zaś chodzi o maskę, wciąż widniała ona na jej twarzy. Nie miała powodu, dla którego miałaby ją ściągać, więc po prostu niech na razie zostanie na swoim miejscu.
Rozglądała się nieco nerwowo po barwnym wnętrzu baru. Ludzie przepychali się między stołkami, krzesłami i tym wiszącym badziewiem z sufitu. Jak to się nazywało? Bluszcz? Chyba ta. Ciekawe jak to jest, że nawet najprostsze słowa potrafią uciec nagle z głowy. Ale wracając do zamieszania znajdującego się niedaleko Temmali albo raczej, Temmali znajdującej się w środku tego zamieszania. A może i nawet uczestniczącej? Poniekąd tak. Równie dobrze mogłaby być na zewnątrz i nie zajmować wolnego krzesła. No czasem tak jest. Z tego co pamięta, ostatnio taki tłum był z tydzień temu. Czy ktoś urządził sobie teraz imprezkę? A może nawet kilka osób na raz? Dodatkowo na pewno jacyś przypadkowi przechodnie postanowili na chwilę wstąpić... a każdy wie, jak to "na chwilę" się kończy. A przynajmniej zazwyczaj.
Zerknęła kątem oka w stronę drzwi. Kotka Spacja jak zawsze nie chce wejść do środka. Zapewne jak dla niej było stanowczo za dużo poruszających się istot, a budynek jak na to - za mały. Przecież mogliby ją bez problemu rozdeptać. Chyba że złotowłosa po prostu by ją wzięła na ręce. No, nawet jeśli i tak by zrobiła, kociak wciąż miałby problem. Za bardzo by się denerwowała i takie tam. Lepiej niech wciąż za każdym razem zostaje na zewnątrz. I tak dziewczyna nigdy nie przesiaduje tutaj godzinami ani wcale aż tak często nie przychodzi. Najczęstsze powody do przybycia tutaj to, na przykład głód. Gdy tylko jej on doskwiera albo chce się napić, wiadomo czego, przybywa tutaj. Rzecz jasna, jak było wspomniane wcześniej, teraz nie była głodna ani spragniona. Po prostu szlajała się po mieście, więc żeby zabić jakoś nudę wkroczyła tutaj. A nóż jakiś pijak zacznie tańczyć albo ktoś śpiewać. Również może wybuchnąć jakaś awantura, wtedy może być całkiem ciekawie, może nawet zabawnie. Ale lepiej się w żadne nie wtrącać. Temmala raczej nie lubiła wpadać w kłopoty, ale niestety każdemu się zdarza, prawda? O. Jakiś garbaty staruch coś się rzuca... na drugiej stronie karczmy. Czy on czasem nie przepycha się natarczywie w stronę „parkietu”?
20.10.2014, 17:47
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#35

Przekroczywszy bramy Greathard, żwawo ruszyła ku karczmie, bynajmniej nie znając jej położenia. Błądziła przez godzinę, może dwie, lawirując wśród przeróżnych uliczek do czasu, gdy w nozdrzach zakręciła się charakterystyczna woń gospody pełnej nietrzeźwych gości, pomiędzy wychylanymi kuflami piwa raczącymi się ciepłymi posiłkami. O tak, mimo, iż odwiedzona tego dnia Łowczyni podzieliła się zeń upolowanym szarakiem, dziewczyna zdążyła zgłodnieć podczas poszukiwań jadłodajni. Obdarzona ponadprzeciętnym węchem, zewsząd poznałaby zapach strawy, nie było więc mowy o pomyłce. Szept przyspieszyła kroku, kierując się ku źródle przyjemnej woni. Niebawem dała się słyszeć wrzawa dochodząca z jednego z budyneczków, a po Kiku minutach różnobarwne oczęta dostrzec mogły konstrukcję postawioną na planie koła. Artystka przystanęła, z nieskrywanym wahaniem przypatrując się masywnym wrotom. Wejść, nie wejść? Tego typu miejsca pełne były pijaków bijących się o… O wszystko, a ona niekoniecznie dobrze czuła się choćby przyglądając się tego typu widowiskom. Wzdychając, wypuściła wstrzymane dotychczas w płucach, ogrzane powietrze, które wstęgą zawirowało przed trójkątną twarzyczką i wznowiła marsz, pewnym krokiem zbliżając się do drewnianych drzwi. Pchnąwszy je ostrożnie, nie wkładając to zbytnio siły, wsunęła się przez powstałą szparę do wnętrza izby. Zamknąwszy uchylone wrota, powiodła wzrokiem po zgromadzeniu, starając się wychwycić jedno wolne miejsce, z dala od tych mniej przyjemnie wyglądających typów. Padło na złotowłosą pannę, prawdopodobnie będącą w jej wieku tudzież nieznacznie młodszą, nie robiącą wrażenia niebezpiecznej. Ba, wręcz przeciwnie! Tę tutaj można by naciągnąć na posiłek… Albo zwyczajnie zamienić kilka słów. I potem, rzecz jasna, tak czy inaczej, naciągnąć na posiłek. Kąciki pełnych ust drgnęły nieznacznie ku górze, w niespotykanych ślepiach zapaliły się iskierki rozbawienia. Malarka dziarsko skierowała się ku nieznajomej, taksując ją wzrokiem, kiedy zaś znalazła się tuż przy niej, zajęła jedno z pobliskich krzeseł, uparcie, może nawet nieco bezczelnie przyglądając się teraz karminowym soczewkom. Po upływie niespełna minuty, Szept spuściła wzrok, udając zakłopotaną zaistniałą sytuacją.
- Och, przepraszam, z kimś cię pomyliłam. Bo jesteś strasznie podobna do kogoś, kogo znam, wiesz? – Zagaiła, niepewnie zerkając na rozmówczynię spod koronki długich, hebanowych rzęs. Nie tylko pod postacią wilczycy potrafiła wyłudzać żarcie, ot co! Zaczynała jak zwykle subtelnie, ani słowem nie wspominając o pokarmie, wszakże pośpiech nie był wskazany. Najpierw się zaprzyjaźnią, a potem zasugeruje, że od kilku dni nie miała w ustach nawet skrawka suchego chleba, że strasznie zmarzła, nie ma dachu nad głową, pieniędzy… Nie ma nic! Było w tym nawet ziarenko prawdy, toteż nowo poznana nie powinna niczego podejrzewać. Jakby nie było, faktycznie Różnooka prezentowała się dość marnie i mogła uchodzić za bezdomną. Zaraz… przecież była bezdomna.
- Gdzie moje maniery! Mów mi Szept. A ty? Jak mam się do ciebie zwracać? Od dawna jesteś w tym Grr… Gradh… Grataha… Kurwa, no. W tym mieście? Bo ja to w sumie przed chwilą przelazłam przez bramę. Dobra, nie tak przed chwilą, trochę zbłądziłam i ten, no… Pół dnia tak jakoś mi zleciało, nim znalazłam karczmę. – Paplałaby dalej, nie przerywając niekontrolowanego potoku słów, ale niekoniecznie wiedziała o czym jeszcze mogłaby wspomnieć, toteż łaskawie się przymknęła, pozwalając Temmali otworzyć usta. Zamilknąwszy, wodziła wzrokiem od jednej, do drugiej źrenicy zatopionej w morzu karminu i zastanawiała się, dlaczegoż patrzałki rozmówczyni mają barwę rubinów. Nigdy jeszcze nie widziała kogoś z takimi oczami i postanowiła podzielić się tym spostrzeżeniem, kiedy tylko usłyszy odpowiedź na swoje pytanie i całą resztę niekoniecznie sensownej, czy też składnej gadaniny.
Aktualnie artystka nie zwracała uwagi na pozostałe persony przesiadujące w gospodzie, całe swe skupienie poświęcając osobie rozmówczyni, kontemplując rysy jej twarzy, barwę włosów oraz oczu. Kto wie, może jeszcze nie raz się spotkają? Lepiej było dobrze zapamiętać każdą napotkaną istotę, nikt nie wie, co przyniesie przyszłość.
08.11.2014, 23:41
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#36

Dość często zerkała z zaciekawieniem w stronę drzwi wejściowych do karczmy. No, nie będziemy ukrywać, że czekała aż wreszcie wejdzie ktoś na kim można zawiesić oko. Wszyscy wiemy o co dokładnie chodzi. Na rozmowy akurat nie miała większej ochoty. Ba, nie zamierzała gawędzić dzisiaj z nikim. Po prostu jej się nie chciało. Ot, miewa takie i takie dni. No i nagle do wnętrza budynku wlazła ta panna nieco starsza od niej. Oczywiście Temmala na początku nie zwróciła na nią większej uwagi. Tylko na ułamek sekundy zawiesiła na niej wzrok, jednakże ta jednoznacznie zaczęła zmierzać w jej kierunku. Złotowłosa jednak nie zmieniała pozycji, jedynie na chwilę położyła jedną rękę na stole aby zdjąć maskę i zrzucić ją na nogi coby zrobić miejsce na stole. Myślała, że dziewczyna przylazła tylko dlatego, że praktycznie nigdzie nie ma miejsca. A ta zaczęła jej coś tam gadać. Czerwonooka spojrzała w kolorowe oczy z obojętną miną, po czym znowu uciekła wzrokiem na drzwi. Chwilę się zastanowiła, być może nad odpowiedzią, chociaż tu nie było co myśleć. A może jednak się skusi na pogawędkę? Co jej w sumie szkodzi...
- Doprawdy? - odparła - od dawna. Miło mi. Temmala. Coś... chcesz? - spytała. Ewidentnie dziewczyna coś chciała od złotowłosej. A jeśli nie to chociaż porozmawiać. Niby Temmali przeszkadza kompletny brak kultury. Czyli chociażby przeklinanie, mimo faktu, że ona też tak robi. Jednakże teraz jakoś nie zwróciła na to większej uwagi. Skoro tyle błądziła miała prawo się na czymś wyżyć. A w sumie, to nieważne! Spojrzała na pusty stół. Może by tak jednak se coś zamówić? Takie samo siedzenie w karczmie jest dość dziwne. No na przykład jak się wejdzie do sklepu z butami i usiądzie na fotelu nie kupując ani nie przymierzając nic. To prawie to samo. Oczywiście karczma mogła być miejscem spotkań, ale na których się żre kurde! Tylko coby tu kupić...
09.11.2014, 16:20
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#37

Rozmówczyni najwyraźniej nie należała do wybitnie gadatliwych istot, a przynajmniej daleko jej było pod tym względem do Różnookiej. Najwidoczniej lubiła też stawiać sprawy jasno, nie owijając zbytnio w bawełnę. Szept minimalnie zmrużyła kolorowe patrzałki, w zamyśleniu spoglądając wgłąb ocząt Temmali, jak gdyby szukała w nich odpowiedzi na pytania, które chciała zadać. Niezależnie od tego, czy znalazła coś w soczystych rubinach, czy też jej wysiłki spełzły na niczym, uchyliła usta, by zaczerpnąć nieco powietrza przed popadnięciem w kolejny słowotok. Westchnąwszy, wyciągnęła obie dłonie z kieszeni jesiennego płaszcza i ułożyła je na drewnianym blacie przed sobą, splatając smukłe palce, przyozdobione długimi, niedoczyszczonymi z kolorowych barwników paznokciami. Cóż, w ostatnim czasie nie znalazła chwili na porządną kąpiel i chociaż sylwetkę miała nawet czystą, to ręce, prawie codziennie majstrujące przy dziełach sztuki, brudziły się szybko i niełatwo było dbać o ich wygląd. Ot, ciężkie życie artysty!
- A więc... Nie, żebym posiłek chciała wyłudzać, czy coś w tym stylu, ale... - Nim dziewczyna skończyła zdanie, żołądek jęknął przeciągle, wyręczając swoją właścicielkę i dość jednoznacznie dając do zrozumienia, czego owa panna aktualnie potrzebowała. - No... no. Bo mnie nie stać tak trochę... To jest, kilka monet może i bym znalazła, ale spać też nie mam gdzie, a to miasto jest takie wieeelkie i straszne, po zmroku lepiej nie błądzić ciemnymi, krętymi uliczkami. Zimno jest do tego, strasznie zmarzłam. Żebyś jeszcze wiedziała, ile dni i nocy podróżowałam, żeby tu trafić! W sumie to jedyne większe ludzkie zbiorowisko o jakim mi powiedziano... A mniejsza! Tak w dużym skrócie, to nie pogardziłabym ciepłą strawą, skoro już pytasz. Ale to nie tak, żebym żebrała, czy coś. - Wypowiedź zakończyła nieco ściszonym głosem, słowa zaś bardziej przypominały burkot poddenerwowanego psa, niźli ludzką mowę. Co bynajmniej nie oznacza, że były trudne do zrozumienia. Jedynie ton, jakiego użyła malarka mógł skojarzyć się komuś tak, a nie inaczej.
11.11.2014, 03:13
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#38

Po uważnym wysłuchaniu słów Szept, czerwonooka podniosła wzrok na ścianę znajdującą się naprzeciwko. Chwileczkę się zastanowiła. W sumie to teraz przypominała sobie ceny żarcia w tej karczmie. Bywała tu już tyle razy, ale nie zawsze coś zamawiała, a przynajmniej nie jakieś wielkie, wykwintne obiady - to już tak bardziej w ostateczności. Aktualnie nie była za bardzo głodna. No, może troszeczkę. Rano coś tam przekąsiła, a tu już wieczór. Podniosła delikatnie ręce opierając łokcie o stół i klasnęła cicho, przenosząc wzrok na nowo poznaną osóbkę.
- I wszystko jasne. Okej - powiedziała sięgając do sakiewki przyczepionej do paska u spodni. Wyciągnęła z niego dokładnie piętnaście srebrnych smoków i uniosła je przed Szept - masz. Kup sobie coś - dodała i położyła je albo na stole, albo jeśli różnooka wyciągnęła łapki po odbiór - to na nich. Nie uważała tego za żebranie, skoro się pyta to wypada odpowiedzieć prawdę. W sumie to Temmala aktualnie nie posiadała zbyt wiele pieniędzy, ale też nie bardzo mało, a jeśli chodzi o jedzenie i broń to przecież sama sobie je załatwiała. Gorzej jest z ubraniem jak się jakieś zniszczy czy coś, ale jej aktualnie odzienie było bardzo wytrzymałe. Nosiła je już przez bardzo długi czas. Nie wspominając ile znajdują się na niej jej ukochane części garderoby. Chociażby szal, maska i rękawiczki.
Znów oparła łokcie na stole i splotła palce przysłaniając sobie nimi usta. Ot, Szept trafić lepiej nie mogła. Złotowłosa była personą, która z chęcią niosła pomoc tym potrzebującym o ile wywarli na niej pozytywne wrażenie. A ciemnowłosa? Z pewnością przypadła Temmali do gustu. Poza tym wzbudziła w łuczniczce współczucie, a żołądek bardzo jej w tym pomógł. Jeśli zaś chodzi o nocleg to owszem, pewnikiem rubinowooka podaruje jej jeszcze trochę pieniędzy na jakiś pokój czy coś, ale sama pójdzie spać gdzieś do lasu jak zawsze. W mieście raczej niebezpieczniej spać gdzieś na ulicy, a przynajmniej ona tak uważała.
11.11.2014, 17:24
Przeczytaj Cytuj
Karczma "Złotogrosz"
#39

Nie kryła zdziwienia, kiedy Czerwonooka sięgnęła po sakiewkę i wyciągnęła z niej kilka monet, a kiedy srebrne smoki wylądowały na blacie tuż przed Szept, ta minimalnie uchyliła usta. No bo... Jak to? Błądziła przez tyle miesięcy, lat... I po raz pierwszy spotkała osobę, która jej pomogła. Tak po prostu, bezinteresownie. Bez żadnych pytań tudzież wątpliwości.
- Dz-Dzięki. - Bąknęła zdezorientowana, bacznym wzrokiem śledząc ruchy Temmali. Może tylko udawała, żeby zaraz wbić jej nóż między żebra i pochwyciwszy starą, znoszoną teczkę uciec z budynku? Dziwne, doprawdy dziwne! A może ludzie w tym ponuro wyglądającym mieście byli tacy... mili? Dziewczyna niepewnie wyciągnęła dłoń po pieniądze, zgarniając je z drewnianej powierzchni. - Ty tak na poważnie, nie? - Zapytała, już znacznie śmielej. Upewniwszy się, iż piętnaście monet należy teraz do niej, przywołała karczmarza i zamówiła syty, ciepły obiad, a także kufel wypełniony orzeźwiającym, złocistym piwem. W ten sposób pożegnała się z ośmioma srebrnymi smokami. Zostało jej jeszcze siedem i zastanawiała się, czy powinna oddać nowej znajomej resztę, czy też wrzucić ją do swojej torby, leżącej aktualnie na ziemi. Ostatecznie doszła do wniosku, że jeżeli Temm zechce zwrotu pieniędzy, po prostu to powie. Odrzuciła chaotyczne, pełne niepokoju myśli, gdy tylko półmisek z kawałkiem pieczeni i kilkoma warzywami wylądował tuż przed nią. Przyjemna woń zakręciła się w nozdrzach, zachęcając żołądek do dalszego pojękiwania. Nie zwlekając ani chwili dłużej, Brązowowłosa przystąpiła do posiłku, starając się przy tym jeść jak człowiek, nie zaś wygłodniałe zwierzę, jakim poniekąd była. Kiedy już zaspokoiła pierwszy głód, wierzchem dłoni otarła usta i zerknęła ku towarzyszce. Nie wypadało tak milczeć, zajmując się jedynie pełnym talerzem. Sięgnąwszy po spieniony napój, upiła kilka łyków, zanim się odezwała.
- Cieszę się, że cię poznałam. - Rzuciła całkiem szczerze, błyskając jasnymi ząbkami w przyjacielskim uśmiechu. Szept nie potrzebowała wiele, by kogoś polubić. Zwykle... wystarczyło żarcie.
13.11.2014, 14:49
Przeczytaj Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Karczma "Złotogrosz"
#40

Cóż, Temmala ślepo wierzy, że jeśli pomaga to do niej wróci. A może nie? Może po prostu jej wrażliwość nie pozwala jej nie pomagać? Albo... oh, tyle sugestii. A tu wychodzi po prostu na to, że od razu polubiła ową dziewczynę. Tak, bez niczego. A raczej jej się to nie zdarzało.
- Na poważnie, na poważnie - odparła i uciekła wzrokiem na stół. Czyżby się zawstydziła nieco? A i owszem. Być może albo po prostu tylko troszeczkę. W sumie złotowłosa nie pochodziła z tego miasta, ale już od bardzo długiego czasu tutaj "mieszkała". Pogoniła wzrokiem za karczmarzem i również jak Szept przeczekała w milczeniu na pojawienie się soczystego obiadu. Wciąż mimo faktu, iż jadła coś tylko rano, a tutaj już wieczór nie była na tyle głodna aby również musieć coś wszamać. Ot, zwyczajnie zerkała zadowolona, czego raczej nie była widać po jej wyrazie twarzy, który był raczej obojętny, na brązowowłosą. Jednakże po chwili wbrew jej woli, po prostu jakoś tak nieświadomie, jeden z kącików ust sam uniósł się powoli do góry. Nawet chyba o tym nie wiedziała, ponieważ go nie cofnęła. A może po prostu nie chciała? Widziała, że bardzo jej pomogła i to po prostu ją radowało.
- Ja również - uśmiechnęła się już normalnie i zastanowiła przez chwilę nad czymś. Nie zwykła rozkręcać rozmowy - ot, nie była w tym za bardzo dobra. A teraz nawet nie wiedziała o czym mogłaby mówić. Dziwne, ponieważ praktycznie od razu polubiła Szept, a u niej to nie jest raczej normalne. Albo musiało minąć naprawdę wiele czasu, albo owa osoba musiała mieć w sobie coś. A co mogła mieć ta dziewczyna? Słodkie, kocie oczka błagające o jedzenie? Nie, tu raczej chodziło o coś zupełnie innego. Ah, nieważne. Tak to już po prostu jest.
16.11.2014, 18:45
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna