Migocząca dama - zakład jubilerski
#51

[MG]

Ratharon widocznie nie przejmował się reakcją (lub jej brakiem) Athlauny na widok obiecanego prezentu. Spoglądał cały czas na różne części ciała szamanki, chyba największą uwagę przykuwając jej oczom i piersiom zaznaczającym kształtne kontury pod suknią. Podziękował serdecznie za herbatę, którą został uraczony i widocznie czekając aż ostygnie siedział bez słowa założywszy nogę na nogę. Jego oczy wciąż wędrowały w ciekawy sposób lustrując panią gospodarz. Zdecydował się przemówić dopiero w momencie gdy Athlauna zadała mu swoje pytania.
- Opowiedzieć coś o sobie? A czy to nie nudne? Nie lepiej żebyś sama powoli odkrywała moje małe sekrety? - niemal wyszeptał męskim głosem Ratharon uśmiechając się kącikiem ust. Teraz nie spuszczał wzroku z oczu rozmówczyni. Upił łyk herbaty po czym kontynuował.
- Zajmuję się różnymi rzeczami, zależy co mi zlecą... Lothil to stolica, mają różne problemy, a ja dbam by rychło je rozwiązywać. Ale tak jak mówiłem, ostatnio jest dosyć spokojnie, poza pogłoskami o zwiększeniu się liczby fanatyków religijnych. To i tak nie moja sprawa, więc mam chwilę dla ciebie.
Tutaj zrobił pauzę widocznie zbity z tropu stwierdzeniem szamanki jakoby w posiadłości Rodu Herresto wydawał się bardziej wygadany. Upił kolejny łyk herbaty, podrapał się w okolicach ucha, po czym znów niemal wyszeptał:
- Masz mój pierwszy sekrecik. Nic tak mnie nie nakręca jak misja w terenie. Może poza jednym... ale to już kolejna tajemnica.
Wciąż utrzymywał kontakt wzrokowy, oczywiście o ile Athlauna także go utrzymywała.
15.01.2016, 18:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#52

To zakładasz, że będziemy utrzymywać ze sobą kontakt?, skonstatowała w myślach, uśmiechając się nieznacznie. Och, kochaniutki, dobrze kombinujesz. Obawiam się jednak, że nasze cele nie są ze sobą zbieżne.
Athlauna nie skomentowała także głośno tego, jak Ratharon próbował uczynić z siebie wielce ważną personę, która wyjątkowo znalazła dla niej czas. Guzik prawda. Wdowa Voegembe założyłaby się o każdą sumę, że czekał na nią, aż przyjdzie którymś popołudniem do piekarni "Muffin", aby odebrać należną jej nową suknię. A skoro nie zjawiła się, stracił cierpliwość i sam ją odnalazł. Z pewnością nie natrudził się w poszukiwaniach.
Zrobił tak, jak zechciała.
- Do stolicy zawsze ściąga wielu oszołomów. Czy teraz sytuacja jakoś specjalnie wyróżnia się? - zapytała z grzeczności. Nie zależało jej na odpowiedzi, lecz rozmawiać o czymś było trzeba, skoro gość nie chciał niczego zdradzać o sobie, który w dodatku okazał się chłopcem na posyłki ważniejszych ludzi od siebie. - Pracujesz w terenie, w dodatku jesteś szamanem. Zdarzyło ci się kiedyś natrafić na coś ciekawego, związanego z twoimi zdolnościami? Od czasu do czasu wybieram się na różne krótkie wyprawy, lecz jak dotąd nie natrafiłam na duszę rangi złotego talizmanu lub laleczki zdobionej magicznym płótnem, prócz, oczywiście, twojej Yii. Możesz mi o tym opowiedzieć, czy to także pozostawisz w sferze tajemnicy?
04.02.2016, 13:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#53

[MG]

Wyglądało na to, że szamani przebywający w kwaterze nad zakładem jubilerskim mieli zupełnie inne oczekiwania wobec siebie. Athlauna mogła przypuszczać po co zjawił się u niej Ratharon, jednak ona wypytywała go o sprawy Lothil i jego zawodu. W zasadzie nie ma się co dziwić - od niedawna była pełnoprawną obywatelką tego miasta, więc miała niepowtarzalną okazję by dowiedzieć się czegoś nowego. Na pytanie odnośnie oszołomów Ratharon zareagował "smutnym" uśmiechem i szybko odpowiedział.
- Liczba szaleńców na świecie zawsze jest taka sama, nie przybywa ich ani nie ubywa, jednak wydaje mi się, że ostatnio w ich głowach pojawiają się coraz to bardziej szalone pomysły.
Po tej wypowiedzi ujął w dłonie filiżankę herbaty zaparzonej przez szamankę i pomimo dosyć wysokiej temperatury wypił ją jednym duszkiem, po czym westchnął głośno i przeciągnął się w krześle. Zaraz potem znów został zasypany pytaniami przez rozmówczynię. Athlauna mogła odnieść wrażenie, że zaczyna go to irytować.
- Trafiłem na wiele obłąkanych dusz i wiele z nich można uznać za ciekawe. Ale akurat okoliczności pozyskania tych złotych duchów, o których mówisz nie zdradzę. - powiedział Ratharon z ironicznym uśmieszkiem.
- To już nie kwestia mojej tajemnicy... jest wiele powodów, dla których nie mogę o tym wspominać. Proszę, nie brnij w ten temat.
27.02.2016, 12:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#54

Rzuciła długie spojrzenie rozmówcy. Nie zdradziła ani jednym drgnięciem mięśni twarzy, że zirytowała ją postawa gościa. Rozmowa przestała przebiegać tak, jakby tego chciała, w dodatku wcale nie kleiła się. Musiała niemalże ciągnąć go za język, by coś powiedział, a gdy odezwał się, wprawiał szamankę w lekką konsternację.
- To chyba nie mamy już o czym rozmawiać - zauważyła zwodniczo łagodnym tonem Athlauna. - Nie mogę pytać o sprawy szamańskie, nie mogę pytać o twoją pracę, nie mogę pytać o twoje duchy... Czy pozostał jakikolwiek bezpieczny temat, który nie byłby zarazem trywialny?
Nie popędzając z odpowiedzią, jubilerka spokojnie popijała herbatę, zakładając nogę na nogę, przybierając pozę damy - trzymając przy tym spodeczek w jednej dłoni, a filiżankę w drugiej. Nie stroniła od kontaktu wzrokowego, po prostu przyglądając się Ratharonowi. Swoim zachowaniem delikatnie sugerowała, że gość sprawił gospodyni nieuprzejmość.
Jeżeli w dalszym ciągu mężczyzna będzie równie skory do rozmowy, co wcześniej, Athlauna krótko oznajmi, że "to już chyba najwyższa pora, by obejrzała tę suknię w worku", po czym delikatnie da do zrozumienia, że nadeszła także pora, aby już sobie poszedł.
01.03.2016, 00:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#55

Ostatni post jako
[MG]

Athlauna była poirytowana zachowaniem jej gościa, jednak mogła wyczuć w powietrzu, że Ratharon także nie kryje poirytowania. Widocznie spodziewał się wizyty w nieco innych celach niż zalanie go gradem pytań dotyczących jego fachu. Dopił w ciszy herbatę i odstawił delikatnie filiżankę na spodek. W końcu szamanka stwierdziła, że tematy się wyczerpały skoro jej rozmówca chce zachować masę sekretów dla siebie. Pokiwał on delikatnie głową, po czym odpowiedział na jej kolejne pytanie.
- O rzeczach trywialnych moglibyśmy rozmawiać cały dzień, jednak ja muszę jeszcze odwiedzić starego przyjaciela, a ty jak sądzę masz zakład do prowadzenia. Jestem ci wdzięczny za twój wkład w rozwój gospodarki Lothil, to po części wpływa na moje wynagrodzenie. - rzucił Ratharon wstając z krzesła i kierując się do wyjścia.
- Dziękuję ci za rozmowę i herbatę, mam nadzieję że jeszcze się kiedyś spotkamy. Nie licz, że racząc mnie herbata wyciągniesz ze mnie jakieś sekrety, do tego potrzeba czegoś mocniejszego. Trafię do wyjścia, uważaj na siebie. - powiedział z szerokim uśmiechem, po czym zamknął za sobą drzwi. Athlauna słyszała spokojnie stawiane kroki po schodach, po czym zrobiło się bardzo cicho. Została sama z filiżankami po herbacie do umycia.

Na podłodze jednak został prezent od szamana. Gdyby zajrzała do brzydkiej torby położonej przez Ratharona na podłodze, jej oczom ukazałaby się piękna, gładka i prosta suknia wykonana w całości z jednej płachty barwionego jedwabiu. Kolor sukni przypominał błękit bezchmurnego nieba, zaś krój był idealny dla szczupłej osoby jak ona. Co prawda nie poszerzana część sukni poniżej talii mogła nieco krępować chód, ale prezentowała się bardzo elegancko. Oprócz tego w okolicy subtelnie rozciętego dekoltu mieniła się cała gromadka mieniących się różnymi barwami opali. Mimo, że były to kamienie półszlachetne, to jubilerka bez problemu mogła przez ich ilość oszacować łączną wartość świecidełek na około dwa złote smoki. Cała sukienka mogła więc w stolicy mieć wartość minimum czterech złotych smoków, co sprawiało że prezent mógł zostać odebrany jako hojny. Po założeniu sukni Athlauna mogłaby dostrzec, że Ratharon źle ocenił wzrost kobiety i kilka centymetrów sukni należało obciąć, by nie przydeptywać drogocennego materiału.

Gracz opuścił wątek
15.04.2016, 10:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#56

Athlauna jedynie skinęła głową z godnością baronowej bądź innej wysoko tytułowanej damy na słowa zbierającego się do wyjścia gościa.
- Dobrze wiedziałeś, że zapytam o to. Jak szamanka szamana z zawodowej ciekawości. To żadne tajemne sekrety, aby tak ich zawzięcie bronić, ale jak uważasz. Jeżeli kiedykolwiek jeszcze się spotkamy, będziesz miał czas na przemyślenie tego. Może zmienisz zdanie i opowiesz coś więcej o sobie, Ratharonie. Tymczasem bywaj. Dziękuję także za prezent i że zechciałeś zaszczycić mnie swoją wizytą - odpowiedziała z pozoru łagodnym tonem, choć można było wyczuć chłód. Kiedy gość ulotnił się z jej mieszkania, stała nadal przy stoliku, z filiżanką i spodkiem w ręku, patrząc się w pustą framugę drzwi kuchennych. - Może spotkamy się. Nie liczyłabym jednak na to.
Dopiero po chwili zainteresowała się suknią w brzydkiej torbie. Nie nastawiła się na nic szczególnego, zwłaszcza w tak paskudnym opakowaniu. Dopiero gdy uzmysłowiła sobie, co trzyma w dłoniach, przyglądając się całości, kamieniom, krojowi, materiałowi, zielone oczy zalśniły jak kotu, który otrzymał spodeczek śmietanki. Zaraz potem już znajdowała się w sypialni, przymierzając nabytek do swojego ciała. Nawet gdy okazało się, że kreacja jest nieco za długa, nie wzbudziło to nawet najmniejszego grymasu na twarzy jubilerki. Bawiła się, poruszając fałdami, aby w końcu przymierzyć ją z satysfakcją i świadomością, że wygląda w tym jak milion złotych smoków. Z dalszą uciechą zaczęła eksperymentować z pozami, mimiką, fryzurą, makijażem, biżuterią, oddając się swym szalonym fantazjom. Nawet pomyślała o jednym szamanie, biedaku, co miał nieszczęście być jej najbliższym przyjacielem. Gdyby zobaczył ją, zrozumiałby, gdzie należy jej miejsce. Jej myśli powędrowały jeszcze w innym kierunku, takim, który wzbudził u niej rumieniec na twarzy.

Dwa miesiące później
Athlauna już od jakiegoś czasu chodziła poirytowana. Choć uśmiechała się i zachowywała jak zawsze, coś w głębi niej buntowało się, burzyło. Momentami aż za bardzo rozstawiała pracownice, wynajdując nowe sposoby na zajęcie myśli. Skupiała się przede wszystkim na pracy. Pracy, która stawiała ją w takim samym położeniu jak wcześniej. Jedyne wydarzenia wybijające się z monotonii dopadającej ją od pewnego czasu, to zdarzenie z posiadłości w Srebrnym Raju, jej ponowne przeszukanie, spotkanie Ratharona. Reszta zlewała się w jedno. Przyprawiało to Athlaunę o irytację. Pomimo przysługi dla miasta, nie osiągnęła nic więcej. Ambicja nie została w pełni spełniona. Ponadto, od dawna nie widziała Metheora. Zaszył się gdzieś, zniknął w świecie bez żadnej wiadomości. A ona, wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciała go zobaczyć. Porozmawiać. Nawet wyruszyć w podróż. Może to właśnie dlatego zapisała się na wyprawę do Teolii na poszukiwanie zaginionych i wyjaśnienie tej tajemnicy. Może tam go znajdzie?
Póki co, ku swej irytacji, zmartwiona o losy zaprzyjaźnionego szamana, szykowała się do wyjazdu. W tym celu wyszła z zakładu, mając nadzieję, że być może dopisze jej szczęście i spotka w karczmie kogoś, kto także wybiera się w tym samym celu. W końcu podróż samotnej kobiecie nie przystoi, nieprawdaż?

Gracz opuścił wątek
17.06.2016, 15:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#57

STRAŻNIK
Spokojne przedpołudnie w Migoczącej Damie. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje, żadnych potencjalnych klientów przed zakładem. Lekki wiatr daje się we znaki przechodniom.



Wraz z kolejnym powiewem delikatnego wiatru do pomieszczenia weszła jakaś starsza kobieta, która swoją aparycją wskazywała na to, że jest z biedoty miejskiej. Zdawała się być wyraźnie przestraszoną, tym bardziej kiedy zobaczyła pracujące tutaj dziewczęta. Anna już była gotowa wygonić gościa, ale kobieta wysunęła drżącą dłoń z umiejętnie poskładaną kartką papieru w stronę rudej uczennicy. Cassandra nie spodziewała się tego, ale zmieszana odebrała ten nietypowy podarek. Zdecydowanie nie pasował do staruszki, która swoimi drżącymi palcami z pewnością by go nie poskładała. Chwilę później kobieta opuściła lokal żwawym, jak na swoje możliwości, krokiem.
Po rozłożeniu czystej kartki w środku znajdował się liścik z kaligraficznie wykonanym napisem Do panienki Athlauny, oraz pieczęcią miasta Lothil. Dziewczyny spoglądały z niedowierzaniem na to, szybko składając wszystko do stanu pierwotnego. Były święcie przekonane, że jakiś "zapracowany" możny przysłał kobietę, która powinna dać jakieś zlecenie, a przynajmniej tak podpowiadała logika. Po tym drobnym incydencie Cassandra ukryła liścik w ladzie, czekając na jego adresatkę, a następnie wróciły do swoich zajęć.

Cytat:Panienko Athlauno

Pamiętasz jeszcze o mnie? Wierzę, że podarek jaki panience sprezentowałem przypadł do gustu i dumnie panience służy. Codziennie przechodząc koło zakładu zastanawiam się czy dalej panienka działa w sprawach miasta, a może oddała się swojej pracy?
Jeśli chciałaby panienka przysłużyć się chwale stolicy, będę czekał w karczmie "Trzy kości".
Radzę wziąć panience jakiś płaszcz z kapturem, z całą pewnością się przyda.

Panienka wie. . .


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






14.11.2017, 14:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Migocząca dama - zakład jubilerski
#58

Athlauna nie zabawiła długo w Teolii. Wmawiając nowo poznanemu szamanowi, z którym nawiązała krótką współpracę, że zamierza na poważnie podjąć się wyznaczonego zadania, wykorzystała okazję, by rozejrzeć się w terenie. Szukała jednej, konkretnej osoby wśród rzeszy chętnych i żądnych przygód, a ponieważ już po kilku dniach okazało się, że nie zastanie w mieście swego przyjaciela, wycofała się dyskretnie. Nie pożegnała się nawet z Luthienem, znikając z dnia na dzień. Wsiadła z powrotem na statek, nie posiadając krztyny wyrzutów sumienia.
Zlecenie wyglądało na takie, gdzie trzeba byłoby nie tylko ubrudzić rączki, ale także wchodzić do miejsc, które śniły jej się w koszmarach. Na samą myśl, że musiałaby wdychać smród, robiło jej się słabo. Zdecydowanie nie była gotowa na takie poświęcenie.
Gdy wróciła do ciepłego i wygodnego mieszkanka na piętrze, poświęciła kilka myśli, by zastanowić się nad tym, co właściwie się wydarzyło. Ciekawiła ją tamta sprawa, niektóre aspekty wydawały się śmierdzieć przekrętami, jednakże... Nie było warto. Voegembe zmarnowała swój czas, co ją irytowało. Ta wyprawa niczym jej się nie przysłużyła. Wiedziała tylko tyle, że nie było tam Metheora.

Gdy pewien inny szaman postanowił przypomnieć Athlaunie o swoim istnieniu, wdowa bawiła na mieście u jednej z przyjaciółek, z której sukcesywnie wyciągała różne informacje. Po wysłuchaniu zdziwionych pracownic, wzrokowo pytających o pieczęć miasta na liście, z mało zainteresowaną miną odebrała wiadomość. Dziewczęta uwierzyły w jej słowa, że to pewnie chodzi o jakąś nieścisłość z bieżących spraw. Kładąc ostentacyjnie list na ladzie, odegrała całą scenkę ze skontrolowaniem pracownic, przejrzeniu dotychczasowych obrotów oraz sprawdzeniem innych pierdół zanim zdecydowała się zabrać wiadomość i z równie mało zainteresowaną miną wejść do części mieszkalnej.
Wchodząc po schodach, powtarzała sobie, by zaczekała jeszcze trochę. Pokonując ostatni stopień, pogratulowała sobie cierpliwości i zaraz potem rzuciła się do czytania. Już w swej sypialni miała błyszczące oczy, zaróżowione policzki, a usta wygięte w uśmiechu triumfu. "Wiedziałam, że tak będzie", mamrotała do siebie. "Tak musiało być. Nie inaczej. Może jednak ta znajomość do czegoś się przyda?"
Prześledziła wzrokowo treść liściku jeszcze raz, a potem jeszcze raz i jeszcze, aż rzuciła się na łóżko. Leżąc na plecach zaśmiała się cicho, na tyle, by nie usłyszały ją młode pracownice. Zastanawiając się nad naturą zaproponowanego spotkania, Athlauna nie miała wątpliwości, że czekało ją coś w związku z jej talentami szamańskimi. Czyżby drugie zlecenie? Z urzędu miasta? Jednak nie był to ślepy zaułek?
A może znowu chciał ją wykorzystać jako ozdóbkę dla siebie?
To prawdopodobne.
Już zaczęła obmyślać kolejne posunięcia, możliwości, które mogą się przydarzyć, gdy nagle zamarła ponownie skonfundowana jednym, zasadniczym problemem wysuwającym się na czoło całego przedsięwzięcia.
Skoro miała zabrać ze sobą płaszcz z kapturem, to jest to bardzo prawdopodobne, że ruszą gdzieś dalej, poza karczmę. Również wyczytała z liściku sugestię odnośnie sukni. Czyżby także chciał, aby ją włożyła? A może tylko poprzez napomknienie o tym wierzył, że go skojarzy? Z drugiej strony miejscem spotkania miało być "Trzy Kości", a więc to też zobowiązywało...
Jak, u licha, powinna się ubrać?

Kilka godzin później wygrzebała się i wyruszyła do karczmy.

Gracz opuścił wątek
16.11.2017, 10:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna