Karczma "Stara Rama"
#21

Nic nie szkodzi mówi, a w myślach go pewnie sztyletuje. Tak przynajmniej podpowiadało mu doświadczenie. Był w końcu bratem sześciorga sióstr.
- Pani Voegembe...- Powtórzył z pewną czcią, jednocześnie sięgając obiema, tak obiema, dłońmi ku wyciągniętej przez Athlaunę. Początkowo, chciał ją pochwycić i ucałować, lecz w praktyce nigdy czegoś takiego wcześniej nie praktykował. Był synem szamana, rybaka...prostym człowiekiem. Gdy zaczął więc nader intensywnie myśleć co powinien uczynić to się trochę zdezorientował. Koniec końców ujął jej dłoń swymi dwiema. Trochę przyciągnął do siebie robiąc to dziwne figury ustami, ostatecznie jednak zaniechał i zaczął miarowo unosić ją delikatnie w górę i w dół. Uśmiechnął się, a w duszy załkał. - Miło mi. - Powiedział oswobadzając kończynę szamanki i składając swoje ręce z powrotem na kolanach na których to porzucił zwinięte w kulkę notatkę. Jego uspokajacz.
- Nie wykluczam potwora, nie wykluczam chmary potworów, lecz tym samym nie wykluczam wszystkich innych możliwości chociażby tych najgorszych. Staram się nie ograniczać. No bo człowiek waży średnio 50-80 kilogramów. W senie... - Pokiwał głową, zdając obie sprawę, jak dużego i niezrozumiałego skrótu myślowego użył. Wziął wdech i wydech. - Bo...właśnie jeśli w tych kanałach na prawdę czai się bestia to musiała się tam jako znaleźć, lecz nawet pomijając fakt, że mogła tam dorastać...Abstrahując - załóżmy, że w kanałach zamieszkał już dorosły osobnik. Jakieś mięsożerne zwierze. Głodne, zdolne polować na ludzi. Nie jest dziwne to, że jego apetyt rośnie wraz z zainteresowaniem? Organizmy potrzebują pewnej określonej porcji pożywienia do zaspokojenia głodu, który również pojawia się po określonym czasie. Regularność - tu nie zachodzi. A przynajmniej tak wynika z plotek, które doszły do moich uszu. Nie jestem pewien ich prawdziwości, jednak nawet zakładając, że są nieprawdziwe i ofiary znikają w sposób regularny to nie zmienia to faktu, że człowiek to średnio 50-80 kilogramów mięsa...i kości, a żadnych ciał ani szczątek nie odnaleziono...Ponoć. Jeżeli znów zawierzymy plotkom... - Uśmiechnął się delikatnie do siebie. Wyraźnie wczuł się w swój monolog myśli. Lubił to. - ...to wychodzi na to, że to bardzo nielogicznym jest wierzyć iż winowajcą jest potwór. No, chyba, że jest to bardzo duża, łakoma bestia zdolna trawić w pełni ludzkie szczątki wraz z odzieniem w skład którego wchodzą często metalowe elementy. Zwłaszcza gdy mówimy o najemnikach. Co właściwie jest...w pewien sposób również prawdopodobne. Na swój sposób. Chyba. - Zakończył zdanie posyłając uśmiech i okazując lekką nerwowość w geście palców, które rozprasowywały zgnieciony w kulkę papirus na stole.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2016, 00:20 przez Luthien.)

20.06.2016, 00:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#22

Gdyby tak samo powitał się z nią Metheor, od razu by mu jasno wyperswadowała takie zachowania. Nie obyłoby się bez docinek, obrażonego tonu i wspomnieniu o tym, aby następnym razem umył wcześniej ręce (pomimo tego, że przybyłby do niej wyszorowany i pachnący). W przypadku zawstydzonego Luthiena, mogła przymknąć oko na taką niezręczność. Było to dość naturalne.
- To ma sens. Luthien, cieszę się, że mamy podobnie zdanie. Ja także nie sądzę, aby za tym wszystkim stała jakaś bestia. Gdyby tak było to ten mężczyzna... Bodajże Jednoręki? Nie. Jednoooki Jakiśtam. Gdyby tak było, to nie sądzę, że zacząłby mącić z informacjami. Zająłby się problemem i wrócił w chwale i glorii. Osobiście szukałabym gdzie indziej. Może wśród ludzi.
Westchnęła.
- Mam nadzieję, że tę sprawę da się rozwiązać bez wchodzenia do kanałów, a przynajmniej, że nie trzeba będzie do nich schodzić bez pewności, co się tam zastanie. Lepiej być ostrożnym niż zostać kolejną zaginioną ofiarą. A ty, Luthien, nie boisz się? To pewnie nie pierwszy raz, jak idziesz na wyprawę? Czym właściwie zajmujesz się? O sobie mogę powiedzieć tylko tyle, że mieszkam w Lothil od paru lat, prowadzę zakład jubilerski, do tego rzadko kiedy opuszczam miasto na dłużej. Nigdy nie ciągnęło mnie do podróży. To takie... niewygodne.
20.06.2016, 00:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#23

Podróże takie niewygodne...Och rety. Uśmiechnął się ciepło, trochę nawet rozmarzył. Mówiła, jak jego matka... Oczywiście posiadał na tyle rozsądku, że zachował to dla siebie. Wszak zostanie przyrównanie do matki obcego mężczyzny było dla kobiety dość wątpliwym komplementem. Chrząknął.
- Osobiście też wolałbym uniknąć wilgotnych, ciemnych miejsc...- Miał w związku z tym dość parszywe wspomnienia - I zniknął w tych kanałach oddział najemników więc nie mogę zaprzeczyć, że się nie lękam. - Nie było mu łatwo się do tego przyznać przed kobietą pokroju Athlauny. Mimo wszystko był mężczyzną. Wstydził się swoich słabości. - Ja jestem zaś podróżnym znachorem. Pomagam żywym i tym...takim trochę...mniej świeżym pacjentom. - Zmrużył ślepia zastanawiając się czy był w stanie wyjaśnić to trochę mniej dosadnie. - Odziedziczyłem dar szamanizmu po ojcu, a wioskowy uzdrowiciel przekazał mi wiedzę dotyczącą żywych. - wyjaśnił - Po krainie podróżuję od blisko ponad trzech lat i czas ten poświęcam również na sporządzanie map. Mój dziadek jest kartografem, a raczej był. Od kilkunastu lat zdrowie nie pozwala mu na podróże i pozostaje mu jedynie ich kopiowanie. Chciałbym sporządzić dla niego mapę Atarashi, jestem świadomy, że zajmie mi to prawdopodobnie lata...- w tym momencie dopadły go niespokojne myśli szepczące do niego o tym, że staruszek już młodym człowiekiem nie jest. Luthien miał niewiele czasu. - ...lecz mam sporo czasu. Jestem ciągle młody, jak to mówi. - Kąciki uniosły się wymuszenie, a na stole pojawiło się w tym momencie przyniesione przez dziewkę danie. Och. Kłopotliwie.
- Pani Voegembe, proszę sobie co zamówić na mój koszt. Nalegam. - Zatrzymał gestem ręki kelnerkę. Prędzej by dążył do zadławienia się kością niż pozwoliłby sobie jeść i kazać sobie by Ath na to patrzyła.
- I skoro jest Pani jubilerką, to czy mogłaby Pani zerknąć na ten medalion...? - Lu mało zgrabnie sięgnął po trzymany na szyi srebrny medalion. Wyplątał go z płaszcza i podał szamance - Od dłuższego czasu staram się rozwikłać zagadkę tego co jest w środku. Bezskutecznie...
20.06.2016, 01:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#24

Mniej świeżym pacjentom...? Czyżby...?
Tak prostolinijne, szczerze przyznanie się do bycia szamanem, na pewien sposób wzruszyło ją. Athlauna zastanawiała się przez dłuższą chwilę, jak powinna na to zareagować. Z jednej strony zaskakujące było to, że ponownie natrafiła na szamana, kogoś takiego jak ona, z drugiej wzbudzało w niej to swego rodzaju konsternację, bo ona nie chwaliła się swoimi talentami. W zasadzie mało kto o nich wiedział. Grono osób, które orientowało się kim naprawdę jest, że potrafi manipulować maną, ograniczała się do palców jednej ręki. Tych, którzy nawet mogli ją podejrzewać, też było niewiele więcej.
W międzyczasie zamówiła sobie kieliszek wina, wyjaśniając Luthienowi, że już posiliła się wcześniej. Nie wprowadzając jednak młodzieńca w popłoch, zdecydowała się właśnie na kapinkę alkoholu.
- Dużo już map stworzyłeś? Trzy lata to sporo czasu na wykonanie dużej części map naszego kraju. Nie jest on w końcu jakoś szczególnie wielki - podjęła w końcu temat, aby zaraz dodać półszeptem: - A nie boisz się tego, że komuś nie spodoba się to, że jesteś szamanem? Wiele się zmieniło, ale niektórzy ludzie wciąż wierzą, że są szarlatanami. Utożsamiają ich z dzikusami. Nie spotkały cię z tego powodu... nieprzyjemności?
Na prośbę o przyjrzenie się srebrnemu medalionowi, jedynie skinęła głową, wystawiając dłoń po przedmiot, któremu następnie zaczęła przyglądać się z uwagą.
21.06.2016, 13:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#25

- Nie tyle ile bym chciał... - Wyraźnie nie był z siebie zadowolony - Obecnie skupiłem się na terenach bliskich Greathardu, Perony oraz jej okolic w tym również przyległemu do niej Staremu Lasowi. - Zdradził. - To wbrew pozorom bardzo żmudne zajęcie. Gdy teren jest niewielki, sporządzenie odpowiednich notatek oraz zebranie materiałów dotyczących flory i fauny trwa od tygodnia do miesiąca. Ważny jest również wywiad wśród mieszkańców. Kraina lubi się bowiem zmieniać wraz z porą roku, nie wspominając nawet o regionalnej tradycji oraz historii. To wszystko pragnę zawrzeć w mojej pracy, nie chcę poprzestać na suchym szkicu mapy krainy na kawałku skóry czy też pergaminie. Pragnę stworzyć coś co jeszcze nigdy nie powstało. W tym momencie moim największym wrogiem jest czas. Stworzone przeze mnie dwa lata temu szkice, są z każdym dniem coraz mniej aktualne. Staram się oszukać czas, kontaktując się z najbardziej rzetelnymi kartografami, współpracując z nimi... Dobra księga też jest mi druhem, tylko interesujący mnie autorzy lubią umieszczać swoje prace w bibliotekach oraz uczelniach do których trudno uzyskać dostęp. - Podniósł na nią wzrok. Kurcze, znów to zrobił. - Przepraszam Panią, jeżeli Panią zanudziłem, lecz to...cóż, to temat o którym mógłbym mówić bez końca. Jeżeli zdarzy mi się odpłynąć proszę nie krępować się mi przerwać, tak...- Uczulił, czując się trochę głupio. Niczym bazyliszek czający się na nową ofiarę, tylko zamiast oczu zmieniających ludzi w kamień, miał nudne historie i monologi zmieniające innych w mumie.
- Należy Pani do tej grupy? Jeżeli tak to...cóż, mam nadzieję, ze Pani do siebie nie zraziłem. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony tym, jak wygodnie mi się z Panią rozmawia. Bardzo umiejętnie prowadzi Pani rozmowę. Jest Pani szlachcianką? - Zapewne trudno było uwierzyć w jego słowa, gdy w głosie pobrzmiewała nerwowość, a on sam był cały zesztywniały to jednak naprawę czuł zaskakującą, jak na okoliczności swobodę. Trzeba było przyznać, że kobieta umiejętnie kierowała rozmową tak, by się rozluźnił. A przynajmniej ciężko mu było uznać to za przypadek. - Wracając do szamanów...jestem w stanie zrozumieć tych, którzy uważają ich za szarlatanów. Mimo wszytko śmierć przeraża, a ktoś kto może mieć z jej owocem niemal namacalny kontakt...trudno uznać kogoś takiego za w pełni normalnego. Jenak nie boję się tego, że zostanę zaszufladkowany bądź potraktowany nieodpowiednio, tak długo, jak mogę pomagać zmarłym. W końcu to też ludzie. Często potrzebujący.

- Znalazłem go przypadkiem podczas postoju na trakcie handlowym wiodącym na zachód. Był bardzo słoneczny dzień, a jego połyskiwanie przykuło moją uwagę. Próbowałem już go otworzyć na kilka sposobów, lecz bezskutecznie. Prosiłem o pomoc również ślusarzy, zegarmistrzów, złodziei...nikt nie podołał. Podejrzewam, że jest w to zamieszana może jaka magia, lecz nie mam pojęcia jaka.. Może jest zaklęty w jakiś zmyślny sposób? Nie mam pojęcia...Nie potrafię tego stwierdzić. - Opowiedział. Ath mogła dostrzec, że srebrny medalion faktycznie jest z rodzajów tych, które można otworzyć i kryć w nich drobny przedmiot. Tylko nigdzie nie było żadnego mechanizmu go otwierającego. Ponadto nie dało się go uszkodzić - otrze noży się z niego ześlizgiwało, młoty obijały jak od kowadła...
23.06.2016, 01:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#26

Wyglądało na to, że wystarczyło jedynie trochę zachęcić młodzieńca, aby zdradził o sobie całkiem sporo informacji. Jubilerce to odpowiadało. Dla odmiany spotkała kogoś bardziej otwartego i skorego do nawiązania współpracy niż przez ostatnie parę tygodni, kiedy nie mogła swoim wdziękiem wyciągnąć nic więcej prócz imienia i zadośćuczynienia za doznane "krzywdy".
Athlauna uśmiechnęła się.
- Nie nudzi mnie to, przecież poniekąd oto pytałam.
Na zapytanie, czy jest szlachcianką, kobieta jeszcze bardziej rozweseliła się.
- Nie, niestety nie jestem. Nie dane mi było urodzić się z błękitną krwią. Mój ojciec tak samo jak ja prowadził zakład jubilerski. Zawodu nauczyłam się rodzinnie - mówiła powoli, spoglądając na mały pucharek z winem, który niedługo wcześniej otrzymała od dziewki służebnej. - To godne podziwu, że pragniesz pomagać żywym i zmarłym. Ale to leży w twoim obowiązku, prawda? - dodała ciszej, a wzrok i skupienie na podanym medalionie wskazywał, że nie oczekiwała odpowiedzi na to ostatnie, przyjmując je za pytanie retoryczne.
Znalezisko Luthiena z początku zostało potraktowane ze zdawkowym, uprzejmym zainteresowaniem typowym dla ludzi z jej fachu. Zanim orzekła cokolwiek, Athlauna przyglądała mu się, ważąc w dłoniach, obserwując wykonanie, oceniając.
- Tego nie wykonuje się na co dzień. Proste, ze srebra. Jestem przekonana, że ma niewielkie zanieczyszczenia. Musiało sporo kosztować i zostało wykonane na zlecenie. Jest dość eleganckie przez swą prostotę, a fakt, że nie można tego otworzyć, wskazuje, że należało do nie byle kogo. Na pewno miał pieniądze na takie cacko. Mój ojciec ani ja na pewno tego nie wykonaliśmy. Nie wygląda też to na robotę z terenów południowego zachodu, wątpię także, że z okolic stolicy. Osobiście zastanawiałabym się nad terenami południowymi. Wykonanie pasowałoby do ich wzornictwa. To byłby mój strzał na ślepo, jednak nie wyklucza to innych rzemieślników z kraju. - Zastanowiła się chwilę nad kolejnym doborem słów. - Tego nie otworzy żaden rzemieślnik. Gdyby dało się to otworzyć, to na pewno pomogłabym. To magiczny przedmiot. Próbowałeś sam otworzyć medalion za pomocą many? Możliwe, że trzeba byłoby podziałać na niego odpowiednio. Z pewnością poprzedni właściciel musiał jakoś go otwierać i zabezpieczać. Istnieje jeszcze prawdopodobieństwo, że to przeklęty przedmiot. Oddziaływał jakoś na ciebie? Jakieś negatywne sensacje? Czy po prostu nie odczuwałeś żadnej różnicy?
Oddała medalion Luthienowi.
- Przykro mi, bardziej nie pomogę. Tutaj trzeba szukać odpowiedzi albo w księgach, albo badając historię jego wytworzenia, co chyba i tak skazuje cię na pytanie innych ludzi o to samo.
29.06.2016, 19:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#27

Luthien był dość naiwną istotą. Może nie tak bardzo jak jeszcze kilka miesięcy temu, jednak wystarczyło trochę uprzejmości i ciepła by zachęcić go do otwierania się. Tacy ludzie nie mieli łatwo.
- Nie specjalnie. Jeśli chodzi o manipulacje maną to jestem trochę samoukiem. W kwestiach duchowych nie mam oporu próbować, jednak tutaj...Nie chciałbym przypadkiem go zniszczyć. - Potem również pokiwał delikatnie przecząco głową, kiedy odbierał medalion.
- Nic nie odczułem, chyba, że była to zmiana relatywnie nieinwazyjna i samemu trudno mi to ocenić, lecz jestem w jego posiadaniu już relatywnie długo. Chyba bym odczuł. Chyba. - Ostatnie słowa rzucił z lekka niepewnością. Właściwie w tym momencie zastanowił się dwa razy czy powinien go nosić na szyi bo co jeżeli na prawdę wisior jest przeklęty? Przełknął ślinę i ostatecznie przewlekł jego łańcuszek przez głowę.
- Jesteś jedyną osoba napotkaną do tej pory która podjęła się próby ustalenia z krainy z której może pochodzić. Jestem ci więc dozgonni wdzięczny - I rzeczywiście, wdzięczność się wręcz z niego wylewała.
Potem pozwolili obi mówić na tematy mnij istotne, przy których to Luthien na nowo zyskał na nerwowości, jednak sobie radził. Jakoś. Zdecydowanie wygodniej i swobodniej czuł się w dziedzinach związanych z nauką, medycyna, podróżach...wówczas dopadał go słowotok, który dla co poniektórych mógł wydawać się zabawny.
I tak też im minęło popołudnie w karczmie. Co prawda jeszcze do-ustalili kwestie związane z podróżą, a potem się rozeszli.

z/t Ath & Luth
30.06.2016, 13:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#28

Drakath przechadzał się właśnie uliczkami jednego z największych miast jakie kiedykolwiek powstały. Ogółem krążył już tak dobre kilkadziesiąt minut bo przez cały ten czas jego celem było znaleźć jakąkolwiek karczmę gdzie będzie mógł odpocząć przynajmniej krótką chwilę, na ulicy nawet nie zamierzał odpoczywać ta opcja dla mężczyzny odpadała. Drakath w końcu postanowił, że skorzysta z pomocy kogoś kto będzie mógł mu wskazać drogę do Karczmy.
-Którędy do najbliższej Karczmy?
Zapytał się mężczyzna jednego z pijaka który wskazał mu palcem budynek.Drakath spojrzał w stronę w którą pokazywał mu stary pijaczyna i rzeczywiście w końcu mu się udało nad drzwiami w widocznym miejscu wisiał drewniany "transparent" na którym było napisane "Karczma Stara Rama". Teraz męźczyzna mógł właściwie odetchnąć z uglą ze względu na to, że nie musiał po raz kolejny błądzić uliczkami Lothil. Właśnie teraz Drakath skierował swoje cztery litery w stronę karczmy która z zewnątrz nie wyglądała tak źle jednak najlepszą gospodą to być nie mogła. Mężczyzna właśnie pociągnął za klamkę i otworzył drzwi ku jego zdziwieniu nie było nawet w środku tak tragicznie, wyglądało to o niebo lepiej niź na zewnątrz. Było tu całkiem sporo ludzi co oznaczało wielki charmider oczywiście na czas jego wejścia wszystko ucichło i każde oczy były skierowane na naszego mistyka który się lekko speszył przy samym wejściu. Mimo wszystko ruszył do przodu pewnym krokiem, a tuż przy ladzie skinął głową do ludzi jacy pracowali po prostu w taki sposób okazał im szacunek i teraz tego samego wymagał. W końcu doszedł w kąt gdzie był pusty stolik lekko zakurzony usiadł sobie od ściany i położył swoję torbę po swojej prawej stronie na przeciwko niego nikt nie siedział i raczej nikt się nie dosiądzie.. Drakath nikogo tutaj nie znał i raczej to, że uda mu się kogoś poznać w tym miejscu było bardzo mało prawdopodobne.
-Proszę litr piwa w kuflu .. na miejscu.
Powiedział zachrypniętym szorstkim głosem w stronę "kelnerki" która właśnie poszła wykonać zamówienie dla Drakatha. Swoją drogą chłopak był ciekawy czy dobre jest tutejszy browar. Jak każdy normalny facet przykładał wielki nacisk do smaku piwa moźna powiedzieć, że jeśli chodzi o kwestię alkoholu mógłby zostać jego testerem gdyby miał taką okazję..W końcu mężczyzna się doczekał i obdarzona urodą "kelnerka" podała piwo Drakathowi który siedział i rozmyślał nad tym co dalej zrobi jednak żadne wspaniałe plany mu do głowy nie przychodziły.
-Dziękuje.
Powiedział ze sztucznym uśmiechem na twarzy co prawda ciężko było u niego o poczucie humoru jednakże no mówi się trudno. Zapłacił przy okazji za piwo dwa srebrniaki dokładnie tyle ile kosztowało no cóż teraz pozostawało je przetestować. Kelnerka mogła bez problemu spostrzec, że uśmiech mężczyzny jest sztuczny..Obudzić w nim śmieszka potrafią na prawdę nieliczni. Oczywiście po tym jak "kelnereczka" odchodziła, mężczyzna odprowadził ją wzrokiem do lady gdzie jej ciało znikło mu z widoku i dopiero wtedy skupił się na piwie które właśnie ona mu przyniosła. Zlapał ręką za ucho od kufla i wypił solidnego łyka. Piwo nie było takie złe było warte swojej ceny jednak mężczyzna miał okazję pić nie tylko lepszy trunek ale i jednocześnie mocniejszy. Mężczyznie było trochę głupio, że siedział tak sam w koncie i pił piwo jak jakaś ostatnia ofiara nie chciał też by ludzie nie wiadomo co o nim sobie myśleli. Wziął kolejny łyk piwa które miało dosyć ładny zapach jak na takie standardy było idealnie czuć zapach chmielu który unosił się i wlatywał prosto do nozdrzy mężczyzny. Drakatha zaciekawiło jaka jest najlepsza karczma w Lothil ale "Stara Rama" na pewno do niej nie należała była w położona w zbyt dalekim miejscu i była zbyt mała na najlepszą karczmę a przynajmniej tak zakładał mężczyzna który właśnie wypił pół litra piwa i została mu jeszcze połowa. Po wypiciu połowy dopiero ocena na temat piwa uległa zmianie i Drakath stwierdził, że jest to takie zwykłe piwo które jest takie samo w każdej przeciętnej karczmie. Mimo wszystko piwa ubywału tak samo jak czasu a mężczyzna dalej nie wiedział co będzie jego kolejnym celem nie wiedział za bardzo gdzie ma się podziać i teraz z pewnością przydałaby mu się dusza towarzystwa z którą by przynajmniej pogadał albo mógł wykonać jakieś grubsze zlecenie za które zarobił by trochę pieniędzy.
-*Eerk*..
Odbiło mu się oczywiście było to na tyle ciche, że usłyszeć mogły osoby które siedziały dosyć blisko niego. Mimo wszystko Drakath jakoś bardzo się tym nie przejął sam wiedział, że kulturę osobistą ma a każdemu się zdarza dlatego nawet mu się nie zrobiło głupio ani się chłopak nie zaczerwienił z tego powodu.. Nie należał do osób które po byle głupim błędzie zaraz robiły się całe czerwone na twarzy a ich język tak się plątał, że mogłby otrzymać tytuł światowego jąkały. Mimo wszystko dobrze, że wyszło tą stroną gorzej by ludzie mieli jakby drugą wyszło mu by jego smordy raczej tak bardzo nie przeszkadzały.. Druga połowa piwa zniknęła równie szybko jak i pierwsza połowa można powiedzieć, że Drakath miał lekko zakręcone w głowie od litrowego kufla który cały wydoił. Jednakże całą sytuacje miał pod kontrolą wszystkie rzeczy miał przy sobie, torba również była na swoim miejscu w takiej samej pozycji w jakiej została położona. Dokładnie Drakath nie za bardzo wiedział co teraz ze sobą zrobić.. -Cholera.. A może by tak? .. Pomyślał i spojrzał na pusty kufel i na ladę ale pokręcił tylko głową i zrezygnował nie przyszedł się tutaj przecieź upić jak jakaś dzika świnia tylko kulturalnie chwilę odpocząć gdyby miał więcej pieniędzy to na pewno zamówiłby sobie jakiś większy obiad a tak to było mu szkoda wydawać pieniędzy skoro miał jeszcze swoje placki chlebowe i smalec.. Nie był osobą która wybrzyda dlatego też, skoro miał własne żarcie to nie za bardzo widział sens w tym by kupować specjalnie w karczmie i wyrzucać pieniądze w błoto skoro mógł zjeść własne pożywienie które jeszcze posiadał dopiero jak mu się skończy to się zacznie martwić co wtedy zrobić.. Swoją drogą powoli chyba wypadałoby się zbierać tak sądził Drakath, piwo się skończyło nic innego raczej tutaj już nie zamierzał kupować co najwyżej posiedzieć jeszczd chwilę może dosiądzie się do niego jakaś dusza towarzystwa z którą będzie miał okazję przeprowadzić jakąś konkrętną rozmowę.
-Uwah.
Powiedział przeciągając się a zaraz potem strzelając z karku nie każdy lubił odgłosy gdy kości strzelają i w sumie nie każdy potrafił strzelać z karku. Dla Drakatha nie było to dużym problemem bo wystarczyło przechylić lekko głowę w lewo lub w prawo jednak nie gwałtownie by sobię krzywdy nie zrobić. Kilka osób spojrzało się na niego jak na wariata jednak zbyt dużo go to nie obchodziło co o nim myślą ludzie. Postanowił, że zaczeka jeszcze dłuższą chwilę może uda mu się kogoś poznać..



-2 Srebrne Smoki
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2016, 18:31 przez Drakath.)

03.07.2016, 18:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#29

- Spierdalaj! Nigdzie nie idę!- przed karczmą krzyk mężczyzny dało się słyszeć który najwidoczniej zwracał się do drugiej osoby.- Nie po to tyle tłukłem się przez świat żeby teraz zapierdalać po mieście i szukać jakiegoś odpowiedniego dla twojego jaśnie wielmożnego tyłka lokalu. Muszę się napić i chuj! A ty rób co chcesz. Zobacz może tu coś dają.
Drzwi do Starej Ramy nagle się otwarły a w progu ukazała sylwetka wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyzny. Miał długie do ramion włosy które teraz były w nieładzie. Na świat patrzył oczami o kolorze błękitu nieba ale z przekrwionymi białkami oczu. Podrapał się po nieogolonej od kilku dni brodzie. Tłuste włosy i kilkudniowy zarost sugerował że w czasie podróży był na bakier z higieną. Na plecach nosił pobrudzony i zakurzony worek podróżny. Zza pleców wystawała też rękojeść półtoraręcznego miecza. Przez talię przepasany był pasem w którym (tego jeszcze nie można było dojrzeć) za plecami wetknięte miał 6 noży do rzucania. Siódmy nóż tkwił w pochwie którą miał na przyczepioną rzemieniem przy prawym udzie. Aura na dworze sprawiła że tu i ówdzie jego szkarłatna koszula była przepocona i wydzielała specyficzną woń człowieka podróży (a przynajmniej Soth tak uważał, prawda jest taka że kilka dni się nie mył).
- Te chłopcze. Lokal się zdaje sie nadać.- rzucił przez ramię kiedy taksował karczmę spojrzeniem i ruszył w stronę kąta gdzie siedział w kącie samotny jegomość który z daleko wyglądał na osobę parającego się wojaczką.
Soth nie miał zbyt dużych funduszy więc liczył że zawarte znajomości pozwolą mu na wypicie odrobiny alkoholu za psi chuj. Tylko że te znajomości wpierw trzeba zawrzeć a z tym łowca miewa problemu. Tym bardziej na trzeźwo. A nie pił od ładnych paru dni. Przez całą podróż z Grimssdel do Lothil. To była wieczność.
- Zamów coś do picia chłopcze. Byle mocnego!- powiedział z naciskiem na ostatnie słowo. Słowa które kierował były skierowane do dziewczyny która szła za jego plecami. Nie wiadomo dlaczego nazywał ją chłopcem. Trudno zgadnąć.
Samotnego jegomościa Soth nie wybrał dlatego że znajdzie wspólny język z osobą która również para się wojaczką. Przed nim był kufel. Nie wiedział tylko czy pełny czy pusty. Ale kufel oznaczał duże prawdopodobieństwo że jakaś odrobina alkoholu w nim się znajdzie.
- Co tam pijecie?- zapytał bezceremonialnie i klapnął naprzeciwko nieznajomego. Zanim klapnął ciężko na ławie to zdjął z ramienia worek i odpiął pas z mieczem by móc wygodnie usiąść. Siadając na ławie wyciągnął rękę w stronę kufla i bezceremonialnie chwycił go przyciągając do siebie i unosząc od razu do ust. Nie ważne że to był trunek nieznajomego. On musiał się napić.
- Kurwa ładnie to tak?- powiedział z dezaprobatą i jawnym niesmakiem w stronę nieznajomego. Wręcz rzec można że minę iście zdegustowanego i lekceważącego oraz z jawną pretensją w głosie że raczył wypić w całości własne piwo.
- Co pan wyprawia?!- zapytała z jawnym oburzeniem kelnerka która była właśnie świadkiem tej sceny. Jakby nie patrzeć Stara Rama mimo że lokal z zewnątrz do imponujących nie wyglądał lecz w środku standard trzymał. Obsługa starała się ów standard utrzymać i nie mogli pozwolić sobie na takie jawne oznaki chamstwa i prostactwa.
- Nie widać? Tańczę.- warknął przez zęby Soth w stronę kelnereczki spoglądając na nią zmęczonym spojrzeniem jakby w ogóle łaskę robił że na nią spojrzał. Spojrzenie to trwało sekundę może krócej. Po chwili jednak znów na nią spojrzał z jawnym oburzeniem.
- Jeszcze tu jesteś?! Ten jegomość chce tego samego.- przesunął niedbale dłonią kufel w stronę krawędzi stołu.- Dwa razy.- dodał na koniec sugerując od razu że nieznajomy będzie zmuszony zapłacić za jeszcze dwa piwa. No chyba że jawnie oburzy za takie zachowanie Sotha. Co w sumie było logiczne i słuszne.
Nie ważne że wcześniej łowca polecił swej towarzyszce kupić coś do picia i to w dodatku coś mocnego. Im więcej alkoholu zacznie krążyć we krwi Sotha tym lepiej.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






05.07.2016, 16:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Stara Rama"
#30

Kłótnia której końcowe zdania było słychać przed karczmą "Stara Rama" rozpoczęła się na dobre jeszcze przed wkroczeniem tej dwójki do Lothil.
Jak to u nich bywało całkiem często, ta osobliwa para miała dwa inne priorytety jeśli chodzi o cel podróży. Sabetha chciała wpierw iść do urzędu miasta by zarejestrować gildię, skoro byli już w dzielnicy kupieckiej. Sothowi zaś przypomniało się że nie pił kilka dni i oczywiście pierwsze co, to musiał zalać robaka.
- Zgłupiałeś? Po co teraz iść pić? Lepiej do urzędu pójść i może już nawet zlecenie jakieś wyłapać. Potem będziesz miał sporo czasu jeszcze na chlanie. - Próbowała mu tłumaczyć dziewczyna. Jednak jej trud był próżny.
Nie ważne że prosto z drogi szli, że trzeba było pomyśleć o noclegu o przebraniu się. Dla łowcy oczywiście najważniejsze dla niego było zbydlenie się.
Gdy jej odpysknął znikając za drzwiami karczmy, chcąc nie chcąc polazła za nim. To ona miała większość ich funduszy.
- Sam spierdalaj. - Mruknęła pod nosem wchodząc do wnętrza. Wiedziała ze teraz nie było sensu się z nim spierać.

Trochę zwolniła kiedy weszli do środka. Wystrój nie za bardzo zgadzał się z tym co było na zewnątrz.
- Raczej drogo tu będzie. - Mruknęła do niego kiedy powiedział że lokal się nadaje by w nim odpocząć chwilę. Czarnowłosa dziewczyna rozglądała się po wnętrzu lekko marszcząc brwi. Miała na sobie lekko przykurzone podróżne ubranie. Czarne materiałowe spodnie oraz męską koszulę zakładaną przez głowę a do tego bez rękawów. Jej smukłe przedramiona zdobiły karwasze i był to jedyny widoczny element uzbrojenia jaki miała na sobie. Resztę rzeczy miała schowanych w worku podróżnym zaś płaszcz podróżny przez ramię przewieszony, tak że skrywał kuszę, którą miała schowaną w specjalnym pasie na plecach.
Sabetha płaska, chuda i żylasta wyglądała tak niepozornie, że nie zwracał nikt na nią uwagi. Tym bardziej że również do kobiet obdarzonych zniewalającą urodą nie należała. Faktycznie patrząc na nią z dala, można było pomylić ją z chłopakiem.
Jakby to mogło być inaczej, to ona została wysłana po trunek. Zmełła w ustach przekleństwo i podeszła do szynkwasu by zamówić coś do jedzenia dla dwóch osób oraz wódkę. Karczmarz okazał się miłym gościem i nie patrzył krzywo na nią, mimo iż swym podróżnym stylem trochę odbiegała od reszty gości. Szczęśliwie ona zażywała kąpieli podczas podroży zatem nie śmierdziała tak jak jej towarzysz. Karczmarz zaproponował Sabethcie pieczyste w ciemnym sosie wraz z gotowanymi warzywami i chlebem. Wracając do trunków. Wódka była najlepszym wyborem jak na tę chwilę i ten lokal. Szkoda było w łowcę wlewać piwo. Za dużo by to kosztowało. Im szybciej Soth padnie, tym lepiej będzie dla niej i ich funduszy. Za wszystko zapłaciła 15 srebrnych smoków.
Patrzyła obojętnie jak Łowca przysiada się do jegomościa siedzącego do tej pory samotnie. Jednak wymiana zdań, a raczej to co mówił Soth umknęło jej, bo jakoś dziwnym trafem zapatrzyła się na przystojnego długowłosego blondyna, który roznosił pieczyste gościom siedzącym w dalszej części sali.
Gdy uregulowała płatności zabrała z szynkwasu butlę miejscowego wyrobu wódki oraz dwie szklanice. W drodze do stolika przy którym rozgościł się Soth minęła się z oburzoną zachowaniem łowcy pracownicę karczmy, która akurat zbierała zamówienia.


- 15 srebrnych smoków.
06.07.2016, 13:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna