Targ
#71

początku, Amaron nie rozpoznał swego rozmówcy. Dopiero po dłuższej chwili, gdy ten się odezwał, wojownik rozpoznał zastępcę kapitana straży. Tego samego, który nie tak dawno interweniował w Karczmie "Pod Dębem" i z którym to wdał się później w dość luźną rozmowę.  Cóż, zmęczenie i skupienie na poprzedniej rozmowie robiło swoje... A Czarny Wilk coraz bardziej odczuwał potrzebę poświęcenia dnia czy dwóch wyłącznie na odpoczynek i odzyskanie pełni sił.

W skupieniu wysłuchał jednak słów Verdisa, od czasu do czasu kiwając głową. Można było dostrzec, iż wojownik również nieco się rozluźnił, zaś na jego twarzy zagościł lekki uśmiech. Czyżby Przodkowie się do niego uśmiechnęli? Skoro otrzymał taką szansę, nie zamierzał jej zmarnować.
- Oczywiście. Przez ostatnie lata, Greathard stał mi się drugim domem. Dlatego staram się pomóc miastu, jak i jego mieszkańcom. Jeśli więc przyda wam się moja pomoc, jestem zainteresowany. - Odezwał się wreszcie, w międzyczasie wygładzając i poprawiając ułożenie wilczego płaszcza na swoich ramionach.
- Myślę, że szczegóły najlepiej będzie omówić bezpośrednio na posterunku. Ewentualnie na wybrzeżu, jeśli zależy wam na spokojniejszym otoczeniu. - zaproponował.

Jego spojrzenie powędrowało z twarzy Verdisa na Mirrodin. Słowa zastępcy straży tylko potwierdziły jego przypuszczenia związane z rudowłosą. Wprawdzie nie wiedział, jakich przestępstw czy przewinień się dopuściła... jednak jeśli los dał jej szansę na oczyszczenie swego imienia, na pewno należałoby się zastanowić dwa razy przed ewentualnym odrzuceniem takiej propozycji. Choć nie znał szczegółów związanych z samą pomocą, tak przeczucie podpowiadało mu, iż wszyscy skorzystają na współpracy. A to, połączone z obecną sytuacją, w jakiej się znalazł, w zupełności wystarczało, by Czarny Wilk podjął swą decyzję.
- Polowanie może poczekać - zwrócił się do dziewczyny - Dołączysz do nas?
02.01.2018, 13:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#72

ytuacja nie należała do najmilszych. Od samego początku Mirrodin czuła, że zainteresowanie strażników jej osobą i Amaronem nie może wróżyć niczego dobrego. Najpierw czuła przerażenie, które dopiero po kilku chwilach była w stanie opanować. Wciąż jednak nie opuszczał jej strach i ten niepokój, który zmuszał ją do pozostawania w gotowości na wypadek walki, czy jakiejkolwiek nieprzyjaznej akcji obcych. Z ulgą przyjęła fakt, że strażnicy najbliżej niej odsunęli dłonie od oręża. Ona sama nie powtórzyła tego ruchu, jednak rozluźniła się nieco. Najwyraźniej starali się sprawiać wrażenie miłych gości, którzy bardzo chętnie pomogą obywatelowi, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Zadziwiająco dużo osób w tym mieście właśnie tak się zachowywało.
To wrażenie szybko się rozmyło, gdy tylko Verdis Verdugo zaczął wyjaśniać o co chodzi. A właściwie, kiedy zwrócił się bezpośrednio do niej. Ze słów które wypowiedział do Amarona nie można było wyciągnąć żadnych gróźb, czy jakiejkolwiek dozy niechęci. Zaoferował mu pomoc za pomoc. Nie było nic nadzwyczajnego w mutualistycznym podejściu kapitana. Kiedy zaczął mówić do dziewczyny, jego towarzysze zmienili swe pomocne oblicza w nieco bardziej stanowcze. Nie zareagowała. Tak długo jak ich broń znajdowała się przy pasie, była w miarę bezpieczna.
Działałam w samoobronie. – Odpowiedziała tylko rozmówcy. Tak właśnie uważała, choć od strony trzeciej osoby sytuacja w karczmie mogła wyglądać nieco inaczej. Nie czuła dużej potrzeby tłumaczyć się z tamtych wydarzeń nawet przed strażą, która i tak wiedziała swoje.
W końcu strażnicy odeszli, zostawiając dwójkę na pastwę grupy gapiów. Dziewczę nie lubiło, gdy ludzie patrzeli się na nią w taki właśnie sposób. Właściwie to w ogóle nie przepadała za ludzkim wzrokiem. Ten przyjacielski potrafiła jeszcze znieść, jednak każdy inny ją po prostu irytował. Dlaczego ze wszystkich rzeczy i osób które były w okolicy ktoś akurat chciałby patrzeć na nią? Nie miało to dla niej żadnego sensu, wprowadzało tylko w zakłopotanie i złość. Choć teraz Łowczyni nieco bardziej przejmowała się tym, że została postawiona w sytuacji bez szczęśliwego wyjścia. W przypadku odmowy zostanie aresztowana, w przypadku ucieczki nie będzie mogła tu już nigdy powrócić, a gdy się zgodzi... Wtedy właściwie nie wiedziała co ją czeka, bo Verdis nie zechciał przedstawić jej szczegółów współpracy.
Najbardziej kusiła ją druga opcja. Zatęskniła już za dziczą, a na świecie było zdecydowanie więcej niż jedno miasto. Nie była jednak gotowa na to, by samotnie wyruszyć w las. Była dobrym myśliwym i poradziła by sobie w lesie, ale nie miała przy sobie żadnych narzędzi jej potrzebnych. Umiejętności czasem nie miały znaczenia, bowiem do zastawiania sideł o wiele bardziej od umiejętności potrzebne były sidła.
Dopiero gdy otoczenie powróciło całkowicie do normy, pozwoliła sobie na uspokojenie. Amaron zdawał się być nieco bardziej pozytywnie nastawiony do całej sytuacji i do samej straży, co było dość zrozumiałe. Akolita był jedyną jej znaną osobą i jedynym ewentualnym wsparciem na którym mogła choć trochę polegać. W końcu już raz jej dopomógł. Gdyby była wtedy na jego miejscu raczej by nie zareagowała.
Nie wiem. – Odparła mu, gdy zapytał o jej decyzję. Zrobiła dość długą przerwę, w czasie której zastanawiała się jak sformułować następne zdania. – Nie mam za dużego wyboru. Wolę usłyszeć najpierw co chcą żebyśmy zrobili. I spakować swoje rzeczy.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2018, 19:28 przez Mirrodin.)

( ͡° ͜ʖ ͡°)
13.01.2018, 17:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Targ
#73

STRAŻNIK
Lekki wiatr przynosił ukojenie mieszkańcom miasta. Chmury widocznie się rozpraszały, ukazując pogodne słońce.



erdis uśmiechnął się na dźwięk słów Amarona. Widać było na pierwszy rzut oka, że chęć pomocy takiego człowieka była mu bardzo na rękę. Co prawda odrobinę zmarkotniał po odpowiedzi Mirrodin, jednak chyba się jej spodziewał. - Oczywiście, wyjaśnimy wszystko na posterunku. Nie musi się Pani niczego obawiać. - powiedział krótko, po czym zerknął przez ramię no powiększający się tłumek gapiów.
- Czas na nas. - rzucił do swoich ludzi, po czym kiwnął głową do pary bohaterów, żeby podążyli za nimi. Wyglądało to prawie jakby byli eskortowani, z tą różnicą, że strażnicy nie przybrali żadnego zorganizowanego szyku. Ot po prostu wracali na posterunek w towarzystwie innych osób. Podróż nie trwała długo - w końcu posterunek był zaraz na skraju targu i od początku wszyscy go widzieli.
Po wejściu do środka zauważyć się dało tylko jedną rzecz - zupełny spokój. Nie było żadnych interesantów, zaś strażnicy siedzieli znudzeni, wpatrując się bezmyślnie w przestrzeń. Dzień jak co dzień, przynajmniej dla prostych ludzi. Verdis miał jednak dużo więcej zmartwień na głowie - dwójkę z tych zmartwień szybko wprowadził do jednej z pustych sal na piętrze. Proste biurko, kilka szafek i pojedyncze krzesło było całym wystrojem pokoju. Wysoko postawiony strażnik szybko pojął, że miejsc do siedzenia jest mniej niż ludzi, których zaprosił - najwidoczniej na obecność Mirrodin się nie przygotował. Prosty rozkaz w stronę jednego z jego ludzi załatwił sprawę w mgnieniu oka. Drugie krzesło szybko postawiono obok już stojącego. Verdis zasiadł za biurkiem, wskazując interesantom krzesła przed sobą, po czym kazał swoim ludziom wyjść. Zostaliście w pokoju sam na sam z zastępcą kapitana.
- Przepraszam za niedogodności, nie mieliśmy czasu zbytnio się przygotować na przyjęcie was. Przejdźmy jednak do sprawy, przez którą was zaprosiłem. - Verdis westchnął ciężko, jakby zbierał się w sobie do powiedzenia tego co miał w głowie. W końcu wypuścił ciężko powietrze z płuc, odetchnął już spokojniej i zaczął mówić. - Jak wiecie w mieście nie jest najspokojniej. Ciągłe wojny gangów i karteli wyniszczają nas od środka, a biurokracja tylko to wszystko pogarsza. Straż robi co może i jak dotąd udawało nam się jakoś panować nad tym chaosem, jednak coraz częściej dochodzą do nas niepokojące doniesienia zza murów miejskich. Podobno na traktach widać coraz więcej nieumarłych, którzy naprzykrzają się podróżnym. Początkowo myśleliśmy, że jest to nieprawda - że bandyci poprzebierali się za szkielety i próbują odciągnąć od siebie uwagę. Wysłałem niedawno patrol, żeby zbadał sprawę... z sześciu ludzi wróciło dwóch. Potwierdzili oni wieści o pladze nieumarłych. Nie możemy sobie pozwolić na wysłanie kolejnych ludzi w poszukiwaniu źródła problemu - ledwie radzimy sobie z panowaniem nad tym co się dzieje w mieście, co dopiero mówić o osłabianiu garnizonu. Dlatego też zgłosiłem się do ciebie... - Komendant odchrząknął cicho. Widocznie przygotował tę przemowę wcześniej, nie uwzględniając w niej dodatkowej osoby. - Do was, oczywiście. Potrzebujemy waszej pomocy w zlokalizowaniu i unieszkodliwieniu źródła nieumarłych. Wiemy, że znajduje się w Starym Lesie, jednak nie jesteśmy w stanie dokładnie określić skąd te cholerstwa przychodzą. Za zwalczenie problemu jest oczywiście nagroda pieniężna. Oczywiście poza tymi drobnymi przysługami, które jesteśmy w stanie wam wyświadczyć za waszą pomoc. - Verdis wpatrywał się w rozmówców z niecierpliwością. Wręcz siedział jak na szpilkach, oczekując, aż przemówią, potwierdzając jego obawy, bądź pokrzepiając dobrym słowem.




Następne odpisy dajcie tu
22.01.2018, 12:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna