Molo Aureona
#1

Cytat:
Najdłuższym znanym molem, jakie miał szczęście ujrzeć ten świat jest to poświęcone królowi Aureonowi. Ma przeszło trzysta metrów długości i zostało w całości wykonane z magicznego drewna odstraszającego zarówno wszelkiej maści potwory, jak i zwierzęta wodne. Znajduje się ono po drugiej stronie doków handlowych i jest niemałą atrakcją turystyczną. Dawniej, kiedy król Lothil był w zgodzie z tamtejszym księciem Aureonem, przysłał specjalne podarunki drogą morską do miasta portowego w Dravnul. Jednym z wielu doków lothilskich okrętów był niewielki Dravn. Niemniej od kiedy potwory morskie zamieszkały tamtejsze wody, a król Lothil nałożył embargo na Dravnul, książę przyjąwszy tytuł króla rozkazał przebudowę mola i nazwał je na swoją cześć. W ten sposób utworzony został swego rodzaju pomnik narodowy pełniący jednocześnie funkcje turystyczne. Warto wspomnieć, że na końcu tej pięknej konstrukcji umieszczono marmurową podobiznę króla Aureona.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.01.2014, 02:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#2

Ledwo co świtało. A przynajmniej takie miała wrażenie, ciągle nie mogła się przyzwyczaić do pochmurności Dravnul i okolic. I nie to, żeby chciała oglądać pomniki władców, nawet jeżeli to wyjątkowo ciągle „miłościwie nam panujący”, a nie martwi władcy. Turystyka tego typu w ogóle jej nie odpowiada. Ale skoro zaszła akurat tutaj, to czemu nie przyjrzeć się tej rzeźbie? Przechadzanie się po długim molo w takiej dziwnej aurze zdaje się też być odpowiednie zważywszy na jej humor. Nie wyspała się poprzedniej nocy, wciąż miała wrażenie, że ktoś łazi w pobliżu jej... cóż, nie da się tego nazwać inaczej jak legowiska.
Sunąc noga za nogą i ziewając co jakiś czas, wchodzi na molo. Lekka, morska bryza odświeża jej twarz i wywołuje miłe dreszcze. Woda zdaje się być rzeczywiście nienaruszona przez żadne morskie stworzenie, niesamowicie przejrzysta, chociaż już trochę niespokojna. W miarę kolejnych kroków w Lilith rodzi się jednak niepokój, to niecodzienne uczucie stać na kilku drewnianych deskach i być otoczonym głęboką tonią. Jednakże zważywszy na brak ludzi w najbliższej okolicy, pozwala sobie na komfort nie tłumienia tego uczucia. Oddalanie się od brzegu łączy się także z silniejszym wiatrem. Dziewczyna uśmiecha się do siebie, cóż może być wspanialszego niż przenikające i kłębiące włosy mocne podmuchy powietrza! Unosi ręce do góry, żeby czuć ukochany żywioł na całym ciele, robi nieostrożny krok i się potyka. Dobrze, że molo jest na tyle szerokie, że nawet jej pokraczne pląsy nie spowodują upadku do wody. Ogarniając się, żwawiej już pokonuje ostatnie metry i zatrzymuje się pod rzeźbą Aureona.
-Jakiś dziwny człowiek z ciebie- szepcze bardziej nawet do siebie niż do podobizny. Odwraca się przodem do brzegu, wydaje się być tak daleko. Cieszy ją brak ludzi i świszczący wiatr, ale głód daje się we znaki. Grymas wykrzywia jej twarz, kiedy pomyśli, że dzisiejsze śniadanie będzie w karczmie, ale może przy rybackiej wiosce nie będzie ono najgorsze? Rozglądając się po raz ostatni po budzącym się morzu, rusza w stronę miasteczka portowego.
22.08.2014, 08:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#3

MG
~***~

Licho nie śpi. Ciekawe stwierdzenie, zważywszy na to, iż o tej porze w okolicy wybrzeża Dravnul Lilith miała wrażenie być jedyną żyjącą osobą na planecie. W porcie już kręciło się kilku rybaków i marynarzy, zaczynających pracę daleko przed świtem, ale na molo mało który miał interes wchodzić.
Molo Aureona stanowiło coś w rodzaju atrakcji turystycznej miasta portowego. To znaczy, że podróżnicy od czasu do czasu przychodzili popatrzeć na marmurowe oblicze samego, jak się można domyśleć po zacnej nazwie tegoż miejsca, króla Aureona. O tłumach jednak milczący, kamienny władca musiał raczej pomarzyć. Świat może i był przepełniony tak samotnymi podróżnikami, jak i licznymi grupami zaprzyjaźnionych łowców przygód. Miewali oni jednak tysiące podobnie atrakcyjnych miejsc do odwiedzenia, potworów do pokonania, księżniczek do uratowania, dlatego mało który chciał pchać się do okolic ponurego Dravnul, by zobaczyć posąg. O porze dnia nawet nie wspominając.
Tak więc licho nie śpi, a Lilith wraz z nim, przemierzając długi most wgłąb morskiej otchłani. Marmur prezentował się naprawdę bardzo imponująco, szczególnie odmiennie w porównaniu z resztą wizerunku miast, zbudowanych na tej wyspie. Nie grzeszyły one przepychem, wręcz przeciwnie, były bardzo ubogie. Aż dziw bierze, kiedy pomyśleć o tej wciąż stojącej, zapewne bardzo drogiej posturze z marmuru. Jednak jakiż to złodziej chciałby targać ze sobą coś tak ciężkiego? Niewykonalne.
Spacer w jedną stronę i misja z nim związana zakończona. Lilith obejrzała atrakcję, próbowała nawet zagaić rozmowę. Teraz trzeba było wracać. Problem w tym, że posąg... odpowiedział.
- Je... jest tam kto? - odezwał się niepewnie. - Czy ktoś tam jest? Słyszałem kogoś!
Czy posągi mówią? Każdy wie, że nie. Więc to nie mógł być on. Poza tym, głos dobiegał z odrobinę większego dystansu niż ten, który Lilith zdążyła już wyrobić między sobą, a mości Aureonem. Jakby zza ostatniej barierki.
- Proszę, pomóż mi! - błagał tajemniczy głos starszej chyba i dość zdesperowanej osoby. - Cóż za kompromitacja...
22.08.2014, 18:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#4

Tego Lilith się nie spodziewała. Różne dziwne rzeczy zdążyły się już jej przytrafić, o smokach w dzieciństwie nie wspominając, ale gadające posągi?! Czy nawet staruszkowie ukryci na końcach molo, też nietypowa sprawa. Dziewczynie nie trzeba jednak dwa razy powtarzać, kiedy słyszy „pomocy” i to jeszcze tak rozpaczliwe, od razu rusza sprawdzić co się stało. Szybko więc przemierzyła dzielący ją od posągu dystans i wyjrzała zza podobizny króla. To co ujrzała było stosownie niecodzienne do okrzyków. Elegancko i bogato ubrany, starszy mężczyzna wisiał trzymając się jedną ręką barierki na samym końcu molo, a co za tym idzie, tuż nad wodą. Włosy miał już przyprószone siwizną, całe w nieładzie. Co jakiś czas starał się chwycić prętów także i drugą ręką, co by wisieć chociaż trochę stabilniej, ale metalowe ogrodzenie było śliskie od morskiej bryzy. Pierwsze zdziwienie minęło i Lilith miała się już rzucić na pomoc, ale... mężczyzna jeszcze nie spada, to wypadałoby go wypytać o to i owo teraz. Póki wisiał i był bezbronny. Takie kuriozalne sprawy zwykle śmierdzą jakimś szwindlem, zanim się kogoś uratuje to warto dowiedzieć się czemu potrzebował ratunku.
Trzeba było jednak podejść trochę bliżej, a nie było to łatwe. Ta część molo cała była śliska, w niektórych miejscach nawet potworzyły się kałuże. Niby krótki dystans, ale dziewczyna nie miała ochoty na poranną, morską kąpiel. Mężczyzna zobaczywszy ją zaczął krzyczeć coś jeszcze głośniej i energiczniej. Lilith ciężko było się skupić na jego słowach, zwłaszcza, że rozpoczęła się standardowa na te okolice mżawka, co powodowało, że warunki stawały się nieco trudniejsze. Dobrze wilgotne już kosmyki włosów przyklejały się jej do twarzy, musiała się zatrzymać i związać je. W końcu, kiedy pochyliła się nad ogrodzeniem, wiszący starszy pan wyciągnął do niej swoją dłoń. Dość machinalnie dotknęła ręki mężczyzny, a wtedy on chwycił ją mocno, a w jego oczach zdawało jej się, że dostrzegła wielką nadzieję, ale też dumę. To ostatnie najmniej jej się spodobało, zwłaszcza, że skoro już go trzymała, to należało go wyciągnąć szybko. Strasznie się niecierpliwił.
- Kim pan jest i jak się pan tu znalazł?- rzuciła krótkie pytanie, powoli podciągając go do góry. Mógłby już przestać głupio krzyczeć i jej odpowiedzieć, bo jeszcze go wypuści! Ach, jakże szybko ją ludzie denerwują!
23.08.2014, 09:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#5

MG
~***~

Zaprawdę ciekawy był to poranek dla kogoś takiego, jak Lilith. Weszła na molo, by pospacerować przed wschodem słońca wśród wrzasków mew, szumu fal i skrzypu magicznego drewna pod nogami, w ogóle nie myśląc o ratowaniu kogokolwiek. Ba, kogokolwiek zwisającego tuż nad taflą wody. Ten zaś jegomość nosił długie, granatowe szaty i imponującą, kozią bródkę, siwą już od paru lat. I był w bardzo nieprzyjemnym położeniu.
Próbował wdrapać się na molo, jednak utrudniała mu to lina, którą przywiązany był do pasa, owinięta wielokrotnie wokół drewnianych barierek w taki sposób, by nie mógł wdrapać się wyżej, niż pozwalała, dopóki jej nie rozwiąże. Sęk w tym, że aby rozwiązać, musiałby znaleźć troszkę stałego gruntu, a bez niego nadal był uzależniony od liny... Bardzo dobrze, że zdołał się chociaż odwrócić i złapać za krawędź, zanim kobieta podeszła. Gdyby znalazła go takiego wiszącego tyłem, bezradnego, zmęczonego, cóż za wstyd byłby to dla mężczyzny w tym wieku!
- Proszę, proszę, pomóż mi się tego pozbyć - powiedział, widząc jak zajmuje się fryzurą, zamiast działać. Lina znajdowała się z boku, tuż przy drewnie, przeprowadzona slalonem wokół kilku barierek, by na rogu zniknąć pod molem, owinąć się kilkukrotnie wokół słupa w wodzie, a potem pojawić już ostatni raz na powierzchni - zaczepiona o kolejną barierkę i przywiązana do mężczyzny. W ten skomplikowany sposób trudno było zauważyć ją na pierwszy rzut oka, a i biedak mógł swobodnie sobie wisieć. Łobuzy musieli się nieźle napracować, szczególnie przy etapie, w którym owijali powróz wokół słupa, podtrzymującego molo. Wystarczyło się mocno pochylić i odpowiednio operować liną, ale i tak nie było to łatwe. Albo bardzo im zależało, albo często bawili się tego typu rzeczami.
- To te szczyle, którym tak nie pasują moje eksperymenty - rzucił niemą groźbę w z grubsza nieokreśloną stronę, starając się za wszelką cenę nie puścić drwa, inaczej znowu musiałby się wspinać, a tego już by nie zniósł. To nie jest łatwe ani zdrowe dla takiego ciałka. - Jestem Facilus Starszy, param się magią... Tylko proszę już, uwolnij mnie. Wiszę tu kilka godzin. Echh, to najgorszy z koszmarów, chyba już zawsze będę czuł się przepołowiony w pasie...
Paradoksalnie, gdyby nie lina, nie wytrzymałby trzymając się barierek tylu godzin, już dawno zaznałby zimnej kąpieli i kto wie, czy zdołałby wypłynąć na powierzchnię. Więc to, co tak utrudniało mu właśnie życie, być może mu je także ratowało. Bo czy miał w sobie tyle sił, aby samodzielnie wdrapać się na samą górę, kiedy już lina zostanie usunięta? Jeśli zostanie usunięta. Marny jego los, zaprawdę, marny.
25.08.2014, 01:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#6

Lilith zatrzymała się zdumiona. Potknął się jakoś dziwacznie i wypadł za barierki - to by zrozumiała. Ale dać się przywiązać do molo liną? No nie, to już jakieś kuriozum. Pochyliła się nad biedną ofiarą żartu, chłopcy musieli mieć zabawę wiążąc go tutaj. No ale zaraz... Parający się magią? To jakaś dziwnie kiepska ta magia, że pozwolił sobie na takie traktowanie. Co ma wisieć, nie utonie... Ciekawe co za eksperymenty robi ten mężczyzna, że go tylko zawiesili, a nie powiesili. Nie może być taki najgorszy, w takim razie. Co oznacza, że dalej należy mu pomóc. Westchnęła cicho. Taki piękny początek dnia, a teraz trzeba się będzie natrudzić i to jeszcze na głodniaka. Wysunęła się jeszcze bardziej nad barierkami. Świetna robota! – pochwaliła chłopców w myślach. Zostawili go w takiej sytuacji, że mogłaby ewentualnie tylko złapać wiszącego staruszka za rękę. Ale i to by niewiele dawało, bo sznur nie pozwalał podciągnąć go na odpowiednią wysokość, tak żeby odciąć linę od niego. Westchnęła jeszcze raz, tylko głośniej i ciężej. Mogła go dość łatwo rozwiązać, te supły przy nim nie były skomplikowane, ale czy on wtedy wlezie sam na górę? Przyjrzała mu się z powątpiewaniem. Wydawał się być już nieźle zmęczony, a i ogólnie jego postura sprawiała wrażenie, że nie należy do najsilniejszych. Lilith wzruszyła ramionami, chce być uwolniony, no to proszę bardzo.
- Dobra, dobra. Rozwiążę teraz tę linę, która trzyma pana, panie Facilusie Starszy. Ale będzie się musiał pan mocno przytrzymać tej krawędzi. Jeżeli zdoła się pan podciągnąć trochę, to jakoś wyciągniemy pana z tego bajzlu.- starszy człowiek... czy wystarczająco oficjalnie się do niego zwróciła? Prychnęła na siebie poirytowana, to chyba nie ma teraz znaczenia!
I chyba właśnie dlatego, że zajmuje się takimi drobiazgami, zamiast od razu pomóc, nazbyt pospiesznie, bo nie czekając na decyzję mężczyzny, Lilith uklęknęła przy krawędzi molo, skupiła się mocno i przebierając delikatnie pacami, jakby grała na jakimś dziwnym instrumencie, kierując dłonie w stronę liny, szepnęła cicho:
-Podmuch Łagodności – zerwał się mocniejszy wiatr, zdawało się, że powietrze dookoła zaczęło wibrować, ale czy to było wystarczające do rozwiązania łobuzerskich węzłów?

__________________________

magia prosta
Nazwa magii: Podmuch Łagodności
Koszt many: 3 pkt + 3 pkt co turę
Opis: może rozsupłać czy rozwiązać różne węzły, spętlone sznury, ale przy bardziej skomplikowanych niekoniecznie się to uda
26.08.2014, 11:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#7

MG
~***~

Staruszek był bardzo wdzięczny kobiecie nawet nie za to, że próbowała pomóc. Tyle godzin nikogo nie słyszał, wisiał tak i wisiał, czekając, aż wstanie świt i odkryją go jakieś wredne dzieciaki, rybacy z ciętymi żartami albo ta zgraja, która go w to wpakowała - to by dopiero było upokorzenie. Już i tak musiał mocno panować nad swoją wolą, by poprosić o pomoc Lilith i nie spalić się ze wstydu. Toż to kobieta! I to młoda bardzo, a on tam traci godność... Nie komentowała, jakże on był jej za to właśnie wdzięczny. W duchu.
Niestety, mimo wszystko wciąż czuł poirytowanie sprawą, wymieszane ze wstydem i bezsilnością, zupełnym poddaniem się temu, co też wymyśli obca mu - choć bardzo dobroduszna - osoba. Mógł się więc wydawać troszkę mniej wdzięczny niż był. Dodać do tego małe zazwyczaj zainteresowanie światem zewnętrznym, czyli tym, który nie mieścił mu się w brodatej głowie, i nieporozumienie gwarantowane.
- A to parszywe... - wymruczał coś, niekoniecznie zrozumiałego, na żartownisiów, zgadzając się chyba w ten sposób jednocześnie z kobietą. Objął pewniej barierkę dłońmi, gotowy na podciągnięcie. Gotowy na wszystko.
Prawie. Nie spodziewał się przecież kogoś z jakąkolwiek mocą. Świat nie był tak wielki, jakim można go opisywać w rozlicznych księgach, ale ludzi obdarzonych darem czasem naprawdę trzeba było ze świecą szukać. Wiedział, bo szukał. A ta sama do niego przyszła, nad ranem, w celu uratowania tego wielkiego tyłka przed zimną wodą i pewnie utonięciem. A to ci los!
- Niech to! - Zdążył tylko krzyknąć, kiedy wiatr uderzył w jego szaty i niemal wytrącił z równowagi, którą tak usilnie sobie wypracowywał przez ostatnie minuty. Na szczęście uścisk był trwały i Facilus nie zamierzał go zwalniać, choćby potem musiał chodzić z paliczkościskiem do końca życia. Dużo mu go wszak już się nie ostało.
- Cóż to była za... Och! - Poczuł jak lina opuszcza biedny brzuch, zsuwa się po biednych biodrach, usłyszał jak jej koniec wpada do wody, jak wiatr cichnie niemal w tym samym momencie. Teraz wystarczyło się tylko wdrapać, coby poddać sytuację spokojnej analizie. Zupełnie zapomniał o podziękowaniu.
Lilith, oczywiście, pomogła, złota kobieta. Może nie tak silna, jak mogłaby być, ale jak najbardziej złota.
- Cóż to była za cholera? - powtórzył nie mniej zaskoczony jak przed chwilą, lądując na nogach, które natychmiast się pod nim ugięły. Nie upadł, ale musiał się pochylić i oprzeć dłonie na udach, bo i plecy płakały na swój los. - Czy to był żywioł? Powietrze? Hmm. Tak, to mogło być powietrze. - Był zmęczony, ale nowa idea już zagarnęła jego uwagę. Ten człowiek nie mógł obyć się bez wymyślania kolejnych, rzadko udanych eksperymentów. - Ogień nie był odpowiedni, ale powietrze mogłoby wszystko dobrze napędzić... - Spróbował się wyprostować i udało mu się to, acz po dłuższej chwili, kiedy do pomocy wziął sobie barierkę. Nie chciał opierać się na ramieniu kobiety, jak gdyby nigdy nic. Czy on wyglądał na człowieka niekulturalnego?
08.09.2014, 21:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#8

Wspaniale, udało się. Nie była tego taka pewna, dawno nie miała konieczności używania czarów. Musiała jednak przyznać, że sprawiało jej to ogromną radość. Czuła jakby przez jej ciało przepływała tajemnicza istota, nie energia tylko coś żywego, i że była blisko jakieś wielkiej tajemnicy. Tym razem jej uciecha, spowodowana także wiatrem, szybko została ukrócona. Oj tak, starszy pan zdawał się być nie tylko niekulturalnym, ale i niewdzięcznym. Lilith też właściwie nie należała do najlepiej wychowanych ludzi i zwykle nie zależało jej na ich odpowiednim zachowaniu. Ten człowiek jednak, z jakiegoś jeszcze niesprecyzowanego powodu, ją denerwował. Może to ta jego głupia paplanina? Albo to: było widać, że nie czuł się najlepiej, nie mógł ustać, chwiał się, ale więcej już pomocy nie chciał - wolał przytrzymać się barierki. Cóż, jego problem. Coraz gorzej, tak jej się zdawało, skrywana ironia rosła w jej oczach, gdy obserwowała jego manewry, żeby samodzielnie stanąć pewniej na nogach. Skoro tylko zaczął się wreszcie prostować, w głowie Lilith poczęły kłębić się zgoła inne myśli niż na temat uratowanej osoby. Poczuła, że jej poranny głód się wzmógł i nawet nie że chciała, ale powinna i musiała wyruszyć w stronę jakiejś karczmy. Bo będzie bardzo nieprzyjemnie. Kiedy była bardzo głodna, zwykle robiła się dość agresywna. A teraz marzyły się jej świeże ryby. Tak! I do tego zimne piwo. Zagapiła się w dal, gdzieś w morze i uśmiechnęła się do swoich myśli. Chciała sobie już pójść. Mężczyzna uratowany, zadanie wykonane, śniadanie na pewno gdzieś na nią czekało.
Kiedy jednak starszy zaczął mówić coś jakby o używaniu magii, jej podstawowe instynkty same nerwowo się uspokoiły. Brzuch przestał burczeć, za to zaczął ostrzegawczo boleć. Z eksperymentami trzeba ostrożnie, a tym bardziej należy uważać z eksperymentującymi. Zwłaszcza, gdy znajduje się ich przywiązanych na molo i wiszących nad morzem. Ciekawość i nutka niepokoju kazały jej pozostać na miejscu i wybadać mężczyznę. Może jednak robił coś niebezpiecznego? Albo po prostu głupiego i w swej głupocie zagrażającego okolicy? Zmusiła się do uśmiechu. Ten człowiek sam z siebie dużo mówił, nie trzeba będzie go namawiać, ale łagodnie wyglądająca kobieta to zawsze lepszy rozmówca niż poirytowana. Załatwmy to szybko i bezboleśnie, i chodźmy jeść.
- To bardzo ciekawe co pan mówi, panie Facilusie Starszy. Para się pan magią, czyżby ogień to był pański żywioł? A cóż to potrzebuje Pan Facilus napędzić?- popatrzyła się na niego (w miarę) ciepło i poprawiła nieznacznym gestem włosy.- Brzmi to bardzo poważnie, musi Pan być bardzo mądrym człowiekiem.- pochlebstwa były zawsze w cenie, a już na pewno przy takim raczej zadufanym w sobie typie. Wewnątrz Lilith aż się skręcała z odrazy, wcale, a wcale nie miała tego mężczyzny w zbyt wysokim poważaniu. Wiszący o świcie na molo, doprawdy.
10.09.2014, 20:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#9

Słyszał płytki, gardłowy oddech, dudnienie stóp o twarde, piaskowe podłoże i krzyki. Krzyki też były na płytkim oddechu, końcówki wypowiadanych siarczyście przekleństw tłumione przez dyszenie. Nie łatwiej było biec, nic nie mówiąc? To prawdopodobnie dlatego Riel był daleko przed nimi. Albo dlatego, że był po prostu szybszy. Mimo wszystko, nawet ich krzyki nie pozwalały mu zwolnić. Gdyby to zrobił, bez trudu złapaliby go, a on skończyłby martwy lub w więzieniu. I cały ten raban o dwa kamienie szlachetne i kilka srebrników! Ach, ci szlachcice.
Gorzej, że "ci szlachcice" dzierżyli broń i prawdopodobnie nie był im obcy fach posługiwania się nią. Czy na tyle dobrze, by jedynie zranić, a nie zabić, mężczyzna nie wiedział, tak więc biegł ile sił w nogach w nadziei, że jegomoście nie posiadają dużych pokładów energii... na razie bowiem jego nadzieje zostawały skutecznie i postępowo rujnowane, najpierw cegła po cegle, a potem już całe. Byli to nader żwawi szlachcice - Riel domyślał się, że wyprzedzali go wiekiem najwyżej o dziesięć, piętnaście lat.
Ale Van'Thrys daleki był od porzucenia łupu. Co to, to nie, kamienie musiały zostać, przynajmniej kamienie. Szukał ich przez nie wiadomo ile czasu, a jego starania nie mogły pójść ot, tak na marne. I jeszcze zaryzykować ponowne ukazanie swojej twarzy przy oddawaniu? Zresztą, przecież tacy ludzie, jak oni byli zbyt dumni, by puścić jakiegokolwiek złodziejaszka wolno. Znał takich, nieraz on lub jego rodzice obracali się w wyższych kręgach i z doświadczenia wiedział, że pycha czy z takim trudem udawany honor nie pozwalają im na takie ulgi. Honor, ha! Szkoda, że im go brak, gdy ogołacają konkurencyjny biznes. A ile by gadali, gdyby dowiedzieli się, że to Van'Thrys, ten od kupca i złotniczki, utalentowany, pracowity syn! Całe życie Riela runęłoby w gruzach. Ale w Dravnul, czy tutaj ktokolwiek kogokolwiek kojarzył?
Na pewno jeśli nie zniknie na kilka miesięcy, może pożegnać się ze swoją karierą. Musi więc przesiedzieć na kontynencie, szukając odpowiednich składników w innych miejscach.
Jego wymarzone kamienie, onyks i lazuryt (jeszcze nieoszlifowane) niemiłosiernie wbijały mu się we wnętrze zaciśniętej lewej pięści. Biegł i biegł, aż piaszczyste podłoże zamieniło się w coś bardziej pewnego i twardego, ale też... cieńszego. Stopy zamiast szurać, stukały, a postać młodzieńca znalazła się na molo. Stopy jednak dużo kroków nie postukały, ponieważ Riel, spojrzywszy się w chaotycznym biegu do tyłu, nie zauważył dwójki postaci stojących tuż przed nim. Nie było im dane stać tam w spokoju, bowiem rudzielec bezceremonialnie wpadł na jedną z postaci, dopiero wtedy dochodząc do siebie i mamrocząc szybkie "przepraszam". Złapał postać w ramionach, by ją ustabilizować, po czym się odwrócił i stał w ten sposób przez kilka sekund. Nie był pewny, co robić. Jego nogi zaniosły go w ślepą uliczkę, a prześladowcy zbliżali się z każdą chwilą. Już, zaraz mieli postawić stopy na pierwszej desce mola, gdy... Riel zrobił skok w bok, wprost do zimnego, ponurego jeziora. Co zrobić? Woda na tym poziomie sięgała mu do pasa, ale przy skoku ochlapał się niemalże od stóp (przez pas) do głów. Nie wiedział nawet, kiedy z głowy spadł mu kaptur.
Szybko schował kamienie do wewnętrznej kieszeni na piersi i stał tam i czekał, jego wyraz twarzy i postawa obrazująca zdezorientowanie. Szlachcice krzyknęli do niego, by wyszedł, lecz on nie reagował. Byli na tyle najwyraźniej zdeterminowani, że wstąpili do wody za nim, będąc pewnymi, że swoiste "zwycięstwo" mają w rękawie, ale Riel miał już plan. Kiedy mężczyźni byli blisko chłopaka, on rozejrzał się jeszcze raz, włożył dłoń do wody i z lekkim wahaniem użył średnio mocnego porażenia, skutecznie powodując utratę przytomności ścigających. Nie wyglądało to zbyt ciekawie, ale rudowłosy wiedział, że zbyt poważnych skutków na dłuższą metę takie porażenie nie będzie miało.
- Teraz żeby się nie utopili - wybąkał, próbując wytrzeć mokre ręce o mokre spodnie zanurzone w wodzie, po czym podszedł do poszkodowanych. Jak najszybciej postarał się wyciągnąć ich na brzeg, a następnie położył ręce na biodrach i westchnął.
- To zabrało więcej wysiłku, niż było warte - rzekł, po czym zorientował się, że wciąż ma towarzystwo. Jedna część towarzystwa to człowiek w podeszłym wieku, druga - znacznie młodsza dziewczyna.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2015, 16:11 przez Riel.)

23.03.2015, 22:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Molo Aureona
#10

Lilith poczuła, że na dziś ma już dość. Przygody przygodami, ale przed śniadaniem?! Już, już myślała, że pozbierany staruszek zechce łaskawie dać się sprowadzić z mola i każde pójdzie w stronę swojego posiłku, kiedy usłyszała szarpane oddechy i siarczyste przekleństwa. Gdzieś tak już od początku jak wbiegli na molo, miała więc dużo czasu, by pogratulować sobie wybranego miejsca, z którego nie było gdzie uciec. Dość nieelegancko przestawiła … na bok, żeby ścigający się ludzie (jak to zrozumiała z ich okrzyków) wpadli do wody, a nie na nich. Starszy mag był chyba bardziej zszokowany od niej, bo dał się przestawić i milcząc oglądał przedziwną scenę z coraz szerzej otwartymi oczami.
Jakiś młody człowiek, mniej więcej w jej wieku, ewidentnie uciekał przed goniącymi go, sądząc po ubraniach, możnowładcami czy szlachcicami. Zdezorientowany zatrzymał się na końcu mola, a właściwie na biednym Facilusie, którego Lilith niezbyt fortunnie przestawiła. Dziewczynie wbrew pozorom zdawało się, że ruchy chłopaka nie były tak chaotyczne, jak mogłyby być, gdyby się bał. Tak prawdziwie bał. Wywnioskowała więc, że prawdopodobnie jest jakimś doświadczonym łobuzem. Może złodziejem? Upewniło ją to, że kiedy wskoczył do wody szybkim gestem schował coś w kieszeni. Uśmiechnęła się. Profesja nie gorsza od jej własnej, przynajmniej teraz wiedziała za kim ewentualnie trzeba będzie się postawić. Miała jednak nadzieję, że chłopak poradzi sobie sam.
Wysoko urodzeni, którzy za nim biegli musieli być bardzo zdesperowani, bo ani nie zauważyli jej (za co była niewymownie im wdzięczna), ani nie wahali się żeby wskoczyć do zimnej, o tej porze dnia, wody. Na fakt, że uciekający okazał się magiem zareagowała tylko uniesieniem jednej brwi. Kogo innego mógłby spotkać mag na spacerze po molo, jak nie dwóch innych magów i to w opresji. Nawet jej żaden mięsień nie zadrgał, kiedy młody chłopak wynosił nieprzytomne ciała na brzeg, chociaż nie było to łatwe. W sumie najlepiej by było jakby jej nie zauważył i poszedł sobie szybko. Tak żeby i ona zdążyła zwiać, zanim tamci się ockną i oskarżą ją nie wiadomo o co. Rudzielec, bo włosy maga były jakoś tak miedziane, jednakże po ogarnięciu sytuacji zauważył, że nie jest sam. Udawać, że jest posągiem nie było jak. Brzuch burczał coraz bardziej, ale przemogła rosnącą w związku z tym irytację i starając się nie przybierać aż nazbyt znudzonej miny odezwała się spokojnie.
-Jestem Lilith. A ten pan to Facilus Starszy.
Nie czekając na jego przedstawienie się, kontynuowała. Może ten chłopak okaże się w porządku, no nie warto tracić okazji na takie interesujące znajomości. Och! Chodźmy wreszcie na to śniadanie!
- Zupełnie nie interesowałoby mnie co Cię tu przywiało, ale trzech magów na jednym molo, to wymaga jakiegoś obgadania. Może pójdziemy sobie stąd i wyjaśnimy to dziwne zjawisko? - starała się wyglądać sympatycznie i zachęcająco, zwłaszcza zachęcająco do opuszczenia tego przeklętego mola.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2015, 15:41 przez Winry.)

24.03.2015, 13:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna