Mały Bazar
#11

Zdążyła już wciąć prawie cały bochenek chleba. Nie przejmowała się nieobecnością towarzysza pozwalając sobie znowu nie robić kompletnie nic. Na litość, to lenistwo pewnie niedługo odpłaci się jej z nawiązką. Pewnie też z tego powodu nie ruszyła się nigdzie indziej. Zwyczajnie się nie chciało. Chociaż owszem... powinna. Tkwienie w jednym miejscu na dłuższą metę było nudne i nieopłacalne. Nigdy nie spędzała w jednym mieście zbyt wiele czasu. No proszę, tryb osiadły był raczej przywilejem osób ustatkowanych, a to czarnowłose było jeszcze z tych, których starsi ludzie określali mianem "młodych i głupich". Gdzie jej do ustatkowania się, słysząc o założeniu rodziny pewnie by się udławiła na miejscu, ewentualnie postarałaby się o "przypadkowe" uduszenie osoby, której do głowy przyszłaby tak idiotyczna myśl. Dlatego nie rozpędzajmy się tak w rozważaniach, nikt chyba nie chciałby bawić się teraz w zakopywanie trupa.
Jako, że bochenkiem chleba zdążyła się trochę "zapchać" powrót mężczyzny potraktowała z pewną ulgą, bo ciężko to nazwać entuzjazmem. Nie zważając niemal zupełnie na to co mówi sięgnęła po wodę pociągając z bukłaka kilka zdrowych łyków i odstawiła go na miejsce z cichym westchnięciem.
- Co Ty nie powiesz... - tak tylko skwitowała jego słowa zerkając na ten jakże prowizoryczny stół w poszukiwaniu swojego jabłka i jednym uchem słuchając kolejnego potoku wypowiedzi.
Dwoma uszami się nie dało tego słuchać. Nic dziwnego, że potrzebował tyle jedzenia, skoro połowę z tego spalał na samo gadanie. Kiedy już pochwyciła w dłonie swój apetyczny owoc, zaraz zaczęła rozglądać się za czymś jeszcze. W końcu uwagę czarnowłosej przykuł podłużny bochenek chleba. Wzięła go do drugiej ręki, przy okazji upewniając się, że jest dość miękki, a potem bezceremonialnie wetknęła mu to do buzi, żeby go zatkać. Zaraz po tym otrzepała dłonie z zadowoleniem i zabrała się za konsumpcję jabłuszka.
- No. Piękny mamy dziś dzień, czyż nie? Swoją drogą, to ciekawe, że nie wyglądasz na kogoś kogo stać na tyle jedzenia... - i kompletnie nie zwracała uwagi na to, że momentami sama mówi z pełnymi ustami.- ... ale co ja sobie będę tym zawracać głowę. Kierujesz się w jakieś konkretne miejsce czy po prostu kręcisz się tak bez celu? - usiadła sobie wygodniej na studni, nogę zakładając na nogę i korzystając z zapewne chwilowych uroków ciszy.
23.04.2014, 03:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#12

No tak, zatkanie komuś dzioba chlebem należało do skuteczniejszych metod uciszania go. Mimo tego, na jego twarzy widniała wręcz dziecięca radość, bardziej wyglądało to jakby ktoś go pochwalił, niż skarcił. Może rzeczywiście rozumiał pewne rzeczy na opak ? Prawd w tej sprawie było wiele.
Spokojnie przegryzł i połknął chlebek jakim został poczęstowany, lecz miast zwyczajowo wypalić z kolejną serią zdań obdarzonych mniejszym bądź większym sensem, począł przyglądać się towarzyszce. W spokoju i ciszy spoglądał na nią przez kolejne chwile, w których jego pogodna mina już dawno stała się jedynie wspomnieniem. Teraz jego oblicze nawiedził niewidziany do tej pory cień powagi i surowości, jakby to on teraz wymierzał karę. Zmrużone powieki, lekko zmarszczone czoło, ściągnięte wargi, do tego wyglądająca zza gładzonych wiatrem włosów podwójna blizna nad okiem. Wszystko to sprawiało, iż z ciepłego i dziecinnie wesołego młodzieńca stał się nagle chłodnym nieznajomym, którego wzrok spoczął właśnie na przeszkodzie.
- Masz rację - podjął w końcu, a głęboki ton jego głosu był świetnie słyszalny, mimo iż mówił bardzo cicho. - Aktualnie nie mam ani grosza przy duszy, żyję z dnia na dzień, z chwili na chwilę - kontynuował, wspierając podbródek na splecionych palcach dłoni. - Nie mam ani większego celu, ani planu, nie mam jakichś potężnych wrogów, ani przyjaciół, chodzę gdzie chcę i kiedy chcę, robię to na co mam ochotę, a kieruję się tam, gdzie akurat pchnie mnie ciekawość - skończył odrobinę zwalniając tempo wypowiedzi, niemal jak mówcy wieńczący swe opowieści zawieszonymi w powietrzu słowami, przez które aż prosiło się o więcej. Lecz ostateczne zakończenie nigdy nie było wygłaszane, jego kształt rodził się sam w umyśle każdego ze słuchaczy. I tym razem ostatnie zdanie zostało przemilczane. Zatrzyma je jeszcze w sobie, być może kruczowłosa zdąży je jeszcze odmienić. Być może... A jeżeli nie, to cóż, zacznie pisać nową historię.
24.04.2014, 02:01
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#13

Czarnowłosa sprawiała wrażenie osoby zupełnie nie przejmującej się ewentualnymi konsekwencjami. Możliwa, że jakby przypadkiem próbował się udławić, zareagowałaby dopiero po dłużej chwili i to z pewnością dość dotkliwie. Ważne, że zadziałało, a ona miała chwilę spokoju na chrupanie jabłuszka. A mówiono, że to jej gadka należy do tych bardziej denerwujących, no proszę, ktoś ją wreszcie przebił. Tylko o ile jej marudzenie mogło być irytujące z samej istoty, o tyle w jego przypadku bardziej uciążliwa była ilość wypowiadanych słów na minutę. Ta mordka rzadko kiedy mu się zamykała. Aktualnie dziewczyna więc postanowiła korzystać z uroków ciszy całkiem beztrosko mrużąc oczy i przez chwilę zerkając na całkiem pogodne niebo.
- Hmm? - zauważyła dość gwałtowną zmianę w jego zachowaniu i równocześnie głosie co sprawiło, że wlepiła w niego pytająco spojrzenie przechylając nieco głowę z ząbkami wbitymi w jabłko, którego kęs zaraz odgryzła i pomimo całej tej powagi sytuacji nie zamierzała rezygnować z posiłku.
Zamrugała kilka razy oczami z pewną dezorientacją słuchając tej jakże uroczystej treści. Przełknęła kęsa kończąc tym samym jabłko, ogryzek wyrzuciła i klepnęła go ręką w ramię. Po typowej damie można by się spodziewać sentymentalnego dotyku okraszonego próbą zrozumienia tej głębokiej filozofii wolnego człowieka, ale nie... po niej raczej nie. Gdzie jej tam do sentymentów… ciężko było ją wzruszyć czy poruszyć właściwie czymkolwiek. Cóż, nie była ckliwą niewiastą i prędzej można było oczekiwać po niej zdzielenia po łbie niż chusteczki na otarcie łez.
- No, i to się rozumie! Co prawda podróżowanie bez celu jest jak kanapka bez chleba, ale zawsze po drodze coś się znajdzie. Albo woreczek złota albo jakieś tajemnice do odkrycia albo kilku idiotów, którym trzeba skopać tyłki. - mówiła to tonem aż zbyt pozytywnym, nawet trochę rozmarzonym.- Nie tak? - zerknęła na niego z dość szerokim uśmiechem.
Zaraz potem przechyliła się trochę do tyłu, głowę odchylając tak, żeby zerknąć w niebo. Wydawała się zadowolona prawie jak mała dziewczynka, tylko trudno jednoznacznie ocenić z czego... z tego, że wreszcie się najadła czy z tego, że jej akurat odpowiadało takie życie bez zobowiązań.
24.04.2014, 23:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#14

Zachichotał tajemniczo, ni to radośnie ni to ponuro, trudno było powiedzieć. Coś jednak go rozbawiło, lecz w zupełnie inny sposób niż wcześniej, gdy wygłupiał się i żartował
- Złoto czasem przeleci przez ręce, od niego wolę te tajemnice, to właśnie one są głównym motywem mojego działania. Czy to opowieść o skarbie na dnie jeziora, czy o jakimś niezwykłym stworzeniu z głębi lasu, a nawet potworze z podziemnych czeluści. Jeżeli ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to ja już dawno jestem na którymś z głębszych jego poziomów - rytm zmian jego zachowania został przełamany, stoicki spokój i powaga nie zostały przepędzone przez łobuzerski uśmiech i psotny chichot. - Jednak kopanie tyłków to nie moja działka. Mogę się czasami pobawić, powygłupiać, wepchnąć kogoś na czyjś miecz, zepchnąć z mostu, wytrącić z okna, ale to tylko wypadki, nigdy nie wyrządziłem nikomu krzywdy celowo i bez przyczyny - kąciki ust młodzieńca powędrowały nieznacznie ku górze, tak samo zmienił się ton jego głosu, wskazując na odrobinę ekscytacji. - Za to ty wydajesz się lubować w takich rozrywkach, odrobina zamieszania, moment by popuścić sobie hamulców i wyładować frustrację. W takich sytuacjach wolę przyglądać się wszystkiemu z boku bądź z góry, nie mieszając się w to więcej niż może mi to przynieść korzyści. Przy czym nie chodzi tu w większości przypadków o coś materialnego, na przykład teraz - umilkł na moment, pochylając lekko głowę i skupiając wzrok na obliczu towarzyszki. - W końcu udało mi się zobaczyć twój uśmiech, przekonać się choć odrobinę co cię bawi, jaka jesteś. Byłem tego ciekaw, chciałem się tego dowiedzieć, nic więcej mną nie kierowało, tak jak powiedziałem na początku, zwyczajnie wydałaś mi się ciekawą osobą. A ty masz jakąś tajemnice na oku, czy też dopiero poszukujesz jakiejś do odkrycia ?
Wciąż przemawiał płynnie i delikatnie, nie tak jak wcześniej, gdy to kolejne słowa opuszczały jego usta w zastraszającym tempie. Aż trudno było uwierzyć, do jakich zmian swego zachowania był zdolny ten młody mężczyzna. A co z ciemnowłosą ? Jak ona postąpi, co powie, co zrobi ? Ciekawiło go to, nurtowało. Ludzie zazwyczaj bali się tego, czego nie znali, jednak on nie czuł lęku, a i też nie zawsze był człowiekiem.
25.04.2014, 03:45
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#15

- Potworów z podziemnych czeluści lepiej nie drażnić. - stwierdziła marszcząc brwi jakby wyłapała właściwie tylko ten fragment niemal zupełnie wyrwany z kontekstu.
Dopiero gdy znowu się rozgadał zmrużyła oczy wpatrując się w niego prawnie tak jak drapieżnik w ofiarę. Znowu... do czego ona doprowadziła. Wróć! Przecież jest niewinna, to on sam nakręcony zaczynał wyrzucać z siebie kolejne słowa. Z pewnym rozgoryczeniem wymalowanym na twarzy przeczesała sobie włosy palcami zastanawiając się czym go teraz zapchać. Jedzenie stosunkowo szybko dało się przeżuć, a tym samym było to rozwiązanie dość krótkotrwałe. Więc co można by wykorzystać? Kamień? Sposób być może skuteczny, chociaż musiałaby trafić na taki odpowiednich rozmiarów, no i przy okazji nie wybić mu zębów. A zresztą, co tam jeden ząb... ewentualnie dwa, albo trzy. Minusem jest duża szansa udławienia się... w takim razie patyk? Nie, za długie i nie praktyczne. I ostatecznie chyba da się to zjeść. Więc musiałaby to być odpowiednich rozmiarów, kłoda drewna bądź element czegoś... jakiś uchwyt, cokolwiek, żeby dało się tym go zatkać. I z takimi właśnie rozważaniami, słuchając tylko jednym uchem zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu przedmiotu, którym szczęśliwie zagwarantowałaby sobie kolejną chwilę spokoju. Zdawała się kompletnie nie zwracać na niego uwagi, nawet gdy zaczął coś o niej mówić. Zeszła ze studni pochylając się tylko po to by podnieść jakiś kamień, który zmieścił się w jej ręce i ze skupieniem godnym łowcy skarbów rozpoczęła wypatrywanie innego godnego następcy bochenka chleba, którym wcześniej go zatkała. W następnej kolejności podniosła z ziemi coś co przypominało rozdartą połowę bukłaka z wody. Obejrzała przedmiot to z jednej, to z drugiej strony, ale ostatecznie i kamień i nowe znalezisko odrzuciła za siebie.
- Naprawdę nie wiem co byłoby bardziej skuteczne, żeby Ci ograniczyć to gadulstwo. - westchnęła otrzepując ręce.
I dopiero w tym momencie zorientowała się, że padło jakieś pytanie. Chwila dezorientacji, trzeba najpierw sobie uświadomić jaka była treść tego zagadnienia... i o czym w ogóle była mowa? Ach tak, tajemnice!
- Ja... tak, poszukuje. - odchrząknęła, żeby jakimś sposobem nabrać trochę więcej powagi co jej wychodziło dość mizernie.- To znaczy... jest kilka rzeczy, które chciałabym odkryć, ale z tym raczej będzie trudno. W końcu gdyby były zbyt proste szybko przestałyby być tajemnicami. - wzruszyła obojętnie ramionami.
26.04.2014, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#16

Uśmiechnął się odrobinę szerzej, wciąż nie spuszczając wzroku z lic ciemnowłosej. Zadowolenie ? Rozbawienie ? Nie dało się powiedzieć co oznaczała ta reakcje.
Hm, musisz się jeszcze wiele nauczyć - rzekł spokojnie, przyjaznym tonem. Niespiesznie wyprostował się na swoim miejscu, ściągnął z grzbietu spory plecak i postawił go obok. Otworzywszy pojemnik, począł pakować resztę jedzenia jakie miał dla siebie do środka.
- A o drażnieniu bestii wiem całkiem sporo - na moment oderwał się od zajęcia, by wskazać palcem na przecinająca oko podwójną bliznę. Nie bawił się w skrzętne pakowanie, zwyczajnie wrzucił wszystko do środka, pobieżnie tylko sprawdzając czy nie wcisnął czegoś zbyt delikatnego pod cięższe rzeczy.
- Są one jednym z czynników, które mnie uciszają, jest jeszcze parę innych, ale - ponownie przeniósł spojrzenie na rozmówczynię. - To tajemnica - rzekł wesoło i mrugnął okiem, a na jego oblicze wrócił pogodny uśmiech. Przybranie powagi i stoicyzmu powoli znikało, ustępując miejsca młodzieńczej radości. Zamknął torbę i wprawnym ruchem zarzucił na grzbiet, wstając przy tym, by stanąć wyprostowanym na przeciw młodej kobiety.
- Skoro to twoje tajemnice, to nie będę o nie pytał - podjął rzeczowym tonem, zupełnie jak nie on. - Jeżeli jednak będziesz chciała pomocy to tylko powiedz gdzie iść, w każdym razie, jeżeli te sekrety jakie chcesz odkryć mają pozostać twoje, lepiej nie siedź zbyt długo w miejscu, bo ktoś może cię ubiec - spojrzał gdzieś w dal na północ. - Ja chyba przespaceruję się w tamtą stronę, a nuż się coś znajdzie ciekawego ? - widocznie rozmarzył się na moment. - Do zobaczenia
Skinął głową, pomachał ręką i jak gdyby nigdy nic, ruszył spacerowym tempem w obranym kierunku. Co jak co, ale trzeba było przyznać, iż rzeczywiście ciężko było za nim nadążyć. Niedawno powiedział, że robi co chce i udaje się gdzie chce, raz po raz udowadniając, że nie kłamał. A może to kolejna runda jakiejś gry ?
Niezależnie od tego podjął działanie, nie oglądał się, a jeżeli nic go nie zatrzyma, zniknie w tłumie za kilkanaście sekund.

[jeżeli nie zostanie zatrzymany to z/t]
26.04.2014, 16:21
Przeczytaj Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Mały Bazar
#17

Na pierwsze słowa na jej twarzy wymalowało się zdziwienie i tylko stała tak wpatrując się w niego z pewną dezorientacją jakby najpierw musiała ocenić czy miało ją to obrazić. Ostatecznie jednak zmarszczyła brwi postanawiając w duchu dać sobie spokój z tymi rozmyślaniami, bo... po co przejmować się cudzą opinią? Może i była drażliwa na swoim punkcie, ale... jeszcze nawet nie wiedziała co miało to na celu!
Dalszych słów nie skomentowała, chociaż baczniej zwróciła uwagę na jego bliznę. Każdemu się przecież może zdarzyć, właściwie to... nigdzie nie można było czuć się bezpiecznie. Cały czas denerwowało ją to, że jest wciąż za słaba. Oczywiście, na wszystko trzeba czasu, pracy, cierpliwości... ale było to irytujące. Chociaż kiedyś nadejdzie ten moment, że potwory będzie kroić jak bochenki chleba, na pewno!
- Tak, do zobaczenia. - mruknęła tylko jakoś tak bez entuzjazmu, aczkolwiek nie szczególnie przeszkadzało jej to, że w dalszą wyprawę wyruszy sama, ale... - Zostawiać bezbronną kobietę... bezczelny. - mruknęła już bardziej do siebie.
Jako, że dość szybko zniknął jej z oczu, odwróciła się w zupełnie inną stronę, dość raźnie ruszając w kierunku... po prostu przed siebie. Nie miała pojęcia gdzie w ten sposób dotrze, ale to był w zasadzie tylko drobny detal, tylko część jej podróży. Zabawne... ciekawe ile razy obejdzie całe Atarashii, ile razy wróci do tego miejsca, ile razy jeszcze razy spotka tego... Sevena. Pewnie się zobaczą za jakiś czas, świat jest zbyt wąski dla osób, którzy praktycznie codziennie są w drodze. A co tam, ważne, że się najadła za darmo! Z pełnym żołądkiem od razu wszystko wydaje się dużo bardziej barwne.

Gracz opuścił wątek
27.04.2014, 00:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#18

Dziwny cień marnej istoty sunął samotnie mijając tętniące życiem stoiska. Wędrowiec nie był stąd, ale to nie ważne. Tłum dzikiej tłuszczy zapewniał mu pełną anonimowość. Od kiedy opuścił swój dom wreszcie był bezpieczny. Miarowy krok dziwaka zatrzymał się nagle przy jednym ze stanowisk, rzucając długi cień na czujnego sprzedawcę. Koścista dłoń wysunęła się spokojnie z rękawa szaty, pochwyciła upragniony przedmiot i miarkowała przez chwilę jego przydatność, obracając nim szybko w wychudzonych palcach.
- Ładne. Wiele sobie życzysz? - Zapytał spokojny, nieco przygaszony głos. Cena była aż nazbyt atrakcyjna. Eh, pewnie znowu jakaś podróbka. 'Dziadostwa na raz' pełno na tym świecie. Nie, my nie gromadzimy śmieci.
- Dziękuję. - Odpowiedział nieco spazmatycznie, a na jego twarzy zagościło pęknięcie. Sprzedawca stanął dęba. Tak, ten jego uśmiech 'z nazwy' był bardzo niepokojący. Musimy uważać, w kogo nim celujemy. Cień bez zastanowienia poszybował dalej.
Miasto wrzało, a dziwna postać w płaszczu mknęła wciąż do przodu. Sklepy, sklepiki, stragany, straganiki i... nic. Wszędzie tani badziew. "Tysiące Sekretów Sohan" sugerowało, że to miasto będzie inne. Czyżbyśmy dali się znowu omamić? Eh, nic nowego. Wielki C powszechnie znany był z konfabulacji. Z resztą, nie on jeden tutaj bujał w obłokach. Po niedługiej wędrówce wychudzony cień zdał sobie sprawę, że zaczyna brakować targowiska. Jak tak dalej pójdzie wylądujemy pod murami miasta. Aż wstyd przejść tyle kilometrów i nic nie kupić.
- Poproszę to. - Dziwna postać wycelowała cienkim palcem w tajemniczy przedmiot, zapłaciła 'kaszą' sprzedawcy i poczęła wnikliwie analizować jego przydatność. Dratwa i igła z kości. Dobry zakup. Widać, że trafiło na prawdziwego konesera. Cień wrzucił bubel do worka, pomasował się po czole z zakłopotania i pomknął dalej.
Po księgarzach w mieście słuch zaginął. Może w Sohan palą książkami w piecach? No cóż, lepsze to niż prohibicja. Wreszcie na przedostatnim ze stoisk znalazł się ekspert. Recht pozdrowił go niepokojącym pęknięciem i przeszedł od razu do rzeczy.
- "Wielka Księga Ziół i Potworów z Sohan i Okolic". - Rzucił spokojnie, smagając dzieło co chwila wodnistymi oczami. Ręce aż go świerzbiły gdy czekał na moment, aż będzie mógł wreszcie pomacać papier.
- Nie jestem może bogaty, ale znam przybliżoną wartość tej pozycji. Masz tutaj sporą konkurencję. Ceną nie strasz... - Zostało tylko ustalić za ile. Przydałoby się kupić jeszcze kilka rzeczy w mieście. Zdałby się nam zrazu przewodnik gawędziarz.
06.08.2014, 02:40
Przeczytaj Cytuj
Mały Bazar
#19

[MG]

Sohan. Miasto położone w pobliżu Krwawej Pustyni. Miasto otoczone piachem, który nie stanowi dobrych warunków dla roślinności. Niewiele gatunków miało szansę przetrwać a i niektóre nigdy nie zostały opisane, gdyż podróżnicy znikali.
Handlarz spojrzał z politowaniem na Lucyfa. "Wielka Księga..." nie była niczym innym jak niewielkim zbiorem stronnic na których opisanych było nie więcej niż 5 gatunków, które można było znaleźć w pobliżu. Tytuł sugerował informacje o potworach, jednak po przeczytaniu można było szybko odkryć, że są to raczej niewielkie wzmianki stworzone z historyjek serwowanych przez miejscowych bajarzy.
Tak więc gdyby księga otrzymała tytuł "Niewiele o roślinach a na potwory nie ma co liczyć", to byłby o wiele bardziej trafny. Jednakże, czy ktokolwiek chciałby to wtedy kupić?
Skoro jednak Lucyf był tak zachwycony widokiem akurat tej pozycji, handlarz wyczuł podatny grunt.
- Jak dla takiego wytrawnego znawcy nie mogę zaproponować innej ceny niż 50 srebrnych smoków. To prawdziwa okazja! 50 srebrnych i wiedza o pustynnych gatunkach będzie twoja! Aż wierzyć mi się nie chce, że tak tanio się jej pozbywam!
Kto wie, może rzeczywiście to była okazyjna cena?
06.08.2014, 16:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Mały Bazar
#20

Lucyf drgnął nerwowo słysząc odpowiedź sprzedawcy. Zląkł się? A może to wpływ jego przezorności? Kto wie. Kościste ręce cień zaplótł zgrabnie, kciuki zaczęły krążyć wyraźnie zaciekawione ofertą. Wodniste, zielone oczy nie spuszczały dzieła z linii wzroku. Wędrowiec trząsł się chytrze, przypominając tym samym hienę tuż przed posiłkiem. Wreszcie przyszła jego kolej, wreszcie dopcha się do koryta. Książka leżała tuż przed nim, a jedyną barierą było 50 srebrników. Tak, dużo pieniędzy, bardzo dużo. Ale czy pieniądze są ważne? My nie potrzebujemy pieniędzy, o nie. Wiedza! Wiedza jest wyzwaniem!
- Dużo wołasz mężczyzno z Sohan. - Odpowiedział spokojny, wiecznie przygaszony głos. Na twarzy Rechta pojawiło się znowu nerwowe pęknięcie. Kościste szpony kręciły się w miejscu. Zielone oczy zmierzyły sprzedawcę, gibki łuk brwiowy rzucił mu wyzwanie.
- Nie dam ci tyle... - Kościste szpony zatrzęsły się jak wątłe gałązki wierzby smagane silnym wiatrem. Szybkie ręce złapały nagle za książkę i poczęły nerwowo przewracając strony. Tak! Znaleźliśmy!
- Jesteś stąd? Tak, musisz być stąd. Ten akcent... H uwydatnione tak jak to opisał Wielki C. - Skinął głową, utwierdzając się sam w swoich przypuszczeniach.
- Książka nie jest tyle warta. Nie, ona nie jest. To jest to czego szukam. - Kościsty palec zapukał po dwakroć w stronę z rysunkiem niewielkiej bestyji w kolorze piasku. Cztery kartki dalej w rysunek rośliny przypominającej pokrzywę.
- Zapłacę ci 50 srebrnych smoków, za stwora i roślinę. Wszystko musi być świeże. Świeże, tak świeże. - Na twarzy pojawił się znowu niepokojący uśmiech. Nagle koścista szyja wprawiła w ruch głowę, kiwając nią przecząco. - Nie jest silny, nie jest. Za to jego skóra jest toksyczna. Kwiat z kolei ma właściwości antyseptyczne. Lekarstwo... Tak...
Książki, w książkach jest wszystko. Nie brutalna siła zabija a spryt człowiecze. Nie musisz być wcale alchemikiem by wiedzieć, że wąż kąsa i dusi. Nie musisz być botanikiem by wystrzegać się pokrzywy.
- Pójdziemy z tobą, tylko potrzebna nam będzie prowiant i woda. Jeżeli nie dasz rady, to poleć nam kogoś. Musi mieć dobre oczy i znać pustynię. Łowca...
06.08.2014, 17:31
Przeczytaj Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna