Nieodkryte tereny - strefa II
#31

I po owej pół godziny banalnej pracy popatrzyła się na stosik drewna. Postanowiła ułożyć patyki tak, by utworzyć prowizoryczne ognisko. Na szybko ogarnęła jakieś kamienie wokół, może niezbyt dokładnie, ale żeby drewno się nie rozjeżdżało na lewo i prawo.
- Wiesz, mam dosyć sporej wielkości jabłko - zaczęła cicho, przełamując się w tej kwestii - Ale lepiej poczekać jeszcze trochę, niż później w panice szukać jedzenia. Chyba, że naprawdę tego potrzebujesz. - przetarła oczy, będąc pewną, iż nie ma w łapach niczego, co by się do ślepi dostało. Możliwe, że była zmęczona przeżyciami z bagna, które raczyło spożyć energię dziewczyny, niczym jakaś wiedźma. W sumie, lepsze to niż być pochłoniętą przez błoto.
Wstała i wzięła nóż z torby, omieszkując zedrzeć kawałek kory z drzewa. Wydłubała i położyła w ognisku.
- To może potrwać... Z parę godzin - powiedziała, a następnie zaczęła trzeć delikatną dziurę w korze. Po jakimś czasie od kory, bardziej magicznym niż mogłoby się zdawać sposobem zapaliły się pobliskie gałązki.
- Jeeeest! Teraz tylko wystarczy pilnować, by się porządnie rozpaliło i nie zgasło - rozciąga się i uważa na ogień. Włożyła nóż do torby. Spojrzała na niego - Zmęczony jesteś? - zapytała grzecznie. Może coś będzie mogła na to poradzić.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







24.05.2013, 23:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#32

Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Nie trzeba, dam radę wytrzymać jeszcze trochę - zrobił beztroską minę. - Wychowałem się w sierocińcu, tam jedzenie było kiepskie, o ile było. Za to mam teraz niezłą figurę - podniósł ramiona nad głowę i zakołysał się na boki w wężowym ruchu, który świetnie prezentował gibkość jego szczupłej sylwetki. Po tym krótkim pokazie rozsiadł się wygodnie, wyciągnął nogi i podparł z tyłu ramionami.
- Spokojnie, pewnie i tak rozpalisz ogień szybciej niż ja, jak głupi nie zabrałem krzesiwa, co ze mnie za baran - westchnął głęboko i pokręcił głową, zażenowany własną głupotą. Na szczęście, kolejne chwile oczekiwania, które spędził na cichym przyglądaniu się poczynaniu Mirie, minęły dosyć szybko.
- Świetnie, brawo ! - ucieszył się z możliwości ogrzania i wysuszenia. Przysiadł bliżej ogniska, spoglądając na łowczynię, gdy ta zapytała o jego stan.
Westchnął głęboko.
- Będąc całkowicie szczerym, to trochę odbiła się na mnie ta podróż. Kawał drogi za mną, jeszcze przed wejściem na bagna. Takie zabawy to jedno, ale na dłuższą metę, to muszę poleżeć, inaczej padnę - wyciągnął się z rękoma pod głową.
- A jak z tobą ?
25.05.2013, 00:42
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#33

- Mężczyzna powinien mieć trochę ciała, żeby miał więcej siły od kobiety - powiedziała spokojnie, wpatrując się w ogień, który rozpalał się coraz intensywniej. W sumie, ciekawe, że ona o tym mówi, jaki facet powinien być. W końcu z żadnym nie była. Z zasłyszanych wiadomości i obserwacji dowiedziała się o tym w takim razie, bo doświadczenie w takich sprawach to dla niej rzecz bardziej obca niż sztuka tańca towarzyskiego na dworach. Uśmiechnęła się do siebie. Swoją drogą, dawno swej rodziny nie widziała. Czułej, zatroskanej, ale stanowczej matki i kochanego ojca. Ciekawe, czy sprzedali dom wreszcie i wynieśli się do Grathardu zgodnie z planem. Podobno władca tego miasta jest wspaniały. Przeczesała włosy dłonią i stara się wytrzepać wszelakie dziadostwo, siadając przy ognisku.
- Możesz śmiało się o mnie oprzeć albo położyć mi się na nogach, jeżeli chciałbyś się przespać. Nie gwarantuję, że nie będę się wiercić, jak mi zdrętwieją nogi - rzekła w stronę ognia. Wręcz ją zahipnotyzował, co jej w sumie nie przeszkadzało. Miło było poczuć ciepło, złudne bezpieczeństwo w tym lesie. W skrajnym przypadku będą mogli się tu urządzić do końca życia, jedząc larwy spod kor drzew lub wyciskając z owych sok. Zatrzęsła się na samą myśl.
- Chyba wszystko ze mną w porządku, wystarczy, że trochę posiedzę i odpocznę. Lekko bolą mnie wnętrzności - przesunęła dłonią po brzuchu. Spodziewała się czegoś w stylu ogromnego siniaka od środka. Czyli jednak odbije się to na jej zdrowiu, przynajmniej przez jakiś czas. Ziewnęła i spojrzała na swoje dłonie. Zaczęła oczyszczać pazurki.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.05.2013, 21:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#34

Post powinien się pojawić, lecz tego nie zrobił. Jesteście wolni, piszcie śmiało.
Therion.
25.05.2013, 22:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#35

Zmęczenie go morzyło, a propozycja ułożenia się na nogach płomiennowłosej była kusząca. Nie mógł jej odrzucić. Wyszczerzył się jak głupi i podźwignął z miejsca, ciężko pokonując dzielącą ich odległość. Klapnął obok i powoli ułożył się na plecach, opierając głowę na ciele dziewczyny. Niemal od razu opanowała go błogość, ciepło ogniska, miękko pod głową, tyle mu teraz wystarczyło.
- Spokojnie, mam czujny.... se-- sen, chciał powiedzieć, ale ten zdążył go już dopaść. Leżał teraz, niewinny i bezbronny, w środku zdradliwego bagniska.
Nim zasnął, wyjawił połowę prawdy. Owszem, miał czujny sen, lecz był to jeden z dwóch trybów, w drugim spał jak zabity i nawet kubeł wody by go nie ruszył. Sam wiercił się nieznacznie, plącząc się w wydarzeniach sennych marzeń, których treści lepiej pozostawi dla siebie, choć nie sposób było ukryć zadowolonego wyrazu twarzy jaki gościł na jego obliczu.
06.07.2013, 15:12
Przeczytaj Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#36

Nachyliła się nad nim, wpatrując jak w obrazek. Była urzeczona wręcz nim, gdy spał. Ludzie się tak zmieniają, gdy oddają swój rozum w objęcia Morfeusza. Westchnęła i się wyprostowała. Koniec końców jedna osoba musi być czujna. Wplotła swoją dłoń w jego włosy, po czym zaczęła je przeczesywać delikatnie i drapać go po głowie, i za uchem. Musiała się czymś zająć, więc padło na znęcanie się nad nim w ten sposób. Nie zamierzała się cackać, by się stąd wydostać. Mogłaby wskoczyć jeszcze raz w to bagno, ale gdzie gwarancja, że tym razem też to zadziała? Właśnie takowej było brak, dlatego też miała pewne ogromne wątpliwości.
Drugim wyjściem z sytuacji było krążenie, aż busz ich wyrzuci w którąkolwiek mądrą stronę, w każdym razie poza jego terytorium. Mogli tak uczynić, ale kaj w tym sens? Pewnie umarliby, zanim gdziekolwiek by doszli. Pewnie będą musieli wskoczyć. Tylko czy kotek się na to zgodzi? Tyle niewiadomych. Czuwała dość długo, żeby ich nic nie zjadło. Rozglądała się co paręnaście sekund, a swój słuch wytężała cały czas. Gdy gałązka się gdzieś łamała, ona się tam wpatrywała. Gdy zaczynała doświadczać strachu, była jeszcze bardziej uważna niż zwykle. Nachylała się, wrzucając do ogniska kolejne drewienka. Gdyby się obudził, miałby parę cycków nad swoją twarzą. Mogła jednak bliżej usiąść. Ale teraz nie chciała się kręcić i dać mu odpocząć chociaż chwilę. Albo parę godzin, bo zdolna jest tyle wytrzymać.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







06.07.2013, 18:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#37

MG

Ludziom zdarza się popełniać głupstwa, gdy targają nimi silne emocje. Zdarzają im się wpadki, gdy kierują się impulsem zamiast pomyśleć dwa razy przed wykonaniem czegoś ryzykownego.

Ale najwięcej głupich, żenujących i wręcz nadzwyczajnych zdarzeń dzieje się pod wpływem.
Bardowie, poeci, najlepsi skrybowie - oni wszyscy wiedzą, że aby stworzyć dzieło o niesamowitej wartości trzeba wspomóc się czy to mocnym trunkiem, czy to czymś zgoła innym.
Jednakże, gdy nie jest się artystą, po pijaku robi się całkiem inne rzeczy. W grę wchodzi wykradanie księżniczek, podkładanie ognia pod snopkami na polach, rzyganie na siebie i wszystkich dookoła.

Najczęściej jednak zdarza się Utrata Świadomości.
Jest to niezwykle ciekawe zjawisko, szczególnie dla postronnych obserwatorów. A dla samych zainteresowanych? To oczywiście zależy. Mężczyzna budzący się w łożu obok pięknej, nieznajomej dziewki może jedynie żałować tego, że nie pamięta co z nią wyczyniał. W drugą stronę sytuacja nie byłaby aż tak przyjemna.

Przebudzenie Sotha nie należało do najgorszych, ale miało w sobie elementy rodem z koszmaru. Przede wszystkim, obudził się z niewyobrażalnym bólem głowy. Hulanki i swawole poprzedniego wieczora musiały być zaiste godne, prawda?
Ból głowy potęgowany był przez promień światła, który padał mu centralnie na twarz i raził w oczy.
Mężczyzna miał mokro w butach, a w zasadzie i spodnie miał uwalone po kolana.
Trawa na której leżał była sucha, ale jego lewej dłoni było nader mokro. Nie, nie trzymał jej w spodniach. Po prostu już kilka centymetrów od niego teren był więcej niż podmokły.
Sytuacja przedstawiała się nader prosto: Soth po pijaku, w jakiś sposób bliżej mu nieznany, znalazł się na bagnach, wybrał suche miejsce i tam udał się w objęcia Morfeusza. Można? Można.
A jeśli ktoś go napadł, okradł i dla żartu lub zatarcia śladów w ten rejon wywiózł? Nie, nadal miał przy sobie swoje rzeczy, całe szczęście.
Mała polanka a dookoła woda mniej więcej do kolan. Dzień na kacu jak każdy inny.


Nieopodal miejsca, w którym obudził się Soth, Argen tropił Drzewołaki. Znalazł na nie zlecenie w karczmie w Mieście Handlowym. Nie wiedział po kiego grzyba komuś mogłyby się przydać te cholery, ale miał jasne instrukcje: przynieść jak najwięcej korzeni zwisających z ich ciał.
Przemierzał bagna już drugi dzień i nadal nie znalazł żadnego z nich. Tak, to mogło zirytować.
Szedł, szedł i szedł.
Bagna z reguły są zdradzieckie, dlatego też wymagają wielkiego skupienia. Nic więc trudnego, aby przeoczyć kogoś na swojej drodze, gdy człowiek stara się nie zginąć.
Zaraz, zaraz.
Dopiero po chwili do łowcy dotarło, że minął coś dziwnego.

Nie, nie był to Soth śpiący pośród bagien i kpiący sobie z otaczających go niebezpieczeństw. Argen zobaczył pół Sabethy.
Dlaczego pół, zapytacie? Które pół, będziecie dociekać?
Łowczyni tkwiła po pas w trzęsawisku. Sytuacja mało ciekawa, szczególnie gdy podróżuje się samotnie. I ona znalazła ogłoszenie o drzewołakach, tak samo jak Argen skusiła się i tak oto wylądowała na bagnach.
A raczej w bagnie i to całkiem poważnym.

Sabeth w bagnie po pas, chociaż to może się szybko zmienić. Argen ją zauważył.
Soth leży gdzieś nieopodal i na razie, oprócz kaca, nie ma żadnych zmartwień.
10.07.2015, 21:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#38

Więcej nie piję
Ile razy to innym mówił. Ale sobie samemu nigdy. Lecz jak to się mówi. Nigdy nie mów nigdy.
-Ja pierdolę, już więcej nie...- wybełkotał próbując otworzyć oczy lecz zaraz potem ponownie zamknął powieki. Zawsze ale to zawsze kiedy się budzi na kacu to słońce świeci mu prosto w ryj. I nie ważne czy się budzi w rynsztoku czy w karczemnym pokoju. Zawsze słońce zaczyna go torturować swymi promieniami. Nawet na bagnach mu nie daje spokoju. Zaraz zaraz. Na bagnach?
-Dzie ja kierwa jezdem?- ponownie wybełkotał do siebie. Nieznacznie uchylił powiekę, potem drugą. Pociągnął nosem. Poruszał dłońmi. Wiele nie widział, ale okolica niby bagienna. I w dodatku śmierdzi jak na bagnach. I wilgotno jak na bagnach. No bagno jak nic.
Tylko w jaki sposób karczma w której ostatnio się zatrzymał zamieniła się w bagno? Wiedział że w tej karczmie opłacił nocleg więc powinien do niej wrócić. Powinien. Ale odwiedził jeszcze jedną karczmę, potem tawernę, zamtuz, znowu tawernę i chyba w tym momencie jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Ale wydawało mu się że ładnie poprosił obsługę tawerny o odprowadzenie we wskazane miejsce. Tylko jakoś nie potrafił sobie przypomnieć by wskazywał te właśnie bagno. Może źle go zrozumieli? No ale przecież zapłacił im. No musieli go źle zrozumieć. Oj będzie musiał wrócić i im powiedzieć co o nich myśli. Psubraty jedne!
Przekręcił się na brzuch. Nic tam że w butach wilgotno, nic tam że w spodniach wilgotno. Dźwignął się na czworaka. Przymknął oczy bo mroczki mu się pojawiły i mdłości. Usiadł w przyklęku, ciężar jego ciała spoczął na piętach. Potarł twarz dłonią by nieco się otrzeźwić, choć to praktycznie było niemożliwe gdyż ból głowy nie opuszczał go ani na chwilę. Pomacał się po tułowiu, sakiewka, noże i miecz o dziwo wszystko to było na swoim miejscu. Odpiął od pasa pochwę z tkwiącym w niej mieczem. I trzymając miecz w pochwie w prawej dłoni (trzymał za pochwę) mężczyzna zaczął iść na czworaka w stronę która wydawała mu się właściwa. A właściwa była ta gdzie podłoże nie było takie wilgotne. Idąc na czworaka macał dłonią gdzie ziemia jest spulchniona bądź podmokła i starał się omijać te obszary. Starał się też omijać jakieś poskręcane i czepliwe krzaczory.
-Ładny mi nocleg, kurwa mać. I srebrne smoki poszły psu w dupę. Chociaż nie kłamali, miękko było. Tylko nie wspominali o wilgoci i przeciągach. Już ja pokażę tym czarcim pomiotom!
Złorzecząc i przeklinając szedł na czworaka przez bagna. W prawej dłoni trzymał miecz w pochwie. Co jakiś czas się zatrzymywał i odpoczywał. Cierpiał na kaca i nie był w pełni sił, a ból głowy był nie do zniesienia.
10.07.2015, 23:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#39

Zadanie zdawało się tak proste, że grzechem by było dzielić się z kimś zapłatą za korzonki odcięte od drzewołaka.Tym bardziej że kwota nie była wygórowana to i zadanie w jej zamyśle musiało być proste. Szkoda że nie znała terenu na którym miała polować. Zdradzieckiego terenu.
Wystarczył jeden, no dwa nieostrożne ruchy i młoda łowczyni znalazła się po pas w gów .... w błocie.
Próbując nie pogrążyć się jeszcze bardziej, analizowała sposoby wydostania się tarapatów. Krzyki o pomoc mogłyby przywołać wybawcę ale i też drapieżnika. Z tego położenia zaś ciężko by jej było coś ustrzelić. Choćby i linki miała trochę to by do bełtu przytroczyła i strzeliła w przegniły pniaczek oddalony od niej kilka metrów, który to pniaczek zdawał się nawet pochylać w jej stronę. Ale linki nie miała.
Ciekawe czy bym umiała by się dogadać z drzewołakiem jakby to był ich przedstawiciel. Może by podał mi korzenia. Pomyślała przelotnie.
Wiercić się też nie było sensu, bo bagno wciągnęłoby ją bardziej.
Naładowaną kuszę trzymała w ręku, bo tak właśnie rozpoczęła się jej błotna kąpiel. Poruszając się ostrożnie po kępkach traw, będąc w pogotowiu z bronią gotową do strzału coś ją zdezorientowało, raz i drugi, a potem ... potem to już zastanawiała się jak się z tej kąpieli wydostać. Oczywiście to, co ją rozproszyło tak jak nagle się pojawiło to i znikło.
Tak oto niby proste zadanie stało się walką o życie.
Wilgotne włosy kleiły się do jej czoła. ale to był najmniejszy problem. W sumie to wszystko miała wilgotne, ba, nawet mokre a do tego oblepione zimnym błotem. Szczęśliwie że nie miała na sobie ciężkiego pancerza, bo dawno by już się utopiła. Oblizała usta i poczuła słony posmak potu. Co za ironia losu, tonąc w bagnie zachciało jej się pić.
- Szlag by to trafił. - Mruknęła pod nosem.
Wolną ręką sięgnęła po bolas uczepiony pasa spodni i z odgłosem odessania żelazne kule pojawiły się nad bagienną mazią. Rozglądała się czego mogłaby się uchwycić robiąc niewielki zamach posługując się bronią jak batem. Uczepić czegoś i podciągnąć, by wydostać się w końcu z tej niechcianej regeneracyjnej kąpieli.
11.07.2015, 11:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Nieodkryte tereny - strefa II
#40

Zlecenie z Miasta Handlowego przybite zardzewiałym gwoździem do tablicy ogłoszeń było jasne i przejrzyste. Przynajmniej jeśli chodziło o instrukcje zawarte na brudnym i poplamionym pergaminie, który do jasnych i przejrzystych nie należał. Zatłuc Drzewołaków w ilości - ile się da i w podobnej ilości przynieść zleceniodawcy korzenie z ciał owych stworów.
Slaita nie interesowało po co miałby ktokolwiek potrzebować tego surowca, ale Argen nie należał do tych który oczekiwał stosownego wyjaśnienia stojącego za zleceniem. Jedyną istotną kwestią która go interesowała to czy zapłata jest godziwa i warta zachodu. Biorąc pod uwagę że zadanie nie należało do wyjątkowo wymagających, Argen udał się na okoliczne bagna na których miał zamiar wytropić swój cel.
Niestety wszystko wskazywało na to, że zadanie tylko uchodziło za banał. Argen moczył sobie stopy na bagnach już drugi dzień a drzewołaków ani widu ani słychu. Nie udało mu się nawet znaleźć żadnych śladów które świadczyłyby o ich obecności w okolicy. Było to irytujące lecz nie niepokojące - tropienie stworów zazwyczaj nie kończyło się na kilkugodzinnej przechadzce po Starych Bagnach.
Sam fakt tropienia utrudniał też fakt, że podłoże nie należało do najbardziej sprzyjających w szukaniu czegokolwiek. Nie mógł całkowicie skupić swojej uwagi na poszukiwaniu tropów, prowadzących go do zwierzyny na którą polował. Musiał równie często patrzeć gdzie stawia swoje kroki co przeklinać kolejne pluśnięcie w bucie.
Dlatego też prawie przeoczył coś niezwykle interesującego.
Owym obiektem, który natychmiast zwrócił uwagę Argena to ludzka sylwetka. A właściwie jej pół, co tłumaczyłoby początkową nieuwagę Sędziego.
Slait przylgnął do najbliższego drzewa za którym odczekał kilka sekund, zanim wychylił swój zakapturzony łeb zza pnia pokrytego mchem. Odruch unikania potencjalnego niebezpieczeństwa, okazał się zbędny. Wyglądało na to że po pierwsze obraz który mignął Argenowi w kącie oka nie był upragnionym drzewołakiem a człowiekiem. Po drugie człowiek, który nieraz mógł stanowić zagrożenie równie duże a nawet znacznie większe niż niejedna bestia znajdował się w położeniu któremu daleko było do stanowienia jakiegokolwiek zagrożenia dla kogokolwiek. A w szczególności dla Slaita.
Gdy łowca upewnił się że nie jest to żadnego rodzaju zasadzka, wyłonił się za drzewa i wolnym, ostrożnym krokiem ruszył w kierunku nieznajomego.
Zatrzymał się w relatywnie bezpiecznej odległości, która nie groziła mu podzieleniem losu mężczyzny którego znalazł na trzęsawisku. No właśnie, czy aby napewno mężczyzny?
Co prawda nie mógł obserwować nieznajomego cały czas, bo musiał przede wszystkim martwić się gdzie stawiał kroki, ale gdy w końcu się zatrzymał miał chwilę by uważniej przyjrzeć się obcemu.
Z tej odległości za dużo nie widział, jednak początkowe założenia zdawałyby się być błędne. Sylwetka nieznajomego raczej nie sugerowała męskich kształtów. Co najwyżej chłopięcych które i tak były starannie skryte pod męskim ubiorem.
Chłop który zabłądził? sam siebie spytał Argen. Sędzia nie należał do gatunku rycerzy w srebrnych zbrojach, którzy bezmyślnie śpieszyli na ratunek każdemu kto zdawał się go potrzebować. Poza tym, nieznajomy znajdował się w położeniu z którego nie stanowił zagrożenia. Gdyby to położenie zmienić na bardziej stabilne, poczucie bezpieczeństwa Argena mogłoby być zgoła inne.
Póki co Slait nie odzywał się, nie sygnalizował swojej obecności. Nie ukrywał się jednak, stał w bezruchu krzyżując ramiona na piersi czekając na rozwój wypadków. To czy miał pomóc chłopakowi, miało dopiero zostać rozstrzygnięte.
13.07.2015, 13:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna