Pod krakenem
#11

[MG]

Tym razem spod kaptura wydobył się nie rechot a salwa upiornego chichotu.
- Przez to miasto przepływa masa ludzi, to prawda. Ilu już spotkałeś białowłosych albinosków? - zapytał złośliwie - Znaleźć jednego śledzia w ławicy ryb to problem. Ale jeśli zabłąka się pośród nie złota rybka...
Mężczyzna chrząknął.
- Nie mniej, dyskusje o tym czy cię znajdą czy nie uważam za zbędną, bo znajdą - żachnął się, jakby to była najbardziej oczywista oczywistość na świecie - Pogadajmy o tym, co możemy zrobić abyś przeżył.
Nie ruszył się przy tym o krok. Wyraźnie nie zamierzał naruszać przestrzeni osobistej Lyressa. Sprawiał raczej nawet wrażenie, jakby nie chciało mu się fatygować gdyby akolita próbował uciekać. Czy było by tak naprawdę? W sumie całkiem możliwe. Istnieje przecież też opcja, że po prostu śledził by go i nakablował komu trzeba. A może nawet miał jeszcze więcej asów w rękawie?
- Po pierwsze, ciekaw jestem, co zamierzasz dalej? Nie zachowujesz się jak miejscowy, ale kto cię tam wie. Dość, że jeśli nawet jesteś stąd i planujesz tu zostać, może być z tym lekki problem. O tym co będę z tego miał, możemy porozmawiać kiedy indziej.
25.04.2015, 21:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#12

No tak, mogłem się tego spodziewać. Po co w ogóle pytać, skoro jegomość i tak nie raczył odpowiedzieć. Wszystko wskazywało na to, że specjalnie odciąga mnie od tematu, czyli stara się zboczyć z głównego wątku naszej rozmowy. Zrobiłem jeszcze jeden krok do tyłu, obróciłem się na pięcie i zacząłem iść. Podążałem tą samą brukowaną drogą co wcześniej. Wykonałem gest prawą dłonią, coby nieznany mi mężczyzna podążał za mną. W głowie analizowałem to, co mi przekazał, a było tego naprawdę niewiele. Postanowiłem pytać dalej, lecz nie mogliśmy zostać w tym miejscu. Wystarczająco mnie nastraszył dwójką mężczyzn. Tym bardziej nie miałem ochoty tu zostać, a czym dalej, tym bezpieczniej. Co jakiś czas kopałem mały kamień pod nogą, oraz odwracałem głowę przez ramię. Obserwowałem zachowanie zakapturzonego, no i oczywiście miałem nadzieję, że w ogóle za mną podąża. Gdyby tak było, starałem się zachować odpowiedni dystans wynoszący kilka metrów, dziesięć może, czy jedenaście. Mówiłem nie za głośno, nie za cicho, coby nie przyciągnąć innych osób i nie skupić ich wzroku na sobie.
- Muszę Ci powiedzieć, że nie powiedziałeś mi nic nowego. Niech więc początkiem mojego przetrwania będzie ta podróż. Im dalej zajdę, tym większa pewność, że ucieknę, nieprawdaż? Gdy będę ciągle iść przed siebie, to w końcu przestaną mnie szukać. A może powinienem biec ile sił w nogach? Nieważne, Mimo tego nadal nie wiem dlaczego chcesz mi pomóc i jaki masz w tym interes. - mój wzrok latał jak szalony, raz na prawo, gdzie stały niskie budynki, raz na prawo na krzaki. W mej głowie tworzyło się wiele scenariuszy, a to napadają mnie z lewej, a to pojawiają się przed nami. Serce podchodziło mi do gardła, a ciśnienie skakało jak szalone. Czułem ten sławny przypływ adrenaliny. To wiązało się z podnieceniem, które odrzucałem - podniecenie do walki, czy jak to się nazywa. Okropność.
- Co zaś tyczy się zapłaty za twoją pomoc, to nie mam niczego, co mógłbym Ci ofiarować. Poza tym, przypomnij mi w jaki sposób jesteś w stanie mi pomóc? To prawda, jestem niemiejscowy i nie znam większości tych terenów. Prawdę mówiąc nawet nie wiem gdzie idę. Gdybyś był łaskawy, to może po prostu wskazałbyś mi drogę do jakichś szlaków, czy portu, cobym mógł wskoczyć na stateczek. Tobie zniknę z oczu, poczujesz się lepiej, tak samo jak ja, nie będę miał już tamtych na karku. - Czułem, że gadałem bzdury, lecz wszystko w wyniku tego stresu, który przeszywał moje ciało.
Po dłuższym spacerze zatrzymałem się i odwróciłem ponownie. Spojrzałem na niego, lekko zaciskając dłonie. Czekałem na jakąkolwiek odpowiedź. Mógłby mi w końcu coś wyjaśnić, a nie.

(Nie jestem pewien, czy powinienem już dać [zt], dlatego napisz mi pod tym postem jakbym miał taki przymus.)
25.04.2015, 22:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#13

Kiedy Lyress zaczął iść, nie słyszał z początku by nieznajomy za nim wykonał jakikolwiek ruch świadczący o tym, że zamierza go ścigać. Cóż, pewnie faktycznie planował już odpuścić i zostawić chłopaka na pastwę losu, a może nawet świadomie mu zaszkodzić? Tego jednak się Lyress póki co nie dowie, bo - jakby to pewnie określił zakapturzony człowiek -"posłuchał głosu rozsądku" i zaprosił go do wspólnej podróży. Człowiek ten szedł obok niego, pozostawiając go bardziej na przedzie o tyle, o ile wymaga tego komfort podążania za kimś, kto prowadzi. Za nic miał te jego próby zachowania większej odległości, "jeśli mamy zacząć współpracę, proponuję nie traktować mnie jak psa" - zaśmiał się tylko - "I nie zamierzam krzyczeć do ciebie z drugiego końca ulicy. Wierz mi, to nie mną powinieneś się teraz przejmować". Nadal też nie pokazał swojej twarzy i tylko spoglądał przed siebie, zupełnie nie zwracając uwagi na otoczenie. Tak przynajmniej mogło wydawać się Lyressowi z jego obserwacji. Inna sprawa, że w pewnym momencie usłyszał on cichy chichot i nie pozbawiony uśmiechu komentarz
- Jednak trochę się przejmujemy, co?
Słuchając rozważań chłopaka na temat jego planów na przetrwanie, nie przerywał mu dopóki ten nie zrobił dłuższej pauzy.
- Całkiem niezły początek - zadumał się - Eeej, co ty tak ciągle tylko z tą interesownością. Ludzie powinni sobie pomagać. Owszem, będę coś z tego miał, jesteśmy oboje zbyt mądrzy by wierzyć, że jest na świecie coś za darmo. Sęk w tym, że najpierw musisz przeżyć. Więc przestań pieprzyć w kółko o nagrodach bo to zaczyna mnie męczyć.
Wieczór bardzo leniwie sączył się w noc.
- Najpierw trzeba by się gdzieś przespać - zadumał się na głos. - W jaki sposób miałbym ci pomóc? Spójrz na siebie, chodzisz rozglądając się jak przestraszony zwierzak. Boisz się skręcić w uliczkę, żeby nie wpaść na kogoś, kto pozbawi cię złota lub życia. Eh, bracie, jesteśmy już w bezpieczniejszej okolicy, tu zwykle nie rabują. A jeśli już to samotnych. Sam sobie odpowiedz na pytanie co przyjdzie ci z mojej obecności, choćby już teraz.
Faktycznie, tu domów było jakby więcej i wyglądały dużo lepiej niż niedawno odwiedzona karczma i jej okolice. W niektórych oknach widać było nawet blask lamp oliwnych.
- Jeśli chodzi o statki - kontynuował po krótkiej pauzie - port też jest niedaleko, ale o tej porze nic nie odpływa. Trzeba jakoś przetrwać noc.
Po tych słowach, wyprzedził trochę akolitę, najwyraźniej obierając jakiś konkretny kierunek.
Tak oto znaleźli się przed całkiem porządną gospodą której szyld głosił "Śpiący okoń".
Była to niebotyczna różnica, gdy porównać "Okonia" i "Krakena", stały na dwóch zupełnie przeciwległych krańcach porządności. Gdy spojrzało się na ceny, można było zrozumieć dlaczego, jednak nieznajomemu nie wydawało się to przeszkadzać. W świetle płonącego żyrandolu Lyress mógł zauważyć, że płaszcz z kapturem który przyodziewał ten niski mężczyzna wygląda całkiem przyzwoicie, nie ma na nim łat ani plam, których można było spodziewać się po kimś kto rzekomo był też bywalcem "Pod krakenem". Nieliczni goście, którzy jeszcze nie udali się na spoczynek, patrzyli na niego wprawdzie trochę z niesmakiem, ale pewnie chodziło im bardziej o jego wzrost. Wiadomo, na swój sposób był dziwakiem, a ludzie z większą ilością grosza w kieszeni mają też bzika na punkcie wyglądu.
Nie zrażając się tym, karzeł podszedł do karczmarza i wymienił z nim kilka słów. Lyress mógł zauważyć, że właściciel gospody nie jest zachwycony tą rozmową, ale wkrótce nowy znajomy akolity wrócił i obwieścił z satysfakcją
- Załatwiłem nam nocleg. Nie patrz tak na mnie, nie zapłaciłem ani grosza. Tutejszy gospodarz miał wobec mnie mały dług wdzięczności. Mamy jednoosobowy pokój, ale lepsze to niż nic. Oczywiście, zawsze możesz wrócić do "Krakena", tam w piwnicy mają nawet tanie łóżka. - zarechotał.
Po tych słowach ruszył na piętro, gdzie skierował się do całkiem przytulnego, choć może trochę przyciasnego jak na dwóch, pokoiku.
Lyress mógł podążyć za nim. Albo próbować wykupić własny pokój, co - sądząc po cenach - trochę by go trzepnęło po kieszeni.
No, w sumie mógł jeszcze faktycznie iść do "Pod krakenem". Albo spać pod gołym niebem.


Btw, jak popatrzysz sobie na obrazki na stronie głównej, to Grimssdel jest raczej takim miasteczkiem, nie pełnym miastem. W całości nie jest pokazane, to część trzeba będzie sobie domyślić, ale cóż - warto brać jednak na to poprawkę Radość

Następnego posta piszesz już tutaj. Chwilę temu wyprowadziłam stamtąd innych moich graczy, ale fizycznie w karczmie nie było ich już od długieeeeeego czasu, więc nie masz co zwracać uwagi na ich ostatnie posty.
27.04.2015, 13:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#14

W końcu dotarli do Grimssdel.
Trochę pobłądzili zanim ujrzeli tawernę o której słychać było to tu to tam, że mając szczęście można dostać tu niezłe zlecenie i worki złota a mając pecha to w ryj można zarobić i stracić swe fundusze.
Po otwarciu drzwi przybytku buchnął w dziewczynę zapach przypalonej fasoli, woń męskiego potu, smród starego piwa a to wszystko wymieszane było w fioletowawym dymie wydobywającym się ze skrętów i fajek przebywających w tym przybytku nielicznych gości.
Pora przybycia łowców nie była zbyt późna to i miejsc jeszcze było sporo.
Sabetha weszła pierwsza do izby. Wędrówka po bagnach dała się we znaki dziewczynie. Widać było zmęczenie w jej jasnych oczach. Twarz była lekko zapadnięta i szarawa.
Jednak wypadu na bagna nie można było uznać za totalnie nieudany. Mimo iż nie znalazła drzewołaka to upolowała żabola i wspólnika. W sumie dawało to niezły bilans.
- W końcu.- Odezwała się do wchodzącego za nią Sotha. - Oby mieli tu jakieś miejsce do spania, bo padam na twarz. Żarcia i łóżka.- Dodała sadowiąc się przy jednym ze stołów. Worek podróżny rzuciła na ziemię pomiędzy ławę a ścianę za sobą. Na to narzuciła płaszcz i klapnęła na siedzeniu. Ziewnęła i przejechała językiem po zębach. Zdecydowanie waliło jej z paszczy. Jedzenie dziczyzny i popijanie jej gównianej jakości wodą, nie sprzyjało pięknemu oddechowi. - I kąpieli. - Przeczesała palcami krótkie ciemne włosy rozejrzała się po wnętrzu czekając aż się Soth rozgości. Znów zainteresowała się sobą bo zaczęło ją coś swędzieć w łydkę.
- Chyba dopiero gotują na wieczór, bo nikogo za szynkwasem nie widać. - Prostolinijna z niej była osóbka. Miała zamiar czekać aż ktoś z obsługi się pojawi i nie przyszłoby jej do łba by zawołać czy dać głośno znać będąc niedaleko zaplecza, że oto nowy gość głodny i zmęczony przybył.
Głośno zaburczało jej w brzuchu.
17.09.2015, 23:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#15

Do izby wszedł zaraz po dziewczynie. Rozejrzał się wokół szybko omiatając spojrzeniem pomieszczenie. Zmarszczył brwi. Śmierdziało, i on śmierdział. Pasowali tu idealnie.
Uśmiechnął się pod nosem po czym podrapał się po kilkudniowym zaroście. Podszedł do baru i uderzył pięścią w blat.
-Ej! Jest tu kto?!-krzyknął w stronę wyjścia na zaplecze karczmy.
-Już! Już! Nie rozwalić mi niczego tam!
Usłyszał w odpowiedzi po czym chwilę później za barem pojawił się obskurny właściciel przybytku. Widać karczma upodobniła się do właściciela, albo na odwrót. Nie ważne.
-Dajcie no co do żarcia i picia dla dwóch. Więcej picia oczywiście.- Soth uśmiechnął się oblizując wargi. Zapragnął znowu skosztować co nieco alkoholu.-Przydałaby się też jakaś balia do kąpieli i miejsce do spania. Macie takowe?
-Eeee...- zająknął się karczmarzyna po czym podrapał się brudnym paluchem po łepetynie.- Jadło. A jakże byndzie i napitek tyż. Spanie to w dormitorium a balia się znajdzie ino woda zimna, niepodgrzewamy jej. Ale to nie świątynia dla ubogich. Płacić trza!
Powiedział karczmarz i zerknął na łowcę swymi chytrymi oczętami.
Soth zaśmiał się po czym pokazał swój wypchany trzos i potrząsnął nim. Ze środka wydobył się miły dla ucha brzęk monet.
-Piniądze się znajdą. Ino obsłuż nas ino szybko.
Jako napiwek rzucił karczmarzowi pięć srebrnych smoków. Następnie odwrócił się i ruszył do stołu przy którym siedziała Sabetha. Odpiął swój miecz i położył na ławie obok. Soth klapnął ciężko. Wyjął z pochwy swój ulubiony egzemplarz noża do rzucania i zaczął nim dziugać krawędź stołu. Kilka drzazg odleciało. Na przeciwległej ścianie wyrysowana była tarcza do rzucania. Soth zmrużył oczy i rzucił nożem. Od tak od niechcenia. Niby od niechcenia. Ale trafił idealnie w środek. Łowca uśmiechnął się po czym podszedł do ściany, wyjął nóż i ruszył z powrotem do stołu. Znów zaczął bawić się nożem.
-Żarcie zaraz będzie. Kąpieli też uraczą. Spanie natomiast we wspólnej sali będzie.- powiedział do dziewczyny oznajmiając co załatwił przy szynkwasie.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






18.09.2015, 21:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#16

- Wybornie - Skwitowała z uśmiechem. Wizja żarcia podziałała na nią pobudzająco, więc i na gadanie się dziewczynie zebrało.
- Na bagnach znalazłeś się przypadkiem, tak? Nie miałeś znaczy się zlecenia w tym czasie? Bo dobrze by było się rozejrzeć za robotą. Kasy raczej mamy mało, a trzeba naprawić to i owo przydałoby się dokupić ekwipunku. - Jak on by nie pomyślał to okazuje się, że jest już ktoś, kto jednak pomyśli o tym co najważniejsze. Zdawało się wręcz że uważała takie działanie za podstawę. System taki, zlecenie, zapasy, szukanie zlecenia, zlecenie .... i tak w kółko.
- Nawet coś małego by się zdało, no chyba że masz żelazne zapasy pieniędzy na odpoczynek w mieście. - Tutaj nawiązała do tego jak Soth opowiadał że pomiędzy zleceniami najczęściej pije i używa życia.

Żarcie już po chwili zostało podane do stołu. I to o dziwo przez kogoś mniej obskurnego jak stary karczmarz. Barman prezentował się nieźle i chyba tez robił za wykidajłę.
Sabetha szybko zajrzała do drewnianej michy podsuniętej pod nos. Pływało w niej jakieś szarawe nieokreślone mięso jak i rozgotowana fasola. Było w miarę gęste to i nie marudziła. Sięgnęła po podane do gulaszu pieczywo i maczając kromkę chleba w misce patrzyła jak barman donosił im spore kufle pełne podejrzanie jasnego piwa.
- Nawet dobre. Jak zignorujesz zapach spalenizny. - Spojrzała na Sotha sięgając po łyżkę. I zamilkła na dłużej kiedy pałaszowała gulasz z fasolą przegryzając go od czasu do czasu kawałkiem chleba.
20.09.2015, 21:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#17

-Mówiłem już jak się znalazłem. Zlecenia nie miałem.- dodał oschle. Już język mu się wyrywał, gardło wysychało, usta spierzchły. Wyczuł alkohol. Na odległość. I nie mógł się doczekać kiedy go wchłonie. Jedyne czego teraz pragnął to się napić. Wbił nóż w blat stołu, a zaraz po nim kolejny nóż, w bliskiej odległości od siebie. Spojrzał na kamienie spoczywające w rękojeściach noży. Przez ułamek sekundy wzdłuż ostrzy noży przeleciała błyskawica przemieszczając się między dwoma ostrzami.-Hmmm...
Soth zamyślił się po czym wyrwał ostrza z blatu i schował je w pochwach. Zaraz potem na stole pojawiło się jadło. Podłe jadło. Od niechcenia wziął drewnianą łychę i skubnął trochę gulaszu. Niewiele, niczym niejadek. Na uwagę dziewczyny kiwnął głową.
- Może być.- skwitował krótko. Jedzenie go nie obchodziło. Podajcie wreszcie ALKOHOL!-Nieco kasy zarobiłaś. Może na naprawę bolasa ci starczy.- powiedział obojętnie i skubnął kolejną łychę gulaszu. I nagle w polu widzenia pojawił się karczmarz niosący kufle piwa. Kiedy tylko pojawiły się na stole szybko zgarnął kufel w dłonie i uniósł do ust. Pił. Przełykał. I dalej pił. Alkohol. W końcu. Chuj że rozcieńczony. Najwyżej więcej trzeba będzie wypić. Tym lepiej. Co za cudowne uczucie. Duszkiem wypił ponad połowę kufla. Odstawił kufel od ust i dopiero wtedy się uśmiechnął. Oczy mu zalśniły. Spojrzał na dziewczynę.- Rozejrzymy się. Kasy na jakiś czas powinno nam starczyć więc do tego czasu powinniśmy coś znaleźć, naprawić to co jest do naprawienia i jeszcze się zabawić.
Zachichotał i wziął ponownie uniósł kufel do ust. Mmmmm co za słodycz. Co za smak. Coś pięknego. Opróżnił kufel. Odstawił go z hukiem na blat stołu.
-Karczmarzu! Jeszcze!
Krzyknął głośno. A gulasz stygł praktycznie nietknięty.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






22.09.2015, 22:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#18

Dziewczyna słuchała łowcy i potakiwała. Plan zdawał się być logiczny, więc nie wtrącała swoich trzech groszy.
Zjadła cały gulasz i na koniec kromką chleba wyczyściła miskę. Dziwiła się że Soth nic nie jadł. Brwi zmarszczyła.
- Nie jesz tego? - Burknęła i zanim coś powiedział czy zrobił, a był zajęty piwem, to podsunęła sobie jego żarcie pod brodę i kiedy Soth czekał na drugi kufel piwa to ona opróżniała jego porcję żarcia.
Mogłoby się zdawać dziwnym że w tak małym ciele tyle jedzenia się zmieści, lecz dla niej było to normalne. Od zawsze lubiła dobrze zjeść. Czasami nawet wchłaniała w siebie więcej niźli towarzyszący jej na zadaniach mężczyźni.
Mimo iż gulasz za gęsty nie był, to upiła trochę piwa i przepłukała gardło mając nadzieję na to, że smak potrawy się przez to polepszy. Lepiej jednak nie było.
Odchrząknęła.
- Wiesz może gdzie można najtaniej i najlepiej naprawić tutaj broń? - Zapytała Sotha. - Jutro trzeba się będzie przejść po okolicy. - Tutaj zaakcentowała zdanie dość głośnym beknięciem. - Ha - Zaśmiała się i rozparła na ławie w końcu trochę najedzona. - Myślisz że dadzą potem jakieś pieczyste? -Zapytała całkiem poważnie.
25.09.2015, 11:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#19

Na pytanie dziewczyny odnośnie naprawy broni wzruszył ramionami.
-Nie wiem. Jutro zobaczymy.
Aż dziwne że nie protestował jak zabierała mu jedzenie. Wziął jedynie kromkę chleba i zaczął ją rzuć. Czekał na kolejne piwo. Kiedy i ono się pojawiło niemalże równie szybko wypił je tak jak pierwsze. Podniósł się i spojrzał na dziewczynę.
-Idę wytargować nam nocleg na miesiąc. Może wyżywienie też się uda załatwić.
Uśmiechnął się. Otarł usta rękawem bo piana od piwa się osadziła i dziarskim krokiem ruszył w stronę baru. Przez jakiś czas targował się z karczmarzem. Momentami targowanie się przypominało burzliwą kłótnię lecz koniec końców interes został przypieczętowany. Soth wytargował że za miesiąc posłania w dormitorium dla dwóch osób wraz z wyżywieniem kosztować będzie trzy złote i dwadzieścia pięć srebrnych smoków płatne z góry. Pieniądze zmieniły właściciela. Soth przy okazji zamówił jeszcze kilka kolejek piwa na ten wieczór.
Łowca wrócił do dziewczyny dzierżąc w dłoni kolejny kufel piwa.
- Załatwione. Mamy nocleg z wyżywieniem na cały miesiąc.
Napił się ponownie piwa. Usiadł i spojrzał w stronę karczmarza. Nachylił się nad stołem i dał znać by dziewczyna zbliżyła się.
-Nie ufam mu. Masz, schowaj gdzieś u siebie. To takie zabezpieczenie jakby mnie chcieli okraść.- w stronę dziewczyny przesunął jedną złotą monetą.
Kiedy przekazał kasę zaczął w spokoju pić. Jedno piwo, potem dwa, pięć, potem już nie pamiętał ile.

Odpisuję 4 złote monety (3 za nocleg za miesiąc i 1 dla Sab) oraz 40 srebrnych monet (25 za nocleg i 15 za kolacje i piwa)


Gracz opuścił wątek


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






27.09.2015, 22:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Pod krakenem
#20

Gdy załatwiał im nocleg, Sabetha popijała piwo i rozglądała się po sali. Siedziała wygodnie zadowolona bo była w końcu najedzona. Do tego było jej ciepło.
- Miesiąc? Aż tyle tu będziemy? - Zdziwiła się kiedy po powrocie do stolika powiedział jej o ustaleniach z karczmarzem. Ale zaraz po chwili dodała. - Nie no dobrze, przynajmniej na spokojnie zlecenia będzie można dobrego poszukać w okolicy.
Kiedy zaś dał jej złocisza szybko monetę zakryła dłonią. Wiadomo co za towarzystwo było w pobliżu?
- Jasne.- Teraz poczuła się jak wspólnik. Zrobiło się jej ciepło na duszy że została obdarzona zaufaniem. Nie była traktowana jak szczeniak. Z poważną miną skrzętnie schowała monetę w sakwie.

Potem zaś zrobiło się luźniej w atmosferze karczmianej. Piwo znikało jedno za drugim w gardle Sotha, który to wraz z kolejnymi promilami alkoholu we krwi stawał się coraz to bardziej wylewny ale i dworski w zachowaniu. Młoda obserwowała go uważnie. Piła o wiele mniej niż on. Cóż się dziwić że łowca wylądował na bagnach skoro pić nie umiał. Śmiała się z niego w duchu. Kiedy zaś zaczął mu się język plątać a oczy zaczęły przymykać, zebrała cały ich dobytek i pomogła mu opuścić salę karczmy by udać się do piwnicy gdzie mieli zapewniony nocleg.
Soth padł na posłanie jak rażony piorunem i zasnął od razu. Ściągnęła mu jeszcze buty, co by wygodniej mu było.
Ona za to ulokowała obok niego ich podróżny dobytek i mimo zmęczenia poszła przypomnieć karczmarzowi o kąpieli którą miała ugadaną.
Na zapleczu kuchni we wnęce za parawanem była zlokalizowana "łaźnia". Woda w balii zimna nie była jak to zapowiadał karczmarz. Widać przynajmniej jedno lub dwa wiadra gorącej wody zostały dodane do kąpieli. Dziewczyna wyszorowała się zmywając z siebie brud z kilku dni. O mało nie zasnęła w wodzie, ale marudzenie karczmarza ją wyrwało z drzemki. Utyskiwał że kolejka się zrobiła do balii i że wody ze studni trza nosić, ale ona nie chciała tego słuchać i czym prędzej znikła mu z oczu.
Gdy już znalazła się na swoim posłaniu wyścieliła je płaszczem podróżnym. Pod głowę ułożyła worek podróżny a kuszę miała przy boku w zasięgu palców, w razie co.
Szybko zapadła w sen mimo obcego zapachu pomieszczenia i chrapania rozlegającego się w koło.

Dopisuję sobie 1 złotą monetę, którą Sabetha dostała od Sotha

Gracz opuścił wątek
28.09.2015, 10:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna