Śpiący Okoń
#11

Była diablo zmęczona po tak długiej drodze, szczęśliwa że przebyła ją bez incydentów i co ważne, posłyszała to i owo. Większość to informacje zbyteczne, tylko jedna warta sprawdzenia, bo oto ktoś szuka pomocy w odnalezieniu jakiejś panienki, a przecież Jaksza i truć może i walczy dobrze i w ogóle dałaby radę! Wstąpiwszy do karczmy rozejrzała się nieco przygłupio obracając złotowłosym łbem, cóż, wcześniej widywała różne karczmy, taaak, ale to było dawno. Dawno nie była w jakiejś porządniejszej i ta tutaj robiła na dziewczynie wrażenie. Ależ tu musi być piekielnie drogo. Skupiła się na obecnych personach, a kiedy posłyszała słowa brodatego, starszego od niej zapewne mężczyzny skierowała kroki w jego stronę, bardziej się skupiając na jego towarzyszu, bo to on miał być zleceniodawcą. Zresztą, na takiego wyglądał, o, choćby tym że miał czyste ubrania i w ogóle, że tu jadał, ot co.
- Witaj, dołączę się do pytania. - jak na wyglądającą tak pannę, głos miała zaskakująco przyjemny. Aksamitny, przesycony zagadkowym spokojem i zabarwiony jakby pokusą, lecz jaką... Diabli wiedzą. Ot, takim głosem los obdarzył Jakszę i pewnie gdyby miała wybór, wybrałaby jakiś straszniejszy. Taki bardziej pasowałby do zeszpeconej bliznami twarzy i martwego spojrzenia jasnych oczu. Przez krótką chwilę patrzyła na Icarusa, starając się ocenić wiek i ewentualną przydatność, wygląda na to że przyszłego towarzysza. Hakasz, gdyby dorósł do tego wieku, mógłby wyglądać podobnie. Tylko, twarz by miał nieco inną i wyższy by był, może szerszy w ramionach... Zacisnęła zęby, odwracając wzrok, zmuszając się do porzucenia wspomnień. Ale, kurwa, nie dorósł i nie dorośnie. Ten tutaj może nie wyglądał na przedniego wojownika, lecz na słabego też nie, kto wie, może jakieś umiejętności miał przydatne. Och, oczywiście, problem w tym że był mężczyzną. Wszyscy mężczyźni (zdaniem Jakszy) to kretyni, jądra odbierają im zdolność myślenia i w ogóle, buce, aczkolwiek skoro już jest, nie ma co narzekać. Choć łowczyni nie przepadała za towarzystwem, to przecież nie była aż taka znowu tępa, wiadomo, że jeśli chodzi o walkę, to lepiej mieć towarzysza.
05.12.2014, 13:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#12

Owce, owce, owce... i po owcach. To znaczy nie całkiem po owcach, a w zasadzie w ogóle nie po owcach, ponieważ siedziały teraz bezpiecznie z bacą na hali, a może po prostu na łące, w końcu mieszkały na nizinach, jak zdążono mi uprzejmie donieść. Nieważne. Co jest istotne? Że są bezpieczne i nikt nie dobierze się im do tyłków. Żaden Castor czy inny złoczyńca, kapisz?
Ari, znudzona nalewaniem piwa i roznoszeniem go dzień w dzień, wieczór w wieczór do stolików pełnych pijanych ludzi, postanowiła zrobić coś ze swoim życiem i udała się w podróż. Taka malutką, niewielką. Ot, tylko do Grimssdel. To prawie jak nie podróż, a i w razie czego zawsze można w miarę szybko wrócić, zamknąć się w swojej chałupce, otoczyć owcami i nie wychodzić przez najbliższą dekadę. Brzmi jak dobry plan.
Ale stało się. Ari zapakowała swoje rzeczy, wzięła jedzenie na drogę z karczmy, w której zwykła pracować. Wzięła to dobre słowo, bo zapakowała z kuchni to, co i tak już nie było (w jej mniemaniu) potrzebne. Karczma i tak miał do niej słabość, więc nie było afery.
Wzięła trochę grosza, co by w podróży nie być zmuszoną do robienia różnych rzeczy w zamian za ciepły posiłek. Tak, miała zamiar pozwiedzać i przez chwilę żyć pełną gębą. A może pełna piersią? A może pełnym czymś innym? Nie, wiem, zaczynam się plątać, omińmy to.

Szła, szła, szła. Doszła? Też pomówimy o tym innym razem.
Wybyła z Miasta Handlowego i nie zastanawiając się zbyt wiele złapała pierwszą furmankę do Lothil. Akurat wypełniona była pysznymi, aromatycznymi jabłuszkami. Tak więc siedząc z tyłu i dyndając nogami była w stanie jeszcze opchać się owocami. Miły początek przygody!
W Lothil spędziła dzień czy dwa, ale szybko stwierdziła że chce ruszyć dalej. Lothil nie wyglądało na egzotyczne jak dla niej, a ona chciała czegoś egzotycznego... może pachnącego aromatycznymi przyprawami, słońcem... z lekką nutką męskiego potu? Tak, ten wątek też zostawmy w spokoju. Po prostu ruszyła dalej.
Trzeba przyznać, że okazała się całkiem dobra w łapaniu wozostopu. Co machnęła na którąś furmankę, co uśmiechnęła się, to znajdowała środek lokomocji. Tak, kobieta z dobrą motywacją może całkiem dużo osiągnąć, szczególnie gdy motywacja są niewygodne buty, których zazwyczaj nie nosiła.
Bla, bla, bla.
Po prostu dotarła do Grimssdel.
Miasto jak miasto, nie to było ważne. Jako, że była barmanką (czasami), ludzie jakoś chętniej wyjawiali jej różne rzeczy. A może umiejętnie z nimi rozmawiała? Jedno albo drugie.
Dowiedziała się więc o tym, że ktoś gdzieś szuka kogoś do znalezienia kogoś. A dokładniej? Ha, żeby tylko mogła to dokładniej wiedzieć. Wiadomość była zapewne przekazywana z ust do ust, a co usta to i zanieczyszczenia wszelakie. Dowiedziała się jedynie że dama w potrzebie. I wtedy odezwało się coś, co mogłoby zostać nazwane solidarnością pewnych partii ciała o których nieszkoleni w medycynie mieszkańcy Atarashii nie mają pojęcia. Ba, sama Ari mogła o nich nic nie wiedzieć, a jednak zmotywowały ja do działania. Gdyby ją wtedy zobaczyć, od razu zauważyłoby się ten błysk tygrysa w oku.
Zrobiła szybkie zakupy, to jest wydała ciężko zarobione monety na męskie spodnie w małym rozmiarze. No dobra, nie aż tak małym, bo musiała zmieścić w nich to owo. Po prostu podwinęła za długie nogawki. Kupiła też buty dużą cholewą (stylowe, że aż szok), koszulinę i płaszcz. Zapłaciła za to jakieś 12 srebrnych. A kiedy już przebrała swoje przody i tyły, była gotowa do pomocy potrzebującej niewieście. Bo kto lepiej pomoże kobiecie niż inna kobieta? ... No dobra, wszyscy inni. Oj, cicho.
Poszła w miejsce, które obiło się jej o uszy. Śpiący Okoń. No cóż, jej Złota Podkowa to to nie jest, ale nie oceniajmy.
Na miejscu spotkała dwóch mężczyzn. Jeden pytał drugiego o to, co i ją nurtowało, dlatego podeszła do nich.
- Witajcie. Pytanie ów jegomościa jest też i moim pytaniem. Czy potrzebujesz pomocy, panie?
Stop, zrobiłaby tak, ale nie zrobiła ponieważ ubiegła ja inna niewiasta. Tak więc dołączyła się jedynie i słuchała co wyniknie z pytania.
07.12.2014, 23:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#13

Na ogłoszenie trafił właściwie przez przypadek i praktycznie w ostatniej chwili zanim porywisty wiatr, który pojawił się nagle nie wiadomo skąd zerwał karteczkę z tablicy ogłoszeń.
Skierował kroki swojego wiernego rumaka w kierunku miasteczka Grimssdel gdzie odnalazł karczmę Śpiący Okoń. Był strudzony podróżą i monotonnością dni odkąd nie podłapał, żadnego zlecenia tak więc przy okazji chwila odpoczynku w gospodzie wydał mu się korzystnym splotem zdarzeń.
Zaprowadził konia do stajni, gdzie rozsiodłał go i przywiązał w wolnym boksie po czym skierował się do wnętrza zajazdu. Tam przysiadł przy wolnym stoliku i zamówił udziec barani oraz kubeł dobrego piwa. Oczekując na podanie posiłku rozglądał się bacznie po wnętrzu pomieszczenia próbując odszukać wzrokiem potencjalnego zleceniodawcę lub nawet potencjalnych przyszłych współtowarzyszy przygody.
Ciepło karczmy i zbliżający się ciepły posiłek pobity przednim trunkiem od razu poprawiły mu humor.
08.12.2014, 15:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#14

//w sumie czytali byście uważniej pierwszego posta, to byście wiedzieli, że na tablicy ogłoszeń w fabule nie mogło być tej wiadomości, a zdobyć ją można było jedynie drogą ustną xP Albo to ja niejasno opisałam, dlatego nie ma co się w to zagłębiać, jak Wam się chce - to poprawcie, jak nie, to nie będę przecie kijem bić.

[MG]

Zlokalizowawszy zleceniodawcę, Ari, Jaksza i Icarus mogli zauważyć po jego wyrazie twarzy, że zaczął już tracić nadzieję, że ktoś przyjdzie. Rzecz jasna nie mieli pojęcia ile czekał, więc mogli tylko obstawiać czy czekał tak długo, czy po prostu jest niecierpliwy. Niecierpliwość chlebodawców może nieprzyjemnie odbijać się na pracownikach, prawda?
Mogło się wydawać też, że mimo podążającego wzdłuż karczmy wzroku, zauważył ich dopiero, gdy byli już niedaleko i wyraźnie zmierzali właśnie w jego kierunku.
Słysząc kolejno ich trzy wypowiedzi, milczał chwilę, przyglądając się każdemu z osobna. Chyba nie wyglądał na specjalnie zachwyconego. Kto wie, może spodziewał się kogoś więcej niż dwóch bab i starucha?
Już miał wyrazić jakąś kąśliwą uwagę, gdy zdał sobie sprawę z tego, że to jedyni, którzy zgłosili się na jego wezwanie. Czy naprawdę było dobrą opcją zniechęcać nawet ich? Ostatecznie jeśli nie podołają i tak nic gorszego się nie stanie, prawda?
Człowiek westchnął więc cicho i zakładając dłoń na dłoń na stole, zdecydował się dać im szansę.
- Witajcie, podróżnicy - tutaj zatrzymał się na chwilę, zawieszając wzrok na licu Finnelyn. Może jednak nie powinien lekceważyć kogoś, kto swoje już wyraźnie przeszedł? Dopiero teraz dostrzegł rękojeści mieczy na plecach kobiety. Ech, za czasów jego młodości, baba to najwyżej magią próbowała się parać. A teraz chodzą takie z ostrzem i jajami nieraz twardszymi niż nie jeden chłop.
- Miano me Mangus Hinerlock i owszem, moją intencją było rozgłosić prośbę o pomoc. Mniemam, że sam zarys problemu nie jest wam obcy, skoro zgłosiliście się do mnie. Od strony swojej mogę udzielić wam wszelakiej dodatkowej pomocy, jaka znajduje się w moim zakresie, w tym informacje, które udało się nam zebrać. Zanim jednak przejdę do szczegółów, chciałbym wiedzieć: czy macie jakieś pytania?

Cała ta rozmowa ominęła Draugdina, który jako jedyny nie odnalazł zleceniodawcy od razu. W sumie nic dziwnego - zasłaniała go właśnie grupka potencjalnych bohaterów. Czy jednak mogło umknąć mu to małe zgromadzenie? Może warto podejść i dowiedzieć się w czym rzecz?
08.12.2014, 17:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#15

Icarus bezzwłocznie podjął rozmowę z Mangusem, przysiadając sobie na krześle i opierając się o stół w taki sposób, że był w większości zwrócony w stronę zleceniodawcy, a po boku widniała mu reszta podróżników, a raczej dwie kobiety. Choć męża w wieku i przeżyciach jak on sam nie interesowały już przyziemne potrzeby to nie uszła mu uwadze piękność jaką była brązowowłosa dziewczynka. Więcej uwagi przykuwała jednak blondwłosa wiedźma, która zwracała zapewne wiele oczu w swoją stronę poprzez wszystkie elementy jej wyglądu... Można by o tym mówić długo.
-Mnie zwą Krogulec jak już mamy współpracować. Chcę abyś przeszedł od razu do szczegółów jeżeli reszta obecnych nie ma pytań.- zwrócił się do wszystkich.
08.12.2014, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#16

Z rozmyślań wyrwała ją osóbka tej ładniutkiej panny która zdaje się, miała również uczestniczyć w wyprawie. Jaksza korzystając z faktu iż kobiety się o takowe zachowania nie podejrzewa, bezwstydnie obejrzała sobie brązowowłosą, sycąc oczy detalami urody owej panienki. Wszakże łowczyni kobiety wolała nie tylko pod względem estetycznym czy behawioralnym, ale i każdym innym. Ot, co poradzić różne dziwadła po świecie chodzą, macha mieczami, ryj ma cały w bliznach to i coś takiego jest w sumie całkiem na miejscu, prawda? Kryształowooka niechętnie oderwała wzrok od persony swojej nowej towarzyszki i skupiła się na pracodawcy, może znacznie mniej miłym dla oczu, lecz chwilowo ważniejszym.
- Finnelyn, z krwi Inny. - Ojca wolała publicznie nie wspominać, bo jakkolwiek matka swym imieniem wzbudzała szacunek i podziw, tak imię ojca wzbudzało różnoraką gamę emocji i trudno było zgadnąć, kto jak pamięta Aeidena i za co. Jego, trzeba przyznać można było pamiętać za czyny ważne i wspaniałe, oraz, co przyznać także trzeba, za różnorakie świństwa i szaleństwa, często niebezpieczne nie tylko dla jego samego. - Według moich informacji, panienka miałaby być wyjątkowo przesycona energią i miotać piorunami na prawo i lewo. Ile w tym prawdy? Kogoś w ten sposób poszkodowała czy jest raczej nieszkodliwa? Czy wiadomo co właściwie stało się strażnikowi, to jest, aż tak mocno oberwał w łepetynę że jest niedysponowany, czy szlachetny młodzian który zabrał dziewczynę miał na tyle umiejętności że zrobił mu coś ponad użycie siły fizycznej? - nie dała mężczyźnie czasu na zastanowienie się kim była Inna i czy miała potomstwo, niemal płynnie przeszła do pytań. W sumie wracając do kwestii rodzicielki Jakszy, w rzeczy samej gdyby wyżej wspomniana żyła jeszcze (jeszcze, ale nie żyła, pogdybajmy jednak), to gdyby postawić obie damy obok siebie, nie byłoby wątpliwości że ma się przed sobą matkę i córkę. Nawet spojrzenie miały to samo, w prawdzie, kolor oczu niby inny, lecz owa zimna obojętność, podszyta skrzącą się na dnie źrenic ni to drwiną, ni to rozbawieniem była identyczna. Nieświadomie, podobnie do swej matki Finnelyn patrzyła wprost w oczy rozmówcy, jakoby pragnąc żeby ten wreszcie przekazał wszelkie potrzebne informacje i pozwolił jej wziąć sprawę w swoje ręce.
Tymczasem, zakładając że otrzymała odpowiedzi na swe pytania, skinęła milcząco głową, oczekując instrukcji. Drużyna, wygląda na to składała się więc, poza samą łowczynią, z chyba wcale przydatnego mężczyzny i kto wie czy przydatnej, ale za to wyjątkowo ładniutkiej panny. Panna nie wyglądała na taką, co będzie robić problemy, w końcu sama się zgłosiła, chyba wie co robi. Z resztą, kto wie co taka może umieć i ukrywać? Wystarczyłoby, żeby znała się nieco na leczeniu, albo magią jakąś władała, albo chociaż żeby polowała, cokolwiek przydatnego i już. Ach, tam, skoro ma czas się wlec to może równie dobrze nie robić nic, byle nie przeszkadzała. Kobiety, tak poza tym, zwykle potrafią więcej zdziałać niż mężczyźni. Taki to myśli, jestem chłop, umiem mieczem machać i drewno rąbać, jestem ktoś. Za to kobieta się uczy, uczy się wielu rzeczy i więcej umie. Zostaw takiego, samego w domu, nie zje bo kto mu żreć zrobi? Sam nie wie! Takie sobie snuła dalej, wciąż jednak uważnie słuchając, rozważania niezwykle feministyczna łowczyni...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2014, 00:14 przez Finnelyn.)

09.12.2014, 00:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#17

Draugdin kończył właśnie posiłek wciąż uważnie lustrując wnętrze karczmy i zgromadzonych tam ludzi. Wiedział dobrze, że w przypadkach gdy nie było to wyraźnie i ściśle sprecyzowane ciężko było za pierwszym razem trafić do właściwej osoby to znaczy znaleźć zleceniodawcę od razu i bez pomyłki.
Był już w podobnych sytuacjach nie raz i nie dwa i niejednokrotnie sam się pomylił zanim odszukał właściwą osobę. Jednak jedną z rzeczy, którą potrafił bezbłędnie było rozpoznanie poszukiwaczy przygód czy też najemników takich jak on sam. I tak też było tym razem. Rozpoznał ich bez pudła, a raczej fakt, że tam gdzie jest trzech najemników w jednym miejscu czy też raczej przy jednym osobniku to tym osobnikiem powinien być poszukiwany przez niego zleceniodawca.
Rzucił na stół należność za posiłek, Jednym haustem wypił resztę znakomitego piwa z kufla po czym wstał i ruszył pewnym krokiem w kierunku zgromadzonych ludzi. Zbliżając się usłyszał ostatnie wypowiadane przez jednego z nich zdanie.
-Mnie zwą Krogulec jak już mamy współpracować. Chcę abyś przeszedł od razu do szczegółów jeżeli reszta obecnych nie ma pytań. - Już był pewien na sto procent, że dobrze trafił.
Podszedł i stanął lekko z boku od pozostałej trójki najemników po czym odezwał się.
-Widzę, że chyba dobrze trafiłem. Zwą mnie Draugdin i również chętnie posłucham o szczegółach, a także służę pomocą oraz umiejętnościami jakie posiadam.
09.12.2014, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#18

Oczywiście zauważyła, że jej prawdopodobny zleceniodawca nie jest zachwycony ani nią, ani innymi, którzy stawili się na jego wezwanie. Cóż, pewnie liczył na grupę, która mogłaby wzbudzać większy postrach. Nie, żeby oni nie wzbudzali! Dwie baby, dwóch mężczyzn... nie była to grupa marzeń, ale kto wie jaki mieli w sobie ukryty potencjał.
- Jestem Ari -przywitała się z wszystkimi, w końcu tylko ona nie wyjawiła swego imienia bądź przydomku.- Szczegóły, szczegółami, ale chciałabym usłyszeć całą historię. Nie jestem pewna na ile to, czego zdążyłam się dowiedzieć jest prawdziwe, wolałabym nie polegać na poczcie pantoflowej. Jeśli czerpać informacje to najlepiej ze źródła. -uśmiechnęła się. W zasadzie nie miała zbyt wiele do zaoferowania, oprócz gadanego. Nie była w ciemię bita, znała się na tym i owym, oczywiście w teorii, ale jeśli ktokolwiek liczył, że przysłuży się magicznie, mógłby się zawieść. A walka? Cóż, zobaczymy.
Czekając na opowieść, przyglądała się swoim nowym towarzyszom. Starała się zbyt dużo uwagi nie poświęcać na blizny zdobiące twarz tej drugiej kobiety. Zdobiące, albo szpecące, w sumie zależy od gustu.
Bardziej przyjrzała się jej oczom. Nie była zaniepokojona, raczej zaintrygowana. Do karczmy przychodzili różni ludzie, tak więc zdążyła się napatrzeć na ludzi o dziwnych kolorach włosów, oczu czy też skóry. Niemniej owa barwa zainteresowała ją. No cóż, będzie o czym rozmawiać!
Białowłosy mężczyzna również nie był zaskoczeniem, chociaż w głowie Ari narodziła się odrobinę zastanawiająca myśl. Co takiego? Oh, takie głupstwo: "Wygląda jakby był w stanie rodzoną siostrę sprzedać!". Dlaczego tak pomyślała? A cholera wie! Zdusiła jednak niepokojące przemyślenia. Wolała się nie sugerować, w końcu łatwo jest zaburzyć osąd o kimś głupim uprzedzeniem.
Z całej trójki najnormalniej wyglądał ten, który przedstawił się jako Krogulec. Nie wyróżniał się niczym w swej aparycji. Czy oznaczało to, że był po prostu przeciętny? Ari miała wrażenie, że owa przeciętność i sama nazwa "Krogulec" razem tworzyły zbyt zwyczajną całość. Zbyt.
A ona? No cóż... tylko ładna buźka!
09.12.2014, 01:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#19

[MG]

Magnus pogładził się z zamysłem po brodzie (być może próbował skojarzyć kim może być Inna?) i już miał odpowiadać na pytania łowczyni, gdy nagle zbliżył się do nich kolejny jegomość. Mężczyzna otaksował go spojrzeniem i nawet wydawał się być zadowolony z tego co widzi. Czyżby właśnie nadszedł mąż, który spełniał dokładnie jego wyobrażenie na temat prawdziwego uczestnika wyprawy, jaką miał im zlecić?
Nie skomentował jednak tego, najwyraźniej mając dość wyczucia sytuacji, by nie obrażać całej reszty kompani, gdy już udało mu się kogoś zwerbować.
- Usiądźcie zatem - powiedział, kiedy Ari poprosiła o głębsze wtajemniczenie w historię - Nie ma sensu byście tak stali skoro widzę, że na dwóch słowach się nie zamknie.
Czy był z tego powodu niezadowolony? Tego nie dane było wykryć nikomu z obecnych. Możliwe więc, że chodziło mu o proste stwierdzenie faktu.
- Jeśli chodzi o historię, to w dużym streszczeniu przedstawia się tak: [tu przeczytajcie sobie opis z tematu z ogłoszeniem. Tak sobie myślę, że pasował by klimatem, bo pisany był w formie zwrotu do kogoś, a nie chcę tu przekopiowywać na żywca, więc załóżmy, że powiedział niemal słowo w słowo to, co było tam napisane Radość].
Po tych słowach odetchnął i wezwał kelnerkę.
- Przynieś mi proszę, moja złota, coś na zwilżenie gardła. I... - spojrzał na towarzyszy - Poczęstujecie się czymś? Na mój koszt - dodał, najwyraźniej mimo niewielkich uprzedzeń co do drużyny, chcąc jednak być dobrym 'gospodarzem'.
Po zebraniu ewentualnych zamówień pozostałych osób, kelnerka odeszła.
- Odpowiadając na pytania panny Finnelyn, cóż. Jej ciało musiało magazynować ogromne pokłady many, a część była uwalniana. Czasem po prostu wypuszczała ją w przestrzeń, czasem formowała w elektryczne trzaski o różnej sile. Roney, nim jeszcze dostał w czerep, przysięgał że raz widział, jak stanęła w ogniu. A potem po prostu zgasła. Kto wie czy pod naszą nieobecność nie puszczała jeszcze innych fajerwerków. Poszkodować jej się nikogo nie udało. Nie wiem w sumie dlaczego, ale kiedyśmy ją prowadzili, ani razu nawet nie błysnęła. Jeśli chodzi o Roneya, to doprawdy ciężko powiedzieć. Wysondowałem go osobiście i widać było ślady po magii, jednak bardzo stapiały się one z jego własną energią magiczną. Poza tym nie miały nic wspólnego ze zmianami psychicznymi, jakich doznał podczas uszkodzenia czaszki. To chyba tyle.
Tymczasem zaś kelnerka przyniosła zamówienie i oddaliła się, wolnym kołyszącym krokiem.
09.12.2014, 20:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#20

Spojrzał na kelnerkę, ale podziękował za propozycję napicia się.
-Wspomniałeś o śladach kopyt... Określiliście kierunek, w którym pojechał porywacz? I prosiłby o emblemat. Z pewnością przyda się nam w podróży. Musimy od czegoś zacząć, nie możemy przeszukiwać całej krainy.- powiedział Icarus, myśląc jak natrafić na trop porywacza.
Dobrym początkiem byłoby określenie strony, w którą udał się jeździec- rycerzyk- oraz do kogo należy herb przedstawiony na emblemacie. Gdy poznamy tę drugą rzecz można by określić powód uprowadzenia dziewczyny.
Grupa była zbiorowiskiem poszukiwaczy przygód, ale nie można oceniać książki po okładce. Każdy z nich zapewne kryje coś w sobie. Z pewnością Finn i Białowłosy potrafią świetnie walczyć. Sam potrafił machać mieczem, nie jak cepem, ale nie był też mistrzem.
09.12.2014, 23:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna