Cmentarz
#21

Wyglądało to tak, jakby pannica zaraz miała wybuchnąć. Może przyszła po coś na uspokojenie? Tak czy siak, jakichkolwiek ziół tu brakowało, więc na to też nic nie poradzi w sposób medyczny. Cóż, aktualnie Scythis w ogóle znajdował się w marnym położeniu, jeżeli chodzi o jakiekolwiek przedmioty, jakie każdy szanujący się znachor posiadać powinien. Roślin zero, mikstur żadnych, nawet szmat jakichkolwiek nie było, coby ranę jakąś obwiązać. A potrzebujących mogło nie brakować. Chwilowo niewiele osób do niego przychodziło, ale przeczuwał, że to coś w rodzaju ciszy przed burzą.
Bogowie. W gościnę przyszła i już się drze, no. Ta dzisiejsza młodzież. Grabarz jeszcze przez chwilę się wahał, czy by nie uznać jednak owej damy za szlachciankę. Ale nie, pewnie miała jakiś powód do tego całego zdenerwowania. Poważny czy nie - różni ludzie na różne sposoby reagują, to było całkiem zrozumiałe. Starając się obiektywnie patrząc na sytuację, starzec nie skrzywił się nawet na dźwięk podniesionego głosu. Nie przybrał jednak tego wyrazu twarzy, jaki ludzie zwykli przybierać, by udawać, że wszystko w porządku. Właściwie to nawet z twarzą swoją nie robił zupełnie nic, jeno odsunął jedno z krzeseł od stołu. Ot, taka sugestia, by niewiasta sobie klapnęła.
Sam też długo nie stał, sobie odsunął drugie krzesło, a na stole postawił księgę zielarską na pionowo. Swoje lata miała, ale okładka wciąż miała się dobrze, tak samo jej stronice były w doskonałym stanie. Dlaczego tak? Cóż, gdyby na przykład ptaszysko miało ochotę też usiąść. Choć chyba na ramieniu jego właścicielki nie siedziało mu się najgorzej.
- Cóż się zatem takiego stało? Ludzie tu raczej nie przychodzą na pogaduchy - odpowiedział. Szczerze mówiąc, bardziej by się spodziewał ujrzeć u progu drzwi wszystkich tych, których pozakopywał, niźli damę wyglądającą trochę na łowczynię z pustułką, którą chciałaby mu sprzedać i od wejścia już zaczynałaby niemalże krzyczeć. A to specyficzna kobieta.
Nie wiedział, czy ta propozycja sprzedaży nie była czasem ironią. Ale chyba nie - po słowach "tylko za tresurę" stwierdził, że ma do czynienia z treserką takich stworzeń, choć może była też niezadowoloną klientką takowej. Nie będąc więc pewnym, czy nie stroi sobie ona żartów, nie odpowiedział jej jasno na pytanie.
- Och. Bardzo lubię takie zwierzęta, ale nie sądzę, by się przydał. Potrafiłby upolować dla mnie jakiś obiad? - zapytał. Mimo wszystko wzmianka o tym, że ptak jest za darmo, ale płaci się za pracę weń włożoną wcale nie uspokoiło Scythisa. Wręcz przeciwnie, nie sądził nawet, żeby miał przy sobie wystarczającą ilość pieniędzy.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2014, 03:01 przez Scythis.)

08.08.2014, 02:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#22

Starzec nie prezentował sobą nic, tylko spokój. Nie był zaskoczony, przestraszony ani zły. Może nieco zdziwiony, ale jedynym, co zrobił, było podejście do stołu i odsunięcie krzesła w geście zaproszenia. On sam usiadł i nie wiedzieć czemu, postawił na stole książkę, o ziołach chyba. Postawił, nie położył. Saylje przekrzywiła głowę, a gdy zauważyła sekundowe spojrzenie starca rzucone w kierunku pustułki, otworzyła lekko usta w geście zrozumienia. Jak wspaniałomyślnie.
No cóż, na razie nigdzie jej się nie spieszyło, mogła więc skorzystać z gościnności, jaką mężczyzna się wykazał, stawiając książkę w pionie. Ptak najwyraźniej miał taki sam zamiar, gdyż zatrzepotał raz jeszcze skrzydłami i nieco koślawo usiadł na obiekcie. Dystans między ramieniem kobiety a książką nie był rozległy, a żeby pustułka mogla wykazać się gracją, musiałby być nieco większy. Ale ptak sobie radził.
Dziwnym było, że książka wytrzymała.
Saylje posłała gospodarzowi pytające spojrzenie.
- Jeśli pyta pan, co się stało, powiem panu, że coś, co przekracza granice ludzkiej głupoty. Równowaga świata została zaburzona. - odparła niskim głosem i przewróciła oczami, całą dłonią odgarniając zbiegłe z koka włosy, co zaowocowało większą czupryną na głowie. - Jeśli zaś zastanawia się pan, po co tu jestem... Przyszłam pogadać z duchami i uzupełnić zapasy ziół różnych. Pan nie jest duchem, więc mam nadzieję, że ma choć trochę ziół. - posłała znaczące spojrzenie w kierunku księgi. Chwilę później ostrożnie usiadła na brzegu krzesła, czemu towarzyszyło lekkie skrzypnięcie. Skrzywiła się nieznacznie w obawie, że zaraz może zepsuć mebel.
Na pytanie o upolowaniu obiadu dziewczyna zacisnęła usta.
- Upoluje wszystko! Prawie wszystko. No, wszystko, co jest maksymalnie o połowę większe od niego. - sprostowała. -[b] Jeśli za trzecim razem nie przyniesie czegoś sensownego, to... Cóż. Wilki zaczną prędzej latać. Ugotować niestety musi już pan sam, bo on nie umie.
Przez chwilę Sayjle zastanawiała się, czy się nie przedstawić. Ale kto by potrzebował jej imienia, skoro używać go i tak nie musi? Imię to zbitka liter, która mało kiedy coś znaczy... Na razie więc zostawiła sprawę i oparłszy się jednym łokciem na stole, przymknęła nieco oczy, niczym uczeń znudzony omawianą przez nauczyciela sprawą.
08.08.2014, 14:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#23

Odpowiedź, jaką rzuciła kobieta, rozbawiła Scythisa.
- Zawsze sądziłem, że tej cesze w przypadku ludzi bogowie nie wyznaczyli granic - odparł. I rzeczywiście, w ciągu tylu lat z tyloma przypadkami... Hmm, specjalnymi się spotkał, że to co powiedział było absolutnie z prawdą zgodne. Panna wyglądała dość komicznie, żeby nie powiedzieć "śmisznie", gdy odgarnęła sobie pukiel włosów, który jej niefortunnie uciekł ze struktury, w jaką sobie włosy związała. Wyglądała trochę, jak gdyby na głowie wychowywała małe pustułeczki, które chwilowo gdzieś uciekły.
Ale niestety pośmiać się z niej czasu nie było - zaraz wspomniała, że przychodzi pogadać z duchami. Duronorze, jakeś święty, dlaczego? Zawsze, gdy grabarz kojarzył, że ma do czynienia z szamanami czuł się trochę nieswojo. Oczywiście dawno już odbywał wiele rozmów z, Myśliciel, jakby to powiedzieć - tubylcami, o - i wspominał, żeby nie wspominali o jego magicznym talencie. Cóż, od wielu lat każdy z nich dotrzymywał swoich obietnic, ale przypadki chodzą po ludziach. Ludziach i duchach, ot, co.
- Hm. A nie lepiej byłoby nauczyć pustułkę zbierać zioła? - uśmiechnął się grabarz. Niewyraźnie i przez brodę, był to właściwie ledwo widoczny wyraz twarzy, ale te kurze łapki przy oczach pogłębiły się, zaś gdyby była pora zimowa, to pewnie odbijałyby się też wokół źrenic te wesołe ogniki. - Przykro mi, ale wydaje mi się, że mam nie więcej ziół, niźli te wszystkie duchy. Ostatnio nie przychodzi do mnie nikt, kto mógłby uzupełnić mi ich zapasy. A rannych przedtem było kilkoro. Chyba będę musiał się sam dokądś wybrać, chociażby po te podstawowe. I spokojnie - dorzucił, gdy dama usiadła - skrzypi, ale to solidna robota.
Gdy wspomniał o polowaniu, to chyba trochę ruszyło pannicę. Zdaje się, że nad tym spędziła ze stworzonkiem najwięcej czasu.
- Zawsze coś. Z gotowaniem u mnie problemów większych nie ma. Ale, cóż, zawsze fascynowałem się bardziej krukowatymi, strasznie inteligentne ptaszyska. Aczkolwiek jeśli cena jest w porządku, to narzekał nie będę. Ale nie wiem, czy nie zejdę na serce, jak ją usłyszę, więc poproszę powoli.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2014, 17:57 przez Scythis.)

08.08.2014, 16:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#24

- Ma pan rację, ja je niesłusznie wyznaczyłam. Ale wciąż utrzymuję granicę! - Saylje nagle się ożywiła, uderzając pięścią o stół, co sprawiło, że książka się zachwiała, a pustułka wydała z siebie głuchy dźwięk (okazało się, że nawet u ptaka jest możliwy) i przesiadła się na ramię chwilowej właścicielki. Jak te ptaki wszystkie z nią wytrzymują? Cóż, ostatecznie, jakimś cudem, miała świetne podejście do zwierząt. - Nie mogę pozwolić, żeby głupcy zniszczyli moje mury.
Kiedy dziewczyna podała cel swojej wizyty, starzec poruszył się nieswojo w krześle - czyżby na wzmiankę o duchach? Nie mógł czuć się nieswojo, przecież praktycznie mieszkał wśród nich - chwilę później jednak jego oczy się zmrużyły, a na twarzy pojawił się wyraźny, lecz schowany za brodą uśmiech.
Tresura w zbieraniu ziół? Co za pomysł. Dobry pomysł. Saylje będzie musiała nad tym pomyśleć, kiedy wróci. Jak można wytresować ptaka, by... tak, ta sprawa może poczekać.
Tak, to pewnie to, że nie ma ziół. Nie ma ziół! Jak zielarz może nie mieć ziół!
- Muszę przyznać, że nie pomyślałam o tym. Będę musiała to opracować, a nuż coś wyjdzie. Ptaki nie są głupie. - mówiąc to, pogłaskała podopiecznego delikatnie. Ta, trzeba było tylko odkopać z nich tę mądrość. - Jednak nie wiem, jak pan daje radę bez żadnych ziół przez ten cały czas. Nie uleczy się bez nich człowieka inaczej, niż mokrą szmatą. Albo wypaleniem rany. W przypadku rany. - kobieta mówiąc to, uniosła brwi. Podejście starca było na tyle spokojne, a nawet odważyłaby się powiedzieć: kojące, że czuła, jak krok po dość powolnym kroku ulatuje z niej irytacja i gniew.
Ptaka miała jednak sprzedać za porządne sześć złotych smoków, lecz patrząc na... dorobek człowieka, nic bliskiego tej ceny, nawet może obniżonej o połowę, nie zapobiegłoby stanięciu serca mężczyzny. Ona sama nie była bogata - z sześciu złotych smoków zazwyczaj zostawały jej dwa, reszta szła na klatki, wyrobienie rękawic, bluzek ze skórą w odpowiednich miejscach, ewentualnego jedzenia, jeśli podopieczni nie byliby zdolni sami go zdobyć. Nie wspominając, że prośba o wytresowanie ptaka nie padała codziennie. List lub człowiek pojawiał się z nią zazwyczaj co kilka tygodni. Chwilowa opieka nad którymś z latających stworzeń była z kolei tańsza.

Dziewczyna niestety miała taką absolutnie niepomagającą w zarobku przypadłość - jeśli chodziło o jej podopiecznych, musiała być pewna, że trafiają w dobre ręce. Jeśli zauważała u kupującego jakiś defekt, była pewna, by podnieść cenę tak, by zainteresowany przestał być zainteresowany, lub po prostu mówiła wprost, jak bardzo klient jest nieprzygotowany do posiadania ptaka. Odprawiała ich wtedy, mówiąc, by ewentualnie wrócili, jak będą mieli do zaoferowania lepszą osobowość lub bardziej profesjonalne podejście.

Ostatecznie Saylje zdecydowała się na prostą odpowiedź.
- Wszystko jest do negocjacji. - odparła najbardziej profesjonalnym tonem, na jaki mogła się zdobyć. Badała przy tym starca bystrym wzrokiem, oceniając go pod względem potencjalnego właściciela ptaka. - A kruki... Dotychczas miałam tylko jednego.
Na wzmiankę o sercu koniuszek jej ust uniósł się nieco.
- Ale z pańskim sercem wszystko w porządku?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2014, 02:27 przez Nyriel.)

09.08.2014, 02:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#25

- I bardzo dobrze. Na mury trzeba uważać, niektóre pomagają, niektóre wręcz przeciwnie. Ale słusznie, od głupoty najlepiej jest się odgradzać - rzekł grabarz, prawdopodobnie co nieco też o tym wiedział. "Tylko bramę pozostawić otwartą. Nie izolować się od wszystkiego, bo czasem nawet i coś, co się głupim wydaje, może mieć jakiś sens na drugi rzut oka, albo chociażby inspirować" - dokończył w myślach. Nie mówił, bo po co? Nie chciał tu mędrkować, zwłaszcza, że myśl ta zbyt głęboka nie była. Panna wyglądała zresztą na taką, co swoje zdanie i rozum ma i po radę, jak mówiła, nie przyszła.
Scythis słyszał już i widywał czasem ptaki, które urozmaicały sobie dietę owocami, ale nieszczególnie zwracał na nie uwagę. Pomyślał, że trudno być nie powinno dla tej młodej kobiety nauczyć te stworzonka przynoszenia ziół. Już miał wspomnieć, żeby wspomniała swoim podopiecznym, że niektóre rośliny są trujące, ale znów ugryzł się w język. Przecież to profesjonalistka. Wie, co robi. Lepiej nic nie mówić, bo znowu będzie krzyczeć i jeszcze sobie gardło nadwyręży.
Panna zdziwiła się chyba, kiedy usłyszała, że ziół starzec nie posiada. Ano, bo cóż to za znachor bez ziół? Ale w okolicach rosły tylko nieliczne. Dawno nie odwiedzał go żaden zielarz. "Mam nadzieję, że w końcu któryś zachoruje i przyniesie mi parę roślin leczniczych", stwierdził grabarz. Ale oczywiście, że nie chciał. Tylko że głupio byłoby mieć nadzieję, że sprzedawca ziół przyniesie mu swoje dobra, nie będąc chorym.
- Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie radzę sobie. Ale nie cały czas. Widzi pani - powiedział i zatrzymał się chwilę. Tak, jakby zastanawiał się co dalej powiedzieć, ale tak naprawdę myślał, dlaczego powiedział "pani" do dzieweczki ze trzy razy od niego młodszej. Mniejsza. - Zarabiam, choć niedużo, grzebiąc zmarłych i doglądając cmentarza. Wystarcza mi to na wszystko, co mi potrzeba. A nie potrzeba mi właściwie nic. Bez przerwy mam klientów do mojej drugiej, Myśliciel, profesji. Od nich monet nie zbieram. Jak pani widzi, dawno nie gościłem u siebie dobrego stolarza - rzekł, wskazując na skrzypiące krzesło. Nie było to do końca prawdą, gdyż miało ono swoje lata, a stolarz jakiś rok temu zafundował starcowi szafkę, ale nie w tym rzecz. Scythis chciał tylko streścić, na czym polegają z nim interesy. No cóż, nie zawsze tak to wyglądało, na przykład panie dobrej woli, znane też jako te, które mają lekkie obyczaje, w skrócie po prostu kurtyzany - choć można by je określać jeszcze krótszymi słowami - nie płaciły mu tym, za co im zazwyczaj płacono. No co? Stary już facet. Ale zarysował ogólny schemat, o co mu właśnie chodziło.
- Do negocjacji wcale nie brzmi, jakbym mógł wynegocjować cenę, na którą będę mógł się zgodzić. Ale tak, moje serce na swoim miejscu, do tej pory na nic się nie uskarżało - odparł. Tylko, że zastanawiające było, dlaczego owa panna miała tylko jednego kruka. Wspaniałe to były stworzenia, choć może uroku miały mniej, niż sroki. Te to dopiero były. Sprytne, inteligentne i ładnie upierzone. Choć kruki tymi swoimi ptasimi móżdżkami niewiele ustępowały swoim mniejszym kuzynkom, to też w sobie coś miały. Może nie majestat, jak orły, choć to było coś w tym rodzaju. Kojarzyły się też grabarzowi z wizerunkiem grabarza. A te czarne ptaki powinny być bardziej podatne na tresurę, niż pustułki, skoro takie sprytne. Dlaczego więc tylko jeden kruk?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2014, 06:31 przez Scythis.)

09.08.2014, 06:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#26

- Ja odgradzam się jedynie od głupoty, która mi nie odpowiada. - Saylje pokiwała głową, częściowo zgadzając się z mężczyzną.
Dziewczyna kontynuowała przytakiwanie, rozglądając się po chatce, kiedy starzeć mówił. No tak, posiadanie dwóch profesji ma swoje dobre strony. Nie zarabia się na jednej, zawsze można przeskoczyć na drugą. Ale mając świadomość, że mieszka tu osoba, która jest w stanie leczyć innych, ludzie przychodzą z nadzieją, że otrzymają pomoc.
- Jak krzesło się trzyma, a jedynie skrzypi, można to uznać za urozmaicenie - wzruszyła ramionami - Jednak jeśli pełni pan usługi zielarza czy... znachora?, jeśli przyjdzie ktoś w krytycznym stanie, to za dużo pomocy tu nie otrzyma.

Dziewczyna przemyślała swoje opcje. Człowiek ma przy sobie niewiele pieniędzy, a ptak potrzebowałby domu - nie wiedziała, jak zniósłby podróż z powrotem. Nie mogła jednak pustułki oddać za darmo, a sprzedać na targu - nie daj boże! Mogłaby wypuścić na wolność - na pewno by sobie poradziła. Saylje przekrzywiła głowę.
- Wszystko zależy od tego, jak bardzo pan chce tego ptaka. Wspominał pan o krukowatych? - znów podparła podbródek na ręce.
10.08.2014, 00:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj

PRZEDMIOT

Kliknij w obrazek


Cmentarz
#27

- Zielarzem absolutnie nie jestem. Nie znam się na ziołach. Całą wiedzę czerpię z księgi - tu kiwnął głową na znak, że to ta, którą postawił na stole. Zresztą i tak innych książek tu nie ma. - i od przyjaciół. Tak, tak, proszę mi tego nie wytykać. Stary jestem i ostatnio miałem kilka prac w tym miejscu, dzięki którym mogę się teraz wymigać od nazwania mnie nieodpowiedzialnym. Nie mam ziół od jakiegoś tygodnia, więc to nie jest aż tak długo. Czasem nikt do mnie miesiącami nie przychodził. No i stary jestem, gdybym mógł, to wcale bym się z tej chałupki nie ruszał - rzekł grabarz. Chodziły, prawda, plotki, że był zielarzem, ale nic bardziej mylnego. Takie informacje można było wyciągnąć od najprostszego pospólstwa, które nie rozróżniało za dobrze poszczególnych profesji. Scythis trochę się zmieszał - bo rzeczywiście, gdyby przyniesiono kogoś silnie ranionego, to człek, który go przyniósł mógłby nie zdążyć pobiec do handlarzy w mieście i z powrotem. A on miałby na sumieniu życie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się coś podobnego, ziół miał właściwie zawsze pod dostatkiem, dlatego być może nie pomyślał o tym tym razem.
- Jak bardzo chcę? To znaczy, że jeśli wcale go nie chcę, to go nie dostanę, a jeśli jest marzeniem od początku mojego życia, to dostanę go za pół darmo? - uśmiechnął się niewidocznie. Mniej widocznie, niż poprzednio. Teraz chyba tylko ton jego głosu na to wskazywał. - Czy może na odwrót? Wie pani, mój stan majątkowy nie jest zbyt wielki, zresztą widać. Dziwię się przeto, dlaczego z ofertą tak wspaniałego stworzenia przychodzi pani do mnie. A i tak, wspominałem. Szczerze mówiąc to ja się nie znam, tyle, co i każdy człek, który co nieco patrzy na to, co go otacza. Kilka nazw ptaków i ich upierzenie, co najwyżej parę innych ciekawostek. Ale krukowate wydają mi się jednymi z tych, Myśliciel, jakby to powiedzieć... Elitarnych gatunków. Sokoły, jastrzębie, orły są odważne, drapieżne i szybkie, z kolei sroki, gawrony i inne są bardzo inteligentne. A wielkie kruki wcale bywają nie mniej silne, niż orły. Doszły mnie słuchy, że szczególnie groźne są te z okolic Azaratu, aaale tam, nie wiem ile w tym prawdy. Nigdy tam nie byłem, nie wiem nawet, czy na pustyni są jakieś kruki - rozgadał się starzec. Nie myślał jeszcze o kupnie pustułki, chociaż chciałby takie stworzenie. Sympatyczne i przy tym przydatne, ale... No właśnie, pewnie drogie jak cholera! I nie wiedział, czy byłby w stanie upilnować tego ptaka. Wydawał się być dość żwawy. Dobrze byłoby się za takim uganiać, ale jakieś czterdzieści lat temu. Chociaż jeśli był dobrze wytresowany, to pewnie trudno by go strzec nie było. Propozycja była więc ciekawa, ale pewnie nie do końca możliwa do wykonania, chyba, że panna rzeczywiście odda pustułkę za bezcen.
10.08.2014, 18:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#28

- Masz ci los, tak to właśnie jest, jak człowiek ulega plotkom. - skrzywiła się dziewczyna - Ale przytulnie tu chociaż, nie przyszłam na marne.
Saylje przekrzywiła głowę, zastanawiając się, co właśnie powiedziała. Prawdą to było, ale raczej nie tak powinna odnosić się do starszego człowieka. Miała już historię nieodpowiednich zachowań czy nietrafionych uwag, ale szybko o takich zdarzeniach zapominała, myśląc, że ma ważniejsze sprawy na głowie, niż przejmowanie się odczuciami ludzi, których ponowne spotkanie graniczyłoby z cudem.

- Tak. - kobieta uniosła brew, a w oczach pojawiły się iskierki. - Tak działa sprzedaż w moim wydaniu. No, może z wyjątkiem tego "pół darmo". Jakoś zarabiać muszę, a dobrą duszą rozdającą potencjalny zarobek na prawo i lewo nie jestem. Ale robię wyjątki, tak. Wyjątek... Wyjątek. - Saylje zdawała się odpłynąć. Od początku chatka o nie do końca przyjemnym klimacie ją zainteresowała, teraz jej umysł stworzył wizję o podobnych barwach. Jej oczy wędrowały po jednej ze ścian, nie, dalej, niż to. Patrzyły w nicość, ale dla niej ta nicość była teraz obrazem. Uśmiechnęła się lekko, a jej wzrok wrócił do rozmówcy.
- Nie przyszłam tu, by sprzedać pustułkę. - sprostowała. - Pewien szlachcic zamówił ptaka, pustułkę właśnie. Kiedy przyjechałam z młodym, dorodnym, wytresowanych osobnikiem, stwierdził, że upierzenie nie to!
Saylje ponownie westchnęła, tym razem tak, jakby chciała wypuścić całe powietrze z płuc.
- Prawda, kruki i sroki są bardziej inteligentne, ale w sposób, w jaki pojmują to ludzie. Po prawdzie jednak, każdy ptak ma w sobie potencjał, taką... wrodzoną, naturalną i pierwotną inteligencję. Każdy inaczej ukazującą. Trzeba się tylko przypatrzyć i postarać, żeby gdzieś ją tam znaleźć... - znów odpłynęła, palcem wskazującym głaskając pustułkę pod dziobem. - Ale tak, tak. Kruki są też w Revii, no i na obrzeżach kontynentu, ale kto się do Revii zapuszcza...
Ja. Ja bym chciała, pomyślała, wiedząc, że potrzebowałaby dużo więcej niż chęci, by tam się dostać.
Taka wyprawa do Revii nie byłaby złym pomysłem. Ogólna zmiana klimatu przydałaby się dziewczynie. Z tego, co pamięta, zawsze mieszkała w jednym regionie, nie mając potrzeby oddalania się. Miała wszystko, czego potrzebowała. No, do czasu, kiedy kobieta, z którą mieszkała, umarła, a ona nie miała wystarczająco pieniędzy i czasu, by utrzymać dość pokaźny dom. Zabrano jej go więc, a ona od tego czasu, czyli już z rok, mieszkała w wynajmowanej, malutkiej chatce na obrzeżach Greathard. Nie miała miejsca na trzymanie zbyt dużej ilości ptaków, a jedynie nieco ponad połowa zostawała w okolicach jej zamieszkania, gotowa na zawołanie kobiety. Musiała w końcu się ustatkować i rozwinąć "biznes" na nowo.
- A w Azaracie... takie zwyczajne kruki można nawet i tu znaleźć, ale są dość rzadkie. A jaj to szukać ze szkiełkiem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2014, 18:31 przez Nyriel.)

11.08.2014, 03:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#29

- Tutejsi prostsi ludzie czasem wprowadzają w błąd, ale na złe to raczej nikomu nie wychodzi. W skrajnych przypadkach ktoś traci swój cenny czas i trochę nerwów, ale przynajmniej ma informację, że jest tu dosyć dobry znachor. Chociaż i to nie jest w pełni poprawnym określeniem, ale mniejsza - rzekł, drapiąc się po karku. A odnośnie uwagi o przytulności to była ona kolejną, jaka w pewnym stopniu bawiła grabarza swoją specyficznością. Ciekawe było, dlaczego dziewczę rzuciło taką uwagę. Może dawno nie widziała desek i krzesła? Ale cóż, na tyle interesujące żeby Scythis się zainteresował to jednak to nie było.
Słuchał o tym, w jaki sposób sprzedaje kobieta, przeczesując swoją brodę jedną ręką. A właściwie to usiłując wydostać swoją dłoń z odmętów, z głębi tego splątanego zarostu, w którym zapewne nawet on sam nie wiedział, co mogło się kryć. Choć na pierwszy rzut oka bardziej przypominało to jednak czesanie. Nie, żeby zajmował się tylko tym gąszczem, stosując podejście typu "daj mi spokój" wobec swojej rozmówczyni. Było wręcz na odwrót, bo dama prawiła dość ciekawe rzeczy.
- Ach, czyli to zapewne ta głupota, która rzekomo miała przekraczać granice, prawda? No cóż, ja na jego miejscu nie śmiałbym wybrzydzać, ale... Szlachta to szlachta. W swoich kręgach miłe słówka i wzajemna adoracja, a do tych niższych stanem mogą sobie pozwolić. I ani pomyślą tego nie wykorzystać. Tylko, że gdyby pozamieniać plebs ze szlachtą miejscami, to nic by nie zmieniło. Problem leży w ludzkiej psychice. Wszyscy powinniśmy... A zresztą, mniejsza o to. Filozofia to nie moja broszka, powinienem raczej zająć się leczeniem i szpadlem - odparł starzec głosem niespełnionego mędrca. Dokończyłby to, gdyby przyszła jakaś wieśniaczka ubolewająca nad tym, jak bezkarni mogą być wobec ludzi jej pokroju ci, którzy stoją na wyżynach społeczeństwa. Ale jak już wcześniej pomyślał, treserka swój rozum ma. A jak ma, to niech sama sobie myśli, co się będzie za nią trudził. Teoretycznie to nie boli, ale w praktyce kiedy grabarz tak siedzi i duma przez dłuższy czas, to go zaczyna boleć siedzisko. Więc ryzyko jest.
Słuchał z zainteresowaniem o ptactwie i jego inteligencji i chyba pojmował, w czym rzecz, aczkolwiek nie do końca się z tym zgadzał. Niemniej jednak to nie on był specjalistą w tej dziedzinie, więc trzymał język za zębami, coby nie musiał się w niego po chwili gryźć. I cóż, właściwie to zbyt wiele już do powiedzenia nie miał, bo jego wiedza o krukach i innych gawronach już się na tym co powiedział kończyła. Ale odpowiedział. A raczej zapytał.
- Revia? Zdaje się, że to ta wielka wyspa na północny zachód stąd? Cóż, nigdy nie ruszałem się zbyt daleko od Miasta Handlowego. Czasem można mnie znaleźć w Lothil, rzadko w Grim... Hmm, jak to się, a, Grimssdel, no i ze dwa razy na ten mój żywot byłem nawet w Valen bodajże. Ale podróże to raczej nie dla mnie. Chociaż, kto wie? Ostatnio zaczyna mi trochę odbijać - rzekł, zastanawiając się, czy czasem nie powiedział właśnie za dużo. Ale nie, jednak nie, nie odnawiał swojej magii szamańskiej jako jedynej, więc zawsze mógł powiedzieć o czymś innym. - Więc w Revii można znaleźć więcej kruków, niż tu?

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
11.08.2014, 14:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#30

- W takim razie jak pan siebie nazywa? - zapytała, łapiąc mały pukiel włosów między palce i bawiąc się nim, jak zwykła to nieświadomie robić. Trochę się też zrelaksowała, więc oparła się leniwie plecami o oparcie krzesła. Nie obyło się bez skrzypnięcia.

- Lepiej więc trzymać się z daleka od większości ludzi obu stanów. Ale jak tu można to wyegzekwować, jednocześnie chcąc ubić dobry interes? - Saylje parsknęła cicho, a na jej twarzy pojawił się kpiący uśmiech. A trzeba było z czegoś żyć, z tego powodu kobieta ubolewała najbardziej. Jak to było, "ból świata"? Tak, wszystkie jej problemy niestety musiała przypisać kłopotom z pieniędzmi. I bardzo ją to bolało.
Szpadlem? Pewno kopie ludzi, pomyślała. Albo prowadzi grządkę warzywną. Wnikać już dalej nie będzie.

Hm, pomyślała Saylje, starzec, mimo wyrzekania się swej podróżniczej natury, wiedział dość dużo. Ale przecież całego życia na cmentarzu spędzić nie mógł, więc coś tam musiał wiedzieć.
- Revia brzmi jak miejsce dla mnie... Tak, to ta wyspa. Teraz trudno się odpędzić od gwaru miast, a tam, gdyby się dało samemu wyżyć, to by było dopiero. No i tak, kruków tam raczej pod dostatkiem, jak i innych ptaków. Trudno by było naliczyć. Ale też wiem to jedynie z książek i ze słyszenia, chyba tylko Thorn się tam zapuszcza. - mówiła, jakby była ekspertem w dziedzinie geografii, a wszystkie informacje czerpała jedynie z książek i opowieści. To, co mówiła, było oczywiście mniej lub bardziej sprawdzonymi faktami, ale miała Saylje tendencję do wyolbrzymiania, upiększania i bycia zupełnie gdzie indziej, niż jej ciało. Miała nawet kilka ilustracji miejsc, w których nigdy nie była.
Kiedy mężczyzna wspomniał o starczej chętce do podróży, kobieta uniosła brew.
- Odbijać? - nie brzmiało to jak pytanie, ale jasne były jej intencje.
11.08.2014, 17:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna