Wybrzeże
#11

Kobiecina wydawała się być bardzo mało pewna siebie. Zdawała się nie wiedzieć nic, co przyda się jej gościowi. Ale to co było pewne, to to, że była tu nie bez powodu.
Propozycję napitku zaakceptował bez wahania. Podniósł się na jednym ręku, do pozycji półleżącej. Napił się z kielicha, ale chyba pociągnął trochę zbyt wiele, jego gardło tego nie zniosło i wykrztusił napój. Kielich był do połowy - tym razem - pusty. Pił resztę nieco mniejszymi porcjami, za każdym łykiem czując, jakby pił za słabo roztopione szkło. Na rdzę nawet nie zwrócił uwagi. Nie było co wybrzydzać, dokładnie jak mówiła ta kobieta. "W pewnych momentach życia wybrzydzać nie należy", powtórzył. Wydawało się, że staruszka nie jest świadoma tego, co właśnie przeżył brodaty mężczyzna. Ale przynajmniej potwierdziła, że nie jest martwy. To się liczyło. W tym momencie nie powinien umierać, bo to niosłoby ze sobą dalsze niebezpieczeństwa.
Po kilku zdaniach, jakie wypowiedziała staruszka Nether zaczął czuć się na siłach, żeby dołączyć do rozmowy. Nie robił tego, póki co. Poczekał aż się wygada. Minęło kilka minut, kiedy z cienia wyłoniła się siostra kobieciny. Ogdis, jak się przedstawiła i jak została przedstawiona. Po tym wszystkim co usłyszał minęło jeszcze kilka chwil, zanim zdecydował się wydobyć z siebie jeszcze jakiś dźwięk.
- I to wszystko? Zwykła grota i zwykłe siostry - bardziej powiedział, niż zapytał. Po prostu wydawało mu się to dziwne po tym, co go spotkało. Niemal się utopił, wypłynął daleko od brzegu tak, że z żadnej strony na horyzoncie nie było widać lądu. I co? Przeżył. Mało tego, woda wypluła go na brzeg, trafił do jakiejś groty z miłymi, choć bardzo starymi, nieco niedołężnymi siostrami bliźniaczkami. Czuł, że spieprzy wszystko, jeśli postanowi teraz zagrać tak, jak nie powinien. Chyba właśnie postanowił tak zrobić.
- Wyrzuciło mnie morze. A jeśli nie, to sama lepiej wiesz, jak się tu znalazłem. Pytasz się więc, co mnie tu sprowadza? Skąd w ogóle taki pomysł? - zapytał Nether. Zamiast być poirytowanym całym tym zajściem stał się po prostu śmiertelnie poważny. Mógł się wydawać zdenerwowanym. Szczerze mówiąc, granica między jednym a drugim u tego właśnie człowieka była mało widoczna. Sytuacja, jakby nie patrzeć, była bardzo frustrująca. - Zdajesz się nie wiedzieć nic, ale możesz wiedzieć więcej ode mnie. Mam dość boskich kaprysów, a jednocześnie tylko bogowie mogą poprowadzić mnie dalej. Co mnie tu sprowadza, pytasz? Naprawdę? - mimo, że znosił to jeszcze słabiej, niż picie tej cieczy jaką otrzymał, to starał się nie przestawać mówić. Podniósł figurkę, ale stwierdził po chwili, że jednak jej do rozmowy wtrącał nie będzie. - Odpowiedz mi zatem, co sprowadza tu was.
27.07.2014, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#12

MG
~***~

Kobiety spojrzały po sobie tylko bez słowa, kiedy mężczyzna zaczął mówić. Ogdis była zmieszana, uniknęła wzroku siostry, która z kolei zmarszczyła czoło. Nie spodobały jej się słowa Nethera. Widać nie sprostał jej oczekiwaniom. Jeśli to możliwe, by w takiej okoliczności miała jakiekolwiek oczekiwania.
Kiwnęła siostrze głową, na co ta wycofała się bez słowa. Zerknęła tylko po raz ostatni na kata, żegnając się skinieniem, i zniknęła w głębi groty. Nie była tu potrzebna. Wszystko miało charakter o tyle mało klarowny, co przepełniony jakąś pradawną mistycznością. Jakby oto były kat znalazł się w centrum mitu, do tego bardzo rzeczywistego. Nie dało się nie zauważyć, że wszystko kręciło się właśnie wokół niego, to on był tu najważniejszy. I nie tylko tutaj, wszak już od portu zdawał się być jedynym człowiekiem na świecie.
- Zwykłe czy niezwykłe - musisz nam wybaczyć, jeśli to dla ciebie ważne - zaczęła, ignorując kolejne salwy chichotów, dobiegające co chwila z innej strony. - Bez powodu byś się tutaj nie pojawił. Niestety, ty go nie znasz, więc Ogdis ci nie pomoże. Ja może i byłabym w stanie, ale nie przyszedłeś tutaj do mnie. - Odwróciła się, chcąc chyba zostawić go tam bez jakichkolwiek wyjaśnień, ale zanim odeszła, jeszcze raz na niego spojrzała. - W jednej tylko kwestii masz rację, chłopcze. Nielekka droga od męża do bohatera. I dlatego tylko bogowie mogą poprowadzić cię dalej. - I poszła w ślady siostry, rzucając jeszcze coś szeptem. Nether mógł wychwycić słowa takie jak "zaglądać" i "głębiej", może jeszcze coś o "nauce", ale tylko dlatego, że jego smocze zmysły zaczynały się rozkręcać.
Nie miał dla siebie za dużo czasu. Nie umilkły jeszcze powolne kroki oddalających się staruszek, kiedy obok Nethera przebiegła jasnowłosa kobieta w błękitnej sukni. Śmiała się, a raczej chichotała tym swoim dziwacznym głosem. Okręciła się kilka razy wokół własnej osi, przetańczyła zgrabnie wokoło swojego gościa, zatrzymała i spojrzała na niego rozbawiona.
- Witaj! - rzuciła z entuzjazmem. Jej głos nie był wcale taki piękny, jak cała reszta. Tak, jak i śmiech, przypominał raczej czarownicę z bajek dla dzieci niźli driadę z opowieści zakochanych w ideałach bardów. - Jestem Timis! Ładnie, prawda? Wszystkie nazywamy się podobnie, ale nie ma w tym nic dziwnego, jeśli zna się parę języków i naszą rolę tutaj.
Cisza, jaka zapadła wszędzie wokół po tym, jak dziewczyna ukazała wreszcie swe młode oblicze, była wręcz nierealna. Żadnych stuków, ruchów, szurań dookoła, żadnych nieznanych istot. To ona robiła ten cały hałas. Teraz przynajmniej mężczyzna nie musiał obawiać się mieszkańców tego dziwnego miejsca.
- Nie ruszaj się przez chwilę, proszę...
Timis podeszła - a raczej podpłynęła, bo jej ruchy były takie lekkie, gładkie, szybkie - do mężczyzny i spojrzała mu w oczy. Uśmiechała się, ale wzrok miała przenikliwy, inteligentny. Tego rodzaju inteligencją, której obawiają się hazardziści u rywala - kiedy ten wie coś, o czym nikt inny nie ma pojęcia.
- Ach, tak. Mężny Broghor. Widzisz więcej, ponieważ jesteś ich synem - odparła po chwili, uwalniając go spod natarczywości swojego spojrzenia. A znaczyło to mniej-więcej tyle, że nadal na niego patrzyła, teraz jednak już normalnie. No i wciąż była bardzo pogodna. Nie dotknęła go ani razu, jeśli miało to jakieś znaczenie. - Pozwolisz jednak, że zachowam obecną postać, bardzo mi się podoba. Nie lubię być stara, jak one. Nie pasuje to do mej... osoby. - Znowu zachichotała. - Och, wybacz. Pewnie brzmię jak szakal. Słuch trudniej omamić, a wierz mi, nie jestem w tym początkująca. Choć może nie staram się należycie, w końcu to wzrok liczy się najbardziej. Kiedyś, teraz i zawsze. - Westchnęła, okręcając się wokół osi. Trzymała za fałdy sukni, patrząc jak unosi się pod wpływem ruchu. - Musisz wybaczyć moim siostrzyczkom, są specyficzne. Ale każda mistrzynią w swoim fachu, wierz mi. Nie mogły lub nie chciały ci niczego powiedzieć, jak zresztą przewidziałam. Jesteś tu po to, by dowiedzieć się czegoś o sobie. Nie pytaj czego, to twoje zadanie. Spotkałeś już naszego starego przyjaciela, jak widzę. - Wskazała na figurkę w jego ręku. - Nie bierz tego do siebie. Pewnie chciał, żebyś się przestraszył. Łatwiej wtedy o odpowiedni stan. Byłbyś głupcem, gdybyś miał mu za złe.
W każdym słowie, wychodzącym z ust Timis, kryło się tyle samo lekkości i swobody, ile w pojedynczym kroku, ruchu biodrem, dłonią, szyją, każdym geście, mrugnięciu i uśmiechu. Nie plotła bez zastanowienia, co jej ślina na język przyniosła, wręcz przeciwnie. A jednak mówiła dużo, nie gubiąc się ani na moment. Każde wtrącenie, nawet jeśli nie wnosiło nic do monologu, brzmiało tak, jakby wnosiło.
- Ja mam ci w tym pomóc. Opowiedz mi więc o sobie, krótko. Co powinnam wiedzieć, żeby nie odebrać ci życia? Co mogłoby mnie przekonać? - W jej, sympatycznym do tej pory, uśmiechu schowało się troszkę tej inteligencji nałogowego gracza w karty...
28.07.2014, 20:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#13

Dokładnie tak jak myślał, ta "niepewna" siostra zaraz odeszła. Tak jak myślał nie spodoba im się to, co powiedział, tak jak myślał nie powiedzą mu w końcu, jaka jest ich rola i dokładnie tak zapewne spieprzył wszystko, choć to się okaże jeszcze za parę minut.
Ale nie pomyślał, że Ogdis (której, gdy odchodziła, odpowiedział skinieniem głowy) jednak może mu w jakikolwiek sposób pomóc. No nic, co się stało, to się nie odstanie. Teraz zapewne nie mógł w tym kierunku już nic zrobić. Jedyne co mógł, to uważać na to, co będzie dalej mówił, myślał i robił.
Obie staruszki odeszły, zostawiając Nethera na pastwę... Kolejnej. Ale nie wyglądała tak jak poprzednie, jedynie głos był dość podobny, choć bardziej energiczny. W istocie, każda była inna i miała inną rolę, która - jak się mężczyźnie zaczęło wydawać po tym, co powiedziała Timis - miała jakiś związek z ich imionami. Ten nie znał jednak na jego nieszczęście więcej niż jednego języka, nie słyszał nigdy takich imion.
- Ładnie, choć wolałbym to potwierdzić po poznaniu jego znaczenia - odparł, nie mając nadziei na to, że ktokolwiek mu je wytłumaczy. Na jej prośbę, czy też rozkaz odnośnie nie ruszania się pomyślał krótko "jakbym mógł...", ale nie mówił nic. Dalej siedział, opierając się o zimną posadzkę jedną ręką. Słuchał słów pogodnej kobiety, czy kimkolwiek lub czymkolwiek innym była, kiwając co jakiś czas głową na "pozwolisz", czy "wybacz", jakby zresztą miał coś w tej kwestii do gadania.
- A sądziłem, że wzrok na niewiele mi się w tym czasie przyda - odparł w międzyczasie. Rzeczywiście tak myślał - zdawało mu się, że wszystko dookoła jest jakąś nierzeczywistą mrzonką, albo i koszmarem. Problem w tym, że wszystko było tu dużo bardziej realistyczne, ból był rzeczywiście odczuwalny, inne zmysły też działały, jak powinny w tym stanie.
Nie, Nether nikomu nie miał teraz niczego za złe. Niczyich motywów nie znał, więc... Po prostu nie mógł. To nie zgadzałoby się z jego sposobem bycia. Być może więc głupcem nie był. Był mędrcem, ale pytanie - czy tylko przez wzgląd na to, że posiadł część smoczych mocy? Rozstrzygnie się.
Ta cała płynność, z jaką poruszała się Timis, jej wygląd, jej zachowanie nie wzbudziło zbyt pozytywnych odczuć w brodaczu. Wręcz przeciwnie, zaniepokoił się raczej przez to, niż przez figurkę, jaką zostawił mu jego przewoźnik. A po tym, co powiedziała, wiedział, że instynkt go nie mylił. Ta kobieta groziła mu śmiercią nie bez powodu. Najpewniej rzeczywiście mogła odebrać mu życie. Uśmiechnął się wtedy. "W co ja się wpakowałem..."
Nether naprawdę nie przywykł do strachu. Tym razem też trudno było mu "wpaść w odpowiedni stan", choć jak mówiła jego nowa rozmówczyni, mogłoby to być mu całkiem na rękę. Ale nie mógł, nie był w stanie. Nie bał się śmierci. Mógł tylko zastanawiać się najwyżej, co by teraz zrobił, gdyby się bał. Oprócz kulenia się ze strachu i uciekania.
- Bo ja wiem, co cię może przekonać, droga Timis? Ale, skoro opowiedzieć, cóż... Nie przekona cię pewnie to, że służyłem jako kat i moją rolą było odbieranie życia, bo właśnie - byłem. Hmm, zdecydowanie łatwiej byłoby mi przekonywać, gdybym wiedział, kim jesteś, ale rozumiem, że takiej informacji nie dostanę. Ale wspomniałaś, że mam się czegoś tu o sobie dowiedzieć. Czy to cię przekona? Czy może dopiero po tym, jak coś wymyślę, dowiem się tejże informacji? A może przyjdzie ona wraz z moim upadkiem? Hmm - mówił. Zastanawiał się też, dlaczego chciano go osłabić od momentu, w którym ta przygoda stała się całkiem niezwykła. Odcięto go od jego żywiołu. Psuło to jego koncepcję, że te dziwne kobiety są jakimiś boginiami, chociaż i ten pomysł był dość... Głupi, właściwie - w końcu jedna ze staruszek sama powiedziała, że "bogowie miewali swoje kaprysy, każde z nas jest pod ich bezustannym nadzorem". Czy więc możliwe było, że Timis może jednak mieć trudności z odebraniem mu jego najcenniejszego skarbu? Skoro tak, co tak silnego manipulowało światem wokół niego lub sposobem jego postrzegania?
Zastanawiające było też, dlaczego akurat on miał sobie coś uświadomić. Było tysiące ludzi o wiele mniej mądrych, świadomych od niego. Było pewnie też wielu z lepszym sposobem pojmowania. Dlaczego więc on, nieprzeciętny człowiek, przeciętny wśród magów? I dlaczego właśnie chciano go zabić. Przecież niczego nie zrobił. "A może to i dlatego".
Miał ochotę pytać, ale tak sobie pomyślał, że to nie będzie zbyt rozsądne. Miał opowiedzieć. Ale cóż by tu o sobie zdradzić, by uniknąć śmierci? To że się nie bał wcale nie oznaczało, że obojętne mu było jego życie. Wręcz przeciwnie, całkiem się do niego przyzwyczaił, można by nawet powiedzieć, że je lubił.
- Coś mnie tu sprowadziło, bym dowiedział się czegoś o sobie lub umarł. Dlaczego temu czemuś tak zależy, bym poznał jakąś prawdę o sobie? Czy nie będzie się frustrować, gdy umrę, nie odkrywając jej? - zapytał, zmieniając temat. Oczywiście. Trudno mu było twierdzić, naprawdę. Opowiadać zresztą tak samo - wątpił, by jego historia była na tyle ciekawa, by Timis wsłuchała się i zapomniała o groźbie, jaką niedawno wygłosiła.
Paskudnie byłoby tak umrzeć nie w walce, a zastanawiając się nad takimi rzeczami.
29.07.2014, 13:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#14

MG
~***~

Kobieta uśmiechnęła się na wzmiankę o imionach jej i sióstr, ale nic nie odpowiedziała. Pewnie nie miała zamiaru ułatwiać sprawy mężczyźnie. A może bawiła ją jego niewiedza? Zupełnie jakby i bez tego nie miała nad nim przewagi.
Kiedy zaczął mówić, patrzyła mu w oczy, słuchając uważnie. Jednak po dłuższej chwili chyba straciła zainteresowanie, bo uniosła prawy kącik ust i wróciła do powolnego tańcowania. Starała się trzymać oświetlonej części groty, ale niejednokrotnie zniknęła na krótszą chwilę w mroku.
Cień ten miał w sobie coś niezwykłego, ponieważ nie zyskiwał na intensywności wraz z odległością od źródła światła, tylko pojawiał się, jak gdyby ktoś narysował jego granicę węglem na kamieniu. Może to dlatego, że i źródła światła nie było. Ono się po prostu działo, więc i cień miał podobnie w tym miejscu. Tyle że światło zachowywało swoją krótkofalową naturę, a jej przyjaciel nie. Był tu panem. W efekcie kobieta wyglądała, jakby tańczyła na granicy życia i śmierci, istnienia i nicości, znikając i pojawiając się wciąż w tej samej, młodej postaci.
Nie przejęła się widać brakiem współpracy ze strony Nethera.
- Bogowie, ileż siły dodaje taki taniec! - rzuciła zaraz po tym, jak zatrzymała się tuż obok mężczyzny. Wzięła go za rękę i pociągnęła. - Wstawaj, nie jesteś dzieckiem, silny z ciebie mąż. - Zmusiła go, by powstał, po czym obeszła dookoła, oglądając dokładnie. Była niższa co najmniej o głowę. Wielką, masywną głowę z hełmem w rogach. - Hm, każdy bohater w historii był poddawany próbom. Wielki Gadron musiał pokonać trójgłowe monstrum, dziesięciokrotnie większe od niego samego, a był twej postury. Musiał to zrobić, by udowodnić, że wart jest tego, czego szukał. - Wróciła przed oblicze kata. - W jego wypadku była to potężna broń, młot Wiudrin. Mide z Turmi musiała wypić miksturę, mającą przenieść ją w świat śmierci, by mogła odnaleźć tam ukochanego, a Kraniusz Złoty, wielki król ziem dalekiego zachodu, głowił się nad zagadką Lwa, na którą pozytywna odpowiedź miała przynieść mu bogactwo, zła zaś - śmierć. To tylko kilka przypadków spośród tysięcy w ciągu całych mileniów. Miliony prób. - Zamilkła na chwilę, dając mężczyźnie czas na wysnucie własnych wniosków.
Odwróciła się od niego i zniknęła na moment, by wrócić z dwoma dorodnymi jabłkami. Trzymała je w obu dłoniach przed sobą tak, by kat widział dokładnie.
- Musisz odzyskać siły... - Podsunęła mu jedno, drugie nadal trzymając przy sobie. Kiedy mężczyzna chciał je chwycić, ta odsunęła szybko dłoń i pogroziła palcem wskazującym. - A gdybym wyjawiła, że jedno z nich jest zatrute? Z pewnością nie chciałbyś żadnego, chyba że trzymałabym cię tutaj tydzień. - Wskazała na owoc, trzymany w lewej dłoni. - Powiedzmy jednak, że żadne z nich cię nie zabije, ale to przeniesie cię z powrotem do portu w mieście zwanym Greathard, do momentu, kiedy wszyscy ludzie zniknęli. W życiu, jakie wybierzesz, zostaniesz uwikłany w jedną z tysięcy możliwych opowieści, gdzie będziesz musiał zdecydować, czy wracasz do normalności, czy idziesz ratować niewinnych. - Wskazała drugie. - A to pozwoli ci żyć wiecznie, bogatym i zdrowym, w miejscu, gdzie będą cię szanować, wielbić, nawet czcić. Widzisz, tutaj już pojawia się ludzka moralność. Ale to tobie zostawiam przemyślenia na ten temat. Te jabłka jednak nie są ani zatrute, ani nie wywołają żadnych niewytłumaczalnych działań, więc możesz spokojnie jeść. - Podała mu jedno i sama ugryzła swoje.
Nawet śmiesznie to wszystko wyglądało. Kobiety od samego początku odchodziły od niego i wracały, znikały za kurtyną, by zaraz potem coś przynieść, albo kogoś przyprowadzić. To miejsce traktowane było jak centrum jaskini, a może tylko pokój gościnny, a pojawienie się Nethera zatrzęsło ich światem w posadach. Chociaż, jednocześnie nie wniosło też zbytniej różnorodności do życia zamieszkałych tu sióstr. Jedna traktowała go niepewnie, jakby zaraz miał zrobić coś głupiego, druga wręcz przeciwnie, ale z wyższością dumy starczej, trzecia zaś... Trzecia była wygadaną wariatką. Jeśli spojrzeć na to pod pewnym kątem.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - podjęła po chwili. - Mówiłam, krótko. Mówiłam, o sobie. Co uważasz za takie ważne do opowiedzenia mi o swej osobie, swoim życiu, co mogłoby mnie zachwycić? Przekonać do darowania ci go? Wyobraź sobie, że jestem Lwem, zadającym zagadkę, albo trójgłowym monstrum na drodze do skarbu. Metaforycznie. Nie uzyskasz ode mnie odpowiedzi, których mam ci nie dać. Zyskałeś zaś inne. Daj mi w zamian moją, a może dostaniesz coś jeszcze, czego pragniesz. Bądź konkretny, kacie.
W Nethera uderzyła fala zimna, jakby ktoś wylał wiadro wody na głowę. Dziwne uczucie, które bardzo szybko zniknęło. Może kobieta posiadała jakieś podejrzane zdolności, które właśnie na nim testowała? Nie było tego jednak po niej widać. Nadal czekała na odpowiedź, biorąc drugi kęs czerwonego jak krew jabłka.
29.07.2014, 17:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#15

Nether od jakiegoś czasu czuł, jakby ktoś robił mu tragiczne pranie mózgu. Już od dłuższego, ale nasilało się to z każdą chwilą. Bo ile mogło minąć? Piętnaście minut od momentu, w którym widział się z szamanką? I właśnie, co z nią? Jak na razie ani jednego elementu nie mógł zbyt logicznie powiązać z osobą, która powierzyła mu, nazwijmy to, zadanie. Choć w rzeczywistości sam nie wiedział, jak to lepiej nazwać. Sytuacja w ciągu ostatniej minuty przybrała o tyle "pozytywny" obrót, że spodobała się brodaczowi postać Timis, kimkolwiek by ona nie była.
Perspektywą rzucającą mieszane odczucia mogła być ta, że w momencie śmierci wojownika cała ta sprawa ulegnie rozwiązaniu. Ale, jak się można spodziewać, wcale nie chciał dokonać swego żywota, a przynajmniej nie teraz. Dlaczego bowiem miałby zginąć w tak słaby sposób? Wolałby już zostać rozszarpanym na kawałki przez dziesięciogłowego potwora. Chociaż... Cóż, to brzmiało jak bolesny sposób. Nie, może to nie byłoby najlepszym rozwiązaniem, "przesadziłem z tym", stwierdził. Ale bestia o głowach dziewięciu brzmi od razu lepiej.
Timis najwidoczniej nie przejęła się tym co mówił wcześniej, tak samo też on przejął się jej tańcem. Choć ten był akurat zdecydowanie bardziej przejmujący, chociażby przez tą zatrważającą atmosferę, jaka tu panowała, głównie przez... "Oświetlenie".
Na "pomoc" przy wstaniu zareagował najlepiej, jak tylko mógł, starając się nie chwiać. Chyba nawet mu się to udało, choć był na tyle odrętwiały, że nie zauważyłby pewnie dużej różnicy, gdyby upadł. No, zauważyłby, niech będzie. Oczy już miał sprawne. - Zabić monstrum, udać się w objęcia śmierci, odgadnąć lwią zagadkę. Całe szczęście, że ja muszę tylko czegoś się o sobie dowiedzieć... - rzekł, nie mając najmniejszego pojęcia o tym, w jaki sposób tego dokonać. - Jak na razie - dokończył. "Choć właściwie, to już jestem tak jakby w objęciach śmierci", dokończył ponownie.
Nie miał już ochoty na rozmowę, wydawało się, że Timis będzie mówić tak, czy inaczej, więc mógł sobie na to pozwolić. Co więcej, było to całkiem uprzejme, jeśli ktoś miał się rozgadać. Zamilkł więc, pozwalając jej na opowiadanie o jabłkach. Sam nie znał się zbytnio ani na owocach, ani o drzewach, ani o zatruwaniu, więc wiele nie myślał. Miał może okazję się wtrącić, zabawić słowem, ale przecież tym nie uzyska przychylności rozmówczyni, tak samo nie osiągnie tym żadnego innego celu.
Kiedy więc skończyła na parę chwil mówić wziął od niej podarunek - który, swoją drogą, najlepszym sposobem na odzyskanie energii raczej nie był - i rozpoczął ucztę. Był też pozytyw przy jedzeniu, mianowicie mógł rozruszać żuchwę. Dzięki temu jeśli wyskoczy na niego wielogłowy potwór, to obie strony będą mogły się gryźć. Co prawda co dwie (lub więcej) głowy, to nie jedna, ale przynajmniej nie był całkowicie bezbronny. Nie ma co, optymistycznie postrzegał świat.
Timis podjęła niezakończony temat ponownie, co dziwnym nie było, w końcu brodaty również nie zadowoliłby się odpowiedzią, która na nic by mu nie odpowiadała. Racja, otrzymywał takie bez przerwy, ale czy bez przerwy chodził zadowolony? Ano.
- Och. Jaki Nether jest, każdy widzi, nic nadzwyczajnego. Wychowałem się na mroźnej wyspie, można by rzec, że dalekiej od krain Atarashii. Pracowałem jako kat, pozbawiając życia złoczyńców i skracając męki niewinnych. Pragnąć uratować ojca, który za sprawą pewnie jakiegoś spisku umieszczony został w moich dybach naraziłem siebie, jego i moją matkę na śmierć, przeżyłem tylko ja. Ojciec wyzionął ducha dopiero, kiedy dopłynęliśmy do brzegu gdzieś przy Valen. Och, no i zostałem wychowany nie tylko przez dwójkę wspaniałych ludzi, ale też przez smoka. Ot, cały ja w skrócie. Nie zabijałem potworów, nie odgadywałem zagadek. Od dwóch lat w moim życiu nic szczególnego się nie wydarzyło, starałem się tylko przetrwać w tym świecie, co bywa trudne, kiedy nie chcę już wykonywać swojej dawnej pracy. Aż do dziś, oczywiście - streścił, można tak to określić. Sam chyba nie wiedział co mówił, ale to by się nawet nie różniło od dzisiejszego stanu rzeczy.
12.08.2014, 09:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#16

MG
~***~

Kobieta wpatrywała się w rozmówcę z zainteresowaniem, głęboko rozważając jakiś aspekt jego wypowiedzi. Trzymała jabłko w prawej dłoni, lewą oparła na biodrze. Zmarszczyła jeden kącik ust, brwi oraz nieco czoło i czekała, aż skończy. Tym razem to ona słuchała, nie przerywała. Nie jadła nawet, przełknęła tylko ostatni kęs soczystego jabłka i stała jak zaintrygowany słup soli.
Kiedy mężczyzna podsumowywał swoją wypowiedź, ona wreszcie się ruszyła. Ponownie zaczęła go okrążać, tym razem jednaj ani nie tańcząc, ani nie przyglądając mu się. Ugryzła owoc.
- Bardzo ciekawie to przedstawiłeś - pochwaliła. - Naprawdę. Pozbawiałeś życia złoczyńców i skracałeś męki niewinnych. Interesujący punkt widzenia. Szczególnie, że w obu wypadkach po prostu odcinałeś komuś głowę. Albo rękę. Ale nie o tym przecież mówimy. - Uśmiechnęła się przyjaźnie, spoglądając na kata. Poklepała go po ramieniu, niczym starego, dobrego znajomego, i zachęciła do opuszczenia rozświetlonej strefy. - Chodź, czeka nas trochę pracy.
Kiedy zrobił krok, światło przesunęło się odrobinę w stronę, w którą Timis go pociągnęła. Nie musiał się więc obawiać, że zostanie pozbawiony ostatniego zmysłu, jaki mu się jeszcze ostał. Choć w rzeczywistości nie było znowu tak źle, słyszał przecież to, co mógł słyszeć, swoje ciało czuł aż nazbyt dokładnie, soczki jabłka posłusznie wypełniały nie tylko jego żołądek, ale i kubeczki smakowe, a woń stęchlizny skutecznie dobijała się do nozdrzy, psując ten smak. Nie miał więc na co narzekać, pomijając fakt, iż tego przecież nie robił. Bać ciemności też się nie bał, ale gdyby jednak, to nie musiał aż tak bardzo.
- Nie wiem, co ci już powiedziałam, a czego nie - odezwała się, gdy już przeszli kilka kroków. - Taki mój urok. Nie ja jestem od przeszłości, dlatego też mogę ci wyznać, że zginiesz. Ale każdy kiedyś zginie, nieprawdaż? No, prawie każdy. - Patrzyła przed siebie i zagryzała wargi, wygłaszając ów smutny bardzo fakt. Westchnęła. Wyrzuciła jabłko gdzieś w ciemność. Wpadło do wody. - Spadniesz w przepaść - oznajmiła. - Niee, nie. Nie, to zbyt banalne, nie spadniesz. Hmm.
Czas mijał, Timis się nie spieszyło. Nether odzyskiwał siły już od jakiegoś czasu. Może nadal był nieco zdrętwiały, ale mógł się poruszać. Chodzenie nie sprawiało mu większej trudności, jak zresztą i mówienie. Mijali... Właściwie to nic nie mijali. Szli w tym mroku po kamieniu, który gładki i równy nie był, ale nie robił też żadnych problemów ani katowi, ani jasnowłosej. Przeplotła swoje przedramię z jego ręką, jak to ma w zwyczaju ludek dostojny. Wydawało się, że traktuje tę trasę jak spacer po parku, a Nethera niczym swojego własnego dziadka.
- Skorpiony? Węże? Pająki? To też banały, nie sądzisz? - Rzecz jasna nie czekała na jego odpowiedź, zerknęła tylko chwilowo, idąc dalej. - Zabije cię chłop z sierpem, albo zginiesz w walce. To na pewno coś ciekawszego, a i nawet bardzo prawdopodobnego. Ale mnie to nie satysfakcjonuje. Gdybym miała decydować, to śmierć wyglądałaby bardzo tajemniczo. Przypadkowo, nagle i z nieznanego źródła. I głupio. Jak kulka śnieżna. Lubię śnieg.
Ta kobieta mogła cierpieć na jakąś chorobę psychiczną, albo tak się tylko wydawało. Cóż, gdyby ktoś spędził tyle lat w ciemnej grocie razem z dwoma dziwacznymi siostrzyczkami - jedną niepewną tego, co sama mówi, i drugą, za wszelką cenę starającą się wszystkich zdenerwować swoją bezczelnością - po jakimś czasie z pewnością zapadłby na jakie cholerstwa.
- Nie spytam ciebie, jak chciałbyś umrzeć, bo chyba strasznie nie lubisz pytań. - Zatrzymała się. Puściła jego rękę, wyszła przed niego i spojrzała w oczy, znowu się uśmiechając. Niedawny smutek zniknął bez śladu. - Przygotuj się na swoją własną zagadkę. To twój czas. Czas na zabawę!
Okręciła się raz wokół osi i niespodziewanie dla mężczyzny uderzyła go w twarz. A przynajmniej tak mogło się wydawać, bo kobieta nawet go nie dotknęła. Mimo to obraz zniknął. Słychać było jeszcze tylko jej niknący w dali śmiech.
~***~

- ...słyszysz?! - Ktoś szeptał, targając go za ramiona. - Ej, chłopie, nie w tej chwili...
Nagle zadrżało. Hałas, jaki temu towarzyszył, był zatrważający. Z rodzaju tych, które każą panikować, nawet jeśli źródła dźwięku nie widać. A może przede wszystkim dlatego.

~***~

Stał u wylotu niewielkiej jaskini. Gdyby się odwrócił, nie dojrzałby żadnego korytarza, prowadzącego wgłąb. Kilkumetrowa grota, kształtem będąca gdzieś między kwadratem, kołem, a trójkątem. W każdą stronę. Sklepienie nierówne, wolne od stalagmitów.
Wszędzie panował hałas. A to przez wodospad, który odgradzał jaskinię od świata zewnętrznego. Nether stał tuż przed nim. Przez wodę mógł dojrzeć zarys drzew w oddali. Bliżej, bo obok jego stóp leżała kamienna, niewielka misa, pęknięta na trzy części. Obok niej przewrócony większy, podłużny pojemnik oraz skórzana sakiewka. W pojemniku coś odbijało światło słoneczne, bijące zza ściany wody. Tuż za mężczyzną znajdowało się dawno zgaszone ognisko z resztkami spalonego na węgiel drwa.
- Na pomoc! - Natychmiast po pojawieniu się tej scenerii, dobiegł jego wrażliwych uszu cichy wrzask, z pewnością niesłyszalny dla kogoś bez smoczych zdolności. Chłopiec, góra dwanaście lat. Nie tyle przerażony, co zmęczony, na granicy wytrzymałości fizycznej bądź psychicznej. - POMOCY!
Głos z trudem dobiegał aż do tego miejsca, najwyraźniej chłopak znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej i nikogo więcej nie było w pobliżu. Chociaż kto wie, przecież z tego miejsca nic nie widać.
13.08.2014, 13:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#17

Timis wyglądała na zainteresowaną. Nic dziwnego, w końcu chyba pierwszy raz konkretnie odpowiedział na jej pytanie.
- Zależy jak na to spojrzeć - odparł krótko po jej uwadze o odcinaniu. Cóż, nie siedziała w tym fachu, nie wiedziała jak to jest. Nie znała konkretnych sposobów bycia katów. Bez wątpienia było dokładnie tak jak przedstawił. Nie, to nie było zwykłe ścinanie głów. Zdecydowanie nie. A prawdą też było, że rąk raczej nie zdarzało mu się odcinać. Jeśli ktoś trafiał pod katowski topór, to w jego plemieniu zwykle każdego traktowało się tak samo. A prawdą było, że gdyby nawet i chciał umiłować się nad niewinnym, cóż - egzekucję wykonałby ktoś inny, sam straciłby zawód, szacunek, najpewniej też dom, a może i życie. Dobrze spełniał swój zawód. W obu znaczeniach tego słowa. Trochę zirytowała go uwaga kobiety, ale cóż, teraz to on był tu mały.
Rozbawił go zaraz sposób, w jakim mówiła o jego śmierci. Skojarzył ją sobie z jakąś wiedźmą, która może spoglądać w przyszłość, bo kto wie, może tak właśnie było. Ale albo nie była pewna co do tego, jak skończy się żywot Nethera, albo udawała. Tak czy siak nie zastanawiał się nad tym, bo po co? To raczej nie było potrzebne. Dokładnie tak jak powiedziała, każdy, czy prawie każdy kiedyś zginie. Nie było więc też bardzo sensu zamartwiać się o to, co się zaraz z nim stanie i gdzie prowadzi go jedna z sióstr. Zaakceptował jej ramię pod swoim, nawet to było wygodne. Nie uznał tego za coś dziwnego. Tu wszystko było tak specyficzne, że aż zwyczajne.
- Chłop z sierpem nie brzmi jak zbyt dumny sposób na śmierć - skrzywił się, rzucając luźną uwagę. Zaniepokoił go jednak koniec jej mowy o wyzionięciu ducha brodacza. Nagle, z nieznanego źródła. Cóż, jeśli miałaby wpływ na to, jak będzie to wyglądało... Hmm. Mniejsza o to. Wszak lepiej, żeby nie miała.
Jak chciałby umrzeć? Cóż, sam się zastanawiał. Albo i nie. Nie, jednak nie. Po co? I tak nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie. Jak będzie trzeba, to sobie umrze. Póki co chciał jednak trochę pożyć. Wysłuchał jej nieco szaleńczych słów do końca, nie ujawniając swoją postawą czy twarzą żadnych emocji. I dość nagle otrzymał jakiś cios w twarz. "Kobieta mnie bije", pomyślał, "do czego to doszło...".
Nie wiedział, co się stało. Czyżby stracił przytomność po uderzeniu? Nie czuł się tak. Zresztą, za dużo już razy mdlał jak na dzisiejszy dzień, miał tego trochę dosyć. Wolał tego uniknąć. Cóż więc się z nim stało? Sam nie wiedział. Cholera jasna, ktoś do niego mówił. Dziwnym trafem nie miał najmniejszej ochoty odpowiadać. Nagle rozległ się jakiś rumor. Dreszcz przebiegł przez krzyż mężczyzny, sam zaś za chwilę się czegoś zorientował.
Stał sobie w jaskini. Ot, zwykła grota, niczym się nie wyróżniająca, co się okazało, gdy się rozejrzał. Nie wiedział czy wstał sam i dopiero się spostrzegł. Cały dzisiejszy dzień wyglądał tak, jakby ktoś grzebał w pamięci Nethera i po prostu wycinał niektóre elementy. Długo się nad tym nie zastanawiał, choć może to morze go tu wyrzuciło, został przez kogoś przywleczony do groty (o czym świadczyła misa, sakwa i ślady po ognisku), te trzy siostry jakie niedawno widział tylko mu się śniły, sam zaś dopiero odzyskał przytomność? Mniejsza jednak o to, bo usłyszał jakieś wrzaski. Cudem. Czasami nawet jego zmysły go zadziwiały. Cóż, nie zwlekał i ruszył biegiem, na ile pozwalały mu kończyny, na pomoc. Wybiegł z tego miejsca i zaczął rozglądać się, tudzież nasłuchiwać, w poszukiwaniu potrzebującego. Choć sytuacja wydawała mu się być strasznie podejrzana. Ale co miał innego poradzić? Siedzieć sobie i czekać na zbawienie? Sam postanowił je komuś zanieść.
13.08.2014, 19:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#18

MG
~***~

Mężczyzna zrezygnował z przeglądania skarbów, jakie dzierżyła w sobie ta niewielka grota, by pobiec na ratunek nieznanemu sobie chłopcu. Zacnie, bogowie łaskawiej patrzą na osoby miłosierne, każdy to wie. Jeśli patrzą, bo tego już nie wie nikt. Tylko ludzie potrafią wiedzieć coś o nieznanych sobie faktach. Brzmi jak paradoks, ale one przecież nadają życiu sensu. Kolejny paradoks. Narracja nam się psuje, więc zacznijmy od początku.
Dawno, dawno temu, w niewielkiej chatce na skraju lasu, młoda kobieta urodziła pod okiem doświadczonej akuszerki dwa śliczne dziecięcia płci męskiej. Jedno z nich nie oddychało. Drugie nie wyglądało dobrze, ale przeżyło. Akuszerka od razu rozpoznała w nim Mistyka.
Bliźniacze ciąże nigdy nie były bezpieczne i jeśli nawet udało się przeżyć matce, istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, iż dzieciom grozi niebezpieczeństwo. Jeśli nie podczas samego porodu, to w ciągu kilku najbliższych godzin, potem dni, tygodni. Groźba ta wisiała nad rodzicami niczym cień ostrza kostuchy.
Tak było i w tym smutnym przypadku. Jednak mały Roe - jak chłopiec został nazwany - po pewnym czasie zaczął radzić sobie niesłychanie dobrze. Nagle zyskał żywotność, zaczął więcej jeść, szybciej rosnąć, rozwijać się... Kosztem zdrowia istot, przebywających w jego towarzystwie. Taki urok mocy, jaką posiadał.
Może cofnęliśmy się nieco za bardzo, jednak chłopiec ten właśnie rozpaczliwie i ze skraju ostatecznej otchłani wołał o pomoc, a Nether mu odpowiedział.
Wybiegł z jaskini, nie myśląc o niczym innym. Po szybkim prześlizgnięciu się przez spadającą z nieba wodę, omal nie spadł do jeziorka, znajdującego się kilkanaście metrów niżej. Oczywiście, pełnego różnej wielkości i kształtu skał. Po prawej stronie było skaliste zejście, gdzie nie docierała sunąca z imponującą siłą woda. Wymagało sporo uwagi, by nie popełnić tutaj błędu. Nether przekonał się o tym, kiedy woda omal nie strąciła go na sam dół.
W jednej chwili przypomniał sobie pierwsze słowa Timis, mówiące o upadku w przepaść. Może nie była to przepaść, ale upadku uniknął o włos.
Skała przeszła w zarośniętą rzadko trawą ziemię, z jednej strony urwaną, z drugiej odgrodzoną malejącej ścianki ze skał. Kiedy Nether wybiegł poza obręb zagłuszającego wszystkie inne dźwięki hałasu wodospadu, mógł rozpoznać poszczególne odgłosy natury. Ptaki, drzewa, wiatr, niedźwiedzi ryk, wrzask przerażonego dziecka... Nie było trudno ich znaleźć, ponieważ chłopak cofał się tyłem, półsiedząc na ziemi, a wielki, brązowy niedźwiedź stał dwa metry od niego. Właśnie opuszczał przednie łapy na ziemię i szykował się do podjęcia właściwej walki. A raczej egzekucji.
Wszystko to tuż za ostatnią skałą, którą dawny kat właśnie minął. Pięć, może siedem metrów dalej. Chłopak chyba go nie widział, zbyt przerażony był i pochłonięty uwagą skupioną na olbrzymich pazurach, mających w niedalekim czasie penetrować układ jego narządów wewnętrznych.
16.08.2014, 16:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#19

Nether o mały włos nie skończył. I to całkiem marnie, bo przez zwykły upadek. Nie biegł tak szybko, jak mógł, właściwie to był szybszy trucht, ale woda okazała się być zdradliwa. Zaświtały mu w głowie słowa Timis. Ciekawe było, czy tego chłopca, jakiego słyszał, gonił jakiś chłop z sierpem.
Mniejsza jednak o to, pomyśli sobie później. Podziękował opatrzności i ruszył dalej, za źródłem dźwięku. Chwilę później uporał się jakoś z jego niedoszłym mordercą i ruszył wgłąb skał przez przejście, które chwilę później ukazało mu nieco zarośniętą polankę. Tu i ówdzie krzaczek, jakieś drzewko, a z siedem metrów przed nim chłopiec i miś. A ten bynajmniej nie pluszowy. To był normalny, całkiem duży, puszysty niedźwiedź, gotowy do ataku. Cóż, pocieszeniem było, że wróżka nie mówiła nic brodaczowi o śmierci ze zwierzęcych łap, ale o tym młodzieńcu również nic nie wspomniała. A zresztą, powiedziała, nie powiedziała, mniejsza o to, i tak wątpił, żeby była pewna słuszności swoich "przepowiedni". A nawet jeśli była, to on nie.
Sytuację ocenił szybko i zwięźle: "słaba". Czasu zbyt wiele na reakcję nie było, właściwie to przybiegł w ostatniej chwili. Mógł nie zdążyć dobiec, mimo swoich umiejętności. Z kolei toporem nie miotał zbyt dobrze... Pozostaje mu jedno wyjście. Wykonał błyskawiczne dwa kroki, wyskoczył i jak nie pier... Uderzył, znaczy, zaciśniętą pięścią w ziemię. Zwieńczył skok właśnie ciosem i przyklęknięciem na jednym kolanie, zaś podłoże pod - czymże to było, czy siła ciosu, czy może jedna z jego mocy - pod tym, co wywołał, rozstąpiło się, powodując dość dużą szczelinę. Długą na pięć metrów, sięgającą jeszcze za zwierzęcy zad, pochłaniającą z początku jego łapy, później resztę ciała. Jeśli nie zareaguje naprawdę szybko, najpewniej będzie uwięziony i raczej się nie wydostanie przez najbliższe kilka godzin. Bestyja nie powinna wykazać się teraz refleksem. Mimo, że misie potrafią biegać z naprawdę dużą prędkością, o jaką większość ludzi w życiu by je nie posądziła, to jednak bywały ospałe w swoich zachowaniach. Te myśli uspokajały nieco Nethera, ale... Cóż, pewności nigdy nie było, może uda się niedźwiedziowi coś wykombinować i trzeba będzie go dobić. Broghor nie chciałby tego robić, lubił te zwierzęta, ale jeśli zajdzie taka konieczność - oczywiście, nie zawaha się.
- Odsuń się, młody, ale nie za daleko - powiedział dość głośno charczącym głosem. Cóż, być może morska woda wciąż dawała się we znaki jego gardle. Chociaż wątpił, by chłopak się posłuchał, to jednak miał nadzieję. Jeśli jest bardzo przerażony, pewnie nie ruszy się z miejsca. Jeśli jest mniej przerażony, zwieje jak najdalej i ani brodacz nie uzyska od niego jakichkolwiek informacji, ani sam młodzik nie będzie bezpieczny.
Co było dalej? Pozostało patrzenie. Wojownik bacznie obserwował, jak niedźwiedź sobie (nie) poradzi, gotów doskoczyć i przyspieszyć proces umierania zwierzęcia.
16.08.2014, 18:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#20

MG
~***~

Mężczyzna zareagował tak, jak powinien, czyli wykorzystał te swoje możliwości, które były najadekwatniejsze do sytuacji. Nie ryzykował zbyt późnego przybycia na miejsce, nie rzucał się z toporem na dzikie zwierze, nie miotał weń kamieniami. Użył jednej ze swoich smoczych mocy.
Kiedy uderzył pięścią w ziemię, ta odpowiedziała na jego nieme zawołanie. Pękła wzdłuż polany, rozstąpiła się, niczym pod wpływem prastarych sił, pochodzących z wnętrza planety. Niedźwiedź zaryczał ponownie, tym razem nie do końca wiedząc, cóż się stało. Grunt osunął mu się spod łap, ciało przechyliło i runęło wgłąb dwumetrowej szczeliny.
Chłopak posłuchał nieznajomego, robiąc to nieco bezmyślnie, ponieważ w głowie miał cały czas więcej przerażenia niż rozsądku. Począł cofać się tak samo, jak to robił dotychczas - zaiste, wcześniej musiał chyba na chwilę przystanąć w miejscu. Jakże dziwny to fakt, że ciało w chwili większego strachu porzuca instynkt przetrwania, który to przecież zawsze był najsilniejszą z sił, mających wpływ na człowieka, jak to mawiali starsi mędrcy... Tymczasem, zamiast wiać, wtedy jest się paraliżowanym. Cóż za bezsens.
Roe przebierał nogami niczym bardzo silnie nakręcona marionetka, rękami pomagając sobie w jako-takim sterowaniu swoim małym ciałkiem. Wszak poruszanie się do tyłu na oślep wymaga pewnych specjalnych manewrów. Tym szybszych, im bliżej znajduje się niebezpieczeństwo. A to zaraz miało wyleźć z dziurki, wielkości nie dużo większej niż misiak, który został w nią wpuszczony. Co to dla drapieżnika, który na co dzień wspina się po nierównym terenie, schodzi do jeziorka, aby łowić łososie, a potem wraca na górę, by urozmaicić rybną dietę o jakiegoś jelenia, sarnę, czy też nieroztropnego dzieciaka? Gdyby chociaż szczelina była o ten metr głębsza, o drugi szersza. Ale w ten sposób nietrudno było złapać się górnej granicy i odpychać plecami od tylnej ścianki. Zwierzę dzikie nie znaczy zwierzę głupie. Szczelina się przecież samoistnie nie zamykała.
Nie mieli dużo czasu. Albo już teraz zdecydować się na dobicie głodnego zwierzaka, na którego teren najwidoczniej wkroczyli bez zapowiedzi, albo brać nogi za pas i szorować jak najdalej od tego miejsca. Chłopak musiał gdzieś przecież mieszkać. Tylko czy dobrym pomysłem było prowadzić niedźwiedzia prosto do jego domu? Jeśli takowy istniał, wszak nie udało się jeszcze Netherowi z nim porozmawiać
Tak, czy siak, teraz trzeba było działać. Cały czas trzeba było działać. Roe siedział pod drzewem, nie do końca chyba jeszcze panując nad swoim rozumem, a niedźwiedź co i rusz ponownie próbował wdrapać się na górę, krzycząc przy tym niemiłosiernie.
Polanka z jednej strony wznosiła się do skalistego wzgórza, z drugiej, pomijając oczywiście jeziorko i wodospad niedaleko za plecami Nethera, drzewa gęstniały i tworzyły brzozowo-sosnowy lasek, pełen trawy i rzadkich krzaczorów.
Niedźwiedzie potrafią biegać bardzo szybko na krótkich dystansach, wspinać się, pływać, a nawet poruszać lekko i cicho, jeżeli zechcą. Tak stoi w każdym podręczniku łownym. A poza tym są to przecież bardzo potulne, mięciutkie i miłe stworzenia. Wystarczy spojrzeć...
16.08.2014, 23:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna