Mały Bazar
#1

Cytat:

Ponieważ Sohan stanowi małą kopię Azaratu, nie mogło zabraknąć odpowiednika Wielkiego Bazaru, który stosownie został nazwany Małym Bazarem. Nie znajdziemy tutaj takich cudów, jakie można wyłapać w większej wersji tego miejsca, jednak ma ono kilka bardzo ważnych zalet. Po pierwsze ceny są o wiele bardziej przystępne, poza tym kupcy nie są tacy nachalni no i nie grozi tutaj agresywna interwencja Strażników, którzy nie mają w Sohanie swojego oddziału. Najczęściej rozkładają się tutaj handlowcy przypływający z innych miast, którzy nie mają na tyle pieniędzy, aby zapewnić sobie stragan na Wielkim Bazarze, a jednocześnie mają ochotę coś zarobić.
09.02.2014, 22:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#2

Może nie był to próg gospody, ale i tutaj można było kupić coś na przekąskę. Zmysł orientacji młodego zawadiaki doprowadził jego i młodą czarodziejkę na zatłoczony bazar, który wręcz kipiał od ilości ludzi. Do tego dochodzące ze wszystkich stron wołania kupców zachwalających swój towar. Tak, to kiedyś było jego oczko w głowie, rozgadani straganiarze patrzący nie tam gdzie trzeba, za to tam gdzie chciał. Od razu przypomniały mu się dziecięce lata i ta nie mająca końca lista psot jakie stały się jego udziałem. Aż ręce go swędziały by coś zrobić, lecz towarzystwo damy skutecznie go przed tym powstrzymywało.
Zwolnił nieco i obejrzał się na brunetkę.
- Hehe, to chyba nie tędy... - powiedział skruszony, masując lewą dłonią kark. - Ale tu też pewnie znajdzie się coś do zjedzenia, a później można udać się gdzieś z dala od tego zgiełku i w spokoju spożyć posiłek, prawda ?
Począł intensywnie rozglądać się na boki, dla odmiany sięgając wzrokiem ponad pasy z sakiewkami. Wszędzie było "coś" ale niekoniecznie to, czego potrzebował. Na szczęście nie minęło dużo czasu, nim udało się trafić na to co chcieli.
- Czego tylko dusza zapragnie ! Pieczywo, owoce, mięso, nie tylko oddzielnie, ale i nawet gotowe kanapki, nic tylko zabrać i zjeść ! Do tego piwo, wino, miód, o nawet mleko jest ! - ucieszył się jak dziecko. - To jak, bierzemy coś i idziemy w jakieś zacisze, czy stołujemy się w jakiejś gospodzie ?
14.04.2014, 04:05
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#3

Na wszystkich smoczych bogów, co za hałas. Na to też mogłaby narzekać. Sam tłok jej nie przeszkadzał i chociaż bywała w podobnych miejscach nie raz, to te ciągłe nawoływania i zachęty kupców mogły być na dłuższą metę naprawdę irytujące. Sam przybytek mimo tej dokuczliwej wady był jednak niezwykle pożyteczny. Mianowicie kupcy to idealne źródło wszelkich plotek, doniesień, czasem niepotwierdzonych, czasem z pierwszej ręki. Przysłuchując się ich pogawędkom można było wyciągnąć wiele ważnych informacji. Sami niestety niechętnie dzielili się posiadanymi wieściami często nieufnie podchodząc do zbyt ciekawskich jednostek. Dlatego nie było sensu wdawać się z nimi w rozmówki, wystarczyło się przysłuchiwać o czym plotkują pomiędzy kolejnymi nawoływaniami o najświeższej rybie w całym porcie. Swoją drogą, niektóre te ryby po prostu cuchnęły...
Kiedy zwolnił i obwieścił jej jakże radosną nowinę zatrzymała się w miejscu dłonie niemalże zaciskając w pięści.
- Teraz mi o tym mówisz?! - głos panny Raven był na tyle podniosły, że obejrzało się za nimi co najmniej kilkanaście osób, co oczywiście kompletnie zignorowała.
Mało tego dalsze warknięcie nie sugerowało z jej strony dobrych zamiarów. Jakaś malutka dziewczynka popędzana w tłumie przez równie malutkiego chłopczyka, zagapiła się tak, że wpadła buźką w bok czarnowłosej. Podniosła główkę i już chyba chciała przeprosić, ale kiedy zdała sobie sprawę, że stojąca przed nią młoda kobieta niemalże ciska piorunami z oczów w kierunku znajdującego się naprzeciwko niej mężczyzny, odwróciła się napięcie, złapała chłopczyka za rękę i wcisnęła się z nim z powrotem w tłum bez ani jednego słowa za to z wciąż otwartą buzią.
Ostatecznie jednak dalsza propozycja nie wydawała się najgorsza, a zatem i warknięcie zaczęło milknąć i pioruny już tak nie biły z tego piwnego spojrzenia... nadal pozostawała jednak niczym najeżone zwierzę, które zaraz rzuci może rzucić się na swą ofiarę. Przecisnęła się za nim przez niewielki tłum, parę osób roztrącając łokciami, ale chyba nikt nie miał dość odwagi by zwrócić jej na to uwagę. Głodna kobieta to zła kobieta...
Tak czy inaczej w końcu przystanęła przy większym stoisku prezentującym dużo bardziej pokaźną ofertę. Dopiero po zobaczeniu tego na własne oczy humor zaczął jej wracać, zaś sama zabrała się za rozglądanie czegoś smacznego.
- Tu jest taki wybór, że jest mi to zupełnie obojętne. Myślę, że można tu zjeść coś całkiem smacznego. - o dziwo i jej głos zrobił się milszy, a obie dłonie splotła w myślach szykując się już na jakieś dobre jedzonko.
15.04.2014, 00:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#4

Krzyk dziewczyny tak nim wstrząsnął, że aż skulił się jak dziecko. Obrócił powoli i cały spięty stanął przed miotającą pioruny towarzyszką. Mógł zrozumieć jej zdenerwowanie, ale żeby aż tak ? Na szczęście wizja spożycia smacznego posiłku ułagodziła tą nieprzewidywalna burzę. Cóż pozostało ? Poczęstować się smakołykami i znaleźć miejsce na najprzyjemniejszą część, czyli konsumpcję.
- Poproszę trochę tego, tego, tego, tego, tego, tego i tego - wyrzucił z siebie na jednym tchu, z każdym słowem sięgając to po jakieś pieczywo, to po jakieś mięsiwo, kończąc z ramionami pełnymi jedzenia. Nawet w zębach już miał mała bułeczkę.
- Mm, Um mho mha miemie ? (Mm, a co dla ciebie ?) - garść niezrozumiałych dźwięków trudno było zrozumieć, właściwie to w ogóle nie było to możliwe, ale ich przekaz w tej sytuacji był raczej dosyć oczywisty, w końcu przyszli tu w konkretnym celu.
Chciałby już iść i nacieszyć się ucztą, jednak musiał zaczekać na kruczowłosą, właściwie to ona była tutaj najważniejsza. Tak minęło parę chwil, aż byli gotowi do poszukania ustronnego miejsca, by spożyć tam obiad. Byłą tylko jedna, małą komplikacja.
- Emm, możesz mi pomóc ? - zapytał z zakłopotaniem, teraz już wyraźnie, bowiem bułeczka już dawno została połknięta. - Muszę zapłacić, a nie mam jak wyciągnąć monet z kieszeni - mieszanka rozbawienia i zmartwienia na jego twarzy potwierdzała, iż nie żartował, choć trudno było w to uwierzyć. W rękach miał parę bochenków chleba, kilka kiełbas i innych mięs, jeszcze jakieś sztuki bułeczek. Wszystko mogło zaraz polecieć na bruk i zmarnować się. Sprzedawca raczej nie puści ich bez swoich pieniędzy, a głód domagał się zaspokojenia.
15.04.2014, 17:53
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#5

Aż tak. Wyjątkowo łatwo można było wyprowadzić ją z równowagi, a wtedy stawała się naprawdę nieobliczalna. No chwila, prowadzi ją w zupełnie nieznanym kierunku, a tu nagle niespodzianka, jednak nie ma pojęcia, w którą stronę idą. Tak się nie robi! Równie dobrze mogła sama pobłąkać się trochę po mieście w poszukiwaniu jakiejś knajpy, w której zjadłaby coś tanio. Ale szła za nim jak głupia gąska, bo... obiad. Nie zamierzała tak łatwo zrezygnować z darmowego posiłku, cóż... ostatecznie mogła jeszcze liczyć na to, że coś złowi swoją prowizoryczną "byłą" już właściwie wędką. Może nie byłaby to ryba z takich, którymi można się chwalić po złapaniu, ale jedzenie to jedzenie, nie wypada wybrzydzać.
- Nie mówi się z pełnymi ustami. - zgoniła go, nie bacząc, że samej jej się to zdarza i to nie rzadko, ale ponieważ nie wiele z tego zrozumiała, postanowiła nie liczyć na szanownego barda, tylko samemu wzięła do ręki jakiś bochenek chleba ze stoiska, jabłko i ser, a dopiero potem zauważyła jak mężczyzna się załadował zakupami, na co wydała z siebie niezbyt zadowolony pomruk spoglądając na niego "spod byka".- Trzeba było najpierw o tym pomyśleć. - parsknęła niezbyt uprzejmym tonem.- Daj to Ty... – nie dokończyła zabierając się za przenoszenie części jego zakupów do siebie, co szło jej dość sprawnie, nawet jak na kobietę.- Tylko się pośpiesz, nie jestem mułem, żebym musiała nosić takie bagaże.- dodała ostrzegawczym tonem.
Wcale się jej nie uśmiechało robić za osła towarowego. Tak czy inaczej po chwili trzymała już niemal po szyję niemal wszystko co jej towarzysz wybrał. Musiała się przez to nie ruszać, żeby nie zburzyć tej misternie wybudowanej piramidy. Westchnęła cicho pod nosem, zastanawiając się czy jednak było warto, ale powtarzanie sobie w myślach, że obiad zaraz czeka uspokajało ją na tyle by nie wszczynać awantury na środku bazaru. Mogło by się to skończyć w najgorszym wypadku koniecznością opuszczenia targu w tempie ekspresowym, a tego by nie chciała. Dlatego wystawiając swą cierpliwość na próbę grzecznie czekała. Nawet nie poganiała go dodatkowo wiedząc, że w jej przypadku mogłoby się to skończyć nieciekawie. Jeśli się jednak będzie ociągał to szanse na to, że całe jedzenie wyląduje na ulicy wzrastały dość znacząco.
15.04.2014, 23:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#6

No dobrze, można było i tak. Całą ta sytuacja mogła potoczyć się zupełnie inaczej, jednak dziewczyna zarówno tym razem jak i w kilku poprzednich sytuacjach zgrabnie unikała jego małych prowokacji. Świadomie czy też nie, sprawnie pełniła swoją rolę w tej skromnej grze charakterów.
Mając już wolne ręce, chłopak sięgnął do kieszeni, wydobył odpowiednią ilość monet i podał je właścicielowi straganu. Moment i byli gotowy do umknięcia w jakiś cichy zakątek.
- Teraz tylko trzeba gdzieś zniknąć - podjął, odbierając od czarodziejki nadmiar zapasów jedzenia. - Choć nie wiem czy gdziekolwiek w mieście będzie jakieś spokojne miejsce, wszędzie pełno ludzi. Nie widziałem żadnego skweru czy czegoś takiego, lepiej więc chyba będzie przejść się gdzieś poza mury, jak myślisz ?[b]/b
Dla odmiany mówił w całkiem normalny, rzeczowy sposób, jak każdy przeciętny człowiek. Jak widać był do tego zdolny, nie tylko do wygłupów o wątpliwym poczuciu humoru.
[b]- W każdym razie chodźmy gdzieś, gdzie będzie luźniej -
jak zaproponował, tak zrobił. Uważnie stawiając każdy krok, począł prześlizgiwać się między ludźmi o wiele sprawniej niż by to zdawało się możliwe, a do tego niczego nie gubiąc. Stąpał lekko, na palcach, zręcznie balansując ciałem, by nie stracić równowagi, a i nikogo nie potrącić. Oczywiście mieć zamiar na nikogo nie wpaść, a zrobić to, to zupełnie różne rzeczy. Jego przypominające taniec ruchy może i były nawet zgrabne, lecz wrodzona gapowatość zawsze musiała dorzucić swoje trzy grosze. Mimo starań, raz po raz chwiał się to w jedną, to w drugą stronę, gdy zderzenie z jakimś przechodniem wytrącało go z rytmu. Jednak powoli tłum stawał się coraz rzadszy, a zgiełk i hałas cichły w oddali za ich plecami.
Przystanął na moment i westchnął z ulgą.
- Uff, już mnie plecy bolą od tego wyginania, to nie na moje stare kości - zamarudził teatralnie, jak typowy błazen nadworny. Złapał oddech i znów ruszył.
- To jak, pasuje opcja zjedzenia poza miastem ? Jeżeli tak, to prowadź gdzie ci będzie się podobało, mnie przypasuje dowolne miejsce.
17.04.2014, 19:28
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#7

Dopiero gdy odebrał od niej część produktów, mina dziewczyna poprawiła się na tyle, że nie wyglądała teraz jak naburmuszone, chodzące zagrożenie, które może eksplodować w każdym momencie. Co prawda wciąż nie podchodziła do niego zbyt ufnie, ale mężczyzna znacznie zmniejszył prawdopodobieństwo wyprowadzenia z równowagi czarnowłosej, które w finalnym etapie mogło się skończyć naprawdę nieciekawie.
- Co za różnica, tu czy tam... - mruknęła niedbale.- Jak przejdziemy się kawałek to w końcu natkniemy się na jakieś miejsce bez tych tłumów.
Zmarszczyła brwi wzruszając lekko ramionami. Wolała, żeby jej jedzenie nie wylądowało w błocie, więc mimo tego, że miała go na rękach dużo mniej niż chwilę temu, musiała i tak ograniczać gwałtowne ruchy. W przypadku tej mistyczki mogło się to okazać wyjątkowo trudne. Cóż, pozostawało mieć nadzieję, że aktualny towarzysz zachowa trochę rozsądku i... wolę życia. Ostatecznie bez marudzenia, co już można uznać za pewnego rodzaju sukces, skierowała się zaraz za nim. Nie należała do osób zbyt rozgadanych, chociaż zdarzały się takie chwile, że ciężko było ją uciszyć, a jeszcze ciężej przekrzyczeć. Dopiero po przejściu kawałka drogi zorientowała się, że na dobrą sprawę mogła by już iść w swoją stronę. Dostała to czego chciała czyli swój obiad, a zatem już nic przy tym specyficznym bardzie ją nie trzymało. Skoro już jednak podążała w ślad za nim... grunt to się nie zgubić i wyjść z tego całkiem tłumnie przemierzanego bazaru. Chociaż gdzieś na brzeg, koło jakiś zabudowań czy większej przestrzeni, gdzie nie musiałaby się martwić o to, że zaraz z kimś się zderzy i cały jej prowiant wyląduje na ulicy albo o to, że ktoś będzie próbował jej coś podwędzić. Zabawne, gdyby złapała takiego złodziejaszka mógłby skończyć jako wędzony... i to dosłownie. Większe skupiska ludzi były zapewne nieodpartą pokusą dla wielu kieszonkowców. Mało kto miałby dość odwagi na większy rabunek, ale drobne sumy i niewielkie, aczkolwiek cenne przedmioty wyjątkowo łatwo znikały z kieszeni. Choćby dlatego nie przepadała za taką ciasnotą. Zostać okradzionym w przypadku czarnowłosej to niczym osobista plama na honorze. Z pewnością by nad tym marudziła przez kilka dni, wygrażając rabusiowi wszystkie najgorsze scenariusze jakie tylko by jej wpadły do głowy.
- Nie przypominasz raczej staruszki chodzącej o lasce. - skwitowała krótko na jego komentarz... zdrowy mężczyzna narzekał, a co ona miała powiedzieć, dama, która powinna mieć przy sobie co najmniej trzech służących, a chwilami robiła za muła towarowego.- Prosto przed siebie, byle gdzieś dojść. - dodała już bardziej entuzjastycznie wyznając tym samym prostą zasadę... najważniejsze to do przodu!
17.04.2014, 21:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#8

Zachichotał w duchu, raz jeszcze został skutecznie sprowadzony na ziemię. Miło było spotkać kogoś, kto dla odmiany miał nieco więcej siły charakteru i pewności siebie. Dokładnie to, pewności siebie, nie tylko swojej siły, bowiem były to zupełnie inne rzeczy.
- No co, nie jestem typem osiłka - pokazał jej język. - A muszę tyle jeść, mam wilczy apetyt, a żołądek jak niedźwiedź - uśmiechnął się wesoło, ach te jego zmiany wyrazu co oddech. Co prawda to prawda, zdolny do jedzenia jak zwierz był, czasami nazbyt dosłownie.
- Nawet nie wiesz jakie to męczące, tak być ciągle głodnym. Jedyny plus taki, że nieważne jak się napcham, nie mam problemów z nadwagą, hihi - wyszczerzył się. - Tobie pewnie inne kobiety zazdroszczą tak zniewalającej figury, do tego te duże oczy i przyciągające usta. Ten miecz przy boku to na bestie, złodziei czy natarczywych amantów ?
Tu można było wytknąć, iż on sam nie nosił żadnego oręża poza sztyletem, jaki widniał przy pasie. A jednak podchodził do innych z taką beztroską, jakby pewien był, iż zdoła powalić każdego agresora, choć jak do tej pory nie wykazał się ani siłą, ani zbytnią zręcznością, właściwie sprytem też nie. Co więc pozwalało mu na tak lekkoduszne postępowanie ?
- Słyszałem kiedyś, że na jednym dworze szlacheckim, dama zafundowała natrętowi zatrutą chustę. Gdy ten uniósł ją by nacieszyć się wonią, odeszła chichocząc, cóż, on sam już nigdzie nie poszedł - uciął nagle, spoglądając uważnie na towarzyszkę. Patrzył na nią jeden oddech, drugi, począł mrużyć powieki i ściągać brwi, jakby intensywnie nad czymś się zastanawiał.- Ty chyba nie chcesz mnie wykorzystać, objeść, zabić i zostawić ? - zapytał na jednym tchu, lecz nie tak jakby wskazywał na to jego wyraz twarzy sprzed momentu, lecz z dziecinnym śmiechem na ustach, jakby opowiadał dowcip.
- Byłoby to kłopotliwe, bo na razie nie mam pieniędzy na kolejny, solidny posiłek, a pracowanie na głodnego to kiepska sprawa - podsumował pogodnym tonem, nie dało się pominąć faktu, że skomentował jedynie wariant utraty prowiantu, pomijając pozostałe możliwości, jak choćby zostanie zamordowanym. Z drugiej strony, w takim wypadku problem jedzenia byłby raczej na końcu listy.

Tak drepcząc, w końcu opuścili tłoczne centrum i znaleźli się na granicy rejonu bazaru. Szczęśliwym trafem, trafili na starą studnię. Co prawda nie było w niej już wody, lecz nakryty drewnianym kołem szyb świetnie nada się na stół, przy którym będą mogli zjeść. W zasięgu wzroku przemykały jedynie nieliczne sylwetki, do tego żadna nie interesowała się dwójką przybyszy, toteż można było powiedzieć, iż byli sami.
- No nareszcie - rzekł z ulgą, pospiesznie uwalniając się od nadmiarowego jedzenia. - Jedz śmiało, a ja jeszcze skoczę po coś do picia !
Nie czekał na odpowiedź, od razu obrócił się na pięcie i szybkim krokiem skierował w tłum.
Na kilka momentów Rea została sama.
18.04.2014, 05:09
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#9

- Osiłka nie, ale do osiołka już Ci bliżej... - po prostu nie mogła się powstrzymać od tego komentarza.
Nie wynikał on może z czystej złośliwości, ot... dogryzanie w jej przypadku było zwykłym elementem rozmowy, chociaż ktoś nieprzyzwyczajony mógł potraktować wiele z wypowiedzianych przez nią słów jako obrazę. Żeby kiedykolwiek się tym przejmowała, a phi! Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardy tyłek jak to mówią! W tak niebezpiecznych czasach nie było miejsca na wrażliwości, przesadną delikatność czy sentymenty. Chociaż, może to tylko panna Raven wypadała pod tym względem niezwykle nie-kobieco. Cóż, bardzo wiele brakowało jej do cnej niewiasty. Tylko pewne priorytety miała zbieżne, jednak spełnienie jej wymagań pod tym względem... graniczyło z cudem.
- Na idiotów! - zaakcentowała ściskając mocniej garść swoich zakupów. - Co Ty masz z tą buzią? Zamyka Ci się czasami?- prychnęła spoglądając na niego, nie bacząc na to, że przy okazji może pogubić część produktów, co skończyło się tym, że w ostatniej chwili łapała jabłko, jakie próbowało wymsknąć się z jej rąk.
Nad dalszym pytaniem musiała się trochę zastanowić. Wykorzystać - zgadza się, ale tylko w sensie darmowego obiadu, objeść - to też mogła by potwierdzić w sposób taki jak poprzedni, zabić - nie, na to nie miała ochoty, zostawić - jak się jej znudzi albo za bardzo ją zdenerwuje. No proszę, na aż trzy rzeczy mogłaby przytaknąć, ale lepiej mężczyznę nie dołować. Jeszcze będzie próbował porzucić ją bez jedzenia... nie miała dość chęci by wracać do swojej wędki, no i dochodziło skromne burczenie w brzuchu, które wkrótce zacznie głośniej domagać się prowiantu.
- Jeszcze nie mam wystarczającego powodu na to, żeby Cię zabić. – mruknęła wymijająco, co w jej mniemaniu miało być dostateczną odpowiedzią.
Poza tym, co za bzdury... morderstwo zawsze uważała za ostateczność. Każdy ceni swe życie, więc odbieranie czegoś tak ważnego uważała za coś niedopuszczalnego. W sytuacjach zagrożenia własnej skóry czy w okolicznościach, w jakich po prostu było to wymagane, owszem... wtedy nie zastanawiała by się nad tym ani chwili dłużej. Nie była w końcu taka zła na jaką wyglądała.

Kiedy dotarli, do... czegoś co i tak było lepsze od tłumu ludzi z bazaru zrzuciła część rzeczy na studnię. Przysiadła na jej brzegu zaraz zabierając się za mniejszy bochenek chleba i bez zahamować ugryzła kawałek, żeby przekonać się czy zjadliwe. Po pierwszym kęsie od razu pojawił się większy entuzjazm. Pieczywo nie było suche ani twarde, a nie ma nic przyjemniejszego niż świeży posiłek.
- Tylko nie zagiń po drodze, bo nie zamierzam Cię szukać! – uprzedziła gdy już się oddalał, wbrew wydźwiękowi dość pogodnym tonem głosu, wyciągając zaraz zza płaszcza niewielki sztylet, którym ukroiła sobie solidną kromkę.
W drugą dłoń chwyciła kostkę koziego sera, smarując nim pajdę chleba i bez specjalnego przejmowania się nieobecnością dotychczasowego towarzysza zajęła się konsumpcją. Wreszcie jej żołądek przestanie się dopominać, a najedzona kobieta to oczywiście kobieta w lepszym humorze. O ile w przypadku czarnowłosej jest możliwa perspektywa "lepszego humoru".
18.04.2014, 18:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#10

No i zniknął. Miał do tego smykałkę, inni powiedzą, że talent, w prawdzie można było stwierdzić, iż miał dar niknięcia. Choć w tej konkretnej chwili, został zwyczajnie zalany żywą falą ściśniętych ciał, pośród których jego wątła postura była po prostu niezauważalna. Tak, przeciskając się, przepychając, przedzierając, walcząc o przetrwanie, szukał drogi do wypatrzonego podczas marszu kramu. Dostrzegł na nim to czego potrzebował, czyli bukłaki, pewnie za małą dopłatą zostaną napełnione, a właśnie tego chciał.
W końcu dotarł do celu, zdyszany, spocony i zmęczony, za to bogatszy o parę drobnostek, z których to zaraz zrobi użytek. Nie trzeba było wiele, by przykuł uwagę sprzedawcy swym cwaniackim uśmieszkiem i przeplatanym między palcami pierścionkiem. Ot, zwykła ozdoba z miedzi, ale ładna, grawerowana motywem liści. Dobicie targu również trwało tylko moment, jedno skinienie głową, drugie, podanie ręki, gotowe, tak robiło się interesy. Zabrawszy swą własność, począł wracać na miejsce swoistego pikniku. Zastanawiał się, czy w ogóle będzie tam ktoś na niego czekał. Ciemnowłosa nie wyglądała na złodziejkę, to mógł powiedzieć od ręki, ale mogła przecież tak po prostu zjeść swoje, czy zabrać i sobie pójść. W pierwszym wypadku, musiałby ją znaleźć i porozmawiać nieco inaczej. W drugim, po prostu poszedłby w swoja stronę i już.

- Wróciłe~m ! - zawołał radośnie, wyłaniając się z tłumu. W ręku trzymał bukłak pełen wody, z którym to szybko wrócił na miejsce.
- Wybacz, że tak długo, ale myślałem, że mnie tam zgniotą, proszę, pij jak chcesz - położył pojemnik razem z jedzeniem i zabrał się za jego pochłanianie. Z tym zwierzęcym apetytem nie przesadzał, naprawdę wcinał jakby miał trzewia niedźwiedzia.
- Odrobinę bałem się, że mnie tu zostawisz, albo jeszcze zabierzesz jedzenie. Ale tylko odrobinę, wiesz jak to jest, nowo poznanych nie można być całkiem pewnych - zrobił wymowną pauzę, jakby dopiero teraz sobie uświadomił, że dziewczyna przecież była w identycznej sytuacji. Jednak po tym oddechu przerwy wrócił do zajadania się i ględzenia, choć o dziwo, robił to na tyle sprawnie, że zdawało się być to długo ćwiczoną umiejętnością.
- Nie miałaś żadnych gości ? - rozejrzał się. - Aż dziwne, młoda, urodziwa kobieta jedząca samotnie posiłek aż prosi się, by do niej podejść i nawiązać kontakt. O czym ci ludzie myślą, tylko pieniądze im w głowie ? Rany, jacy nudziarze ... Powinni mieć nieco śmiałości, bawić się i cieszyć póki mogą, póki mają na to energię. Nie przeszkadza to w kręceniu biznesu, a dodaje kolorów życiu, choć może po prostu nie każdy tak przepada za czernią. Swoją drogą słyszałem o szermierzu noszącym się całkowicie w czerni i walczącym mieczem tego samego koloru. Paskudny gość, wolałbym nie stanąć mu na drodze bliżej jak pięćdziesiąt kroków od niego. Może to za jego sprawką, i jemu podobnych, kolor ten tak źle się kojarzy, jak myślisz ?
23.04.2014, 01:20
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna