Wybrzeże
#21

Dzieciak odsuwał się tą swoją tajemniczą techniką, co było nawet na rękę wojownikowi. Nie powinien uciekać zbyt daleko. Może dogoniłby go ktoś z rodziny tego, co właśnie wpadł do wyrwy w ziemi? Albo i inny potwór. Może nawet bardziej groźny. W końcu bywały w pewnych miejscach stwory, których nikt nawet w najgorszych koszmarach nie widział.
"A niech to. Zwierzak to ciężki, ale siłę ma" - pomyślał Nether, zauważając starania niedźwiedzia. Całkiem możliwe, że wyjdzie nawet szybciej, niż się tego brodacz spodziewał. Musiał więc zadziałać szybko. Obszedł krawędź miniaturowej... Przepaści. Hm. Hmm, Myśliciel, nie była to na pewno przepaść, ale mimo to słów swojej poprzedniej rozmówczyni zapomnieć było nie sposób. Brodacz nie wierzył raczej nigdy w przepowiednie i podobne, chociaż trzy siostry, jakie spotkał, nie były na pewno zwykłymi obywatelkami. Najpewniej nie były też zwykłymi czarodziejkami. To właśnie było niepokojące.
Obszedł krawędź żwawym krokiem od strony, do której zwierzę było obrócone tyłem, chcąc pozbawić to bydlę życia zanim oswobodzi swe przednie łapy. Racja, życia - szkoda było misia, ale jeszcze bardziej szkoda byłoby zostawiać go z odciętymi łapami na pastwę losu i padlinożerców.
Nie zdążył za bardzo rozejrzeć się po okolicy, ale jego oczy dały mu mniej-więcej obraz miejsca, w jakim się znalazł. Wyglądało dość... Bezpiecznie. Największe szanse na to że przybędzie jakieś inne zagrożenie ograniczały się do określonej strefy, więc Nether w przypadku takiej sytuacji będzie wiedział, skąd może nadejść atak. Choć takowego się nie spodziewał. No i zawsze pozostawał jego słuch, który powinien ostrzec go dość wcześnie.
Zdjął swój topór, zatoczył nim w powietrzu okrąg z taką lekkością, jakby był to zwykły miecz. Gdy już zbliżył się do miejsca, w którym przed chwilą cofał się chłopiec (teraz będący jakiś metr, czy parę metrów dalej), czyli krok od puchatej głowy, uniósł swoją broń z katowską gracją i wykonał cięcie, jakie zwykł wykonywać lata temu. Aż mu się przypomniały te dziesiątki egzekucji na zarośniętych, brodatych łbach.
17.08.2014, 15:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#22

MG
~***~

Kolejny wybór dokonany. I to nie byle jaki, bo wybór iście wojowniczy.
Jak na dawnego kata, honorowego zabójcę swego wiernego przywódcy, odważnego, niepokonanego i dumnego męża rodzinnego plemienia przystało, Nether podbiegł do misia od tyłu w celu zaszlachtowania go. Uderzył raz, jednak to nie wystarczyło. Po krótkim czasie uderzył więc drugi, rozchlapując posokę przerażonego zwierzęcia na wszystkie strony. Krótki skowyt przeszył katowski łeb tak samo, jak jego stal przetopiła się przez ścięgna, mięśnie i arterie niedźwiedzia, czyli szybko, boleśnie i pozostawiając bardzo dużo nieczystości, jeśli można tak powiedzieć o dźwięku. Jedyną różnicą było to, że katowi włos z głowy nie spadł, a zwierzakowi i owszem. I to niejeden, bo wszystkie, wraz z całą resztą głowy.
A może ów ryk nie był jedynym odgłosem, jaki dobiegł uszu egzekutora? Może gdzieś tam wtopił się również okrzyk rozpaczy chłopaka, jego niemal bezsensowne w tej sytuacji "NIE"? Może, choć równie dobrze umysł mężczyzny mógł płatać mu figle. Ba, z całą pewnością robił to od co najmniej godziny.
Dawny król okolicznej puszczy padł martwy wewnątrz ciasnej szczeliny w ziemi, która miała być od dziś jego grobem. Zabójca stał na powierzchni cały i zdrowy, nieco tylko czerwonawy. Z topora ściekały gęste resztki krwi, święcąc miejsce pochówku swego niedawnego właściciela. Po drugiej stronie stał mały chłopiec.
Niewątpliwe w tej scence było coś niewłaściwego, coś nierealnego, coś, co już za chwilę miało się tylko jeszcze bardziej udziwnić. Albo Roe tak szybko się opamiętał, wstał na nogi i już zupełnie bez strachu podszedł do oglądać to niemałe wydarzenie, albo miał po swojej stronie jakiegoś bożka szybkości.
Stał tak i patrzył w dół na cielsko niedźwiedzia, nie odzywając się ani słowem. Jego oczy w jednej chwili przybrały ciemniejszą barwę, wokół zrobiło się bardzo cicho i mgliście. Od trupa poczęły wydobywać się cieniste, subtelne opary, przybierające kształt dziesiątek wężowatych macek, kierujących się w nierównym tempie wprost do ciała chłopaka, gdzie znikały, pochłonięte.
Nether poczuł, iż topór wypadł mu z rąk, dopiero w momencie, gdy uderzył o ziemię. Na szczęście nie wpadł do szczeliny.
Nogi prawie ugięły się w kolanach, zbroja i ekwipunek stały się taka ciężkie. Kat opadał z sił, zupełnie jakby dzieciak i z niego je wysysał. W głowie się kręciło, widoczność malała z każdą sekundą. Albo to on ponownie mdlał, albo robiło się coraz ciemniej.
Miał niewiele czasu.
18.08.2014, 14:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#23

Niedźwiedź miał cholernie twardy łeb, bo jedno cięcie nie wystarczyło, by zakończyć jego życie. To było najgorsze, ale cóż, co wojownik zaczął, to niech skończy, zatem wyrwał tyle ostrza, co się w głowie bestii zatopiło, uniósł je z powrotem za swe plecy i z całej siły ciął jeszcze raz.
Tak spektakularnego efektu tym razem się nie spodziewał. Umęczony ryk zwierzęcia i cała ta krew, rozbryzgująca się dookoła. Jasne, spodziewać się mógł owego życiodajnego płynu, ale żeby aż tyle? Nie był to definitywnie przyjemny widok, dźwięk ani ogółem rzecz biorąc sytuacja, ale chyba konieczna. Chociaż wydawać by się mogło, że oprócz tych cierpień, które zagłuszyły niemal każde brzmienie w okolicy, dało się słyszeć coś jeszcze. Ale myśl odnośnie źródła i sensu tego krzyku była tak absurdalna, że Nether zaczął gasić ją w sobie.
I wtedy dostrzegł tego chłopca, stojącego dokładnie naprzeciwko. A ta wyżej wspomniana myśl, która jeszcze się tliła, przerodziła się z powrotem w małe ognisko. Jak on się tu tak szybko znalazł? Nie wydawało się brodaczowi, żeby wstał wcześniej i zaczął podchodzić, czy podbiegać, nic z tych rzeczy. On się po prostu... Zjawił. Wspaniały wstęp do koszmaru. Dreszcz obawy przebiegł wzdłuż kręgosłupa pogromcy niedźwiedzia. Ale to uczucie nie mogło się równać z tym, co ów czuł za chwilę.
Za chwilę bowiem ze szczątek krwawiącego jeszcze stworzenia zaczęły wydzielać się jakieś... Opary? Formowały się one w podłużne struktury, które zaczęły wędrować w kierunku chłopca. Nie, ten się nie bał. Nawet się nie cofnął, nawet nie drgnął, on najwidoczniej doskonale wiedział, co się dzieje. Ki diaboł? Co on kombinował? Wyglądało tak, jakby wchłaniał to coś, czymkolwiek by to nie było. Dusza? Być może, chociaż niektórzy twierdzili, że zwierzęta dusz nie posiadają. Mniejsza jednak o to, czasu na zastanawianie się nie było, bo wnet Nether poczuł się strasznie osłabiony. I nie, to nie były jakieś wariacje żołądka na widok posoki spływającej po zniszczonym, niedźwiedzim łbie. Tego źródło było całkiem inne, a na kolejne "omdlenie", jakie przydarzało mu się w ciągu ostatniej godziny dość często, to nie wyglądało.
Broń kata wyślizgnęła się z jego dłoni, tracił siły w szybkim tempie, czuł się tak.. Ciężko. Masywny chłop był, ale jakoś nigdy nie zdarzyło mu się odczuwać tego w podobny sposób. W głowie zaczęło mu się kręcić, a on, próbując się cofnąć od chłopca, przewrócił się o jakiś konar, czy mały krzak. Cóż, nie pomyślałby o tym, a jednak takie położenie dawało same plusy: pierwszy, bo na czterech kończynach w stanie osłabienia miał łatwiej się poruszać, niż na dwóch. Drugi - z takiej pozycji były małe szanse, że potrącając się o coś za nim, przewróci się.
Piękna więc w ciągu ostatnich kilku minut ukazywała się scena, najpierw cofał sie przed niedźwiedziem chłopiec, wypełniony chyba strachem. Przybiegł dzielny rycerz, ratując młodzika i szlachtując bestię. Teraz potworem okazywał się być chyba ten mały, ten duży zaś cofał się przed nim... Wypełniony strachem.
Tylko któż przybędzie brodaczowi na pomoc?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2014, 17:44 przez Nether.)

18.08.2014, 17:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#24

MG
~***~

Kiedy tylko odsunął się kilka metrów od szczeliny, przebierając kolanami i rękoma po ziemi, poczuł się o wiele lepiej. Świat znowu nabrał kolorów, siły zaczęły wracać. Musiał odetchnąć kilka razy głęboko i łapczywie, ponieważ przez ostatnie sekundy jego ciało nie pracowało tak, jak powinno i powstał pewien niedomiar.
Chłopiec nadal stał nad zabitym niedźwiedziem i wchłaniał resztki jego sił życiowych, co było bardzo widowiskowe, ale jednocześnie przerażające. Nie zapowiadało się, by w krótkim czasie miało się zakończyć. O ile wszędzie dookoła trwał ciepły, popołudniowy dzień, tam panowała zima. Niewidoczny mróz przeszywał człowieka do szpiku, tony śniegu utrudniały poruszanie się, a chmury niemal zamykały w ciasnym pudełku, odbierając tlen. Wszystko, oczywiście, w przenośni.
Topór leżał gdzieś tam, splamiony krwią i pobrudzony niedawno zranioną ziemią, niczym zapłata za wyrządzone naturze krzywdy. Wyrwa w ziemi nie była tak duża z tej perspektywy, nie zdradzała żadnych faktów, pewnie dopóki by się nie podeszło bliżej. Tylko ten młody mężczyzna, stojący tak w bezruchu z wyciągniętymi dłońmi na sposób natchnionych proroków, patrzący w dół swymi czarnymi oczyma. W centrum cienistej burzy. Umysł kata dawno już porównał to do przerażających opowieści, zwanych gdzieś zapewne horrorami. I nie mylił się, ponieważ takich widoków nikt nie powinien oglądać samotnie u stóp dzikiej natury, bez pojęcia o jakimkolwiek schronieniu w pobliżu. Tyle dobrego, że wszystko działo się popołudniu, nie o północy.
- Lepiej się schowaj - szepnął Netherowi do ucha mężczyzna, który kucał tuż przy jednej ze skał. Nie był już młody, choć do siwizny było mu daleko. Na jednym ramieniu przepasany miał łuk, na drugim kołaczan. Znajdował się niecały metr za katem, który musiał odczołgać się pod ściankę wzgórza. - Kiedy jest w tym stanie... nie rozpoznaje. - Zniknął za skałą, gdzie rozpoczynało się nierówne wejście na szczyt wzniesienia. On jednak nie kierował się tam, po prostu chciał odejść na bezpieczną odległość, gdzie stanął w oczekiwaniu na nieznajomego.
Nie wyglądał na kogoś, kto zechce obezwładnić bezbronnego, większego niemal dwukrotnie od siebie, czy to wzwyż, czy wszerz, młodszego i pewnie o wiele silniejszego mężczyznę, wręcz przeciwnie. Zamierzał chyba mu jakoś pomóc, choć tego nikt nie mógłby być przecież pewien. Usiadł na pomniejszym głazie, zdjął kołczan i łuk, po czym zaczął rozmasowywać sobie ramiona, by na końcu wyciągnąć bukłak i zaczerpnąć życiodajnego płynu. Nie śpieszył się, ani nie przejmował zbytnio tym, co najwyraźniej widział.
19.08.2014, 19:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#25

Odetchnął z ulgą, choć może na to jeszcze nie był czas, gdy przestał w tak błyskawicznym tempie tracić siły. Oznaczało to, że rozpoznał źródło problemu raczej prawidłowo - na szczęście. Kto wie, co by było, gdyby się z tym spóźnił o kilka sekund. Gdy już wyrwał się z tej groźnej strefy zaczął głębiej oddychać, jakby przed chwilą był duszony. Ano, niech oddycha, póki może. Wszak nie wiadomo nadal, co się stanie, gdy ten człowiek po drugiej stronie wyrwy odzyska świadomość... O ile w ogóle ją stracił.
Widok był nadal równie przerażający, ale pewnie dlatego, że trwało to już dłuższą chwilę i nie zapowiadało się na to, że chłopak zrobi nagle coś gwałtownego i złego, Nether zaczął się uspokajać. Obserwował teraz to zjawisko nie tyle ze strachem, co z obawą, a nawet... Trochę może i ciekawością. Nigdy nie spotkał się z czymś podobnym. To było może i obrzydliwe, ale na swój sposób fascynujące. Chociaż nie do tego stopnia, żeby brodacz zaciekawił się tym na tyle, żeby podejść bliżej, coby zaobserwować szczegóły. Właściwie to nie chciał na to patrzeć.
W momencie, kiedy chciał już odwracać wzrok od tego niecodziennego zjawiska, usłyszał jakiś głos. Nie potrafił się nawet zdenerwować na to, że nie mógł dzisiejszego dnia trafić na kogoś normalnego. Kogoś, kto powiedziałby o co chodzi od początku do końca, a nie jakieś "nie rozpoznaje, będąc w takim stanie". Cieszył się, że był tu ktoś, kto był w miarę dobrze poinformowany, co się dzieje z tym młodym człowiekiem. Najwidoczniej też był zdrowy na umyśle. Wojownik odetchnął jeszcze raz. Zaraz po tym postanowił posłuchać się rady nieznajomego, którego zdefiniował jako człeka o dobrych zamiarach. Zresztą nic lepszego do roboty nie miał. Udał się zatem w ten sam kierunek, za skałę, po czym przysiadł jakiś krok czy dwa od łucznika.
- Cholera. Zna pan go? - zapytał, skinieniem głowy wskazując młodzika, który bawił się misiem. Albo tym, co z niego zostało. - Co z nim jest? Co się w ogóle dzieje? - tak, kolejne pytania. Nether nie wiedział już czy on był taki wścibski, czy po prostu nikt nie był skory do rozmów z nim. Ton jego głosu był już raczej spokojny, nawet to "cholera" wypowiedział raczej jako nieco oszołomiony, nie zaś przerażony czy zagniewany.
Nie wiedział, czy Timis, która wciąż tańczyła mu po głowie, obserwuje. Nie był pewny, czy ona go tu przeniosła, czy to jest jakaś próba, ale to się też jeszcze okaże. Chociaż łatwo pewnie nie będzie. Dziś nawet rozmowy nie przechodziły zbyt prosto.
20.08.2014, 15:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#26

MG
~***~

Jak można było się spodziewać, Nether Broghor postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o całej tej sytuacji, samym chłopcu i jego problemie. Usiadł więc naprzeciw tajemniczego jegomościa, który to wydawał się mu jedynym normalnym spośród wszystkich poznanych tegoż dziwacznego dnia.
Do wieczora nadal pozostawało trochę czasu, choć biegł on nieubłaganie i trudno było powiedzieć, jak długo już się kat plącze po tych wszystkich ekscentrycznych miejscach. Najpierw targ i babcia, wprowadzająca go w nieznane, potem wszystko inne, tylko nie to nieznane, w które go wprowadziła. Jakby znalazł się w złej nogawce czasoprzestrzeni. Nie poszedł odpowiednią drogą, nie trafił na szlak, prowadzący go do rozwiązania problemu z duchami, lalkami i ich złodziejami, tylko na łódeczkę brodatego przewodnika, do groty trzech szalonych sióstr oraz na polankę, by zabić niedźwiadka w obronie swojego wroga. Chyba wroga. Tak to mogło wyglądać, skoro Roe niemal doprowadzał go przez jakiś czas do śmierci.
Co się stało z figurką? Musiała zostać gdzieś u siostrzyczek. Czy to znaczy, że cień jej ostrza opuścił szyję Nethera? Raczej nie, skoro wszyscy wokół albo mu mówili, ze umrze, albo starali się to urzeczywistnić. Czy świat go aż tak nienawidził? Za co?
- To syn Hurkerów - odparł mężczyzna, wycierając usta wierzchem dłoni. - Biedna rodzina. Dużo się mówi w takich rejonach, jak ten, o tych wszystkich łowcach, mędrcach, szamanach... - Wymieniał każdą nazwę klasy tak, jakby chciał podkreślić swoją wątpliwość co do ich istnienia. - I mistykach, rzecz jasna. Podobno z nimi nigdy nie jest łatwo, ale Lucy... Na nią bogowie musieli szykować hak dawno temu. - Wstał i przeszedł kilka kroków dalej, by podejrzeć chłopca.
Chyba już kończył. Mogło się wydawać, że wszystko trwa bardzo długo, jednak w rzeczywistości ileż mogło minąć? Trzy minuty, pięć? Nie więcej. Mgła nad szczeliną powoli się przerzedzała, szarość ustępowała miejsca kolorom, a cienie znikały. Za chwilę wszystko powinno wrócić do normy.
- Było ich dwóch, ale tylko jemu udało się przeżyć poród - podjął mężczyzna, wracając na miejsce, ale nie siadając już. Założył kołczan i łuk na ramiona. - Jak widzisz, nietrudno się domyślić, czego świadkiem była Lucy, gdy jej długo oczekiwane dzieci przyszły na świat. A później? Ha, później było już tylko gorzej. - Skończył. Zerknął na Nethera wzrokiem, mówiącym "skąd się tu właściwie wziąłeś?", po czym odwrócił głowę w stronę szczeliny. - Jeszcze chwilę będzie dochodził do siebie. Nie powinieneś go ratować. A teraz... Lepiej jak pójdziesz w swoją stronę - powiedział niechętnie, skinąwszy mu nieznacznie głową. Po chwili odwrócił się i wyszedł na otwarty teren - o ile tutaj wokoło znajdował się jakiś inny. Dobył broni, przystawił cięciwę do oka i naprężył...
20.08.2014, 16:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#27

Nether bardzo mało zastanawiał się nad tym, co się zdarzyło, co było już za nim. Gdyby nad tym trochę pomyślał, zapewne stwierdziłby, że oszalał. Jak inaczej wytłumaczyć... To wszystko? Naraz?
Powoli zapominał więc o zielarce, jaka zapoczątkowała tę przygodę. Zamazywał mu się obraz wielkiego wojownika, który zabrał go gdzieś głęboko w morze, ledwo świtał mu obraz sióstr, z których najbardziej w pamięć zapadła mu Timis. A śmierć? Cóż, o niej zapomnieć nie sposób. Cały czas była gdzieś w pobliżu.
Na wzmiankę, czyj to syn, ten tajemniczy chłopiec, brodacz kiwnął głową. Zupełnie, jakby wiedział, o jakich Hurkerów chodzi. Słuchał, patrząc na rozmówcę. Wspominał najpopularniejsze określenia poszczególnych grup magów, czy o łowcach. Czyli... Co? Ten chłopiec nie był żadnym z nich? Albo to Broghor coś pomylił, zresztą, strasznie był zmieszany zaistniałą sytuacją. Wysłuchał do końca człowieka z łukiem, po czym stwierdził, że jego rada będzie całkiem dobrym pomysłem do zrealizowania. Żeby jednak pójść swoją drogą, musiał wiedzieć, w jakim miejscu się znajduje. Bo trochę z tej swej ścieżki zboczył. "Trochę".
- Chwileczkę... Gdzie ja właściwie jestem? Może gdzieś w pobliżu Greathard? - zapytał, z nutką może nadziei w głosie. Z wielką chęcią wróciłby do portu, poszedłby do jakiejś karczmy, zjadł tyle, ile zmieści mu się w brzuchu. I nasączył się jakimś trunkiem.
Zdziwił się nieco jednak stwierdzeniem przed radą. Dopiero teraz dotarł do Nethera sens tych słów. Czy ten człek właśnie życzył chłopcu śmierci? Ten młody mógł w życiu nie mieć wcale łatwo. Urodził się z jakąś klątwą, a później, zapewne, całe życie był przeklinany. Gdyby jakoś szczególnie brodacz przejmował się swoją sytuacją, to pod naporem myśli, jakie teraz kłębiły mu się w głowie, zapewne by przestał. Rzeczywiście, wielu innych ludzi mogło mieć większe zmartwienia, niż te, co miał teraz kat.
Spojrzał na chłopca nad rozpadliną. Jego trans chyba powoli się kończył. Być może zaraz bezpiecznym będzie wrócić się po topór.
"Może warto będzie porozmawiać z tym chłopakiem?" - zastanawiał się Nether, choć pewnie wiele się od niego nie dowie. Cóż, ów młodzik nie był może normalny. Ale obecność nienormalnych była już normalna, a ci mogli mieć do powiedzenia coś ciekawego. Coś niecodziennego. Tak...
22.08.2014, 21:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#28

MG
~***~

Kat nie był wewnętrznie zadowolony ze słów nieznajomego. Sprawiał wrażenie, jakby chciał śmierci chłopaka i tak rzeczywiście było. Jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że przebywał tak blisko, kiedy Nether zmagał się z wielgachnym niedźwiedziem, uwięzionym w dołku? Kiedy Roe wzywał pomocy tak głośno, iż słychać go było wewnątrz groty na górze, za wodospadem? Mężczyzna czekał, aż miś rozprawi się z klątwą rodziny Hurkerów, czekał w ukryciu. Być może nawet uważał go za klątwę całej społeczności, w jakiej mieszkał. To było okrutne, choć nieznajomy zdawał się zdawać sobie z tego sprawę. Może nawet było mu wstyd. Dlaczego więc posunął się do tego?
W każdym razie, Nether, poznawszy kogoś, czyje życie na pierwszy rzut oka wyglądało na trudniejsze, smutniejsze, bardziej niesprawiedliwe i niezrozumiałe od zdarzeń, jakich on sam doświadczał ostatnimi czasy, stwierdził, że powinien sobie pójść. Tak, jak mu poradzono. Pytał właśnie o miejsce, w którym się znalazł, kiedy chłopiec podniósł się z ziemi - musiał upaść po wyjściu z transu - i wypowiedział z przestrachem imię pewnego Natana. Rozglądał się chwilę, by w końcu ruszyć niepewnie w złym kierunku. Mężczyzna westchnął, opuścił łuk, włożył strzałę do kołczanu i założył sobie broń sprawnie na ramię.
Chwilę wcześniej mierzył do chłopca. Neth zobaczył tę straszną scenę tuż zanim Roe się odezwał. Był zbyt daleko, by zareagować, więc przed śmiercią uchronił chłopaka ten sam okrutny los, który skazał jego duszę na mieszkanie w tym ciele, w tym miejscu, pośród tych ludzi. A może nawet sama moc tego dziecka zdecydowała, kiedy zakończyć swe działanie. Gdyby trans trwał odrobinę dłużej, kat nie mógłby nijak powstrzymać mężczyzny przed wykonaniem egzekucji.
- Nie powinieneś był go ratować - powtórzył Natan, patrząc na niego z iskierką bezsilności w oczach. - Tutaj, Roe! - krzyknął, machając dłonią chłopcu, który zaraz ruszył w ich stronę biegiem. Szybko jednak odzyskał czujność i zwolnił, widząc Nethera. - Nie znam żadnego Grefard, jesteśmy niedaleko Szczytu - zwrócił się mężczyzna ponownie do kata. Wtedy chłopak do nich dotarł. Jego oczy były przekrwione. Był brudny i poobcierany na rękach, nogach, szyi. Dopiero teraz kat mógł przyjrzeć się mu z bliska.
- Co tam się stało, tato? - spytał, zerkając w stronę szczeliny, ale szybko wracając wzrokiem do nieznajomego. Nie pytał o niego, ale widać było brak rozpoznania w jego oczach. Miał krótkie, ciemne włosy i niewielką bliznę, widoczną po lewej stronie głowy. Brakowało tam części włosów.
- Nat - poprawił go mężczyzna chyba odruchowo. - Ten człowiek ocalił ci życie. Oddaliłeś się, choć prosiłem, żebyś uważał... Przywitaj się ładnie. - Natan spojrzał na Nethera w sposób, w jaki patrzą ludzie wcale nie zdesperowani, mający coś do ukrycia. Nie było to nieme błaganie o zachowanie dyskrecji, ani nawet groźba. To była obserwacja. Zwykła, prosta ciekawość.
Chłopak skinął głową i zmarszczył lekko brwi, jakby próbując sobie coś przypomnieć. Nic nie powiedział, obawiając się obcego - dla niego nawet wielu znajomych okazywało się obcymi. Jak żył nie mógł jeszcze nikomu zaufać, nawet własnej matce. Przybliżył się więc odruchowo do ojca, przy którym jako jedynym zawsze czuł się bezpieczniej.
24.08.2014, 23:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#29

Nether dopiero po chwili zrozumiał, że mężczyzna nie celował w jakiegoś ptaszka na obiad, nie celował też w truchło niedźwiedzia, acz całkiem blisko... W chłopca, który ledwo umknął z życiem dzięki brodaczowi, który na miejscu zjawił się, właściwie, cudem - i raczej nie jest przesadą takie stwierdzenie.
Niedługo później sprawa miała się jednak skomplikować, lub rozwiązać, w zależności od tego, jak kto na to patrzy. Na szczęście umysł kata po tylu latach, spędzonych na jego rodzimej, mroźnej wyspie pozostał nadal chłodny, więc sytuację ocenił wystarczająco "logicznie", by nie oszaleć.
Zanim to jednak nastąpiło, człek powtórzył, że Nether nie powinien był ratować młodziana. Cóż... Być może. Nie mógł ocenić, co robi, działał pod wpływem impulsu. Ratował życie, ale być może przez to jedno ucierpi znacznie ich więcej.
Dlatego właśnie, gdy słowo "tato" odbiło się jakby echem we włochatej głowie, nie przyszło kolejne niezrozumienie. Cóż, być może to rzeczywiście był ojciec chłopaka, być może był po prostu drugim mężem jego uprzednio owdowiałej matki, mniejsza z tym. Dopiero wtedy jasnym stało się dla brodacza, że nie tylko on był zmieszany. Różnica była taka, że wojownik miał problemy z głową dopiero od kilku kwadransów, może godzin, a ci dwaj oraz prawdopodobnie cała rodzina, jeśli nie cała pobliska ludność - całe życie tego chłopaka.
Klątwa, jaka spoczywała na Roe, ciążyła w rzeczywistości na każdym wokół niego. Nie wiedział Nether, jak ona konkretnie działała, ale wiadomym stało się, że jej oddziaływanie sprawiało zagrożenie każdej żywej istocie, jaka się tylko do chłopca zbliży. Ani młodemu, ani starszym nie żyło się z tym dobrze. "Tato" najwidoczniej chciał swego syna ukatrupić... A raczej "skrócić jego cierpienia", jak to niedawno jeszcze określił brodacz w rozmowie z Timis. Ale nie ot, bo miał taki kaprys, nie był on złym człowiekiem. Gdyby tak było, nie dotarłoby do niego, że nawet po zabiciu chłopca nadal nie mógłby z tym normalnie żyć. Cierpienia ustałyby dla młodszego, natomiast sumienie najprawdopodobniej nigdy Natanowi nie dałoby spokoju.
W trakcie, gdy Netherowe myśli były skierowane na ten tor, zignorowały nawet tę informację, że znajdują się w okolicach jakiegoś Szczytu, a o Grefard łowczy nigdy nie słyszał. Porzuciły też swoją siostrę, jaka chciała wrócić do portu. Nie dlatego nawet, że nie wiadomo było jakim sposobem tego dokonać. Raczej dlatego, że kat skupiał się teraz, jak mógłby pomóc tym biedakom, stojącym teraz przed nim. Nie wątpił, że ten mistyk z jego "darem" nie czuł się zbyt dobrze, że chciałby ten "dar" zakopać gdzieś głęboko, a najlepiej jeszcze zamknąć w czymś jeszcze bardziej szczelnym, niż on sam. Ale klątwa siedziała mocno i raczej nie było jej śpieszno do opuszczenia zbiornika.
Jak więc pomóc? Brodacz był niemal pewny, że gdyby znał starożytne, smocze runy - mógłby sporządzić jakąś pieczęć, która dałaby bezpieczeństwo chłopcu i jego bliskim. Pewność ta brała się z tego, iż poznawszy swojego smoczego mentora, Nether nauczył się od niego tak wielu rzeczy i poznał runiczne kombinacje o niesamowitym działaniu. Skoro więc dialekt jedynie nieudolnie oparty na tym prastarym piśmie miał taką moc, to dla kata było praktycznie jasne, że dawniejsza, smocza odmiana run mogła dokonywać wręcz cudów.
Rozwiązanie problemu byłoby banalnie proste, gdyby nie pewien szczegół. Mianowicie wojownik nie znał ani jednego starożytnego znaku. Zatem ta droga odpada... Póki co.
Cóż więc innego począć? Skoro do tej pory rodzice nie skazali dziecka na tułaczkę, a trzymali go pod własnym dachem, widocznie mieli do tego konkretne powody. Pomysł z nauczeniem dziecka kontrolowania jego magii, czy klątwy, czy cokolwiek innego to było również odpadł. Zresztą Broghor nie był pewny, czy aby magia mistyków z całą tą jej czarną aurą dawała się tak kontrolować, jak inna. Sam dysponował smoczym żywiołem, a więc silniejszym od "zwyczajnych", jakimi posługiwali się akolici. Ale pomiędzy mędrcami a mistykami różnica jednak była. A skoro tak, to pozostawałoby zabranie chłopca na nauki gdzieś do tych, co potrafili naginać czerń do swojej woli, a więc najpewniej do Azaratu, który - biorąc pod uwagę, że mężczyzna z którym toczyła się rozmowa nie słyszał nawet o Greathard - był raczej cholernie daleko. Rozwiązanie nie było więc łatwe, a jeśli było, to raczej nie było całkiem dobre.
Twarz, zwana często kamienną... Hm, nadal była kamienna. Ale wzrok - nie ten sam, co wcześniej. Zapewne bystry obserwator dostrzegłby łezkę w oku wielgachnego mężczyzny. Ale musiałby mieć naprawdę sokoli wzrok. No i szkło powiększające. Mokra struktura jednak wyparowała dość prędko, pozostawiając oczy wojownika nawilżone, aczkolwiek nie ukazujące szczególnie dużej dawki emocji. Tylko taką zwyczajną. No dobrze, dobrze, tak naprawdę to nie było żadnych łez ani zeszklonych patrzadeł. Po prostu ci, którzy potrafili czytać z tych części ciała, dostrzegliby gdzieś głęboko błysk zrozumienia dla sytuacji tych obok.
Przełknął Nether odrobinę goryczy, jaka zgromadziła się przez te kilka chwil w jego gardle, po czym posłuchał, w jaki to sposób przedstawiał go Natan. Albo było na odwrót - przełknął dopiero po wzmiance o ocaleniu życia. W rzeczywistości jednak zapewne łykał, a w międzyczasie był przedstawiany, wszak to jednak nie jest jakoś bardzo istotne.
- Och, przesada. Taki dzielny chłopak z pewnością dałby sobie radę beze mnie - wrócił na ziemię brodaty. Mówił, jak raczej zazwyczaj, z tą swoją nutką niepowagi, aczkolwiek teraz było to chyba na miejscu. Młody potrzebował nieco pewności siebie. Być może potraktowałby to jako kolejne nic nie znaczące zdanie od cioci typu "ależ z ciebie wyrósł przystojny kawaler", gdyby... No właśnie, gdyby nie to, że Nether nie był jego ciocią, a potężnym chłopiskiem, który właśnie uratował mistyka przed śmiercią z łapsk jeszcze większego monstrum. Brodacz pełnił niejako rolę autorytetu dawniej, gdy pracował jeszcze jako kat, więc wiedział, jak ważne może być zdanie kogoś takiego. Jeśli młody ma trochę oleju w głowie to zapewne pomyśli, że ten kolos plecie jakieś głupoty. Ale nawet mimo to powinno to podświadomie wpłynąć na jego samopoczucie, czy też poczucie własnej wartości albo pewność siebie. Wszystko to przyda się, zwłaszcza, gdy przyjdzie małemu próbować kiedyś opanować tę moc, jaką posiadał... Albo jaka posiadała jego. Na ten czas, niestety, chyba bardziej to drugie.
- Jestem Nether - powiedział, nie będąc pewnym, czy mówić o tym, że jest mędrcem... To jest, smoczym uczniem. Bo jego mądrość była już kwestią sporną. Ale być może mały po opanowaniu się i po chwili starań przypomni sobie, w jaki sposób właściwie powstała tamta szczelina w ziemi. Brodacz widział niepewność chłopaka, tak więc postanowił przedstawić się pierwszy. Nie był pewny, czy podawanie ręki byłoby odpowiednim pomysłem... Ale jeśli jego młody kolega postanowi uczynić taki gest, z pewnością uściśnie mu dłoń. Choć nie wiedział, jak by na tym wyszedł.
Pozostawała jeszcze jedna ważna kwestia, mianowicie chodziło o Netherową broń, ten topór, który został przy zwierzęcych zwłokach. Czy był to odpowiedni moment na powrót w tamto miejsce i zabranie swej własności? Oczywiście, że nie. Ale być może taki nigdy nie nadejdzie, zatem Broghorski syn poczekał na odpowiedź - o ile taka, oczywiście, nastąpiła.
Ale czy jeśli opuści ich na moment bez słowa, ci po prostu sobie nie pójdą? Cóż, i to byłoby dość niechcianym elementem. Gdyby zatem oczy kata potrafiły mówić, powiedziałyby do Natana coś w stylu "pomogę ci, jeśli ty pomożesz i mi". Ich właściciel jednak posłał jedynie wymowne spojrzenie dorosłemu rozmówcy, po czym przeprosił nowo poznanych na moment, by pójść po swoją własność. Leżała nieopodal, a więc z podniesieniem i otarciem ostrza z tego, co na nim zostało nie zeszłoby się zbyt długo.
26.08.2014, 04:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#30

MG
~***~

Nether zrozumiał. A przynajmniej w pewnym stopniu zrozumiał całą tą sytuację, co wcale nie znaczyło, iż sam postąpiłby tak samo, jak ojciec. Wręcz przeciwnie. Sprawa była tym trudniejsza, im więcej informacji się pojawiało, a chłopak był jednocześnie sprawcą i ofiarą wszelkich problemów. Nic nie pamiętając, trudno by zrozumiał. Dla niego świat sam z siebie był okrutny, on niczemu nie zawinił. Może i tak było w istocie, trudno to oceniać. Szczególnie z punktu widzenia niespodziewanego przybysza z zupełnie innych rejonów.
Chłopak nie podał ręki, ale nie przez brak kultury, odwagi czy chociażby z onieśmielenia. Rzadko kiedy miał kontakt z innymi ludźmi, a z ojcem nigdy się tak nie witał.
- Roe - odparł tylko na całą wypowiedź Nethera, zerkając niepewnie jeszcze raz przez ramię. Widać naprawdę nie miał pojęcia, co zaszło i raczej nie zanosiło się na nagłe olśnienie. To trwało latami. Ani razu nie pamiętał tych "wybuchów" mocy. Kiedy zwierzę umierało, gdy umierał członek społeczności, a nawet kiedy spotkał na swej drodze ścięte drzewo... On tracił świadomość, nad jego ciałem przejmowało panowanie coś innego. Nie potrafił tego kontrolować, nie miał nawet o tym pojęcia. Czy niespodziewane pojawienie się obcego, który skądinąd nie był tam, gdzie powinien, miało prawo cokolwiek zmieniać w tym chorym systemie?
- Wyciągnął mnie pan? - spytał po chwili, ale dojrzał chyba coś szczególnego w oczach ojca, bo nie czekał już na odpowiedź. - Dziękuję, często robię głupoty... Nie powinienem się oddalać.
- Dobrze już, nic się w końcu nie stało. - Natan zmierzwił włosy syna, skinąwszy głową Mędrcowi, rozumiejąc jego spojrzenie raczej jako "potępiam cię, choć mam na tyle honoru, by nie psuć jego zaufania do ciebie, kupo ścierwa". Cóż, każdy interpretuje jak czuje.
Kiedy zaś przybysz przeprosił ich na moment, mężczyzna zdziwił się znacznie, że nie zamierza po prostu odejść. Wszak to nie jego sprawa, nie musiał tracić czasu na czyjeś nienaturalne problemy. Poza tym, czego mógł od nich chcieć? Może potrzebował noclegu, pożywienia, nowych przedmiotów z warsztatów... Niepotrzebnie węszył problem. Nether już znał Roego, więc nie trzeba będzie go od niego izolować, jak innych obcych. Odpadał więc jedyny czynnik, dla którego miał powody do niepokoju. A może powinien się tym bardziej martwić, że ktoś znający ich sekret nie ucieka gdzie pieprz rośnie? Cóż, wszak Nether nie znał całej prawdy.
- Chodźmy - powiedział do syna. - Nether zaraz do nas dołączy.

Kiedy kat szedł w stronę szczeliny, mógł usłyszeć krótką rozmowę syna z ojcem, choć musiał się nieco skupić, ponieważ nie rozmawiali otwarcie i szli mniej-więcej w przeciwną stronę, wzdłuż wzgórza.
- Uratował mnie? - spytał z wyrzutem. Fakt, że ktoś musiał go ratować godził w jego dziecięcą dumę.
- Tak, uratował - odparł ojciec ostro. - Nie zraź go do siebie, należy mu się szacunek.
- Ale z tej dziury każdy by wyszedł... Zemdlałem?
- Powinieneś być rad z całych kości.
- Tam było pełno krwi... - powiedział Roe jeszcze ciszej, z nieukrywaną ciekawością w głosie. - I jakieś zgniłe zwłoki, ble!

Właśnie w tej chwili Nether dotarł do swego topora i mimowolnie zauważył to, o czym chłopak mówił. Cielsko niedźwiedzia, tak jak i jego głowa, przypominały teraz papkę dawno zgniłego truchła, z którego wystawał nagi miejscami szkielet. Smród był niemiłosierny. Muchy musiały zlatywać się jeszcze zanim Roe wyszedł z transu.
Kiedy kat schylił się, by zabrać swoją broń, ponownie doświadczył czegoś dziwnego. Pewnie zdążył już zapomnieć o poprzednim razie, w tej chwili zaś nie było mu w żaden sposób do wspominania przeszłości.
Z trzonu broni jakby przeskoczyła iskierka, wzbudzająca w umyśle mężczyzny kilka przebłysków świadomości. Kilku różnych świadomości. Zobaczył to, co widział kilka minut temu - czarnookiego chłopca, wyciągającego dłonie na boki i wchłaniającego mroczne strzępy energii. Zobaczył też Timis, śmiejącą się w ciemnościach, a potem siebie, przewracającego się przy próbie wycofania. Potem nagle zrobiło się bardzo zimno, ktoś coś krzyczał, zaczęło palić w płucach i... wszystko znikło.
Klękał nad swoim toporem, nad szczeliną, nad zgniłym cielskiem ubitego niedźwiedzia. Ojciec z synem nie odeszli daleko, widać ich było na tle niewielkiego, acz i tak imponującego z tej perspektywy wzgórza. Wszystko wróciło do normy, tylko umysł Nethera potrzebował chwili na odpoczynek.
26.08.2014, 19:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna