Urząd miasta Greathard
#21

- Hmm. To całkiem zrozumiałe, postaram się zapamiętać. Chociaż chodziło mi w sumie o rzeczy typu ułożenie nóg w tych, jak one się... strzemionach bodajże, jak przyspieszać czy zwalniać, jakieś komendy... - mówił, ale wpadło mu coś innego do głowy. - Ale chyba lepiej jednak będzie, jeśli po prostu ci się przyjrzę, jak ty jeździsz i jeśli przerobimy to w praktyce. Tak powinno być najlepiej. - stwierdził. Rzeczywiście, najpewniej trudno byłoby skojarzyć ze słuchu wszystkie tego typu porady i natychmiast je zastosować. Teoria, jaką do tej pory usłyszał, powinna wystarczyć, zaś nazajutrz o świcie dokończą podstawy.
W międzyczasie Nether skończył już posiłek i dopił trunek. - To ja zaraz przyjdę. - powiedział, co powinno być dość zrozumiałą aluzją. Następnie udał się do w wychodka na jedynkę.
Gdy już wrócił, zagadnął ponownie do Draugdina.
- No dobra, to teraz chyba nie pozostaje nic, jak iść spać. Skończy padać, to z samego świtu, albo i wcześniej udamy się po potrzebny ekwipunek, ja odbiorę jeszcze wierzchowca i ruszymy w drogę. - rzekł, a następnie skierował się w stronę Mereli. Powiedział jej, że chcą wyruszyć jak najwcześniej, więc uzgodnili, że dostaną posiłek do pokojów i zjedzą go rano na chłodno. Prowiant nie był potrzebny, ponieważ mieli otrzymać go od Tomma.
Jeśli nic nie stało już na przeszkodzie, udał się do przydzielonego pokoju, zaczekał na jedzenie, zamknął pokój i poszedł spać.

//Nie ma sprawy, jak nie ma o czym pisać, to trudno pisać. Radość Zresztą sam jestem zwolennikiem bardziej konkretów, niz lania wody samą formą.
10.07.2015, 14:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#22

Draugdin przytaknął jedynie kamratowi głową, bo po co bez potrzeby strzępić sobie języki, a tym bardziej gdy ktoś mądrze gada i w sumie nie ma wiele do dodania.
Dokończył szybko posiłek, dopił resztki napoju i w ślad za Netherem udał się do wskazanego przez gospodynię pokoju. Tam zanim się położył ustawił miecze tak, aby móc je chwycić w pierwszym gestie po obudzeniu. Niby nic, ale taki nawyk.
Często słyszał powtarzane słowa "zapamiętaj co ci się śniło w nowym miejscu". Jemu nigdy się nic nie śniło, pomyślał smutno. Położył się do łóżka i momentalnie zasnął. W końcu wcześnie chcieli ruszać.
11.07.2015, 08:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#23

Obudził się jeszcze zanim pierwsze promienie słońca padały przez okno, chociaż widoczne były przejaśnienia na wschodniej części nieba. Nether przeciągnął się, zadowolony z trzasku, jaki wydobył się gdzieś z jego kręgosłupa. Rozpoczął szamę bez szczególnego namaszczenia, byle by zjeść i prędko skończyć.
Gdy już skończył jeść, ubrał się, przygotował cały swój ekwipunek i wyszedł z pokoju. Jeśli nie spotkał Draugdina na korytarzu, podszedł i zapukał do jego pokoju. Wątpił, by ten jeszcze spał, więc jeśli nikt by nie odpowiadał, poszedłby do głównej sali w gospodzie lub na zewnątrz, by się rozejrzeć.
- Mam nadzieję, że zbrojmistrz zdążył się ogarnąć i w ramach zadośćuczynienia dziś wstał jeszcze wcześniej od nas. - powiedział, gdy odnalazł swojego towarzysza. Następnie, jeśli Immortal nie miał obiekcji, ruszyli do wspomnianego człowieka.

//wybaczcie zwłokę.
15.07.2015, 03:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#24

Noc minęła bez problemów. Draugdin sen miał czujny jak zawsze, ale nie na tyle czujny żeby nie zaznać wypoczynku. Obudził się skoro świt. Ponieważ uznał, że na posiłek w miejscu gdzie spali i tak jest jeszcze za wcześnie, a nie omieszka z takiej okazji skorzystać nie co później tak więc ubrał się sprawnie i szybko. Jak zwykle.
Otwierając drzwi by wyjść z pokoju zastał za nimi Nethera z ręką uniesioną w geście do zapukania do drzwi. Uśmiechnął się do niego serdecznie i razem udali się do zbrojmistrza.
15.07.2015, 08:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#25

» MG «

Miejsce: Gospoda "Złotogrosz" -> Zbrojownia Greathard
Pogoda: Promyki słońca, otulają zimny krajobraz.
Od czasu do czasu zawieje mroźny wiaterek.


Noc była wyjątkowo spokojna. Być może za sprawą awantury, której bohaterami był Tomm i Merela. Jak to zwykło się mawiać "Po deszczu zawsze wychodzi słońce". O ironio... W tym wypadku powiedzonko idealnie odzwierciedlało zaistniałą sytuację.
Nether wraz z Immortalem, po spożyciu smacznego śniadania, niezwłocznie udali się do zbrojowni. Tam od razu napotkali człowieka, który wczorajszego wieczoru miał zostać wrzucony na stos za sprawą miastowego "samosądu", do którego na całe szczęście nie doszło. Widocznie Duronor ma go w opiece. Albo po prostu jest cholernym szczęściarzem. Mężczyzna zauważył wchodzących do środka wojaków i jak kopnięty w rzyć, wystrzelił do nich z grymasem na twarzy. Po zapachu alkoholu, można było się domyślić, że Tomm jeszcze nie wytrzeźwiał do końca, ale jest na dobrej drodze ku lepszemu samopoczuciu. Rzecz jasna, o ile nie poprawi swojego stanu jakimś "nektarem boga".
-Ku chwale miłościwego Erereceza! - Zaczął, starając się być maksymalnie profesjonalnym w tym co robił i mówił.
- Rutmir powiedział mi, że z samego rana, prawdopodobnie zjawicie się u mnie po ewentualny ekwipunek. Przygotowałem dla Was prowiant na siedem dni. Znajduje się w dwóch zawiniątkach. Jedno zawiniątko przypada na jednego z was. - Wytłumaczył, po czym wziął oddech, łapiąc się za bok. Chyba dostał kolki.
- Macie sporo suszonego mięsa. Około 2 kilogramów i dwa bochenki chleba. Do tego, w mniejszym pakunku znajdującym się wewnątrz tego dużego, wrzuciłem Wam po 20 liści Ardu. Nie przepadam za jego smakiem, ale może Wam się przydać. - Skończył objaśnienia patrząc na Immortala
- Ty nie potrafisz jeździć na koniu? Rutmir polecił mi poinstruować jednego z Was jak utrzymać się w siodle. - Oznajmił, zacierając ręce. Chyba był zadowolony, że może w końcu zrobić coś więcej niż tylko doglądać zbrojowni i wydawać ekwipunki żołnierzom. W tym momencie z jego gardła doszedł donośny bek, a tyłem słychać było ulatujące powietrze.
- Ale ze mnie świnia. Najmocniej przepraszam! Powiedziałbym, że z dwojga złego lepiej w tę stronę, ale skoro ja słyszałem tego partyzanta z tyłu, to nie ma o czym gadać. Hehehe... - Czuć było w powietrzu grozę. Ulatujący z jego ciała alkohol, wprawiał w odrętwienie. Można była nawet na chwilę stracić racjonalne myślenie w smrodzie, który roznosił się na cały przybytek. Jedno było pewne. Zapalenie ognia, mogło skończyć się tragicznie.

//Wybaczcie, że teraz.Nie zwróciłem uwagi, że już skończyliście. Aktualnie, dopiero teraz dokopałem się do komputera na tyle żeby wystawić Wam posta. Następny post ma się znaleźć w tym temacie.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







25.07.2015, 21:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Urząd miasta Greathard
#26

Lu toczył się ulicami miasta, wzrokiem próbując wyłapać urząd miasta, a wszystko za sprawą gońca, który jakimś cudem znalazł szamana w Peronie. Miał w sumie szczęście, że szaman w tej miejscowości gnieździł się od ponad tygodnia od momentu w którym wrócił z niebezpiecznej wyprawy na wyspę bo inaczej ciężko byłoby dorwać takiego włóczykija jak on. W każdym razie posłaniec obdarował go kwiecistą mową wdzięczności, jak i pochlebstwem by zaraz potem złożyć w jego dłoniach kilka pergaminów z widniejącą na nich królewską pieczęcią. Wszystko to było obrządkiem wynagrodzenia za wydarzenia mające miejsce jeszcze w zeszłym miesiącu na Jelenim Wzgórzu. Luthien po tym, jak przeminęło zaskoczenie, zażenowani i zamyślenie to obudziła się w nim chęć podzielenia się nowiną z Aleksiejem, jednak jego brak w domostwie mu to utrudnił. Lu się trochę martwił o przyjaciela, gdyż ostatnimi czasy ciągle chodził zamyślony. Wyraźnie coś go trapiło, jednak szaman nie chciał wymuszać na nim spowiedzi. Doskonale wiedział, że ten potrzebował chwili dla siebie i swoich myli. Szanował to. Gdy przyjdzie odpowiednia pora na pewno podzieli się swoimi troskami. Szaman miał zresztą co robić. Ściskając skrawek królewskiego pergaminu przeszedł przez progi ratusza. Gdy tylko znalazł kogoś kto mógł poświęcić mu swoją atencję od razu przeszedł do rzeczy - planował wykupić mieszkanie znajdując się na obrzeżach tegoż miasta. Nosił się z tym zamiarem od kilku dni, a wszystkie znaki na niebie podpowiadały mu, że należy zamiar wcielić w czyn. Młodemu mężczyźnie towarzyszyło lekkie podekscytowanie, gdy tylko urzędnik wypełniał jeden z królewskich pergaminów poświęconemu właśnie temu wydarzeniu. Własne mieszkanie... Będzie musiał napisać o tym w liście do matki. Uiścił dodatkową dopłatę w wysokości 25 złotych smoków by po chwili odebrać akt własności.

z/t
16.06.2016, 17:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna