Las niedaleko Lothil

STRAŻNIK
Miejsce:
Las niedaleko Lothill
Pogoda:
Narastająca wilgoć, Noc.
Szamańskie oczy

roki Szamana, choć z początku przepełnione drżeniem, z każdą chwilą zyskiwały na pewności. Narastające z każdą chwilą charczenie człowieka oraz chrzęsty ściółki wysianej szczątkami i krwistymi szramami były jedynymi póki co dźwiękami, jakie wybrzmiewały w tej przypominającej nocną marę lokacji. Im bliżej szamański kat znajdował się od osobnika tym, mocniej czuł na poziomie skroni i oczu, że coś się dzieje nietypowego. Człowiek w wyobrażeniu Szamana zaczął jakby zmieniać swój kształt. Z początku wydłużał mu się język, następnie postura i reszta ułożenia ciała. Mimo iż Eindride ciągle był świadom, że przed nim ślęczy człowiek. Gdy Rudobrody był w odległości zaledwie dwóch metrów, mężczyzna trzęsąc się i charcząc nieustannie, powoli zaczął podnosić głowę, jego oczy były martwe - tak jak gdyby uszło z nich całe światło. Nieprzytomnie orbitowały gdzieś w okolicach czoła, dlatego też pierwsze wrażenie było takie, iż istota patrzy poprzez białka. Następnie, oczy bardzo powoli zaczęły się przesuwać w dół, jakby łapiąc kontakt wzrokowy z Szamanem i wtedy Eindride wreszcie to zobaczył...





Uderzenie wizji przyszło nader gwałtownie i pewnym było, że Eindride nie był gotowy na taki widok. Prędko stało się jasne, że to nie z człowiekiem ma już do czynienia, lecz z jedną z najstraszniejszych bestii ukrytej w ludzkiej otoczce. Szamańskie instynkty zdawały się podpowiadać w umyśle Rudobrodego i tłumaczyć całą sytuację na podstawie dostępnych informacji. Duch bestii niewątpliwe opętał nieszczęśnika, przejmując nad nim kontrolę i czyniąc zeń pojemnik na którym żerował. Pozostawało jedynie pytanie. Dlaczego ofiara miała w sobie bestię...?

Niestety... nie było czasu na dalsze rozważania, bowiem bestia zaczęła zmieniać swoje ustawienie, przestawiając się na cztery kończyny, przypominając tym samym bardziej już zwierzę, a nie człowieka. Zaraz po tym pokazały się zakrwawione zęby, ślina zaczęła wyciekać intensywnie z ust, a na zewnątrz wyszedł język. Był zdecydowanie dłuższy, niż u przeciętnego człowieka. Ułożenie opętanego i naprężające się mięśnie przypominały Eindride łowne zwierzę, które przygotowuje się do skoku na swoją zwierzynę. Czyżby chodziło o dzierżącego tasak śmiałka?


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






13.10.2017, 22:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

Poczwara przeobrażała się na oczach szamana. Jej nienaturalna forma wprawiała w zakłopotanie, a mimo to szaman uważał, że widzi przed sobą nawiedzonego człowieka. Po chwili jednak doszła go wizja, która o mało co nie zwaliła go z nóg. Upakowane tuż pod skórą mięśnie wydawały się pulsować, a długi, zmoczony język podrygiwał niecierpliwie, jakby czekał na pierwsze krople krwi.
Upiór. – trafnie zauważył szaman. Demon zamieszkujący w mężczyźnie gotowy był do ataku, więc zamiast czekać bezużytecznie na zadany cios posiłki zaczęły być wzywane. Rudowłosy chciał załatwić to tak szybko i tak bezboleśnie jak się dało. Mimo to bał się o własne życie bardziej, niż gdy leżał związany na podłodze jaskini obok rzezimieszków pragnących jego głowy. Strach, wiara, panika i rozsądek, a także nawyki z bójek i niepewność walczyły teraz ze sobą w duszy biednego szamana. Na całe szczęście nie był on na tyle inteligentny, by rozważyć swoją porażkę. Musiał to zrobić – albo zginie. Ale Eindride nie chciał wcale od razu wysyłać anioła do walki, gladiator decyduje dopiero na arenie. Sytuacja nagliła jednak, odzew żądzy krwi nie będzie czekał na odpowiedź. Za pomocą powiązania z aniołami porozumiał się z głównym jego i ulubionym pomocnikiem. Używał tej umiejętności nawet po to, żeby umilać sobie podróże. Teraz nie potrafił  jednakże żartować. Na myśl nie przychodziły mu żadne humorystyczne komentarze dotyczące stojącej przed nim bestii.
Gaidar! W moim plecaku jest sznur, weź go byle szybko. Kiedy bestia zaatakuje mnie próbuj złapać ją od tyłu za łapska i przewódź do ziemi. Owiń mocno sznurem, jest długi i mocny, ale uważaj bardzo mimo, że masz zbroję, a głównie na te zębiska paskudne. I niech nam Duronor dopomoże.
Anioł posiadał wspaniałą zbroję, która mogła uchronić go przed pierwszymi draśnięciami. Eindride miał tylko nadzieje, że sam nie zabije się przy swoim pierwszym egzorcyzmie. Jak przy każdym pierwszym razie bardzo był trochę poddenerwowany i niepewny, ale już postanowił, uwolni ciało człowieka od tej pijawki. A może, jeśli mu Duronor da, odeśle ją pod sąd boży, by nie plugawiła już tej ziemi. Nie było też mowy o negocjowaniu. Wiara w słowa swojej modlitwy, która napełniała go teraz wigorem, była jego oporą. Przez krótką chwilę szaman nie potrafił przypomnieć sobie, co dokładnie czytał o opętaniach.  Zastanawiał się, czy demon ukryty w człowieku zareaguje na runy. Ale nie miałby teraz nawet czasu, by je nawet wyrysować. W bibliotekach nie było wcale wiele informacji o pokonywaniu demonów i upiorów, a dodatkowo po tylu latach wędrówki na pewne fakty patrzeć można było tylko przez mgłę zapomnienia. Jednakże, dzięki tak hojnie mobilizującej sytuacji, do głowy przyszła mu pewna dosyć znana zasada natury. Walka. Walka siły i walka energii, walka o dominację. Upiór, który zwarcie siedzi w napotkanym mężczyźnie jest najwyraźniej silniejszy niż wola i życiowa energia tegoż właśnie człowieka.  Szaman czekał więc teraz na rozwój sytuacji, pragnął unieruchomić ucieleśniony nośnik, którym był człowiek i szybko przejść do egzorcyzmu odstręczającego upiora.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2017, 20:19 przez Eindride.)

Nec habeo, nec careo, nec curo.
27.10.2017, 20:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

STRAŻNIK
Środek ciemnej nocy. Leśny zagajnik o średnicy około siedmiu metrów, po brzegi wypełniony padliną i wszelakimi szczątkami, których woń niemiłosiernie utrudnia zebranie myśli. Pośrodku niego samotny śmiałek naprzeciw bestii w ludzkiej skorupie. To moment w którym zaczyna się...
Walka o Przetrwanie

lan Szamana nie był najgorszy, ale jakby z goła nieprzemyślany. Nasuwało się jedynie małe "ale", bowiem przywołany duch nie mógł się zjawić dzierżąc od razu przedmiot do niego nie należący, co w tym wypadku, musiałoby być okupione dodatkowym czasem działania na dobycie przez ducha liny. W momencie najmniejszego zawirowania spowodowanego materializacją ducha, znajdujący się naprzeciwko Eindride opętany człowiek ruszył do natarcia. Bystre oko szamana dojrzało jedynie nieludzkie napięcie mięśni, które poprzedziły prędki i gwałtowny skok. Niestety, samo to spostrzeżenie nie było czymś co wystarczyło, żeby obronić się w pełni przed atakiem człowieka z duszą bestii.

Uderzenie, zachwianie prowadzące do upadku i dźwięk rozdzieranego materiału, bolesne szarpnięcie i mrowienie rozchodzące się wzdłuż ciała... Wszystko stało się tak nagle, tak szybko. Nad ciałem Rudobrodego ślęczała pochylona bestia w ludzkiej skorupie. Twarz opętanego znajdowała się niewiele dalej od twarzy szamana. Towarzyszył jej ciężki oddech o zapachu najpotworniejszej padliny, jak i stróżki śliny zmieszanej z ciepłą krwią skapujące raz po raz na twarz Eindride. Oczy puste, martwe, jakby rozbiegane. Paznokcie boleśnie wżynające się w rękę dzierżącą tasak jak i drugą dłoń, uniemożliwiały poruszenie nimi w jakikolwiek większy sposób. Ból w pobliżu ramienia, jak i uchodząca z tego miejsca ciecz, dały prędko do zrozumienia, że pierwsza rana już została zadana, lub raczej... wyszarpana. Bestia na szczęście dla Szamana najprawdopodobniej chybiła, rozszarpując naprędce tylko ciało w pobliżu szyi lecz nie naruszając najbardziej ukrwionych obszarów. Gaidar na szczęście był już w gotowości, by dopomóc swojemu władającemu i w momencie, gdy bestia nabierała pędu by wgryźć się tym razem już w szyję, anioł przy pomocy potężnego kopniaka, zwalił oponenta z ciała Eindride...

Zaledwie małą odległość wystarczyła Czarnowłosemu, by odzyskać stabilność. Gardłowe warknięcie poprzedziło gwałtowny ruch w kierunku ciemności, poza zasięg oczu Szamana. Pewnym było, że bestia tak łatwo nie odpuści, bowiem warczała krzątając się raz po raz za drzewa mi zataczając kręgi i myląc swoją ofiarę co do swojej lokalizacji.

Lewa strona karku krwawiła niemiłosiernie, a plecy i głowa pobolewały od uderzenia, potrzebny był albo nowy plan, albo dopracowanie starego, bowiem tylko kwestią czasu było nim miał nastąpić kolejny atak pozbawionego duszy człowieka...







Dziękuję za cierpliwość...
Odejmij sobie trzynaście punktów many za Gaidara.


Pozdrawiam
Dobry Kuzyn Mest






Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






15.11.2017, 21:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

Nie wyglądało to zbyt dobrze. W chwili gdy demon naskoczył na szamana jego nogi ugięły się jak sprężyny. Oboje padli na twardą, zimną ziemię. Nie był na tyle silny, by odeprzeć atak jakiegoś cherlawego upiora? Jego już i tak niewielkie ego ucierpiało po raz kolejny. Rudowłosy wzniósł wzrok do niebios podczas gdy Gaidar ratował mu życie.
- A więc to tak?! Cała ta podróż to jedna, wielka próba? Nie grabie, nie truje, nie pale, a mordować przyszło mi ludzi podłych tylko. Za co więc? Za co ta próba, jeśli wiesz, że nie podołam?
Podczas monologu tęgi anioł przeleciał wzrokiem linię drzew i złapał biednego szamana za ramiona, jeden szybki ruch wystarczył, by jak słup ustawić go sztywno na ziemi. Powietrze wdarło się do piersi przy bolesnym wdechu i zastygło. Za to rana nie bolała aż tak, jak się pokrzywdzony spodziewał, być może z szoku. Zasłonił ją dłonią, by zahamować krwawienie. Teraz dwóch wojowników stało plecami do siebie wyczekując już kolejnego natarcia.
- Musisz nauczyć się walczyć ze złem tego świata większym niźli pijaczyny spod karczm. Nie biadol a trzymaj broń prosto! – buchnął wielki Gaidar tarczą zasłaniając ich lewą stronę.
- Łatwo ci mówić. Nie wiem, czy tyle mam siły, by nas obu w tym świecie przetrzymać. Duronorze, gdy przeciwności, przykrość, utrudzenie lub kostucha wystawią moją cnotę na próbę, gdy ujrzę kielich goryczy, gdy miłosierdzie Twoje zechce mnie oczyścić przez cierpienia – kieruj mną.
-Zakładam, że wniebowzięty nie zostaniesz, więc pomyśl co robić a raz! Może nie jesteś najlepszym szamanem, może nie jesteś mędrcem, może jesteś tylko głupim chłopem spod Norwel co posmakował świata i umie dwie runy na krzyż narysować.
- Acha? – zachęcał do dokończenia wypowiedzi rudowłosy – Ale?
- Ale co na Boga? Nic mi więcej na myśl nie przychodzi. Musisz zrozumieć w każdym razie, że nie o ciebie tak tu chodzi jak o Jego plan. On cię postawił w tej sytuacji, a ty musisz się z niej wylizać.
Niestety tej motywacyjnej gatki nie udało się zaliczyć do najbardziej finezyjnych. Mimo to Eindride znalazł w sobie motywację. Zamiast rozżalać się nad rozwojem wydarzeń, skupił się na szukaniu upiora. Szukał jednak tylko oczyma, gdyż wejście w zarośla od tak sobie byłoby rychłą śmiercią. Rudowłosy próbował przypomnieć sobie, czy widział jakiś słaby punkt na ciele demona, gdy ten przygwoździł go do ziemi. Myśli błądziły po chwilę w jego oszołomionej głowie. Już wcześniej las ucichł, ale teraz intensywność wcześniejszych wydarzeń połączona z obecnym wyczekiwaniem utworzyła miejsce, które zamarło w czasie jak i przestrzeni. Było tylko tu i teraz. Szum adrenaliny ustąpił miejsca nikłym chrzęstom i chrupotom.  Dłoń szamana zacisnęła się na rękojeści broni. Jego oddech wyrównywał się sukcesywnie.
- Człowieku w bestii zamknięty, jeśli mnie słyszysz – walcz! Sługa Wszechmocnego Duronora przyszedł ci na ratunek! Twoja dusza musi opór stawiać sile nieczystej! A ty upiorze coś ludzką postać przyjął na Jego zniewagę – pokutuj i niech cie świętość moich słów rozgoryczy! Bodaj ty jasności Boskiej nie oglądał! – krzyknął co sił w stronę ciemnego lasu. Jeśli upiór miałby się pojawić zamierzał wzywać na pomoc Heriego, by oślepił bestię. Wiedział, że będą to sekundy, dlatego uważnie wyczekiwał momentu ataku.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
09.12.2017, 04:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

STRAŻNIK
Środek ciemnej nocy. Leśny zagajnik o średnicy około siedmiu metrów, po brzegi wypełniony padliną i wszelakimi szczątkami, których woń niemiłosiernie utrudnia zebranie myśli. Pośrodku niego samotny śmiałek naprzeciw bestii w ludzkiej skorupie. To moment w którym zaczyna się...
Walka o Przetrwanie

słowach Gaidara było wiele racji, głównie co do tego, jak bardzo różni się walka z przeciętnym, czy nawet... ponadprzeciętnym człowiekiem, a potwornymi okropieństwami tego świata. Świeża rana mrowiła i drętwiała, ale stopniowo krwawienie ustawało, pozytywnym aspektem był również słabnący ból od upadku, co jednoznacznie wskazywało na to, że nic poważniejszego poza konkretnym siniakiem nie będzie. Główny problem tkwił w panoszącej się na wolności bestii.

Myśli szamana, krążyły wokół charakterystycznych punktów w ludzkiej istocie. Ale Rudobrody, nic poza raz po praz pojawiającym się obrazem skaczącej bestii, nie mógł sobie przypomnieć, jedynie te naprężone do granic możliwości mięśnie podczas skoku, tak jakby najmniejsze ukłucie miało sprawić, że wszystko mogłoby się rozerwać. Nawet jak na skrajnie wyćwiczonego w akrobacjach człowieka, byłoby to więcej jak dużo, a skoki cyklicznie były wykonywane, raz po razie. Cyklicznie... tak, to było dobre słowo, bowiem dokładnie co pięć sekund następowało kolejne wybicie. Dzięki tym sprawnym obserwacjom szaman mógł być dokładnie wyliczyć, kiedy nastąpi kolejny skok. Coś jednak innego zaprzątało umysł... Z miejsca z którego przybył Szaman uleciała niespodziewanie chmara czarnego ptactwa w kierunku przeciwnym niż gospoda, natomiast z terenu naprzeciw, rozciągającego się za zasięgiem skoków bestii niosły się ciche trzaski gałęzi i szelesty liści, które współgrały z narastającym wiatrem...

Niestety, nie było czasu na dalsze przemyślenia, ponieważ w momencie spostrzeżenia, bestia skoczyła ponownie, wprost w kierunku Eindride. Tym razem jednak miało być inaczej... Szaman był gotowy!


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






28.12.2017, 02:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

W chwili kiedy poczwara skoczyła na szamana nie myślał o niczym innym, tylko zranieniu demona. Gdyby atakował na spokojnie napadającą go bestię myślałby pewnie o tym, że może zginąć, być może myślałby o swojej siostrze. Próbowałby wyobrazić sobie jak wygląda, czy ma dzieci, czy została z tym mężczyzną wspomnianym w jedynym liście jaki doszedł z Greatard. Prawdopodobnie gdyby był bardziej doświadczony pytałby siebie jak wygnać demona z człowieka bez ranienia go. Gdyby był bardziej pobożny wyobrażałby sobie o wyższe władze patrzące na jego akcje z niebios. Teraz nie myślał jednak. Zimny pot i rana , która dopiero co przestała krwawić, przestały być odczuwalne. Nawet zimny wiatr nie robił na nim żadnego wrażenia. Eindride zamachnął się w tym samym czasie przyzywając Heriego. Szaman mierzył w ręce, anioł w oczy.
Drugi sługa boży ukazał się w ułamku sekundy nad dwojgiem wojowników. Jego twarz w świetlistym kręgu promieniowała białą czystą poświatą,a cztery wielkie skrzydła rozpostarły się na tle nieba z lekkim świstem. Biel błysnęła ukazując połamane gałęzie i kości w bezdrzewnym kręgu. Przez niedługą chwilę świat wyglądał nierealnie pokazany w środku nocy za pomocą tak czystego poblasku. Łuna rozświetliła ciche niebo. Srebrne włosy i zbroja anioła błyszczały w jego aurze. Snop światła, tak intensywny, że wydawałoby się namacalny, pognał w kierunku skrzywionej twarzy opętanego. Tuż potem świst tasaka przemógł się przez nieludzkie odgłosy upiora. Gaidar odwrócił się tuż po ataku, w jednej dłoni sznur, w drugiej tarcza. Postanowił działać jak mu się podobało. Zdecydował rzucić się przez szamana na bestię i przygnieść ją tarczą wraz z całym swoim ciężarem ciała. Dwa i pół metra i sto osiemdziesiąt kilo mięśni, zbroi i leopardziej skóry ruszyło przez powietrze, żeby unieruchomić przeciwnika.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
09.01.2018, 20:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

STRAŻNIK
Środek ciemnej nocy. Leśny zagajnik o średnicy około siedmiu metrów, po brzegi wypełniony padliną i wszelakimi szczątkami, których woń niemiłosiernie utrudnia zebranie myśli. Pośrodku niego samotny śmiałek naprzeciw bestii w ludzkiej skorupie. To moment w którym zaczyna się...
Walka o Przetrwanie

ynamicznie rozgrywająca się akcja, jakby zwolniła na ułamek sekundy. Oszalała zakrwawiona bestia lecąca wprost na Szamana, zawisła w powietrzu, a przyzwane anioły zamarły gotowe do wykonani woli swego pana w odpowiednim momencie. Było to oczywiste złudzenie dziejące się tylko i wyłącznie w umyśle Szamana, które jednak okazało się nad wyraz pomocne, bowiem pomogło bojowym instynktom Rudowłosego dostosować reakcję na następującą sytuację. Błysk anielskiego światła przebił się nagle przez wszech otaczającą ciemność rozświetlając otoczenie. Oczy Eindride pomimo, iż nie były celem zapiekły niemiłosiernie. Nie mogło być inaczej, tak długi czas spędzony w ciemnościach przerzedzanych sporadycznie pojawiającym się księżycem, przyzwyczaił wzrok do wychwytywania choćby śladowych ilości światła.

...Morderczy tasak przeszył powietrze...


Czy rzeczywiście tylko powietrze? Czy może jednak trafił? Jeszcze przez chwile Szaman nie był w stanie określić, z powodu białych plamek przed oczami. Na twarzy Przyjaciela znajdowało się coś ciepłego i lepkiego, co powoli spływało ku ziemi. Głuche uderzenie i głośny gardłowy krzyk przeszyły nocną ciszę, a Władca duchów wreszcie mógł dojrzeć dziejącą się akcję.

Udało się! Nad przeraźliwie wijącym się potworem w ludzkiej skórze ślęczał Gaidar dociskając go całym swoim ciężarem. Krew tryskała niemiłosiernie brudząc zbroję Anioła i barwiąc lamparcie futro karmazynową nutą. Ramię opętanego człowieka było w jednym miejscu niemalże pozbawione mięsa, odsłaniając błyszczącą białą kość. Cięcie musiało wejść idealnie i a sam cios zadany jakby z rąk najlepszego mistrza demonicznej kuchni. Opętany próbował się wyrwać, z całych sił, lecz na próżno bowiem pęta już zaciskały się dookoła zbroczonego krwią ciała.

Co teraz miało się dziać, należało tylko i wyłącznie do woli szamana, trzeba było się jednak śpieszyć bowiem w momencie, gdy krzyki wiązanego dopiero co ustały, nocny las przeszyło wycie wilka oddalonego raptem o paręset metrów...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






01.02.2018, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Las niedaleko Lothil

Ciemne niebo rozbłysnęło palącym światłem. Szaman, nachylony teraz po zadanym ciosie, oddychał głęboko, patrząc się w nicość, podczas gdy jego biedne oczy przyzwyczajały się z powrotem do ciemności nocy. Mroczki ustąpiły. W myślach przewijało mu się jedno zdanie: „zasada pierwsza ulicznej walki - broń swojej pozycji i nigdy się nie cofaj, chyba, że przygotowujesz atak z zaskoczenia. Broń swojej pozycji, broń swojej pozycji.” Nie była to jednak uliczna walka, ale bitwa z demonem. Oszołomiony tym pojedynkiem na śmierć i życie przypominał sobie stare dzieje bójek przed karczmami. Eindride zawahał się patrząc na Gaidara praktycznie leżącego na wijącym się nieszczęśniku. Wydawało się, że pomiędzy tym zamachem tasakiem, a tą wielką ulgą, którą odczuwał teraz rudowłosy, minęła wieczność. Miesiące jakby przeszły przez ten zagajnik leśny podczas gdy sylwetki anioła, szamana i bestii nieruchomo czekały na niewidzialną rękę boga, który popchnął ich do kolejnego wydarzenia. Eindride poczuł na twarzy ciepłą krew, jego pierś z lekkim bólem wyprężyła się, a jego nogi skoczyły w kierunku pomocnika, który niesamowicie ciasno zawiązywał sznur na nieziemsko ryczącej gadzinie.
- Teraz! Teraz tego demona wywlecz! – zadudnił anioł zaciskając ostatnie więzy.

- Duronorze! Usłysz sługę swego! Panie życia i śmierci, Panie wszystkiego co na tej ziemi się tuła, z twoją boską pomocą daj mi pokonać tę siłę nieczystą! Anioły u boku mego niech strącą złowieszcze moce do piekielnych czeluści, gdzie należą. Użyj mej mocy, by uratować tę duszę ludzką, błagam, błagam Durnorze! Błagam, błagam Duronorze… - powtarzał sługa boży łapiąc twarz poczwary jeszcze z tasakiem w rękach. Całą swoją siłą powstrzymywał wynaturzenie przed szarpnięciami głowy, aż w końcu z pomocą Gaidara spojrzał głęboko w rozbiegane, białe jak mleko oczy.

- Dalej, dalej szamanie! Wywlecz tego skurwysyna przed sąd ostateczny! Za tą kobietę, za wszystkie ofiary, sprowadź koniec na tego diabła! – ochoczo wspierał wojownik kierując się tak boskim rozkazem jak i palącą nienawiścią za zrujnowaną lamparcią skórę.
Człowiek klęcząc przy oszalałym, w palcach tarmosząc resztki sztywnych włosów zaschniętych krwią i zimną, niebieską w świetle księżyca skórę potwora skupił się na nim, wkrótce nie widząc nic innego. Wizja zaszła mu ciemnością. Gaidar nogą i jedną ręką trzymając tułów, drugą dłonią trzymając chropowate czoło opętanego z wielkim szumem wypuścił powietrze ze swoich żelaznych płuc. Krople wody i krwi spadały pojedynczo z jego brody. Czas zwolnił znowu, stare drzewa zaskrzypiały w tle egzorcyzmu.
Krzyk szamana, zachrypiały, krótki i głęboki wybrzmiał między nagimi sosnami.
Nec habeo, nec careo, nec curo.
04.05.2018, 19:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna