Cmentarz
#31

- Scythis - rzekł starzec, uśmiechając się. - Lepszego określenia nie mam. Jeśli chodzi o profesję, to jestem grabarzem, oczywiście. Natomiast to, co robię na boku jest jakby połączeniem kilku zawodów. Nie można nazwać mnie zielarzem, choć czasem może się tak wydawać, gdyż z księgi co nieco pamiętam. Alchemia to coś dla mnie, ale nie jestem w niej aż takim specjalistą, jak inni alchemicy, którzy trudnili się tą sztuką od tylu lat, co ja mogłem. Medykiem też do końca nie jestem, choć na tym gruncie czuję się dobrze, bo znam się na uzdrawianiu i opatrywaniu ran. Mimo to profesjonaliści w moim wieku znają tych chorób więcej praktycznie na pamięć, ja zaś próbuję diagnozować je w trakcie obserwacji. Czasem są w stanie zatamować krwawienia, jakich na oczy nie widziałem. Choć nie oznacza to, że moje umiejętności są wątpliwe. Gdyby to wszystko połączyć, to powstaje ze mnie całkiem niezły, no właśnie, znachor jest tu najbliższy dobremu określeniu, ale jak dla mnie to wciąż nie to, mimo, że nazwałby mnie tak każdy, kto wie, kim jest znachor. Znachorzy polegają na swojej wiedzy z dziedzin uzdrawiania, czasem parają się ziołami, czasem alchemią i znają stare sposoby na przeróżne dolegliwości. No właśnie, niektóre zbyt stare. Matka też nie do końca była taką znachorką, ale od niej właśnie przejąłem całą wiedzę. Nie uczyła mnie jednak w taki uniwersytecki, czy książkowy sposób. Mówiła, jak właściwie diagnozować, jak pytać o przyczyny, jak domyślać się co jest powodem danego choróbska i w zależności od tego podejmowania kroków musiałem w większości przypadków pilnować sam. No i ci najlepsi podobno potrafią wyganiać czorty z ciała ludzkiego, choć nie wiem jakim cudem zwykli ludzie mogą tego dokonać - rzekł starzec, maskując nie-do-końca-kłamstwo pod zarostem. - Próbuję też znaleźć parę innych zastosowań tego, co robię. Ale to już zostawię dla siebie.
Grabarz nie odpowiedział nic na to, co powiedziała panna o Revii. Nie chciał drążyć tematu, miejsce to znał tylko z racji wieku, dzięki któremu kilka razy widział na oczy kilka map i słyszał nieco opowieści od podróżników, którzy złapali jakieś plugastwo i musieli znaleźć kogoś, kto się na tym zna.
- A, tak, to też niezbyt dobre określenie, że odbija. Tak to nazywam, ale tylko dlatego, że to dziwne, że zacząłem uczyć się wszystkiego dopiero teraz - powiedział, kładąc obie ręce na stół i złączając je. Widocznie uznał, że ta dzika puszcza pod jego podbródkiem jest już wystarczająco uporządkowana, czego nie powiedziałby żaden człek wysoko urodzony. - dopiero teraz zaczyna mi się śpieszyć z życiem. Przez lata nie zrobiłem nic szczególnego. Za młodu trochę się pouczyłem od mojej matki, a przez te czterdzieści lat zostawiłem tę wiedzę prawie w zapomnieniu, nie rozwijając jej. Może odrobinę, bo musiałem pomagać niektórym ludziom. Dopiero teraz zaczynam eksperymentować z alchemią, co nieco czytuję o ziołach. Widząc też niektórych wojowników, jakich przynosi się tu, kiedy wyzioną ducha i ich rany mogę czasem podejrzeć, co konkretnie im się stało i czasem nawet wykorzystać to przy opatrywaniu tych, którym udało się przetrwać. A jeśli chodzi o podróżowanie... No właśnie, mało to słychać historii o alchemikach czy wynalazcach, którzy wędrując po świecie gwałtownie poszerzali swoją wiedzę? Tak naprawdę w różnych rejonach można inaczej wykorzystywać różne cuda, które wymyślili ludzie na przestrzeni wieków. Na zachodzie stosuje się inne urządzenia niż na wschodzie. To jasne, ale może inspirować, może nauczać. Tylko więc czekać, aż przejdzie jakiś huragan, zniszczy mi tę chatę, a ja z braku jakiegokolwiek pomysłu na przetrwanie złapię się do jakiejś kupieckiej karawany. Och, ależ się rozgadałem. Moje gardło nie wytrzyma tego przez następny tydzień - rzekł, po czym wygrzebał z kieszeni piersiówkę i gulnął sobie zdrowo. Na jedną nóżkę. Potem trzeba będzie poprawić i na drugą, więc zanim dojdzie do momentu, w którym łyknie na gardło, to trochę potrwa.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2014, 13:51 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
11.08.2014, 19:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#32

Ach, Scythis. Jedyne, co słyszała, to "ten starzec zielarz z cmentarza".
Czyli grabarz i znachor. No cóż, kogo nie uleczy, tego pochowa i nikt nie będzie się skarżył. Jak wyglądało życie takiego grabarza? Czy śmierć to dla niego kolejny niefortunny przypadek, tak jak wpadnięcie kamyka do buta albo zjedzenie czegoś nieświeżego? Zdrowo na to patrząc, to tym właśnie była śmierć - niczym aż tak przerażającym. Straszniejszą była świadomość, że może się umrzeć, nie osiągnąwszy tego, co się planowało.
Mężczyzna mówił, mówił, a ona zastanawiała się, kiedy przestała tak naprawdę rozumieć znaczenie wypowiadanych słów. Kiwała głową w zamyśleniu i nie dawała znaków nierozumienia, więc tak źle być nie mogło. Z resztą, poszczególne fragmenty wyłapywała i co jakiś czas jej ośrodek rozumienia się na powrót włączał.
-...Matka też nie do końca była taką znachorką, ale od niej właśnie przejąłem całą wiedzę. Nie uczyła mnie jednak w taki uniwersytecki, czy książkowy sposób. Mówiła... - rozwodził się starzec. Tak, ważnym było, by prócz wiedzy w tych sprawach używać inteligencji, a najwyraźniej Scythis wiedział, o czym mówił. Z ziołami czy bez, z pacjentami prawdopodobnie umiał się obchodzić.
Czorty z ciała ludzkiego?
- To szamani. Jeśli naprawdę ludzie pozbywają się opętania, to tylko przez szamanów. - sprostowała dziewczyna, wcinając się szybko. Na wzmiankę o innych sposobach dziewczyna przekrzywiła głowę i zmarszczyła brwi w zaciekawieniu, ale nie spodziewała się, że po takim oświadczeniu starzec będzie skory powiedzieć coś więcej.
- Na starość dopiero człowiek rozumu dostaje - Saylje przytaknęła i uśmiechnęła się lekko. Kiedy rozmówca wyciągnął z kieszeni trunek, pokręciła głową, spodziewając się dalszego rozwoju wydarzeń. Czy pił często? Pustułka mogłaby nie wyżyć długo na łasce takiego jegomościa. - No trochę pan mówi. Ale jak nie do kogoś, to i trzeba się do siebie wygadać, więc może dobre i to.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2014, 00:02 przez Nyriel.)

11.08.2014, 20:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#33

Zwykle siedział dosyć cicho, więc kiedy zaczął opowiadać wcale nie zdziwił się, że panna przestała słuchać. Cóż, jako człek ze słabymi umiejętnościami oratorskimi najpewniej nie byłby w stanie zainteresować nawet i drugiego dziada, co dopiero młodą, energiczną damę. No i chyba już mu przeszło - rozgadał się, to teraz będzie milczał jak grób. No, może nie do końca.
W każdym razie teraz zapewne ucichnie i być może to jakże dziwne spotkanie dobiegnie końca. Panna pewnie wyruszy w poszukiwaniu kogoś z pękatą sakwą i chrapką na szlachetne ptaszysko. Racja, ona z pewnością miała coś do zrobienia, grabarz zresztą też.
Na wzmiankę o szamanach tylko kiwnął głową, jakby potwierdzająco.
- No tak, pewnie tak. Nigdy nie próbowałem, nawet nie wiem czy dałbym radę poznać takie opętanie - powiedział, myśląc "chociaż podobną sytuację pamiętam, jakby to było wczoraj... A. To było wczoraj". Nie mówił za dużo, bo i kłamcą najlepszym nie był, więc jeśli by się nad tym zaczął rozwodzić to nie dosyć że gardło by mu spokoju nie dawało, to jeszcze pewnie palnąłby jakąś głupotę i cały misterny plan ukrywania swojej mocy... Spaliłby się na panewce.
- A rozumem chyba bym tego nie nazwał. Ot, impuls ciekawości - odparł, wspominając niedawną śmierć swojej matki i jej specyficzny spadek. Zdawać by się mogło, że dzieweczka jest trochę zniesmaczona, gdy sięgnął po alkohol. - Nie pije pani? - dodał po chwili. Pytanie jakby niepotrzebne, bo skoro tak się dziwnie powierciła w krześle, to pewnie zagorzała gorzały przeciwniczka. No ale cóż, zapytać nie zaszkodzi, a nuż tak dziwnie się zachowała, bo też by łyczka chciała?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2014, 13:51 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
11.08.2014, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#34

Saylje zaśmiała się.
- Tak, niektórzy ludzie już tacy po prostu są, opętanie sprawiłoby, że byliby uważani za normalniejszych. - ona coś o tym wiedziała. Widziała całkiem normalnych ludzi, może z nieco bardziej realnym i zdrowym poglądem na świat, a inni mówili, że szaleńcy, wysłannicy diabła nawet czasem! Jak człowiek za bardzo wierzy w to, w co wierzy, to gubi się w sobie. I twierdzi, że to inni są nienormalni.
- Nie, teraz nie piję. A ogólnie? Ogólnie to okazjonalnie, lecz nie przepadam. Tylko w głowie zawraca, a ja już i tak nie mam jej tam, gdzie trzeba. I kto by pilnował własności i ptaków? - odparła, wzruszając ramionami - Zresztą, mam słabą głowę.
Kiedy skończyła mówić, siedziała cicho, nie wiedząc, co powiedzieć. No i pięknie, przyszedł moment, w którym następuje ta niezręczna cisza. Postawa starca się zmieniła, teraz wyglądał, jakby oczekiwał tylko, aż kobieta powie słowa pożegnania i wyjdzie. Jeśli jednak dziś nie sprzeda pustułki, to niech cały świat szlag trafi. Ale nic, przywiązała się do małego, mogłaby równie dobrze go sobie zatrzymać. Nie mogła sobie nigdy pozwolić na to, by trzymać ptaka jedynie dla siebie, ale kto wie, może tym razem jakoś by wyszło.
A świat i tak już dawno jest przeklęty, każdy skazany na siebie, można jedynie liczyć na dobre samopoczucie wśród drzew lub na równinach lub... w karczmie, z kącika z rozbawieniem obserwując wydarzenia.
- Miło z pana strony, że mnie wpuścił. - powiedziała i klapnęła obiema dłońmi o stół.
11.08.2014, 23:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#35

Pokiwał tylko głową na uwagę o opętaniu, nie chcąc mówić o tym nic więcej. Choć być może była to nieco żartobliwa uwaga i tak wolał nie podejmować próby kontynuowania wątku, nie chciał mówić za dużo z dwóch powodów, a jeden byłby zresztą wystarczający. I czasem tak miał, że kiedy najpierw miał o czym się rozgadać, to dalej siedział cicho. Ale do wysłuchania gotów był zawsze. Ale jak to mawiają, umiejętność słuchania jest dwukrotnie cenniejsza od mówienia. Być może coś w tym było.
Wysłuchał więc damę aż do momentu, w którym stwierdziła, że ma słabą głowę i odczekał jeszcze parę chwil, zanim podjął głos.
- Ano oczywiste, jeżeli głowę ma się nie najlepszą, to bardzo rozsądnym wyjściem jest nie picie. Ja za bardzo odpowiedzialnych zajęć nie mam jako grabarz - czego nie zrobię dziś, mam okazję zrobić jutro, chyba, że chodzi o zmarłego... Zaś jako ten, załóżmy, znachor... Łyczek nie zaszkodzi, a więcej nie mam po co pić - rzekł, kończąc w myślach wywód, bo mleć ozorem się staremu odechciało.
Panna chyba źle zinterpretowała intencje Scythisa, ale cóż tu się dziwić - młoda była, a dla takich ludzi każda cisza była tą, jak to się popularnie zwie, "niezręczną". Gdyby jednak miał wybierać między czczą paplaniną a spokojem i zrozumieniem, długo by się nie zastanawiał. Rzecz jasna nie każda gadanina była czcza, a że do przegryzienia niewiele co jest, to już inna sprawa. I nie, bynajmniej nie uważał rozmów za niepotrzebne. Sądził jednak, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, że równowaga między mową a ciszą jest bardzo ważna. Teraz akurat wielkiego wyboru nie miał, bo nie myślał, żeby siedzenie i milczenie na dłuższą metę sprawdziło się w poznaniu panny i jej intencji. Natomiast ci, których tytułował swoimi bliższymi kolegami, z którymi nawet nie robienie niczego konkretnego wiązało się ze wzajemnym zrozumieniem, pomarli. Nie było to jakoś szczególnie dla grabarza smutne.
Zawsze pozostawały jeszcze w okolicach ich dusze.
Tak, z tymi "dogadywał" się zazwyczaj lepiej, niż z ludźmi. Właśnie dlatego, bo aby się z nimi jakkolwiek zintegrować nie trzeba było nawet się odzywać. To, że jest żywą istotą z którą mogą się kontaktować jest dla duchów już wystarczająco ciekawą odmianą. Zmarli, którzy dokonali swego żywota niedawno, bywają problematyczni i zbyt rozmowni, ale w większości wypadków wystarczy kilka prostych słów, by ich uspokoić. Najlepiej jest jednak z tymi, którzy nie przestają rozwijać się nawet po swojej śmierci. Tylko że ci zwykle odchodzą najszybciej do kolejnych sfer, czy gdzie ich tam indziej niesie.
- Czym chata bogata - odparł, co pewnie oznaczać miało, że drzwi są zawsze otwarte. Uśmiechnął się niewidocznie. "Bogata", pomyślał "taaa". Powiedziałby jeszcze, że to nic takiego, żeby odwiedziła go kiedy będzie miała taką potrzebę, żeby poleciła go przyjaciołom, ale dzień chylił się ku końcowi, zaś dobrze by było udać się jeszcze do miasta po zioła. Ano, nie miał zamiaru puścić uwagi mimo uszu o znachorze bez żadnych lekarstw. Warto było więc rozprostować nogi, póki nie gości nikogo innego.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2014, 13:51 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
12.08.2014, 03:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#36

Tak, starzec- Scythis zdecydowanie ucichł nieco. Czyżby spostrzegł, że Saylje odpłynęła na chwilę podczas jego wywodu? Ach, niektórzy jednak są spostrzegawczy, ale jak trzeba, to rozmówca nie daje znaku zmieszania czy zakłopotania. Cóż, samoświadomość rzadko się u ludzi zdarza.
Z tego, co kobieta zrozumiała, mężczyzna za dużo pić nie zamierzał. A to dobrze, bo po "kilku" takich "łyczkach" rozmowa staje się bardziej rozlazła, i choć nieraz potrafi być niesamowicie zabawna, to na dłuższą metę trudniej sobie poradzić z takim delikwentem. Przy większej ilości trunku, trzeba jeszcze dopilnować, by się nie zabił w drodze do domu. Z potworami walczą, a to małe, niefortunne uderzenie w głowę może być śmiertelne, na to zaklęcia ochronnego nie ma. A kto by paradował w hełmie w wolny dzień?
Saylje wzruszyła ramionami.
- Tu i tam można sobie popić, mięśnie rozluźnia, i serce też czasem. - po chwili zastanowienia, dodała: - No tak, serce to mięsień przecież. No to mięśnie. A i zmarły przecież szybciej się nie zacznie rozkładać na zewnątrz, niż pod ziemią. - uśmiechnęła się nieco.

Dziewczyna zauważyła wyraz zamyślenia ukryty za bujną brodą, jednak nie skomentowała.
- Bogata to raczej ona nie jest. - odparła - Ale przynajmniej stoi! Zdobycie nawet takiego wypierdka to nie lada wyczyn.
Zebrało jej się na marudzenie... Jednak gdy od wielkiego dzwonu zdarzy jej się poopowiadać o swoich przeżyciach i odczuciach, a nawet rzadziej, to dlaczego by nie poskarżyć się na wszystko, co poszło nie tak.
Ale czas już na nią, mile czy niemile widziana, pomyślała, nie będzie już zawracać głowy staremu poczciwcowi. Może do wieczora uda jej się oddać pustułkę w jakieś dobre ręce, a jak nie - cóż, ptak będzie musiał ścierpieć drogę powrotną do mniej irytującego miasta, niż to. Może uda jej się w końcu ugłaskać władze, by dali jej dom na wypożyczenie. Jak tu prowadzić biznes z takimi utrudnieniami?
Kobieta polubiła starca. Do ludzi zazwyczaj jej nie ciągnęło, ale ten jegomość miał wyjątkowe podejście, inną aurę. Prawdopodobnie dlatego, że mieszka na cmentarzu.
- Tak więc... Do widzenia, panie Scythisie. - po zrobieniu kwaśnej miny do siebie, uniosła dłoń w geście pożegnania. Zrobiła krok w stronę drzwi, po czym obróciła się na pięcie. - Gdyby pan kiedyś chciał tego kruka, proszę pisać, może pan mnie znajdzie w okolicach Greathard. Saylje, miło mi poznać. - rzekła na odchodnym, pewnie wyciągając rękę przed siebie, jakby chciała się przywitać.

z/t
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2014, 18:37 przez Nyriel.)

13.08.2014, 02:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#37

Starzec uśmiechnął się i na wzmiankę o rozkładaniu, i na wzmiankę o chałupie. Racja, jeśli ktoś nie miał tyle szczęścia co on, czyli nie otrzymał swojego mieszkania po rodzicach, to albo musiał mieć albo dobrze płatną i stałą pracę, albo musiał mieć kogoś, kto go przyjmie, albo musiał mieć w życiu dość ciężko. Może to o to chodziło pannie, kiedy mówiła, ze tu przytulnie? Czyżby była jakąś koczowniczką? Właściwie, to trochę na taką wyglądała. Tu i ówdzie podrapana, zbudowana nie była wątle. Możliwe.
Nie skomentował jednak i nie pytał, bo oboje najwidoczniej mieli jeszcze coś do załatwienia przed zmrokiem, który powoli się zbliżał. Chociaż myślał. I to sporo. Młoda panna przypomniała mu o pewnym dość ważnym aspekcie, może nie teraz, ale teraz się dopiero zaczął zastanawiać. Przypomniała mu mianowicie o śmierci. Właściwie to się o nią nie martwił, tylko o to, co będzie potem. Nie z nim, co z nim ma być, to niech się dzieje, martwił się trochę o ludzi z okolic. Przecież kiedy odejdzie, zostawi ich całkiem samych. Bez mentora i bez opieki uzdrowicielskiej. Może i sobie bez niego poradzą, ale z pewnością będzie trudno. Wiedział też, że większość z mieszkańców miasta handlowego i różnych mniejszych osad w pobliżu nie są zbyt bogaci. Ci z centrum byli średnio zamożnymi obywatelami, rzadko kiedy udawało się tu znaleźć kogoś z wyższych sfer. A poza obrębem miasta zwykle byli ludzie mieszkający w podobnych warunkach, co i Scythis. I gorszych zresztą też. Czasem w ogóle nie mieszkających.
Te myśli, jakie kłębiły się teraz grabarzowi w głowie sprowadziły się do jednego, konkretnego wniosku. Warto byłoby znaleźć sobie ucznia. Ostatnim razem kiedy kogoś u siebie gościł doszedł do wniosku że to trochę dziwnie, że nie miał żony. I racja, gdyby załatwił sobie kobietę jakieś trzydzieści czy ileś lat temu, to miałby dziecko i miałby komu pozostawić wiedzę, dom i potrzebujących. Ale cóż - nie miał. Nie ma jednak co płakać nad rozlaną gorzałą. Z płodnością starca jest już nie wiadomo jak, bo ostatnio nie sprawdzał, ale na stare lata już nie będzie sobie drugiej połówki szukał. To znaczy miłości, bo gorzałę drugą ma, poza tej w piersiówce. Mniejsza jednak o alkohol i o potomków, teraz ważny był czeladnik. Nie, nie myślał o tej, co właśnie ją gościł. Ona miała już swoją pasję, swój zawód, swój styl życia. Warto byłoby znaleźć kogoś młodego, kto nie zaprzątał sobie głowy jeszcze zbyt dużą ilością wiedzy. Tacy szybciej się uczą. I właśnie, żeby miał chęci. Nie może wyszukać kogoś z bogatszymi rodzicami, kto życie w dostatku ma już właściwie załatwione. Kto więc będzie najlepszym kandydatem? Najlepszym kandydatem będzie sierota z rynsztoków w mieście handlowym, która marzy o uczciwym, spokojnym życiu. Ciekawe, czy w ogóle ktoś taki w ogóle istnieje w pobliżu. Ale cóż, o tym pomyśli, jak już będzie w centrum.
- Niech mi pani załatwi gołębia pocztowego, to i list wyślę bez wahania - uśmiechnął się i podał rękę, odprowadzając pannę do drzwi. Jeden krok, ale zawsze coś. - Do widzenia i wzajemnie - odparł.
Chwilę jeszcze stał u progu, zastanawiając się, czego nie spakował na podróż do centrum miasta. Ach, tak - szpadel. Chwycił swego nieodłącznego kompana wpół, niczym kostur, jakim starcy mają się zwyczaj podpierać. Nic chyba cennego nie zostawił... Och, jeszcze ten specyficzny amulet, jaki otrzymał. Podszedł do szafki, otworzył, wziął, schował do kieszeni. Obok leżała książka zielarska. Cóż, warto będzie ją ze sobą zabrać, gdyby zapomniał, czego potrzebuje. Wepchnął ją do swojej największej kieszeni, wyszedł, przymknął drzwi. Rygla nie było, bo i po co? Nic cennego w tej chatce raczej nie było.
Ruszył. Ahoj, przygodo.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2014, 13:52 przez Scythis.)


Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
13.08.2014, 18:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz
#38

Jak dobrze być w domu.
Zawędrował tu z wieczora, dość był wyczerpany. Niewiele myśląc, otworzył drzwi do swojej chaty i wparował tam, stęskniony za rodzimą ziemią. Padł na łóżko i ani zdążył o czymkolwiek pomyśleć, spał.
Wstał z samego rana, ledwo zaczynało świtać. Nie zauważył w swojej chałupinie żadnych ciekawszych zmian. Nikt nie zostawił karteczki, nic nie było przestawione. Dobrze, że pod jego nieobecność nikt nie chorował. Albo... nikt piśmienny?
Dobrze zatem chociaż, że przynajmniej nie został okradziony. Choć, prawdę mówiąc, potencjalny złodziej, widząc stan tego miejsca, pewno nie spodziewałby się ujrzeć tu szczególnych bogactw. Dodatkowo ta grobowa atmosfera otaczająca to miejsce odstraszała co bardziej bogobojnych złodziejaszków. Albo tych strachliwszych.
Po chwili ponownie zabrał się za ćwiczenia. Uprzednio jednak przywołał Tommyego, który służył mu jako "techniczne wsparcie".
- Teraz dobrze? - zapytał, z trudem unosząc się na swoich ramionach. Wytężał siły jak mógł, ale zdołał zrobić tylko dwadzieścia dwie pompki w jednej serii. Mniej, niż gdy startował, trzy dni temu.
- Technicznie poprawnie. Myślę, że rozsądnie będzie ustalić pewne granice, żeby to przynosiło jakieś rozsądne efekty. I żeby cię nie przeciążyć. Na początek po tuzin tego, co robiłeś dotychczas. Tylko ma być technicznie, rozumiemy się? - uniósł brew, uśmiechając się ironicznie. Zupełnie, jakby on tu rządził, skurczybyk. Nie było jednak wyjścia. Chcąc stać się silniejszym, Scythis musiał okazać w tej kwestii trochę pokory. Kiwnął głową. - Może po trzy serie na jednorazowy zestaw. Jak będziesz się czuł na siłach, to cztery.
Dobra. Poradzimy sobie.
Wkrótce Starzec padał z wycieńczenia, ale był z siebie bardziej zadowolony, niż zwykle. Nie odpuści. Miał silne motywy. Stanie się silniejszym, albo zginie, jeśli mu się nie uda. Chce się bowiem porwać ze szpadlem na słońce. W jego rękach tylko leży, jak dobrze zdoła się przygotować. Jak potężny szpadel będzie dzierżył do czasu ostatecznej potyczki.
Póki co jednak, na trzech seriach odpuścił. Ale będzie lepiej. Już niedługo.
Chciał się położyć i odpocząć, ale nie za bardzo mógł. Było jeszcze sporo do zrobienia tu, na miejscu, a jutro trzeba ruszyć w dalszą drogę.
Zaczął więc robić to, co wcześniej było mu codziennością. Doglądał stanu cmentarza. Wyrywał chwasty. Spędzał czas na świeżym powietrzu i opiekował się duszami, które nie mogły odejść z tego miejsca. Przy okazji spotkał kilku starych znajomych. Musiał trochę odpocząć od nieustannej drogi, jeśli nie chciał narobić sobie kłopotów ze zdrowiem. Dlatego ruszy do Lothil jutrzejszego poranka.
Wkrótce, gdy słońce zaszło, zasnął znów. Spał, mocno jak niedźwiedź. Ale z lekkim uśmiechem na ustach.
Następny dzień wyglądał podobnie. Ćwiczenia poszły zgodnie z planem, bez zauważenia szczególnych efektów. Cóż, pewnie nie przyjdą aż tak szybko. Różnica była taka, że trzeba było ruszyć do miasta. Ale zanim to nastanie, warto byłoby się przygotować. Chociażby po to, żeby nie śmierdziało od niego zanadto. W tym momencie aż sam czuł spory dyskomfort, a co dopiero ci, których skazałby na rozmowę...
Ruszył więc do niedalekiej rzeki, by zażyć kąpieli. Gdy wychodził, ognista kula zamajaczyła na horyzoncie. Na niebie nie widniało zbyt wiele chmur. To będzie ciepły dzień. I dobrze. Wyschnie po drodze.
Zarzucił włosy na plecy, wytrzepał wilgoć z brody i ruszył. Jeśli dobrze pójdzie, gdzieś pod wieczór będzie w Lothil.
Gracz opuścił wątek

Spoglądając gdzieś w oczy tego starszego człowieka masz wrażenie, jakbyś patrzył wprost w głęboką otchłań. Pod odpowiednim kątem, jeśli otoczenie nie jest zbyt dobrze oświetlone, oczodoły siwobrodego wydają się wręcz być puste. Dreszcze przechodzą ci wzdłuż kręgosłupa...
Wrażenie to może minąć dość szybko, lecz zależy też od sytuacji. Biada jednak temu, który zlekceważy ostrzeżenie wypływające z tego wizerunku.
08.08.2017, 13:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna