Rynek

Przyjemnie słuchało się komplementów na swój temat, nawet jeśli były po prostu stwierdzeniem czegoś oczywistego. Ognik uśmiechnął się pod nosem na słowa kobiety. Całe szczęście siedział plecami do niej, więc nie widziała jego reakcji. Jeszcze by sobie pomyślała za dużo. A teraz nie było czasu na takie pierdolenie.
Mężczyzna wciągnął na siebie spodnie, po czym odwrócił się do kobiety. - Tamta trójka? Jeśli byś to zrobiła uznałbym, że jesteś prawdziwie zdesperowana, moja droga - odpowiedział na zaczepkę. Nie raz zdarzało mu się krzyżować miecze z innymi ale żeby brać pod uwagę trojaczki? Nie, to za dużo nawet jak na niego. Wszystko miało swoje granice, a jego zaczynała się niedaleko tamtej trójki. - Nie lepiej będzie poczekać aż wrócę? Moglibyśmy wtedy dokończyć naszą małą konkurencję. - rzekł, kończąc zapinać ostatnie guziki koszuli. Był już prawie gotowy do wyjścia. - Drugie drzwi na lewo. - powiedział, kończąc się ubierać. Jeszcze chwilę podziwiał piękną dziewczynę w swoim łóżku, jednak niestety, obowiązki wzywały. - Do zobaczenia później, kochana. - rzucił jeszcze na odchodnym i wyszedł z pokoju.
Nareszcie uwolnił się od jej pierdolenia. Bogowie, ile można tego słuchać. Teraz już wiedział dlaczego nigdy nie mógł wytrzymać z żadną kobietą na dłużej.  - Dziewczyna tu zostanie. Ma wolne wejście i wyjście z domu. Nie wkurzajcie jej za bardzo. - powiedział do stojących na straży trojaczków, zaraz po przekroczeniu progu swojego domu. Odetchnął świeżym, nocnym powietrzem. Tak, noc to była jego pora. Wtedy właśnie granica między kłamstwem i prawem się zacierały. Idealnie.
Skoro już udało mu się zebrać nieco informacji mógł pójść skonfrontować je ze swoim głównym informatorem. Czas odwiedzić Sabine.
22.09.2018, 14:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

STRAŻNIK


assandra szybko zeskoczyła z łóżka i udała się do wskazanego przez Artemisa pomieszczenia.-Zdesperowana? A może szukam po prostu nowych wrażeń? Po jakimś czasie nawet najlepsze potrawy mogą się znudzić.-Na odchodnego puściła mu jeszcze oczko, po czym zamknęła za sobą drzwi.
Trojaczki spały. A przynajmniej dwie trzecie z ekipy spały. Ostatni siedział przy drzwiach i czujnie obserwował okolicę. Dosyć praktyczne rozwiązanie jeśli chodzi o nocną wartę. Zwłaszcza jeżeli zespół składał się z trzech osób. Gdy Revo przekazał rozkazy osiłek pełniący wartę przytaknął. -Będzie jak mówisz szefie! Gdyby panienka wyszła na miasto to wysłać jednego z chłopaków, żeby jej pilnował?-Zapytał. Po uzykaniu odpowiedzi ponownie rozsiadł się na stołku stojącym tuż przy wejściu.
Miasto Handlowe po zmroku miało w sobie osobliwy urok. Co prawa więcej barw dało się zobaczyć za dnie, ponieważ to właśnie wtedy kupcy z dalekich krain rozstawiali swoje stoiska i kramy, aby sprzedawać egzotyczne towary. To wtedy tłumy ludzi wychodziły na ulicę żeby poszukać czegoś dla siebie. Po zmroku jednak można było nieraz zarobić więcej niż za dnia. A i towary bywały lepsze. Czarny rynek w mieście handlowym operował sprawniej niż w reszcie miast. Trzebaby się tylko dobrze zakręcić. Lecz Ognik nie szedł tymi ulicami, żeby zarabiać pieniądze, a raczej żeby zachować głowę na karku.
W oddali widział już zarys siedziby Sabine. Zaraz przed wejściem dostrzegł sylwetkę mężczyzny. Miał na sobie lekką kolczugę, a na plecach widniała tarcza i włócznia. Nie był w stanie dostrzec jego twarzy, ale gdy tylko zaczął się do niego zbliżać usłyszał głos. -Kto idzie?-Głęboki głos z mocnym Azarackim akcentem zadał mu pytanie.
22.09.2018, 20:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

Artemis chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Nie pomyślałby o tym żeby któryś z nich łaził za dziewczyną - w końcu nie była aż tak ważna. Ale teraz jak się nad tym zastanowić... było w niej coś niepokojącego. Coś, czego nie potrafił do końca rozgryźć. Może to nie był wcale taki głupi pomysł? Z drugiej strony od razu by zobaczyła, że ktoś za nią chodzi. Ciężko nie zauważyć takiego potwora, jakim byli trojaczki. Nie, teraz czas było odpuścić. Jeśli będzie chciała gdzieś pójść to trudno, wyciągnie z niej informacje gdzie była w inny sposób.
Strażnik przed drzwiami ani trochę go nie zdziwił - w końcu sam miał nawet trzech. Ten co prawda na pewno był lepiej wyszkolony i uzbrojony ale i tak wolał swoje trojaczki. Żaden żołnierzyk nie miał z nimi szans. - Artemis Revo do Pani Sabine Vrenth. - odpowiedział spokojnie po czym pozdrowił go w typowy Azaracki sposób. Na ile pamiętał etykietę z tamtego miejsca prosty ukłon z lekko pochyloną głową i rękoma skrzyżowanymi na piersi był oznaką szacunku. I o ile nie znał człowieka ani trochę, więc szacunku nie miał do niego za grosz - cóż, taka szarada pomagała czasami w negocjacjach. - Pani Sabine mnie wzywała.
23.09.2018, 12:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

STRAŻNIK


trażnik zmierzył akolitę wzrokiem. Azaracki gest albo nie zrobił na nim wrażenia, albo ochroniarz bardzo skutecznie skrywał swój podziw. -Zaczekaj tutaj. Zapytam pannę Vrenth czy faktycznie spodziewa się gości.-Po tych słowach skierował się w stronę wejścia do rezydencji. Nie śpieszył się zbytnio, lecz szedł powolnym, lecz pewnym krokiem. Wrócił po parunastu minutach. -Proszę o wybaczenie. Panna zażywała właśnie kąpieli i nie chciałem przerywać jej tak przyjemnych chwil. Zapraszam do środka. Od razu zastrzegam, że jeżeli ma pan jakąś broń to musi pan ją zostawić przy wejściu.- W oczach Azaratczyka Artemis był w stanie dostrzec wyzwanie, które rzucał mu wojak. Teraz był w stanie przyjrzeć się dokładniej ochroniarzowi Sabine. Skóra nie była tak ciemna jak w przypadku niektórych mieszkańców pustynnego miasta, ale z pewnością była ciemniejsza niż blada cera Ognika. Mięśnie miał wyraźnie zarysowane. Był porządnie ogolony co Artemisa nie zdziwiło. Sabine nie przepadała za zarostem. Włosy nosił krótkie. Lecz to co jeszcze bardziej przykuło wzrok akolity to wypalony symbol na prawym przedramieniu włócznika. Przedstawiał on jakąś przekreśloną runiczną literę. Nie mógł mieć pewności co do znaczenia takiego symbolu, nigdy w Azaracie nie był, ale mógł się jedynie domyślać.
Wojownik prowadził go do miejsca, które znał doskonale. Ogrody przy rezydencji szlachcianki zawsze budziły podziw, nieważne kim byłeś. Całe rzędy pięknych kwiatów, ziół i krzewów. Niektóre wydzielały piękny zapach, z innych można było zrobić pyszne napary smakowe lub uspokajające. Jednak rośliny, które wzbudzały największe zainteresowanie wśród... klientów panny Vrenth znajdowały się w części ogródka za rezydencją. Używano ich do zwiększenia ilości doznań podczas łóżkowych zabaw. Cóż, nie bez powodu właścicielka tego domu była uważana za jedną z najlepszych kochanek w południowo wschodniej części Atarashii.
Zaraz po tym gdy wszedł do rezydencji poczuł charakterystyczny zapach róż. Nie dało się go pomylić z niczym innym. Sabine. Ciemnoskóry prowadził Revo w stronę salonu. Wcześniej oczywiście upewnił się, że gość nie ma przy sobie żadnego oręża. Jego najstarsza informatorka i osoba, którą najprędzej byłby w stanie nazwać swoją przyjaciółką znajdowała się na sofie. Przyjęła pozycję półleżącą. Kasztanowe włosy miała rozpuszczone i było widać, że nadal są mokre. Nosiła też koszulę nocną, która szczerze mówiąc niewiele zakrywała. Gdy zobaczyła swojego starego znajomego uśmiechnęła się. -Ach! Artemisie! Ileż to czasu minęło odkąd mnie tutaj odwiedzałeś! Chodź, chodź! Usiądź! Napijesz się czegoś? A może masz ochotę coś zjeść? Słyszałam, że ostatnimi czasy los nie jest dla ciebie łaskawy. Po ulicach krążą plotki, że jakaś dziewczyna oparła się urokom młodego Revo, a ten tak czy inaczej wziął co chciał. Podpytałam tu i ówdzie, ale chciałabym najpierw usłyszeć conieco od ciebie.-Zmieniła pozycję tym razem siadając. Była bardzo urodziwą kobietą. Pomimo iż przekroczyła trzydziestkę to jej ciało nie zmieniało się nic a nic. Ludzie na mieście plotkowali, że używa do tego jakiś niemoralnych praktyk. Gawiedź jednak miała to do siebie, że plotkowała i krytykowała tych, którzy osiągali wiecej i byli w czymś lepsi, a Sabine dorobiła się na sprzedaży ziół, maści i naparów. Co prawda sama się na tym nie znała, ale wiedziała jak działa rynek. Innym źródłem pieniędzy były infromacje. Jej wiedza na temat wydarzeń w mieście była niedościgniona. Artemisowi cięzko było określić, która z kobiet była piękniejsza. Sabine czy Cassandra. Jeśli porównać je do alkoholu to obie były winem. lecz jedna była wytrawnym, a druga półsłodkim.
26.09.2018, 20:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

Standardowe obowiązki ochroniarza nieco go męczyły. Po tylu razach kiedy tutaj witał powinien być przyjmowany jak swój, a nie jak jakiś przybłęda. Z drugiej strony dobrze, że tak sprawdza każdego, nawet pozornie zaufanego człowieka. Źle by się stało gdyby ktoś wyrządził krzywdę Sabine. Od kogo wtedy brałby najlepsze informacje?
- Moja droga, Ciebie również niezwykle dobrze widzieć! - powiedział donośnym głosem, podchodząc do niej bliżej i całując ją delikatnie w policzek. Rozpoczyna się gra, w której nikt go jeszcze nie pokonał. - Chętnie napiję się jakiegoś wina, a i z jedzenia nie zrezygnuję. Nie mógłbym Cię obrazić, odrzucając twoją gościnność, najpiękniejsza. - powiedział, siadając obok niej, wpatrując się w jej oczy. Dobrze je znał, chociaż za każdym razem lubił w nie spoglądać. - Co zaś się tyczy tych okropnych plotek... dobrze wiesz, że nie skrzywdził bym nawet muchy! Ktoś próbuje mnie wrobić żeby zbrukać moje dobre imię! I uwierz, bardzo chętnie dowiem się kto śmiał udzielić mi takiej potwarzy. - rzekł, obejmując delikatnie jej dłoń swoimi.
05.11.2018, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

STRAŻNIK


pokoju rozległ się dźwięk klaskania. Jego źródłem były dłonie Sabine, która w ten sposób dała rozkaz służbie. Służba ta składała się na kamerdynera dobrze znanego Artemisowi. Na pierwszy rzut oka był to mężczyzna w podeszłym już wieku. Z pewnością miał już co najmniej pół wieku na karku. Jednak akolita dobrze wiedział, że w jego przypadku wygląd był bardzo, ale to bardzo mylący. Opiekun domu był bowiem doskonale wyszkolony w walce wręcz, alchemii i pierwszej pomocy. Doskonale też władał krótkim mieczem, który zawsze wisiał na ścianie w salonie. Niby jako ozdoba, a tak naprawdę był ukrytą na widoku bronią dla lojalnego pracownika Sabine. Revo nigdy nie był w stanie wyciągnąć z kobiety skąd dokładnie wytrzasnęła taki skarb, a ona też niewiele o nim mówiła i natychmiast zmieniała temat. Drugą z osób, które weszły do pomieszczenia była dziewczyna dotąd nieznana Ognikowi. Wyglądała na jakieś dwanaście, może trzynaście lat. Włosy o kolorze kory dorodnego dębu nosiła krótko. Stalowoniebieskie oczy były zaś wbite w tace z jakimiś smakołykami, które właśnie wnosiła do salonu. Kamerdyner zaś niósł dwa kieliszki na czerwone wino oraz butelkę rzeczonego trunku. Młodzieniec w końcu przypomniał sobie, że strażnik domu miał na imię Manfred. -Dawno pana nie widziałem paniczu Revo! Już myślałem, że pan o nas zapomniał!-Powiedział mężczyzna beznamiętnym głosem. Choć włosy i wąsy miały kolor popiołu to chód miał nie mniej energiczny niż dwudziestolatek. -Mam nadzieję, że wino pamu posmakuje. Pozwoliłem sobie wybrać je osobiście!- Towarzysząca mu dziewczyna bez słowa położyła na stoliku tacę z przykrytym jedzeniem. Spod przykrywki akolita był w stanie wyczuć, że znajduje się tam zapewne dziczyzna. Okazało się, że się nie mylił, ponieważ jego oczom ukazała się tarta z mięsem z dzika z dodatkiem jabłek. Na deser oczywiście przygotowano sorbet, który należał do ulubionych deserów pani domu.
Po wstępnych uprzejmościach mina Sabine odrobinę zrzędła.-Po prawdzie to wiem dlaczego tutaj przybyłeś, ale nie mam dla ciebie zbyt dobrych wieści. Całe miasto aż huczy, że to faktycznie ty byłeś tamtej nocy w karczmie i po wypiciu zbyt wielkiej ilości alkoholu zgwałciłeś biedną dziewczynę. Publiczne aresztowanie nie pomogło w osłabieniu tych plotek. Co jest jednak znacznie bardziej ciekawe to fakt, że istnieje parę wersji wydarzeń z tamtej nocy. Niektórzy mówią, że byłeś sam, niektórzy wspominają, że miałeś partnera, a jeszcze inni opowiadają, że przewodziłeś grupce zbirów. Cała ta sytuacja robi się jeszcze dziwniejsza. Każdy z nich wspomina, że zanim zaczęła się cała ta burda to podszedł do nich jegomość proponując im sprzedaż jakiegoś dziwnego urządzenia. Jednak nieważne jak intensywnie myślą to nie są w stanie przypomnieć sobie o jakie urządzenie dokładnie chodziło.-Wypowiedź Sabine przerwał dźwięku zegara wybijającego godzinę drugą. Sabine uśmiechnęła się do swojego gościa. -Myślę, że nie bez powodu przyszedłeś tutaj o tak późnej godzinie... Zapewne szukałeś też pretekstu by zostać tutaj przez resztę nocy czyż nie? Przecież nie wypuszczę cię z domu w środku nocy.-W jej oczach widać było niewypowiedzianą propozycję.
09.11.2018, 01:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

Najpierw dzień pełen wrażeń, a teraz zapowiedź nocy pełnej wrażeń. Coraz bardziej podobała mu się ta sprawa. Może by tak został detektywem? Jeśli każde dochodzenie ma się kończyć... cóż... dochodzeniem, to Artemis był jak najbardziej na tak. Ale zanim to nadejdzie przydałoby się zebrać jeszcze trochę informacji. I zjeść coś, bo cholera jasna był głodny jak wilk!
Bardzo podobała mu się służba u Sabine. Zawsze mili, pomocni, służalczy i nie zagadywali kiedy nie było potrzeby. Poza Manfrefem ale on miał niewypowiedziane przyzwolenie jako osobisty strażnik Vrenth. - Nigdy bym o was nie zapomniał, Manfredzie. Ostatnie kilka dni były po prostu... burzliwe. - odpowiedział kamerdynerowi, upijając łyk wina, które przyniósł. Faktycznie, było doskonałe! Służący miał dobry gust jeśli chodzi o alkohole. To była kolejna rzecz, która pozwalała mu swobodnie przemawiać do Panicza Revo.
Kolejny raz tego dnia Ognik usłyszał o tajemniczym sprzedawcy i o urządzeniu, które miał sprzedawać. Ten człowiek musi być za to odpowiedzialny. Szkoda tylko, że znalezienie pojedynczego kupca w pieprzonym MIEŚCIE HANDLOWYM graniczyło z cudem. Zwłaszcza, że nie był to ktoś znany. - Kolejny raz słyszę o tym handlarzu. Wiesz może o nim coś więcej? Albo może spróbujesz się dowiedzieć? Wszelkie starania odpowiednio Ci wynagrodzę tej nocy, moja piękna. - powiedział, ujmując jej rękę w swoją i delikatnie całując jej dłoń.
10.11.2018, 15:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rynek

STRAŻNIK


idząc, że jego usługi nie są już wymagane Manfred skłonił się i skierował się w stronę wyjścia. Teraz Artemis przypomniał sobie kolejną ciekawostkę na temat tajemniczego służącego Sabine. Nigdy nie był w stanie wpływać na jego emocje. Nieważne co by się nie działo był zawsze spokojny, opanowany i niewzruszony. Skinął lekko na młodą dziewczynę po czym udali się w stronę pomieszczeń, które rzadku były odwiedzane przez Revo. Rzadko, a raczej wcale. W końcu należały do służby. Akolita wiedział jednak, że o ile Manfred nie będzie podsłuchiwał to z pewnością będzie obserwował, aby w razie konieczności móc wkroczyć na pomoc swojej pracodawczyni. Zawsze był nieufny nawet wobec tak znanej mu osoby jak Ognik.
Sabine powoli zajadała się sorbetem jednocześnie obserwując swojego gościa, który pieścił swe podniebienie smakołykami przygotowanymi przez jej służbę. Uśmiechała się przy tym pod nosem. -Widzę, że jesteś tak zajęty sprawą tego gwałtu, że aż zapominasz o jedzeniu. Moi ludzie cały czas poszukują informacji o to się nie musisz martwić. A co do przysługi... Będę potrzebowała czegoś innego. Gdy już się wydostaniesz z tych kłopotów... JEŚLI wydostaniesz się z tych kłopotów to będę potrzebowała pewnej pomocy w... negocjacjach. O szczegółach narazie nie będziemy dyskutować, ale po prostu wiedz, że będę oczekiwała przysługi.-Przez chwilę zamilkła zastanawiając się nad czymś. Parę sekund później powiedziała z ociąganiem. -Zawsze możesz spróbować zapytać się Wilesa... On zawsze zna naświerze plotki i wie co się dzieje w mieście. Ale on handluje właśnie tym. Plotkami. Podczas gdy ja sprzedaję informacje. Niemniej jednak może warto sprawdzić i ten trop.-Widać było, że wypowiadała te słowa z niechęcią. Wiles był znany w kręgach handlarzy informacjami jako osoba, która być może nie sprzedawała zbyt rzetelnych informacji, ale bardzo często wiedziała co sie w mieście dzieje i jakie są nastroje. Od handlowania plotkami i pogłoskami nie było lepszego. Mieszkał niedaleko zachodniej bramy miasta, a oficjalnie był bednarzem.
51 minut(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna