Wioska rybacka
#31

Trudno było nie przyznać Gemmie racji, bo choć cyniczna jak zazwyczaj, to nie bez przyczyny. Zwłaszcza, że dopiero rozbudzona. Miała pełne prawo być wkurwiona i chyba na taką wyglądała, bo nikt ani myślał o przeszkadzaniu jej w czymkolwiek. Dzięki temu miała wokół siebie taką przestrzeń wolności i nie musiała nikomu wydłubywać oczu łyżką stołową, a co dopiero łukiem. A propos tejże broni - dzięki niej i ilości strzał, jakie taszczyła ze sobą panna, rodzeństwo mogłoby bez większych problemów całkiem bezpiecznie zejść do morza w ciągu kilku minut. Ale po chuj? Weź tu i zbieraj później te wszystkie strzały z oślizgłych cielsk bestyj zanurzonych w wodzie głębokiej na kilka metrów. Nieprzyjemne, długotrwałe. Chociaż w sumie sposób całkiem skuteczny. O ile reszta nie zanurzyłaby się w wodzie, widząc, że ich koledzy gryzą drewno.
Uwaga Duriela rzeczywiście miała sens. W jeziorze Grimssdel roiło się od tego plugastwa i w morzu było dość rzadko spotykane. Tymczasem tu mieliśmy przykład takiego wyjątku - i to w jakiej ilości. Trzy tuziny na bidę. Znaczy, około tylu było widać na pierwszy rzut oka. A może pod powierzchnią wody było ich więcej.
- Fakt. - odpowiedział kapitan statku, widząc pytające spojrzenie łowcy. - Też ich się tu nie spodziewałem. Od lat nie widziałem tych stworów. Ale słyszałem już plotki o ich ławicy, może ławicach, pływających właśnie gdzieś na południowej części Morza Klifowego. Chociaż, szczerze, panie... pojęcia ni mam, co im odjebało, żeby w takiej ilości tu przybyć. Hm. Czej, panie. Chwila. Coś mie świta. - powiedział z zamyślonym - co rzadko można było o nim powiedzieć - wzrokiem. - Wiesz pan co. Byłem tu niedawno. Nie pamiętam kiedy dokładnie, ale ile to mogło być czasu, z tydzień może. Albo dwa. Nie wiem. Ale była tu niezła rozróba. W sensie, przybił jakiś dużawy statek. Kobitę mieli na pokładzie, co ciekawe. Ale nie taką zwykłą. Wiedźma ponoć. I to nie licha. Za dużo się nie nasłuchałem, ale chyba zajebała im kapitana i spierdoliła gdzieś za miasteczko. Może to ona ściągnęła tu te bestie? A niech będzie przeklęta, thornowe dziecię. - splunął z pogardą za burtę. - Chociaż nie wiem, co się stało z osadą. Wiedźma raczej jej nie spaliła, skoro spierdoliła zaraz po przybyciu. Załoga okrętu ponoć była piratami, chociaż nie wyglądali na takich. Znaczy, urżnęli się jak świnie i byli agresywni, ale wyglądali raczej na kupców... No, może i spalili miejsce, ale po chuj, to nie wiem. Głupia decyzja raczej. No i... żeby tak całe to miejsce? Trochę ludu tu było. Nie wiem, co mogło tu zrobić taki rozpierdol.
Duriel, który sprawiał wrażenie doświadczonego łowcy - jakim zresztą był - uspokoił kapitana tym, co rzekł. Człek dalej trochę się trząsł, ale trudno było powiedzieć, czy to ze strachu, czy dlatego, bo piździło. Poranek i dość chłodny, silny wiatr nie był najlepszą możliwą pogodą. Znaczy, jasne, działał orzeźwiająco, ale znacznie bardziej komfortowo byłoby z temperaturą trochę większą. Gemmie może nie byłoby tak zimno w stopy. A jest. Duriel dysponował też inną wiedzą - nie było dla niego tajemnicą, że smocza mana przyciąga bestie. Skoro wiedział, co za monstrum było przyczyną destrukcji, jaka tu zapanowała, mogło rozjaśnić mu się, skąd nagle tyle tu tych bestii.
Nie wiedział jednak, że - co niezmiernie ciekawe - ostatnio przepłynął tędy też Aquer'tor'el. Raczej nie zagrzał tego miejsca na długo, ale mógł zostawić strzępki swojej obecności, które przyciągnęłyby ciekawskie stwory.
Duriel, przyglądając się ławicy potworów, miał dość trudne zadanie przy liczeniu ich. Starał się liczyć powoli i uważnie. Naliczył koło trzydziestu, a był dopiero w połowie. Bestie jednak zanurzały się i wynurzały, przemieszczały niespokojnie, jedynie niektóre z zaciekawieniem spoglądały nieruchomo na okręt. Zgubił się przy trzydziestu sześciu. Kolejny raz liczył szybciej i naliczył cztery i pół tuzina całkowicie. Postanowił ostatecznie spróbować policzyć je "piątkami" najszybciej jak mógł i naliczył ich około dziewięciu - mogła mu umknąć jakaś jednostka.
Szczęściarz nie wydawał się dawać jakichś szczególnych znaków. Był teraz raczej lustrem otoczenia - zaniepokojony, ale raczej wszechobecną niepewnością załogi. Sam nie widział bestii, ale mógł je wyczuć w inny sposób.
- Ejże. Ale jak wy chcecie zejść z tego statku? - zagadnął kapitan. Mogło to brzmieć głupio, ale miało sens. - Zwykle kładliśmy kładki, ale keja chyba niezbyt się do tego nadaje. - powiedział, spoglądając na sfajczony pomost. Zostało z niego parę zwęglonych desek na krzyż. - A wy sytuację macie słabą, bo jeszcze macie wierzchowce. Tak to można by was spuścić na powrozach.
28.11.2015, 20:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#32

Ostatnie słowa kapitana wprawiły mnie w chwilę zadumy. Zejście ze statku może być prawdziwym wyzwaniem, ale nie spisywałem go na straty. Oczywiście... Rzucenie kładek na pomost to dość nierozsądny pomysł, biorąc pod uwagę, że ten jest doszczętnie spalony. Jedyne co mi przychodzi na myśl, to podpłynąć do linii brzegowej i tam spuścić kładki. Teoretycznie powinno się udać o ile morskie potwory będą trzymać się z dala od nas. Przynajmniej do czasu zejścia.
Mimo wszystko, najbliższa przystań poza Lodową Twierdzą, jest dopiero w Sohanie. A tam jakoś wyjątkowo nie mam ochoty się przeprawiać. Tym bardziej odrzuca mnie myśl o podróży w rejony Azaratu, ilekroć wspominam pustynie i opowiastki o niej. Jakby na to nie spojrzeć, spotkanie z demonami byłoby zdecydowanie nie na rękę. Z tego wszystkiego, przestałem nawet zastanawiać się nad zabiciem całej załogi, chociaż gdyby dali mi jakikolwiek wątpliwy znak, wyrżnąłbym te cuchnące wilki morskie co do jednego. Jakie szanse ma wilk morski w starciu z szablo zębnym wilkiem? Oczywiście, że żadne. Nikt nie powinien wątpić w moją zajedwaduronorobistość. Żyję, bo napierdalam. Prosta filozofia jak budowa wpierdolu. Zerknąłem w stronę Gemmy. Widać było, że jest znudzona, lekko zaniepokojona, ale może to moja wyobraźnia. Tak... Myślę sobie, że mając obok siebie swoją siostrę, nie byłby to wpierdol, ale wpierdol ekstra. Hehe. Nie śmieszne.
- Nie ma co się martwić keją - Powiedziałem do kapitana marszcząc brwi i czując, że marszczy się także mój mały pisiorek w spodniach.
- Podpłyńcie najbliżej linii brzegowej jak tylko się da i na nią rzućcie kładki. Nawet jeśli woda będzie sięgała nam do pasa, zawsze to lepsza opcja niż płynąć do Sohanu. Przy okazji, dowiemy się na miejscu co spowodowało takie zniszczenia. Jedyne co przychodzi mi do głowy to smok, ale... Kto wie? Może Sama'el albo Dirrma'num'el. To by wyjaśniało dlaczego tak wiele potworów jest w wodzie. - Przez myśl przyszło mi do głowy, że był to Aquer'tor'el, ale zostawiłem tę uwagę dla siebie. Po co straszyć załogę. Jeśli na niego trafią, będą mieli problem. W sumie to duży problem. Dobra, będą mieli naprawdę chujowy problem. Aczkolwiek, heheszki, TO JUŻ NIE MOJA SPRAWA ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Zachowywałem zimną powagę przez cały czas, obserwowałem wodę, myśląc o jakiejś taktyce w razie starcia z Aquamenami. Zawsze taka ewentualność istnieje chociaż wolałbym jej uniknąć. Zerknąłem na kapitana oczekując jego odpowiedzi. Gemma stała obok. Napewno dostrzegła ukradkiem, że jestem zaniepokojony sytuacją, bo nic nie idzie po naszej myśli. Pssss... Ufff, już lepiej. Nie mogłem trzymać bąka całą wieczność. Dobrze, że cichacz, zrzucę na Szczęściarza.
- Gemm, też masz wrażenie, że ciąży nad nami jakaś klątwa? Podróż, owszem, prze do przodu, ale ilość przeszkód jaka staje nam na drodze staje się strasznie irytująca. Zastanawiam się, czy damy rade dotrzeć w miarę szybko do jakiejś gospody. Jeśli wioska jest sfajczona, nie ma co liczyć na przenocowanie tam. Chyba, że jakaś chata się ostała, w co wątpię, ale kto to tam wie... - Zerknąłem na wilka, wciągnąłem nosem powietrze i stwierdziłem, że jest zadowalająco czyste. W sumie co się dziwić, skoro jesteśmy na morzu. Choć... Czułem z oddali woń spalenizny, ale dość nikłą.
- Trzeba być optymistą, rzuciłem kapitanowi, dorzucę Wam coś w nagrodę jeśli bezpiecznie nas tutaj wyładujecie. Dalej nasze drogi się rozejdą. - Spojrzałem nań zdecydowanym, przyjacielskim wzrokiem.
- Zresztą im szybciej nas wyładujecie, tym lepiej dla Was i dla nas. - Dodałem obserwując załogę i nasz punkt docelowy.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2016, 20:40 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






13.02.2016, 20:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#33

Zejście ze statku rzeczywiście mogło być pewną łamigłówką, w końcu tradycyjne sposoby na opuszczenie go odpadały, zupełnie tak jak resztki desek ze zjaranego pomostu. Gem widziała, że Duriel się nad tym głowił przez pewną chwilę i czekała aż coś wymyśli. Bo widzicie, jej oczywiście zależało, żeby przedostać się na brzeg, ale nie na tyle, by samej kombinować. Z ich dwojga to nie ona była umysłem operacji, bo żeby nim być, trzeba po pierwsze nie mieć doszczętnie wyjebane. Po drugie trzeba myśleć choć trochę strategicznie, a nie tak jak Gemma, mianowicie - "Komu mam najebać?". Choć w tym wypadku jej sposób na życie mógł nawet wypalić, w końcu dookoła nich znajdowała się spora grupka potworów tylko czekająca, by dobrać się jej do tyłka. I nie, nie mówię tu o Durielu tudzież żeglarzach. Chodzi o te wodne kurwiaki.
Mimo faktu, że lała sikiem parabolicznym na to jak zejdą z okrętu, raczej wolałaby zejść w tej okolicy. Bo tak samo jak jej brat, nie miała ochoty wylądować na tym jakże malowniczym wydupiu, jakim jest Sohan. Już tam walił pies demony i inne pokraki czające się na pustyni - przecież tam było niemiłosiernie gorąco. Mogła znieść wiele, ale tak kurewskich upałów to wolałaby nie doświadczać - miała naprawdę lepsze rzeczy do roboty i nawet wskoczenie do wody w tym momencie, tylko po to by dotrzeć na brzeg, wydawało się jakieś bardziej przyjazne. Aż dreszcz ją przeszedł na samą myśl o gotowaniu się z zewnątrz przez wysoką temperaturę oraz wewnątrz z powodu przebywania na środku, kurwa, niczego. Bo Azarat to metropolią nie był, co to to na pewno nie. Wręcz przeciwnie, patrzysz na miasto i zastanawiasz się, czy się ludzie z nudy nie wyprowadzili.
- Wszystko super Duruś, ale ja nie mam zamiaru moczyć tyłka. W razie czego bierzesz mnie na barana i chuj mnie obchodzi, że nie chcesz. - mruknęła, spoglądając za burtę. Woda w tych okolicach była raczej lodowata i o ile wolała mrozy od upałów, to odmrożenie miejsc intymnych wcale nie było kuszącą opcją. W sumie dziwne, że to jedyne zmartwienie, jakie teraz dopadło Gemmę. W końcu Duriel właśnie rozprawiał o smokach (nie znała ich imion, bo miała ich wszystkich w dupie, ale wiedziała, że jak się coś kończy na 'el, to to raczej gad z bajki), a ona informację olała po całemu. Nie żeby jakoś wypierała fakt ich istnienia, ale żadnego w życiu nie widziała, a nasza kochana łowczyni ma tendencję do bycia sceptyczną wobec rzeczy, których nie miała okazji doświadczyć. Dlatego też nie wierzy w rzeżączkę.
Po chwili zaczęła obserwować brata, bo był jakiś zbyt cichy. Niechybnie myślał, wszak tak robią ludzie, którzy najpierw używają mózgu, a potem mówią. Przynajmniej tak zaobserwowała w ciągu trzydziestu lat swojego miernego żywota, bo ona była raczej z tych co szli za głosem pijackiego instynktu i emocji o nazwie "nozarazciwyjebie". Ale był zbyt długo cichy, a to jej się wydało podejrzane.
- To nie klątwa, to życie. Raz jesteś na szczycie, a raz leżysz pod ławką z zajebistą czkawką. - podsumowała niezwykle głęboką myślą, po czym chciała dalej kontynuować wywód na temat czemu życie jest suką, ale znowu poczuła ten sam smród co wczoraj. Zrobiła nietęgą minę, po czym złapała brata za fraki i przyciągnęła do siebie, co by choć trochę zrównali się wzrostem. Zbliżyła swoją twarz do jego i spojrzała martwym wzrokiem prosto w jego oczy.
- Ja wiem, że to ty. - szepnęła cicho, nie odwracając wzroku. - Jeszcze raz, gnoju, a wylecisz przez burtę ze strzałą w dupie. Masz moje słowo. - skończyła, po czym puściła jego ubranie. Odwróciła się w stronę marynarzy, lustrując wszystkich równie mroźnym wzrokiem. Ten jadowity fetor wzbudził w niej jakąś żądzę mordu, bo zamiast mężczyzn zaczęła widzieć idealne materiały do poćwiczenia celności.
- Jeśli w ciągu pół godziny nie zdecydujecie, jak schodzimy z tego statku, to wasze truchła posłużą mi do zbudowania pomostu. I ja nawet nie żartuję.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








15.02.2016, 00:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#34

MG

Kapitan zwrócił wzrok na Duriela, nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć i co począć. Na zmarszczonego siusiaka Łowcy nie zwrócił natomiast uwagi, co, biorąc pod uwagę rozmiar bydlaka śmierdziela skurwysyna karakana mutanta ptasiora plastusia wariata aquamena anakondę janusza farfocla nie było szczególnie dziwne.
MG z kolei miał głęboką nadzieję, że sik paraboliczny Gemmy okaże się być tylko przenośnią. Z drugiej strony - gdyby spróbować taką alchemią pozbyć się aquamenów z wody... sprytnie.
- Do pasa? To byłoby niezłe, ale chyba się nie uda. Ten statek ma dość spore zanurzenie, a byłoby do dupy, jakbyśmy osiedli na mieliźnie. Ale tam - wskazał palcem na nieznaczne zaokrąglenie na plaży - jest trochę głębsza część zatoki. Jeśli te wodne skurwisynki nie popłyną za nami, to będziemy trochę dali od ławicy i bliży do brzegu. Tyle, że będzie wam głębiej wysiąść, ale powyżej dwóch metrów tam woda chiba nima, więc podpłynąć dwa-trzy metry i już można iść normalnie. Gorzej, jak te dupowtyki tam będą. - rzekł brzydkozgryz, który wydawał się nie być taki głupi, na jakiego wyglądał. Cóż, przynajmniej może na wybrzeżach się znał. - Ale panie, weź mie kurwa nie strasz. Starczy mi opowieści o tych wszystkich Sałamelach i innych tam. Jak ja gaciami trzęsę na widok już takiego gółó, ówna - zająknął się ciszej, kiwając głową w stronę aquamenów.
Gemma oczywiście bezdusznie potraktowała swojego kochanego braciszka i zamiast troszczyć się o jego bydlaka śmierdziela sku... no, wiecie o co chodzi, postanowiła zadbać bardziej o swoją rybkę małżę kopułę szczerzuję kleopatrę krater muchołówkę wichrzycielkę puszkę pandory oraz pierdziochę kowbojkę pogromczynię brzoskwinię dziadka (babkę) do orzechów i, gdyby woda okazała się jednak zbyt głęboka lub Duriel przewróciłby się, dwa całkiem pokaźne kalafiory mleczarnie... i takie tam. Duriel jednak nijak nie zareagował na jej kwestię odnośnie wzięcia jej na barana (wolę sobie nie wyobrażać, jak to jest "na barana" :|), także dalszy rozwój sytuacji był owiany niejaką mgłą tajemniczości.
Klątwa, nie klątwa, jak to mawiają: życie, życie jest nowelo - raz przyjazno a raz wrogo. Albo na przykład "los chce ze mno grać w pokiera, raz mie daje, raz zabiera"; trzeba było pogodzić się z tym, że nie ma dnia bez przeciwności i trzeba je przezwyciężać. Dokładnie to samo przyszło do głowy Gemmie, która postanowiła przezwyciężyć fetor, który mógłby powalić nawet wspomnianego już Aquer'tor'ela i doskoczyła błyskawicznie do Duriela z żądzą krwi w oczach. A wspomnieć należy, że gdy się wkurwiła, siotrzyczka potrafiła być równie śmiercionośna, co jadowite cichacze Hatsu. No, może trochę przesadzam, ale jeśli nawet, to naprawdę niewiele.
- Czuję oddech Thorna. Zły bóg wziął nas na swój cel. - powiedział ze zgrozą w głosie, spoglądając niepewnie w stronę aquamenów. - Kurwa, tutej naprawde jebie. - dodał po chwili, zasłaniając nos, chwyciwszy się za kołnierz i unosząc go w górę. - Z drugiej strony, ja też mógłbym się czasem umyć. A niech to chuj strzeli. - rzekł, opuszczając fraki.
Słysząc kwestię Raikamiego dotyczącą jakiejś premii co do bezpiecznego wyładowania pary łowców z ich wierzchami, oczy mu się zaświeciły, choć zapał przygasł, gdy wtrąciła się również i siostra Duriela.
- Na twoim miejscu nie próbowałbym nas wkurwić, a zwłoki jako pomost chyba nie sprawiłyby się za dobrze, mając ich za towarzystwo. - dorzucił się jakiś rosły chłop, stojący nieopodal. To chyba był bosman. Jako jedyny nie wyglądał na szczególnie przestraszonego zaistniałą sytuacją. Albo pogodził się z możliwością śmierci, albo był naprawdę odważny i potrafił walczyć. Była też opcja, że zesrał się już wcześniej i nie czuł aż takiej presji.
- Jadziem w trawers, panowie, na bakburtę! - krzyknął kapitan, chociaż raz brzmiąc prawie jak kapitan. - Za niedługo będziem przy brzegu, więc jakby co, to pakujcie się już i szykujcie wierzchy. - dorzucił ciszej, by chwilę później znów zacząć się wydzierać, wydając polecenia.
16.02.2016, 02:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#35

Wprawdzie nie łudziłem się specjalnie, że ktoś na tej zawszonej Betty czy jak tam zwali statek, używa magii tworzenia, jednak gdyby któryś z nich potrafił stworzyć z lodu pomost lub przy pomocy innej magii, odtransportować nas na brzeg. Byłoby iście zajedwaduronorobiście.
- Po pierwsze to nie ja, po drugie nie masz dowodów. - Odpowiedziałem patrząc się w cycuchy Gemmy. Macnąłbym se, ale nie wypada w obecnej sytuacji, mamy ważniejsze sprawy do zrobienia. Odwróciłem się na pięcie do Kapitana, który gadał o złym oddechu Thorna. Jak się tak zastanawiam to ja nie wiem co tak jebie, no bo przecież nie moja dupa. Okej, cichacz, partyzant, skurwibąk, człowiek hjuston, łamacz czasów i przestrzeni, ale to w końcu tylko bąk, który chwilę temu nie śmierdział, a którego wszyscy dyskryminują. Bo co? Bo śmierdzi, to jest gorszy? No, kurwa, zaciągałem się i sam stwierdziłem, że powietrze tutaj jest wyjątkowo świeże. No cóż, jeśli muszą nas w tej zatoczce wyrzucić, chyba dobre i to, ale w takiej sytuacji problem rodzi się w innym miejscu...
- Wciąż w wodzie pływają aquameny. Nawet jeśli zejdziemy możemy zostać zaatakowani. Mógłbym użyć pewnej swojej zdolności do usunięcia w odległości kilku metrów, wszystkich potworów, ale jeśli będzie ze mną ktoś jeszcze, także odczuje efekty mojej mocy. Jeśli nie ma możliwości podpłynięcia bliżej... Najpierw trzeba nam pozbyć się potworów z wody. Jakby na to nie spojrzeć, w wodzie nie mamy z nimi żadnych szans, są zbyt szybkie. - Wyjaśniłem sprowadzając rozmowę do bardziej poważnej formy. Zaraz, zaraz... Kurwa! Mam! Przebłysk geniuszu, ale to się musi udać! Okej, molo jest sfajczone, ale wokół niego musi być głęboka toń wodna. W końcu tam statki dokowano. Jeśli dobić tam statkiem, ale kładki nie zrzucić z boku pokładu, a z jego przodu? Brzmi jak szaleństwo, ale wydaje mi się to dużo lepszym rozwiązaniem dla nas wszystkich.
- Kapitanie. Mam pomysł, chciałbym zweryfikować na ile mój plan jest możliwy. - Zacząłem skupiając jego całą uwagę na sobie.
- Molo jest doszczętnie spalone, jednakowoż wokół niego powinno być dość głęboko. W końcu dokowano tam statki i duże łodzie, prawda? Nie wiem na ile to możliwe, ale gdyby podpłynąć pod spalony pomost, ignorując jego stan i opuścić kładki od przodu burty, w taki sposób aby od razu sięgnąć brzegu? Oczywiście... Jeśli istnieje taka szansa, byłoby to dużo bezpieczniejsze dla obu stron, a będąc bezpiecznie na brzegu, osobiście będę mógł bronić statku, w razie jakby zaszła taka potrzeba. Przynajmniej do czasu aż opuścicie to zapchlone i opuszczone przez bogów miejsce. Gdyby nie nasze wierzchowce, moglibyśmy po prostu opuścić Was w zatoce, na jakiejś szalupie, ale takowej opcji niestety nie ma, a ze swoich kompanów nie zrezygnuję. - Wyjaśniłem, łapiąc się w lekkiej zadumie za swoją bródkę. Byłem ciekawy reakcji kapitana statku. W tym całym zgiełku problemów, nawet zacząłem go lubić, choć pierwsze spotkanie i konfrontacja była bardzo nieudana, teraz wydawało mi się, że na pewien sposób zaskarbił moją sympatię. Stary wilk morski, prosty chłop, z dużym doświadczeniem. Rzecz jasna nie oznaczało to, że mu ufam, ale czułem się mniej skrępowany w jego towarzystwie.  
- Swoją drogą, z czystej ciekawości. Ile posiadacie załogi? Jest tutaj ktoś używający magii tworzenia, na przykład lodu? Wiem, że to by było zbyt piękne gdyby ktoś tutaj potrafił nam stworzyć lodowy mostek, ale zapytać zawsze warto. - Uśmiechnąłem się w duchu, spoglądając na Szczęściarza. Łaził obok mnie, tak jakby chciał wyczuć czy w wodzie kryje się coś jeszcze. Taki zwierzęcy instynkt wykraczający poza mój 6 zmysł. Jeśli coś nam zagraża, Szczęściarz nas napewno poinformuje.
Lustrowałem całe otoczenie, dookoła siebie. Chwilowo nie zwracałem uwagi na Gemmę, ale nie miałem zielonego pojęcia w czym obecnie mogła nam się przydać poza zrzędzeniem, że jebie.
- Powiedzmy, że w morzu jest jakaś setka potworów. Biorąc pod uwagę to, że są w wodzie... Setka nie powinna być problemem o ile byłbym sam i ktoś ubezpieczałby moje plecy z lądu. Problem tkwi tylko w naszym rozładunku ekwipunku. - Wyszeptałem do niej, klnąc w duchu jak bardzo spierdolony mamy dzień na przekminy. Kurde.
- Poruchałbym. - Wyrzuciłem z siebie, patrząc w jej piękne oczęta.
- Grzmociłbym Cię jak Pudzian'el Najmana o matę. - Nie wiem kim jest Najman, ale tak mi weszło do głowy jakieś słowo, może jakiś mistyczny smok czy coś w ten deseń. No jebać biedę.
- Hehe! - Zaśmiałem się. - Dobra, ale nie teraz oczywiście. - Upewniłem się, że zrozumiała. Nie chciałbym żeby tu i teraz ściągała ciuszki. A co mi tam, puszczę jej jeszcze oczko, bo tak. Bo mogę. ಠ-ಠ
A właśnie... Ciekawią mnie warunku pogodowe. Jeśli się nie pośpieszymy może zacząć lać lub rozpęta się sztorm, a to nikomu z nas nie jest na rękę. Innymi słowy... Czas nas nagli, bardzo nagli.

//: Szpadabra, wrzuć ty no informacje o pogodzie i jak już dobijemy do brzegu, będziemy chcieli jakiś czas z Gemmą sobie sami popisać. Jeśli umożliwiłbyś nam taką opcję byłoby supcio.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






19.02.2016, 18:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#36

- Skoro chcesz dowodów, to następnym razem zedrę z ciebie gacie i okręcę ci nimi mordopysk. Wtedy ani ja, ani ty nie będziesz miał wątpliwości. - odwarknęła na jego śmieszną próbę obrony i zapięła koszulę, zupełnie eliminując widok na jej biust. Nie wiedziała, czy Duriel myślał, że jest dyskretny, skoro bez pardonu gapił się prosto w jej dekolt, czy po prostu nie był zdolny spojrzeć jej w oczy. Gemma to nie bazyliszek, nie zamienia w kamień swoim spojrzeniem, choć trzeba przyznać, że zajebiście chciałaby posiadać taką umiejętność. Jednak mimo nieodczuwania żadnego skrępowania jego ciągłymi podtekstami, czy to werbalnymi czy nie, wolała ukrócić jego ciche przyjemności i zabrać walory z jego pola widzenia. Co za dużo to niezdrowo, a oni mają tutaj parę rzeczy do roboty.
- Jeśli ci tak zależy na wybiciu tych kurwisk, to mogę ich wystrzelać co do nogi. Ale jak tak patrzę ile ich jest, to może mi to jednak zająć dłuższą chwilę. - Gem co prawda nie była najlepsza w rachunkach, ale im dłużej przyglądała się wodzie, tym bardziej była pewna, że tych aquamenów jest sporo. Nie rwała się jednak do pozbywania się tych potworów, bo poszłoby na to dużo strzał, a ona na pieniądzach nie śpi. Rzemieślnik też z niej żaden, więc wykonywanie własnych szłoby jej jak krew z dupy. Więc po co marnować czas i siłę, lepiej zaoszczędzić ją na coś bardziej wartego fatygi. - Najlepszą opcją byłoby ominięcie tych wywłok i jakaś cicha nadzieja, że w dalszych paryjach nie siedzi coś gorszego. - dziewczyna nie chciała nikogo tutaj straszyć, ale istniała możliwość, że w okolicy czai się coś grubszego. Bo szczerze wątpiła, że to aquaśmiecie tak załatwiły ten pomost, a jakoś średnio wyglądało jej to na robotę człowieka. Choć kto wie, ludzie są zdolni do różnych chorych rzeczy, nikt normalny nie jest w stanie nadążyć za tym, co siedzi niektórym w głowach. Nie znała się za bardzo na wodnych istotach, bo zdecydowanie wolała pracować na lądzie, ale wiedziała, że głębinach siedzą czasem takie paskudy, że na sam ich widok zaczynasz się modlić o rychłą śmierć, nawet jeśli nie wierzysz w jakiekolwiek pozaziemskie siły czy bóstwa. Pozostawało tylko liczyć, że nacieszyły się rozłożeniem pomostu na części pierwsze i popłynęły dalej ku zachodzącemu słońcu.
- Powiem ci, Duriel, że nie jesteś taki głupi na jakiego wyglądasz. - powiedziała do brata, po wysłuchaniu jego pomysłu, po czym uśmiechnęła się niezwykle uroczo. - To dobry pomysł, ale czy te wodne kurwie nie podpłyną do statku? Jeśli są w stanie wyleźć na ląd, to będą zdolne i wspiąć się po kładce na statek. Trzeba będzie uważać w razie czego. - nie była pewna co do ich możliwości poruszania się poza wodą, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Sprawa faktycznie byłaby o wiele przyjemniejsza, gdyby nie te konie. Szkoda że nie ma lepszego środku transportu dla łowcy, bo już dawno pozbyłaby się swojej klaczy. Wkurwiała ją czasem, a ona wolała się nie denerwować i nie rozckliwiać nad kłopotami, których mogłoby nie być. Na przykład tak jak teraz, kiedy już dawno mogliby być na lądzie.
- Ale po co ty chcesz się do nich dobierać? Dopóki nie zmuszą nas do walki, nie ruszamy ich. Skąd wiesz, że w pobliżu nie czai się jakaś ich maciora? Nie wiem jak ty, ale ja lubię mieć kończyny w komplecie. - odszepnęła do Duriela, nie do końca podzielając jego gotowości do walki. Może i by nie sprawiły im problemów, ale morze jest szerokie, głębokie i pełne takich pokrak. Lepiej nie pakować się z gołą dupą w pokrzywy i liczyć, że jakoś się je wyminie.
- Ty masz tak zawsze, czy po prostu niezwykle podnieca cię incest? - zapytała, po czym westchnęła głośno. - Bo mam wrażenie, jakbyś pół życia w celibacie spędził, a ja, niczym jakiś sukkub, psia jego mać, sprowadziłam cię na manowce. - wyrzuciła z siebie, powoli tracąc siły wobec jego zalotnych wynurzeń. Nie była cnotką, ale kto to widział, żeby gździć się co drugi dzień i to jeszcze z siostrą. Gdyby miała przystawać na jego widzimisię, to byłaby niczym szaty czarodzieja. I nie chodzi mi tu bynajmniej o przewiewność, choć to też niezłe określenie.
- Ale nie mogę być na ciebie zła. Rozumiem, że z takimi widokami masz niezwykle utrudnioną robotę. Jakby coś, to się nie krępuj, skocz na stronę i sobie ulżyj, co się będziesz męczyć. - rzekła z udawaną troską, po czym poklepała go czule po policzku. Był w nastroju do żartów, to czemu miałaby nie żartować razem z nim? Co prawda miała bardziej wysublimowany i podstępny humor, ale co kto lubi. Zresztą był w nastroju, w końcu puścił jej oczko. Więc odsuwając się od niego zrobiła to samo, nie chcąc pozostać dłużną. I to wcale nie tak, że próbowała go zirytować swoją zalotnością - po prostu tak działała na mężczyzn.


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








03.03.2016, 00:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#37

MG



Koszula dość mocno napięła się, gdy Gemma postanowiła zapiąć się nieco wyżej. Guzik wyglądał, jakby miał se zaraz pójść, gdyby tylko ktoś dał mu choć jeden powód więcej. Albo gdyby Duriel wystarczająco mocno i niezręcznie świdrował go swoim spojrzeniem.
Gdy cycochy zniknęły z oczu Łowcy, zdawało się, że do użytku wróciły mu niektóre partie mózgu, gdyż kilka chwil później rzucił całkiem niezłym pomysłem. Znaczy, na pierwszy rzut oka.
- Eee, noo... No niby można spróbować. Tyle że, z tego co pamiętam, i tak nie możemy za blisko podpłynąć z naszym zanurzeniem. - odparł pan kapitan, mrużąc oczy, zupełnie, jakby myślał. - Hmy. W rachunkach za dobry nie jestem, ale tak se na oko, to myśle, że mielibyście do przebycia w wodzie do suchego brzegu jeszcze ze dwejścia metrów, czy jakoś tak. Nooo, może troche mniej. W wodzie po pas. Chociaż, jak se tak myśle, przecie tera mamy nów. Odpływ bedzie duży. W sumie to już jest, w końcu już prawie południe. Tej, to jednak niebedzie aż tak źle! Wiesz? - zapytał, rozchmurzając się trochę. To był dobry znak. - Brzeg jest długo płaskawy, później się robi sporo głębszy. Ale o tej porze... no wiesz, odpływ. Te skurwibąki prawie nie mają po czym pływać teraz. - rzucił, patrząc na aquamany. To by z kolei oznaczało - jeśli było zgodne z prawdą - że niewiele z nich może kryć się pod powierzchnią wody. - Ale i tak doskonale to niebedzie. Chociaż jakbyśmy tak kładki sprytnie zrzucili, a wy od razu ucieklibyście na koniach, to mielibyście spore szanse wyjść z tego bez szwanku. Gorzej byłoby, jakby po takiej stromiźnie kuń sie wyjebał. Ufacie tym wierzchom i swoim strzemionom? - zapytał. - Jak tak, to nie widzę problemu. Najdogodniejszy czas byłby za godzinę, ale teraz też nie jest źle. Tyle żeee... - kontynuował, spoglądając na ławicę. - Dobrze byłoby je czymś odwieść. - rzekł, widząc, że niektóre ze stworów zbliżają się do statku. Jeśli nie będą działać szybko, ten plan może spalić na panewce.
- Załogi mamy czterdzieści sześć osób. No, siedem ze mną - poprawił się. - ale my proste chłopy jesteśmy. Od czarodziejów to się z dala trzymamy. Jeszcze jakby się taki wkurzył, to by w żaby nas pozamieniał i tyle by było.
Po  chwili myśli Duriela wróciły jednak na swój regularny tor, zatem trudno było teraz o jakieś inne, genialne plany. Oprócz grzmocenia jak Pudzian'el. Zdawać by się mogło, że mieli teraz lepsze rzeczy do roboty, chociaż kto ich tam wie. Może w ich hierarchii wartości grzmocenie było szczególnie wysoko?
Nie zapowiadało się, ze coś poza tym może ich zaskoczyć. Okolica, poza tym, że wioska wyglądała na spaloną, wyglądała całkiem zwyczajnie, zachmurzenie i inne czynniki pogodowe również zdawały się być "normalne".
- To jak, próbujecie tego? - rzucił kapitan, po chwili każąc przygotować kładki.
12.03.2016, 17:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#38

Odpowiedź kapitana była niczym miód na moje zadumane serce, bo w gruncie rzeczy nie miałem innego dobrego pomysłu na rozładunek. W obecnej sytuacji, jeśli zjedziemy wierzchowcami do wody ta może sięgnie nam do kolan. Zresztą nasze konie na tym skorzystają, będą miały okazję obmyć się z całego brudu i przy okazji przeprawić nas bezpiecznie do celu.
- Przyprowadźcie nasze wierzchowce i zrzucajcie kładki. Jak tylko zbierzemy cały nasz rynsztunek, ruszamy. Nie ma sensu czekać w nieskończoność, to obecnie najlepsza opcja jaką możemy wybrać, następna może prędko nie nadejść. - Wyjaśniłem odwracając się na pięcie. Fakt faktem, Aquameny mogły być upierdliwe na toni wodnej, ale w tym wypadku powinniśmy sobie z nimi poradzić. Ja mam kuszę, Gemma łuk i bystre oko. Poza tym to jakieś dwadzieścia metrów więc przemierzenie ich, nawet w wodze, będzie kwestią minuty góra dwóch. Odwróciłem głowę przypominając sobie o jednej rzeczy... Kapitan wraz z załogą, prawdopodobnie niepokoi się wodnymi gośćmi.
- Nie martwcie się tymi paskudami w wodzie. Ja mam swoją Dravnulską kuszę, Gemma niezły łuk, z którego potrafi zrobić również niezły użytek. Tak w wodzie damy radę walczyć, jak i bronić waszego statku. Dlatego proszę, pośpieszmy się. - Nie przyjmowałem odmowy. Zwłaszcza teraz, kiedy podjąłem jasną i bezkompromisową decyzję. Jedynie Gemma mogła mieć obiekcję i powiedzieć, że pierdoli taki zjazd. Ale i w tym wypadku gdyby podjęła taki wybór, nie cofnąłbym się. Teraz albo nigdy, bo do Azaratu napewno się nie wybiorę.
Zszedłem pod pokład, do miejsca naszego spoczynku. Pozbierałem wszystko co mogło tam zostać, następnie wyciągnąłem ze swojego skórzanego kuferka odliczone dziesięć srebrnych smoków i zawinąłem w kawałek szmaty, którą wyciąłem z hamaku. Wyszedłem do góry, wilk nie odstępował mnie na krok. Nawet wtedy, kiedy liczyłem monety obserwował moje dłonie tak jakby czuł, że obecna sytuacja jest wyjątkowo nerwowa/poważna i należy zachować w niej nie tylko czujność, ale i odpowiednią postawę.
- Dobry chłopiec. - Rzuciłem do niego, mierzwiąc go za uszami. Poklepałem go jeszcze po pysku i rzuciłem szybko "ruszajmy".
Na zewnątrz wszystko było gotowe. Łata wraz z wierzchowcem Gemm stały w pełni ekwipunku do jazdy. Widać, że załoga wzięła całą sytuację na poważnie. Nie pierdolą się. Bardzo dobrze, nawet większość z nich właśnie pojawiła się na pokładzie żeby nas odprawić. Kiedy podszedłem do kapitana i stojących obok koni, kładki właśnie wsunęły się do wody. Nie było głęboko.
- Schowałem w tym wasze wynagrodzenie i podziękowanie za przeprawę. Była to całkiem przyjemna i urocza podróż. - Kiwnąłem na znak, że nie będę więcej biadolić, bo czasu na to nie ma. Kapitan zrozumiał moją aluzję. Było to także pożegnanie. Wsiadłem na Łatę, spojrzałem na Szczęściarza i przez krótką chwilę wpatrzyłem się w drewnianą kładkę, po której miałem przejechać. Chciałem wyciągnąć swoją kuszę, jednak ważniejszy był zjazd. Stromo jak cholera, trzeba przyznać, ale powinniśmy dać radę. Nie. My damy radę.
- Idź pierwszy. - Zawołałem do wilka, a on bez żadnych sprzeciwów ruszył pewnym krokiem po solidnej drewnianej kładce. W połowie zaczął biec, wpadł do wody. Nie był na tyle wysoki żeby dostać dna, ale jak podpłynie kawałek wyjdzie bez machania łapami o własnych siłach. Ruszyłem zaraz za nim. Nie oglądałem się za swoją siostrą. Wiedziałem, że sama dobrze wie co ma robić. Nie będę narzucał jej swojej woli.
Uderzyłem nogami w bok wierzchowca ruszając przed siebie. Na początku myślałem, że Łata będzie się bała, ale ku mojemu zaskoczeniu zeszła po kładce gładko i bez strachu. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że nie może sięgnąć dna... JEDNAKOWOŻ, kurwa, było to mylące. Woda tak jak się spodziewałem, sięgała mi do połowy goleni, prawie do kolan. Szczęściarz już wychodził na brzeg, kiedy ja dopiero zamoczyłem nogi a Gemma? Nie zwracałem teraz na nią uwagi więc nie wiem... Zakładam, że była tak samo skupiona na bezpiecznym zjeździe po kładce. Odwróciłem się. Zobaczyłem statek i kilka Aquamenów, wyciągnąłem przymocowaną do uda kuszę, była zawczasu załadowana. Wycelowałem i strzeliłem, jednocześnie pośpieszając Łatę. Odwróciłem się do brzegu, potrwało to jeszcze około dwudziestu sekund, ale w końcu znalazłem się na suchym lądzie. Teraz poczekać na Gemmę i uciekać wyżej nim przyjdzie większy przypływ, bo ten potrafi być zdradziecki.
Jedna rzecz przykuła moją uwagę. Schodząc do wody, dostrzegłem chatki rybackie. Nie były w pięknym stanie, ale może znajdziemy tam jakiś prowiant. Zawsze to łatwe i szybsze niż polowanie. Zwłaszcza tutaj, w wiosce, która z łaski chuja, pana, skurwiela, mściciela, nieszczęścia, została sfajczona.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






12.03.2016, 19:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#39

Gemma wcale nie miała nic przeciwko pomysłowi Duriela. Zjazd kładką mógł wydawać się niebezpieczny zarówno dla nich jak i dla koni, ale nie na tyle, by miała się tym jakoś specjalnie przejąć. Była pewna, że nie ona jedna doświadczyła gorszych zagrożeń w swoim życiu i ewentualna możliwość wpadnięcia do niezbyt głębokiej wody nie robiła na niej wrażenia. Poza tym jej też wcale nie podobała się myśl o wizycie w Azaracie. A jakby jeszcze dodać do tego to, że miałaby teraz płynąć bez Duriela jako jedyna kobieta na statku... No sami sobie dokończcie tę historię. W każdym razie na wspólnym szydełkowaniu by się to nie skończyło i to wcale nie ze względu na brak takowej umiejętności.
- Weź im nie mów, że baba ich będzie bronić, przeca to godzi w tę całą pieprzoną męską godność. Niewiedza jest darem, czy jakoś tak. - była zajebiście przyzwyczajona, że faceci widzieli w niej tylko cycki, ewentualnie dupę. Żeby którego przekonać do jej szerokiego pola popisu jeśli chodzi o przemoc fizyczną, ale tak bez scenki rodzajowej, to trzeba się tak napocić, że już stosunki płciowe mniej człowieka męczą. Nie chciało jej się walczyć z wiatrakami, więc zaczęła sobie z tego kpić. Jak z całej reszty świata zresztą. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Podążyła za Durielem pod pokład w tym samym celu co on - jakoś niezbyt jej się widziało, żeby zostawiać tu cały swój majątek. W końcu w jej plecaku było prawie wszystko, co miała (jej dar przekonywania i pieniądze znajdowały się w dekolcie bądź co bądź), niedziwne, że po niego wróciła. Zarzuciła go plecy zamaszystym ruchem i wyginając rękę pod dziwnym kątem sprawdziła, czy wszystko jest na miejscu. Niby mogła zrobić to przed założeniem, ale wszyscy wiemy, że Gemma rzadko myśli, a potem robi. Kątem oka obserwowała Duriela liczącego pieniądze i w duszy uznała, że za dużo pieniędzy chce wcisnąć tym żeglarzom. Niby nieźle się nagimnastykowali, żeby umożliwić im zejście w takiej okolicy, ale srebrniki na drzewach nie rośną, a jak chodzą drogą to nieźle strzeżone. Nie lubiła patrzeć jak ktoś przepieprza ciężko zarobione pieniądze, więc odwróciła wzrok. Ale słowem się nie odezwała, bo to sprawa jej brata.
- Było milusio. - zawtórowała Durielowi i pomachała zalotnie załodze. To nie był podryw, tylko cicha aluzja, żeby nie strzelali im plecy, kiedy będą zjeżdżać. Może nie zapowiadało się na to, ale Gemma nie ufała nikomu, nawet sobie. Zgrabnie wskoczyła na konia, pokręciła się trochę, by wygodnie ułożyć tyłek w siodle, po czym zarzuciła włosami, co by nie zasłaniały jej widoku. Było kurewsko stromo. No i zajebiście, trochę przygody w tym nudnym życiu.
- Koniku, nie spierdol tego. - rzuciła do klaczy, co zdziwiło ją hardo, bo ona do zwierząt raczej nie gada. Szlag by to trafił, parę chwil z Durielem i już przejmuje od niego jakieś zoofilskie zapędy. Co jeszcze, może jej imię nada?
Poczekała aż Szczęściarz i jej brat zjadą odrobinę, po czym złapała mocno za lejce i dopingując się w duchu uderzyła stopami bok wierzchowca. Może odrobinę zbyt mocno, bo jej koń się za bardzo wczuł i pomknął po kładce, jakby na brzegu czekała dorodna marchew. Na całe szczęście przed wjazdem do morza zdążyła zauważyć, dokąd sięga woda w wypadku Duriela i podniosła wysoko nogi, co by nie przemoczyć butów. Jej stopy wróciły do strzemion dopiero wtedy, kiedy woda była już o wiele płytsza.
- Omatkoicórko, jak zajebiście jest być suchym. - wyrzuciła z siebie po dotarciu na ląd. Była wdzięczna swojej klaczy, że nie spierdoliła się do wody razem z nią i jej całym dobytkiem, więc poklepała ją w ramach otuchy. - Wiesz co, Duruś? To pogorzelisko nie wygląda zachęcająco, jak masz potrzebę to skocz na stronę i się stąd zwińmy. Chyba, że twój taktyczny geniusz ma inne plany?


Gemma Theme Song
There's a reason she's alone - you can't pin her down
Because no one needs her home or needs her around








21.03.2016, 22:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wioska rybacka
#40

Na brzegu było bezpiecznie, przynajmniej tak długo jak nie pojawiał się przypływ i te morskie kurwie, skurwibąki, gadojady, śmierdziuchy ciapate jedne, potocznie zwane Aquamenami. Zsiadłem z wierzchowca, zerknąłem na Gemmę, której troska o to gdzie się wyleje była dość podejrzana. Rzuciłem jej coś pod nosem, czego sam za bardzo nie zrozumiałem. Był to taki grymas brzmiący mniej więcej tak:
"LAŁEMPODCIEBIEJAKSPAŁAŚHEHE". Spojrzałem na Szczęściarza wskazując palcem drogę do wioski. Chciałem żeby udał się tam wraz z Łatą i Gemmą, bo jak nas zaleje tutaj to będzie przykro, nie? No. Wiem o tym. W każdym razie sam miałem pewien plan, który bardzo usilnie chciałem zrealizować. Od samego początku chciałem wywinąć coś złego. Przy okazji... Może na to nie wyglądam, ale bardzo lubię eksperymentować ze swoją nabytą magią.
- Zaraz do Was dołączę, ruszajcie przodem, zobaczymy się w wiosce. Gemm, możesz sprawdzić czy ostało się tam coś przydatnego, cennego lub po prostu czy są tam jakieś racje żywnościowe. Droga do Lothil zajmie nam jakiś czas, dobrze byłoby nie umrzeć z głodu jeśli nie będziemy mieli czego upolować. Ja za ten czas pozbędę się części Aquamenów i sprawdzę... Coś... - Odwróciłem się, uniosłem lekko kąciki ust uśmiechając się z wolna. Wilk ruszył do przodu, Łata chwilę stała skonsternowana, ale kiedy Szczęściarz na nią warknął, posłusznie udała się za nim. Gemma stała jeszcze chwilę, może chciała mi coś powiedzieć. W tym czasie udałem się po czymś co kiedyś przypominało molo. Nie powiem żeby było to łatwe zadanie. Wejście na nie przy pomocy wierzchowca byłoby niemożliwe, jedyna szansa poruszania się po nim to skakanie z jednego wielkiego, drewnianego palu na drugi aż do samego końca. Dotarłem na skraj mola, spojrzałem na odbijający statek, który już dobry kawałek oddalił się od nas. W wodzie panoszyły się aquameny, nawet paru z nich widziałem kilkanaście metrów od siebie. Spojrzałem w wodę, potem na swoje dłonie, poczułem magię przepływającą przez moje ciało. Jak zawsze bardzo intrygujące uczucie. Nie da się go porównać z niczym innym. Mówię to ja, człowiek, które całe życie płatał ludzi na pół a o magii miał blade pojęcie.
Błyskawice wypływały z mojego ciała, przeplatając się w chaotycznym tańcu. Zbroja błyskawic to bardzo przyjemna zdolność. Prawdę mówiąc, w większości wypadków wystarcza żeby się ochronić, zniechęcić przeciwnika lub po prostu boleśnie go "przytulić". Jednak w tym wypadku, chciałem uzyskać inny efekt. Skoro posiadam inne źródło many i jest ono zdolne do przyciągania uwagi potworów, a także odstraszania ich, może uda mi się przyciągnąć coś ciekawego w okolice statku, przy okazji kalecząc boleśnie potwory w wodzie. Wiem, że obie zdolności, które chce użyć nie są ze sobą powiązane zadaniami, ale możliwe... Możliwe, że uda mi się zwiększyć zdolności szczutych błyskawic. A jeśli nie to może chociaż sama smocza mana będzie bardziej wyczuwalna. Jeden pieron!
- Ześlijcie ich do wiecznego snu. - Powiedziałem ściszonym głosem, posyłając swoje szczute błyskawice do wody. Jednak nie zrobiłem tego raz, czy dwa. Zwiększyłem ilość emanującej many i miotałem nimi raz, za razem. Brutalnie i z ogromną siłą. Chciałem żeby dotarły jak najdalej Aquamenów. Nie sprawdzałem czy trafiły, byłem skupiony na posyłaniu kolejnych fal piorunów. Każde jedno uderzenie ryczało złowieszczo tak, jakby jakaś rozszalała, dzika i nieokiełznana burza okazywała swój gniew. W pewnym momencie przestałem. Odwróciłem się bardzo zwinnie i w akrobatyczny sposób przeskoczyłem między najbliższymi palami aż dotarłem do początku mola. Zerknąłem na to co zrobiłem. Nie dostrzegałem za dużo, ale nie sądzę, aby efekt był natychmiastowy. Zostaniemy tutaj na jedną noc. Zbierzemy prowiant i nim ruszymy w drogę, zobaczymy czy mój eksperyment wypalił.

W momencie, kiedy stanąłem na piaszczystym lądzie, poczułem się lekko słabo. Zakręciło mi się w głowie, nie bardzo, ale trochę. Zużyłem ponad połowę swojej many, czas odpocząć. Wciąż długa droga przede mną nim nauczę się posługiwać smoczą mocą tak jak mój brat. Cóż. Ciekawi mnie czy też przechodził podobne treningi i problemy jak ja teraz. Początek mieliśmy łudząco podobny. Można powiedzieć, że rozumiem teraz doskonale jak czuł się wtedy... Kiedy uciekł z domu... Musiał być przestraszony i zaszczuty swoją własną mocą. Zyskał coś o czym marzył, a tym samym sam siebie przeklął.
Teraz do mnie dotarło, że Gemma nie odjechała, siedziała obok mnie na wierzchowcu. Kurcze... Nie zawsze dostaję zawrotów głowy, może to wina moich eksperymentów? Musze odpocząć.
- Czemu nie nauczyłem się jeszcze, że masz w rzyci to co mówię? - Powiedziałem lekko stonowanym głosem. Czułem frustrację, że z tej swojej całej ciekawości, poniekąd ekscytacji i radości spowodowanej pomysłem na eksperyment, nie odwróciłem się żeby sprawdzić czy stoi za mną. Teraz będzie wypytywać co ja zrobiłem, albo ki czort wie co zrobi. Może powiesi mnie za jaja jeśli jej nie odpowiem? No nie ważne.
Poszedłem dróżką do góry, w miejsce wyznaczone moim zwierzakom. Czułem jak powoli chwieję się na własnych nogach. Szczęściarz zauważył to i podbiegł do mnie. Szedł teraz obok, próbując chyba asekurować co bym nie jebnął do tyłu. Mądra bestia. Aż mi się przypomina, kiedy go przygarnąłem, ale to temat na inne wspominki.
- Gemm, znajdźmy jakieś miejsce na odpoczynek. Zjedzmy coś. Potrzebuję chyba odrobiny wytchnienia. Przesadziłem z eksperymentami. Wydaje mi się, że wioska pomimo całych tych zgliszczy, kryje gdzieś w sobie ruiny gospody czy tam karczmy. Jeśli nam się poszczęści, znajdziemy w dobrym stanie piwnice. A jeśli poszczęści bardziej, jakaś gorzała na drogę lub wieczorne opicie całej tej zawszonej, morskiej podróży. - Przyznałem w duchu, wierząc, że naprawdę znajdziemy przynajmniej pół litra czystej.

//: Zbroja błyskawic 8PM + Szczute błyskawice 12PM x10 = 128PM do odjęcia.

Gracz opuścił wątek


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






26.03.2016, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna