Przedmieścia Phantoma
#1

Nie ma to jak wpół opuszczone slumsy nocą. Księżyc w pełni. Pełno złodziei, zjaw, w powietrzu unosi się dym niczym opium, od którego łatwo dostać niebezpiecznego kręćka w głowie i wpaść w głęboki amok. Ruiny starych kamienic i domów wyrastają niczym spod ziemi przed wędrowcem. Chmary nietoperzy wplątują się we włosy. Ktoś idealnie określił to miejsce fantomem. Wokół szmery, szaleje upiorny wiatr, dużo bezimiennych cmentarzysk, będących pamiątką po żniwach, jakie urządziła tu przed laty zaraza. Może śmiertelny wirus nadal tu grasuje? Nawet mag nie podoła takiemu wrogowi. Nie mówiąc już o antymagicznych typach, od których się tu roi ostatnimi czasy. Obwiniają oni magów o sianie owej zarazy. A co ma piernik do wiatraka? - ktoś powie. Ja powiem tak: każdy powód jest dobry, by uśmiercić drugiego człowieka. Trzeba mieć tu oczy dookoła głowy i jakąś lampę, inaczej szanse na przeżycie są jeszcze bardziej marne, niż obecne. Na dodatek złego, w samym Varengardzie krąży legenda, że komu uda się wejść tą drogą do miasta, już żywemu się z niego nie wyjdzie. Być może to jest częstą przyczyną zaginięć w Atarashii? Główną drogą jest tu droga w jedną stronę prowadząca do centrum, a w przeciwną do Starego Varengardu. Jest jeszcze rozwidlenie do Ruin Miasta Norwel, ale nikomu bym nie radziła wybrać tej ścieżki...
01.09.2013, 01:13
Przeczytaj Cytuj
Przedmieścia Phantoma
#2

Nie pamiętam jak... Nie pamiętam kiedy... Nie pamiętam także dlaczego, ale dotarłem tutaj po zmroku. Wiem, że byłem w Teolii... Wiem również, że idąc napotkałem jakieś ruiny, ale nie mogę sobie przypomnieć... "Przypomnieć, czego? Ty durny głupku!" coś w mojej głowie mówi do mnie. Drugi ja... Druga osoba... Ale co się stało z moją pamięcią? "Pamięcią? Jaką kurwa pamięcią?! Jesteś głupi!" Ktoś mnie obraża, drwi ze mnie...
-Zaraz, zaraz. Therion! Ty pieprzony draniu! Bawisz się moją pamięcią i ciągle zaprowadzasz w niebezpieczne miejsca. Spierdalaj z mojej głowy! - wykrzyczałem w powietrze. W odpowiedzi usłyszałem: "Sam spierdalaj. Jestem tobą, a ty jesteś mną. Poza tym nie lubię cię i najchętniej pozbyłbym się ciebie, a potem przejął twoje ciało. No i... Nie mogę uciec z twojej głowy tępaku!". W tym momencie Zmrużyłem obolałe oczy, a potem ujrzałem przed sobą całą dzielnicę. Poczułem gorące powietrze w ręce. Mój miecz... Inkwizytor był gotowy, by w każdej chwili go przywołać. "To co? Czemu nie przywołasz ostrza?" Zaczęły mi puszczać nerwy, im dłużej Therion mówił tym dłużej zacząłem się niecierpliwić i denerwować. Bywały czasy, że ani ja, ani on nie kłóciliśmy się, a gadaliśmy o dupie Marynie, bądź po prostu podróżowaliśmy w ciszy, ale tego dnia na prawdę miałem ochotę wyjść z siebie. Dosłownie. "Banita! Jesteś cwelem" zagrzmiał jego głos w głowie naszego ciała.
-Takim jak ty. Rzuciłem z pogardą. On wydawał się być wyjątkowo uradowany faktem, że wyprowadził mnie z równowagi. Schowałem swoje ręce za poszycie szaty i ruszyłem przed siebie nie zwracając uwagi na otoczenie czy ludzi. Therion zawsze czuwał. Robił to za mnie i ostrzegał mnie, kiedy coś mu nie pasowało. Skoro ucichł, musiało to oznaczać, że jest skupiony, a do tego nasłuchuje. To znak, że mogę wypocząć. "Nie nie możesz wypocząć" odezwał się znowu i aż mnie wzięło, żeby go zwyzywać, ale nie musiałem. On wiedział o tym. Mamy dwie pamięci, które są dodatkowo połączone, ale tylko on może ingerować w moją, a ja mogę kontrolować jego ducha. Więc sam nie wiem kto jest bardziej wygrany. Na pewno nie sprawiało mi przyjemności słuchanie go, ale takie już moje życie. Mruknąłem sam do siebie pod nosem, poprawiłem pas przy spodniach i dalej szedłem przed siebie ignorując wszystko dookoła. Jak się wywiąże jakaś bójka, to on będzie sobie radził. Mnie to tam już pierdoli, czy zginiemy, czy nie.
-Ej frajerze. Słyszysz? - Zapytałem łaskawie "Słysze niemyta szmato". Na te słowa uśmiechnąłem się. Fakt, że nie brałem kąpieli od paru tygodni przyprawiał mnie o mimowolne parsknięcia śmiechu. Pytacie czemu? Ano temu, że jak coś to Therion będzie wąchał to do czego ja jestem przyzwyczajony. On się cieszy z kierowania naszego ciała jak tylko mu na to pozwalam, ale teraz mu chyba tak miło nie będzie.
Zwróciłem uwagę, że nie wiem gdzie idę. Po prostu szedłem przed siebie. W sumie nie wiedziałem już nawet czy ja wracam z powrotem, czy idę do Varengardu. Chuj wie, gdzie ja idę. "Chuj to mało powiedziane, hahahahaha, ty nie masz chuja"
-Tak samo jak ty - Odparłem bez zmrużenia okiem. W odpowiedzi nie usłyszałem nic. Nagle wyłoniłem prawą rękę za płaszcz i przywołałem swój miecz. Płonął czarnym ogniem. Zawsze czułem dreszczyk emocji i podniecenia, kiedy go przywoływałem, dzierżyłem i wreszcie używałem. Therion zresztą też. Pod tym względem byliśmy bardzo zgodni. Chwilę popatrzyłem, po czym zgasiłem ostrze i je odprawiłem. Ta... Magia zabójcy boga ognia potrafi takie cuda. Zapytacie skąd ten miecz? A no z otchłani i to kurewsko ciemnej, jak zresztą każda boża magia. Ale nie ma co się rozwijać na ten temat, bowiem idę gdzieś, gdzie chyba nie byłem, a przynajmniej jest tak ciemno, że ledwo widzę. Nawet mam problemy ze słuchem... Ciekawe co się dzieje... "Problemy ze słuchem to ty masz od urodzenia"
-Stul pysk kurwisynie. - Poleciłem łagodnie. "No ładnie, mów głośniej ludzie będą patrzyli na ciebie jak na debila, który sam się obraża, a żeby było tego mało ktoś może pomyśleć, że mówisz do niego" po tym usłyszałem długi śmiech. Szmaciarz miał rację. Tym razem powinienem był się pohamować trochę. Nie przeczę, że chciałbym, aby nasze dusze się połączyły i wszystkie bojowe cechy tego gnoja przypadły mnie, a on niech znika w odmęty, bo drażni mnie z chwili na chwilę coraz bardziej jego obecność. Coś dzisiaj nie w sosie jestem. No, ale ten spokój i samowolka... "To twoje marzenie? Moim jest skopać ci dupę na żywo i wyrwać serce przez odbyt."
-Jakże romantycznie. - Skwitowałem darmozjada, bo działał mi na nerwy, a ja coraz bardziej oddalałem się zamyślony i rozgadany sam ze sobą. Teraz to w ogóle nie wiem gdzie jestem. Miasto, ruiny? Gdyby mi tylko pamięci nie zabrał... Byłoby o wiele lepiej, a jego głupie psikusy jak zwykle dają mi w kość. No i przez niego stałem się wulgarnym chamem, który obraża samego siebie... Ech co za pieprzony los.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.09.2013, 02:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Przedmieścia Phantoma
#3

Skłócony z własnymi myślami, a raczej ze swoją drugą osobowością, Banita szedł, sam nie wiedząc dokąd. I być może to go zgubi, bo akurat w tym miejscu jasno postawiony cel pomógłby ominąć ten cały brud, smród i ubóstwo. Być może ten mamiący dym podziałał na Theriona? A może z nudów zaczął się przypieprzać i wyzywać pracowitego właściciela ciała, w którym pasożytuje? Zresztą, nieważne. Obydwie strony drogi są porośnięte gęstymi szuwarami, z których w każdej chwili może wyskoczyć morderca. Tutejsi mieszkańcy nie są taką szarą masą i jednym wielkim zadupiem. Mieszkała tu swego czasu krajowa elita i inteligencja, uczona w wszelkich pismach, najpotężniejsi magowie i mistrzowie władania ostrzem, dodatkowo znający zaawansowaną magię. Nie, nie, nie w stolicy, jakby się mogło wydawać. Tajemnica tego tkwi w Ruinach Miasta Norwel. Ci ludzie opanowali coś, czego większości ludzi się nie udało. Mówi się nawet, że w podziemiach Norwel magmistrzowie gromadzili przez wiele stuleci w ogromnym kamieniu nieznanego pochodzenia swą magiczną energię, na tzw. 'czarną godzinę'. Właśnie owego głazu pilnuje olbrzymi Cerberus, trzykrotnie większy od swoich braci. Miał wpuszczać tylko tych, co choć trochę powierzyli swej energii, by potem uratować wyczerpanych pobratymców lub potomków. Nie obawiali się choroby. Nie spodziewali się jej. Nie zdołano po dziś dzień przygotować antidotum. Ale czy takie istnieje? To co zrobiła zaraza... Spośród tych wszystkich wspaniałych ludzi, jakich zrodził ten teren, została tylko garstka. Magów. Którzy z czasem stali się antymagami. Może po części dlatego, by zrzucić z siebie i tak fałszywe oskarżenie, może też temu, że zrobiono im pranie mózgu. Ale pewne jest to, że byli wściekli na samych siebie, że nie potrafili powstrzymać szerzącej się epidemii. Stali się szaleńcami. Swoje umiejętności magiczne przekształcili w skuteczną broń przeciwko magii. Trudno ich pokonać. Drzewa szumią wokół. Większość z nich to już martwe konary. Ich zgrzyt przypomina żałosny jęk. Płaczą. Płaczą nad beznadziejnych losem ludzi z obumarłego przedmieścia, którzy nigdy nie dostaną się do prawowitego Varengardu i sami starają się nikogo do niego wpuścić czy wypuścić. Gdzieś rozbrzmiewa wycie wilka, jeden otumaniony nietoperz pacnął z impetem w twarz Banity, ale szybko się pozbierał i ponownie uniósł się w powietrze. Tak bardzo chce się spać... Duszący wręcz dym otulił zabójcę swymi amokanialnymi ramionami i zaczął kołysać do śmiertelnego snu. Mężczyzna był coraz bliżej jego źródła. Przez szarą mgłę mógł dojrzeć w pewnej chwili jasną poświatę za skąpanymi w czarnym mroku budynkami-szkieletami. Z jakiegoś drzewa zerwała się chmara ptaków, niedaleko ktoś przebiegł z krzykiem. Aż strach się bać. I pytanie - czemu władze Varengardu nic nie zrobią z tą ciemnotą? Odpowiedź, jakkolwiek ona zabrzmi: boją się. Więc cóż, Banito, czy światło zza kamienic cię nie zgubi?
01.09.2013, 10:19
Przeczytaj Cytuj
Przedmieścia Phantoma
#4

Szedłem przed siebie, nie wiedziałem czy mam jakiś cel, ale przestało to mieć znaczenie. Wiedziałem, że muszę znaleźć miejsce, w którym odpocznę. To na pewno. Oboje z Therionem szedłem w ciszy, co zdawało się mówić samo za siebie. "Czas poważniej podejść do tego, gdzie jesteśmy" Czułem, że Therion jest teraz o wiele bardziej poważny niż wcześniej. Chyba wie doskonale, że jego wybryki narobiły nam obojgu prawdziwych kłopotów. Mój wzrok zaczął się wyostrzać, a pamięć wracać na odpowiednie miejsce. Skryty za poszyciem czarnego płaszcza, przemierzałem uliczki. Gdzieś w oddali zauważyłem światło, musiało dobiegać za kamienicy. Nie pomyliłem się. Szedłem dalej rozglądając się dookoła i będąc z Therionem w gotowości do nagłego ataku.
-Ther. Sądzisz, że zagraża nam coś? - W odpowiedzi nic nie usłyszałem. Przynajmniej przez pierwsze chwile, które zdawały się być wiecznością. "Nie jestem pewny." Odpowiedział jakby oderwany z transu. Kiwnąłem głową sam do siebie na znak aprobaty i zadałem drugie pytanie.
-Nie jestem pewny, ale może znajdziemy tu jakiś nocleg. - W odpowiedzi znowu nie usłyszałem nic. Tym razem jednak Therion nie odezwał się słowem. Albo czegoś wyczekiwał i upewniał się, albo dalej dokładnie sprawdzał, czy nie słyszy niczego i nie widzi niczego naszymi wspólnymi oczyma. Zastanawiałem się przez chwilę, po czym zapytałem.
-Chcesz przejąć na chwilę ciało? - Tym razem oczekiwanie na odpowiedź trwało krótszą chwilę. "Tak, zamieńmy się." odpowiedział, a ja wpuściłem go za stery obierając jego punkt widzenia. Jednakże nie oznaczało to, że ma nade mną kontrolę. Chwilę powędrowaliśmy rozeznając się w terenie, ale chociaż zdawało się być coś nie tak to osobiście nie znaleźliśmy niczego niepokojącego poza samym niepokojem. Być może wina miejsca, w którym jesteśmy, ale podświadomych ostrzeżeń raczej nie wolno zlewać. Nawet przeszła mi ochota na obrażanie Theriona, a jemu widocznie tak samo w moją stronę. W końcu... Stanąłem za murem spoglądając w głąb, gdzie dochodziło światło.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







01.09.2013, 19:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna