Most
#31

MG

Choć mgiełka nagle pojawiająca się w środku miasta może nie była czymś, co nie zwraca uwagi, jednocześnie zasłoniła Mędrca oraz jego ptaka... znaczy się, Drzazgę, rzecz jasna, przed niepożądanymi spojrzeniami. Choć udawało mu się robić kilka rzeczy jednocześnie, to jego skupienie nie było pierwszej jakości. Musiał więc kilka razy czytać różne fragmenty listu, by zrozumieć jego znaczenie.
Witamy. Bez owijania w bawełnę:
Cel: Chichi Dealanaich
Nagroda: oferujemy 30 złotych smoków, choć to ścierwo nie jest
warte nawet złamanego brąziaka. To chyba dobra propozycja.
Kobieta, około pięć stóp wysokości, czarne włosy, szczupła,
poniekąd dość zgrabna.
Włada czarną magią powietrza. Zapewne niezbyt potężna.
Nasi szpiedzy donosili, że widziano ją ostatnio w okolicach
Valen oraz Grimmsdel. Nosi się z czarnym łukiem refleksyjnym
o zaostrzonych końcówkach łęczyska. Zgubiliśmy jej trop, mamy
dosyć niekompetentnych ludzi, dlatego zlecamy robotę
profesjonaliście. Zabójcy Pańskiej klasy nie powinna sprawić
żadnego kłopotu.
Realizację zlecenia prosimy o potwierdzenie poprzez głowę
podmiotu. Aby to zrobić, zostawiliśmy "przesyłkę dla przyjaciela"
z dalszymi wskazówkami w dzielnicy portowej Valen. Przetrzymuje
ją Rurhava. Rzecz jasna to cywil, niczego nie świadomy.
Aby ją odebrać, należy wykorzystać hasło "wiatr zagonił w kozi róg".
Pozdrawiamy. D.
Świst zwykle otrzymywał chyba bardziej opłacalne zlecenia, ale z drugiej strony, były też trudniejsze. Chyba że to, co zawarte w liście, nie jest całkowitą prawdą.
10.08.2017, 10:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Most
#32

giełka zmiennie zagęszczała się i rozrzedzała w miarę jak czytałem liścik. Nadal nie byłem dostatecznie skupiony nadal trzeba było więcej treningu, nim moja podzielność uwagi wejdzie na odpowiedni poziom. Liścik przyniósł tyle samo satysfakcji, ile próba opanowania umiejętności- niewiele.

- Kurwa, tylko nie kobieta...

Wyszeptałem cicho pod nosem z niesmakiem. Drzazga udziobała mnie w rękę. Zapewne oczekiwała lepszej reakcji za wykonanie misji... Pogładziłem bestię po dziobiącym łbie i następnie uraczyłem ją sporym kawałkiem uwędzonego wcześniej łososia, dopiero wtedy ptaszysko osiadło na ramieniu i odpuściło drażnienie swojego właściciela.

Nie cierpiałem zleceń na kobiety i nigdy nie miałem do tego smykałki. Kiedy był jeszcze Mistrz, on brał te partie, ale cisnął po mnie, bym się nie wahał, żebym nie bacząc na parę podskakujących jabłuszek zatapiał ostrze, aż po samą rękojeść pomiędzy. Zawsze kłóciła się w chwili czynu moja pokrętna natura. W końcu jakem duch co zawsze przeczy... Zakochany w zabójstwie, ale kobiety to już nie do końca. Chociaż powstawał też "lęk", że zabijanie kobiet, to był po prostu próg podniecenia, ale na zupełnie innym poziomie...

Niechęć jaka powstawała co do zleceń na płeć pozornie piękną, była budowana u mnie przez lata począwszy od rodzica, który pomimo pogardy dla świata, co do rodzicielek odnosił się z lekkim szacunkiem, jak i później zleceń, gdzie to właśnie przez kobiety, wszystko szło się jebać. Niekonwencjonalność. Tak, to o nią zazwyczaj chodziło. Mąż jak wytyczy sobie tor działań, trzyma się go, ewentualnie stopniowo ułatwiając sobie przez bieg doświadczeń, natomiast kobita? No ja przepraszam, jedna z drugą ściga się, jakby tu sobie utrudnić życie. To właśnie przez to, długowłose nagle pojawiały się w miejscach, gdzie w ogóle ich nie powinno być, wszczynając raban z byle powodu i niszcząc naszą przykrywkę... Intuicja? Nie wiem... ale z pozoru takie głupie, że ciężko zazwyczaj pysk otworzyć na więcej, niż dwa zdania. Choć bywają wyjątki, była przecież jeszcze ta Vin... No ale to jeszcze podziałała ta moja dziwna słabość do nich...

Wspomnienie Vin w swoich przemyśleniach pobudziło potrzebę. Z wewnętrznej kieszeni płaszcza dobyłem kosmyk czerwonych włosów. Nie minął nawet moment, a intensywny zapach jakim zawsze była otoczona mędrczyni, dotarł do moich nozdrzy i rozszedł się z lekka dookoła. Były miłe i przyjemne w dotyku. Kąciki ust mimowolnie poszły ku górze, lecz przybywających na nowo przemyśleń wyrwało mnie kolejne dziobnięcie Smolistej ptaszyny.

- Co jest Drzazga? Nie możemy tak wybrzydzać, prawda? Potrzebujemy pieniążków, na nasze zabawki... No nic, trzeba się przemóc i zacząć działać.

Powiedziałem bardziej do siebie, niż do ptaka, który bystrymi czerwonymi ślepiami zareagował na moje słowa. Kolejny kawałek łososia został spożyty przez wielkie ptaszysko, nim trzepocząc, z wielkim podmuchem oddaliło się ponad dachy budynków, oczekując dalszych zadań. Nie inaczej podziało się ze mną, bowiem na bocznej uliczce jedyny ślad jaki po mnie został to unosząca się jeszcze przez chwilę mgiełka...

Gracz opuścił wątek


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






18.08.2017, 16:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna