Cmentarz
#11

Więcej uroku w tych oczach, niźli w chórze anielskim. Taaak... Doprawdy.
Cholera jasna, i cóż by teraz począć? Jeśli pieprznie damę szpadlem, by nie wstała... No cóż. Byłby bezpieczny, racja, ale co z tego? Po pierwsze - gdy narzeczony wejdzie i zobaczy zakrwawione łóżko oraz nieżywą panienkę - ucieknie z przerażeniem, prawdopodobnie rozpowiadając wszystkim wokół i na reszcie świata, z jakim to złem i niesprawiedliwością spotkał się na obrzeżach miasta handlowego, przy cmentarzu. Po drugie - teoretycznie mógłby załatwić również tego mężczyznę. Ale po co? Scythis jest, był i będzie dobrym człowiekiem, nie miał zamiaru mordować niewinnych ludzi. A po trzecie, o zgrozo, miałby zakrwawione łóżko, a do tego już absolutnie nie mógł dopuścić.
Jeśli nie zrobi niczego szczególnego, albo schowa monetę, przyzwie jednego ze swoich pomocników, czy cokolwiek - jego klient wbiegnie tu i, zobaczywszy swą narzeczoną, najpewniej zrzuci całą winę na grabarza. Tak jakby rzeczywiście mógł ją opętać. Ale przecież tamten człowiek o tym nie wiedział. O niczym nie wiedział, biedny głupiec. Choć na tę chwilę to Scythis był chyba jeszcze bardziej biedny. A dalszy rozwój sytuacji prawdopodobnie nie różniłby się zbytnio od tego z akapitu wyżej.
Z kolei oddając monetę pannie, która nie wiedzieć czemu - bez problemu swoją siłą mogła powstrzymać starca, ale nie mogła wstać z łóżka - cóż... Raczej mało możliwe, żeby moneta wchłonęła tego ducha. Istniała taka możliwość, ale starzec w nią nie wierzył.
Potrzebował jeszcze chwili.
Chwycił szpadel, otworzył księgę, następnie strącił szpadlem monetę wewnątrz kartek i zamknął. Może przesadzał z ostrożnością... Chociaż nie, ostrożności nigdy za wiele. Wyjrzał za drzwi, szukając wzrokiem biegnącego w jego stronę mężczyzny z tym, co znalazł. Szczerze mówiąc nawet za bardzo się nie przyjrzał, jedynie pobieżnie, bo nie było czasu.
- Nie to! To zielsko na nic mi się nie przyda! Ale chyba szukałeś w dobrym miejscu! - krzyknął.
Odwrócił się. Nie chciał tego robić, ale obecnie nic nie przychodziło mu do głowy. Być może obecność anioła rozwścieczy opętaną. Chyba jednak nie było innego wyjścia.
- Starcze, proszę cię o radę... Co zrobić z tą pacjentką? Jak wypędzić z niej to coś, żeby sama została cała i zdrowa? O ile to w ogóle możliwe? - zapytał, po przelaniu swojej energii na jeden z brązowych amuletów. Otworzył też księgę, pokazał monetę, streścił w kilku słowach sytuację i zwrócił swojemu duchowi uwagę na oczy leżącej.
22.07.2014, 17:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#12

[MG Mode]


Starzec miał niemały dylemat. Przed nim znalazło się tyle opcji, tyleż możliwości i tak mało czasu. Każda sekunda z mknęła znacznie szybciej, niż powinna... A może to tylko złudzenie, może to przez tą całą dziwną i nietypową sytuację. W końcu dziadek podjął decyzję, a co za tym idzie postanowił poczynić odpowiednie kroki. Kiedy moneta znalazła się między stronicami księgi, mógłby poczuć się spokojniej... Tylko, że księga zaczęła się trząść, a oczy dziewczyny zapłonęły jeszcze głębszym szkarłatem.
- Mo-ne-to... Mo-ne-to... - Znów ten głos odezwał się w niej. Symbole na dłoniach także stały się intensywniejsze i dokładniejsze. Być może, to nie jest dobry znak, chociaż kto tam to wie.
Mężczyzna szczęśliwy, prawie dobiegł do chatki starca, kiedy on wychylił się ku niemu mówiąc, że to nie ta roślina. W jego głowie urodziła się myśl, może on mnie oszukuje, przecież ten kwiatek właśnie tak wyglądał. Jęknął głośno i przeciągle, wyrażając swoje zirytowanie powstałą sytuacją. Przypomniał sobie po sekundzie, że przecież obiecał, że przyniesie, to przyniesie! Słowo mężczyzny honoru zawsze musi zostać dotrzymane. W związku z tym wrócił do szlachecki nagrobków, szukając jeszcze intensywniej. Zobowiązał się, a jest mężczyzną, który kocha swoją narzeczoną, zatem znajdzie tego chaszcza, choćby to było ostatnie zadanie w jego życiu.
Przywołano brązowego ducha, który słynął ze swojej nieopisanej mądrości. W spokoju wysłuchiwał, jak starzec opowiada mu całą historię. Kiedy on skończył, delikatnie przytaknął głową, dając znak, że zrozumiał. Przyjrzał się monecie, następnie nieco dłużej dłoniom dziewczyny, które nadal były otwarte.
- Asomoran... Spokojnie Scythis, radzę Ci ostrożnie odłożyć monetę między dłonie dziewczyny... Ona jest jedną z tych szamanek, które samodzielnie opuszczają ciało, by zdobywać duchy, które są po drugiej stronie i opieczętowuje je w mediach. To wymaga niesamowitej samokontroli i siły woli, aż dziw, że takie osoby nadal żyją. Musi być pewnie z jakiegoś elitarnego rodu szamanów, dlatego wciąż żyje. Nie obawiaj się, z nią będzie wszystko dobrze, skoro ofiarowałeś jej nieco energii. - Na koniec uśmiechnął się pogodnie.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






22.07.2014, 20:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#13

- Dziękuję, przyjacielu. Gdyby moneta pozwoliła działać jakiemuś demonowi, najpewniej uratowałbyś mi życie - rzekł, odwzajemniając uśmiech. Następnie odesłał swojego ducha, zostawiając go w swoim amulecie, który po chwili schował do obszernej kieszeni w szacie. Zwrócił się w stronę kobiety, podszedł możliwie żwawym krokiem i, zgodnie ze wskazówkami, umieścił monetę na dłoni szamanki. Odsunął się też o krok. Może nie było to konieczne, ale mimo wszystko.
Nie obserwował tego, co następnie się działo, zamiast tego zrobił małe porządki - ot, schował księgę ziół z powrotem do szafki, piersiówkę wsadził do wewnętrznej kieszeni szaty, szpadel odłożył przy progu koło drzwi.
Ale i tak jeszcze nie po wszystkim. Musiał jeszcze doprowadzić sprawę do końca tak, by narzeczony tej kobiety nic nie podejrzewał, a najlepiej jeszcze uważał Scythisa za dobrego medyka. Z tego właśnie powodu podszedł do leżącej i zagadał.
- Witaj. Narzeczony przyniósł cię tu, żebym zaradził coś na omdlenie... Cóż - pewnie poradziłabyś sobie sama - powiedział, uśmiechając się. - Chcę jednak ukryć swoje umiejętności szamańskie... Chociaż dla ciebie to pewnie takie zdolności, że aż wcale - uśmiechnął się znów. - Mniejsza jednak o twoją siłę, otóż sprawy potoczyły się tak, że twój ukochany może coś podejrzewać, a ja nie chcę, żeby ktoś się dowiedział o mojej tajemnicy. Chcę więc prosić cię o małą przysługę, pani - powiedział, robiąc chwilę przerwy, ale widać było, że będzie kontynuował. - Mogłabyś udawać nieprzytomną jeszcze przez jakiś czas? Dosłownie kilka minut - zaraz przyjdzie twój narzeczony z jednym z ziół, jakie kazałem przynieść. Nic specjalnego, to tylko dla przykrywki. Zaraz wymyślę jak ci je zaaplikuję, niedługo później możesz "ożyć", dobrze? Dzięki temu na mnie nie padną żadne podejrzenia, twój mężczyzna będzie czuł się dobrze z tym, że w jakiś sposób przyczynił się do twojego uzdrowienia, a pani... Cóż, pani po prostu zrobi dobry uczynek - powiedział, mając nadzieję, że dama da się przekonać. Przecież to nic wielkiego, a każda ze stron będzie zadowolona. Ale, niestety... Niekiedy zdarzało się spotkać przekorne panieneczki, które wszystko robiły na opak. Scythisowi pozostawało tylko wierzyć, że tak doświadczona i silna szamanka zrozumie jego sytuację. W końcu sama zdawała się ukrywać swoją magię przed swoim ukochanym.
A teraz... Właśnie, co zrobić z tym ziołem? Nie będzie robił żadnych mikstur, to będzie niepotrzebne przedłużanie. Powiedział, że potrzebny będzie korzeń. Hmm. Dobra - po prostu go zgniecie, zmieli i położy to, co zostanie, na skroniach i czole. Dla prostego człowieka powinno to wyglądać logicznie. Otrzeźwienie głowy uleczające omdlenie. Och, podejrzenia, właśnie - trzeba odłożyć monetę tam, gdzie przed chwilą leżała.
- I jeszcze jedno... Ta moneta - mógłbym ją na te kilka minut położyć na stole? Leżała tam, zanim on wyszedł, a ja powiedziałem, że może być w jakiś sposób groźna. Ach, i... - spojrzał damie w oczy - powiesz mu prawdę o swojej magii, czy ta sprawa jeszcze poczeka? - zapytał. To też było ważne, bo od tego będzie zależało, co powie temu mężczyźnie. Jeśli panna zechce powiedzieć prawdę, to część kwestii będzie miał z głowy, ale jeśli zechce zatrzymać to dla siebie i grabarza, to spróbuje jakoś pouczyć, co robić w sytuacji, kiedy - nie daj, Duronorze - takie ciężkie omdlenie przydarzy się znowu.
Po odpowiedzi skinął głową i (jeśli panienka oczywiście na to zezwoliła) odłożył monetę na stół. Wyszedł zaraz z chatki, szukając wymyślonego zioła, a raczej czegoś podobnego, razem z tamtym człowiekiem.
22.07.2014, 22:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#14

[MG Mode]

Kiedy moneta trafiła między otwarte dłonie szamanki i znalazła się na wysokości pustych okręgów, zamknęły się niczym muchołówka, która złapała biedną i nieświadomą muchę. Czerwona poświata zaczęła otaczać dziewkę, która miała spokojną twarz z zamkniętymi oczami. Starzec mógł usłyszeć przez moment szept demona, który raczej skłaniał do zostawienia go w spokoju, niż do czynienia skromnych występków. Kiedy już ten cichy szmer ucichł, dłonie dziewczyny były całkiem czyste. Otworzyła swoje błękitne oczy i spojrzała nimi na dłonie, zwalniając uścisk przy czym pokazała monetę. Wtedy też starzec zaczął do niej mówić, a ona mrugnęła kilka razy dając do zrozumienia, że już dochodzi do siebie. Poczekała aż skończy, a wtedy jej usteczka się otworzyły.
- Jeśli potrafisz przelewać manę między cudzymi zbiornikami, to możesz siebie nazywać szamanem. Gdybyś nie dał mi kawałka swojej energii, pewnie pozostałabym w zawieszeniu do czasu, aż nie zmęczyłabym demona i sam w końcu dał się zamknąć. Ukrywasz się, to w sumie tak jak ja. Manten jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, póki nie zobaczy to nie uwierzy. On zbyt mocno boi się nieznanego, magii, duchów. Nie chcę mu tego mówić, bo może mnie uznać za jakąś wariatkę, a chcę być z nim. - Jej głos był bardzo przyjemny, niczym słowika, ale pod koniec wypowiedzi wyraźnie posmutniał. Popatrzyła jeszcze raz na monetę uśmiechając się szeroko, musiała być dumna z pozyskania ducha. Teraz jeszcze będzie musiała opieczętować go w talizmanie i będzie idealnie. W ten sposób zwiększy stabilność przywołania. Oddała ją na moment grabarzowi, który musiał ją odłożyć na miejsce. Panienka delikatnie położyła dłonie na łóżku, skupiła się na moment, by wyglądać naturalnie i nieprzytomnie.
Mężczyzna zaczął znowu się wydzierać z drugiego końca cmentarza. Żeby to umiał poszanować spokój zmarłych, nie ma mowy. Nim grabarz zdążył wyjść po rozmowie i ponownym przyśnięciu dziewczyny, to Manten tym razem całkiem szybko wparował do szopy niosąc jakiś korzeń z kwiatkiem, którego opis się zgadzał z tym podanym przez starca. Podał go, czekając na to co z nim zrobi. Zatroskany wpatrywał się później w swoją narzeczoną. Już nie wiedział czy to podziała czy nie, a bał się o nią niesamowicie.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






24.07.2014, 10:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#15

Scythis uśmiechnął się po tym, co powiedziała szamanka. Mimo, że sam ukrywał pełnię swoich umiejętności, to tej panny jednak trochę nie rozumiał.
Zresztą, jakby to było coś dziwnego. Przecież to właśnie była kobieta!
On robił to ze względu na to, że pamiętał, jak nieufnie prości ludzie podchodzili do tego, że jego matka miała duchy na swoich usługach. Woleli nie przychodzić do niej, chyba, że w ostateczności - mimo że znana była ze skuteczności swoich metod. Ostatecznie zdobyła na tyle dobrą reputację, że i tak mieli z czego żyć, choć było trudno. Drugim, nie mniej istotnym aspektem sprawy było to, żeby ci prości ludzie nie przychodzili do niego, żeby pomógł im się skontaktować ze zmarłymi, albo powróżyć, a i takie prośby pamiętał za czasów swojego dzieciństwa.
- Rozumiem - odparł tylko. I tyle. Nie chciał jej moralizować, nauczać. Nawet nie powinien tego robić - przecież sam żony nie miał. Zarówno przyznanie się, jak i ukrywanie miało swoje wady i zalety. Zapewne prędzej czy później szamanka zdecyduje się pokazać swoje drugie oblicze, a jeśli nie - trudno.
Podszedł do drzwi, ale zatrzymał się, gdy ów Manten przyszedł z kolejnym zielem.
- A to nie to samo?... Choć nie, może już wzrok mnie trochę myli - powiedział z nutką podejrzliwości w głosie. Wybornym aktorem może nie był, ale granie starego dziadka z wadą wzroku nie powinno iść mu opornie. Przyjął ziele i wziął dopiero co odłożony szpadel. Następnie położył kwiat na stoliku i zaczął w miarę możliwości mielić korzeń trzonem szpadla. Po kilku chwilach miał na stoliku może nie najlepszej jakości, ale jednak papkę z tego korzenia. Położył ją sobie na palcach obu dłoni, które następnie przyłożył do skroni panny.
Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ten korzeń nie jest silnie trujący.
Kiedy otworzyła oczy starł udawaną maść małymi palcami i otrzepał na podłogę. Później pozamiata. Nie chciał nic teraz mówić, gdyż wiedział, co za chwilę nastąpi. Zaczął dopiero jak już się wyściskali i okazali wzajemną radość.
- Jeśli sytuacja się powtórzy, ułożyć nogi trochę wyżej, czekać, martwić się jak najmniej, ma pan bardzo silną narzeczoną. W razie konieczności polecam medyków, którzy są doświadczonymi szamanami, oni leczenie takich przypadków mają we krwi. A jeśli się nie powtórzy, to proszę się cieszyć ze zdrowia. A co do zapłaty... Czym się pan trudni, jeśli można spytać?
24.07.2014, 10:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#16

[MG Mode]

Słysząc, że odnalazł dobrą roślinę, mężczyzna skoczył ze szczęścia. Od razu po tym wyskoku radości dał starcowi owe ziele, byleby nie przedłużać sytuacji. Nie podejrzewał już, że zielarz mógłby go oszukać. Kiedy grabarz traktował korzeń swoim szpadlem, mężczyzna z ledwością mógł ustać w miejscu. Tak niewiele dzieliło go od uleczenia swojej narzeczonej, a z drugiej strony każda sekunda, każde uderzenie szpadla ciągnęło się w nieskończoność. Już był gotowy nawet gołymi dłońmi zgnieść korzeń, bo dla niego to trwało zdecydowanie za długo. No cóż, takie już wady nerwów. Miał ochotę go ponaglać, ale z drugiej strony to był starzec, który nie miał tyle werwy co on, młody człowiek.
Grabarz przyłożył ową "papkę" do skroni młodej dziewczyny. Oczy mężczyzny od razu powiększyły się, jakby czekał na jakiś magiczny wybuch i wybudzenie jego najdroższej z tego stanu. No cóż, ale to jest rzeczywistość, a tutaj takie rzeczy się nie dzieją. Minęło może dziesięć, góra piętnaście niepewnych sekund. Z każdą kolejną serce Mantena waliło coraz mocniej i głośniej, jakoby miało wyskoczyć z piersi, byleby ocucić dziewczynę. Na szczęście po tej dłuższej chwili wyczekiwania, leżąca wzięła głęboki oddech, może nawet za głęboki, bo od razu zaczęła kaszleć... Chociaż możliwe, że zrobiła to celowo, by odegrać tą sytuację jak najlepiej. Starzec miał teraz okazję szybko zgarnąć rozdrobniony korzeń. Mężczyzna natychmiast podbiegł i przytulił się do niej, całując ją w czoło.
- Tak bardzo się o Ciebie martwiłem kruszynko. Nie miałem pojęcia co Ci jest, dopiero ten grabarz jakoś mi pomógł, bo umierałem ze strachu. - Odezwał się mężczyzna. Czy wyrażenie umierać ze strachu na cmentarzu jest właściwe? Kto to tam wie... Kobieta jedynie wtuliła się z całej siły, przez bark Mantena puszczając oczko starcowi. Wszyscy dostali to czego chcieli.
Na szczęście korzeń nie miał żadnych właściwości, a przynajmniej w takiej formie nie działał w żaden sposób na inne osoby. Oboje w miarę spokojnie wysłuchali porady jaką udzielił im grabarz. Kobieta wiedziała, dlaczego tak się poczuła, niemniej jednak udawała zainteresowaną.
- Ah, no tak... Obiecałem Ci zapłatę, jeśli uleczysz moją narzeczoną. Jestem wędrownym kupcem, handlarzem zwiedzającym całą krainę Atarashii w poszukiwaniu cennych rzeczy, jak i sprzedaję i kupuję pewne unikaty. To dla Ciebie, Solla. - Sięgnął ręką do torby, którą miał uczepioną do boku. Wyjął z niego nietypowy naszyjnik z dwoma czaszkami, na jednej były rogi, na drugiej zaś skrzydła doczepione. Wyglądał całkiem dziwnie, no ale cóż, czego się nie spotyka w innych zakątkach świata.
- Podobno potrafią przewidzieć śmierć tego kogo należą i powiedzieć do jakiej krainy po zejściu z tego świata trafi... Ale z oczywistych powodów nigdy nie miałem okazji sprawdzić tej teorii. - Kobieta wstała ostrożnie, chyba nadal z lekka kręciło się jej w głowie. Wzięła monetę, opierając się o stolik. Mężczyzna przyskoczył do niej, by ją złapać i poprowadzić do wyjścia.
- Do zobaczenia i dziękujemy! - Zakochana para z uśmiechem na ustach i maślanymi oczkami opuściła spokojnym krokiem ten cmentarz.


Mistyk będący w cieniu... Tysiąca słońc






25.07.2014, 09:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#17

Widać było po Mantenie, że nie mógł się doczekać na efekty. Grabarz dorzuciłby jakieś "Możesz uznać już swoją narzeczoną za zdrową", ale ostatnia próba uspokojenia jego gościa nie wyszła najlepiej. Zresztą dosłownie minuta czy dwie i nie będzie już trzeba żadnego uspokajania.
Gość Scythisa aż trząsł się z niepokoju. No cóż, bynajmniej nie zadziałało to przyśpieszająco na pracę, ale grabarz bardzo cieszył się, że mąż go nie popędza. Chyba znał już mniej-więcej podejście medyka do takich zachowań. Po rozdrobnieniu korzenia i przyłożeniu owego "lekarstwa" do skroni panny minęło kilka sekund, a ta otworzyła oczy. Zaraz narzeczeni padli sobie w ramiona. Oczko od panienki starzec odwzajemnił uśmiechem. Tak, tak, miał wszystkie zęby.
Po zapytaniu o zawód Mantena ów człek sam wysunął się z inicjatywą nagrodzenia jego wybawiciela (czy też "wybawiciela"). No cóż - chociażby zasady dobrego wychowania zabraniały teraz odrzucenia jego propozycji, zresztą dla wędrownego handlarza Scythisowi nie przychodziła na myśl inna zapłata, niż jakiś ciekawy przedmiot. Ziół niestety nie otrzyma, tak jak przyzwoitej kolacji, nowego krzesła czy przyrządu alchemicznego. Dostał swego rodzaju amulet, chociaż raczej nie taki, w którym mógłby zamknąć któregoś z duchów. Naszyjnik z dwiema czaszkami, jedna rogata, druga - skrzydlata. Nawet jeśli nie był zbyt cenny czy nie miał tych właściwości o jakich grabarz został poinformowany, to tak czy inaczej ów przedmiot przypadł mu już do gustu. Zresztą... Przewidzieć śmierć? "Zabawne", pomyślał człek mający te pięćdziesiąt osiem lat na karku.
- Dziękuję - powiedział, zauważając lekko chwiejny krok niewiasty. Ale zaraz Manten doskoczył do niej i pomógł.
- Jeśli byście kiedyś przechodzili w okolicy, to moje drzwi, choć stare i skrzypią, to dla was będą zawsze otwarte. A skoro się śpieszycie, to żegnajcie i powodzenia na dalszej drodze życia! - pozdrowił ich. Spoglądając na taką szczęśliwą i mimo wszystko uzupełniającą się parę, pozostaje mu tylko zastanawiać się, dlaczego on nie znalazł sobie do tej pory małżonki?
"Dlaczego do tej pory nie znalazłem sobie małżonki?" - zastanowił się Scythis.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2014, 14:02 przez Scythis.)

25.07.2014, 14:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#18

Saylje szła - nie szła, wlokła się - drogą prowadzącą na obrzeża miasta. Pięć dni w tym mieście to zdecydowanie za dużo. Ten gwar, niepotrzebne krzyki, ludzie zbyt próżni.
Przeklęci kupcy. Piekło byłoby jedynym stosownym dla nich miejscem. Niech handlują duszami, a nie czasem i potem innych.
Tresowanie pustułki nie było stratą czasu, ale męczenie się z tym niewydarzonym ptakiem przez całą drogę tutaj zdecydowanie nie było warte tego, czego miała się dowiedzieć. Klient stwierdził, że pustułka nie jest w tym rozmiarze, a kolor mógłby być wyraźniejszy. Zanim kobieta zdążyła wytłumaczyć szanownemu panu, że znalezienie jakiejkolwiek pustułki to sztuka, a dopiero co odpowiadającej jego zachciankom (do tego dodałaby jeszcze, że w liście nie sprecyzował nic dotyczącego wielkości albo ubarwienia), oznajmił jej, że niestety nie może zapłacić za owego ptaka i go nie przyjmie, ale z dobroci serca zapłaci za transport. W tym momencie z ust Saylje wypadła salwa rozmaitych przekleństw przerywana wzmiankami o tym, że pustułka to nie obiekt, ale zwierzę, że jeśli klient chce odpowiedniego ptaka, to niech sam sobie pójdzie do lasu, by takiego znaleźć i wytresować. Żeby zapomniał o jakiejkolwiek dalszej współpracy. Nie wzięła żadnych pieniędzy, odwróciła się na pięcie i odeszła z pustułką na ramieniu. Inaczej zapewne skończyłoby się to podciętym gardłem jegomościa.
Bodajby szczezł.

Cmentarz był jednym z cichszych miejsc. Nie miała nic przeciwko lekkiemu chłodowi, który zawsze towarzyszył obecności dusz. Słyszała też, że to miasto ma grabarza i zielarza w jednym. A ona mogłaby nabyć kilka brakujących ziół. Rozmasowała sobie skroń i zdała sobie sprawę, że jej brwi były cały czas zmarszczone - ach, jak luźno czuła się jej twarz, kiedy powróciły na swoje miejsce. Ptak posłusznie siedzący na jej ramieniu także zdawał się zrelaksować.
- Wybacz, mały. - Saylje musnęła skrzydło zwierzęcia w geście przeprosin.
Kiedy wstąpiła na cmentarz, przeszedł ją dreszcz.
- Dzień dobry - przywitała się z martwymi i powoli ruszyła dalej, w stronę domku znajdującego się po drugiej stronie. Cmentarz jak to cmentarz, wyglądał nieco ponuro. Ten wydawał się jednak dość zaniedbany, jakby wszyscy krewni już też leżeli w grobach. Żadnych kwiatów ani świec. Ale czego innego można by się spodziewać po jakimkolwiek cmentarzu?
Stanęła przed nieco zniszczonymi drzwiami, westchnęła i zapukała dość dosadnie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2014, 21:25 przez Nyriel.)

07.08.2014, 21:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#19

Starzec siedział sobie na krzesełku i dumał. Nad czym tak rozmyślał? Ano niczym szczególnym. Tak po prostu pozwolił swoim myślom śmigać tu i tam. A to spojrzał na łóżko - stare już i niewygodne, choć ono pewnie to samo mogłoby powiedzieć o Scythisie, gdyby, rzecz jasna, potrafiło mówić. A to zaskrzypiały nogi - nie żeby jego stawy kolanowe, choć czasem im też się zdarzało, tylko nogi od siedziska. Wypadałoby wymienić w najbliższym czasie, ale dawno go żaden stolarz nie odwiedził. Och, właśnie, stół też już swoje lata miał, jedna noga była trochę poluzowana. Na szczęście ściany i dach były w stanie wręcz nienarusz... Znaczy się, nie było przeciągów. Z zewnątrz nie wyglądały może na najświeższe, bo deski poprzybijane zostały dwa lata temu od środka. Tak, zgadza się, od środka - ściany z dwóch warstw, a między nimi nieco słomy. Burżuj się znalazł.
Siedział sobie w tej wymagającej odrobiny pracy chatce i w zadumie jednocześnie, jednakże podzielności uwagi z tego powodu nie powinno mu się zarzucić. Wręcz przeciwnie - tak się zamyślił, że dopiero parę chwil później dotarło do niego, że ktoś zapukał. A pukanie to nie było liche, choć powiedzenie, że zbudziłoby umarłego byłoby przesadą. Na szczęście. W okolicy bowiem naprawdę było kogo budzić.
- Na przyjazną osobę drzwi moje zawsze otwarte, a nieprzyjazna długo by się z nimi zamęczać nie musiała. Proooszę, proszę - rzekł, otwierając drzwi w takim tempie, że skrzypiały chyba najlepiej, jak mogły. Za nimi ukazała się bardzo młodo wyglądająca kobieta. Jakoś ze trzy razy młodsza od grabarza, a przynajmniej na taką wyglądała. Nie była może brzydka, nie zmieniało to jednak faktu, że najbardziej przyciągającym jej elementem było piękne ptaszysko, usadowione na jej ramieniu. Dzieweczka nie wyglądała na ranną, stwierdził więc, że przyszła ze swoim pupilem w jego sprawie. Cóż - Scythis lubił zwierzęta wszelakiego rodzaju, zwłaszcza ptactwo, ale nie mógł powiedzieć, że był pasjonatem. O ile dobrze pamiętał, to nigdy nie zajmował się też rannym ptakiem.
- Och. Zwichnięte, złam... A nie. Zdrowy chyba jest - zdziwił się starzec, gdy panna przekroczyła próg jego chatki. Cóż w takim razie sprowadzało tę uroczą parę do jego mieszkania? - Piękny zwierzak - pochwalił. Doprawdy, świetny wybór, zapewne wydała małą fortunę... Albo i nie. Nie, jednak nie - to nie była zwykła kobiecina. I zielona też nie była, jeśli chodzi o opiekę nad takim sokolątkiem, chyba pustułką. Nie tylko szło to poznać po rękawicy, aparycja i ta swego rodzaju aura, jaką roztaczał gość grabarza, wskazywała taką wojowniczą naturę. Kim była? Trudno powiedzieć. Może treserką, może łowczynią. Ale sądzić staruch nie chciał, lepiej poczeka, aż dama się przedstawi.
07.08.2014, 23:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#20

Saylje usłyszała stłumione słowa mężczyzny, a chwilę potem ten ukazał się w drzwiach. Ot, staruszek, wyglądający na około siedemdziesiąt lat. Ubrany był w miarę skromnie - jednak ona nie miała co oceniać pod tym względem, jej garderoba też nie była rozmaita.
- Zdrowy. - potwierdziła.
Piękny? Piękny! Jak miło to słyszeć. Jak miło słyszeć to nie w tym momencie, co trzeba. Musiała odczekać chwilę, by kompletnie nie wybuchnąć. Targała wszystkie swoje kilogramy, kilogramy ptaka, konia, wozu, jeszcze klatki, żeby oddać kilogramy i dostać pieniądze. Zamiast tego, straciła pieniądze na dojazd, dostała bólu głowy, a ptak jest chwalony przez jakiegoś staruszka, który prawdopodobnie i tak z tym pięknem, o którym mówi, nic nie zrobi.
- Piękny?! Też mi się wydaje, że piękny! - Saylje podniosła głos, prawie krzycząc. Już wisiała w nim nutka niedawnej pretensji. Piękny! - Niech mi pan powie, że pan by takiego nie chciał. - wskazała gwałtownie na pustułkę, a ona zatrzepotała skrzydłami.
- Ptak za darmo, płaci pan tylko za tresurę. - Uśmiechnęła się sztucznie, lecz chwilę potem westchnęła, głośno, głęboko.
Szybko rozejrzała się po równie ubogim jak szaty mężczyzny wnętrzu. Ubogo, ale przytulnie, pomyślała, a ta myśl uspokoiła ją nieco.
08.08.2014, 00:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna