Plac
#31

Cidiuss słuchał każdego słowa, jakie było wypowiadane przez trójkę zleceniodawców. Im więcej się dowiadywał tym cała sprawa wydawała się coraz bardziej podejrzana. Rodzina potwierdziła przypuszczenia Cidiussa na temat niebezpiecznej drogi. Miał szczęście, że napotkał na takich towarzyszy a nie innych, bo szczególnie ta Meril wypytywała o właściwie każdą niejasność.
Zdziwił się słysząc, jaką sumę pieniędzy oferuje rodzina za same informacje o zaginionej dziewczynie. Nie spodziewał się tak wysokiej kwoty dla każdego, a raczej kilka razy mniejszej. Jednak nie miał zamiaru dawać tego po sobie poznać, bo pieniędzy chyba nigdy nie za wiele. Świadczyło to o ich determinacji oraz pokazywało powagę, jaką przywiązują do tej sprawy. Cidiuss nie dziwił się im.
Zapowiadało się na to, że powoli będą wyruszać. Cidiuss będzie musiał tylko pójść odebrać swojego konia i resztę przygotowanych do wędrówki rzeczy. To była chyba już końcówka z serii pytań Meril, a rodzina już szykował glejt oraz prowiant. Mieli jechać w czteroosobowej grupie, więc nie widział potrzeby wyznaczania jakiegoś lidera. Każdy będzie robił to, co mu będzie pasowało i to, do czego się nadaje.
26.01.2015, 01:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#32

[MG]

Pogoda nie sprzyjała wędrowcom, było chłodno i zaczynało padać, a oddechy zamieniały się w kłębki pary. Kobiety wręczyły każdemu z grupy po zawiniątku z rybami, zapewniając iż płacić nie trzeba.
- Wszakże idziecie się narażać za Adelkę, to i sił miejcie, państwo moi mili! - stary rybak uśmiechnął się z nadzieją, że kto wie, może nie tylko wieści o jego ukochanej córce przyniosą. Wyglądali całkiem na niczego sobie łowców nagród, prawda? Szczególnie chłopy, panny przy tym też mogły pomóc. No, ta różnooka dziwaczka chyba nie, lecz diabli ją wiedzą, może coś umie przydatnego.
- Idźcie tedy, najmądrzej będzie obok jeziora, potem po prawej miniecie traktem góry, stary las i haj, będziecie w Greathard! To długa droga. - dodała Julia.
Nic nie pozostawało, jak tylko wyruszać.

Możecie wg gustu, pisać już w tym temacie że wyruszyliście i dotarliście tutaj, albo i napisać dwa posty. Wedle uznania.
26.01.2015, 03:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#33

Zimno, jednak pogoda nie jest najgorszym ich wrogiem. Coraz to dziwniejsza się mu wydawała ta misja, a zwłaszcza wyznaczona trasa. Brzmiała dziwnie, ot podejrzliwe naznaczona przez zleceniodawcę. Bezpieczniej iść taką, o której nikt nic nie wie. Dalej ma wizje, że ich siostra stała się wampirem i rodzina przysyła jej najemników na zjedzenie. Farin jest bardzo nieufnym typem, z góry dostali tylko prowiant, oraz pismo potwierdzające ich zadanie. Papier wszystko przyjmie, ale ten jest podbity jest teraz ważnym dokumentem, umową zadania.
Przytrzymał mocniej lejce, po czym ukłonił się grzecznie. Spojrzał jeszcze raz na zebranych, tak, to się nazywa szczęśliwa drużyna, oj cóż trudno, trzeba jakoś z tym żyć. Może jakoś przeżyje, no ale czasami ma straszne obawy. Jeszcze raz poszukał broni wśród nieznajomych, oraz tak spróbował zapamiętać ich sposób poruszania się. Niby nic, a po ciemku w nocy może uratować życie. Kobiety przyniosły jedzenie, juki już pełne i można ruszać. No, ale może nie każdy z miejsca gotowy do drogi.
- Jakoś nie podoba mi się droga przy jeziorze pełnym rożnych stworzonek. Jednak niechaj będzie, spotkajmy się przy zniszczonym molo. Tam gdzie łódki kiedyś rybacy doczepiali, zanim złożyli się na nowe.
Odczekał na protesty, jak ich nie było
- Nie chce zastać tam nocy, stąd spotkamy się tam jutro rano.
Jeszcze raz się ukłonił po czym, chwycił Meril i wsadził na rumaka. Koń szkolony nawet nie drgnął. Poczekał aż a się uczepi i odeszli. Gdy był już kawałek drogi dalej
- Wiesz kochana, troszkę pojeździsz przyzwyczaisz się i w końcu przełamiesz. Podejrzewam ze będzie z ciebie lepszy jeździec niż ze mnie.
NMMT
26.01.2015, 22:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#34

Ostatnie pytanie Meril zostało pominięte, ale młoda kobieta nie zamierzała drążyć już tematu. Miała dostatecznie dużo podstaw do różnych rozmyślań. Podziękowała więc tylko Brrienom za ryby i życzliwość i skupiła się na uwagach Farina odnośnie trasy wiodącej wzdłuż jeziora, którą polecił stary Hans.
- Spokojnie, Kochanie, akurat w tym rejonie jest mniej groźnych 'stworzonek', jak je określasz. Jest to droga używana raczej przez miejscowych, dochodzi do tego samego traktu, którym przybyliśmy - wyjaśniła mu. Nie wiadomo, czy przekonało go to, ale zaproponował spotkanie na molo następnego ranka. Mimo niezbyt precyzyjnie oznaczonego czasu Meril nie miała nic przeciwko i jeżeli nikt nie ma nic do dodania, ląduje na grzbiecie wierzchowca. Mimo opinii męża wcale nie czuła się zbyt pewnie w siodle i nie wiedziała, czy kiedykolwiek przyzwyczai się do tego środka transportu.
- To do jutra - żegna się z resztą towarzystwa, czyli mężczyzną w zielonej kurtce i kobietą o różnobarwnych oczach, z którymi prawdopodobnie przyjdzie jej razem podróżować.
Podróż zapowiadała się niezbyt przyjemnie, niebo zasnute chmurami zdecydowało się skropić okolicę rzęsistym deszczykiem, ochłodziło się też znacznie. Meril otuliła się szczelniej płaszczem i nasunęła kaptur na głowę, żeby choć trochę chronić głowę przed niemiłymi, zimnymi kropelkami. Ulice wyludniły się, mieszkańcy miasteczka, kto tylko mógł, pochowali się w swych domach.
Meril z Farinem również wrócili do gospody, w której zajęli nocleg i zaszyli się w swoim pokoju. Wypadało dobrze wypocząć przed drogą, która miała ich zaprowadzić do zagadki wymagającej rozwiązania.
Zarówno podróż, jak i wyjaśnianie sprawy mogły wymagać sporego nakładu energii, a między Grimssdel a Greathardem niewiele jest miejsc, gdzie można znaleźć porządny nocleg. A ponieważ od dłuższego czasu to było jej pierwsze zlecenie (zwłaszcza z takim wynagrodzeniem), Meril szczególnie uważnie przygotowywała się do tej wyprawy.

z/t
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2015, 23:52 przez Meril.)

27.01.2015, 23:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#35

Farin miał racje. Robiło się coraz zimniej oraz ciemniej, więc wyruszenie następnego dnia było jak najbardziej mądrym posunięciem. Miał tylko nadzieję by jutro nie padało, bo teraz właśnie się na to zanosiło. Droga koło jeziora nie wydawała się najbezpieczniejsza, ale Cidiuss był dobrej myśli. Mieli iść grupą, a raczej ktoś, kto porywa się na taką misję potrafi się obronić w sytuacji tego wymagającej. Z resztą raczej ominą te najbardziej niebezpieczne miejsca. Robiło się już późno. Meril i Farin już odchodzili. Cidiuss ukłonił się lekko.
- No, więc ja też już się żegnam. Postaramy się zrobić, co w naszej mocy, aby wam pomóc. - pożegnał zleceniodawców oraz kobietę o różnobarwnych oczach i ruszył do gospody, w której trzymał wszystkie rzeczy oraz konia.
Deszcz padał, a Cidiuss nie wziął ze sobą płaszcza. Starał się iść z tego względu jak najszybciej. Skoro mieli być koło Jeziora Grimssdel to będzie mógł się rozejrzeć za roślinami, których mógłby później użyć, ale się zobaczy czy w ogóle coś znajdzie. Po drodze mieli jechać także przez Stary Las, gdzie też można znaleźć przydatne zioła. To miała być długa droga, a warunki pogodowe nie zapowiadały się na razie zbyt dobrze, wiec lepiej będzie dobrze spędzić tę ostatnią noc przed podróżą w wygodnym miejscu.

/zt
30.01.2015, 01:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#36

Ra'Shad dotarł na umówione miejsce spotkanie tuż o świcie. To zaskakujące, że ledwo słońce zaczęło się podnosić, a już pierwsze kramy zaczynały się otwierać i tętnić życiem. Z początku słychać było tylko stukoty drewnianych części stoisk targowych i przytłumione uderzenia skrzyń, kładzionych na ziemi. Pierwsze przybyły ryby, warzywa, jajka i inne produkty spożywcze. Te będą dokładane przez cały dzień w zależności od świeżych dostaw. Niemalże natychmiast plac wypełnił zapach rybiego śluzu w nieznacznym stopniu wytłumiony przez zioła i czosnek.
Pierwsze promienie słońca i wstający poranek obudził też kupców, którzy spędzili tutaj noc i zamierzali ruszyć traktem dalej na północ do Valen lub na południe do Miasta Handlowego. Był to chyba główny postój na tym szlaku handlowym, bowiem dla tych chcących zaoszczędzić czas, zawsze można było sprawić swoje ładunki przez jezioro, rzeką i wybrzeżem do Valen. Dużo szybsza droga, szczególnie w porównaniu do dwukółki ciągniętej przez osła.
Dlatego też nie trzeba było długo czekać, aż ten moment zawahania ciszy nocy, został przełamany przez pełne życia odgłosy dnia. Rozpoczęły się pierwsze dyskusje, stukot kopyt o grunt, poskrzypywanie osi kół, brzdęk żelaza i podniesione głosy walczących o lepsze miejsce targowe.
Wszystko miało swój rytm, pewną mistyczną nutę, która drżała wprawiona w ruch przez siły, których większość ludzi nie pojmowała.
Ra'Shad stanął w miejscu w którym byłby widoczny dla przyszłego towarzysza podróży, ale aby zarazem nie blokować nikomu drogi. Blokowani zwykle zamiast przepraszać, mieli jeszcze wiele pretensji.
Mistyk zatem przysłuchując się i przyglądając budzącemu się miasteczku, wypatrywał wojownika którego poznał ledwo dwa dni temu.
Stał wyprostowany, jak zwykle zresztą. Taką miał sylwetkę, mimo wieku napięty jak struna, dostojny. Z kamienną i spokojną twarzą muskaną przez pierwsze promienie słońca tego dnia. Jeżeli chodzi o cierpliwość tego człowieka, to właściwie trudno było szukać jej granic. Choćby pod maską pozorów, starał się nigdy nie pokazywać złości. Pragmatyk, profesjonalista i idealista.
02.03.2015, 21:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#37

Widok placu o tej godzinie był przezabawny - krzątanina tych wszystkich ludzi, którzy próbowali nie dopuścić do najmniejszych potknięć i starających się, aby te małe metaforyczne machiny którymi były poszczególne kramy działały bez opóźnień i miały świeży towar. Ale, jak to zawsze z ludźmi, były błędy. Czasem głupie, czasem głupie, czasem nie. Zdecydowanie do błędów można było zaliczyć choćby przyniesienie do stoiska towarów, które nie będą potrzebne teraz, marnując cenny czas potrzebny na dotaszczenie w to miejsce tego, co sprzeda się w najbliższym czasie, czy choćby nie sprawdzenie, czy w niesionych skrzyniach aby na pewno jest to, co miało być wydane z magazynów.
Naturalne więc było, że obserwowanie tego było czynem dość zabawnym, który kontentował mnie jeszcze bardziej, kiedy świt był tuż tuż, a plac zapełniał się powoli ludźmi. W tłumie zauważyłem przechodzącego Ra'Shada, który nie dojrzał mnie, gdyż siedziałem na całkiem wysokim murku, dla niego zasłoniętego w tym momencie kramem jakiegoś handlarza rybami. Kiedy tylko zajął miejsce, widoczne z większości wejść na rynek, zeskoczyłem szybko z miejsca w którym siedziałem, akurat w momencie, kiedy wzrok mojego pracodawcy skierował się w moją stronę. Spojrzał na mnie, z tej odległości mogłem jedynie zgadywać, co dokładnie było w jego oczach. Ale wydaje mi się, że podziw, że pomimo zeskoku z ponad dwóch i pół metra, obciążony dwiema mocno wypchanymi sakwami nawet się nie ugiąłem. Może nie wyglądam, ale styl życia jaki prowadzę kształci instynkty i ciało...
Szedłem w jego stronę, nieco rozczarowany, że mój znajomy nie miał możliwości nas wspomóc. Umowa, jak to sam określił. No cóż, czasem rzeczy nie idą zgodnie z planem. Ale oby tylko to takie było. Oby tylko to.
Po chwili zdałem sobie sprawę, że idę w sposób, który wydawał się dość nonszalancki, które to wrażenie potęgował jeszcze fakt, że delikatny wiaterek rozwiewał mój płaszcz. Przyspieszyłem więc kroku i spiąłem płaszcz dwoma prostymi, metalowymi spinkami. Chwilę potem byłem już przy nożowniku, któremu podałem na powitanie rękę, którą on uścisnął, patrząc na mnie pytająco.
- Niestety, będziemy musieli iść do Handlowego na piechotę, mój znajomy nie miał możliwości zorganizowania nam transportu. - powiedziałem i poczekałem na jego reakcję.
03.03.2015, 23:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#38

Przepatrywał plac główny w Grimssdel, rozglądając się niemal w każdym kierunku. Dlatego też nietypowy ruch zwrócił jego uwagę. Poznał swojego przyszłego towarzysza podróży, zanim ten jeszcze zdążył wylądować. Szybko ocenił wysokość murku z którego wojownik zeskoczył, nie potrzebował nawet specjalnych zdolności matematycznych, żeby określić że był on wyższy od rosłego mężczyzny. Dobrze to świadczyło o umiejętnościach Zervasta, a Ra'Shad tym bardziej był rad z umowy jaką podpisali.
Mistyk zastanowił się również nad dwiema sakwami, w których jego towarzysz pewnie miał cały swój dobytek, niemniej nie widział ich wcześniej przy nim.
W tym czasie wojownik zdołał dojść już do nożownika, wcześniej nieco się poprawiając. Nonszalancki chód też został dostrzeżony przez rzemieślnika, mógł on momentami oznaczać kłopoty. Podobnie jak bezceremonialność wojownika. Na przywitanie ponownie wyciągnął rękę, bez choćby słowa powitania i życzeń dobrego dnia. Cóż, Ra'Shad był nauczony już robić dobrą minę do złej gry, dlatego uśmiechnął się nieznacznie i odwzajemnił uścisk. Wkrótce później dowiedział się, że z transportu nici i jednak będzie trzeba pokonać drogę piechotą.
Spojrzał w górę, na niebo. Ocenił wysokość słońca i wiedział, że mimo świtu, nie pokonają drogi przed zmrokiem. Już dawno nie był w podróży, dlatego pewno młody i rześki wojownik, na tym polu będzie miał więcej swobody. Cóż, przed jego towarzyszem pozostało jeszcze sporo życia, o ile nie zginie w bitwie, albo dziabnięty sztyletem w uliczce. Ra'Shad już do najmłodszych nie należał, teraz głównie polegał bardziej na doświadczeniu niż na brawurze.
Odpowiedział spokojnie, jak to miał w zwyczaju:
- Zatem nie pozostaje nam nic innego, jak wyruszyć co rychlej, żeby wykorzystać światło dnia na pokonanie jak najdłuższej drogi. Choć może, szczęście nam dopisze i ktoś po drodze się ulituje, żeby wziąć na powóz.
Nie było co dłużej rozmyślać. Komu w drogę, temu czas. Ra'Shad poprawił plecak na ramionach, skłonił lekko głowę w stronę Zervasta i obrał kierunek południowy. Wyruszyli w podróż.
Mistyk pierwszy raz od wielu lat opuści Grimssdel, ale jakoś nie odczuwał ku temu żalu czy tęsknoty. Nie był przywiązany do tego miejsca, ot pierwsza osada w której udało mu się zarobić nieco na chleb. Za plecami zostawiał zapachy targowiska, niespecjalny odór ryb oraz kucharzy, którzy w większości korzystali z jego wyrobów. Tutaj już wiele nie mógł zdziałać, bowiem jego noże raczej się nie tępiły, co oznaczało, że nikt nie potrzebował nowych. Należy znaleźć miejsce, gdzie jeszcze może znaleźć rynek i popyt.
Słońce grzało jego lewy policzek, choć wiedział, że już za kilka godzin będzie świecić nad nimi, kiedy to nastanie południe. Do zachodu, będą musieli znaleźć jakieś miejsce na obóz i tylko oby nie padało...

Gracz opuścił wątek
06.03.2015, 16:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#39

Wcale nie zachowywała się cicho. Obcasy jej butów nadawały rytm jej podróży, która tak na dobrą sprawę, nie miała konkretnego celu. Już kilka godzin chodziła po mieście, zaglądając do różnych sklepów czy witając kupców, z którymi kiedyś miała do czynienia. W gruncie rzeczy nudziła się strasznie, nie mogąc na ten moment ulec pokusie zdobywania informacji w inny sposób. Zamierzała pozostać tu jeszcze kilka dni, więc nie naprowadzała nikogo na interesujące ją tematy, po prostu słuchając plotek, które krążyły po wiosce. Właśnie wychodziła z domu jednego z ostatnich kupców, z którym planowała się dziś spotkać, gdy ten wcisnął jej na pożegnanie wielkie, czerwone jabłko. Vin z cudnym uśmiechem podziękowała mu i pocałowała w policzek na pożegnanie. Staruszek Rald był wyjątkowo rozmownym człowiekiem. Tak samo jak jego brat, Rolph, którego poznała w Greathard. Niestety, nie tego szukała. Zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później dowie się wszystkiego. Rozejrzała się wokoło, podrzucając jabłko w dłoni. Mogła jeszcze spróbować szczęścia w spelunie, czego pewnie oczekiwali od niej wszyscy okoliczni ćpuni... ale nie chciała siedzieć w zadymionej, śmierdzącej i głośnej karczmie. Nie dziś. Najpierw dowie się czy Vein odkrył coś ciekawego.
Szła spokojnym, pełnym gracji krokiem młodej kotki. Stukanie obcasów przyjemnie roznosiło echo po okolicy. Odgryzła kawałek jabłka, krzywiąc się strasznie. Ale było kwaśne... Aż się wzdrygnęła. Nie przestawała jednak jeść, powoli przyzwyczajając się do burzy intensywnego smaku. Miała wrażenie, że to wypala jej kubki smakowe, ale w gruncie rzeczy było to nader przyjemne uczucie.
Zatrzymała się przy drewnianej kolumnie, która tak naprawdę była szyldem zakładu krawieckiego. Czewonowłosa piękność rozejrzała się do niedużym rynku, którego kamienie wielki temu ułożono na wzór wiru. Czy jej ojciec widział kiedyś to miasteczko? Sam pałał sporą sympatią do morza, sztormów, cyklonów i wirów. Dziewczyna podzielała jego upodobanie, czuła w tym żywiole potęgę bogów. Jak w każdym zresztą. A już szczególnie, czuła tą moc we własnym żywiole.
Stalowookie dziewczę oparło się o drewno plecami i podpierając jedną nogą, uniesioną w wyjątkowo uroczy sposób. Każdy jej ruch podkreślał idealne linie ciała, które było jej największą bronią. Vin odgarnęła swoje długie włosy na jedną stronę, odsłaniając szyję. Wiatr muskał jej ciało odświeżająco. Miała wrażenie, że całe miasteczko czuje zapach jej olejków do kąpieli, których jeszcze tak niedawno używała. Uśmiechnęła się, a jej blizna zalśniła w blasku księżyca. Zjadła do końca jabłko, wsłuchując się w świat dookoła. Przymknęła oczy, wychwytując różne dzięki, ich tony, moc, uczucia, które ze sobą niosą. Lubiła miasta ze względu na ich życie, a jednocześnie przeklinała za tłumy, hałas i smród. Dla Mędrca było to wyjątkowo męczące, dlatego na dłuższą metę nie sprzeciwiała się wędrówkom po lasach czy górach. Jednak w takich miejscach jak to, jej moc była większa. Zawsze wzrastała w pobliżu cywilizacji.
Kiedy otworzyła oczy, spojrzała w niebo i przeciągnęła się z cichym jękiem. Starała się nie myśleć o tym, jak bezowocne były jej dzisiejsze rozmowy. Myślami była całkowicie gdzie indziej. Wolała infiltrować okolice miasta niż siedzieć w jego murach. Takie jednak wyznaczono jej zadanie, więc nie mogła zrobić nic innego jak je wykonać. Potarła nadgarstkiem o nadgarstek, uwalniając słodki zapach jaśminu i uśmiechnęła się do swojego odbicia w wystawie sklepowej, na której była piękna, obcisła, czarna suknia. Miała olbrzymi dekolt i rozcinane rękawy, a rozcięcie spódnicy sięgało o wiele wyżej niż połowy uda. Dziewczyna dotknęła dłonią szyby, przypominając sobie w jaki sposób jej własne ubrania były skrojone. Kiedyś będzie musiała zadbać także o takie cudeńko w swojej kolekcji.
Powolnie, z wyraźną niechęcią, odwróciła się od wystawy. Poprawiła swoją podbitą futrem narzutkę i odgarnęła włosy z twarzy. Słyszała czyjeś kroki, więc stanęła za rogiem jednego z budynków, które znajdowały się przy rynku. Sprawdziła swoje sakiewki i Dostrzegła kogoś, kto szedł w stronę jej chwilowej, bardzo niewymyślnej, kryjówki. Przyspieszyła lekko oddech, pocierając policzki. Ruszyła szybkim krokiem w stronę źródła dźwięków. Odległość nie była duża i właśnie o to Vin chodziło. Wpadła na dość wysoką postać i odbiła się od niej, lądując tyłkiem na brukowanej uliczce. Zmrużyła oczy i z wcale nieudawanym grymasem zaczęła się podnosić.
- Wybacz, nie chciałam... - spojrzała na nieznajomego, a jej oczy na moment się rozszerzyły. Uciekła spojrzeniem, w końcu doprowadzając się do ładu, otrzepując z kurzu i krzywiąc się nawet przy drobnym kroku. Upadła dość nieudanie tym razem, ale na to już tylko jej maści mogły zaradzić. - Trochę się wystraszyłam i... nic Ci nie jest? - spytała w końcu, łapiąc się na tym, że powinna zacząć od tego pytania. Jej zmieszanie było urocze, kiedy próbowała dodać sobie odwagi i nie wyjść na tak nieporadną, jaką okazała się w oczach mężczyzny. - Zazwyczaj nie wyskakuję tak na przypadkowych ludzi. - dodała, jakby się usprawiedliwiając. Zabijam ich szybciej niż ich zmysły reagują na fakt własnej śmieci. ~ dodała w myślach, patrząc na nieznajomego z mieszanką ciekawości, niepewności i wyzwania.








28.12.2016, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#40

wreszcie dotarłem. Okolica budziła trwożące wspomnienia, jednak odwiedziny miasteczka były dla mnie czymś zupełnie nowym. Usytuowana nieopodal wielkiego jeziora, malutka mieścina znacząco odstawała, od odwiedzonego przed paroma dniami Valen pod wieloma względami, ale przede wszystkim wielkością. Jedno było pewne, bo pomimo iż była to wioska rybacka, pachniało tu znacznie lepiej, niż w uprzednio odwiedzanej części portowego miasta... No i było tu zdecydowanie czyściej. Z lekka przyjemniejsza wonność najprawdopodobniej spowodowana była lepszą przewiewnością z powodu braku murów, choć może był ku temu inny powód. Na pewno nie chciałem się w to zagłębiać.

Zapasy i w dalszą drogę, może jeszcze przy okazji coś innego jeszcze skubnąć...
Taki był plan i chciałem się go jak najbardziej trzymać, nawet jeśli przeczucie, które mnie tu doprowadziło, nie dawało za wygraną. W tym celu po krótkim rozeznaniu w stylu: gdzie, co i jak, ruszyłem w kierunku placu ze straganami. Mimo, iż cała mieścina śmierdziała człowiekiem i rybnymi towarami to niemalże od samego początku, w powietrzu unosił się inny, z początku ledwie wyczuwalny zapach. Im bliżej głównego placu tym stawał się on bardziej intensywny. Był słodki, przyjemny i bardzo na swój nietypowy sposób, pociągający. Zaraz obok tego zapachu wyczuwałem coś jeszcze, jakąś inną, dawno lub nigdy przedtem odczuwalną nutkę...

- Jaśmin...?

Nie byłem nigdy dobry z nazewnictwa roślin, więc były to tylko moje dosyć odważne przypuszczenia. Postanowiłem się zabawić i podążać za kuszącą wonią, aż dotrę do epicentrum. Poczułem się przez chwilę, niczym kot podążający powoli i ostrożnie za sznureczkiem.
Po paru minutach wiedziałem, że jestem już blisko, lecz nieoczekiwanie zapach zaczął się oddalać. Zdezorientowany instynktownie i dosyć bezmyślnie ruszyłem za uciekającym celem. Nieopodal targu znajdowały się budynki i właśnie tam najprawdopodobniej udał się właściciel pociągającego zapachu. Szybkim krokiem znalazłem się tuż przy winklu i już miałem zakręcić, gdy niespodziewanie poczułem jak coś drobnego i małego odbija się ode mnie i ląduje na zimnej murawie. Usłyszałem pytanie, ale dopiero po dwóch kolejnych zdaniach uświadomiłem sobie sytuacje. Zaraz pod moimi nogami była już wstająca i zbierająca się dziewczyna. Pierwsze co zauważyłem, to było definitywnie to co spodobało mi się najbardziej. Burza czerwonych i przede wszystkim długich włosów, od razu przypomniały małe zawiniątko schowane w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Następne były oczy i zaraz obok nich blizna. Nienaganna figura i na dodatek dosyć wyzywająca kreacja.

- Raczej, czy Tobie nic nie jest...

Milczała? Pomyślałęm, że to może jakieś dziwne dziewczę, lub upadek spowodował jakieś inne powikłania...

- Wszystko w porządku?

Dalej nic? Myślałem, że mówię niewyraźnie, ale...

Ty debilu... Nie otworzyłeś ust...

Westchnąłem ciężko i z niesmakiem, pełen zażenowania, że tak lekko i łatwo uległem wdziękom pierwszej, ciut lepszej kurtyzany. Chciałem, żeby właśnie to nikłe uderzenie było powodem upośledzenia umysłowego w jakim się przed chwilą znalazłem, ale nie mogłem nic na to już poradzić. Taka była już moja natura. Zaciągnąłem się wszech otaczającą wonnością. To od niej właśnie dobiegał, ten intensywny zapach. Miałem wrażenie, jakby od tego krótkiego kontaktu, cały mój płaszcz przejął wonność nieznajomej. Ale tak jak czułem, obok kwiecistych, na pewno dość drogich olejków był inny zapach. Jakby dziewczyna nie do końca pachniała człowiekiem. Wolałem się nic więcej nie domyślać, generalizując z góry jej profesję. Wróciłem do punktu wyjścia zażenowany, że cel mojego polowania, był od początku tak oczywisty.

- Ech... Lepiej zapytam, czy Tobie nic nie jest... Przecież przy Twojej porcelanowej budowie aż dziw, że przy zetknięciu z czymś twardszym, nie rozbiłaś się na drobniejsze kawałeczki.

Wpatrzyłem się w przestrzeń za czerwonowłosą i udając brak zainteresowania, z szyderczym uśmiechem dodałem:

- No i tego... Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie zwykłaś wpadać na przypadkowych ludzi... Wybacz, zabawiłbym się, ale nie mam czasu. To była całkiem dobra próba, ale może następna się powiedzie. Tymczasem łap, to za dostarczenie mi odrobiny rozrywki i nacieszenie oczu.

Kończąc wypowiedź, wyciągnąłem z wewnętrznej sakiewki jednego srebrnego smoka i wystawiając zesmoczoną rękę, wystrzeliłem z palca monetą w kierunku pokaźnego dekoltu nieznajomej trzpiotki. Nie patrząc, czy trafiłem minąłem, zapewne zdezorientowaną dziewczynę i ruszyłem przed siebie, powolnym krokiem.
W myślach na nowo zagościła kwestia następnego celu oraz... chcąc nie chcąc, włosy minionej panienki.


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






29.12.2016, 17:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna