Plac
#11

Opowieść Hatsu o swoim przydomku zaciekawiła dziewczynę, co zresztą widoczne było w jej oczach. Pochłaniała wzrokiem chłopaka starając się uchwycić każde jego słowo, a nawet gest do tej historii.
- Uwielbiam słuchać opowieści. Skoro jesteś Łowcą to pewnie masz kilka ciekawych przygód do opowiedzenia, prawda? Chętnie posłuchałabym. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. Przeniosła wzrok na gwiazdy i chwile wpatrzona szła tak, odciągając odpowiedź na pytanie Hatsu.
- Tak, jestem magiem. - te słowa zostały wypowiedziane przy minie, która nie oddawała żadnych emocji. Całkowicie bez wyrazu. Delikatnie zaśmiała się, gdy usłyszała słowa strażnika, a i sam wygląd owej osoby rozbawił ją, chociaż nic nie powiedziała do niego. Towarzysz spotkany w tym mieście zajął się gadką. Crimson wystawiła na bok jedną nogę, a lewą rękę wsparła na swoim biodrze, przechylając ciężar właśnie na wysuniętą kończynę. W ten sposób gwarantowała trochę odpoczynku zmęczonym nogom, chociaż jedną odciąży na tą chwilę. Tak długa podróż jak jej, bez prawdziwego odpoczynku dawała w kość, szczególnie, że przemierzyć trzeba było bagna i zarośla.
- Zwyczajni, poczciwi ludzie. Takich też zabijałam... - kolejna myśl o swoim fachu, która raczej podkreślała jej bezwzględność, lecz w jej oczach, było to jak równość. Zabija na równi bogatych, jak i biednych, niczym śmierć. Nikt się nie uchroni.
Warto dodać, że białowłosa widziała twarz strażnika, zanim ten jeszcze wszedł w światło. Ogólnie widziała dość sporo pomimo ciemnicy. Jej rozwinięty zmysł wzroku pomagał w tym zadaniu.
29.06.2013, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#12

Strażnik podrapał się po brodzie, rozmyślając, gdzie może ich wysłać.
- Niech no ja... - wymruczał. Zabrzmiało to nadzwyczaj komicznie z jego niezwykle głębokim basem w głosie. Wskazał ręką na jedną z wielu wąskich uliczek pomiędzy budynkami na rynku - Podążcie tamtędy. Mógłbym was poprowadzić, ale wiecie - służba nie drużba, zresztą, kto by tam gołąbkom chciał przeszkadzać - zaśmiał się serdecznie - Najpierw prosto, a następnie skręcić w lewo. Przejść aż do końca alejki i pójść w prawo. Wyjdziecie na większą ulicę. Tam prawie na wprost ujrzycie szyld. Gospoda "Śpiący Okoń" znana jest ze spokoju i dobrych posiłków i trunków. Można przenocować nawet! - powiedział jednym tchem, po czym się uśmiechnął - Ale jeśli nie chcecie ciszy i spokoju, możecie iść do gospody "Pod krakenem". Jest nieopodal, trudno jej nie zauważyć na tej ulicy. Doprawdy, tam jedzenie paskudne, podejrzane typy, ale niskie ceny. Ano, i jeszcze ten piekielny hałas.
Był widocznie z siebie zadowolony.
- Jak będę potrzebny, to zawołajcie - powiedział, po czym ruszył na patrol. Ziewał głośno.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







29.06.2013, 20:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#13

Patrzyłem na strażnika uważnie, kiedy odchodził. Moja twarz przybrała bezwyrazowy wygląd. Zero emocji... No poza jednym. W moich oczach widać było smutek. Głównie przez wspomnienie o śmierci rodziców. A przecież minęły zaledwie dwa lata i dalej mnie to męczyło. "Czarny szermierz"... Bardziej traktowałem to jako piętno niż odznakę, ale cóż... Będę pamiętał do końca życia, że za swoje czyny ponosimy konsekwencje. Noc była taka piękna... Głód i zmęczenie ustały, a moje ciało przeszył dreszczyk. Miałem ochotę pierwszy raz od miesięcy wejść bez powodu w niebezpieczną strefę i nakarmić swoje ostrze krwią bestii... Wyrżnąć wszystkich, żeby dać upust swoim emocjom. W pewnym momencie lekki powiew świeżego powietrza oprzytomniał mnie. Zamknąłem chwilowo oczy i zrobiłem głęboki krótki wdech. Ciało przeszyło przyjemne uczucie. Tak jakby wszystko to co przed chwilą czułem odeszło w zapomniane, a sam nabrałem energii do wędrówki i do pogadanki. Na moich oczach unosił się szczery uśmiech, w sumie... Odnalazłem brata, moja siostra jest w Lothil. Czemu miałbym nie być szczęśliwy? A Crimson...? Chociaż była dla mnie zagadką to zyskała w moich oczach wiele sympatii i w sumie to szczerze ją polubiłem.
-Lubisz historyjki? Cóż kilka mogę ci opowiedzieć. - Wyznałem serdecznie, dodając:
-"Śpiący Okoń" co? Myślę, że jest to dobre miejsce. Chcę wypocząć i rano udać się w stronę Greathard. A przy okazji możemy spokojnie pogadać. Czasu i tak mam wiele, więc sama podróż do miasta na zachód może zostać odłożona. Zależy mi bardziej na pogodzie. - Spojrzałem na dziewczynę i zaprosiłem gestem ręki do ruszenia przed siebie. Kiedy już ruszyliśmy na usta wpadło mi jedno pytanie.
-Crimson... Dlaczego tak właściwie jesteś ubrudzona błotem? Byłaś na bagnach? - Pytanie nie dawało mi spokoju. Był powód, dla którego zapytałem.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






29.06.2013, 21:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#14

Crimson ruszyła za chłopakiem i rozglądała się starając zapamiętać okolice. Jakby tutaj trafiła jakimś sposobem drugi raz to dobrze, by było znać miejsce położenia dobrego lokalu.
- Tak, to miejsce brzmi na odpowiednie. Dzisiaj nie mam siły na pozbawianie życia kolejnych szumowin próbujących dobrać się do mnie. - powiedziała w taki sposób, że czuć było, iż miała i takie historie za sobą. Powód dobierania się był równie widoczny, co noże na udzie dziewczyny, jednak i tak wielu pokusiło się.
- Greathard... zmierzasz tam w jakimś konkretnym celu? Czy zwyczajnie podróżujesz szukając roboty? - spytała spoglądając znów na chłopaka. Wyglądał na dość silnego, głównie wskazywało to ostrze, które dzierżył na plecach. Było dość spore i władanie nim pewnie wymagało wprawy. Historia Hatsu o wycięciu 5 na raz przeciwników też była zdumiewająca. Nawet najlepsi zwykle nie potrafią poradzić sobie z grupą. Nie raz to słyszało się historie jak wspaniały mag został zaatakowany przez grupę zwyczajnych zbirów i nie zdołał wyeliminować wszystkich, gdyż jego czary skupiały się na pojedynczym celu. Tak samo jest z wojownikami, mało który potrafi atakować jednym cięciem kilku przeciwników. Dziewczyna spojrzała na siebie słysząc pytanie nowo poznanego i otrzepała ubranie jakby z kurzu.
- Nie znam tych terenów za grosz, więc podróżowałam w nieznane. No i te "nieznane" wysłały mnie w bagna, przez które musiałam się przedrzeć. Później dowiedziałam się dopiero, że te tereny są niezmiernie niebezpieczne co zrobiło jedynie ze mnie idiotkę. Ale lepiej było nie wiedzieć, gdybym szła ze świadomością, że jakaś bestia może znienacka wyskoczyć na mnie na swoim terenie to pewnie straciłabym sporo nerwów. - kończąc wypowiedź zaśmiała się lekko i znów spojrzała przed siebie doglądając otoczenia.
29.06.2013, 21:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#15

Patrzyłem na nią i zastanawiałem się w zasadzie sam nad tym dlaczego chcę wybrać się do Greathard.
Przecież nie miałem jasnego i konkretnego celu. Byłem jak ślepy, który szukał czegoś... Czegoś, czego nie miał, albo chciał zawsze mieć. Brakowało mu jakiegoś pierwiastka życia, który był dla niego nieosiągalny. Spojrzałem jej w oczy i odpowiedziałem.
-Szukam sensu swojego istnienia. Czy go tam znajdę? Sam nie wiem. Przy okazji... Po drodze chciałem zahaczyć o stary las. Pewna legenda mówi, że w tym lesie istniało całkiem miłe miasteczko, które było często odwiedzane przez podróżnych. Tętniące życiem i dobrze kolidujące z Peroną. Pewnego dnia do miasta zagościł tajemniczy wędrowiec i wręczył karczmarzowi duże, czarne jajo. Powiedział, że będzie ono przyczyną rozkwitu tego miasta i chlubą, która przez wieki będzie trwać. Jajo przez cały rok intrygowało mieszkańców i turystów. Pewnego dnia jajo pękło... Przez pierwsze dni nie wiadomo było co z niego się wykluło i gdzie jest. Kiedy zainteresowanie rosło, przez kolejne dnie ludzie znikali... Czasami w domach widniała jakaś szara substancja. Lepka do tego... Albo meble miały charakterystyczne dziury. Ludzie ginęli i nie wiedzieli czemu oraz kto to robi. Miejscowy strażnik, który stracił żonę postanowił zabić mordercę. Zaczaił się nocą na dachu ratusza i doglądał okolicy. To on pierwszy zauważył bestię, która zabijała nocą niczym duch. Wielki pająk, który pożerał swoje ofiary. Ale zanim zabił je ostatecznie, ich ciała zostały przenoszone w głąb lasu. Legenda mówi, że strażnik był ostatnim żyjącym obywatelem, zanim miasto upadło. Wszyscy zginęli, a on? Legenda niestety nie mówi o nim nic więcej. Niektórzy dopowiadają, że zginął. Inni, iż uciekł, czy umarł ze starości. Są też i tacy, którzy myślą, że ten mężczyzna zgładził wielkiego pająka. - Opowiadając tak jedną z tych legend, którą lubiłem najbardziej, wbiłem wzrok w swoją dłoń, a kiedy ją zacisnąłem dopowiedziałem Crimson - Dzisiaj tych pająków jest znacznie więcej, ale zanim tak było Muta, czyli pierwotny wielki pająk złożył wiele jaj w jaskini, wykorzystując ciała pożartych bestialsko ludzi. Chciałbym tam pójść i zbadać tę legendę. I może... Może zabiję to ścierwo? Tak czy siak - Dodałem na koniec, jakby nagle historia przestała mnie interesować - Nie lubię pająków. - Kiedy to powiedziałem, właśnie stanąłem przed celem obecnej podróży. Gospoda "Śpiący Okoń" taki widniał napis na drzwiach.
-To co? Wchodzimy? - Uśmiechnąłem się do niej i zaprosiłem ręką, aby weszła pierwsza.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2013, 23:02 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






29.06.2013, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#16

Wyszedłem z gospody pełny nowych sił. Trochę szkoda było mi opuszczać to miejsce bez pożegnania się twarzą w twarz z nowo poznaną dziewczyną, ale miałem już pewien cel. Zabić Mutę, choćby jedną i sprawdzić czy od ostatniej walki stałem się chociaż trochę lepszy. A potem? Do Perony skąd chcę zdobyć transport do siedziby poległych rycerzy. Wyspa odwiedzana przez turystów co jakiś czas, ale teraz nikogo tam nie powinno być poza zamkowymi właścicielami tego miejsca. I mam nadzieję, że zdobędę więcej umiejętności podczas mojego treningu.
Spojrzałem na budynek, z którego wyszedłem. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, jednak ktoś stojący obok nie dostrzegłby go. Odwróciłem się plecami do Śpiącego Okonia i ruszyłem ku przygodzie. Kolejny przystanek - Stary Las.

Gracz opuścił wątek


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






01.07.2013, 14:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#17

[MG]

Jak to na placu, wszędzie unosił się okropny, przenikliwy smród ryb w każdej możliwej fazie świeżości, to jest świeże, mniej świeże i te, które albo się wyrzuca na pożarcie wszędobylskich psów, albo oddaje żebrakom. Było zdecydowanie dosyć gwarnie, ale osoba o odpowiednim słuchu mogłaby rozróżnić pośród hałasów wysokie głosy dwóch dam, oraz głębszy, lecz cichszy, umęczony życiem głos ich ojca. Dwie ciemnowłose kobiety stały przy kramie swojego starego już bardzo rodziciela, głośno dyskutując o jakiejś Adeli, co to bez sensu wyszła za jakiegoś znowu Gawina i nie byłoby problemu gdyby nie wyszła i nie martwiliby się teraz tak wszyscy i nie bali i w ogóle, a tak?! Na przemian to jedna, to druga z panien wybuchała płaczem, zaś ta chwilowo spokojna pocieszała ją, obiecując że wybiorą takich, co siostrę znajdą, na pewno. Znów cała trójka rozważała, czy nagrody które zaoferują zainteresowanym będą odpowiednio wysokie, bo w prawdzie ojczulek oszczędzał przez całe życie całkiem konsekwentnie na 'czarną godzinę' (która notabene nadeszła), a i obie siostry oddawały ogromną część swoich pieniędzy, ale czy jednak? Czy ktokolwiek się skusi? Dla nich oferowane nagrody to bogactwo, w razie czego mieli w zanadrzu jeszcze monety po matce nieboszczce, lecz czy tacy śmiałkowie uznają przydział za wystarczający? Poniekąd, zadanie nie jest trudne, tylko droga długa, a Adelkę to one zaraz opiszą każdemu zainteresowanemu. Z resztą, trudno byłoby przeoczyć podobną im kobietę, obie miały mało przystojne, wyraźnie odziedziczone po ojcu garbate nosy, otoczone siateczką zmarszczek czekoladowobrązowe oczy i takież włosy. Nie o to jednak chodziło, tylko o sylwetkę całej rodziny, ojciec i jego córki byli jednakowo, dziwacznie wręcz niscy. Tyle szczęścia, że staruszek spłodził tylko panienki, co za hańba być chłopem co pannie głową ledwie do cycka sięga, prawda? Za to, niska kobieta wygląda przeuroczo i wzbudza potrzebę ochraniania jej... Podobno, bo te dwie niczego nie wzbudzały, cuchnęły rybami, ciemne włosy miały rozczochrane i matowe. Ogólnie rzecz biorąc, kobiety te różniły się tylko nieznacznie przeciętnymi rysami twarzy i poplamioną odzieżą.
- Pamelko, któraż godzina? Jeszcze chyba z paręnaście minut do tej ustalonej, a nikogo nie ma i nie ma. Jasno żeśmy mówiły gdzie i o której w wieściach, w ogłoszeniach też, prawda? - zamartwiała się piskliwie ta, która przed momentem ocierała łzy.
- Jasno, a jak nie jasno jak jasno! - zapiszczała w odpowiedzi nazwana Pamelą i chwyciła dłoń siostry, mocno ją ściskając jakby chcąc dodać jej otuchy. - Czekajże, czekaj, jeszcze przylezą, skąd wiesz, może takie poszukiwacze przygód, to mają w zwyczaju się spóźnić? Wielkie panicze zawsze mają, a taki co z dalekich dróg jedzie, to więcej ma słuszności w spóźnianiu.
Dalej rozmowa się potoczyła wciąż na temat słuszności spóźniania, aczkolwiek wciąż powracano do zmartwień o Adelę. Gdyby ktoś poszukiwał owych panien, znalazłby je pewnie z łatwością pytając przechodniów, albo nasłuchując. Każdy z rybaków w Grimssdel dobrze znał tę rodzinę, wielu zaś podzielało zmartwienia sióstr o Adelę, ze względu na to że w rodzinnych stronach już od dawien dawna się o niej nie słyszało. Listy ustały, nie tylko te do rodziny, ale i te do przyjaciół...
31.12.2014, 20:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#18

Zapach unoszący się na placu był odrażający oraz odpychający, przynajmniej dla kogoś, kto jest w takim miejscu pierwszy raz. Cidiuss handlował już w wiele razy w miastach większych lub mniejszych od Grimssdel, więc ani zapach, ani gwar nie spowodowały u niego zniesmaczenia. Zapach był jednak wizytówką każdego miasta. Każde z nich pachniało inaczej. Dla Grimssdel zapach bardziej lub mniej świeżych ryb był właśnie takową wizytówką. Jedną wspólną cechą każdego placu był hałas, który otaczał wszystko i wszystkich. Rozmowy, kłótnie, uzgadnianie jak najkorzystniejszej ceny pomiędzy handlującymi miało miejsce wszędzie gdzie można było pohandlować. W oczy rzucał się ratusz, który był większy i ładniejszy od reszty budynków otaczających to miejsce.
Cidiuss sprzedał tu już to, co miał sprzedać kilka dni temu i w sumie chciał wyjechać wtedy z miasta, lecz jego uwagę przykuło ogłoszenie, które wisiało na jednym z budynków. Była mowa o jakiejś podróży i zapłacie, a pieniędzy nigdy nie za wiele szczególnie, że opisane na kartce zadanie nie wydawało się zbytnio trudne. Przynajmniej to, z czego Cidiuss się rozczytał, bo kartka była dosyć brudna, a i pismo nie było zbytnio staranne. Z resztą mężczyzna już od jakiegoś czasu szukał jakiejś ciekawszej formy zarobku od samego jeżdżenia i handlowania.
W całym tym hałasie Cidiuss usłyszał płacz i krzyki, które różniły się od innych rozmów na placu. Wyczuł, że jest w nich więcej napięcia niż zazwyczaj przy kłótniach o cenę jakiegoś towaru. Pomyślał, że to mogą to być właśnie te osoby od ogłoszenia. Miejsce się zgadzało, a czas też był w każdym razie zbliżony o ile mężczyzna poprawnie go odczytał z ubrudzonej kartki. Podszedł w stronę ów głosów i zobaczył trójkę niewysokich osób. Zbliżył się do nich.
-Witam, czy to wy wywiesiliście to ogłoszenie?- rzekł i podał ubrudzoną kartkę, którą wziął przed wyruszeniem na plac. Jednakże wszystko wskazywało, że trawił on do odpowiednich ludzi.- Jestem Cidiuss i interesują mnie szczegóły, jeśli wszystko nadal aktualne.
31.12.2014, 21:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#19

Droga do tego miejsca nie była łatwa, za to była długa. Dobrze, że po drodze był zajazd, w którym się wyspali. Inaczej sami by wyglądali jak jakieś monstra z bagien, albo zombie z krainy szlamu.
A wiec na plac targowy, pachnący rybkami pojawił się Farin ze swoją ukochaną Meril. Chłopak szedł na ziemi, trzymał lejce w dłoni, a na koniu siedziała piękność; nimfa, boginka słodka, najdroższa, najmilsza jego ukochana, bez dwóch zdań najładniejsza kobieta na tym placu, w tym mieście, w tym kraju, w tym wszechświecie. Powiedzmy sobie szczerze, zakochany łowca rozglądał się na boki, co go tak interesowało? Wyglądał na napalonego zboka, taka ślina z jego ust ściekała, błyski w oczach , drżąca druga dłoń i
- Ryyybka
Niuch niuch noskiem
- Rybeńka
Gdyby nie musiał trzymać rzemyki, to kto wie czy nie rzuciłby się na jakieś stoisko i nie zjadł by im wszystkich ryb. Przeszedł tak troszkę, w końcu się uspokoił, poprawił , przestał się wygłupiać. Wyjął z kieszeni zawiniątko, spojrzał
- To ten adres
Po woli podszedł, ukłonił się zgromadzonym, stoisko 67, numer mu sie zgadza.
- Witam, jesteśmy zainteresowani zadaniem
Tak i tu widzi jeszcze jednego jegomościa, taka myśl
Dlaczego ktoś tu jest? Może większe zainteresowanie co do tego zadania? A może jest ono tak trudne, ze potrzeba większej ilości osób, jak tak i poślą nas wszystkich trzeba węszyć kłopoty. O tak, z naszym szczęściem to będą trolle w lesie, laska okażę się wampirem i pozera ludzi, a nie pisze bo nie chce martwić swej rodziny swym mrocznym losem.. albo i one są, i ich siostra zjadła wszystkich to podsyłają jej zakąski...Jeżeli chodzi o ciemne wizje, Farin jest nie do pokonania, zawsze podejrzewa o najgorsze. Przytrzymał mocniej lejce, koń ugiął łeb i tak został. Widać po nim, że to rumak po przejściach, brak jednego ucha, ślady od pręgierza. Zwierze zamarło, na komendę, a mężczyzna podszedł z boku i wyciągnął ręce, zdjął z konia Meril i delikatnie tak postawił na ziemi. Niczym lalkę, obejrzał ją jakby patrząc czy się nie potłukła w podróży.
Milczał czekał co powiedzą inni, a zwłaszcza te dwie kobiety a może ten człowiek obok to zleceniodawca? A może oni wszyscy to najemnicy? Zaraz się wszystkiego dowiedzą, eh czemu to życie musi być takie niecierpliwe, zamiast być spokojnym człowiek musi się martwić i istnieć w wiecznej niepewności.
Farin dalej zwraca uwagę na zapach ryb, a przecież niedawno jadł! Zaledwie trzy godziny temu w karczmie. Przy okazji ot, zarzucił okiem na jegomościa nieopodal. Wysoki, o głowę większy od niego, dobrze zbudowany, zielone oczka i zielona ... kurtka? Kolorowe szmatki nie noszą szpiedzy, bandyci, ale zamożni ludzie; kupcy, strojnisie, szlachta, bardowie. Niepokojące było też to, że nie posiadał przy sobie żadnej broni, a jak się Farinowi zdawało też pytał się o zadanie z ogłoszenia. A wiec, kto to może być? Nie ma broni, ma kolorowe szmatki, jasny dziwny wzrok i pyta o misje? Mag!
A teraz co do kobiet, wyglądają na smutne i mają psio oczekujące spojrzenia. Aż tak by im zależało? Nie wyglądają na najemników, wojowników, magów i tak dalej, dlatego Farin sklasyfikował je jako "śmiercionośne, brutalne lichy". Co do wzrostu, małe jest piękne, naprawdę. A odczucia ochrony, największy taki odruch w mężczyznach wzbudzają dzieci, a kobiety są małe i kruche jak dzieci.
31.12.2014, 23:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#20

Przyjechali na Plac w Grimssdel, zgodnie ze wskazówkami podanymi w ogłoszeniu. Już z daleka można było czuć charakterystyczną woń wody i ryb, im bliżej placu, tym mocniej waliło rybami. Meril uśmiechnęła się do siebie, jak taki drobiazg jak zapach może budzić w człowieku odczucia poprzez skojarzenia. Dla kobiety to był zapach przywołujący czasy dzieciństwa, kiedy to często kupowali tutaj ryby na obiad. Przypominał też trochę zapach portu, gdzie niegdyś spędzała wiele czasu.
- Nie martw się Kochanie, kupimy jakąś rybę na obiad, jak nie tutaj, to wiem gdzie można nabyć naprawdę świeże, 'prosto z sieci' jak tu mawiają - uspokajała Farina, który popadł w gorączkę rybną i z dzikimi, acz tęsknymi okrzykami na ustach rzucał równie dzikie i tęskne spojrzenia na ryby zachwalane gromkim głosem przez sprzedawców.
Na placu panował gwar, chociaż pora targowa była już ku końcowi i lud się już przerzedzał. Wielu rybaków i sprzedawców pakowało już rzeczy ze swoich straganów wymieniając się uwagami na temat ruchu na placu, polityki, pogody, zdrowia oraz planów na jutrzejszy dzień. Logiczne było nawet, że termin spotkania został wyznaczony w czasie, gdy kupujących na placu jest już mniej i każdy jest zajęty bardziej sobą i swoimi sprawami.
Meril z wysokości konia miała świetny widok na wszystko, pierwszy raz widziała to miejsce z tej perspektywy i było to dla niej dosyć dziwne. Przejeżdżając raz po raz kłaniała się znajomym, odpowiadała krótko na zadawane pytania, wysłuchując uwag typu "dawno cię tu nie było", "Aleś wyrosła", "Mam nadzieję, że ten twój mąż, to porządny chłop, bo jak ci co zrobi to lepiej mu się tutaj nie pokazywać" itp. Przy okazji upewniła się też co do miejsca, gdzie znajdą rodzinę Brrienów. Od razu wskazano im kierunek dorzucając różne komentarze, jak "ta Adela do mojej córki też pisywała, wielkie przyjaciółki były, a teraz jak kamień w wodę", "ja ci mówię serdeńko, wielkie to nieszczęście się zdarzyło, ja ci to mówię", czy też "podejrzana sprawa, radzę ci mała, dobrze pomyśl, czy powinnaś się w to pakować". Podążali zatem dalej we wskazanym kierunku, aż w końcu usłyszeli, a niebawem i ujrzeli trójkę oczekującą niecierpliwie nadejście pomocy. Meril sprawdziła czas, nie spóźnili się.
Wygląd kobiet niewiele jej powiedział, starego natomiast jakby kojarzyła. Wytężyła pamięć. Tak, był taki rybak, jak to na niego mówiono? Z powodu niskiego wzrostu obdarzono go przydomkiem, ale jak mu było na imię? Henryk? Harald? Ha.. Hans! Tak, mówiono na niego Mały Hans, albo najczęściej jeszcze krócej: Hansik. Osobiście mało go znała (dlatego nazwiska też nie skojarzyła), bardziej utkwiła jej w pamięci jego postać jako taka, oraz nadane mu miano. Postarzał się przez te blisko 15 lat, ale poza tym niewiele się zmienił. Wyglądał teraz na naprawdę mocno zatroskanego, przygnębienie widoczne było w każdym jego ruchu, w każdym geście. Piszczące i biadolące obok niewiasty to zapewne siostry zaginionej Adeli.
Gdy dojechali na miejsce, na gest Farina koń posłusznie przystanął bez ruchu i Meril mogła znów poczuć stały grunt pod nogami. Trudno jej było przyzwyczaić się do grzbietu końskiego, nawet po takim 'spacerku' czuła wszystkie swoje kości. Wdzięcznym uśmiechem podziękowała ukochanemu za pomoc, po czym również zwróciła się do biadolącej trójki, a raczej do ojca rodziny:
- Przybyliśmy pomóc, panie Hans. Proszę nam opowiedzieć wszystko, co wiadomo o Adeli - powiedziała spokojnym głosem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2015, 05:54 przez Meril.)

01.01.2015, 05:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna