Śpiący Okoń
#21

Przysunąwszy sobie krzesło usiadła, wciąż z uwagą słuchając słów zleceniodawcy. Wszakże to, czego się dowiedziała podczas podróży mogło mijać się z prawdą bardziej, lub mniej znacznie i należało to zweryfikować. Poza faktem, że zamówiła niewielki posiłek i trochę suszonego mięsa, a także sucharów na drogę(przed podróżą należy porządnie zjeść i się wyposażyć w jedzenie na podróż, szczególnie, jak płaci za to kto inny, prawda?), milczała. Nie odezwała się także na przybycie jeszcze jednej osoby mającej brać udział w wyprawie, aczkolwiek przyjrzała się białowłosemu przenikliwym spojrzeniem kryształowych oczu. Chłop, to źle, wielki i mieczem pewnie dobrze macha, lepiej. Oczaruje go ta śliczna panna gdyby zaszła taka potrzeba. Wywnioskowała więc sobie, iż z osobnikami płci męskiej kłopotów mieć nie będzie, co trzeba powiedzieć, wcale ją uspokoiło. Nie żeby cieszyło, najchętniej wzięłaby ewentualnie, ostatecznie, tę tutaj brązowowłosą i spróbowała podołać wyzwaniu, ale skoro już ta dwójka buców jest, to w porządku. Łaskawie, mogą istnieć i się przydać w wykonaniu zadania. Szczęście, że Finn swoich rozmyślań w żaden sposób nie pokazywała światu zewnętrznemu, nikt nie mógł podejrzewać jej o takie właśnie pretensje do płci przeciwnej. Ją ogólnie trudno było o cokolwiek podejrzewać, wyglądała na osobę mało skłonną do rozmów (jaką z resztą przecież jest) i raczej skutecznie izolującą się od innych ludzi(och, serio?). Odnosiło się wrażenie że mało co interesuje łowczynię Finnelyn z krwi Inny, niewiele ją już porusza. Była zagadką, jedną z tych, których lepiej rozwiązania było nie szukać.
Znów milcząco skinęła głową, tym razem kobiecie która podała jej zamówienie. Suchary wraz z mięsem, szczelnie opakowane ukryła w torbie, zaś posiłek jadła powoli. Porcja nie była duża, a nim każdy zada swoje pytania i usłyszy na nie odpowiedzi, ona spokojnie zdąży skończyć jedzenie. Już nie patrzyła na nikogo konkretnego, słuchała, notowała informacje w pamięci.
10.12.2014, 03:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#22

Usiadła, wysłuchała opowieści. Miała wiele pytań, ale postanowiła nie zadawać ich zleceniodawcy. Bo i po co? Jej wątpliwości mogłyby sprawić, że zostałaby odsunięta od tego zadania, a im dłużej słuchała, tym bardziej się jej to podobało.
Najpierw zastanawiała się jakim prawem ci wszyscy ważni i pewni swej racji mężczyźni doszli do wniosku, że należy ową dziewkę pojmać i zamknąć w kompletnej głuszy. Z tego co usłyszała, potrzebowała ona raczej pomocy maga, lub czegokolwiek innego. Izolacja nigdy nie była dobrym rozwiązaniem.
Przez myśl przeszło jej, że ów rycerz, który ją z wieży wywiózł mógł ją znać. Skoro wieża był zniszczona i położona na kompletnym odludziu, mało prawdopodobne byłoby to, że rycerz ot tak przejeżdżałby obok, zauważyłby ją wypatrująca ratunku z okna i uratował. Albo ją znał, podążał za nią od czasu jej pojawienia się w lesie i czekał na dogodny moment do odbicia jej, albo był kimś całkiem innym.
Kto wie, może usłyszał o niezwykłej dziewce, co to magii okiełznać w sobie nie potrafi i zechciał ja wykorzystać do niecnych celów?
A może ona sama nie było bezbronna i nie potrzebowała ratunku a jedynie transportu?
Ale skoro przez cały czas nie wyrządziła szkody nikomu, kto miał z nią styczność... to czy nie wydawało się to trochę dziwne i niepokojące? Może chciała zwabić wszystkich w pułapkę, jak to ogniki na bagnach robią z zabłąkanymi wędrowcami?
- Wilczy łeb, róże i żółte tło...doprawdy niespotykany herb. A sama dziewka jak wyglądała? Oprócz magii, która uciekała z niej na lewo i prawo oczywiście. Warto by znać jej dokładny wygląd.
Tyle dodała od siebie, zatrzymując swoje przemyślenia wewnątrz. Nauczona doświadczeniem nie wychylała się, wolała ułożyć wszystko w głowie zamiast bez sensu pleść trzy po trzy.
A teraz pozostało jej tylko czekać na informacje odnośnie kierunku, wyglądu czy też czegokolwiek o co jeszcze ktoś mógłby zapytać.
A potem? Czas wyruszyć i odnaleźć dziewczynę!
10.12.2014, 03:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#23

Draugdin skorzystał z zaproszenie i usiadł przy stole. Jako, że był tyle co po zjedzonym posiłku także uprzejmie podziękował za ofertę poczęstunku chociaż nie odmówił sobie przyjemności zamówienia jeszcze jednego kufla piwa, które było tu znakomite.
Przyglądał się mimowolnie przyszłym współtowarzyszom przygody. Ponieważ dołączył jako ostatni trudno mu było stwierdzić czy pozostała trójka znała się już wcześniej i/lub czy pracowali wcześniej jako drużyna czy też najzupełniej w świecie byli po prostu trójką najemników, którzy spotkali się pierwszy raz w życiu. Nie próbował ich oceniać po wyglądzie, gdyż wiedział, że prawdę o człowieku pokazują jego czyny i umiejętności jakimi się wykaże w trudnej i nieoczekiwanej sytuacji.
- Moim zdaniem mamy do wyboru między dwoma opcjami. Albo dziewoja został uprowadzona lub porwana albo też tajemniczy rycerz był jej wybawcą i właśnie zwraca ją tam gdzie jej miejsce. W obu sytuacjach pytanie moje jeżeli mamy odzyskać dziewczynę co z rycerzykiem. Mamy go również dostarczyć w bonusie, a jak tak to żywego czy martwego? Poza tym zastanawiam się tylko nad jednym, po co właściwie odszukiwać wspomnianą dziewoję skoro jak mniemam i tak była jedynie utrudnieniem i nierozwiązanym problemem. Skoro zniknęła - zniknął też i problem. Niech się ktoś inny martwi. Nie żebym nie potrzebował tego zlecenia, ale tak mi się nasunęło to pytanie.
Draugdin popił kilka łyków z kufla po czym popatrzył po zgromadzonych. Wiedział dobrze, że niezależnie od treści odpowiedzi, aż się palił do tego zlecenia.
11.12.2014, 00:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#24

[MG]

- Końskie ślady zmierzały ku południu - powiedział mężczyzna, odwracając się od nich i pochylając się. Grzebał w czymś chwilę - najpewniej obok krzesła leżała jego torba, do tej pory zasłaniana przez właściciela. Siedział od ściany, więc nie była to całkiem przypadkowa decyzja: dużo trudniej byłoby mu ją zabrać. A chociaż lokal ten nie wyglądał na taki, gdzie przyjdzie byle złodziejski motłoch, czy można ufać ludziom na tyle by stwierdzić, że większość z nich ma dość pieniędzy, by nie musieć parać się kradzieżą?
Wreszcie wyprostował się. W rękach trzymał błyszący się emblemat, dokładnie taki jak opisywał. Nie wspomniał ino, że był on lekko wgnieciony od frontu. Ale to właśnie mogli zaobserwować sami.
- Możecie oglądać go ile chcecie. Jeśli macie wśród was kogoś, kto umie rysować i ma do tego materiały, można zrobić szkic. Ale nie mogę oddać wam emblematu. Jak by na to nie patrzeć, jest ważną poszlaką. Gdybyście nagle zrezygnowali z zadania, jaką mam pewność, że ktoś mi go odniesie? Musicie mnie zrozumieć, dość mamy kłopotów by jeszcze szukać potem naszej niemal jedynej poszlaki.
Magnus położył przedmiot na stole tak, by każdy mógł mu się przyjrzeć. Nie oponował, gdyby ktoś próbował wziąć go do rąk. Wiedział, że gdyby ktoś próbował go sobie nieopatrznie przywłaszczyć, szybko mógłby tego pożałować.
Słysząc pytanie Ari, chyba powinien zacząć wierzyć w jej użyteczność na wyprawie. Młoda kobieta zadawała całkiem niegłupie pytania. A przecież ewentualna potyczka z rycerzem nie miała być jednym zadaniem naszych bohaterów. Wcześniej należało go jeszcze znaleźć.
- Była od panienki nieco niższa - zadumał się, próbując najwyraźniej przywołać jej obraz w myślach - Miała niebieskie oczy... albo zielone. Nie przyglądałem się zbytnio. Miała... miała bardzo jasną cerę. Nie taką niezdrowo bladą, ale niemal bieluśką. Włosy długie... za ramiona. Ciemny blond czy jak to tam się określa. Ubraliśmy ją w zwykłą białą porostą szatę, bo człeczyna, który ją przyprowadził, ponoć znalazł ją niemal nagą, ubranie miała w strzępkach, i litościwie użyczył jej swej koszuli. Chłop był całkiem spory, więc wisiała na niej jak sukienka.
Na koniec zwrócił spojrzenie na Draugdina.
- Nie wiem czy wiesz, szlachetny panie, ale osoby, które w tak młodym wieku zdradzają taki potencjał, mogą osiągnąć niewyobrażalną moc, jeśli tylko pozwoli się jej w nich dojrzewać. Moc taka, jeśli nie umie się jej kontrolować, może być niebezpieczna zarówno dla nosicielki jak i jej otoczenia. I to niezależnie od intencji takiej osoby! Co więcej, jeśli nawet dziewczyna zapanowała by nad mocą, któż wie, jak postanowi ją wykorzystywać? Spróbuje siać terror? A może nawet - tu zniżył lekko głos - dołączy do Medeis? To wszystko są tylko gdybania, ale kto poświadczy nam, że bezpodstawne? Kto weźmie na siebie odpowiedzialność, jeśli wyniknie z tego jakieś nieszczęście? - mężczyzna pokręcił głową - Tutaj byłaby bezpieczna. Ucywilizowali byśmy ją, nauczyli żyć między innymi ludźmi. Niezależnie od tego czy wolałaby zaszyć się w samotni czy stać duszą towarzystwa, miałaby ten wybór. Myślę, że to lepsza alternatywa dla osoby, która ledwie wyszła z wieku dziecięcego.
Zastanawiał się jeszcze chwilę, zapewne rozważając pierwsze pytania łowcy.
- Niezależnie od tego kim był ten człowiek, chcę wiedzieć, czemu ją zabrał. Pogdybać sobie można, ale póki nie poznamy prawdy, nie możemy zakładać, że trafiła do miejsca, w którym miała być. Zresztą nawet gdyby, nie wiemy nawet co to za miejsce. Pamiętajcie, że mówimy o osobie, której umiejętności mogą przynieść tyle pożytku co zguby, jeśli tylko określi się jej przeznaczenie. - Oparł łokcie o stół i splótł ze sobą palce obu dłoni.
- Przede wszystkim, postarajcie się dowiedzieć, czemu zabrał dziewczynę i to obezwładniając brutalnie nieszczęsnego Roneya. Jeśli nie dacie rady jej odzyskać w inny sposób, możecie pozbawić go życia, jednak nie poczuwam się do wydawania wyroków na kogoś, kogo intencji nie znam. Przyprowadzenie go tutaj byłoby wielce wygodne, jednak wiem, że to może być problem. Więc ostatecznie interesuje mnie tylko informacja o przyczynie i powrót dziewczyny. Konkretne wymogi zresztą, poruszę przy omawianiu nagrody, o której możemy dyskutować, jeśli to już wszystkie pytania.
Niejeden zleceniodawca wolał by nawet nie przypominać najemnikom o tej części umowy, niekiedy wręcz licząc naiwnie, że obejdzie się bez jej omawiania. Oni jednak mieli do czynienia z człowiekiem, który albo był wybitnej wręcz uczciwości albo wolał upewnić się, że marchewka jest wystarczająco dobrze widoczna. Dla towarzyszy powinno być to wielce dobrym znakiem, gdyż powszechnie jest wiadomo, że kiedy zleceniodawcy zależy na efekcie, będzie dużo bardziej elastyczny podczas targowania się o zapłatę.
11.12.2014, 01:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#25

Biała skóra, jasne włosy... na upartego większość mieszkanek północnych terenów Atarashii mogłaby pasować do tego wyglądu. Ale w sumie niewiele z nich zostawia za sobą ślad w postaci niekontrolowanej magii. Wystarczy ludzi po drodze pytań, czy coś niecodziennego widzieli.
- Suknią bym się nie sugerowała. Jeśli ten rycerz zakłada, że będzie ścigany, z pewnością postarał się o inne odzienie, różne od tego, które pamiętasz ty, panie. Włosy może mieć upięte, lub schowane pod kapturem. Nie miała żadnych charakterystycznych cech? Oprócz swojej magii oczywiście.
Opis wyglądu, który dostali z pewnością nieco im rozjaśnił w głowach ale nie był na tyle dokładny, żeby pastereczka była zadowolona.
No ale skoro była w stanie rozpoznać każdą swoją owieczkę, a i owce swego sąsiada, doszła do wniosku, że odszukać zaginioną dziewczynę też będzie w stanie. Najbardziej liczyła na to, że zdradzi ją magia.
- Rycerz ma nad nami dwa dni przewagi, tak? Zakładam, że poruszał się konno, to znaczy że mógł zawieźć ją już bardzo daleko, a nawet do miejsca, które sobie upatrzył. Chyba że... chyba, że miał po drodze jakieś kłopoty. Może nie jechała z nim z własnej woli i próbowała uciec? Może się jej udało? -wspomnienie o wynagrodzeniu nie zainteresowało Ari tak bardzo, jak powinno. W końcu miała już to co chciała, przygodę! A pieniądze? Cóż, nie narzekała na zarobek w karczmie, w końcu wystarczało dla niej i dla owieczek.
- Jak zwracaliście się do dziewczyny? Może powiedziała swoje imię, nawet jeśli mamrotała w nieznanym języku?
Odnalezienie dziewczyny mogło być proste, a raczej prostsze od wzbudzenia jej zaufania. Po co to zaufanie? No jak to po co, wszak trzeba będzie ją do zleceniodawcy przywieźć, a lepiej zrobić to w spokojnej atmosferze. Niekontrolowane wybuchy magii wyglądały Ari na wynik targających dziewczyną emocji. Nie, żeby się na magii znała, bo nie wiedziała o niej więcej, niż słyszała z opowiadań podpitych magów, których obsługiwała. Znała się jednak na emocjach i wiedziała po sobie, że w złości czy bezsilności chciałoby się co najmniej cisnąć czymś, co może pięknie i głośno rozbić się na podłodze.
To, że dziewczyna nikogo swą magią nie zraniła świadczyło dobrze o ludziach którzy ją znaleźli i zajmowali się przez czas do porwania. Gdyby dziewczyna czuła się zagrożona, magia z pewnością dałaby znać o sobie jeszcze mocniej.
Ari ruszyłaby już w drogę. Czas naglił! No ale skoro chcą jeszcze rozmawiać o wynagrodzeniu, to przecież nie będzie ich siłą za sobą ciągnęła.
Gdy umilkła, zajęła się emblematem położonym na stole przez zleceniodawcę. Wyglądał niemalże tak, jak go sobie przed chwilą wyobraziła.
11.12.2014, 12:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#26

Ukończyła posiłek dosyć szybko i oparłszy głowę na splecionych dłoniach, przyglądała się z zainteresowaniem brązowowłosej. Ślicznotka nie dość że była ładna, to jeszcze gadała wcale z sensem. Finnelyn to pasowało, niechże tamta pyta, zbiera informacje i niech idzie z nimi i zbiera nadal. Takiej ładniutkiej to każdy chętnie powie, za to łowczyni... No, łowczyni musiałaby pewnie użyć siły żeby ktokolwiek chciał jej cokolwiek przekazać. Kiedyś może i tak, jej twarzyczka była przyjemna dla oka, lecz to było dawno. Teraz nie sposób było nie myśleć o krwawych śladach, wijących się w fantazyjnych wzorach po bladej twarzy Jakszy. Uniosła brwi, przysłuchując się dalszym pytaniom i w zwykle obojętnych, wahających się łagodnie barwą pomiędzy błękitem, a srebrem księżyca oczach, odczytać można było niepewną aprobatę.
- Jeśli wiedział, że będzie ścigany to i dziewczynie mógł włosy obciąć, czy zabarwić na jakiś inny kolor. Ot, wystarczy wyciąg z liści orzecha, już masz, brązowe. Nic trudnego. - wtrąciła nieco ponuro, bo skoro bohater miał jakiś plan co do dziewoi, szczególnie zaś plan niecny to i pewnie o takie detale się postarał. - Wcześniej nic, a nic nie było o niej słychać? Pojawiła się znikąd? Do nikogo nie podobna, bez jakichkolwiek cech mogących ją określać? Kto ją do was przyprowadził i w jakich okolicznościach ją znaleziono? Próbowała uciekać?
Pochodzenie dziewczyny mogło się przydać, może ktoś ją porzucił, a teraz chciał odzyskać? Zgubił? Diabli wiedzą, różne rzeczy się dzieją. Panna mogła od rodziny uciec, lub też mieć wrogów którzy teraz chcieli zrobić jej krzywdę.
11.12.2014, 18:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#27

Widząc, że jego towarzysze biorą w swoje ręce sprawę związaną ze zbieraniem cennych informacji, które naturalnie chłonął jak na wykształconego przystało- postanowił zająć się nie tyle kwestią zapłaty, która go nie interesowała- nie obchodziło go złoto, a równie ważną kwestią, która przyszła mu na myśl po tym jak Ari wspomniała o tym, iż porywacz ma nad nimi dwa dni przewagi i ponadto porusza się konno.
-Panie Hinerlock, w ramach wynagrodzenia, tudzież zaliczki- potrzebujemy dobrych koni, aby nadgonić sprawcę... Głupim pomysłem nie byłby również niewielki powóz, aby zabrać ze sobą prowiant i zapasy, a także można go użyć, aby bezpiecznie dostarczyć dziewczynę z powrotem. Ewentualnie jeszcze, żeby przewieźć zakutego w kajdany porywacza.- przedstawił swoje zdanie grupie. Nie można wyruszać za jeźdźcem na pieszo, w dodatku bez zapasów, które musieliby targać na plecach bez powozu.
Widział jak wszyscy obecni byli zaangażowani w poszukiwania i większości nie zależało na zapłacie... A przynajmniej tak mu się zdawało.
12.12.2014, 00:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#28

Draugdin osuszył do dna kufel. Nie nadużywał z piciem. Jednak nie odpuszczał okazji delektowania się dobrymi trunkami, a piwo w tej karczmie było przedniej jakości.
Przysłuchiwał się rozmowie przy stole z coraz większym zainteresowaniem jednocześnie dyskretnie przyglądając się przyszłym współtowarzyszom przygody. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Trzeba przyznać, że w takiej wyprawie jeszcze nie brał udziału. No i ta słodko i niewinnie wyglądająca Ari. Skąd ona się wzięła i dlaczego szuka przygód. Paradoksalnie to dziewczę zadawało bardzo konkretne pytania. Jak to mówią, ktoś pracujący głową też w drużynie potrzebny.
Jednego był już pewien. Dwa dni przewagi i to konno to szmat czasu i wiele możliwości. Trop już stygł i to z każdą chwilą coraz mocniej. Wóz może i był dobrym pomysłem ze względu na transport ekwipunku oraz dostarczenie z powrotem poszukiwanej osoby lub osób. Tyle tylko, że będzie ich jeszcze bardziej spowalniał. No chyba, że się rozdzielą na dwie grupy. Tak by było szybciej i dawałoby więcej możliwości manewrowych. Będzie jeszcze czas, żeby to ustalić.
Pogrążony w swoich myślach Draugdin czekał na ustalenia w temacie wynagrodzenia. Nie poganiał nikogo, ale wiedział, że czas nagli. Powinni ruszać i to jak najszybciej i to najlepiej co koń wyskoczy.
12.12.2014, 06:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#29

[MG]

- Oczywiście nie spodziewam się, by wciąż miała na sobie podobne odzienie czy chociażby fryzurę. Chociaż o to ostatnie, to mam wątpliwości co do waszych przypuszczeń. Jeśli faktycznie postanowił zabawić się w rycerzyka, to czemu miałby aż tak zacierać ślady? W końcu wówczas zachował by się raczej jak złodziej, nie człowiek przeświadczony, że jego uczynek jest właściwy. A takiej wersji też nie możemy odrzucić. - zamilkł na moment, a potem uświadomił sobie najwyraźniej, jak to zabrzmiało - Oczywiście nie zacząłem bynajmniej sam wierzyć w te bajania o rycerzach w złotej zbroi i nieszczęsnych księżniczkach. Ale z doświadczenia wiem, że czasem szukając ukrytych znaków, łatwo można przegapić odpowiedź dużo prostszą.
Potem znów zamyślił się na moment.
- Nie, nie mam pojęcia czy charakteryzowała się czymś więcej. Dla nas, magów i tak była aż nader charakterystyczna. Znajdując się w jednym mieście z nią, pewnie bym dał radę ją odnaleźć. Pech chciał, że nie spodziewaliśmy się podobnej sytuacji, zwłaszcza, że niewiele osób wiedziało w ogóle o jej istnieniu. Więc wieża, w której ją ukryliśmy jest kawałek drogi stąd. Wydawała się być dobrym miejscem z dala od ciekawskich oczu... - to ostatnie mruknął wyraźnie niezadowolony. Wydawał się myśleć coś pomiędzy "mogliśmy to przewidzieć i nie zostawiać jej tak daleko", a "no ale kto mógł zaglądać do tych ruin i po co?".
Na uwagi Ari potaknął ponuro.
- Owszem, dwa dni to sporo czasu. Jednak koń, niosący na sobie dwie osoby szybciej się męczy, co na dużym dystansie ma znaczenie. Wątpię też, by mogli podróżować nocą. W wielu miejscach było by to równoznaczne z samobójstwem. Wszelkie inne kłopoty to bardzo losowe czynniki, jednak ich również bym nie wykluczał. Ba! - tu zaśmiał się gorzko - Nie był bym wcale tak zdziwiony, gdybyście znaleźli ich trupy porzucone gdzieś w lesie. I rycerzyk dupa, kiedy wrogów kupa. Mogli by nawet paść ofiarą pierwszej lepszej bandyckiej brygady. Tacy nawet pewnie nie byliby świadomi użyteczności dziewczyny, więc najwyżej wykorzystali by ją w innych celach, a potem porzucili. - skrzywił się nienawistnie. Nie wiadomo czy na myśl o zmarnowanej mocy czy o tak przedmiotowym i wulgarnym traktowaniu niewiasty. Wreszcie machnął ręką.
- Nie ma co snuć ponurych myśli. Póki co wciąż nie jesteśmy ani krztyny bliżej rozwiązania. O co panienka pytała? Ach, czy zwracaliśmy się do niej jakoś. Widzi panienka, z jej dziwacznego języka padło wcale nie tak wiele słów i każde z nich można by było zaklasyfikować jako imię lub też cokolwiek innego. Kiedy juz zrozumieliśmy, że zupełnie nas nie rozumie, nie mówiliśmy do niej praktycznie, a o niej... Cóż, w naszym fachu nazywaliśmy ją tymczasowo Źródłem. Do niczego więcej jej imię nie byłoby nam potrzebne. A nie była przecież psem żeby uczyć ją reagować na wymyślone zawołanie, nieprawdaż?
Potem zajął się odpowiedziami na pytania zadane przez drugą kobietę.
- Nikt z nas nie miał pojęcia kiedy dokładnie pojawiła się w okolicy ani też skąd. Jeśli ktokolwiek jej szukał, to nie mniej dyskretnie od nas. Znaleziona została za wschodnimi górami, gdzie mieszka właściwie tylko garstka ludzi na tyle szalona, by pozyskiwać drewno z lasów nieopodal wrzosowiska. Drwal, który ją znalazł, słusznie założył, że lepiej pokazać dziewczynę magom, a nasze miasto było najbliżej. Pytaliśmy go: gdzie, kiedy, jak, ale wydaje mi się, że jemu podobni myślą w zbyt prostych kategoriach, by powiedzieć coś więcej niż określenia "w lesie" czy "dzisiaj". Wreszcie udało nam się wyciągnąć, że młoda po prostu przechadzała się niedaleko terenu z wyrębami. Nawet pokazał nam gdzie. Nie próbowała uciekać, wydawała się być zaciekawiona. Byliśmy, przeszukaliśmy okolicę. Nic. Dalej były już praktycznie tylko Wrzosowiska, a tam po prostu nie miała możliwości przeżycia.
Podczas kiedy dziewczyny prowadziły przesłuchanie, Icarus postanowił zająć się kwestią przygotowania do eskapady. Magnus zastanowił sie przez chwilę i skinął głową.
- oczywiście, bez koni nie dacie rady ich doścignąć. Problem w tym, że cały powóz znacznie opóźni wasza podróż. Proponuję więc byście o takowy transport zatroszczyli się na miejscu, kiedy już ich złapiecie. Zresztą tutaj warto wspomnieć o tym, za co jestem w stanie wam zapłacić zwłaszcza, że trzeba brać pod uwagę różne ewentualności. Może się zdarzyć, że nawet jeśli wytropicie rycerza i naszą porwaną, nie dacie rady jej odebrać. Wówczas wolałbym wręcz byście nie ryzykowali i nie próbowali odbić jej na własną rękę, a po prostu skontaktowali się ze mną. Za to byłbym w stanie zapłacić wam... powiedzmy od trzech do pięciu złotych smoków na głowę, w zależności od trudności, jakie was spotkają. Za przyprowadzenie jej żywej, zapłacić mogę nawet dwa razy tyle. Może nawet więcej. Za informacje o rycerzu mogę dopłacić jeszcze dwa złote smoki. Same te wyliczenia są dość orientacyjne, bo nawet jeśli nie zdziałacie wiele, odkupić jestem w stanie od was każdą informację, jaką uda wam się zdobyć.
12.12.2014, 16:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Śpiący Okoń
#30

- W porządku, w takim razie wiemy że pannica imienia nie ma, a rycerzyk ma nad nami dwa dni przewagi. Na miejscu postaramy się o powóz, a jeśli nie, to weźmiemy dziewkę na konia, podejrzewam że po podróży z rycerzem będzie jej wszystko jedno. - wstała, oparła się wąskimi dłońmi o stół i pochyliwszy lekko głowę powiodła spojrzeniem kryształowych oczu po swoich towarzyszach. - Pogadaliśmy, towarzysze. Mi nagroda pasuje, jak wam też, to kurwa bierzmy konie i jedźmy, musimy nadgonić dwa dni. - Głos łowczyni był zaskakująco miękki i zmysłowy, jak na taką personę. Brzmiał nie dość, że przyjemnie, to jeszcze kusząco i gdy wypowiadała się nawet podkreślając swe zniecierpliwienie przekleństwami, ciągle miło było jej słuchać. Och, nie był to piskliwy głosik podlotki, nie był nawet słodki i sympatyczny, za to o wiele głębszy, aksamitny jakby. Takim głosem przemawiać powinny sukuby skłaniając prawych mężów do grzechu, nie zabijaki o poszarpanych twarzach i obojętności zastygłej w martwych oczach, otoczonych ozdobną koronką rzęs. Szczęśliwie, sama właścicielka owego zjawiskowego głosu niewiele sobie z tego faktu robiła, czas kiedy chciała być dla kogokolwiek atrakcyjna minął dawno temu. Teraz nawet była zadowolona z szpecących twarz blizn, nie musiała się zmagać z bucami, pragnącymi podbojów. Takie jak Ari, o takie to się bawiły w miłości i romanse, nie zwykle milcząca, przerażająca Jaksza.
Czekała na zdanie swoich nowych towarzyszy, chcąc nie chcąc, musiała przyznać że w pewien sposób cieszyła się na nowe zadanie. Diabli wiedzą, ile czasu minęło od kiedy robiła coś ponad polowania i walki z dzikimi zwierzętami chcącymi porwać jej zdobycz. Nie żeby opuściła się w treningach, co to, to nie! Trening był dla niej czymś tak naturalnym jak oddychanie, nawet w obliczu tragedii nie pozwoliła sobie na utratę formy. Ponadto, to było ostatnie co sprawiało jej przyjemność, po bliskich pozostały tylko dwa miecze. Z bliskich, miała tylko dwa bliźniacze ostrza.
15.12.2014, 18:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna