Dziedziniec.
#1

Dziedziniec

Stary, wyniszczony dziedziniec tego niegdyś wspaniałego miejsca. Ongiś równy, wykonany z wypolerowanych bloków marmuru był miejscem zgromadzeń między zajęciami i tętnił życiem. Obecnie zapomniany i przerażająco cichy. Płyty kamieni są popękane i wypchnięte przez korzenie potężnego dębu wyrośniętego na miejscu starej fontanny pośrodku. Całość jest otoczona rzędami porośniętych bluszczem kolumnad, w cieniu których znajdują się drzwi prowadzące do sal i pomieszczeń. Do głównego wejścia prowadzą pokruszone schody, a potężne wrota leżą wyważone i strzaskane. Mimo tego aura magii wciąż się tu unosi i każdy, kto się nią posługuje z łatwością może ją wyczuć. Jest cicha, ale niespokojna. Jakby niosła ze sobą jakieś straszne upomnienie. Stare posągi magów – niemych świadków zapomnianych wydarzeń – stojąc niewzruszenie i wbijają w dal swój pusty wzrok.


Isiri w końcu dotarł do wyznaczonego miejsca. Podróż nie należała do najprzyjemniejszych zważywszy na strome góry, które musiał omijać, aby się tu dostać. Ale nieważne. Trudny podróży stają się nieistotne, kiedy osiąga się upragniony cel. Oto jest w tym miejscu opisanym w księdze ojca. Stara akademia magii. Nawet teraz czuł uwięzioną tutaj moc. Pozostałość po dawnych potęgach. Była niczym spokojny nurt rzeki. Cicha, aczkolwiek w jakiś nieznany mu sposób…mroczna. Przesiąknięta emocjami. Głęboko ukrytymi. Minął zawalone wejście wkraczając na dziedziniec. Każdy jego krok odbijał się martwym echem w przestrzeni. Rozglądał się uważnie chłonąć nawet najmniejszy szczegół.

Wiele krążyło opowieści o tym, czemu to miejsce tak straszliwie podupadło. Jedna z nich mówiła, iż pewien mag igrał z mrocznymi mocami i na wskutek plugawego rytuału zabił wszystkich znajdujących się na terenie uczelni zaś ich dusze zostały uwięzione w tajemnych katakumbach głęboko pod ziemią. Sam zaś sprawca całego zdarzenia został przeklęty stanem nie-życia i snuje się po dziś dzień w obrębie murów pokutując za swe zbrodnie.

Oczywiście to była tylko jedna z wielu wersji. Isiri natomiast szczerze wątpił, aby którakolwiek mówiła całkowitą prawdą. Zazwyczaj legendy powstają w wyniku połączenia ziarenka prawdy i całej masy wymysłów oraz przypuszczeń. Taka jest natura ludzi. Zwłaszcza tych pozbawionych talentu magicznego. Dla nich byle wyczarowanie płomyka jest przejawem wielkiej potęgi.

Kroczył dalej wśród tej nienaturalnej ciszy. Kamyki chrobotały charakterystycznie pod jego butami. Ruszył w stronę głównego wejścia pokonując zniszczone schody. Kiedy znalazł się w środku otoczyła go posępna aura i ciemność. Promienie słoneczne jakby zaginały się wewnątrz budowli i ginęły pochłonięte przez…coś. W środku panował równy bałagan jak na zewnątrz. Wszystko poprzewracane, połamane – zniszczone. Odgarnął ręką pajęczynę, która zamigotała mu w słabym blasku. Nawet oddychało się tu jakoś inaczej…ciężej, jednak zarazem czuł wstępującą w niego z każdą chwilą magię. Wnikała w niego jak woda w gąbkę. Przyjemne uczucie.

Ruszył dalej z zamiarem odkrycia tajemnic tego miejsca.
24.04.2013, 11:27
Przeczytaj Cytuj
Dziedziniec.
#2

Brnąć przez dziedziniec zaleciała go silna fala wiatru od tyłu szeleszcząc głośno liśćmi na porośniętych kolumnach i fontannie. Wiatr stawał się co raz zimniejszy z każdym krokiem w stronę wejścia do środka. Stając na ogromnych wrotach te zaskrzypiały niemiłosiernie, a ze środka wydobył się kolejny podmuch wiatru. Tym razem był to zimny wiatr, który na pewno przeszedł przez młodego maga z dodatkiem dreszczy na całym ciele. Idąc naprzód wydawałoby się, że brnie na samo dno mroku. W środku nie było żadnych okien ani okiennic, więc światło tutaj nie dochodziło. Jedynie jego odłam, który wdzierał się przez otwarte drzwi, które oświetlały tylko ułamek korytarza, w którym i tak wszystko było poprzewracane i poniszczony przez czas i potencjalnych rabusiów usiłujących znaleźć tu coś cennego. Po bokach rozmieszczone były pochodnie, które znajdowały się od siebie w odpowiedniej odległości. Najwidoczniej było to jedyne oświetlenie w tym budynku. Takie...oryginalne...niestety żadna z nich nie była zapalona, a wkoło nie żarzył się żaden płomień, którym można by je podpalić. Wszędzie jednak walało się połamane drewno, a na zewnątrz na pewno dało się znaleźć jakieś kamienie. Kawałki drewna może i były stare i przesiąknięte wilgocią ogólnie tu od dawna panującą, lecz niektóre pomieszczenia wciąż mogły zawierać jakieś suche drewno, które mogło się palić nawet chwile co i tak wystarczyłoby do zapalenia choć jednej pochodni.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.04.2013, 00:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dziedziniec.
#3

Otaczająca go ciemność wcale mu nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie. Czuł się w niej bezpieczniej aniżeli na zewnątrz, gdzie promienie słonecznie niemiłosiernie błyskały mu w oczy i drażniły skórę. Wolał mrok od światła. Zawsze uważał, że czerń bardziej mu pasuje niż biel. Ostrożnie podszedł do zniszczonego biurka przejeżdżając delikatnie dłonią po zakurzonym blacie. Poczuł jak na jego palcach osiada się gęsty kurz. Uniósł niezauważalnie kąciki ust do góry.

- Zupełnie jak w domu – szepnął rozbawiony. No, może posiadłość Athos nie była aż w tak złym stanie, ale kurzu w niej było co niemiara. Sprzątanie zajmowałoby mu zbyt dużo czasu przy tak wielkim budynku, a na służbę nie mógł sobie pozwolić, ponieważ mogłaby odkryć jego…tajemnice. Zresztą. Wielki, zaniedbany pałac miał swój ponury klimat bardzo mu odpowiadający. Stan akademii sprawiał, że czuł się znacznie pewniej. Jednak mimo wszystko nawet on potrzebował nieco światła, aby widzieć dokąd idzie. Swój dom znał na pamięć i mógł chodzić nawet w ciemnościach, lecz nie tutaj. [/align]

Dmuchnął na zakurzoną dłoń pozbywając się brudu i otrzepał ręce. Dobrze byłoby znaleźć jakieś przenośne źródło światła – pomyślał rozglądając się, ale wszystkie pochodnie jak na złość były wygaszone. W tym momencie żałował, że nie poznał przynajmniej podstawowych zaklęć z magii światła lub ognia, lecz nie ma rzeczy niezastąpionych. Zwykli ludzie radzili sobie i bez tego.

Mimo to chciał pobyć w zimnych objęciach mroku. Znalazł wolną przestrzeń i usiadł tam krzyżując nogi. Zaczerpnąwszy oddechu złączył dłonie. Zapadł w trans. Pozwolił swym myślą odpłynąć. Otworzył się na aurę tego miejsca. Chłonął magię całym swym jestestwem generując siły. Gromadził energię magiczną oraz życiową w swoim ciele do wysokiego poziomu, by następnie ją uwolnić i poddać się błogiemu stanowi lekkości, kiedy obie energie mieszały się na nowo w jego organizmie. Robił to w rytm głębokich oddechów. Wdech – gromadzenie, napięcie – i wydech – rozluźnienie, uwolnienie. Upajał się, jednocześnie karmiąc negatywną aurą tego miejsca. Ból, rozpacz, złość, nienawiść – te wszystkie gwałtowne emocje rozbrzmiewały w aurze spowijającej budowlę. A on radował się tym bólem, samemu wspominając ten, który samemu sprowadził. Niezliczone morderstwa, widok płaczących matek, dzieci, krew. Tyle emocji. Wewnątrz wręcz pęczniał jak wulkan tuż na granicy swej wytrzymałości. Więcej. Chciał więcej wszystkiego. Potęgi, mocy, nienawiści, strachu. Magowie tego świata zapomnieli o Pożeraczach, ale on im o nich przypomni. W odpowiednim momencie uderzy…i wszystko…będzie należeć do niego. Po wieczność. Nieskończoność. Taak…Wypuścił cicho powietrze otwierając ponownie szkarłatne niczym krew oczy. Czuł się znacznie lepiej. Odprężony i zrelaksowany. Jakby wstąpiły w niego nowe siły. Wstał. Pora zabrać się do pracy.

Sięgnął po zniszczone krzesło wyrywając z niego nogę. Następnie zabrał jedną z pochodni i wyszedł z powrotem na dziedziniec, zatrzymując się pod wysokim dębem. Krzemieni raczej tutaj nie znajdzie, a zwykłymi kamieniami mógłby sobie trzaskać i godzinę, a szanse na pojawienie się choćby iskierki byłyby mizerne. Wobec tego urwał nieco kory z potężnego pnia dębu i zaczął nią pocierać o nogę z krzesła, uprzednio zerwawszy nieco trawy, aby iskra podpaliła trawę. Pocierając drewnem o drewno chciał uzyskać płomień, a kiedy ten powstanie i zapali wyschniętą trawę, podpali pochodnię i ruszy do wnętrza budynku. [/align]
26.04.2013, 02:23
Przeczytaj Cytuj
Dziedziniec.
#4

Kora może i nadawała się do szybkiego pozyskania ognia. Niestety ułamana noga od krzesła była zbyt wilgotna, aby wydać z siebie to co pierwotni uzyskali od stwórcy. Isri starał się otrzymać ogień przez dłuższy czas, lecz bez skutku. Nagle, gdy mijało kolejne kilkanaście minut pojawiła się iskra. Podpaliła ona trawę, która zapaliła pochodnię. Wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku, gdy w pewnej chwili zawiał silny wiatr i zgasił owoc jego ciężkiej pracy. Na dworze wiał silny wiatr, więc każda taka próba rozniecenia ognia skończyłaby się zapewne podobnie. Do tego w środku było zbyt wilgotno, aby otrzymać jakąkolwiek iskrę. Wszędzie wkoło szumiał wiatr. Wzmagał się, aby po chwili ucichnąć i na odwrót. Wydawał się bawić z nim w kotka i myszkę nie chcąc, aby ten wszedł do budynku z jakimkolwiek światłem. Odkąd tu przybył wiatr wiał od strony wejścia na dziedziniec, nigdy ze strony budynku. W pewnym momencie umilkł. Wokoło zrobiło się cicho i nie było słychać niczego, dosłownie. Nagle dało się słyszeć jak wiatr powraca, z potężną falą, lecz teraz jakoś inaczej...z innej strony. Tym razem uderzył w maga od strony od strony głównego wejścia. Podwiał jego płaszcz do góry uderzając mocno w jego oczy tak, że musiał je lekko zmrużyć. Tym razem wydawał się nie być sam. Podmuch przyniósł za sobą syczenie, donośny krzyk mężczyzny oraz...ryk. Wszystko było ledwie słyszalne przez szum wiatru, jednak bez wątpienia dało się stwierdzić, że odgłosy dochodzą ze środka dworu. Najwidoczniej ktoś...lub coś zapraszało go do środka.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.04.2013, 14:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dziedziniec.
#5

Cholerny wiatr – przemknęło mu przez myśli i cisnął zgaszoną pochodnię gdzieś w tył. Jak na przekór, jakby za sprawą jakiegoś zaklęcia, wiatr zaczął się wzmagać i uderzać prosto w niego, niby chcąc go odstraszyć. Jednak on nie obawiał się niczego. Strach dodawał mu tylko sił. Napędzał. Sprawiał, że jego żądze się zwiększały. W pewnym momencie przestrzeń przeciął ryk i dudniący krzyk. Uśmiechnął się szeroko.

- Przyjmę twe zaproszenie – odpowiedział na głos nie określając adresata. Można byłoby pomyśleć, że mówił do siebie. Ruszył powolnym, ale pewnym krokiem w stronę głównego wejścia. Czarne włosy rozwiewały mu podmuchy wiatru, jednak nic sobie z tego nie robił. Na ustach wciąż miał pewny, nieco cyniczny uśmieszek, zaś głowę zadartą w wyrazie pogardy i samouwielbienia. Każdemu krokowi towarzyszył charakterystyczny szelest wydawany przez kamyczki. Wszedł do środka budynku oddając się ciemności.

- Dobry gospodarz wita swych gości. Nawet tych nieproszonych – krzyknął w mrok i parsknął pod nosem. Nie spodziewał się odpowiedzi, jednak coś lub ktoś z pewnością tu było. Ukryte – być może. Zapewne chciało się z nim nieco pobawić przed prawdziwym pokazem. Ciekawość zżerała go od wewnątrz, jak i żądza znalezienia mocy.

- Nie ma sensu ukrywać się w ciemnościach – zmrużył oczy – Moje serce i me oczy są wystarczająco mroczne i bez tych sztuczek. Twoim jedynym sojusznikiem może być jedynie światłość.

Mówiąc tak zapuszczał się coraz głębiej. Mijał zniszczone meble, ściany, pajęczyny i kurz, którym oddychał, lecz ciągle uważał na każdy krok. Często się zatrzymywał wytężając wzrok i oceniając drogę. Granie z zewnątrz nieustraszonego i pewnego siebie to jedno, jednak tylko głupiec wychodziłby z założeniem swej niezwyciężoności.
26.04.2013, 20:03
Przeczytaj Cytuj
Dziedziniec.
#6

Ryk nie zraził czarownika do wejścia prosto w mrok. Kroczył powoli, stąpał dokładnie po każdym kawałku ziemi. Gdy tylko przeszedł po ogromnych wrotach te uniosły się i wpasowały się na swe miejsce zamykając tym drogą powrotną Isri'emu. Niewielki promyczek światła dochodzący z zewnątrz znikł już całkowicie zostawiając go samego pośród ciemności. Teraz jedynym wyjściem było przeć naprzód. Co jakiś czas słychać było kolejny ryk i kolejny i kolejny. Powtarzał się on cyklicznie co jakiś czas odbijając echem po całym pomieszczeniu. Nie dało się dokładnie określić skąd dobiegał. Wkoło nie było nic widać oprócz wszechobecnej czerni. Nagle wszystkie pochodnie zamieszczone na ścianach zaświeciły się ukazując dalszą drogę. Był to zwykły korytarz, po którego bokach na ścianach namalowana była długa, czarna wstęga, której końca nie dało się ujrzeć gołym okiem. Mag poruszał się naprzód aż doszedł do miejsca, gdzie wciąż nie widział końca swej podróży, lecz nie było także końca drogi, którą tu przyszedł. W pewnym momencie, nie dokładnie wiadomo w którym wstęga namalowana na ścianach zaczęły się powiększać, a wkoło nich gdzieniegdzie znaleźć można było runy. Każda z nich znaczyła co innego, nie było dwóch takich samych. Mimo iż wstęga po obu bokach korytarza pozostawała wciąż taka sama to runy zmieniały się z każdym krokiem.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







27.04.2013, 20:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dziedziniec.
#7

Strzaskane kawałki wrót uniosły się do góry i za sprawą magii złączyły w jedność wpasowawszy we framugę, tym samym zamykając mu drogę powrotu. Z początku odwrócił gwałtownie głowę i pierwszą myślą była ucieczka – odezwał się w nim instynkt przetrwania, lecz nawet nie drgnął. Wahał się niecałą sekundę. Z uśmiechem odtrącił tę prymitywną myśl i ruszył dalej. Kiedy pochodnie zapłonęły ogniem ciemność uległa rozproszeniu, ale wciąż wisiała w powietrzu gromadząc się nad jego głową niczym upiorne fatum. Ciężki półmrok towarzyszył mu przy każdym kroku jakby śledząc lub też – towarzysząc w oprowadzaniu po budowli wraz z rozbrzmiewającym rykiem.

W pewnym momencie przystanął dostrzegając zmianę na ścianach. Pojawiające się runy reagowały na jego ruch zmieniając się z każdym jego krokiem. Podszedł do ściany skupiając wzrok na runach. Spiął brwi w zamyśleniu. Niewątpliwie sprawka magii…

Uniósł kąciki ust w cynicznym uśmieszku.

- Wybrałeś nieodpowiedniego przeciwnika, kimkolwiek jesteś – powiedział półszeptem i przyłożył dłoń do ściany. Skupił się otwierając swój umysł na przepływ wszechogarniającej energii. Zaczął koncentrować moce Pożeracza. To miejsce było skupiskiem magii, a on ją pożerał. I tak też uczynił. Sięgnął po magiczną energię run, ale jedna mu nie wystarczyła. Przyłożył kolejną dłoń i szedł wzdłuż ściany pożerając każdą napotkaną runę. Czuł, jak magiczna energia wypełnia jego ciało aż po same brzegi. Skoro gospodarz nie chce się ujawnić, to go do tego zmusi.

- Mogę tak robić cały dzień – szepnął mrużąc nienawistnie oczy. Skoro to miejsce tak przepełniała magia to mógłby pożreć i całą akademię nie pozostawiając kamienia na kamieniu. Każda ściana, każdy mebel i nawet najmniejsza drobinka piasku nasiąknięta była magią – chociażby w niewielkiej, niezauważalnej ilości, jednak to by mu wystarczyło.

I nie przerywając swojej uczy szedł dalej korytarzem kierując się aurą w stronę jej źródła.
28.04.2013, 18:07
Przeczytaj Cytuj
Dziedziniec.
#8

Gdy tylko mag dotknął ściany obiema rękoma w jego ciało zaczęła wpływać magia w ogromnych ilościach. Normalnie byłoby to dla niego jak zbawienie, lecz teraz było to zbyt przytłaczające, aby mógł czerpać z tego radość. Jego ręce zostały przytwierdzone do ściany czymś w rodzaju lian. Nawet, gdyby próbował to i tak by ich nie oderwał. Z każdą sekundą w jego ciało wsiąkały kolejne tysiące pokładów magii, które przytłaczały go to takiego stanu, że jego nogi same gięły się pod nim, a on sam tracił przytomność. Nagle poczuł jakby uderzenie w klatkę piersiową. Przez pewien czas nie mógł złapać powietrza czego rezultatem było stracenie przytomności. Chłopak opadł na ziemię nieprzytomny, lecz jego ręce wciąż przygwożdżone do ściany pochłaniały energię w niej schowaną.

Ciemność. Wszędzie tylko ciemność. Dusza Isiriego błąkała się wśród niej bezwiednie szukając...w sumie sama nie widząc czego. Z oddali dobiegał go stłumiony dźwięk. Prowadzony owym odgłosem mag przemierzał setki, a nawet tysiące mil, aby dotrzeć do źródła tego szumu. Po kilku godzinach wędrówki szum zamienił się...w ryk. Przed mężczyzną szeroko otworzyły się dwa ogromne ślepia koloru pomarańczowego. Wyglądały jak oczy węża. Patrzyły na niego złowrogo, jakby chciały go połknąć samym wzrokiem, a spod nich wydobywał się głośny i ogłuszający ryk. Ten okropny dźwięk sprawił, że magowi zakręciło się w głowie i znów zemdlał.

Isiri raptownie się podniósł ciężko oddychając. Siedział teraz na twardym łóżku wykonanym z kamienia, bez poduszek i w wilgotnej atmosferze. Gdzieniegdzie paliły się świece, lecz samo pomieszczenie było słabo oświetlone i nie było widać praktycznie niczego. Płaszcz chłopaka leżał na brzegu łóżka, a kilka metrów dalej ze szmatą w ręku i przy misce z zimną wodą klęczał jakiś mężczyzna. Miał taką samą szatę jak młody mag, lecz całkowicie białą. Całe jego ubranie było białe, włącznie z długimi, sięgającymi połowy pleców włosami.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







02.05.2013, 16:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dziedziniec.
#9

Otworzył oczy czując z tyłu głowy tępy, pulsujący ból. Ostatnim co pamiętał to ciemność i błysk wężowych oczu. Syknął zaciskając zęby. Chyba przesadził z ilością wchłoniętej energii. Nawet teraz odczuwał skutki przepełnienia mocą – zawroty głowy, ciężki oddech i mdłości. Rozejrzał się błędnym spojrzeniem po pomieszczeniu. Skąd się tutaj wziął?

Zauważył białowłosego mężczyznę klęczącego przy misce wody. Zmrużył oczy i dopiero teraz zorientował się, iż siedzi półnago w samej bieliźnie.

- Kim jesteś? – spytał chłodnym, ciężkim głosem, a jego szkarłatne oczy błysnęły w słabym blasku świecy. Postanowił się podnieść, ale ledwo to zrobił zaczęło mu się z powrotem robić niedobrze. Powrócił do siedzącej pozycji sięgając po swój płaszcz.

- Będę potrzebować życiowej energii – pomyślał rozprostowując palce.

- Hmpf – prychnął pod nosem – Bywałem w wygodniejszych więzieniach niż ta cela…– Wbił świdrujący wzrok w nieznajomego jakby próbując odkryć jego tajemnicę – Czy jestem tu więźniem, czy też może gościem?
02.05.2013, 20:37
Przeczytaj Cytuj
Dziedziniec.
#10

Mężczyzna wstał i położył chłopaka bez najmniejszych wyjaśnień. Następnie złożył szmatę w niewielki prostokąt i przyłożył ją do czoła maga. Odszedł na kilka metrów i usiadł oparty o ścianę. -Nazywam się Duncan. Jestem magiem światła. Jedyna dobra magia to magia światła. -Uśmiechnął się i rzucił chłopakowi kromkę chleba. -Zjedz. Jesteś osłabiony. -Mówiąc to sam zaczął jeść. Przez długi czas patrzył przed siebie w odległą ciemność aż w końcu wydobył z siebie głos. -Jesteśmy w jednym z tajnych pomieszczeń tej akademii. Znalazłem Cię nieprzytomnego, a Twoje ciało stawało się chudsze z każdą sekundą, gdy pochłaniałeś tą magię. Przeciąłem liany i zabrałem z Ciebie połowę tej okropnej energii. Zdołałem Cię uratować, lecz wciąż jesteś osłabiony. Sam strasznie opadłem na siłach. Ta...moc...była nieczysta, To była....kwintesencja zła. -Wtem zamilkł na chwilę i spojrzał na Isiriego tym razem poważnym i twardym spojrzeniem. -Mieszkam tu od kilku miesięcy i szukam tajemniczego zwoju pożeracza światów. Był to ogromny wąż. Pożeraczy było wiele...ten był jednym z najsłabszych, lecz pożeracz to pożeracz...tak samo niebezpieczny jak inne. Ponoć mając ten zwój można przywołać świadomość owej bestii...ja zamierzam to zrobić, aby ją zniszczyć, ale Ty...co tutaj robisz? Czyżbyś miał takie same zamiary jak ja..czy też nie? -Spojrzał na chłopaka ostrym, surowym wzrokiem Był gotowy zaatakować, gdyby nie usłyszał tego czego usłyszeć chciał, a w obecnej sytuacji z pewnością wygrałbym ten pojedynek bez najmniejszych problemów.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.05.2013, 02:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna