Targ
#1

Każdego dnia już w godzinach wczesnoporannych na rynku miasta Greathard dało się zauważyć ślady życia mieszkańców, którzy trudnili się handlem wszelkiego typu. Pojedyncze stragany rozkładano wraz z pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Do południa już część przeznaczona na greathardzki targ zwykle była całkowicie zapełniona, a kto nie zdążył, nie miał szczęścia do końca dnia. Straż silnie pilnowała tutaj porządku. Każdy płacił za kawałek przestrzeni, który chciał wykorzystać i należał mu się on do samego wieczora. Burmistrz cenił sobie uczciwość strażników ponad wszystko - gdyby któryś zawiódł, straciłby jego szacunek. A to kara po stokroć gorsza od publicznych cięgów.
Targ w Greathard. Jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w mieście, a już na pewno najbardziej ruchliwe i głośne. Drące między sobą swe, zahartowane już dawno, gardła przekupki, odgłosy zaklatkowanych zwierząt oraz podróżników, kłócących się o cenę ze sprzedawcą, połączone razem w niewyobrażalny zgiełk to hałas, jakiego nikt o delikatnych bębenkach długo słuchać nie może. Zapewne dlatego mawia się, iż kupiec musi mieć gardło i ucho ze stali, a do tego bardzo cięty język, aby przetrwać w tym brutalnym świeci.
Pożywienie, ubrania, zbroje, zwierzęta, zioła, bronie, biżuteria, kwiaty, przedmioty codziennego użytku, księgi, zwoje, pióra i kałamarze... Można tu znaleźć wszystko, czego tylko dusza zapragnie dla każdego, kto posiada choć odrobinę wolnego czasu i nie ma ochoty chodzić po sklepach. Nie mając w sobie wykształconej silnej wolnej woli, wystarczy tylko przejść się jedną z dróżek na drugi koniec targu, a już jest się obładowanym zakupami różnego typu i bez grosza w kieszeni. A miasto zarabia. Wszak kupcy to najbardziej dochodowa grupa społeczna dla jakiejkolwiek społeczności.
04.05.2014, 21:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#2

Nether zbierał się już dłuższy czas do podróży do Greathard. W końcu przyszedł odpowiedni dzień - większość ważnych spraw pozałatwiana, niewiele trzymało go już na terenach niedaleko Valen, więc stwierdził, że ruszy. Zbierało się mnóstwo powodów, dla których chciał tu przybyć. Po pierwsze - Smocza bazylika. Usłyszał o niej i pomyślał, że może być bardzo ciekawym miejscem. Miał zamiar zwiedzić ją, popytać miejscowych co o niej wiedzą. Jest mędrcem, więc po przymusowym zerwaniu kontaktu ze swoim smoczym mentorem poszukiwał wiedzy pochodzącej od tych prastarych stworów. Przy dobrych wiatrach być może znajdzie jakąś interesującą informację, ale nie robił sobie zbyt wielkich nadziei.
Port. Chciał podpatrzeć technikę konstrukcji wszelakiego rodzaju łodzi, bo w przyszłości - niestety, prawdopodobnie dalekiej - przyda mu się to. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. W tym celu przybywa tylko przy okazji.
I w końcu targ - Nether nie miał pieniędzy, ale o to właśnie chodzi. Jak zdążył zauważyć już wcześniej, kupcy często potrzebują pomocy. A to przy eskorcie, a to w przenoszeniu ładunków, a to użyć perswazji czy innych środków do odzyskania długu. I takim oto sposobem można trochę zarobić, zdobyć trochę zaufania, być może na tyle, by uzyskać jakąś specjalną ofertę, a następnie roztrwonić na nią to, co się wypracowało.
Trzy powyższe powody wydają się błahe, ale było ich jeszcze kilka, a w rzeczywistości mędrzec i tak nie ma niczego lepszego do roboty. Nie ma, póki co, mieszkania. Nie ma stałej pracy. Jest wolny i może chodzić gdzie chce, więc nawet byle kaprys mógł go skłonić.
Najpierw postanowił poszukać okazji - zarówno cenowych, jak i zarobkowych, choć raczej tych drugich, na targu. Został wręcz oszołomiony hałasem i chaosem, jaki tu panował. Nie sposób było odróżnić poszczególnych dźwięków. Mnóstwo ludzi przekrzykiwało się wzajemnie. Ale cóż, lepsza pora raczej nie przyjdzie. Ruszył szybkim krokiem wzdłuż straganów, wypatrując strapionych sprzedawców. Łatwe to nie było, bo ci raczej nie rzucali się w oczy. Panująca tu atmosfera raczej nie sprzyjała rozmowom, więc jeśli nikogo takiego nie znajdzie, dopiero zacznie wypytywać.
04.05.2014, 21:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#3

Greathard, miasto położone na zachodzie. Cenione za jego Smoczą Bazylikę, która jest skarbnicą wiedzy dla osób dobrze szukających, następnie za przepiękny i różnorodny las, którego nie może ominąć żaden alchemik i na końcu targ. Jeden z najpopularniejszych i największych miejsc publicznych, o których dotychczas wiedział Łowca. Leniwy szermierz zawsze znalazłby tam coś dla siebie, przysłuchiwanie się sprawom innych ludzi to łatwy sposób do zapełnienia sobie terminarza. Dzięki temu sposobowi można dowiedzieć się wielu ciekawych informacji, Harukiego doszły kiedyś słuchy o "Legendarnym Mieczu Przeznaczenia" Zapewne, była to brednia, ale dość miło jest pomarzyć sobie co taki oręż w odpowiednich rękach może spowodować. Niema dnia bez wewnętrznych sporów, wiadomo bardzo tłoczne miejsce pada często obiektem kieszonkowców - I tutaj pojawia się mała, nieskomplikowana robota. Złapanie zazwyczaj słabego i nieudolnego złodzieja kończąca się również małą nagrodą. Możemy również natrafić na bardziej uzdolnionego osobnika, który albo da nam popalić albo przy odrobinie szczęścia "ofiaruje" nam jakiś pożyteczny przedmiot. Możliwości jest multum.
Haruki po kilku dniach wędrówki w końcu dotarł do tego dość zaludnionego miejsca. Miał jeden i prosty cel: Wychaczyć jednoręczną katanę, która uzupełniła, by jego styl walki. Niezbyt wyspany szermierz ruszył w tłum poszukując informacji, które ucieszyłby jego ucho.
05.05.2014, 01:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#4

Szybkim krokiem manewrował wśród tłumu z gracją pantery. No, może jednak nie... Nie, to definitywnie nie była pantera. Ale nie ruszał się też jak ten przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Po prostu starał się możliwie w krótkim czasie rozejrzeć się po targu, dlatego próbował omijać licznych przechodniów, przez co często zmieniał rytm kroku i chodził bokiem. I nie wychodził przy tym na idiotę albo tancerza, bo w tym miejscu prawie każdy tak się poruszał. Rzucał co chwila wzrokiem na lewo i prawo - chwilowo raczej w prawo, gdyż to właśnie po tej stronie większość kupców nawoływała do obejrzenia swoich towarów. Naprawdę mnogość. A różnorodność jeszcze większa. W krótkiej chwili Nether wypatrzył dziesiątki różnych przedmiotów - zarówno codziennego użytku, takich jak meble, narzędzia do pracy w kuchni, ale też pewne artykuły dla wojowników. Znalazłoby się też pewnie jakieś zaklęte twory, ale te występowały, rzecz jasna, rzadziej.
"No ładnie", pomyślał, "mój obchód nie trwa nawet połowy tego, ile prawdopodobnie będzie, a dalej nic nie znalazłem". Zaczął sobie coś nucić pod nosem. W tym rumorze nikt prócz jego samego raczej nie usłyszy, a trochę sobie urozmaici poszukiwania.
W trakcie, gdy zdecydowanie dużo bardziej skupił się na rzucaniu wyżej wspomnianym wzrokiem w swą prawicę, zupełnym przypadkiem potrącił jakiegoś niższego od siebie o około głowę, czarno-biało ubranego gościa.
- O, przepraszam - rzekł odruchowo, nie zatrzymując się jednak.
05.05.2014, 18:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#5

Powoli i ślamazarnie szedł przed siebie patrząc na stoiska straganowe. Zarówno i sprzedawcy jak i towary często wyglądały wyglądały bardzo podejrzanie. Raz nawet mężczyzna skusił się i podszedł do jednego z nich aby obejrzeć jedną z perł oferowanych, bo niskiej cenie. -Podróbka. Warknął łowca rozbijając trefny towar o ziemię. Świadkowie od razu rzucili groźnym spojrzeniem na sprzedawce, który w popłochu pod wzrokiem sporej ilości osób spakował swoje graty i odszedł kończąc swój dzisiejszy handel. Oczywiście takie aroganckie zachowanie aż samo prosi się o przypomnienie zasad kultury. Tak też nieraz bywało i Haruki często obrywał bądź raczej osoby trzecie próbowały go uderzyć, jednak wszystko szło na marne, gdyż byli to zwykli chłopki. Wracając łowca przemierzając te spokojne miasto nieraz natykał się a różne dziwne osoby. Były to czarodziejki, jasnowidz, biedacy oraz osoby bogatsze, których denerwowało spoglądanie na nich jak na chorych umysłowo. Była też jedna dziwna osoba. Dość wysoki brodacz, który o dziwo był kulturalny. Dokładnie nie można było tego osądzić, gdyż tylko przeprosił za przypadkowe uderzenie ramieniem, jednak bila od niego dziwna energia. Jedno było pewne, nie był tutejszy i mógł posiadać cenne informacje. Rzecz jasna spotkałem go parę sekund temu i nie zdążyłem przyjrzeć mu się dokładnie. Pędził w przeciwną stronę do mojej. Postanowiłem pobiec za, nim. Na wieśniaczy umysł powinno to być proste - Wysoka i umięśniona osoba nosząca warkocze. Mężczyzna szybko przebierał nogami co nie dawało mi chwili do namysłu i podejmując natychmiastową i nieprzemyślaną decyzję ruszyłem za, nim. -Heeej, Brodaczu! Warknąłem głośno. Zapewne, mógł tego nie usłyszeć, w końcu to targ.
06.05.2014, 02:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#6

Zdążył już umknąć kilka kroków od człowieka, którego potracił, ale usłyszał jego głos. Właściwie to czekał tylko na zawołanie... Choć to może za dużo powiedziane. Po prostu spodziewał się, że tamten facet będzie czegoś chciał. Otarcie się o kogoś, nawet delikatne odepchnięcie było w tym miejscu czymś zupełnie zwyczajnym, ale bywają i tacy osobnicy, którzy "nie puszczają płazem" podobnych rzeczy. Zwykle jest to jakiś szlachcic, który zgrywa odważnego, bo ma przy sobie paru ochroniarzy, ale bywały też spotkania z oprychami, którzy bez żadnego powodu szukali tylko zwady. Szukali kogoś, kto ich posadzi, uspokoi. A raczej był taki jeden, sytuacja niezbyt pamiętna, ale jednak wystąpiła, kiedy na takie potrącenie odpowiedział rzutem jakimś ciężkim przedmiotem. Niecelnym. Szczęście dla niego, bo tamtym razem skończyło się tylko na... "Pouczeniu". Dlatego Nether nasłuchiwał jakichś epitetów, mogących go określić, ale nie odwracał się.
Myślał nad jakimś "Te, duży! Mięśniaku! Ej, ty!", ale "brodaczu"? Jasne, brodę miał, całkiem pokaźną, jakkolwiek dziwnym trafem rozbawiło go to określenie. Uśmiechnął się na ułamek sekundy, ale gdy się obrócił, miał już kamienną twarz. Spojrzał, czy aby na pewno się nie pomylił, ale miał rację - to on został zawołany, przez tego gościa, o którym myślał. "Ciekawe czego chce... Nie wygląda na takiego, co by miał zamiar usłyszeć podwójne przeprosiny. A nawet jeśli, to nie dostanie", stwierdził. Ano, bo zdarzali się wielce oburzeni panowie. Nether starał się nie robić sobie wrogów, ale nikomu nie miał zamiaru wchodzić w tyłek. Ale nie, ten to chyba inny typ. Zdaje się, że on czegoś szuka.
Mężczyzna spojrzał na wołającego tym swoim niewzruszonym wzrokiem.
- W czym rzecz? - zapytał. Co prawda ton, jakim został zatrzymany nie był zupełnie uprzejmy, więc przez moment zastanawiał się nad odparciem prostszego "co znowu?", ale może to wina tego, że tamten człek musiał przekrzyknąć się przez targ, żeby zostać usłyszanym. To z kolei nie było łatwym zadaniem. A nastrój Nethera był jeszcze w porządku, więc sam nie miał zamiaru sobie go psuć. Zobaczymy tylko, jak się dalej potoczy rozmowa.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2014, 03:58 przez Nether.)

06.05.2014, 03:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#7

Greathard. Jak on się tutaj znalazł skoro miał ruszać do Lothil, zaraz po tym jak dotrze do Perony? Otóż Ray'owi do domu się niespecjalnie śpieszyło pomimo, że nie było go tam dwa lata, jego pragnieniem było raczej najedzenie się, umycie i pewne skierowanie w stronę stolicy, a nie błądzenie po lasach. Kiedy osiągnie cel nie było ważne, grunt żeby był pewien, że mu się uda. W Peronie był krócej niż mu się wydawało. Zjadł tam posiłek, umył się, a następnie podsłuchał rozmowę dwóch kupców stojących przy karawanie. Jasno określali swoje potrzeby jako "musimy znaleźć ochroniarza", zatem mężczyzna zgłosił się. Nie obyło się oczywiście od drwin na jego temat, gdyż Akolita nie wygląda na najsilniejszego druha, który jednym swoim ciosem kładzie niedźwiedzie. Krótkie wspomnienie o swoich umiejętnościach, imieniu oraz nazwisku i dokonanym czynie jakim było uratowanie dziesięć lat temu Djimona przekonało dwójkę, która podała cel oraz ofertę. Zmierzali do Greathard, a następnie prosto do Lothil, gdzie chciał trafić Ray. Zaoferowali mu, że zapłacą za ochronę dopiero w stolicy, aczkolwiek uraczą mężczyznę jedzeniem, piciem oraz noclegiem. Mag oczywiście się zgodził i tak oto jest tutaj - na targu. Zaraz po dotarciu został zwolniony ze służby, gdyż kupcy oznajmili, że ze złodziejaszkami poradzą sobie, a ochroniarze klientów odstraszają. Rozłożyli zatem swój stragan, który pełen był różnego rodzaju naczyń pięknie zdobionych, a Ray postanowił przejść się po tym zatłoczonym miejscu.
- Ciekawe czy w Greathard nadal są piękne panny? - zapytał sam siebie przedzierając się przez tłum. Chodził obok straganów, lecz nie miał zamiaru kupić cokolwiek. Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby jakaś urodziwa dama sprzedawała coś - wtedy z pewnością ruszyłby pogawędzić z nią i zakupić cokolwiek, byleby sprawić jej przyjemność oraz uczynić ją przychylniejszą na krótką znajomość z Akolitą. Ostatnim razem jak był w tym mieście uwiódł córkę jakiegoś bogatego jegomościa, który zamieszkiwał jedną z dzielnic tego miejsca. Na nieszczęście Ray'a dziewczyna była nieco zbyt głośna w swojej ekspresji przyjemności co zaalarmowało służbę, a służba powiadomiła o tym głowę domu. Wiadomym było, że ojciec będzie niezadowolony i nazwał nawet Maga "obdartusem" zanim ten w pośpiechu, półnagi wyskoczył przez okno. Któryż to raz uciekał w ten sposób? Ciężko zliczyć. Teraz nawet nie pamiętał kiedy ostatnio czuł zapach kobiety oraz dotyk jej delikatnej, jedwabnej skóry. Sporo czasu stracił, musiał go teraz nadrobić. Miał wolne, był w Greathard, cóż innego czynić?
08.05.2014, 23:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#8

Nawet nie wiedziałem po co zatrzymałem tego mężczyznę. Może był to instynkt, który podpowiedział mi że mam po prostu go zatrzymać i tyle. A może to przeznaczenie że podjąłem tak głupią decyzję? Teraz już za późno na rozmyślanie o tym wszystkim, po prostu powiem mu kilka słów i możliwe że nieprzejęty tym wszystkim pójdzie swoją ścieżką. Przepraszam Pana... Po prostu poczułem że nie jest Pan stąd... A do tego zapewne posiada Pan jakąś dziwną, nieokreśloną dla "zwykłych ludzi" siłę. To wszystko... Przepraszam i być może do zobaczenia później. Odparłem i ruszyłem w swoją stronę. Zapomniałem o swoim prawdziwym zadaniu, muszę jak najszybciej kupić katanę, nie mogę narażać się na walkę z jedną bronią! Warknąłem do siebie. Miło było by też spotkać dziewczynę którą wychowałem, ciekawe jak sobie radzi.
10.05.2014, 14:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#9

Po kwestii czarno-białego jegomościa Nether właściwie nie wiedział co powiedzieć, bo był chwilowo oszołomiony tym zajściem. Zresztą, nie ma się co mu dziwić. Niebywała sytuacja, chociaż właściwie to określenie jej mianem osobliwej, specyficznej, pasowałoby chyba dużo lepiej.
Nie zdążył nawet odpowiedzieć czymś konkretnym, bo ów człek, którego potrącił, ruszył już w swoją drogę. Rzucił tylko mało donośne, jak na swój głos "do widzenia". Prawie na pewno nie słyszalne, nie tylko przez panujący tu gwar. Następnie okręcił się i ruszył rozkojarzony.
"Naprawdę... Ekscentyczny gość" - rzekł do siebie w myślach brodacz. "Albo szaleniec. Chociaż... Na pierwszy rzut oka przypominał kogoś zupełnie normalnego. Postawa trochę podobna do wojownika, rękawic nie zdążyłem obejrzeć, ale wydawały się dobre do walki. Na drugi rzut oka dość dziwny, ale raczej nie brakuje mu żadnej klepki.", kontynuował myślowy monolog. "Pewnie mnie z kimś pomylił, albo szukał kogoś, kto udzieli mu paru informacji. Dobrze nie trafił, przecież dopiero tu przybyłem. A na kontynencie też jestem od niedawna. Może to wyczuł i dlatego odszedł, hm. No nic, nie ma co się zastanawiać. Zapiszę sobie i pozastanawiam się trochę, kiedy... I o ile w ogóle go poznam".
Szedł sobie wzdłuż straganów, powoli nakierowując swoje myśli na właściwy tor. Trochę bardziej uważał, by się o kogoś nie otrzeć. Bogowie chyba tylko wiedzą, jak dziwna konwersacja czekałaby go kolejnym razem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.05.2014, 17:33 przez Nether.)

12.05.2014, 17:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#10

MG
~***~

Są co najmniej trzy powody, dla których od wieków wypowiadano wojny i w których zapewne każdy konflikt będzie miał swoją przyczynę także w przyszłości.
Jednym z nich jest ziemia, na której władcy odległych bądź sąsiednich krain pragną postawić swoje - oprawiane w złoto ciężkie buciory - stopy. Marzą, by zbudować tam wielkie zamczysko, następnie miasto wokół niego, a na koniec szereg pobliskich wiosek, by móc dzięki temu czuć się jeszcze większym i potężniejszym niż dotychczas. To pierwszy i najbardziej przyziemny powód, którym usprawiedliwiają przelanie krwi tysięcy wrogów. Wiążą się z nim żądza władzy, pieniędzy, sławy, chwały... Wszystko, od czego ludzie tak łatwo się uzależniają, co daje im niesamowitą przyjemność.
Kolejnym jest zwykła niechęć, uraza, ciążąca na czyjejś dumie, bardzo denerwująca, niedająca się wyjąć w tak łatwy sposób zadra na pośladku, gdzie nic prócz miecza już nie sięga. Honor, duma, obietnica pomsty, pamięć, która potrafi być jak nóż dla ofiar dawnej niesprawiedliwości. Wszystko to siedzi w człowieku, gdzieś głęboko ukryte między myślami, powoli czerpiące siły z emocji, by w końcu zaatakować.
I wreszcie - religia. Bogowie, tak bardzo paradoksalni. Obecni w każdej sekundzie naszego życia, a jednocześnie nieobecni w żadnej. Wpływający na nasze decyzje, słuchający naszych modlitw i przyjmujący nasze ofiary, nie pokazując się przy tym ani na moment, nie odzywając słowem, nie wyciągając po nic ręki. Lecz mimo to dla nich stoczyliśmy najwięcej bitew. A może to właśnie bogowie posługują się nami do walki między sobą? Nawet jeśli tak - jesteśmy zdolni powierzyć im swoje życie. Religia to bardzo potężna broń, bo zarazem tak gwałtowna i niepozorna. Nic tak nie potrafi urazić człowieka, jak czyjś śmiech z jego własnych, nieuchwytnych przecież, bogów. To jak ugodzić w duszę.
Ciało, umysł i dusza - o nie walczymy. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, jednak to te trzy aspekty tworzą nas, trzymają w całości. Każda cząsteczka, nawet ta najmniejsza, najdrobniejsza, walczy usilnie i desperacko o samą siebie i wszystkie inne, ponieważ bez jednej całość runie. Materia jest domem dla duszy, emocje ją napędzają.

Wojna jak na razie nikomu nie groziła, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Nie miała też nic wspólnego z tym, co działo się właśnie w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu, śmierdzącym stęchlizną i wszędobylskimi gryzoniami, biegającymi wte i z powrotem po spróchniałych deskach, podtrzymujących strop. W każdym razie nie wojna. I nie bogowie.
To nie była ich sprawa. Jeszcze nie. Między nimi a ludźmi było wiele wciąż nieznanych poziomów, które zamieszkiwały przeróżne istoty niefizyczne. Nieznane może dlatego, że o ich istnieniu nikt nie chciałby wiedzieć. Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy z potęgi swojego umysłu. Nie ma pojęcia ile faktów mu umyka tylko dlatego, że ta część niego nie chciała, by zostały zauważone. Są jednak osoby, które tym żyją, które przywołują duchy, wykorzystują je i utrzymują dobry kontakt.
Szamani są jedną z niewielu klas, jaką może wybrać każdy śmiałek z odpowiednią ilością uporu i samozaparcia. Nie jest łatwo pochwycić ducha i zamknąć go w specjalnie do tego przygotowanym naczyniu. Jeszcze trudniej jest go zmusić bądź przekonać, by służył swemu panu - jeśli można Szamana tak nazwać.
Są jednak osoby, które bawią się zupełnie innym rodzajem kontaktów. Żyją na granicy szaleństwa, kroczą po bardzo niebezpiecznym szlaku, prosto do miejsca, w którym dusza, ciało i umysł rozchodzą się w trzy różne strony. Są marionetkami w niefizycznych łapskach paskudnych stworów, gorszych niż te, które przybyły dziesięć lat temu zza Wrót.
Mo Contenau nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, jak blisko krawędzi się znalazł. Nie należał do żadnej klasy, już nie. Kiedyś był Mistykiem, teraz wygnano by go na sam bruk, gdyby pokazał się w ich środowisku. Kiedyś miał rodzinę, teraz musiał zajmować się bez przerwy swym zadaniem, by o niej nie myśleć, bo to mogłoby go złamać. Dawniej miał wszystko, czego zapragnął! Teraz nie miał grosza przy duszy. Łowcy demonów. Pogromcy! Niszczyciele! Jak mało wiedzą. Też taki był, ale nigdy więcej. Oni wszyscy są tak bardzo ograniczeni, zamknięci w swoich ciasnych umysłach. Przekonają się, że miał rację.
Teraz był członkiem nowej rodziny, posiadał nowy dom i nową misję do wykonania. Wkroczył do podziemnej groty na czele czteroosobowego zespołu i obejrzał wszystko dokładnie. Brud, smród, wilgoć i zgnilizna. To wszystko, co warte było uwagi, poza dużą ilością przestrzeni.
- Nie jest tak źle, jak opowiadaliście - odezwał się do towarzyszy, gładząc się po łysej niemal głowie i wywołując u nich wspaniale zsynchronizowane westchnienie ulgi. - Trzeba tylko uważać, by miasto nie spadło nam na głowę.
- Zapewniam, że dobrze mu tam, gdzie jest - odparł ciemnowłosy, widocznie najstarszy mężczyzna z grupy, wychodząc przed nich i oglądając nierówne ściany tak, jak gdyby widział je już wcześniej wielokrotnie. Być może tak było. - Na dół się nie wybiera, o to się nie martwmy. I musisz przyznać, że ciasno nie będzie.
- Miejmy nadzieję... - Contenau westchnął i odwrócił się do pozostałej trójki, zostawiając starca za sobą. - Przygotujcie wszystko. Do południa wrócimy. - Kiwnął na chłopaka góra dwudziestokilkuletniego o bystrych, niebieskich oczach, które zabłyszczały na sekundę, jakby wreszcie mógł zabrać się do tego, czego tak bardzo oczekiwał. Po chwili zniknęli za korytarzem, którym tutaj dotarli, zostawiając dwóch mężczyzn w kwiecie wieku ze starcem, pochłoniętym wnikliwą obserwacją ścian.

~***~

Na greathardzkim targu dzień rozpoczął się wiele godzin temu. Do popołudnia było jeszcze trochę czasu, lecz ludzie zdawali się nie spać - być może całkiem dosłownie - i kłębili się na tym niewielkim kawałku ziemi jak mrówki. Równie ciężko pracując o klienta.
Wśród licznych przekupek, sprzedających różnoraką biżuterię, kolorowe tkaniny i ubrania oraz świeże warzywa i kwiaty, swoje miejsce miało również kilku, jeśli nie kilkunastu zielarzy. Nigdy nie brakowało zieleni na szarym bruku jakiegokolwiek targu. To nierozerwalny element świata. Wiadomo, że Szamani najlepiej znają się na leczniczych wywarach i wspomagających nalewkach, są mistrzami w dodawaniu energii za pomocą jednego tylko listka, zapewniają wspaniały i twardy sen przy pomocy pyłku kwiatowego, czy piękną cerę dzięki maści z płatków rzadkiej rośliny. Ich stragany kręciły zapachem w nosie już z daleka, a widok suszonych ziół kojarzył się z ciepłem starego domku babci, jaką posiadało w swojej rodzinie zadziwiająco dużo osób.
Kilkanaście sekund po tym, jak Ray minął jedno z takich stoisk, a Haruki i Nether rozstali się po jakże dziwnym spotkaniu, kobieta sprzedająca przy nim została brutalnie potraktowana przez jednego z klientów. W zasadzie nikt nie miał pojęcia co się stało, lecz w jednej chwili rozległ się jej krzyk pełen desperackich prób zwrócenia na siebie uwagi, a mgnienie oka później już podnosiła się z ziemi, podczas gdy jakiś szaro odziany człowiek znikał w tłumie dziesięć metrów dalej.
Szamanka aparycji pączka tymczasem krzyczała za złoczyńcą jeszcze przez chwilę, prosząc by ktoś go zatrzymał, ale ludzie tylko wlepiali to w nią, to w niego wzrok osłupieni, nie do końca wiedząc, co się stało, a może nie chcąc się w nic mieszać. Każdy miał przecież własne sprawy. Faktem stało się, że człowiek nadal uciekał, a poszkodowana wdała się w dyskusję z jakimś brodatym mężczyzną, który nie wydawał się przyjaźnie do niej nastawiony. Złapał ją za rękę i szarpnął, przywołując do porządku. Nie wyglądał na zdenerwowanego zaistniałą sytuacją, ale stanowczo nie podobało mu się, że zwraca na nich taką uwagę. Zapewne był jej przełożonym, ponieważ zielarka w bardzo krótkim czasie przestała stawiać opór.
Ray, najbliżej stojący, mógł zauważyć przerażenie w jej oczach. Szukała wzrokiem kogokolwiek, kto mógłby jej pomóc, zupełnie jakby stało się coś strasznego. O wcześniejszym spokoju mogła zapomnieć.
13.05.2014, 00:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna