Ulice
#21

Rozstanie z Julisem pozwoliło Metheorowi odetchnąć z ulgą. Zakończył się krótki epizod w jego życiu, który, choć przyniósł mu wiele korzyści i pozwolił nabyć nowe umiejętności, zesłał również masę wątpliwości, rozważań i niepokoju duchowego, którego Szaman starał się zwalczać czym tylko miał pod ręką. A miał naprawdę niewiele. Brak alkoholu, brak pieniędzy i towarzystwa znacznie utrudniał mu jakiekolwiek zebranie się do kupy, bo choć na zewnątrz wciąż lodowato zimny, w środku, pod owym lodem, czuł się niczym wrak zatopionego statku. Musiał jak najszybciej coś z tym zrobić, nim wpadnie w depresję absolutną, zamknie się w pokoju z tygodniowym zapasem gorzały i suchego chleba, zastanawiając się, które miejsce na powieszenie sznura byłoby najlepsze. Jedyną dostępną na ten moment opcją byłoby oddanie się pracy, a ponieważ z lasu dopiero wrócił, nadszedł czas na alchemiczne zabawy, które niewyobrażalnie zwiększają koncentrację i odpędzają złe myśli.
Potrzebował jednak kilku cennych przedmiotów, również potrzebnych do jego nowej umiejętności. Choć żałował pieniędzy, rozumiał, że potrzeba kupowania od czasu do czasu nie jest niczym dziwnym, a nawet strasznie manipulującym. Metheor aż zapragnął wydać na coś swoje grosze, a potem, zupełnie jak zwykli, szarzy ludzie martwić się o jedzenie. Wolał jednak nie szaleć bardziej, niż było to konieczne, plecak bowiem miał już wystarczająco ciężki. Na początek ma zamiar znaleźć sklep, w którym będzie mógł kupić noże, zwłaszcza myśliwskie lub proste, do zwykłego krojenia. Potrzebował również kilka kawałków cienkiej liny oraz buteleczki do mikstur. Najlepiej by było, jeśli znalazłby jakiś sklep z różnościami, gdzie taki towar znajdowałby się w jednym miejscu, wolał bowiem nie robić zakupów w specjalistycznych zakładach, ale jeśli nie będzie miał wyboru, to idzie do sklepu stricte myśliwskiego, sklepu ze szkłem i butelkami oraz sklepu, gdzie sprzedaje się liny i sieci.
06.10.2014, 21:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#22

Z początku szaman dostrzegał same specjalistyczne sklepy, gdzie z pewnością zapłaciłby więcej niż w typowym multifunkcyjnym sklepie bądź na zwykłym ryneczku, gdzie możliwość zakupu po niższej cenie stawała się bardzo prawdopodobna. Metheor w pewnym momencie był zachęcany do podejścia do stanowiska ze szkłem obsługiwanym przez ładną, choć niemłodą już kobietę, gdy dostrzegł swój cel poszukiwań. Parę kroków i już znajdował się w następnej uliczce, obok odpowiedniego lokalu.
Gdy wszedł do środka, w nozdrza uderzył świeży zapach mydła. Jedno spojrzenie w dół na umyte, ciemne deski potwierdzały jego źródło. Przy ladzie stał mężczyzna w średnim wieku, z zadbanym wąsem, wesołym spojrzeniu i sterczącym brzuszyskiem w białym podkoszulku. Szelki ledwo trzymały spodnie.
- W czym mogę służyć? - spytał, aby zaraz wysłuchać całej listy szamana. Natychmiast zaczął krzątać się za ladą, nachylając się i szukając. Przed Metheorem pojawiły się przeróżne noże: od noża zwykłego do smarowania chleba, do krojenia, do specjalistycznych w myślistwie, po ostre tasaki. Za interesujące szamana rzeczy zawołał pięć srebrnych za prosty, dziewięć srebrnych za myśliwski. Przy linkach sprzedawca nie wykładał szerokiego asortymentu, jedynie prezentując mocną, cienką linę idealną do zaczepienia kotwicy na małych łódeczkach dla dwóch osób.
- Ile metrów? Jak mają wyglądać te buteleczki? Czy coś jeszcze pokazać? - dopytywał.
Metheor mógł przebierać i wybierać.
06.10.2014, 23:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#23

Poszukiwania Metha zakończyły się dobrym wynikiem, choć naprawdę niewiele brakowało, by stracił nadzieję i zatrzymał się po drodze, kupując rzeczy w miejscach, które nie tylko oferowały zbyt wysokie ceny, ale również potrafią skutecznie naciągnąć na masę niepotrzebnych rzeczy nawet tak sprawnego mówcę jak Szaman. Sklepik, w którym ten się znalazł, był natomiast w sam raz, tak samo jak ceny, a o to głównie rozchodziła się cała wybredność Metha. Szybko wykalkulował, że stać go będzie na zakupy, choć mocno nadszarpnie swój budżet. Planował jednak inwestycję i jeśli ta wypali, mężczyzna wyjdzie na duży plus.
- Potrzebuję siedem buteleczek, nie za dużych, ale też nie za małych. Kształt obojętny, byle nie były uszkodzone - powiedział, zastanawiając się dokładnie, jakie liny będą mu potrzebne. - Dodatkowo potrzebowałbym sześć kawałków mocnego sznura, po dwa metry, cztery kawałki po metr i również cztery po pół. To mi bardzo potrzebne. - Dopiero teraz sobie przypomniał, że jeśli chodzi o skóry, musiał posiadać jeszcze jedną ważną rzecz. - Soli tu zapewne nie dostanę? Jeśli nie, mógłby mi pan powiedzieć, gdzie znajdę w miarę tanio? Jestem podróżnikiem, mam bardzo mało pieniędzy, a w Peronie jestem nowy. - Teraz zastanowił się nad sprawą noży. Ceny nie raziły go jakoś w oczy, ale dlaczego nie miałyby być niższe? Był ubogim podróżnikiem, należały mu się specjalne zniżki. Musiał przestawić się na eksponowanie swojego uroku osobistego. - Podobają mi się te noże. Mógłbym się im przyjrzeć? - Jeśli sprzedawca się zgodził, Meth bierze przedmioty po kolei i czujnym okiem obserwuje je, okiem prawdziwego znawcy, oceniając każdy detal. - To zaiste wspaniałe noże, ale... widywałem lepsze i naprawdę niewiele droższe. Przyznam jednak, że podoba mi się pański sklep i pan sam wygląda na uczciwego sprzedawcę. Niestety obawiam, że te ceny zbyt mocno nadszarpną mój budżet, a przecież samych noży nie zjem, zwłaszcza, że jestem tutaj jeszcze jeden dzień i będę potrzebował żywności na podróż, a jestem niemal spłukany. Czy zechciałby pan wspomóc ubogiego wędrowca w potrzebie, który z pewnością odwdzięczy się dobrym słowem o panu gdziekolwiek się znajdzie, i sprzedać mi pierwszy nóż za cztery srebrne, a drugi za siedem? Jeśli okaże pan łaskę, w przyszłości, gdy ponownie zawitam do Perony, w pierwszej kolejności odwiedzę ten sklep i kupię o wiele więcej, na żadne specjalne względy nie licząc - mówił poważnie i szczerze, a to, czy naprawdę miał zamiar tak zrobić, to całkiem inna bajka.
07.10.2014, 16:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#24

- Razem osiemnaście metrów - oznajmił, chrząkając sprzedawca. Nachylił się nad sznurem, który rozłożył na ladzie. Sięgnął po duże, mocne nożyce i zaczął ucinać dokładnie odmierzone kawałki. Kiedy uporał się z nimi, złożył na bok, a następnie związał wszystko razem jednym fachowym węzłem, aby nic nie pogubiło się. Mężczyzna szybko podliczył ten zakup.
- Dziesięć brązowych za metr, więc wychodzi trzy srebrne i trzydzieści brązowych smoków. Kilogram soli po jedenaście brązowych i taniej raczej pan nie znajdzie.
Sprzedawca rzucił jeszcze bacznym spojrzeniem na Metheora, gdy przyglądał się nożom i złożył propozycję, pragnąc wyjść na tym jak najlepiej. Nie skomentował tego, nachylając się pod ladę. Sapnął głośno, gdy zaczął wyjmować na blat średnich rozmiarów buteleczki. Wszystkie z przezroczystego, lecz grubego szkła z korkiem.
- Trzy srebrne za sztukę - oznajmił krótko, aby zaraz dodać: - Może być to cztery i siedem srebrnych, ale jeżeli pan dokupi jeszcze jeden myśliwski za tę samą cenę albo jeszcze inny. Inaczej nie mogę zejść z ceny, nawet przy całej sympatii dla wędrowców nie mogę oddawać towaru za półdarmo.
07.10.2014, 20:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#25

Metheor prawie wyrzygał oczy, ale starał się to zrobić tak dyskretnie, jak tylko można sobie wyobrazić. Podniósł dłoń do ust i delikatnie masował brodę, wbijając wzrok w towar i zastanawiając się, co musi powiedzieć, by wyjść na swoje. Cena butelek zaskoczyła go mocno, a choć zdawał sobie sprawę z ceny szkła, trzy srebrne za sztukę było nieco ponad jego siły. Nagle radość z zakupów zniknęła tak szybko, jak się wcześniej pojawiła. Zmysły Szamana wyostrzyły się, mózg pracował na najwyższych obrotach. Przy takich cenach straci niemal wszystkie pieniądze, a to, że mógł później sporo zarobić, wciąż nie było takie pewne. Musiał uwolnić z klatki wewnątrz swej duszy najpotężniejszą bestię, jaką widziała ludzkość - chciwość. Potwór przejmie jego ciało, całkowicie wykorzystując wszystkie zdolności i inteligencję Metheora. Ceną będzie plucie sobie w twarz, zła reputacja i bezsenność, ale to wszystko lepsze od pustego żołądka.
Mężczyzna pokręcił teatralnie głową i odjął dłoń od ust. Westchnął ze smutkiem. Zaczęło się...
- To zbyt wiele dla mnie, panie sprzedawco. Gdybym mógł, kupiłbym cały zestaw noży, ale nie mam tyle pieniędzy. Podałem taką cenę, by było mnie stać, a przynajmniej tak myślę, jednak nie ukrywam, że sam koszt buteleczek mnie zaskoczył. Jestem tylko domorosłym zielarzem, próbującym bawić się w alchemika i myśliwego. Zwierzyny sam nie upoluję, więc skóry na sprzedaż nie zedrę. Ziół coraz mniej, lasy stają się coraz bardziej niebezpieczne, a nie stać mnie na ochronę. Bandyci grasują na traktach i ukrywają się, gdzie tylko możliwe. - Szaman spojrzał smutno w oczy sprzedawcy. Bestia ukazywała kły. - Nie znam się na handlu, ale uważam, że zawsze lepiej zarobić niż nie zarobić, prawda? Nie twierdzę, że na moje miejsce nie pojawi się nowy kupujący, kto zapłaci więcej, ale w tej chwili jestem chodzącym mieszkiem monet, nawet jeśli chudym niczym wygłodniały pies. Być może uda mi się w przyszłości jakaś transakcja, która pozwoli mi zarobić tyle pieniędzy, by odwiedzić pański zakład i wykupić ogromną ilość asortymentu bez specjalnej zniżki? Litując się teraz nade mną pan tak naprawdę nie traci - to inwestycja, która w przyszłości przyniesie czysty zysk. A przynajmniej tak myślę, powtarzam słowa ludzi, którym sprzedawałem zioła. Niektórzy z nich do mnie wracali i to pozwoliło mi przeżyć kolejne miesiące. Myślę, że to uczciwe i budujące zaufanie. - Jeszcze raz spojrzał na cały towar, jakby widział go po raz ostatni. Następnie wyjął swój mieszek i zaczął powoli przeliczać monety, robiąc to tak, by wyszło na to, iż rzeczywiście ma ich bardzo niewiele. Delikatnie kręcił głową, starając się sprawiać wrażenie, że robi to nieświadomie. Wzdychał cicho od czasu do czasu. - Jestem prostym zielarzem i biednym wędrowcem, częściej rozmawiam z ludźmi niż zajmuję się rachowaniem, ale jeśli dobrze to zrobiłem, nie stać by mnie było na towar przy obecnych cenach. Bez niego nie zarobię kolejnych pieniędzy, a jutro chciałem opuścić Peronę i przenieść się gdzie indziej. Myślałem, nad ustatkowaniem się. Planuję wyruszyć do Lothil, by ponownie prosić przyjaciółkę o pożyczkę. - Spojrzał sprzedawcy głęboko w oczy. - Wiesz jakie to upokarzające prosić kobietę o pieniądze? Kocham ją, ale ona jest bogata. Też chcę stać się bogaty, ale to długa droga, a ja właśnie natknąłem pierwszą przeszkodę. Nie mogę się teraz wycofać, kiedy w końcu zebrałem się na odwagę by wykonać pierwszy krok. Muszę się spieszyć, bo zostanę w tyle. I tak czuję, że skończę upokorzony i samotny, ale lepsze to niż pluć sobie w brodę, iż nie spróbowałem. Jeśli umożliwisz mi spróbowanie dokonania czegoś, co na pierwszy rzut oka wydaje się skazane na porażkę, to bez względu na wynik, pewnego dnia zawitam tutaj i postawię cały dzban najlepszej gorzały. A potem powieszę się w lesie, bo tylko tam miejsce dla takiego dzikusa jak ja.
Westchnął i zrobił krótką przerwę, przenosząc wzrok to na towar, to na monety w mieszku. Liczył, że drobna życiowa historyjka będzie niczym strzała prosto w serce, ale z doświadczenia wiedział, że to nie takie łatwe. Włócznię miał opartą na ramię; wyglądał teraz rzeczywiście jak człowiek, który wszystko ledwo trzyma w rękach, obwieszony jedynym dobytkiem, jaki tylko posiadał. Właściwie to wszystko co mówił nie było takim znowu kłamstwem, w gruncie rzeczy był zwykłym biednym wędrowcem. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy w końcu stało się prawdą i zrozumiał, że jeśli nie przystopuje, wtedy naprawdę skończy na sznurze, nawalony niczym stodoła. Póki co jednak wciąż walczył.
- Jeśli zniżyłby pan cenę butelek do dwóch srebrnych, mógłbym kupić wszystko wliczając dwa kilogramy soli. Na trzeci nóż naprawdę mnie nie stać, a bez tych dwóch nie dam rady oskórowywać zwierzęta, które jakimś cudem zabiję broniąc się moją starą włócznią. W tych czasach każdy grosz się liczy, a ja nie wstydzę się podróżować ze świeżo zdartą skórą, jeśli dzięki temu mogę chociaż raz na jakiś czas zjeść ciepły posiłek. - Zdobył się na tak szczery głos, jak tylko potrafił. Niedawno częściowo się otworzył, podczas pobytu z Juliusem, więc wciąż pamiętał jak mówić, by brzmieć naturalnie i otwarcie, wyrzucając z siebie odpowiednie emocje. Modulacja głosu, drobna mimika twarzy, niby-odruchowe gesty... a to wszystko by zaoszczędzić najwięcej srebra ile tylko mógł. Wszak był tylko biednym Szamanem, a duchy nie płacą mu za zapewnianie im spokoju.
10.10.2014, 23:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#26

Metheor postanowił, jak to miał w zwyczaju, naciągnąć handlarza na opowiastkę pełną półprawd i niedomówień, aby tylko nie zapłacić więcej niż sobie wykalkulował. Używając gestów, modulacji, nawet stojąc z włócznią opartą o ramię, sprawiał wrażenie zabiedzonego, poszkodowanego przez los, zdesperowanego. Każdej kobiecie, choćby nawet szaman nie przypadł urodą do gustu, poruszyłoby to serce. Być może przytuliła do matczynej piersi trzydziestoparolatka, lecz żaden mężczyzna nie mógłby pozwolić sobie na okazanie słabości, jaką było wzruszenie.
Sklepikarz nie uśmiechał się, przez chwilę spoglądał na Metheora, jakby niepewny czy żarty sobie z niego stroi, czy na poważnie opowiada dramaty swojego życia. Historia o niespełnionej miłości przekonała go; było to dostrzegalne w jego wzroku, nawet zastygł na kilka sekund, wlepiając wzrok w okno wystawowe. Być może w tym momencie przypomniał sobie własne niepowodzenie z dalekiej przeszłości.
- Dobrze, dobrze, biedny człowieku. - Spojrzał się na szamana z litością. Współczucie aż z niego wyzierało, choć próbował przyjąć beznamiętny wyraz twarzy. - Niech będzie jeden nóż za cztery srebrne i drugi za siedem. Dwa kilogramy soli to będzie dwadzieścia dwa brązowe. Te buteleczki... Chciał pan za dwa... No dobrze, niech stracę. To będzie czternaście srebrnych. Niech to teraz wszystko podliczę... Zapakować?
Jeżeli Metheor wyrazi taką chęć, to handlarz cały towar opakuje elegancko w jeden szary, brzydki, ale praktyczny papier. W międzyczasie pod nosem cicho rachował.
- Liny, buteleczki, noże, sól. Razem będzie, biedny człowieku, dwadzieścia dziewięć srebrnych i dwa brązowe smoki. Możesz darować sobie te dwa miedziaki - powiedział, oddając przygotowany towar, gdy tylko otrzymał zapłatę. - Zaczeka pan jeszcze chwilę.
Sprzedawca szybko zniknął za kotarą i równie prędko wrócił. Wcisnął średniej wielkości buteleczkę w dłonie Metheora. Na pierwszy rzut oka zawierała ciemnoczerwoną ciecz.
- Niech Duronor ma cię w opiece, nieszczęśniku. Niech dama twojego serca odwzajemni uczucie. - Wykonał znak błogosławieństwa.
Po tym szaman będzie mógł w spokoju odejść w swoją stronę. W momencie gdy zdecyduje się zbadać, nawet powierzchownie zawartość litrowej butelki, odkryje, że sklepikarz podarował mu domowej roboty nalewki. Zapewne na chłodne noce spędzone w deszczu i poza bezpiecznym dachem.
11.10.2014, 00:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#27

Umiejętności Metheora zatriumfowały po raz kolejny. Nie czuł się źle z powodu małego oszukania sprzedawcy. Transakcja handlowa to była istna walka, w której dwie strony pojedynkują się nieczysto, a wygra ta, która wykaże się największym sprytem i inteligencją. Szaman miał zaszczyt po raz kolejny przechytrzyć przeciwnika, zebrać dodatkowe doświadczenia i odczuć głęboko w sercu niewielki płomyczek dumy. Nie miał jednak wątpliwości, iż sprzedawca jest dobrym człowiekiem. Życzenie odwzajemnienia uczucia przed damę serca Szamana, poruszyło coś w nim. Przez moment przemknęło mu na myśl, że gdyby był na miejscu rozmówcy, sam by się nad sobą zlitował. Uczucie, które po takiej myśli go ogarnęło zakwalifikował jako upokarzające, co było dziwne zważywszy na fakt, iż jego praktyczne podejście do życia nie pozwalało takim specyficznym emocjom przejść przez jego grubą skórę. Być może to kolejny znak, dowód na pojawienie się coraz szybciej następującego ciągu zmian w mężczyźnie? W konsekwencji może to doprowadzić do tego, że ostatecznie będzie żył jako prawdomówny i uczciwy człowiek, a wizja takiego przegranego życia wzbudzała bardziej lęk od wiszącego nad nim, rosnącego niczym czarna chmura, tajemniczego bytu, który przez niektórych określany jest jako "sumienie".
- Tak, proszę, bardzo proszę o zapakowanie. - Metheor niemal się jąkał, symulująco dławiąc, z rzekomego szczęścia i niedowierzania, powietrzem. - Dziękuje, bardzo dziękuję, dobry człowieku... - Starał się tak wpłynąć na swoje oczy, dyskretnie mrugając bardzo szybko kilka razy, by zaszkliły się delikatną warstwą łez, bo i na więcej nie byłby w stanie się wysilić.
Położył włócznię na ziemi i zaczął odliczać pieniądze. Robił to tak powoli, cicho licząc pod nosem, by wyszło na to, że naprawdę ma problemy z rachowaniem. Mieszek trzymał w taki sposób, by z każdą kolejną monetą wydawał się coraz chudszy, na sam koniec niemal pusty. Dodatkowo, licząc, robił krótkie przerwy i przewracał oczami, jakby zastanawiając się, czy zrobił to poprawnie. Raz czy dwa zasymulował liczenie od nowa. Ostatecznie podał sprzedawcy dwadzieścia dziewięć srebrnych.
- Dziękuje bardzo, mam u pana dług, a nie zaciągam ich wiedząc, że mogę ich nie spłacić - powiedział.
Ściągnął plecak, odebrał towar i zaczął go upychać w swoim małym domu. Dokładniejsze porządki zrobi później, póki co musiał wciąż udawać biednego i mało zorganizowanego wędrowca. Zastanawiało go jednak, dlaczego sprzedawca kazał mu czekać i zniknął na moment. Metheor domyślił się, że chodziło o jedzenie. Średnio spodobała mu się wizja bycia aż tak biednym, ale z drugiej strony był to dobry znak, iż jego umiejętności retoryki wciąż były na dość wysokim poziomie, przynajmniej we własnym mniemaniu. Jakże było wielkie jego zaskoczenie, gdy otrzymał butelkę. Osobiście wolał zamiast tego zniżkę, ale zaintrygowała go jednak dziwna ciecz w środku. Szybko i sprawnie założył plecak, po czym uścisnął mocno dłoń sprzedawcy.
- Dziękuję bardzo. Jest pan dobrym człowiekiem, więcej takich na świecie, a stałby się lepszy. Jeśli ma ukochana odwzajemni uczucie, opowiem jej, że był pan chodzącym dobrym znakiem, a jeśli nie, to zostanę ze świadomością, że wciąż gdzieś tam istnieją ludzie pełni współczucia i dobrego serca, którzy bezinteresownie pomagają innym w potrzebie. - Puścił dłoń swego dobroczyńcy i podniósł włócznię. Skinął głowę na pożegnanie. - Bywaj, dobry człowieku, niech Bogowie mają twój sklep w opiece!
Odwrócił się i wyszedł powoli.
Nim schował butelkę do plecaka, dokładnie zbadał zawartość i aż się uśmiechnął, szczerze. Taki akt dobroci stłumił bestię w jego wnętrzu, która chciwa rozglądała się za kolejnymi dobrymi sklepikarzami, których można by na coś naciągnąć. Metheor potrząsnął głową i westchnął odprężająco. Nagle, ku własnemu zdziwieniu stwierdził, że ma dobry humor. Postanowił ruszyć ku karczmie, wyjątkowo pełen pozytywnych myśli, by oddać się swej pracy i pasji.


[zt]
11.10.2014, 17:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#28

-Zatrzymaj pieniądze, chłopcze. Zrób z nich dobry pożytek.- rzekł tylko, kiedy tylko się rozejrzał. Musiał naprawdę głęboko spać jeśli nie usłyszał, kręcących się w obozie ludzi i nawet Krogulec go nie obudził... a może nie wyczuł zagrożenia z ich strony?
-Wygląda no to, że nasze drogi się rozstają. Jeśli kiedykolwiek będziecie potrzebować pomocy, znajdźcie mnie. Wyruszam do Perony, a potem dalej jak los pokaże. Którędy droga?- zapytał, gdyż w nocy całkowicie zgubił orientację i teraz nie wiedział nawet jak wrócić do swojego obozu. Zresztą nie zostawił tam nic po co mógłby wracać. Nagłe burczenie w brzuchu przypomniało mu, że nie jadł nic od wczoraj wieczór. Jeśli Benjamin nie miał nic więcej do powiedzenia i wskazał mu kierunek to zaczął iść w stronę Perony.
-Ah, byłbym zapomniał, zwą mnie Krogulec.- odezwał się przez ramię i przyzwał do siebie jastrzębia, aby usiadł mu na lewym ramieniu.
-----
Mędrzec dotarł do Perony, idąc w kierunku, który wskazał mu Benji i wkroczył na główną ulicą miasta, rozglądając się po domostwach, mieszkańcach, zapamiętując gdzie znajdują się karczmy oraz kramy.
02.11.2014, 12:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#29

MG

Krążące ulicami pospólstwo zdawało się być pogrążone w atmosferze równie ponurej, co aktualna pogoda. Wszechobecna delikatna mgła i mżawka od wielu godzin nękała mieszkańców Perony, nie dając zbyt wielkiego komfortu w załatwianiu codziennych sprawunków. Przybłocony bruk i kiepska widoczność.
Doświadczony łowca mógłby pomyśleć, że to podłoga w sam raz na zasadzkę. Rzecz w tym, że plotki krążące o bestii, jaka zaczaiła się nieopodal miasteczka wskazują dość wyraźnie na to, że mało kto mógłby postawić ją w roli ofiary. Był to bowiem urodzony drapieżnik, wokół gatunku którego powstało wiele legend i opowieści, a nawet rzetelne źródła informacji mówiły niekiedy, że takowej abominacji nie sposób jest powstrzymać. Demon. Zaledwie kilka dni temu pozbawił życia kilku mężczyzn, którzy, niczego nieświadomi, wracali z połowu ryb. Co go powstrzymało od kontynuowania rzezi?
Jedni mówią, że wystrzał z wielkich kusz, wynalezionych przez tutejszego rzemieślnika. Drudzy - że to wschód słońca odgonił kreaturę. Najbardziej pesymistyczna wersja głosi, że stwór po prostu usatysfakcjonował się paroma zmarłymi i lada noc, a wróci po kolejnych. I tak w kółko. A może nie była pesymistyczna? Może tak właśnie miało to wyglądać?
Sam fakt, że krążył tu stwór o diabelskiej krwi był... dziwny. Do niedawna w końcu te stwory spotykano jedynie za górskim pasmem oddzielającym Greathard od Azaratu, na pustyni. Incydent na Jelenim Wzgórzu, katastrofa, spływająca krwią wielu biedaków, pozostawił za sobą najwidoczniej nie tylko znamiona emocjonalne, ale i parę pomiotów, które czyhały tylko na odpowiednią okazję, by uwolnić swoją żądzę krwi.
Avaraad był doskonale świadomy ostatnich wydarzeń. Nie było chyba nikogo w Peronie, kto by nie był. Rzecz w tym, że nigdy nie miał tak naprawdę do czynienia z prawdziwym demonem, a z tego co z jego wiedzy wynikało, te nie są w ogóle wrażliwe na konwencjonalną broń. Jego renoma w tym miejscu była całkiem spora. Kilka osób zdążyło go już zaczepić, zaniepokojeni o swoje życie, ale i o zdrowie swoich bliskich. Nie inaczej było tego dnia. Młode dziewczę, pewnie nawet jeszcze nie-nastoletnie, zagadnęło smutnym głosem. Przybrudzony ubiór i zaniedbane, mokre włosy świadczyły o tym, że szwenda się na zewnątrz już od dłuższego czasu.
- Panie Łowczy... Będziemy bezpieczni, prawda? Obronisz nas?
04.08.2017, 06:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ulice
#30

Mgła, mżawka, okropna pogoda. Doskonale! W takich warunkach ludzie są wyjątkowo niechętni do zaczepienia przypadkowych przechodniów i zawracaniem im głowy. A tego właśnie Avaraad potrzebował - odrobiny spokoju. Musiał pobyć sam na sam ze swoimi myślami. A miał o czym myśleć.
Ostatni atak demona zaprzątał mu głowę od pewnego czasu. Nie żeby przejmował się ofiarami, bynajmniej. Bardziej interesowało go wyzwanie, które przed nim stało. Prawdziwy demon! To dopiero coś! Zabicie go będzie pierwszym krokiem w kierunku wielkich polowań. Pierwszym i z tego co Avaraad wiedział - najtrudniejszym. W końcu nie posiadał sprzętu, który byłby w stanie chociaż zranić demona. Pomiot mógłby co najwyżej umrzeć ze śmiechu na widok prób łowcy.
Z drugiej strony była to idealna okazja na podrasowanie odrobinę swojego sprzętu. Kusze, które teoretycznie odstraszyły demona mogłyby okazać się nad wyraz użyteczne. Również nad pułapkami trzeba będzie pomyśleć. Demon to nie byle co, zwykła pułapka na niedźwiedzie nie wystarczy. Chociaż może wystarczy...
- Hę? - odpowiedział w pierwszym odruchu zamyślony łowca. Brzydka pogoda zmniejsza szansę bycia zaczepionym na ulicy, taa? - To znaczy... Ekhem - odchrząknął, próbując zebrać myśli. - Oczywiście, że was obronie! Żaden demon nie będzie rozrabiał na mojej warcie! - Powiedział z nadmiernym entuzjazmem i uśmiechem. Nie ma co straszyć ludzi. W końcu nie każdy musi wiedzieć, że jak na razie jest bezbronny.
- Powiedz mi tylko jedno. Wiesz może czyje były te wielkie Kusze które odegnały demona?
05.08.2017, 00:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna