Urząd miasta Greathard
#1

— Rutmir —
utmir jest ekscentrycznym człowiekiem, który lubi spędzać czas w karczmach. Często z tego powodu przychodzi do pracy wczorajszy, co utrudnia mu fachowe załatwianie spraw. Mimo to, petenci darzą go niewytłumaczalną sympatią i wyrozumiałością. Dzięki temu mężczyzna za każdym razem ma wyrzuty sumienia i stara się wypełniać swoje obowiązki jak najdokładniej. Prosty chłop, choć o wielkiej wiedzy. Uczciwie załatwia sprawy swoich klientów. Doradza im, a także szczegółowo przedstawia plusy i minusy danych nieruchomości. Lubi opowiadać różne historie zwłaszcza petentom. Gadatliwy i niezwykle przyjazny człowiek. Nosi szatę po kostki, ma dobrze zbudowane choć lekko "okrągłe" ciałko. Do tego zarost na bródce schludnie przycięty i błękitne oczy. Jeśli coś robi to całym sercem. Zdeterminowany i pełny poświęceń. Warto dodać, że jest kuzynem Rysy z Lothil. Swój urząd ma w sercu Greathard.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.07.2013, 13:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#2

Nether był cholernie skonsternowany wydarzeniami, jakie miały miejsce jakiś miesiąc (a może i dwa? W końcu czas tak szybko leci...) temu. Spotykał dziwnych ludzi, obserwował jeszcze dziwniejsze zjawiska. I wylądował na jakiejś wyspie z jakimś chłopcem, na którego padła dziwna klątwa. Doprawdy... Specyficzne.
Tym razem był bez ojca; płynął sam przez Morze Klifowe. Na własnoręcznie zbudowanej tratwie. Potwory morskie? Widocznie spieprzały do głębin, widząc go. Nie natrafił na żadne. Sam uważał to za kwestię ogromnego szczęścia. No cóż, pewnie miał rację. Mimo to, podróż wcale nie była przyjemna. Wróciły mu wspomnienia. I mimo to, że rzadko kiedy bywa smutny, to rejs przez błękitny bezkres wprowadził go w dość melancholijny nastrój. Przypomniał sobie, jak to było za dawnych czasów. Jak go zdradzono i skazano na banicję. Przynajmniej on to tak postrzegał. Jeszcze wróci. Pomsta musi zaczekać, ale wróci na pewno.
Gdy dobił do Greathard ten nastrój minął. Wrócił do normalnego świata. Albo i pozornie normalnego. W każdym razie, od tamtego czasu nie spotkało go nic szczególnie specyficznego. Czasem dorwał się do jakiejś drobnej, dorywczej pracy, ale nie można było powiedzieć, że się jakoś dorobił. Wręcz przeciwnie, właściwie to ledwo wiązał koniec z końcem. Aż w końcu natrafił na ogłoszenie.
Siły mroku, mityczne stwory, wioska spalona przez Tyra'ela, plemienie czczące grobowiec, porykiwania i wstrząsy. Brzmiało idealnie. Co prawda Nether nie był może potężnym magiem czy najmężniejszym z wojowników, ale dysponował pewnym zestawem cech, które mogły być bardzo pomocne. Był silny jak wół, co zresztą było widać na pierwszy rzut oka. Dopełniał tego jednak spryt, inteligencja oraz umiejętności aktorskie. Po kupie mięśni zwykle spodziewa się skurczonego mózgu. Kat był jednak wyjątkiem i potrafił to wykorzystać. Jeśli więc ogłoszenie nie kończyło się "zabij smoka", a "możliwie po cichu dojdź do sedna", to powinien nadawać się do tej roboty. Niejednokrotnie ryzykował życiem i jakoś nadal trwa bez większego szwanku. Może to smocze bóstwa mu sprzyjają, a może sam jest sobie wystarczającą pomocą.
Zanim udał się do urzędu - tradycyjnie udał się na drobne zwiady. O ile zaczepianie przypadkowych przechodniów nie zawsze kończy się wspaniałą konwersacją, to kilkugodzinny pobyt w karczmie i postawienie paru kolejek dało mu odpowiednie informacje. Co prawda w Greathard już był i to niejednokrotnie, ale chciał się dowiedzieć, czy coś się zmieniło. Wyglądało na to, że niewiele - w urzędzie nadal z większością spraw należało zwracać się do Rutmira, dość równego i przyjaznego gościa, choć nie dawało się ukryć jego pociągu do trunków. Z kolei o Armanie, czyli pannicy, która nadała ogłoszenie, wiadomo było niewiele. To, że czciła Ilhezin, to była niezbyt istotna informacja, zresztą widać było to po ogłoszeniu. Kilka innych informacji było dość nieistotnych albo również można było je wydedukować.
Z takim przygotowaniem oraz pełnym żołądkiem potomek Broghorów udał się do ratusza. Jego słuszna postura oraz ubiór wciąż (chyba z nawyku) przypominający kata skutecznie odstraszał zaczepialskich. Gdy już znalazł się w urzędzie, zaczął szukać kogoś, kto skierowałby go do nadawczyni ogłoszenia. Jeśli natknąłby się na Rutmira, nie omieszkałby prosić go o pomoc. Jeśli z kolei spotkał po drodze osobę, która wyglądała na dość rozumną, również zapytał o "Armanę Strauss", ni mniej, ni więcej.
02.06.2015, 21:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#3

Opowieści o istocie tak potężnej, że zdolnej do usuwania z powierzchni ziemi całej wioski lub miasteczka słyszał po raz pierwszy we wczesnej młodości. Dotychczas wydawało mu się to jedynie bajaniem starych ludzi lub bajeczką do straszenia dzieci.
W późniejszym okresie tu i ówdzie natykał się na strzępy informacji o niej, traktując to nadal podobnie - jako historię bardziej niż prawdę.
Gdy jednak kilka dni temu zasłyszał szeptaną w karczmie treść ogłoszenia porzucił momentalnie wszystko co robił, zawrócił konia i pognał w kierunku miasta Greathard. Pędził co koń wyskoczy, a w głowie mieszały mu się bajania i opowieści ze strzępami zasłyszanych faktów.
Dotarwszy na miejsce i po odstawieniu wierzchowca do stajni gdzie stajenni dobrze się nim zajęli postanowił jak najszybciej zdobyć dokładniejsze informacje w temacie zasłyszanego ogłoszenia. Skierował więc swoje pierwsze kroki do karczm, żeby przepłukać gardło, ale i dobrze ponastawiać uszu. Nie wiele to dało poza zwykłym karczemnym bełkotem pełnym plotek, marudzeń i niewybrednych żartów.
Po opuszczeniu karczmy ruszył w kierunku urzędu miasta mając nadzieję, że tam powiedzie mu się odrobinę chociaż lepiej.
03.06.2015, 07:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#4

» MG «


Chłodno, zimno i ponuro. Tak można było opisać pośpiesznie, ostatnie 3 dni w Greathard. Jednak tego dnia, w którym pewna dwójka wojaków wyruszyła naprzeciw zleceniu nadanym przez niejaką Panią Armanę Strauss, dzień był wyjątkowo przyjemny. Słońce otulało ulice miasta, zaś przyjemny wietrzyk ochładzał temperaturę. Nawet ludzie byli dzisiaj bardziej skłonni do rozmów.
Nether, który jako pierwszy dostał się do miasta, poznał jak otwarci są tutejsi mieszkańcy. Nawet jeśli w karczmie trzeba było postawić dobry trunek dla dobrego wrażenia. Niestety prawie zawsze, kiedy pytał o panią Armanę ludzie patrzyli na niego albo podejrzliwie, albo z sarkazmem w oczach "No chyba sobie żartujesz, nie wiedząc kim jest Pani Armana...", takie myśli ludzie mieli bardzo często. Jeden zlitował się nad Katem, bo wypił za dużo i uznał, że mężczyzna jest zwyczajnie kolejnym tępym osiłkiem, który być może szuka ciekawostek o pani burmistrz. Chociaż nie mógł wyjść z podziwu, że istnieje ktoś kto nie słyszał kompletnie o rodzie Strausów wspierających króla Leonarda w sprawowaniu władzy nad krainami Atarashii. Wtedy to właśnie usłyszał, że jest ona wyznawczynią Ilhezin. Nie da się jednak ukryć, że wielu patrzyło się na Broghora jak na totalnego gamonia, który według nich, urwał się z innego świata.
Po dotarciu do urzędu miasta (gdzie znalazł się nie tylko rosły Kat, ale także chwilę potem Łowca), obaj stali w dużym pomieszczeniu, które mieściło sporo drewnianych stołów, regałów z księgami i ludzi przekopujących stertę papierów. Gdzieś pośród nich, na końcu sali Nether dostrzegł i rozpoznał Rutmira a stojący opodal Immortal przyglądał się otoczeniu szukając jakiejkolwiek wskazówki.

//: Nether - Zapisz ile kupiłeś w karczmie trunku, napisz mi. Odejmiemy kilka smoków Radość


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.06.2015, 14:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#5

Nether był na ogół spokojnym dryblasem, ale podejście tutejszych powoli wyprowadzało go z równowagi. Kilka, dosłownie kilka słów wystarczyłoby, by rozjaśnić trochę w głowie pytającemu, a i zapewnić sobie przestrzeń między własną twarzą a jego pięścią. Mentalność tych ludzi była okrutna. Greathardczyków zwykle opisywano jako surowych i oschłych. Żeby jednak zupełnie zignorować całkiem grzecznie pytającego człeka, który zdecydowanie nie wygląda, jakby chciał sobie pożartować, trzeba było być najzwyklejszym idiotą. Natomiast za takiego Kat się nie poczuwał - nie pochodził stąd, nie mieszkał tu, nie interesował się polityką ani Greathard, ani całego Atarashii. Czy to było takie trudne do pojęcia dla tutejszych? Najwidoczniej tak. Nie to było jednak najgorsze. Najgorsza była ich arogancja. Widoczna na twarzach i w oczach. Szczycili się tym, że posiadali wiedzę o Armanie Strauss, którą najwidoczniej znał prawie każdy, prócz Nethera. Jakby rzeczywiście wiedza ta była niedostępna. Najgorsze było to zadufanie w sobie i bezkresna wiara granicząca z brawurą, że jeśli zignorują właśnie tego rosłego chłopa zadającego tak niecodzienne pytanie, to pozostaną bez uszczerbku na nosie. Mieli cholernego farta, że Kat nie miał słabych nerwów, nie był nieroztropny, nie był typem spod ciemnej gwiazdy. I on zresztą miał, bo siedziałby za kratami albo wisiał na stryczku.
W końcu dotrał do urzędu. Znalazł się w sporym pomieszczeniu. Pełno tu było papierów, urzędników i wszelakich akcesoriów, jakie można było spotkać w tego typu miejscach. Chwilę po nim do tegoż miejsca wkroczył również jakiś mężczyzna, wyglądający na dość doświadczonego wojownika. Całkiem możliwe, że w poszukiwaniu tej samej osoby. To się okaże za chwilę.
Spokojnym krokiem Nether podszedł do Rutmira i, jeśli ten miał coś innego do roboty, po prostu czekał. Był raczej dość cierpliwy, więc nawet, jeśli miałby tak stać przez pięć czy dziesięć minut, nie zrobiłoby mu to większej różnicy. Gdy w końcu urzędnik okazałby mu odrobinę uwagi, Nether zapytałby bez zbędnych ceregieli, jednak dość uprzejmą formułką o "możliwość kontaktu z panią Armaną Strauss, z chęcią odpowiedzi na nadane ogłoszenie".
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2015, 01:23 przez Nether.)

04.06.2015, 01:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#6

Za utrzymanie konia i trunek w karczmie wyszło mu 2 srebrne smoki. Niby jakoś bardzo drogo nie było, ale jednak od razu można było odczuć różnice cen za usługi i towary. W końcu to już większe miasteczko.
Nic to pomyślał sobie Draugdin trzeba będzie szybko zacząć zarabiać gdyż w przeciwnym wypadku jego zasoby finansowe szybko się skurczą. Wiele obiecywał sobie po tym ogłoszeniu, dla którego tu przybył. Zdawał sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zlecenie, ale jak to mówią kto nie ryzykuje ten w ciemnicy nie siedzi.

Jako, że w miasteczku niewiele więcej się dowiedział, dotarł do urzędu i wszedł śmiało do środka. Ledwo przekroczył próg jak do jego uszu dotarły strzępy rozmowy mężczyzny z urzędnikiem. Padło nazwisko Strauss i słowo ogłoszenie. Szybko poskładawszy fakty zorientował się, że chętnych jest więcej.
Pewnym krokiem podszedł szybko do urzędnika i dodał tylko, że również poprosi o spotkanie ze zleceniodawcą.

<przepraszam że dziś tak krótko ale mimo wolnego weekendu ja dziś cały dzień w pracy Smutny
04.06.2015, 09:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#7

Organizacyjnie napisał(a):Przepraszam, że teraz odpisuję. Wrzucałem Wam wczoraj posta z telefonu i... No i nie znalazł się na forum więc piszę go od nowa, tym razem z komputera.
Chciałbym jednak kilka rzeczy naprostować, bo czytając Wasze posty widzę, że wynikają pewne "kwiatki" z odmiennej interpretacji. Dobrym przykładem będzie ostatni post Draugdina, gdzie zostało zinterpretowane, że Nether rozmawiał z Rutmirem, a wcale tak nie było. (Macham w tej chwili na to ręką, ale w przyszłości postarajmy się uniknąć takich sytuacji).
Sprawa ma się prosto. Chcę, abyście myśli postaci zamykali w cudzysłowie "" i pochylali czcionkę, zaś dialogi kolorowali, kolorem Waszych nicków. Taki kolor znajduje się w edytorze tekstowym, pod przyciskiem kolorów, w ostatniej linijce.

Przykłady

Myśli: "Byłem pewny, że widziałem coś za tymi krzewami..."
Dialogi: - Byłem pewny, że widziałem coś za tymi krzewami...

Myślę, że taka drobna organizacja naszych wypocin, bardzo nam pomoże w prawidłowym rozumowaniu postów. A teraz... Zaczynajmy! :-)



» MG «



W urzędzie miasta Greathard, z całą pewnością panowała żywa atmosfera. Ciągle ktoś biegał od półki do półki po dokumenty i różne księgi. Co chwilę pojawiali się nowi petenci z jakimiś sprawami, a sam przewodniczący przybytku, nieprzerwanie przebierał nogami jakby nie mógł wytrzymać w jednym miejscu. Kiedy rosły mężczyzna podszedł do starszego urzędnika, ten odwrócił się na pięcie pytając uprzejmie o problem. Szybko jednak okazało się, iż sprawa jest nie tyle prosta co priorytetowa, dlatego Rutmir zaprosił ręką Nethera by ten poszedł z nim w bardziej ustronne miejsce gdzieś gdzie gwar panoszący się po pomieszczeniu, nie będzie przeszkadzał w przekazywaniu informacji. Dokładnie w tym momencie zza ramienia Mędrca pojawił się jak duch Draugdin doczepiając się do rozmowy na temat zlecenia od Pani Armany.
Chwilę później, obaj mężczyźni razem z naczelnym urzędnikiem znaleźli się za ścianą w pomieszczeniu przypominającym składzik wszystkich najstarszych dokumentów. Światło wpadające przez okno tylko do połowy rozświetlało pomieszczenie. Było dosyć ciasno, ale wystarczająco aby w spokoju przeprowadzić rozmowę.
- Więc rozumiem, że jesteście zainteresowani zleceniem naszej Pani Burmistrz. - Zaczął nabierając powietrza i ściskając w ręce drewniany kubek z jakimś napojem, który nie wiadomo skąd się pojawił.
- Armana jest dzisiaj bardzo zajęta i nie może osobiście przekazać wam wszystkich informacji, ale zostałem na taką ewentualność przygotowany i mogę przekazać wszystkie niezbędne rzeczy potrzebne do ruszenia ze zleceniem. - Urzędnik zerknął na dwójkę swoim zmęczonym wzrokiem. Widać było, że nie spał zbyt długo o ile w ogóle spał.
- Zlecenie wiąże się z kilkoma faktami, które mogą mieć ze sobą wiele wspólnego. Jednak to wy będziecie musieli ustalić ich pełną wiarygodność i w gruncie rzeczy tylko na tym polega zadanie, ale... - No właśnie "ale". To ostatnie zabrzmiało podejrzanie złowieszczo.
- Być może obiło Wam się o uszy lub nie, że opodal Lodowej Twierdzy jakiś czas temu spłonęła mała wioska, z bardzo starymi tradycjami czczenia legendarnej istoty. Pani Armana jest dosyć przesądna, ale nie warto traktować starych historyjek lekceważąco. Od czasu zniknięcia tamtejszych mieszkańców, szlaki między Lodową Twierdzą a Greathard oraz Peroną stały się nieprzewidywalnie niebezpieczne. Zwierzęta i bestie są nerwowe, często mówi się o "szaleństwie" na tych szlakach a wszystko za sprawą tego, że wszelkie pojawiające się tam istoty zwyczajnie atakują bez jakiegokolwiek większego powodu... Powstała teoria, która mówi o przebudzeniu starożytnego monstrum, a plemię czczące go mogło być ogniwem zapalnym. Idąc dalej istnieje teoria mówiąca, że wszystkie te przypadki na szlakach między lokacjami są wynikiem ostatnich wydarzeń w rejonach Górskiej Fortecy jaką była i jest Lodowa Twierdza. Nie mamy pojęcia z panią Armaną ile w tym prawdy, ale liczymy na sprowadzenie jakichkolwiek dowodów oraz zrobienie wszystkiego co w mocy by nie dopuścić do uwolnienia "tego czegoś", o czym mówią dawno zapomniane legendy. - Rutmir zerknął na Mędrca przełknąwszy ślinę.
- O ile ta legenda jest prawdziwa... Więcej niestety nie mogę powiedzieć, bo zwyczajnie nic nie wiem. Musicie dotrzeć do tamtej spalonej wioski i poszukać bezpośrednio tam wszystkich informacji. Przestrzegam was jednak... Nie wiadomo gdzie znajduje się obecnie Tyra'el. Ponoć swoje legowisko ma gdzieś na Starych Bagnach, ale nie jest powiedziane, że nie ma go w tamtej wiosce. No i oczywiście szlak będzie pełny potworów. Z dnia na dzień coraz więcej ich przychodzi z gór dlatego warto abyście się jakoś ubezpieczyli. Najbezpieczniej i najszybciej będzie dostać się tam przy pomocy wierzchowców. Jeśli ich nie macie, mogę poprosić stajennego Ricka, aby dał wam po jednym. Oczywiście, potraficie jeździć konno? - Zapytał jakby w nicość, nie oczekując odpowiedzi.
- Mam nadzieję, że pomyślnie wykonacie zadanie a niebezpieczeństwo opadnie. Inaczej Greathard zacznie mieć poważne problemy będąc odciętym od reszty Atarashii. - To ostatnie zabrzmiało wyjątkowo wymownie. Rutmir widocznie obawiał się obecnego stanu rzeczy. Wyglądał na przestraszonego wspominając o "tym czymś", zaś powaga sytuacji sama za siebie mówiła że to będzie trudne zadanie, niosące ogromną odpowiedzialność. Urzędnik spojrzał na Łowcę, przypominając sobie o dwóch istotnych rzeczach, które wcześniej musiały wpaść mu z głowy z tej całej zawieruchy w przybytku.
- Oczywiście zostaniecie sowicie nagrodzeni za wykonanie zadania. Nie wiem jak to się przełoży w praktyce, ale Armana słynie z godziwego nagradzania za dobrze wykonane misje. Bym zapomniał! Nasz generał ruszył ze swoją przyboczną strażą aby sprawdzić co się tam dzieje. Nie mamy żadnego kontaktu z nim, ale być może spotkacie go tam, zwie się Sir Edum. - Starszy mężczyzna wziął głęboki oddech, dopił to co miał w drewnianym kubku. Widocznie zaschło mu w gardle. Patrzył na Broghora i Immortala pytająco, jakby chciał zachęcić do pytań, a może i nie? W każdym razie widać po nim, że jest strasznie zakręcony. Nie zapytał nawet z kim ma przyjemność. Ot wziął na stronę ochotników i porozmawiał z nimi. Nawet nie zaproponował im współpracy, raczej wyglądało to tak jakby już uznał ich za drużynę.
W tym momencie weszła do pomieszczenia nieznajoma kobieta, podając rosłym wojakom specjalne metalowe brosze. Rutmir pośpiesznie wytłumaczył, że służą one do rozpoznania osób wykonujących zadanie dla władcy danego miasta. Dzięki nim będą mieli darmowe noclegi i tańsze strawy. Brosze przypominały zwiniętego w kłębek smoka na tle zamku z wyżłobioną literą "G". Rzecz jasna takich brosz nie będą mieli ze sobą cały czas. Ich utrata będzie wiązała się z obcięciem nagrody za zlecenie gdyż należy je oddać z momentem wykonania misji.
Pogoda na zewnątrz zrobiła się chłodniejsza. Chmury powoli zaszły nad miastem, rzucając na nie cień. Co prawda częściowo, ale pierwszy deszcz spadł i to dokładnie nad urzędem. Być może to dobrze, w końcu powietrze zrobi się trochę świeższe. A może i źle...? Może to znak od Bogów?

//: Daje Wam brosze żeby odciążyć Was finansowo i ułatwić podróż. :)


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







05.06.2015, 16:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#8

Netherowi najpewniej nie zrobiłoby różnicy, jeśli Rutmir zdecydowałby się mówić w tym miejscu. Mimo to, nie uważał zmiany lokalizacji za stratę czasu. Wręcz przeciwnie, to pomieszczenie zainteresowało go - spora ilość dokumentów wyglądających na dość stare wydawać by się mogła ciekawa. Oczywiście nie dla każdego, ale wśród stert tych papierów musiały być takie, które były istotne z jakiegoś względu, skoro w ogóle zostały zachowane. Później, gdy usłyszał o prawdopodobnym położeniu legowiska samego Tyra'ela, zaczął żywić podziw dla Rutmira - ale ten z kolei skąd by to wiedział? Albo od zwiadowców, albo z dokumentów kartograficznych. A jeśli od zwiadowców, to najpewniej były tu raporty im podobnych, jedynie młodszych o ładnych parę lat. Warto byłoby przejrzeć kiedyś, co tutaj mamy. Szkopuł w tym, że samo uzyskanie pozwolenia graniczyłoby zapewne z niemożliwością.
Urzędnik wyglądał na dość zmęczonego. Mówił dość chaotycznie, przynajmniej z początku, tak, że trudno było określić konkretne cele zadania i wskazówki do niego, ale w międzyczasie Broghor spokojnie trawił informacje i chyba nawet szło coś zrozumieć. W trakcie monologu Rutmira Nether starał się zapamiętać, czego powinien próbować się wystrzegać i powtarzał to sobie w głowie. "Zniknięcie mieszkańców. Chyba za wcześnie, by coś przypuszczać... Nie ma sensu snuć hipotez. Z kolei szaleństwo... To ciekawe. Może być chyba i jakaś epidemia wścieklizny, ale jeśli wchodzimy już w obecność prastarych i nie do końca poznanych mocy... Cóż, z pewnością będę musiał zwracać uwagę na swój stan psychiczny.", myślał. "I mojego towarzysza", dodał po chwili. Być może na stan tamtejszych istot wpływało coś "specjalnego". Wtedy możliwie wczesne wykrycie zmian zachodzących u człowieka - czyli rozdrażnienia, nieuwagi - mogło uratować sytuację.
Mimo wszystko, sama wzmianka o Tyra'elu zmienila pogląd Nethera na tę sprawę. Było bardzo mało prawdopodobne, że się na niego natkną, ale mimo to - skoro Rutmir mówi, że "nie jest powiedziane, że nie ma go w tamtej wiosce" to może oznaczać, że otrzymał jakieś informacje, przesłanki, chociaż zwykłe plotki o tej istocie w tamtych rejonach. Szczerze mówiąc, Nether nawet zdziwiłby się, gdyby było inaczej. Równie dobrze mógłby przecież powiedzieć, że "nie jest powiedziane, że nie ma go w okolicach Greathard". Sama wzmianka o potężnej i prastarej istocie wydawała się być Katowi bujdą lub półprawdziwą najwyżej legendą, tymczasem wspomniany smok istniał i był rzeczywistym zagrożeniem. Trzeba będzie się pilnować.
Dostaniemy nawet konie! To bardzo miłe. Rzecz w tym, że Nether nigdy (jakim cudem, tego sam nie wie) nie był na wierzchowcu. Nie uważał to za szczególnie trudne - właściwie to sądził, że opanowanie podstaw nie zajmie mu dłużej, niż godzinę. W porywach do kilku. Problem polegał na tym, że w tak dalekich podróżach nawet zaawansowani kawalerzyści mogli odczuć zmęczenie jazdą, a Kat nie miał czasu na naukę - śmiesznie byłoby, gdyby goniła ich jakaś bestia, a jemu by się coś pomyliło. Dlatego wpadł na pewien pomysł. Warto było zapytać... nie miał nic do stracenia, gdyby prośba okazała się być za trudna do zrealizowania. Bądź nadrywałaby zbytnio budżet przewidziany na tę sprawę.
Kwestia sowitej nagrody była raczej dość oczywista. Jeśli zadanie zlecał sam burmistrz i było ono o wadze takiej, jak dało się usłyszeć. Z kolei informacja o generale z przyboczną strażą powinna się przydać. Jeśli go spotkają, mogą od niego uzyskać jakieś wskazówki. Zaraz Broghor zanotował to sobie, by nie zapomnieć.
Wydawało się, że zakończył. Patrzył teraz na ochotników. A więc miejsce na pytania. Zanim jednak to się stało, jakaś kobieta weszła do pomieszczenia, podając im brosze. Z wyjaśnień podanych przez Rutmira - całkiem przydatna rzecz. Trzeba będzie tylko uważać na złodziei - być może któryś mógłby wiedzieć, do czego takowa służy. A jesli nie, to dowiedziałby się, jeśli wsłuchałby się w rozmowę przybyszów z gospodarzem danego przybytku. Gdy już definitywnie zaległa cisza, Nether zaczął.
- Co się tyczy tych koni... Jak się nie mylę, to zwierzęta te są dość drogie, więc widzę, że sam budżet przeznaczony na tę misję nie jest jakoś szczególnie ograniczony. Może w takim wypadku dałoby się zdobyć jakiś dość lekki wóż? Nawet nie musi być nowy czy szczególnie piękny, byle by był. Oszczędzi nam bólu w lędźwiach i, w razie potrzeby, zapewni coś w rodzaju przenośnego obozu. - powiedział, a wspominając o obozie, przyszedł mu do głowy kolejny pomysł. - I jeśli to nie sprawiłoby większego problemu, przydałaby się też kusza albo dwie z zapasem bełtów. - stwierdził z myślą o wypadku konieczności "taktycznego odwrotu" przed jakąś bestią. Jeśli jakiś potwór by ich pogonił, któryś z nich mógłby próbować go ustrzelić lub chociaż spowolnić strzałem z kuszy z paki wozu. Może nie celowałoby się najłatwiej, ale lepiej mieć takie rozwiązanie w rękawie, niż postanowić tylko i wyłącznie zdać się na samą siłę wierzchowców.


Wybaczcie, że dopiero teraz. Wczoraj rano mi się nie chciało, w południe nie miałem czasu a wieczorem odcięli mi prąd eeee?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2015, 12:04 przez Nether.)

07.06.2015, 11:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#9

Draugdin przysłuchiwał się rozmowie w milczeniu. Próbował wyłowić fakty lub informacje bliskie faktom od pogłosek i legend. Jedno pewne było - sprawa nie będzie łatwa.
Jednocześnie próbował ocenić mężczyznę z którym przyjdzie mu stawić czoła zadaniu jednak nie wiele mógł wywnioskować. Człowiek potężnie zbudowany pewni potrafi bronią robić. Ile jest wart wyjdzie w walce.

Zaoferowane brosze były miłym dodatkiem, a jednocześnie pokazywały, że zlecenie jest poważne i ktoś nie przebiera w środkach finansowych. Oby wynagrodzenie było równie hojne. Oczywiście o ile przeżyją.
- Ja tam swojego konia mam i jestem z nim bardzo związany, także za ofertę transportu podziękuję. Natomiast oszczędności jakie zapewni nam legitymowanie się tym symbolem na pewno ułatwią nam życie. Co do reszty jak mawiali starożytni Omnia mea mecum porto co w wolnym tłumaczeniu znaczy - wszystko co moje noszę przy sobie. Ja jestem przygotowany natomiast jak mój przedmówca bezpieczniej będzie się czuł z kuszami to nie będę oponował. Co do wozu, obawiam się, że może nas spowalniać ale może się mylę.- Powiedział wojownik.

Po tych słowach widoczne się stało, że Draugdin raczej nie ma już nic więcej do dodania.
Łowca przyjął postawę rozluźnioną jednak jego umysł pracował cały czas na najwyższych obrotach. Myślał sobie "Czy to już cała drużyna, bo jak mamy się w dwójkę zmierzyć ze stworem z podam to może być mało zabawnie."
No i najważniejsze co go teraz interesowało to informacje kiedy mają wyruszyć w drogę, ale nie powiedział tego głośno.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2015, 17:19 przez Draugdin.)

07.06.2015, 17:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#10

» MG «



Urzędnik obserwował uważnie dwójkę wojaków, próbując wychwycić jakieś niewypowiedziane pytania lub też oczekując ich. Nie musiał długo czekać, bowiem Nether przeszedł szybko do konkretów. "Mam wrażenie, że on po prostu nie potrafi jeździć konno..." pomyślał, kiedy ten zapytał o powóz "i nie bardzo wie co jest przydatniejsze..." dodał w głowie, słuchając dalej.
- To nie tak, że mamy nieograniczony budżet. Danie wam własnego wierzchowca na misje zwyczajnie pomoże i wam i nam w przyśpieszeniu jej wykonania. Można rzec, że konie to drobnostka. Zaś co się tyczy broszy, które otrzymaliście od nas... Mają wam jedynie pomóc w podróży nie nadwyrężając Greathardskiego skarbca, a przy okazji waszej sakwy na smoki. - Wyjaśnił lekko znużony, ale pełen wyrozumiałości. Być może wszystko wyglądało tak jakby Greathard nie szczędziło na środkach.
- Powóz jako "przenośny obóz" miałby rację bytu, gdyby szlaki były bezpieczniejsze a sprawa mniej pilna. Na koniach dacie radę swobodnie uciec przed napastnikami i wdrapywać się na różnego rodzaju wyboiste wzniesienia. Powozem nie dacie rady. Spowolni was a konie zmęczy. - Wyjaśnił opierając się o drewniany mebel za sobą. Dzień był dla Rutmira męczący to też ziewnął kilka razy przepraszając ręką Immortala i Broghora tak aby nie uznali tego za lekceważenie.
- Idźcie do zbrojowni, pokażcie tamtejszemu strażnikowi Tommowi swoje brosze. Możecie wziąć potrzebny ekwipunek. Zdobędziecie tam też prowiant. Tomm wam go zapewni. A teraz wybaczcie. Jestem już tak zmęczony, że dalsza konwersacja zwali mnie z nóg. Muszę odpocząć. - Skończył wyganiając dłońmi mężczyzn z małego pomieszczenia. Zamknął je na klucz po czym odszedł gdzieś w kierunku wyjścia. Prawdopodobnie udał się na wyższe piętro.
Kobieta, która wydała śmiałkom brosze, wskazała drogę do zbrojowni. Według jej wskazówek, mężczyźni powinni iść drogą za urzędem miasta prosto i skręcić w lewo za pustym domem wystawionym na sprzedaż. Tam też mogą otrzymać wierzchowce w razie, gdyby ich potrzebowali oraz wszelki dodatkowy ekwipunek.
Na zewnątrz ciągle było chłodno. W zasadzie z każdą minutą robiło się chłodniej. Deszcz padał uparcie tak jakby bogowie kogoś opłakiwali. Sceneria zmieniła się natychmiastowo. Zimno, ponuro, szaro, bez życia. Nawet mieszkańcy na zewnątrz zrobili się mniej chętni do rozmów. Przebłyski na niebie sugerowały, że oto nadchodzi efektowna burza, a co za tym idzie... Wyprawa tego dnia może okazać się wyjątkowo niebezpieczna.
- Na psią mordę! Żeby szlak jasny trafił tę całą hałastrę! - Ktoś krzyknął z zewnątrz, ale nie wiadomo było kto. W tym momencie piorun zszedł z niebios rażąc jakieś miejsce, jednakże nikt wewnątrz budynku nie wiedział o co chodzi. Rozpoczęła się wrzawa, pomimo dalszej obecności Draugdina i Nethera w urzędzie, obaj mogli się domyślić, że na zewnątrz coś się pali. Ludzie biegali krzycząc w kółko "Wody! Wody! Ludzie dajcie wody!", "Na gniew Thorna! Wody sukinsyny!" "Jak Erereceza kocham, wybije zęby temu draniowi!" ...

//: Wybaczcie, że teraz odpis. Dwa razy coś mi się nie załadował post z telefonu i w tej całej frustracji musiałem ochłonąć żeby nie rozwalić mojego ukochanego urządzenia mobilnego. Jak to się mówi do 3 razy sztuka. Teraz post już napewno jest. Hmmm trochę Wam przedłużę podróż, ale wynagrodzę to w trakcie. Obawiam się, że Nemeth nie zdąży dołączyć do sesji a to by wiele skomplikowało i mnie i Wam stąd podjąłem decyzje aby ubarwić Wasze przygody.

Drobna informacja, piszecie posta jeszcze w tym temacie, potem przeniosę Was do nowego. Podam Wam linka na pw.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







20.06.2015, 16:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna