Wybrzeże
#31

Skinienie głowy na dźwięk imienia, następnie przyjrzenie się chłopcu, który chyba nad czymś się zastanawiał. Miał już odpowiadać, że "można tak powiedzieć", ale widocznie mały uznał, że brak odpowiedzi to dobra odpowiedź.
Przyglądał się chwilę krótkiemu dialogowi między dwoma nowo poznanymi ludźmi, postanowił odejść, widząc, że i Natan miał coś do zrobienia. Na jego twarzy pojawił się może nieco zachmurzony wyraz zamyślenia, gdy Nether się odwracał. Cóż, nie wyglądał raczej na takiego, co często spotyka się z ludźmi do niego przyjaźnie nastawionymi, i nic dziwnego. Z kilku powodów.
Usłyszawszy rozmowę ojca z jego potomkiem Broghor uśmiechnął się nieco. Dialog przypominał nieco te, jakie rozgrywały się na jego rodzimej wyspie: dumny syn i surowy ojciec. Chociaż Roego raczej nie powinno się porównywać do tych wielkich, silnie zbudowanych dzieciaków. Z drugiej strony, jakby tak dobrze pomyśleć... I takich by się znalazło. Hm.
Gdy już podszedł do szczeliny zauważył widok, jakiego... Cóż, właściwie to się nawet spodziewał. Nie sądził, by dwugłowy już miś wyglądał po tym czymś tak, jak przed.
Schylając się po topór naszła go pewna... Wizja? Miał nadzieję, że to nie kolejna utrata przytomności. W każdym razie niczego z tego nie zrozumiał, ale przeżył. Przeżył coś dziwnego, co jak miał nadzieję już nie wróci, a przynajmniej nie prędko. Serce biło mu mocniej, gdy już się wybudził, mając nadzieję, że nie znalazł się w podobnym transie, co tamten chłopak.
Wstał z klęczek, rozejrzał się i odetchnął z ulgą i towarzyszącym zapachem rozkładu. Chwycił broń, obtarł ostrze o trawę i ruszył zaraz szybkim krokiem za dwiema sylwetkami, jakie rysowały się jakąś odległość stąd, na wzgórzu. Nie zastanawiał się nad tym co zobaczył. Co jak co, ale rozgryzanie mrzonek i wróżb nie było jego dobrą stroną, lepiej sobie radził z w miarę możliwości logicznym myśleniem, a ta umiejętność na niewiele mogła się w ostatnim czasie przydać.
Wkrótce dołączył do dwójki, nie wszczynając jednak rozmowy. Zaczekał, jeśli zajdzie potrzeba, to się wtrąci. Najlepiej będzie, jak pogadają na miejscu.
04.09.2014, 22:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#32

Dotarcie z karczmy spokojnym marszem zabrało mężczyźnie raptem kilka minut.

Będąc już na skraju portu, Amaron wziął głęboki wdech. Bryza znad zatoki, zapach ryb, pijanych marynarzy, portu... Cóż. Na pewno była to odmiana od rześkiego, chłodnego, górskiego powietrza. Ale mogło być gorzej, zresztą gdyby mężczyźnie taka atmosfera się nie podobała, na pewno by się tutaj nie pchał. Postawił więc kolejne kroki w kierunku piaszczystego wybrzeża.

Po przejściu kilkunastu metrów, zatrzymał się i obrócił w kierunku zatoki. Wiatr nie wiał zbyt mocno, jednak wystarczająco, aby niektóre fale rozbijały się z mocą o największe skały i głazy. Spojrzał w niebo. Ciężkie, szare chmury zasłaniały większość nieboskłonu.
"Hm, chyba będzie padać... Ale lepsze to, niż sztorm..."
Póki pogoda nie była jeszcze aż tak zła, a fale nie aż tak wysokie, Amaron Domedraugr postanowił udać się na spacer wzdłuż wybrzeża. Właściwie, preferował chłodniejszą pogodę, czuł się wtedy... naturalnie.

Idąc tak wybrzeżem, powrócił do swych rozmyślań, jednocześnie uważnie przyglądając się piaszczystemu podłożu. Od czasu do czasu fale wyrzucały na piasek coś ciekawego, czasem to były muszle, czasem perłopławy, czasem bursztyny czy inne znaleziska. W większości przypadków jednak były to różne śmieci, wodorosty czy ładne, choć mało wartościowe kamienie. Niemniej jednak, mężczyzna postanowił sprawdzić, czy dopisze mu szczęście, a nuż coś uda się wygrzebać z piachu. Ostatecznie, nawet wodorosty miały jakąś wartość, czy to jako urozmaicenie posiłku, czy też jako składnik mikstur.

Spacerując tak i rozglądając się za darami natury, dalej snuł swoje plany. Potrzebował pieniędzy. Potrzebował robotników, potrzebował narzędzi, potrzebował materiałów, potrzebował czasu... Póki co, miał tylko czas i kilku zaufanych ludzi. Cóż, życie. Mógłby wprawdzie spróbować przekonać osiadłych w Greathard towarzyszy niedoli do pomocy, lecz szanse na to były dość marne. Narzędzia... Miecze i topory raczej niewiele tutaj zdziałają, jedyną opcją byłoby albo zakupienie porządnych narzędzi, albo ich wypożyczenie. Tylko kto zechciałby ich użyczyć? Materiały... Chyba tylko drewna będzie pod dostatkiem. Ale z samym drewnem za wiele się nie zdziała, potrzebny jest też kamień, gwoździe, smoła, płótno...

Amaron westchnął i przestał wyliczać. Czy tak czy tak, wiedział, że przed nim jeszcze długa droga i sporo złotych smoków do zarobienia. Nie będzie łatwo. Ale takie już jest życie.
Rozgoniwszy wszystkie niepotrzebne myśli, mężczyzna skupił się na przeczesywaniu wzrokiem dna morskiego, od czasu do czasu sprawdzając stan pogody i siłę fal.
06.07.2016, 13:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#33

Gdy Lilianna wyszła z karczmy, westchnęła i spojrzała w niebo. Pogoda z każdą mijającą minutą zdawała się powoli pogarszać. Ciężkie chmury zakrywały niebo, było dość chłodno, a co większe fale rozbijały się z hukiem o nadbrzeże. Niebieskookie dziewczę rozejrzało się dookoła aby przypatrzeć się zanikającemu już poza horyzont słońcu, które malowniczo zdobiło łunę nieboskłonu. Wiatr bawił się luźnymi kosmykami niewiasty, porywając je w tany co trochę irytowało dziewczynę, ponieważ tworzyło dość zauważalny nieład na jej głowie.

Dzień zbliżał się z wolna ku końcowi, zaś czas ganił ją do powrotu do miejsca, gdzie czeka ją niemiłe powrócenie do "rzeczywistości" w której utkwiła. Do miejsca, w którym dziewczęta są niczym narzędzia do zarabiania pieniędzy, do zadowalania klientów. Pragnęła innego życia. Marzyła o wyrwaniu się stamtąd, zamieszkaniu w ładnym domu gdzieś pośród bogatszych mieszczan. Obecnie jednak, była własnością i ofiarą sutenera, człowieka, dla którego jego dziewczyny się nie liczyły. Liczyły się wyniki ich pracy, liczone w złocie. Znalazłszy się w takim świecie, Lilianna porzuciła dosyć szybko rozmyślania o innym trybie życia. Na szczęście, gdzieś w głębi jej duszy tlił się jeszcze płomień nadziei, szansa na lepsze życie. Tym płomieniem był Amaron.

Postanowiwszy skorzystać z pozostałych jej resztek wolnego czasu, dziewczyna skierowała się na wybrzeże. Powolnym krokiem, nie spiesząc się do swoich obowiązków, mogła przez chwilę zapomnieć o czasie płynącym i ganiącym innych, zapracowanych ludzi. Kiedy w pewnej chwili stanęła nad rozciągającym się przepustem w dół do Klifowego Morza, nad jej głową zawyły śpiewem swym mewy, czatujące na resztki ryb które marynarze wrzucają do wody. Zebrała kosmyki włosów za prawy płatek ucha, przyjrzała się tym polującym stworzeniom. W pewnym sensie im zazdrościła. Byli wolni mogąc fruwać po niebie. Uśmiechając się lekko pod nosem, odwróciła się za siebie po czym jej oczom ukazał się mężczyzna którego już widziała wcześniej, bowiem była to dzisiejsza noc. Upojna noc. Nic nie odzywając się, patrzyła na niego. Stał kilkanaście kroków od niej na lewo. Lekki łuk uśmiechu malował się na jej drobnej twarzyczce zaś radość, którą poczuła jako ciepło w sercu mogła przypisać do szczęścia które spotkało ją po raz kolejny w dniu dzisiejszym. Niedługo myśląc, postanowiła podejść do rosłego mężczyzny aby ponownie się z nim przywitać.

- Miło Cię widzieć, Amaronie.

Jej głos zabrzmiał łagodnie i dziewczęco. Amaron był jej deską ratunku. Przepustką do lepszego życia. Łuk uśmiechu na twarzyczce niewiasty rysował się dbale i uroczo. Wiatr zawiewał jej sukienkę na lewą stronę w kierunku Klifowego Morza oplatając jej dolną część nóg. Zebrała tym samym swoje pasma włosów za płatek lewego ucha które to ją z lekka denerwowały swoim szamotaniem się gdzie je wiatr poniesie.
06.07.2016, 17:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#34

Odrzuciwszy niepotrzebne myśli, mężczyzna spacerował wzdłuż wybrzeża i w dalszym ciągu zasłuchiwał się w szum wiatru i fal, przeczesując wzrokiem podłoże. A nuż szczęście się do niego uśmiechnie, choć raz na jakiś czas...
"Przydałoby się wyjść do lasu, ziół nazbierać... Jaki jest sens utyskiwania na brak pieniędzy, skoro nic się nie robi aby zmienić tą sytuację? A chętni na mikstury i inne specyfiki zawsze się znajdą..."

Tym razem, z zamysłu wyrwał go inny głos. Znacznie przyjemniejszy, w dodatku dobrze mu znany głos.
-Lili? Nie spodziewałem się Ciebie tutaj, zwłaszcza o takiej porze. Również miło Ciebie spotkać... - odpowiedział z uśmiechem na ustach. Można by rzec, iż nawet ucieszył się z tego niespodziewanego spotkania.
Przerwawszy swoje poszukiwania i rozmyślania, spojrzał na dziewczynę i podszedł do niej bliżej.
-Jak się trzymasz? Jeszcze trochę i być może wreszcie będziemy mieć to wszystko za sobą...

Myśli ponownie powróciły. Lilianna, sutener, cała ta sytuacja... Ale Amaron dał słowo i zamierzał go dotrzymać. Tym bardziej, iż widząc uśmiech na twarzy dziewczęcia, niewątpliwie spowodowany obecnością mężczyzny, który stanowił dla niej przysłowiowy płomień nadziei, dodatkowo motywował Domedraugra do działania. Trzeba będzie się prędzej czy później zmierzyć z "posiadaczem" Lilianny, jednak kluczem do sukcesu będzie mądre rozegranie całego spotkania...
"Niech cie szlag Amaronie, znów za dużo myślisz, skup się lepiej na dziewczynie" - skarcił się w myślach.
07.07.2016, 15:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#35

Romantyzm. Zachód słońca, szum fal, ptaki wokoło, piaszczysta plaża pod stopami i dwoje ludzi. Taki obrazek, niejeden przechodzień mógłby nazwać pięknym jak z ballady gdzie, dwoje ludzi wyznaje sobie uczucie, patrząc głęboko sobie w oczy i chwytając się za dłonie. Lilianna była piękną dziewoją, nie dało się jej urody ukryć. Nie jeden mężczyzna myśli o niej, lecz nie jako kobieta do życia lecz do współżycia nocą. Będąc pod słowem i nogą sutenera, musiała by już o tej porze w Kamienicy przyjmować kolejnych klientów. Dlaczego teraz nie wracała do tego okropnego miejsca? Prosta jest odpowiedź, gdyż nie chciała. Nie miała najmniejszej ochoty tam wracać. Kiedy na jej drodze znalazł się Amaron, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Porzuciwszy rozmyślania o Kacie, spostrzegła jak mężczyzna się ku niej uśmiechnął i podszedł za chwilę krótką.

- Widać że nasze ścieżki co raz to częściej się krzyżują. Dobry to znak.

Z lekkim zarysem uśmiechu mu odpowiedziała. Wiatr niemalże na chwilę ucichnął, zaś tym samym uniosła swoje niebieskie oczęta na niego. W jej środku zagrało serce, przyspieszając tętno, denerwowała się przy nim. Onieśmielał ją. Kiedy za chwilę niedługą odczuła jak na licach chcą zagościć plamy rumieńców. W tymże ciemniejszym świetle słońca, mężczyzna być może ich nie dostrzeże.

- Ciebie co tutaj sprowadza?

Dziwne było to że nie kontynuowała jego rozmyślań, jego słów. Wiedząc do czego zmierzał, postanowiła utrącić ten temat. Nie chciała popsuć atmosfery. Fakt, wykazywał chęci do wyrwania ją z tych kajdan w których tkwi już prawie rok czasu, dokładnie mniej więcej dziesięć miesięcy. Jednak była pełna obaw by tak ot po prostu od sutenera odejść. Wiedziała do czego jest zdolny. Może nie widziała wszystkiego, ale nieszczęśliwa ta, która próbowała się mu postawić i na własną rękę odejść...
08.07.2016, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#36

MG


Amaron (przed spotkaniem Lilianny)


Morze tego dnia wzburzone było choć sztormem tego nazwać jeszcze nie można było. Duże fale rozbijały się o pobliskie skały wzbijając chmury kropel w powietrze. Podmuchy wiatru sprawiały że aura nad wybrzeżem chłodna była.
Spacerując Amaron znalazł dwa w miarę spore bursztyny (wielkości palca wskazującego). Muszle były częstym widokiem lecz zazwyczaj były popękane, ukruszone i puste.
W wodzie mężczyzna ujrzał też dryfujące parę desek i splątanych lin. W tym miejscu na brzegu ujrzał dziwne czarne fragmenty skorup. Lecz trudno byłoby orzec czego to skorupy.

Amaron i Lilianna

Wybrzeże okazało się miejscem przyjemnego spotkania. Jedynym mankamentem owego spotkania był fakt że powoli wzmagał się wiatr sprawiając że fale coraz większe były. Ponad dwumetrowe pieniste bałwany z hukiem rozbijały się o pobliskie skały.
Słychać było również głośny krzyk mew które latały nad skupiskiem skał w pewnej odległości od Amarona i Lilianny. Widać było że ptaki były czymś żywo zainteresowane gdyż w momencie kiedy woda odpływała ze skał te ponownie lądowały między skałami a potem znów wzlatywały kiedy fale z hukiem uderzały w miejsce w którym się znajdowały.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






09.07.2016, 15:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#37

Lilianna była spokojną dziewoją. Jej historia mogłaby się zbliżyć do opowieści o kopciuszku. Gdzie macochą byłby Sutener karzący młodej dziewczynie bez ustanku pracować z klientami. Zamyślona wpatrywała się w skrzeczące mewy odbijające się od skał. Kiedy alfons się dowie o mojej nieobecności... Muszę natychmiast wracać.
Humor jego mógłby wyglądać jak to wzburzone morze. Wścieknie się na nią. Dziewczęta? Na żadną nie może liczyć. Jedynym ratunkiem, ostoją i osobą którą mogłaby dać jej ochronę jest Amaron. Głęboko zawierza w to że on ją oswobodzi, pomoże i da lepsze warunki do życia. Wiatr zawiewał co raz silniej zaś woda morska wyrzucała na brzeg swoje "skarby". Zawróciła się do mężczyzny zaczesując długie kosmyki włosów za płatek ucha.

- Wybacz mi Amaronie, muszę już wracać. Miło było mi Cię znów zobaczyć.
09.07.2016, 21:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#38

(Przed spotkaniem Lilianny)



Popękane muszle i wyrzucone przez wodę odpady nie napawały mężczyzny radością. Jednak mimo wszystko, poszukiwania opłacały się. Dwa całkiem ładne bursztyny, po opłukaniu i przetarciu rąbkiem płaszcza, prezentowały się jeszcze ładniej. Powędrowały więc do mieszka.
"Przyjrzę im się później, na pewno będzie z nich jakiś pożytek... A to co?" - pomyślał, chowając dary morza. Wkrótce, jego wzrok padł na dziwną plątaninę desek i lin, dryfujących niedaleko na powierzchni wody.
"Wygląda na jakieś szczątki łodzi, albo zniszczony ładunek..."


Spotkanie


Uśmiech dziewczyny został szybko odwzajemniony, Amaron podszedł o krok bliżej.
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, nasze ścieżki wkrótce skrzyżują się na dłużej. Kto wie, może i na stałe?- spytał, uśmiechając się pogodnie do swej rozmówczyni.
Nim jednak zdołał się nacieszyć widokiem Lilianny i całym niespodziewanym spotkaniem, ta musiała się już zbierać. W sumie nic dziwnego, o tej porze teoretycznie powinna być "w pracy"... Nim jednak odeszła, mężczyzna chwycił ją za rękę.
-Lili... uważaj na siebie. - mruknął cicho i lekko przytulił dziewczę do siebie.
Bądź co bądź, czuł się za nią w pewnym stopniu odpowiedzialny, nawet teraz, gdy stanowiła własność swego sutenera.

Gdy jego towarzyszka skierowała się już w drogę powrotną, Amaron przeniósł spojrzenie na wypatrzone wcześniej tajemnicze szczątki. Wdrapał się na pobliski głaz i z niego wytężył swój wzrok, próbując dostrzec jakieś szczegóły oraz oszacować odległość od brzegu.
"Kilkanaście metrów, ale przy głazach. Może udałoby mi się po nich prz... nie, jednak trzeba by się zamoczyć..."
Spojrzał jeszcze raz w niebo, następnie zaś na fale. Da się przeżyć, wody spokojne nie były, ale nie szalały na tyle, aby grozić zmyciem z brzegu albo potopieniem przybrzeżnych kąpielowiczów. No, chyba że ktoś był bardzo zdolny....

Czarny Wilk wziął głębszy wdech i westchnął, po czym rozejrzał się na boki, chcąc upewnić się iż nie było w okolicy nikogo innego. Zdjął z pleców swoją sakwę, następnie zaś zaczął zdejmować elementy swego pancerza, z gambesonem włącznie. Choć wierzył w swoje zdolności pływackie - które ponadprzeciętne jednak nie były - zrzucenie z siebie niepotrzebnego obciążenia mogły mu tylko pomóc.

Rozebrawszy się do spodni, upchnął swój ekwipunek między przybrzeżne głazy, osłaniając je przed wzrokiem i zmyciem przez co większe fale które by doń dotarły.
-Nie ma to jak kąpiel dla zdrowotności... - parsknął pod nosem i zaczął z wolna wchodzić do chłodnej wody. Był przyzwyczajony do górskich mrozów, jednak mimo to mimowolnie się wzdrygnął. Stojąc po kolana w wodzie, odczekał chwilę aby się przyzwyczaić i wybadać siłę i rytm fal. Gdy już to zrobił, wetknął sobie za pas swój sztylet - na wszelki wypadek - i zaczął iść, a później podpływać w kierunku tajemniczego... czegoś.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2016, 19:39 przez Amaron.)

10.07.2016, 19:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#39

MG


Woda tego dnia nie należała do ciepłych. Można by rzec że była bardziej lodowata niż letnia czy chociażby chłodna. Zbyt długa kąpiel z pewnością sprowadziłaby na Amarona hipotermię lecz na szczęście dryfujące fragmenty desek i lin nie znajdowały się na tyle daleko by zbyt długo się kąpać.
Dlatego też wizja kąpania się w lodowatej wodzie chociażby przez chwilę ale z możliwością odkrycia czegoś nowego i nieznanego a być może kosztownego sprawiła że akolita zdecydował się wkroczyć do wody.
Po odpowiednim przygotowaniu się Amaron w końcu wkroczył do wody. Woda naprawdę zimna była i musiał szybko się poruszać by dotrzeć do celu i by jego mięśnie nie zmarzły na tyle by ograniczyły mu ruchy. Wzburzone morze nie ułatwiało mu tego. Co i raz fale wzbijały go w górę odrywając jego stopy od dna. Czasami fale załamywały się tuż przed nim albo nad jego głową co również odrzucało go w stronę brzegu na kilka metrów. Lecz po pewnym czasie trudu i walki z wodnym żywiołem Amaron dotarł do celu.
A celem okazały się połamane deski i zwój lin. Deski raczej do niczego się nie nadawały, a lina? Sznur wyglądał na względnie dobry miejscami jedynie był poprzecierany (długość 10m). Czy Amaron spodziewał się czegoś więcej? Być może lecz nie zawsze ma się tego czego się chce.
Akolitę czekał teraz powrót do brzegu. Czuł już zmęczenie z powodu wychłodzenia lecz powrót powinien szybciej mu pójść.
W dodatku był cały przemoczony a do pokoju w karczmie daleko...


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






11.07.2016, 11:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wybrzeże
#40

Nim jednak się zdołała z nim pożegnać, to nie zdołała odejść od niego zbyt daleko. W słowach mężczyzny mogła dosłyszeć nutkę nadziei i współczucia dla dziewczęcia. Amaron, widać przejął się jej losem jakie zgotowało jej surowe życie z brudnym i niczego nie wartym ojcem długowłosej. Nim odeszła kilkanaście kroków, odwróciła swą głowę jeszcze w kierunku mężczyzny aby na nim pozostawić lustrzane odbicie w swoich tęczówkach jego sylwetki, starała się zapamiętać ta chwilę i zapisać głęboko w pamięci. Choć jednak czuła w głębi że jeszcze przyjdzie im się zobaczyć. Czując przyjemny wiatr nadchodzący z nad linii horyzontu, dziewczę odczuło lekko chłodniejszą nutę która opatuliła drobną sylwetkę pięknej Lilianny. Nie wiedziała ile czasu jeszcze tam spędziła, wiedząc jednak że czas ją pogania. Skierowała niebieskie tęczówki w kierunku co raz to głośniejszych ptaków dryfujących na wietrze ponad czegoś co znajdowało się na tafli wody. Zaintrygowana przypatrzyła się ptactwu. Oboje spoglądali w tym samym kierunku. Lilianna nie wiedząc co to może być, pomyślała że jakiś fragment rozbitej lodzi która dawno już zgniła na wodzie i rozpadła się na kawałki. Nic konkretniejszego nie przychodziło jej do głowy, ale ten widok był nader interesujący.

Ale... czas nagli. Wiele by oddała za chociaż jeden dzień dla samej siebie, dla niego, dla nich obojga. Poświęciłaby ten czas na ucieczkę z nim. W miejsce gdzie nikt ich nie znajdzie. Był jej jedyną nadzieją, światełkiem w niekończącym się tunelu. On dawał jej chęci do walki i życia. Kiedy nagle dostrzegła jak zdejmuje ubranie i wchodzi ostrożnie do zimnej wody. Widać, on także zainteresował się tym ruchliwym ptactwem. W jej myślach zagościło wiele pytań. Pytań o przyszłość, o fruwające tutejsze ptactwo. Lilianna dużo myślała. Czasami o rzeczach ważniejszych i mniej ważnych, o bezinteresownych rzeczach. Ale najbardziej zastanawiała się jakby wyglądało jej życie, gdyby mogła zrodzić się na nowo.
12.07.2016, 00:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna