Góry Trzech Szlaków.

Łowca czuł niemałe zadowolenie kiedy wreszcie po rozpaleniu niewielkiego płomienia mógł na chwilę złapać oddech i pomyśleć o tym co udało im się w tak krótkim czasie osiągnąć. Nie było to nie wiadomo jak wiele, ale zawsze. Byli sami w górach pokrytych śniegiem, bez zapasów jedzenia, bez schronienia i do tego mieli niełatwe zadanie od ducha. A teraz? A teraz siedzą we wraku sporego wozu, bezpieczni od nieprzyjemnego wiatru i mrozu, z ogniem i powoli rozmarzającym się kurczakiem. Tak, to jedna z tych chwil kiedy tak małe rzeczy tak bardzo czekał.
Upewniwszy się, że ogień nie zniknie tak nagle jak się pojawił Havelock usłyszał, że ducha można zmaterializować i nim zdążył coś powiedzieć ich dotąd niewidzialna dla niego towarzyszka się zmaterializowała. <Cholera łada...> Pomyślał i już prawie się powstrzymał, żeby nie dodać <Jak na trupa.> Blondas odruchowo zerwał się na równe nogi...No prawie na równe co by uniknąć nieprzyjemnego kontaktu jego głowy z wozem i pomógł czy raczej próbował pomóc dziewczynie wstać.
-Miło pannę w końcu zobaczyć-Powiedział nieco zakłopotany, bo nie wydawało mu się to najlepszą linią dialogową, ale lepszej znaleźć nie mógł. Następnie przyszło mu usłyszeć prośbę dziewczyny o pochowanie jej jak najszybciej i to nie samej na co nie mógł się powstrzymać, żeby nie pomyśleć <Mhm...Byle by nie pochować Cię z nami.> Na szczęście od głośnego komentarza się powstrzymał. Cały pomysł wydawał mu się w najlepszym razie nieprzyjemny. Zimno tam na zewnątrz, ciężko będzie jakieś kamienie znaleźć, bo pod śniegiem ich nie zostawi, przecież wtedy ich zwierzyna jaka na kolację wygrzebie...Spalić byłoby najlepiej. Znaleźć tego brata, ułożyć z nią w wozie i wszystko spalić przed odejściem, ale nie...Jaśnie pani się pochówku chce. <Ech, zaraza...>Westchnął w duchu i rzucił szamanowi spojrzenie w stylu "o Ty mała gnido, poczekaj jeszcze..." Ale co zrobić, dama prosi a kompan się wymigał. Łowca niechętnie kiwnął głową i przerzucił miecz przez ramię. Nieuzbrojonemu głupio iść. Przed wyjściem otworzył plecak i podał opasłą knige Taarpenowi.
-Jak się zmęczysz przy przewracaniu stron to krzycz. Nie chcemy, żebyś zasłabł.-Odgryzł się jeszcze i ostrożnie zabrał do podnoszenia i wynoszenia zmarzniętych zwłok dziewczyny przepuszczając ją przodem co by wskazała miejsce wiecznego spoczynku swojego brata.
08.07.2016, 15:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

Nie czekając na towarzyszy przymocowała cały bagaż do siodła. Poprawiła odzienie i miecz przy pasie.
Spojrzała na Raihnara i Setha i z lekko złośliwym uśmieszkiem rzuciła.
-Do zobaczenia w Lothil, albo gdzieś dalej. Zimno to nie będę się wlec skoro mogę sobie szybciej dotrzeć.-To mówiąc wsiadła na konia i oddaliła się w kierunku miasta, jakie było ich celem.

Gracz opuścił wątek
14.07.2016, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

MG


Kobieta niezwykle ucieszyła się, gdy usłyszała zgodę na jej drobną prośbę. To czy taka w rzeczywistości była, zależało od punktu widzenia. Łowca raczej średnio miał ochotę wychodzić na zimno, ale co zrobić, już się zgodził pomóc damie. Yirrali radośnie wyszła na zewnątrz, ale dość szybko dopadł ją zimny powiew wiatru, który sprawił, że się skuliła. Zapomniała, że teraz miała fizyczne ciało, co za tym idzie odczuwała coś takiego, co nazywane było zimnem. Aż wyszła jej gęsia skórka, ale musiała to zignorować.
- To tutaj! - Pokazała palcem dosłownie trzy kroki od wozu. Stanęła nad tym miejscem, w dalszym ciągu poskurczana z chłodu. Zdecydowanie aura panująca na zewnątrz jej nie służyła, ale już nie chciała narzekać, bo przecież miała ciało i pan Havelock ją widział, a to przecież było najważniejsze dla niej! Żałowała, że nie poznała go kiedy jeszcze żyła, może coś między nimi by zaiskrzyło? Kto tam wie? Łowcy pozostało tylko dokopać się do szczątków, ale wydawało się, że nie są głęboko, kwestia przebicia się przez śniegi.
Szaman natomiast mógł się nieco pobawić wewnątrz prowizorycznego schronu. Nie tylko czytając świerszczyka książkę od Aakira, ale przede wszystkim przeglądając zawartość woreczków. W pierwszym zobaczył coś błyszczącego. Tak, światło z ognia nadawało złocisty, metaliczny połysk. Okazało się, że w sumie są tam cztery, złote smoki. Zatem trochę grosza wpadnie do sakiewki. Następne zawiniątko szło troszkę oporniej, ale kiedy szaman sobie z nim poradził poczuł bardzo znajomą woń. W środku był złożony w kostkę materiał, a wewnątrz znajdował się... Buzskum w ilości trzech sztuk! Prawdziwy skarb dla takich osób jak Taarpen. Trzeci woreczek krył 10 liści mięty, a w nich coś jeszcze, jakiś dziwny proszek. Po dłuższych oględzinach okazało się, że to pył z Lesy. Ostatni pakunek natomiast był znacznie większy od pozostałych. Szaman szybko go rozbroił i dobrał się do zawartości, która mogła go dość poważnie zadziwić. W środku znajdowały się dwie laleczki. Tak, po prostu laleczki, które łudząco przypominały te, używane przez szamanów do przywoływania duchów z zaświatów. Mimo, że były dość mocno zmarznięte, to w dalszym ciągu zdawały się być mięciutkie, a przynajmniej były znacznie przyjemniejsze od zmrożonego odzienia. Później Taarpen mógł się zabrać za studiowanie Księgi Trujących Mikstur, która wcześniej należała do Aakira.
01.11.2016, 21:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

Grzebaniu w śniegu nie należało do najprzyjemniejszych zwłaszcza, kiedy myślało się o ciepłym i uszczelnionym wnętrzu wozu. Mrucząc przekleństwa pod adresem zimna i towarzysza, Łowca pomagając sobie mieczem w końcu dokopał się do zwłok brata urodziwej duszyczki, która zmaterializowana trzęsła się z zimna zaglądając mu, co chwilę przez ramię. Dał jej moment na przypatrzenie się bratu i w ciszy wziął za układanie zwłok obok siebie. Rzucił tylko pytające spojrzenie czy można zakopywać i doczekawszy się zapewne tylko przytaknięcia, zaczął zagarniać grube warstwy śniegu na oboje nieboszczyków.
Otrzepał rękawice ze śniegu, miecz wbił pionowo w zaspę obok siebie i stanął obok dziewczyny, splatając przy tym ręce przed sobą. Sam nie był zbytnio religijny, ale domyślał się, że młode, urodzone w raczej bogatej rodzinie dziewczę, prawdopodobnie zostało wychowane w wierze w jakieś popularne bóstwo. Po, krótkiej chwili wiedziony impulsem zdecydował się objąć młodą kobietę, kładąc dłoń na jej ramieniu. Zacisnął ją lekko dla dodania otuchy i nawet zdobył się na uśmiech, chociaż nie było łatwo powstrzymać szczękające z zimna zęby. Dotarło do niego też, że ta dłoń może mu przez pannę przelecieć, bo owszem, jest teraz widzialna, ale czy tak naprawdę do końca materialna? No cóż, przekona się empirycznie.
Kiedy było po wszystkim zasugerował, że czas już wracać, bo noc, zimno i wilki czy inne nieprzyjemne stworzenia.
- Dokonaliśmy pochówku... -Poinformował wchodząc do przyjemnego wnętrza wozu, w którym suszące się w w ogniu kawałki drewna wydawały jakby cichy gwizd.
-Widzę, że nie próżnowałeś...Musisz być wyczerpany po takim wysiłku. -Spróbował zażartować ot, dla rozluźnienia atmosfery i żeby nie zostawiać ich w nieprzyjemnej ciszy. Odebrał od Taarpena woreczki i sam przyjrzał się dokładnie ich zawartości nie mogąc powstrzymać cichego gwizdu przez zęby na widok czterech złotych smoków.
- Co to za proszek? Bo miętę czuć jak tylko się otworzy sakiewkę, ale to? Wygląda jakoś znajomo... -Zapytał unosząc kawałek skóry, w który ktoś spakował pył z lesy.
Kiedy już wszystko zostało objaśnione i podzielone Łowca zaoferował, że weźmie drugą wartę. Po pierwszej zawsze można się było lepiej wyspać, a po drugiej człowieka czekał cały dzień po bardzo krótkim odpoczynku, co, aż tak Havelockowi nie przeszkadzało, bo w końcu nawykł. Poprosił też Szamana by ten, co jakiś czas sprawdzał czy blondas żyje, bo ma zamiar wziąć wcześniej nawarzony eliksir z organów wilka. A gdyby coś poszło bardzo nie tak to dobytek jest ich a ciało niech spalą.
02.11.2016, 14:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

Podczas gdy Havelock i Yirrali wybrali się kawałek dalej zakopać zwłoki jej zmarłego brata, ja chwyciłem osełkę przed chwilą znalezioną w wozie i kilkukrotnie przejechałem po krawędzi mojego sierpa. Stępił się on nieco w momencie gdy używałem go do "polowania" na Vypiny, co było trochę sprzeczne z jego prawdziwym przeznaczeniem. Co prawda rozcinanie zamarzniętych na kość sakiewek też mijało się z tym do czego służył, ale nie miałem nic innego co by mi w tym pomogło. Najwyżej po tej czynności naostrzę go jeszcze raz, nie można w końcu tępym narzędziem pozyskiwać ziół, to by mogło je zniszczyć.
Gdy już naostrzyłem narzędzie i odłożyłem osełkę na wóz, zbliżyłem się niezwykle zaciekawiony do czterech sakiewek, które trzeba było prawdopodobnie całkowicie zniszczyć, by dostać się do ich zawartości. Wydawało mi się, że mój nos mnie zawodzi, bo z sakiewek dochodziły mdłe, znajome zapachy ziół, jednak nie było możliwości by w takim mrozie zioła zachowały swoją woń... tylko nieliczne odznaczały się tą cechą.
Ognisko płonęło już dosyć sporym ogniem, a Silvio użerał się z mrożonym kurczakiem nadal klnąc jak szewc, gdy rozciąłem pierwszą, najcięższą sakiewkę. Oczy zaświeciły mi się bardziej niż zwykle gdy oto wysypały się z niej cztery szczerozłote monety. Najprawdziwsze złote smoki, nieczęsto miałem z nimi styczność, a tym bardziej nieczęsto byłem w ich posiadaniu. Uśmiech zagościł momentalnie na moich ustach, bo w końcu już od początku tej podróży chciałem zarobić jakieś drobne, ale nawet nie śniło mi się złoto... Nie zastanawiając się nawet podzieliłem monety tak, byśmy obaj z Havelockiem mieli po dwie monety.
Kolejna sakiewka udowodniła mi, że mój węch wcale nie szwankował, bo oto sakiewka kryła w sobie trzy solidne porcje Buzskum, co niezwykle mnie ucieszyło. Mogłem dzięki temu uzupełnić z nawiązką moją sakiewkę z tym specyfikiem, która ostatnio nieco zmalała. Powinno nawet trochę zostać dla Łowcy, by mógł sobie umilać wieczory w burdelach.
Zapowiadało się coraz lepiej gdy otwarłem trzecią sakwę, bo momentalnie rozpoznałem dorodne listki mięty, które bezzwłocznie podałem mojemu małemu, duchowemu kompanowi by zrobił z nimi użytek, tak jak ostatnio. Znajdowało się tam jeszcze coś, co wpędziło mnie w istną ekstazę... najskrytsze marzenie większości szamanów - pył z Lesy! Jedna z najbardziej halucynogennych substancji, umożliwiająca kontakt z wyższymi sferami znajdowała się teraz w moich dłoniach. O ironio, wybrałem się w jałowe góry, w których nie spodziewałem się znaleźć żadnych ziół, a oto znalazłem rzeczy, za które niejeden prawdziwy ćpun oddałby duszę...

Kurwa mać, czy ja dobrze widzę? W czwartym, największym woreczku znajdowały się szamańskie laleczki! Nie byle jakie, jedna z nich była bogato zdobiona magicznym płótnem, z którym jeszcze chyba nigdy się nie spotkałem. Słyszałem jedynie opowieści, że mogą mieścić się w nich potężne, magiczne dusze... Nie mogłem wyjść z podziwu oglądając łupy leżące przede mną, w wozie. Zmarznięty koc, stare szaty i kawałek liny nadawały się raczej już tylko jako materiały do podtrzymania ciepła w ognisku, jednak cała reszta to istny skarb dla podróżników. Zanim zabrałem się za lekturę podzieliłem znaleziska na dwie części - te, które zamierzałem ze sobą zabrać, oraz te które powinien wziąć ze sobą mój kompan. Najpierw sprawdziłem dokładnie zapach maści leczniczej zastanawiając się czy jakieś zioła zostały użyte do jej produkcji, po czym zamknąłem ją szczelnie i ułożyłem na zmarzniętym kocu jako część łupów dla Alchemika, który prawdopodobnie zrobi z niej większy pożytek niż ja. Zaraz obok położyłem dwa złote smoki, oraz dwa niewielkie zawiniątka ze znalezionego materiału, w których znajdowały się połowa pyłu z Lesy oraz połowa znalezionego suszu Buzskum. Całą resztę purpurowej rozkoszy wsypałem do swojej prywatnej ziołowej sakiewki, co sprawiło że na nowo była pełna. Schowałem także do torby drugie zawiniątko z halucynogennym pyłem, wiedziałem że będzie dobrym smakołykiem na uroczystą okazję. Osełkę, bandaż i kolejne dwie złote monety ułożyłem razem z laleczkami po drugiej stronie wozu, by zapytać Łowcę czy zgadza się z moim podziałem. Wciąż byłem ciekaw czy w laleczkach skrywały się jakieś dusze, czy były tylko kontenerami, ale chciałem to sprawdzić dopiero w towarzystwie mojego kompana. Póki co wygodnie oparłem się o drewniane części wozu i kartkowałem księgę trucizn ignorując wszystko co działo się wokół mnie.

Po chwili do wozu wszedł Havelock, na wejściu krytykując mnie za czytanie księgi. Nie mogłem go za to winić, chyba jeszcze nigdy nie mówiłem mu o mojej przypadłości pozwalającej na zapamiętywanie większej ilości rzeczy niż sam bym chciał.
- Bardzo ciekawa lektura, oddam ci ją jutro, do zmierzchu powinienem znać ją na pamięć... Wybacz, chłonę każdą księgę najszybciej jak mogę, zaraz jak wpadnie mi w łapy, bo każda jedna stronica zostaje mi w głowie chyba na zawsze. - mruknąłem z uśmiechem do towarzysza i postukałem się palcem wskazującym po głowie. Później zaś wskazałem tym samym palcem rozdzielone dobra.
- To jest pył z roślin Lesy, silnie halucynogenny, nieważne w jakiej formie się go przyjmuje. Najmocniej kopie jak wciąga się go nosem, ale niektórzy mówią że po wsypaniu do dupy mają tydzień wyrwany z życia. Było go dwa razy więcej, ja swoją porcję już schowałem, podobnie z Buzskum. Co do reszty, to myślę że to uczciwy podział? - zapytałem Havelocka, po czym odłożyłem niedokończoną księgę na szaty leżące w wozie, by się nie zniszczyła. Do moich nozdrzy dobiegł zapach gotowanego kurczaka w miętowym wywarze, więc wziąłem moje nowe laleczki i powędrowałem na zewnątrz wozu.
- No to... trzeba sprawdzić co też tutaj mamy. Jedna z nich może skrywać coś na prawdę niezwykłego, o ile to nie jest w ogóle fałszywka. W razie czego daj mi po ryju, bo mogę zemdleć od utraty sił... - rzuciłem w stronę Łowcy, po czym zająłem się w pełni próbą przywołania zawartości laleczek. Nie zamierzałem zbyt długo utrzymywać dusz, jeżeli by się pojawiły, a jedynie odkryć jakie tajemnice skrywają...
04.11.2016, 17:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

MG


Kobieta rozkleiła się kompletnie widząc zamarznięte ciało swojego brata. Tak bardzo chciała cofnąć czas, zmienić bieg historii. Niestety, to było poza jej możliwościami, więc pozostało tylko rozpaczać za śmiercią najbliższego. Próbowała być silna, ale to także nie wychodziło. Dlatego też cicho chlipała, nie mając pojęcia co ze sobą zrobić w takim wypadku. Kiedy tylko łowca zapytał wzrokiem, ta tylko energicznie przytaknęła głową. Nie miała siły nawet mówić, z resztą szczękała zębami i mogłaby sobie niechcący przegryźć język. Yirrali nie wychowano na szczególnie religijną dziewczynę, raczej starała się być po prostu dobra i nic ponad to, bo i po co. Niezmiernie zaskoczyło ją, że została przytulona przez Havelocka. Poczuła jego ciepłe ciało, bijące serce i krew płynącą w żyłach.
- Dziękuję. - Wyszeptała nieśmiało w stronę mężczyzny, który jednak przytulał materialne ciało, a nie tylko widmo... Sęk w tym, że kilka sekund później kobieta zaczynała znikać, ale nie poprzez tracenie kolorów, a raczej jak piasek uciekający w klepsydrze. Sekunda, po sekundzie, ona odchodziła na drugą stronę.
- Niech dobre duchy mają Was w swojej opiece! - Krzyknęła Yirrali, zanim jej ciało kompletnie zniknęło. Taarpen natychmiast mógł odczuć, że coś jest nie tak, bo mana przestała z niego uchodzić.
Szaman w tym czasie mógł spokojnie wszystko rozpakować, zdążyć to podzielić i przywrócić swój sierp do pełnej sprawności. Do tego siedział w ciepłym, więc czuł się zdecydowanie lepiej od Havelocka. Kucharz chociaż wściekał się na kurczaka, to ten zaczynał powoli zmieniać swój stan. Nadal daleko mu było do ideału, ale nie był całkiem skuty lodem. Jeszcze chwila i może uda się coś z niego zrobić sensownego?
Łowca mógł w spokoju wejść do prowizorycznego schronu i zastać tam swojego towarzysza, który studiował książkę. Niestety, zawarto w niej dość dziwaczne zapiski dotyczące trujących roślin, ale zawsze jakaś wiedza do przodu. Może po wnikliwym przeanalizowaniu będzie dało się coś z tego wyciągnąć sensownego. Kolejnym posunięciem ze strony ćpuna było sprawdzenie zawartości laleczek. Zaczął skupiać manę na magicznej laleczce... W złotej zbroi? Wraz ze stopniowym przelewaniem many pojawiła się ona na przedmiocie, ale czuł, że zaczyna zasysać dużo więcej, niż początkowo zakładał. Trudno się dziwić, zwłaszcza jeśli pierwszy raz ma się w dłoniach coś tak potężnego. Kilkanaście sekund później przed nimi zaczęła formować się świetlista kula. Początkowo wyglądała naprawdę skromnie, ot kilka iskierek i ona o średnicy połowy dłoni. Niemniej im bardziej szaman się skupiał, tym dusza zaczynała nabierać kształtu... I co gorsza dla nich - rozmiaru! W kolejnych sekundach wielkość kuli znacznie się zwielokrotniła, do tego stopnia, że zniszczeniu uległ wóz! Sama dusza wykształciła cztery odnóża i głowę? Chwilkę zajęło, aż to coś przyjęło swoją końcową formę. Potężne łapy zakończone pięcioma, czarnymi pazurami każda... Ogromna zbroja na praktycznie całym ciele stworzenia, które koniec końców okazało się... Niedźwiedziem! I to nie byle jakim, bo opancerzonym. Dwumetrowa istota omotała okolicę swoimi czarnymi ślepiami. Wyglądał na zirytowanego, kiedy tylko dostrzegł szamana z laleczką w dłoni.
- Niegodny! - Fuknął do człowieka, po czym po prostu zniknął, nie przejmując się tym co miał do powiedzenia jego nowy właściciel. Z ich schronu pozostały wióry, chociaż łowca właściwie pośród lecących w powietrzu desek, mógł dostrzec coś interesującego... Wyglądało na łuk refleksyjny? Długi na 130cm, ale z ewidentnie zużytą cięciwą, która nadawała się do naprawy. Można było coś z niego strzelić, ale zasięg z pewnością pozostawi wiele do życzenia. Poza tym w szczątkach wozu znajdował się skórzany kołczan i dwanaście zdatnych do używania strzał. Zapewne w transporcie zastosowano podwójne dno, które skrywało swoje tajemnice. Na dodatek Havelock poczuł, że jest mu wyjątkowo ciepło, a jego ruchy są dużo szybsze... Być może to sprawka wypitej mikstury?
Mężczyźni mogli poczuć się dość dziwnie po takim spotkaniu z niedźwiedziem opancerzonym, a jeszcze pozostawał drugi duszek do odkrycia. Szaman tym razem miał pojęcie, że trzeba wrzucić im trochę wiecej many, to powinny się szybciej przyzwać. Laleczka zmieniła formę w srebrną broszkę o wyglądzie nietoperza. Drugą postacią był jakiś mężczyzna w płaszczu z kapturem, a ręce trzymał w kieszeni. Spojrzał pogardliwie na facetów, spluwając na śnieg.
- Żywe ludzie? Żałosne... - Mruknął, wpatrując się intensywnie w szamana.
- Ale nazywaj mnie Salley. To Tobie teraz mam służyć mą złodziejską ręką? - Zapytał, uświadamiając sobie w jakiej sytuacji właściwie się znalazł.
Podróżnicy mogli zostać tutaj, ale na swoje nieszczęście utracili i tak prowizorycznie zbudowane schronienie, zatem jeśli zastanie ich tutaj noc, mogą mieć przed sobą naprawdę nieciekawe dylematy.



Taarpen: - 39 many za przywołanie obu duchów (dolicz do tego jeszcze utrzymanie Silvio)
1) Złote Voo Doo: Opancerzony niedźwiedź - po przyzwaniu może dokonać samoodesłania, chyba, że zyska szacunek do właściciela, którego uważa za niegodnego używania jego duszy.
2) Srebrne Voo Doo: Salley - złodziejaszek.
Szczegóły i umiejętności możesz sam opisać zgodnie z nowymi założeniami duchów - do mnie na priv, wycenię i wrzucisz w kp
Havelock: Łuk dla Ciebie, najpóźniej po ukończeniu nauki radzę wymienić cięciwę!
Miksturka - Tymczasowa (6 postów) odporność na zimno, zwiększona szybkość i refleks na 4 tury. Resztą fantów się podzieliliście już wcześniej.
Powodzenia w dalszej wędrówce! Niech Duronor ma Was w swojej opiece!
18.11.2016, 22:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

STRAŻNIK
W Górach Trzech Szlaków panował silny wiatr; słońce chowało się za wzgórzami, powoli zaciemniając całe otoczenie.


zalejące powietrze zdawało się być dość niezdecydowane, przerzucając kosmyki włosów Lottie to na prawą, to na lewą stronę jej bladego (od tej pogody jeszcze bardziej, niż zwykle) lica. Mimo że dawało to uczucie przyjemnego chłodu i orzeźwienia, nie były to idealne warunki do podróży. Zwłaszcza kiedy te kudły pchały się nie tam, gdzie trzeba, znaczy w oczy czy do ust. Łowczyni mogłaby przysiąc, że zaraz popełnią zamach na życie własnej posiadaczki.
Rytmiczny tętent kopyt utrzymywał stałe tempo, choć podróż robiła się coraz cięższa. Nogi, lędźwie, były już nieco obolałe. Żeby jeszcze tylko to, byłoby lekko, ale najgorszy był ból tyłka. Wspomniana część ciała była już wręcz odrętwiała. Ta jazda zdecydowanie się przedłużała. Przydałoby się gdzieś spocząć... Ale gdzie? Lothiriel wiedziała o pewnej karczmie, zwanej gdzieniegdzie "U Śnieżnego Stwora" czy "U Yeti", ale podróż tam była jej trochę nie w smak. Nie byłoby z tym aż tak źle, gdyby nie trzeba było przejechać jeszcze ze dwóch-trzech godzin.
Okolice te nie były wybitnie niebezpieczne, z tego, co wiedziała panna Łebska. Uczęszczany szlak między Valen a Lothil, odgrodzony wysokimi skałami od Cichych Równin. W teorii trudno było się tu natknąć na szczególnie wielkie niebezpieczeństwo. W praktyce... cóż. Pewien dziwny niepokój dotknął serca Lottie, które zaczęło nieco szybciej bić. Gęsia skórka mogła być spowodowana chłodnym wiatrem, który w końcu wiał już dłuższą chwilę. Ale mogła też nie być. Również Kałdun zdawał się być nieco zaniepokojony, choć porywisty wiatr nie był dla niego zbyt przyjemny.
30.11.2017, 13:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

  Lothiriel odruchowo dotknęła szyi Belfra. Ciepło innej istoty w miejscu tak przeraźliwie chłostanym lodowatym wiatrem dodawało otuchy, lecz nie to powodowało dziewczyną. Miała dziwne przeczucie, ulotne, lecz drażniące, jak łaskotanie na języku.
Ogier intuicyjnie zastrzygł uszami i zatrzymał się. Lothiriel zeskoczyła z siodła, lecz jej kolana zachybotały się przy upadku. Nic dziwnego; godziny spędzone na końskim grzbiecie robią swoje.
Lothiriel rozejrzała się, palcami muskając rękojeść Kijaszka. Stojąc na niewielkim pagórku miała dobry widok na najbliższą okolicę, która zdawała się być całkowicie wyludniona. Szlak kładł się prosto i pusto, lecz Lottie nie widziała powodu by nie ufać swojej intuicji. Wytężyła słuch, ale świszczący wiatr miotający połami jej płaszcza na prawo i lewo skutecznie uniemożliwiał wychwycenie jakichkolwiek podejrzanych dźwięków.
Nigdzie się nie spieszyła, wiedziała doskonale, że nie uda się jej dojechać do "Śnieżnego Stwora" przed całkowitym zapadnięciem zmroku, a musiała gdzieś przenocować. Dziewczyna otuliła się szczelniej płaszczem, ujęła w dłonie uzdę Belfra i ruszyła powoli w dalszą drogę, nie tracąc czujności. Wczepiony w bark dziewczyny Kałdun zaskrzeczał cicho, przypominając o swojej obecności. Wysłała go na zwiady, lecz nie sądziła, aby coś znalazł. Jeśli ktoś ją śledził, bardzo dobrze się krył.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2017, 19:41 przez Lothiriel.)

09.12.2017, 17:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

STRAŻNIK
Silne, porywiste wichry smagały wszystko wokół do poziomu, gdzie pogoda sama w sobie zdawała się być niebezpieczeństwem. W oddali było słychać przedłużający się dźwięk trzeszczącej,
łamanej gałęzi, albo nawet młodego drzewa.


reszcze nasilały się, stale utrzymując przytłaczającą atmosferę. Lothiriel mogłaby przysiąc, że nie jest to zwyczajne uczucie, ale trwało już bardzo długo. Zwykle coś takiego trwało na krótką chwilę przed atakiem lub innym niebezpieczeństwem. Czyżby była obserwowana?...
Belfer zarżał z niepokojem. Kałdun natomiast nie chciał odczepić się od ramienia Łowczyni, mimo że doskonale wiedział, jakie wydała mu polecenie. Porywisty wiatr zapewne bardzo przeszkadzałby mu w locie - być może nawet nie dałby rady w ogóle utrzymać się w powietrzu - ale tak czy inaczej, rzadko podważał rozkazy swojej pani.
Po chwili okazało się, dlaczego. Zagrożenie nie miało dobiec z ziemi. Łopotanie ogromnych skrzydeł dało się słyszeć krótko przed tym, jak Lottie kątem oka zauważyła ogromny kształt wznoszący się na niebiosach. Instynkt wykluczył, że było to przeciętne zwierzę, natomiast wiedza wskazywała na to, że mogły się tu zapuścić jedynie gryfy lub harpie z Cichych Równin.
Trudno powiedzieć, czy bestia szykowała się do ataku; chwilę po jej zauważeniu wiatr po prostu zdmuchnął ją gdzieś na bok.
Panna Łebska, obracając głowę za stworem, zdołała tylko stwierdzić, że był za wielki jak na harpię - chyba że była prawdziwą staruchą. A więc to raczej gryf... cholera. Niebezpieczny stwór. Choć pogoda grała na jego niekorzyść, wciąż nie był czymś, co można zlekceważyć. Wiele historii z tymi stworami nie kończyło się dobrze dla podróżników. Mniej agresywne niż harpie, lecz o wiele silniejsze. Stwór zatrzymał się na ziemi, wczepiając w nią ostre pazury. Był jakieś dwadzieścia metrów dalej; spoglądał na Lothiriel, to na jej wierzchowca. Nie wiadomo co planował, ale nie wyglądało to na nic dobrego...
18.12.2017, 17:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Góry Trzech Szlaków.

Blondyn przeszedł obok miasta handlowego wcale do niego nie zachodząc to by mogło się źle skończyć..Znając życie byłoby podobnie jak w Lothil do karczmy napoić się i zamówić nocleg.No prawie go zamówić bo w Lothil spał przy stole tak się zbeształ..Blondyn doszedł do gór trzech szlaków które prowadziły do trzech miejsc z jednego właśnie wracał, drugie go nie interesowało natomiast do trzeciego właśnie się kierował..Wszystko było mu na rękę tym bardziej, że dzięki temu może uda mu się ominąć niebezpieczeństwa i dotrzeć do Valen nie podejmując się walki z jakimiś złymi mocami.Góry były na tyle wysokie, że Drakath nie widział nawet ich czubka jednak co do widoków nie można było powiedzieć bo robił wrażenie a przynajmniej dla chłopaka tym bardziej, że uwielbiał góry. Mistyk wszedł i kierował się drogą kierującą do Valen nie zwarzając na żadne rozwidlenia aby przypadkiem nie zbłądzić i nie skierować się do Cichych Równin bądź Starych Bagien czy Bóg wie gdzie jeszcze. Tak czy siak najlepszym dla Mistyka było to, że podróż do Valen nie będzie taka ciężka a przynajmniej taką ma nadzieję bo w końcu jeszcze tam nie doszedł. Mimo wszystko zawsze trzeba być pozytywnej myśli jeśli o to chodzi.Zanim dwudziestolatek opuścił swoją  ścieżkę trochę czasu minęło lekkie zmęczenia mógł na sobie odczuć jednak odpocznie w Valen tam na pewno znajdzie nocleg i miejsce aby się najeść i napoić.Teoretycznie w drodze mógłby rozbić gdzieś ognisko i zrobić mały postój jednak nie widział sensu przerywania swojej podróży to go tylko niepotrzebnie opóźni a przecież chciał się tam znaleźć jak najszybciej. Jeśli nic się nie działo w miejscu w którym się znajdował to znaczy, że nie powinno go tam być on był takiego zdania..Tak czy siak opuszczając góry jeszcze się za nimi obejrzał podziwiając przez chwilę piękny krajobraz jakim były po czym odwracając się na pięcie udał się dalej kierując się do Valen można powiedzieć, że nawet większą połowę drogi ma już za sobą tak więc najlepsze dopiero przed nim. Nie miał prawa nawet narzekać po podróż przebiegała mu całkiem sprawnie.Miał nadzieję, że po drodze nic go nie zatrzyma jednak w duszy widział tego plusy i minusy z jednej strony chciałby sprawdzić się w walce, jednak tereny dokoła były trochę niebezpieczne i nie krążyła o nich zbyt dobra opinia. Tak czy siak Drakath kroczył dalej zamierzając dotrzeć do Valen jednak nie zamierzał korzystać ze skrótów postanowił iść główną ścieżką..Skróty mogą być bardziej niebezpieczne niż zwykła ścieżka gdzie raczej nie powinno czaić się duże niebezpieczeństwo..

Gracz opuścił wątek
13.02.2018, 23:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna