Obrzeża Miasta
#1

To tutaj zamieszkuje najbiedniejsza warstwa społeczeństwa, która utrzymuje się z marnych podatków oraz innych nielegalnych dochodów. Nie trudno wyczuć tutaj takie wonie jak smród, pot czy stęchliznę. Na ziemi można dostrzec plamy po krwii, oraz różnie podarte części ubrań czy nawet kości. Uwierz Mi nie chciałbyś tutaj trafić. W tym miejscu roi się od bandytów którzy czyhają aż stracisz czujność żeby zatopić swoje ostrze na twoim gardle, a następnie wykradając z twojego ekwipunku wszystko co wartościowe. Władze miasta jakoś niespecjalnie zajmują się badaniem tego terenu... Chyba że mają w tym jakiś poważniejszy cel. Od miasteczka odchodzą trzy drogi, którymi możemy dostać się do na prawdę dziwnych i strasznych miejsc.

Młody Łowca imieniem Hatsu pożegnawszy się z niedawno poznaną kobietą o imieniu Crimson ruszył w stronę Starego Lasu gdzie chciałby spotkać i zabić Mutę - Pradawnego zmutowanego pająka. Chłopak wyruszył z karczmy o świcie pełen pozytywnej energii i gotowy do długiej drogi. Wciąż poruszając się naprzód dotarł do jednego z najgorszych miejsc w miasteczku... Jego obrzeży. Teraz wybór należy do niego, w którą stronę się uda?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2013, 02:12 przez Haruki.)

02.07.2013, 01:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#2

Wyszedłem z centrum miasta dosyć pośpiesznie. Chciałem znaleźć się na głównej drodze w kierunku lasu. Obecnie idę przez obrzeża miasta i zachwycam się pięknem tego krajobrazu. Dobra, żartowałem. Pilnuję swojego dupska i obserwuję otoczenie. Nasłuchuję każdy szmer i idę w pełni gotowości by bezlitośnie wyciągnąć ostrze do obrony. Ku mojemu szczęściu nie dostrzegam, ani nie wyczuwam zagrożenia. Chociaż miejsce to jest nieprzyjemne da się przejść bez żadnego problemu ze strony mieszkańców. Moje oczy wyłapywały w oddali góry. To między nimi muszę przejść i udać się na zachód by dotrzeć do celu. Idąc dalej zaszedłbym na ciche równiny, zaś na wschód do miasta handlowego. Wszystko zależy gdzie skręcę. Bardziej obawiam się temperatury w górach, chociaż u podnóża powinno być przyzwoicie. Dobrze, że nie potrzebuję mapy. Trochę poświęcenia ale znam całą na pamięć! Przed sobą dostrzegłem pierwsze chaty postawione na obrzeżach. Kawałek minie zanim opuszczę to miejsce, ale nie spodziewałem się szybkiego wyjazdu z Grimssdel. Poprzednio też zajęło mi trochę czasu, żeby wejść do miasta i powędrować na północ. Teraz jednak wędruję w zachodnie rejony więc tyle by... Ach! Dosyć bezsensownego myślenia. To, że mam podzielną uwagę i mogę robić kilka rzeczy naraz nie daje mi w tych rejonach czasu na rozmyślanie. Chwyciłem ręką za pas, drugą puściłem wolno i szedłem przed siebie spokojnym spacerkiem. Mam nadzieję, że u podnóża gór znajdę nocleg.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






02.07.2013, 03:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#3

Hatsu powoli lecz ostrożnie przemierzał tę nieciekawą lokację. Droga jaką wybrał wiodła przez górzyste tereny, gdzie panowało zimno. Może warto było uzbroić się w jakieś cieplejsze odzienie? Łowca spojrzał na niebo... Krystalicznie czyste, z dodatkiem ciepłego słoneczka. Wymarzona pogoda do podróżny. Chłopak przemierzał tereny obrzeży z niebiańskim spokojem i równowagą. Nie śpieszyło mu się do Starego Lasu. Szedł spokojnie rozkoszując się każdym aspektem pięknej pogody, i coraz to ładniejszych widoków. Kiedy miał już opuszczać tereny obrzeży usłyszał wołanie. Mościpanie, Mościpanie! Proszę zaczekać!. Hatsu odwrócił się, wciąż gotowy do obrony. Chłopak ujrzał starą, niską oraz pomarszczoną staruszkę powoli drepczącą w jego kierunku. W ręce trzymała coś futrzanego. Kiedy staruszka przybliżyła się do Łowcy ponownie zabrała głos, tym razem lekko sapiąc ze zmęczenia. Przepraszam za zatrzymanie... Lecz widzę iż kierujesz się w stronę gór. Wiedz że pogoda jest tam bardzo zwodnicza. Proszę. Rzekła wręczając Hatsu ciepły futrzany kożuch. Niech Ci służy dobrze. Dodała po czym oddaliła się od chłopaka, a ten po chwili stracił ją z oczu. Nie rozmyślając nad sytuacją Mag schował podarunek do ekwipunku i ruszył przed siebie w kierunku Gór "Trzech Szlaków". Parę godzin później znalazł się na Górskim Szlaku.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2013, 10:40 przez Haruki.)

02.07.2013, 03:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#4

Niespodziewany upominek, który i tak znaczył dla mnie dużo sprawił, że zrobiło mi się niezwykle miło. Chciałem podejść do tej sympatycznej babuni, ale osłupienie, które czułem na sobie wstrzymało mnie i zanim się zorientowałem ta zniknęła z moich oczu. Zrobiło mi się nagle cieplej. Dużo cieplej niż w samej kamizelce. Szkoda, że chociaż zapłacić jej nie mogłem. Może wychodzę teraz na materialistę, bo powinienem się cieszyć z upominku i nie narzekać, ale źle mi na sumieniu z tym, że dostałem za darmo coś tak przydatnego. Jeśli przeżyję, a mam szczera nadzieję na to, wrócę tu i podaruję tej starszej kobiecie również wartościowy prezent, który umili jej mam nadzieję życie. A teraz... Cóż własnie stoję i patrze na majestatyczne góry, których czubki znikają w odmętach białego puchu. Przełęcz między górami prowadzi do rozwidlenia dróg. Jeśli będę szedł droga główną to dojdę do Lothil, a moim celem jest zachód i Stary Las. W związku z czym powinienem iść w prawo przy pierwszym lepszym skręcie. Chyba, że mnie coś podkusi i zrobię sobie rundkę po cichych równinach.
-Hehe - Zaśmiałem się sam do siebie. Bowiem nikogo moje oczy czy słuch nie zarejestrowały.

Kontynuacja: Góry trzech szlaków

Gracz opuścił wątek


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






02.07.2013, 16:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#5

Szary kaptur przysłaniał twarz pełną niezadowolenia. Odraza, niechęć i strach, takie uczucia malowały się na mym bladym obliczu. Wzrok błądził po ścieżkach przepełnionych czerwoną, jak wino krwią, tudzież brudach, zaś palce drgały z trwogi o tutejszym miejscu. Co chwila mijałem żebraka, psychicznie chorego człowieka, czy kobietę błagającą o brązową monetę. Me skamieniałe serce wytrzymywało ogromny ból, choć z ciężarem. Oddychałem ciężko, nie czułem własnego pulsu, tak samo jak przemęczonych podróżą nóg. Wnet dostrzegłem jak za kilkoma dość niskimi drzewami ukryła się płaska skała. Miejsce idealne do odpoczynku i zaczerpnięcia większej ilości powietrza. Tutaj było to niemożliwe, a nawet jeśli możliwe, to tylko szaleniec wąchałby opary rozkładających się ciał. Spojrzałem w dół na zabłocone i przemoczone buty, by jeszcze bardziej utwierdzić się w fakcie, iż potrzebuję odetchnąć. Wolno dotarłem do ówcześnie wyznaczonego miejsca i zasiadłem na twardym podłożu, by ściągnąć buty. Wyprostowałem nogi i otrzepałem je z wszelakiego piachu. W tym samym momencie me oczy dostrzegły zbliżającą się dwójkę ludzi. Wyglądali okropnie, ich nierówne brody oszpecały niesymetryczną i popękaną twarz. W dłoni dzierżyli długie maczugi, zaś ciało przyodziane w czarne szmaty nie rzucało się szczególnie w oczy na tle ciemnego horyzontu. Nie dostrzegłem ich wcześniej, a mogli iść za mną od dłuższego czasu. Serce podeszło mi do gardła tak szybko, jak szybko zdążyłem założyć buty. Zeskoczyłem ze skały i potruchtałem do drogi, po której wcześniej dane było mi się poruszać. Ponownie ruszyłem przed siebie, co jakiś czas odwracając głowę przez ramię. Dla większego bezpieczeństwa nachyliłem więcej kaptura, spod którego wyłaniała się jedynie biała, jak śnieg grzywka. Splotłem obydwie dłonie na torsie i próbując opanować emocje szedłem przed siebie. Warto zapamiętać, iż nie jest to dobre miejsce do zatrzymywania się.

Me błękitne ślepia ponownie dostrzegły wygłodzonych nędarzy z wystawionymi ku górze rękoma. Za każdym razem zamykałem powieki, a towarzyszyło temu dość głośne przełknięcie śliny. Odzywała się ma prawdziwa, altruistyczna strona. Czymże byłoby dla mnie pozostawienie tych ludzi na pastwę niegodziwego losu? Niczym nadzwyczajnym. Nie uchylę się przed nimi wszystkimi, a choć bardzo bym chciał, to nie potrafię. Z reguły mym zadaniem jest uleczenie, choć nie sprzyjają temu warunki, ani sami ludzie. W swym życiu spotkałem już bardzo wiele potrzebujących, lecz nigdy takich, jak oni. Natura ludzka odpychała mnie od tej części pospólstwa, choć ciągle powtarzałem, że mym celem jest wyzwolenie niższości spod brzemienia niedostatku.

Po kilkuminutowej podróży dotarłem do drewnianej chatki z powybijanymi oknami. Nie musiałem tam wchodzić, czy zaglądać, by wiedzieć, że gnieżdżą się tam matki z dziećmi. Miałem już dość tego spaceru. Co właściwie nakłoniło mnie na zwiedzanie obrzeż miasta? Miałem nadzieję, że ciekawość nie przerosła rozumu pod żadnym względem. Zatrzymałem się przed brukiem, który ciągnął się spod mych stóp, aż do samych drzwi wejściowych. Odetchnąłem na spokojnie i jakby tracąc rozum podjąłem skrajną decyzję. Wejdę do środka. Zacząłem się wahać, a trwało to kilka minut, jednakże przełamując lęki uchyliłem drzwi, ówcześnie chwytając za porysowaną klamkę. Kuknąłem na prawo, tuż po tym na lewo. Dostrzegłem jak na kilkunastu metrach kwadratowych cieśnią się matki z niemowlętami na rękach. Ponad dwadzieścia jeden lat temu sam taki byłem. Obiecałem sobie, iż w końcu zrobię coś, by zbliżyć się choć trochę do dawno upragnionego celu. Przykucnąłem przy jednej z kobiet i wystawiłem ręce do przodu. Spod szarawego kaptura wyłoniła się blada, przemęczona twarz. Nie wierzę, że już jestem tak blisko. Matka bez większego zawahania i z ufnością oddała mi swe dziecię. Nie miała nic do stracenia, nadzieja odeszła w niepamięć dawno temu. A czym jest człowiek bez nadziei? Niczym. A gdybym tylko mógł dać jej choć małe ziarno tego uczucia. Przyłożyłem dłoń do czoła niemowlęcia i zamknąłem powieki. Gorączka, dziecko nie przeżyłoby do rana z takimi dolegliwościami. Wnet usłyszałem jak coś brzęknęło, dźwięk tłuczonej butelki tuż opodal mnie. Odwróciłem drastycznie głowę, a me źrenice dostrzegły rozzłoszczonego mężczyznę, kłócącego się z blondłosą, niewysoką kobietą. Z początku wyglądało to niegroźnie, do czasu, aż uderzył ją prosto w twarz. Jak zareagowałby normalny akolita? Przerwał to, czy może raczej uciekł? Ja postanowiłem zostać na miejscu, nie mieszać się w nie swoje sprawy, coby nie zostać uderzonym tak samo jak tamta niewiasta. Żal było mi tylko i wyłącznie dziecka, płaczącego i łkającego. Nie wiedziałem nawet jak długo przeżyje w takim otoczeniu, z takim ojcem. Skupiłem jednak swą uwagę na bobasie, którego trzymałem na dłoniach, wśród szarych, podziurawionych szmat. Mina matki była niesamowicie poruszająca, wilgotna, pełna żalu i rozpaczy. Wyglądała jakby modliła się nie do Boga, lecz do mnie, o pomoc. Wyzwoliłem ździebko many, a w mych dłoniach zapłonął zielonkawy promyk. Magia azylu, nie tylko uśmierzająca ból, lecz także wspomagająca w leczeniu. Po paru minutach temperatura dziecka opadła, a ja z lekkim uśmiechem, co bardziej przypominało grymas, powstałem. Oddałem dziecko i odszedłem.

Ostatni raz spojrzałem na drewnianą chatę, lecz jej widok wywoływał u mnie jedynie apatię. Pokiwałem głową kilka razy, raz na prawo, raz na lewo, jakby chcąc wyzwolić się od tych smutnych uczuć. Nie mogłem zostać tutaj dłużej, wśród tego brudu, wśród rozciągającej się rozpaczy. Nikt nie przejmował i nie przejmuje do tej pory losami ludzi, którzy żyją jak świnie w chlewie. To także warto zapamiętać, co tak na prawdę liczy się dla dobrego władcy. A co będą go obchodzić ludzie żyjący gdzieś daleko obok miasta, gdzie on i tak nigdy się nie znajdzie. W mej głowie pojawiało się wiele pytań, a także wiele odpowiedzi. Byłem pewien, że przez dłuższy czas nie zjawię się w takim miejscu, jak to. Świadomy tutejszych warunków, nawet najodważniejszy nie pchałby się na zwiedzanie. Jeżeli chcę spełniać swoje cele, to jednak zacznę od tych najlżejszych. Wyzwolenie biednych nie będzie niczym łatwym. Przeszedłem obok skały, którą mijałem w tym kierunku i łapiąc skręt w prawo wszedłem na szlak prowadzący do centrum miasta.

Gracz opuścił wątek
20.04.2015, 22:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#6

Po długiej wędrówce wreszcie dotarłem, a przynajmniej tak mi się zdawało. Znalazłem się na obrzeżach miasta Grimssdel i muszę przyznać, że nie jest to ciekawe miejsce do zwiedzania. Dookoła smród i ubóstwo ludzi, których nie stać na godne życie. Znając takie społeczeństwo, zwykły i nieostrożny wędrowiec miałby na karku półtuzina bandziorów. Na szczęście Adria skutecznie odstrasza tych mniej odważnych i ciut mądrzejszych. Najbardziej nie mogę się doczekać wizyty w karczmie - oby mieli miodu pod dostatkiem... Ale starczy tego bajdurzenia. Podążam w stronę bram miasta bacznie obserwując lasy i drogę dookoła mnie. Przecież nie chcę być zaskoczony przez zapitego wieśniaka. Zaszedłem tak daleko, jednakże muszę pozostać skupiony do samego końca, gdyż nigdy nie wiadomo co czai się za rogiem. Prawą dłoń trzymam na klamrze skórzanego pasa, abym był w stanie jak najszybciej dobyć broni w razie niebezpieczeństwa. Mam jednak nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Coś mi podpowiada, że moja podróż dopiero się rozpoczyna.
21.05.2015, 22:29
Przeczytaj Cytuj
Obrzeża Miasta
#7

~ MG ~


Może i obrzeża Grimssdel nie należały do najpiękniejszych miejsc tego kontynentu, ale miało swoje uroki. Przede wszystkim najłatwiej było tutaj dobić jakichkolwiek czarnych interesów w tym mieście. W końcu który głupiec chciałby zostać przyłapanym przez straż miejską, która ostatnimi czasy miała pełne ręce roboty - choćby poszukiwania groźnego maga, który podobno zabił kilku ludzi. Można rzec, że idealne miejsce, by wpakować się w jakieś kłopoty.
Zza drzewa wyszła jakaś młoda kobieta. Nie wyglądała na więcej, niż 25 lat, chociaż w obecnych czasach nic nie jest pewne. Miała długie, kruczoczarne włosy sięgające do pasa i błękitny, nieobecny wzrok. Jedną ręką próbowała złapać coś w powietrzu, ale choćby jak łowca się dopatrywał, tak nie mógł tam niczego zauważyć. Drugą zaś trzymała mocno szary, zakurzony płaszcz, jakby był jedynym co ma na sobie.
- Omm, Morris... Morris... - Można było usłyszeć z jej ust. Wyglądała na bardzo zmęczoną, a kolejne krople potu spływały po jej twarzy. Najwidoczniej majaczyła, a pewnie zostawiono ją bez opieki i włóczy się teraz sama po obrzeżach miasta. W pewnym momencie kobieta potknęła się o własną nogę, upadając na drogę pełną kurzu i drobnych kamyczków.
- Ał... Morris... - Może właśnie tego całego Morrisa szukała tak bardzo, że w takim stanie wyszła z izdebki, kto wie?
21.05.2015, 22:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#8

Szedłem spokojnie do miasta, kiedy zza drzewa wyszła młoda kobieta. Zatrzymałem się, a następnie odwróciłem aby spojrzeć za siebie i sprawdzić czy przypadkiem ktoś z nią nie jest. Jeśli było bezpiecznie, powolnym krokiem zbliżyłem się do kobiety i stanąłem jakieś 3 metry przed nią.
- Ekhm... Kobieto, dobrze się czujesz? - W tym czasie bacznie obserwowałem dziewczynę oraz otoczenie, bowiem mogła to być pułapka. Szukałem jakiś znaków szczególnych czy przedmiotów, które mogłyby posłużyć za broń... Przez głowę przechodziło mi wiele myśli. Pewno jest chora psychicznie... a może tylko wycieńczona? Zaraz się wszystkiego dowiem. Co to za Morris? Do jasnej cholery co mam z nią zrobić... Podszedłem do niej powoli i przykucnąłem, ale byłem gotowy w każdej chwili odskoczyć, gdyby działo się coś podejrzanego.
- Halo? Kim jest... Morris? - Dodałem niepewnie. Powolnym ruchem wyciągnąłem do niej rękę, aby pomóc jej podnieść się z ziemi. Ponownie rozejrzałem się dookoła, gdyż w takich sytuacjach najłatwiej stracić czujność. Przyjrzałem się i zauważyłem krople potu... Cholera! Pewnie ma gorączkę. Sprawdziłem wierzchem dłoni jej czoło, a raczej jej temperaturę.
- Skąd przyszłaś? - Zapytałem. Coś mi się wydaję, że na kontakt z nią nie mam co liczyć. Jest jakaś nieobecna. Najbliższe minuty miały zadecydować co dalej.
22.05.2015, 01:05
Przeczytaj Cytuj
Obrzeża Miasta
#9

~ MG ~


Okolica wydawała się bezpieczna... Albo tylko tak wyglądała. Na razie nikt nie kręcił się po okolicy, chociaż dla niewprawionego oka wiele rzeczy mogło umknąć, niemniej ucho łowcy nie miało w zwyczaju go zawodzić i na razie nie wszczynało żadnego alarmu. Można w sumie powiedzieć, że teren był "czysty". Dlatego też zbliżył się do majaczącej nieznajomej. Na razie próbowała się niezdarnie podnieść, ale z miernym skutkiem, gdyż używała tylko jednej ręki, a po bliższych oględzinach okazało się... Że jest cała we krwi.
Kobieta nie zważała na obecność nieznajomego. Była zbyt bardzo zaabsorbowana poszukiwaniami tego całego Morrisa. Znowu chciała się podnieść na równe nogi, ale ledwo się uniosła, a poleciała do przodu na stertę drobnych, poobgryzanych kostek. Dopiero wtedy zaczęło coś do niej docierać, a jej zamglone oczy dostrzegły jakiegoś mężczyznę, który coś do niej mówił. Złapała się mocniej za swoją zranioną rękę, cicho skomląc z bólu, by znowu odpłynąć na chwilkę.
Czoło nieznajomej było tak gorące, że śmiało mogłoby konkurować w ogniem domowego paleniska. Bardzo prawdopodobne, że niesamowicie cierpiała... Ale znów na moment odzyskiwała świadomość. Widząc rękę wyciągniętą w jej stronę, podała swoją, zakrwawioną dłoń...
- Proszę... Pomóż... Odnaleźć Morrisa. On tylko... Tylko on mi został... - Z jej oczu popłynęły łzy. Zaczęła płakać, kiedy powoli podnosiła się na równe nogi. Mężczyzna nawet nie spostrzegł, kiedy kobieta oparła zdecydowaną większość swojego ciężaru, na nim, obejmując go zakrwawioną dłonią.
- Błagam... Jestem jedyną osobą jakiej zaufał... Pomożesz mi go odnaleźć? - Lekko zamglone, błękitne oczy patrzyły wyczekująco na łowcę, jako że był teraz jej jedyną deską ratunku. W innym wypadku pewnie będzie zmuszona sama kontynuować poszukiwania owego Morrisa, a z jej stanem nie jest to najlepszy pomysł.
22.05.2015, 21:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża Miasta
#10

Chwilę zajęło mi zrozumienie części tej opowieści. Generalnie byłem lekko w kropce. Kobieta, która nie wiadomo kim jest, prosi mnie o pomoc w szukaniu jakiegoś Morrisa. Po drugie jest dziwna i nieobecna. Co więcej nie przywykłem do robienia takich rzeczy... Ale cóż nic na to nie poradzę, przecież nie mogę jej tutaj zostawić na pastwę losu. W tej właśnie chwili przypomniały mi się lata mojej młodości, kiedy mój mentor przybył z ulicy jakby nigdy nic i mnie przygarnął. Może najwyższy czas spłacić ten dług i pomóc komuś innemu w potrzebie. Nie byłem do końca przekonany co do słuszności podjętej decyzji, ale może zaprowadzi mnie ona w lepsze miejsce.
- Gdzie ostatni raz widziałaś Morrisa? - Dodałem bez zapału, wiedziałem iż szansa na to, że kobieta kontaktuje w tym momencie ze światem jest znikoma. Do jasnej cholery! Nie jestem przecież jasnowidzem, skąd mam wiedzieć gdzie i kim jest ten gość. Jak zwykle same problemy... Gdzie by tutaj zacząć? Spojrzałem dokładnie w kierunku z którego przyszła młoda kobieta, mając nadzieję na jakąkolwiek wskazówkę. Ahh.. Tak mnie to wszystko zaabsorbowało, że niemalże zapomniałem o tym, że ta kobieta może być ranna....
- Jesteś ranna? Co ci się przytrafiło? - Ponownie nie liczyłem na odpowiedź. Obejrzałem ją dokładnie i spróbowałem pomóc jej dojść pod drzewo. Powoli usadowiłem ją na ziemi opierając o konar.
- Słuchaj mnie teraz uważnie. Nie ruszaj się stąd. Potrzebujesz ziół... - Nie liczyłem, że mnie zrozumie, dlatego w razie gdyby niechętnie chciała zaczekać, rzuciłem kłamstwo mówiące o tym, że Morris chciałby aby zaczekała... To w razie gdyby jej rozum nie kontaktował z rzeczywistością.
W tym czasie wszedłem powoli w gąszcze, oddalając się od drzewa pod kątem, abym mógł obserwować poczynania niewiasty. Nie liczyłem, że znajdę na tym zadupiu jakieś przydatne zioła, ale Barbando to grzyb, więc z nim wszystko jest możliwe. Od biedy nawet zwykła mięta byłaby dobra. W każdym bądź razie, w przypadku znalezienia Barbando ścinam go nożem myśliwskim przy trzonie, a następnie odcinam kapelusz. W końcu tylko korzeń ma właściwości lecznicze. Trzonek mogę rozgnieść na kamieniu i przyrządzić w ten sposób prowizoryczną maść. Niezależnie od skutków moich poszukiwań wracam do kobiety i czekam na dalszy rozwój wypadków.
23.05.2015, 02:33
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna