Rzadkie drzewa - Strefa I
#21

Poczuła osuwający się, a następnie wciągający grunt. Cóż, dobrze, że ma kogoś pod ręką. W dwie osoby znacznie łatwiej się wydostać, o tym wiedziała. Choć jak ktoś jest niezdarny, to może i całą armię zatopić w kałuży. Najgorsze, co w tej chwili mogliby zrobić, to się poruszać gwałtowniej niż motyl w okowach sieci pająka. Rzuciła tylko okiem na swojego towarzysza, a resztę czasu poświęciła na wyczajenie, co gdzie jest. Potrzebne coś na tyle wytrzymałego, by się na tym podciągnąć lub wyciągnąć. Przecież grząska ziemia nie mogła ciągnąć się w nieskończoność. Dlatego wymyśliła coś, coś na miarę małego majsterkowicza.
- Jakiś mam - stwierdziła zdawkowo - Ale nie wiem, czy są szanse na wydostanie się z tego gówna - powiedziała zirytowana. Nie była panną obawiającą się własnych słów, które przychodziły na myśl prędzej niż działanie. Poprawiła włosy. Gest niezmienny od sytuacji, a owej pogorszyć nie mógł. Ponownie zerknęła na mężczyznę.
- W mojej torbie są rzemienie. Jeżeli zwiążę je i przywiążę do strzały, jaką uda mi się wystrzelić i wbić porządnie w drzewo to na pewno uda mi się podciągnąć w którąkolwiek stronę - powiedziała prędko, acz zdawkowo, gdyż czas akurat teraz może zaważyć o ich losie.
- Nie wątpię jednak, że ty już wiesz, co chcesz uczynić... - zamrugała. Cieszy się, to znak. Mimo, że praktycznie nigdy nie zmieniał grymasu od jej pojawienia się to ten uśmiech rozpoznała. Póki co, zanurzali się.

/zt


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







13.05.2013, 21:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#22

Dwójka z grupy odłączyła się, a wzrok jaki posłał na nią mężczyzna odchodzący świadczył o tym, że nie darzy jej zaufaniem. Odchodząca kobieta wyglądała na jedyną konkretną osobę, za którą mogłaby podążyć bez obaw o zabłądzenie. Crimson spojrzała na pozostałego chłopaka i zaśmiała się wewnątrz duszy.
- Ten wygląda na nierozgarniętego, z nim to jedynie w niepotrzebne awantury mogę wpaść. - po czym przeniosła wzrok na stojącą obok niego dziewczynę.
- Ta znów sama wygląda na zagubioną. - skomentowała w myślach drugą osobę i dokładnie się rozglądnęła.
- Cóż, nie wydaje mi się, byście jednak mogli mi pomóc. Żegnajcie. - powiedziała spokojnie i udała się w przeciwną stronę niż zmierzała początkowo grupa. Grząska ziemia nie przeszkadzała jej, nie była damą z dworu, która obawiała się ubrudzenia swoich pantofelków. Skórzane, wysokie kozaki zapewniały dostateczną ochronę przed błotem i przemoczeniem. Wiązanie rzemieniem pomagało w zadaniu nie pozostawienia obuwia we wsysającym terenie.
Ruszyła przed siebie w nadziei na znalezienie cywilizacji. Dziwił ją niezmiernie fakt, że ze swoimi zdolnościami zdołała się zgubić w tak prostym terenie. Aczkolwiek była tutaj pierwszy raz więc jej umiejętności niewiele mogły pomóc teraz.
Im bardziej oddalała się od grupy ludzi tym bardziej wydawało jej się, że idzie w dobrym kierunku. Nie był to jedyny znak, również gleba stawała się znacznie suchsza co tylko wskazywało na to, że dzicz ustępuje.
- Dawno nie widziałam krwi... przez tą zasraną radę. - pomyślała i wyciągnęła z kieszeni malutki mieszek. Pociągnęła za rzemyk i rozchyliła spoglądając na zawartość, która potrząsając wydawała miły dla ucha znak, że coś jej wewnątrz.
- Za mało. - pomyślała i zawiązała pakuneczek chowając w pierwotne miejsce.
- Muszę podjąć się jakiegoś zadania od tej bandy idiotów. - pomysł ten był słuszny, ale nie w smak młodej dziewczynie. Wolałaby kogoś zabić i zabrać jego skarby. Dużo prościej i przyjemniej.
Przez to myślenie wydawało jej się, że nie minęło nawet trochę czasu, a dotarła do większej ścieżki. Kierując się nią znalazła dalej znak wskazujący jakieś miasta, ruszyła w tamtą stronę.

z/t
18.05.2013, 03:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#23

Wystarczyła chwila a Seven razem z Miri zniknęli bez śladu... Jin pozostał sam na sam z Klarą. Jakże romantycznie! Wspólne przechadzki po bagnach, któż by tego nie pragnął? Jednak mózg młodego DS'a nie był normalny, i każda z jego części ciała potrzebowała Adrenaliny! Nie patrząc na nikogo chłopak ruszył przed siebie w poszukiwaniu nowej przygody. Gomenasai! Na pewno się jeszcze kiedyś spotkamy!Krzyknął Jin i w przypływie sił ruszył w nieznane!

Gracz opuścił wątek
29.06.2013, 20:04
Przeczytaj Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#24

STRAŻNIK


ogoń za smokiem lecącym nad krainą zaprowadziła Vin w to miejsce. Choć przedzieranie się przez bagna raczej nie było zajęciem godnym księżniczki, ta jedna postanowiła odebrać sobie odrobinę dystynkcji w zamian za szansę ujrzenia czarnołuskiego jaszczura. Tyle że podczas podróży traktem jej cel stawał się coraz to bardziej nieznany. Gad stosunkowo szybko zniknął z jej pola widzenia, sprawiając że znała ona właściwie tylko przybliżony kierunek swoich poszukiwań. Wystarczyło, żeby smok zmienił swój kurs w trakcie lotu, a ona bezpowrotnie straciłaby okazję do rozmowy z nim. Ta perspektywa wciąż była niewystarczająca by zniechęcić czerwonowłosą do wędrówki.

Okolica wydawała się być spokojna. Nieliczne ptaki przerywały ciszę swoim śpiewem, zaś wszystkiemu wtórował delikatny zefirek muskający gałęzie okolicznych drzew. Niedaleko na zachód płynęła z wolna rzeka, odgradzając ją od wszystkiego co znajdowało się na drugim brzegu. Dzień właściwie dopiero się zaczynał, roztaczający się na wschodzie las zaś ułożył się już do snu. Znajdujące się dość daleko miasta z kolei budziły się na pewno do życia, kompletnie nieświadome tego że gdzieś tam na południu swoje leżę miał smok. Smok, którego Vin za wszelką cenę chciała odnaleźć... lecz nie do końca wiedziała gdzie powinna szukać.
13.05.2019, 10:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#25

Serce biło jej tak szybko, że wyraźnie czuła pulsowanie krwi w skroniach i tym niemal intymnym, denerwująco wrażliwym miejscu na szyi. Gorąco powoli rozchodziło się po jej ciele, z każdym krokiem coraz bardziej napastliwie i zazdrośnie próbując skupić uwagę Vin na sobie. Czerwonowłosa próbowała się skrzywić z irytacją, jednak szalony uśmiech nie schodził z jej twarzy. Szeroko otwarte, stalowoszare oczy świeciły chorą ekscytacją, zupełnie jakby dziewczyna przedawkowała robione przez siebie narkotyki. Ale nie... NIE! Widziała go! To była prawda! Musiała być! Smok... Miała ochotę krzyczeć, tańczyć, rzucić się na kogoś i zatopić szpony w ciepłych flakach, po czym rozrzucić je wokół siebie jak to robią młode kobiety z płatkami ususzonych kwiatów. Powstrzymała się jednak przed tym wszystkim, biegnąc przed siebie z szybkością, o jaką nawet siebie nie posądzała. Prawowici władcy tego świata wracają! A zielono-brązowe, rozmazane plamy, w jakie zamienił się las, szum wodospadu w jej uszach...
Zatrzymała się, potykając o wystający konar, który normalnie by przeskoczyła. Wodospadu? Pulsowanie w skroniach i szum w uszach, które w pierwszej chwili wzięła za ryk spadającej z dużej wysokości wody, sprawiły, że Vin zmarszczyła brwi i rozejrzała się wokół, jednak "wokół" zawirował jej świat. Ile godzin biegła? Zimny strach zacisnął pętlę na jej szyi i trzymał mocno, kiedy czerwonowłosa księżniczka próbowała przejrzeć swoim wzrokiem korony drzew.
- Ja... gdzie... - rzuciła w przestrzeń, czując jak bezsilność znów podsyca w niej płomień wściekłości. Spojrzała na swoje drżące ręce, skrajne wyczerpanie dopiero teraz dochodziło do jej świadomości. To nie było ważne. Nie mogła się tym przejmować, musiała biec dalej, odnaleźć ślad smoka, przecież była tak blisko, największą niesprawiedliwością świata byłoby teraz zgubienie największej jaszczurki żyjącej w historii ludzkości! Podparła się dłonią o pień jednego z drzew i skrzywiła wściekle, a blizna na jej twarzy nadała temu dzikiego, niepohamowanego piękna. - Zgubienie? - spytała samą siebie, przechylając niego głowę. Czerwone pasma włosów zsunęły się z jej ramion. Raz jeszcze popatrzyła wokół, jakby dopiero docierało do niej, że w ogóle gdzieś biegła, że miała jakiś cel. - Ja miałabym się zgubić? - cedziła powoli słowa, a z każdym kolejnym w jej oczach pojawiało się obłąkanie. Przytuliła się całym ciałem do drzewa, niemal zanurzając twarz w wilgotnym mchu. - Zgubić JEGO?! - ryknęła nagle, jakby ktoś przykładał jej rozżarzony pręt do ciała. Jej palce zamieniły się w długie, metalowe szpony, którymi poruszyła jak wprawny pianista. Lub żigolak. Stała tak przez chwilę, niczym zaszczute zwierzę i oddychała ciężko, próbując skupić się na... czymś. Czymkolwiek. Jakaś mała, przygaszona część jej umysłu dalej miała nadzieję, że Vin nie stanie się całkowitą wariatką. Zatem, oddech. Wdech. Wydech...
Smocza księżniczka przełknęła ślinę i dość nieelegancko, choć bez większego przekonania, zaklęła. Jej klatka piersiowa dalej unosiła się szybko, ale wątły promyk świadomości znów zagościł na jej cudnym obliczu. Usiadła, opierając się plecami o konar i raz jeszcze spojrzała na to, gdzie się znalazła, tym razem z długim westchnięciem. To nie tak, że nie wiedziała gdzie jest. To było nawet oczywiste!
~ Jestem w lesie... ~ niemal uśmiechnęła się do siebie, wiedząc jak słaby był to żart. Choć w sumie nigdy nie była w tym dobra. Przymknęła na chwilę oczy. Kierowała się wcześniej z Perony drogą na północ, wiedziała, że skręciła potem na północny-wschód... Jakby taka informacja cokolwiek jej teraz dawała. Wywróciła oczyma i pokręciła głową. Gdyby tylko był tu Vein... Prawda była taka, że czerwonowłosa nie miała pojęcia w jakim kierunku biegła przez większość czasu ani w okolice jakiej zapiździałej dziury trafi. Eh, mogła czasem pomyśleć nim coś zrobi...
Dziewczyna wstała w końcu z kolejnym krzywym uśmieszkiem malującym się na twarzy. Słyszała rzekę, więc zdecydowała się iść jej brzegiem pod prąd. Tak naprawdę, nie miało dla niej wielkiego znaczenia gdzie dotrze. Coś jej mówiło, że szybko się dowie, gdzie jej smok się podział. Albo przynajmniej, gdzie ostatnio niszczył, palił i zabijał. Vin przeciągnęła się z cichym jękiem i ruszyła w stronę rzeki, tym razem spokojniej, wszak kto by się ośmielił zabić JEJ smoka, nim ONA złoży mu hołd? Nie sądziła, by znalazł się ktoś na tyle silny. Bądź głupi. No cóż... tych drugich spodziewała się nawet sporej ilości.








13.05.2019, 21:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#26

STRAŻNIK


zeka... Właściwie nie wyróżniała się niczym specjalnym. Płynęła z wolna przez polanę, oddzielając jeden brzeg od drugiego. Jej szerokość jednak odradzała wszelkie próby przeprawienia się na "tamtą" stronę pod groźbą utonięcia. Skalisty brzeg i dno sprawiały że woda była wyjątkowo czysta jak na bagienne okolice. Dało się w niej dojrzeć nie tylko więc nieliczne wiry stanowiące niemałe zastrzeżenia dla śmiałka którego porwałaby idea popływania, a także ryby dzielnie walczące z prądem by dotrzeć do miejsca tarła. Gdyby nie opowieści którymi okryte były Stare Bagna, najprawdopodobniej niedaleko powstałaby osada żyjąca właśnie z połowu pstrągów, karpii i wszystkich innych morskich żyjątek których nazwy znają tylko podstarzali rybacy.

Oglądając okolicę Vin mogła dostrzec jeden z niewielu ruchliwych szczegółów. Była nim wysoka sylwetka – Mogła należeć do jakiegoś bardzo dobrze zbudowanego mężczyzny, urodzonego wojownika czy nawet barbarzyńcy. Albo humanoidalnego potwora. Ważnym było natomiast to, że kierowała się ona w stronę ściany lasu oraz to, że nie zauważyła Mędrczyni. Ze względu na to że ta bliżej niezidentyfikowana osoba była widoczna dość krótko, niestety nie można było wywnioskować o niej nic więcej. Jaka osoba o zdrowych zmysłach jednak postanowiłaby tak po prostu udać się w głąb tych przeklętych bagnisk?
18.05.2019, 20:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#27

zerwonowłosa piękność miewała czasem chwile, w których myślała jasno. Przychodziły one do niej niczym pływy kwadraturowe, które poza swoją nikłą częstotliwością, są także najsłabsze ze swojego trójistnieniowego rodzeństwa. W tym czasie Vin przyjmowała jednak prawdy rządzące światem za swojego rodzaju podstawy do funkcjonowania, a logiczne argumenty miały dla niej jeszcze jakąś wartość. Czasem rozważała także istnienie gatunku ludzkiego w innych kategoriach niż jedynie stad świń do wybicia i zaspokojenia jej chorych przyjemności. Widziała w sobie także kruchą cząstkę człowieczeństwa, którą na co dzień głęboko usypiała. Tych momentów w życiu Vin było jednak coraz mniej. Zastępowały je dzika furia lub stan pomiędzy, czyli podszyta chorą żądzą walki czujność, która doprowadzała ją szaleństwa i zapewniała, że tak właśnie powinna się czuć jako spadkobierczyni potęgi smoków. Dziewczyna płynnie przechodziła między tymi stanami, całkowicie nie zdając sobie sprawy z tego, że jakiekolwiek "stany" istnieją. Była świadoma, że czasem nie może się powstrzymać przed... różnymi... rzeczami. Skrzywiła się, nagle poirytowana. Ale w końcu była smoczą księżniczką! To przecież było oczywiste, że mogła robić co jej się podobało z nic nieznaczącymi ludźmi, którzy grzeszyli samym swoim istnieniem. Za samo niepojmowanie swojej niższości i pośledniości powinni zostać wybici do nogi... choć wtedy dość głupio pozbawiłaby się rzeszy niewolników. Pokręciła tylko głową i westchnęła. Zerknęła w bok, na wolno płynącą rzekę, która była dziwnie niepasująca do otoczenia. Zbyt wiele, wydawałoby się, oferowała, a jednak nie było nikogo chętnego do skorzystania z tych darów świata.
- Hm... czyli jednak jest coś silniejszego niż chciwość...? - mruknęła bez przekonania, odgarniając włosy za ucho i przymykając oczy. Przez chwilę delektowała się delikatnym wiatrem, w którym wyczuwała zapach powoli gnijących od najgłębszych korzeni kwiatów. Vin zatrzymała się nad brzegiem i rozejrzała, mrużąc oczy. Czy rzeka aż tak często tu wylewała, poziom wód gruntowych był tu szalony czy chodziło może o coś jeszcze innego? Odwróciła się do ściany lasu, zastanawiając się czy jednak nie warto się tam zagłębić i nie poszukać ziół, które rosną tylko w lasach bagiennych i torfowiskach. Przygryzła wargę, w głębi duszy żałując, że jednak nie ma przy sobie nur, ale nie za bardzo ufała spotkanemu kupcowi. Na pewno nie na tyle, żeby zaryzykować swoje bezcenne życie. Gdyby sama ją znalazła... cóż, sprawa miałaby się całkowicie inaczej, a ona pokusiłaby się o podwodną eksplorację. A teraz jej wybór przestał właściwie być... no, wyborem. Po cichu liczyła, że może znajdzie tu barbando. Skoro i tak nie obrała konkretnego celu, właściwie nic nie szkodziło jej chwilę pochodzić po tej jakże niedającej się określić żadnym pozytywnym przymiotnikiem okolicy. Vin miała tylko nadzieję, że jej buty jakoś to zniosą.
- Oho? - uniosła brew, kiedy kątem oka zauważyła ruch. Szkarłatnowłosa patrzyła na majaczącą przed nią postać, która chyba jej nie widziała. Dziewczyna uśmiechnęła się kącikiem ust, choć jej oczy pozostały bez wyrazu. Przecież to bardzo niegrzeczne, nie zauważyć takiej piękności jak ona... Pomijając jednak kwestię kary, jaką powinna mu wymierzyć, to co mógł tu robić niewielki olbrzym? Iskra ciekawości rozpaliła się w jej na co dzień pełnym furii sercu. Cóż to mogło znaczyć, obecność wojownika, który nie jest w stanie ukryć swojej siły nawet pod obszernym płaszczem, jeśli nie tajemnice? A za tajemnicami zawsze kryją się ludzie, których Vin lubi mieć pod ręką. W tym przypadku rzecz była o tyle ciekawsza, że jedynie desperat, szaleniec lub naprawdę potężna persona z własnej woli wchodziłaby na teren bagien... Więc bardzo możliwe, że mieli ze sobą coś wspólnego.
Nie zastanawiała się długo. Korzystając z tego, że prawdopodobnie nie została jeszcze zauważona, także skierowała się na granicę lasu, w miejsce, w którym widziała tajemniczą postać. Przez chwilę rozważała czy nie powinna Dostrzec swojego celu - lub celów, przecież mogłoby się okazać. Ale... cóż to by była za przygoda, gdyby od razu się skończyła? Zamiast tego dziewczyna wyciągnęła jeden ze swoich sztyletów, choć zrobiła to raczej by zająć sobie czymś ręce, a nie z konieczności. Gdy coraz bardziej zbliżała się do ściany drzew, stwierdziła, że skradanie się w takim miejscu nie przyniesie jej wymiernych korzyści. Szum rzeki, krzyki ptaszysk, skrzypienie koron drzew. Nawet jej wyostrzone zmysły miałyby chyba problem z odróżnieniem dźwięków natury od tych, które mogłyby być podejrzane na taką odległość. Naciągnęła kaptur, by ukryć ognistoczerwone włosy i przekroczyła granicę lasu.








19.05.2019, 18:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#28

STRAŻNIK


miarę zbliżania się do nieznajomego, Vin mogła odczuć więcej i więcej wątpliwości. Za postacią ciągnął się niezbyt przyjemny zapach, coś przypomninającego... zgniliznę? Na pewno nie był to typowy trupi smród. Fetor ten przywodził na myśl bardziej starego bezdomnego na którym ubrania zaczęły już się rozkładać z powodu ogromu brudu który się na nich nagromadził przez lata. To zepsucie było jej smoczej księżniczce właśnie między innymi od biedaków, podrzędnych złodziejaszków z którymi miała nieprzyjemność obcować. Ubranie sylwetki widoczne między drzewami faktycznie wyglądało trochę jak kilka warstw łachmanów narzuconych na siebie. Suma tych wszystkich materiałów wydawała się być nieco zbyt duża jak na człowieka. Zwykły śmiertelnik wypociłby się na śmierć pod taką ilością lnu. No, ale śledzony przez kobietę jegomość nie był zwykłym śmiertelnikiem. Samymi rozmiarami humanoid przekraczał normy, osiągając na oko dwa i pół metra wysokości. Jednak najważniejszym szczegółem w aparycji tej isoty była kościana dłoń wychodząca z rękawa. Nieumarły kierował się gdzieś, nie zwracając uwagi na czerwonowłosą. Jak długo jednak ten stan rzeczy mógł pozostać bez zmian?
22.05.2019, 12:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#29

owiadają, że ciekawość jest pierwszym krokiem do piekła. Vin zaś chyba nigdy nie słyszała większych bredni od tego zdania. Karać kogoś za potrzebę wiedzy? Wzbicia się ponad szarą, bezmózgą i podporządkowaną przesądom masę zwyczajnych, bezwartościowych ludzi?! Nawet ona patrzyła na takie stworzenia z delikatnym uśmiechem łączącym w sobie zadowolenie i pobłażliwość. Tak naprawdę nikt otwarcie się nie sprzeciwi, gdy ktoś sięga po zakazany owoc, jakim jest samoświadomość. W tej jednak chwili, samoświadomość Vin miała ochotę uciec gdzieś daleko, zdecydowanie jak najdalej od wszystkiego, co wydaje z siebie tak okrutnie śmierdzący zapach. A może to nie samoświadomość, ale po prostu jej wyczulony, smoczy węch? Dziewczyna zmrużyła oczy, które zaszkliły się od nieznośnego fetoru. Już sama nie była pewna czy to sobie wyobraża, ale raczej kojarzyła go z miastem, najbiedniejszymi dzielnicami, w których pełno było ludzi na progu śmierci: głodnych, chorych, okaleczonych. A między nimi ukrywały się najczęściej gildie złodziei, czarnorynkowych handlarzy i zabójców, z którymi od czasu do czasu miała do czynienia. Zmarszczyła brwi, przyglądając się uważnie i modląc się w duchu, by wwiercający się w jej mózg zapach nie sparaliżował jej pozostałych zmysłów.
Dziewczyna nie ukrywała się przez wielkoludem właściwie od samego początku, a on z kolei - całkowicie miał ją w swojej cuchnącej dupie. Przyspieszyła kroku, mrużąc swoje piękne oczy. Im bliżej nieznajomego była, tym faktycznie okazywał się wielkoludem... z drugiej strony, przy Vin niemal każdy nim był. Czerwonowłosa chwilowo zignorowała ten fakt, ponieważ jej uwaga skupiła się niemal w całości na ręce, która wystawała spod prawie-dosłownej kupy ubrań, które nosił na sobie. Przystanęła na moment i przygryzła wargę. Cóż, ta ręka z pewnością nie należała go kogoś, kto powinien się ruszać.
- Gdzie idziesz, trupku, hm? - mruknęła, a na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, który z pewnością nie należał do normalnej osoby. Szczególnie biorąc pod uwagę sytuację... bo kto szczerzy się na widok chodzącego trupa? Krew popłynęła jej szybciej w żyłach, kiedy ruszyła truchtem za nieumarłym, na tyle szybko, by móc go wyprzedzić i zajrzeć prosto w jego puste oczodoły, w których pewnie mieszkały i składały swoje jaja muchy, glisty i inne paskudne robale. Oh, ona nigdy wcześniej nie widziała chodzącego szkieletu! Czy one myślą? Pamiętają coś ze swojego życia? Jak to w ogóle możliwe, że się nie rozpadają?! Magia, urok, przekleństwo? Co za pozbawiona piękna moc... może to dzieło nekromanty? Właściwie nekromanty też nigdy nie spotkała, nie była pewna czy oni nawet istnieją... choć, czy to nie był najlepszy dowód, że jednak są prawdziwi? Dziesiątki różnych myśli kotłowało się w jej głowie, dłoń zaś nieświadomie coraz mocniej zaciskała się na rękojeści sztyletu. Jakby jakikolwiek nożyk był w stanie pomóc jej w konfrontacji z... tym czymś. Z tym czymś zmierzającym gdzieś... Smocza córka minęła chodzące truchło, przebiegając jeszcze jeszcze kilka metrów. Wyglądało na to, że umarlak jednak nigdzie się nie spieszy, bo mimo tego, że jego tempo było stałe i raczej miarowe - było także cholernie wolne. Vin zatrzymała się i odwróciła w jego stronę, a jej oczy skierowały się w miejsce, gdzie powinna znajdować się głowa nieumarłego. Na smocze cyce Ilhezin, nawet z tej odległości czuła smród, którym przesiąknęły te wszystkie warstwy ubrań...
- I czym ty w ogóle kuźwa jesteś... - zastanawiając się czy i tym razem stwór całkowicie ją zignoruje. Wtedy to już by się mocno wkurwiła. Przechyliła głowę z ciekawością, a jej oczy rozjarzyły się błękitem. Wszak czy kości, nawet takie poruszone magicznym sposobem, nie zawierają w sobie śladów wapnia? Magnezu? Potasu? Ba, sodu! Nie spodziewała się cudów, ale nie mogła powstrzymać się przed sprawdzeniem - czy będzie w stanie Dostrzec go swoim wzrokiem? Albo coś, co ukrywa pod cuchnącą stertą materiałów? I czemu do cholery jasnej tak bardzo drażni ją fakt, że przeklęty trup nie zwraca na nią najmniejszej uwagi?!
- Ty, Worek Kości, co cię wygrzebało z ziemi? - Vin dopiero po fakcie zastanowiła się czy warto było zaczynać tę jednostronną konwersację. Nie słyszała nigdy o kościotrupie ze strunami głosowymi. A on tak naprawdę nie wyglądał, jakby przeleżał kilka lat rozkładu w grobie. Czerwonowłosa zastanowiła się jak daleko może być stąd do najbliższej zamieszkanej przez ludzi wiochy czy miasta. Miała dziwne, niczym nieuzasadnione przypuszczenie, że daleko. Może spacerki żywych trupów miały z tym także coś wspólnego. Rozejrzała się wokół. Czy mogło być ich więcej? Może one gdzieś migrowały? Ale, na litość boską, czemu od samego początku nie rzucił się na nią w bezrozumnym szale i gniewie typowym dla wszystkich bestii tego świata?!








23.05.2019, 21:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#30

STRAŻNIK


am dźwięk głosu Vin wystarczył by trup odwrócił się w jej stronę, niczym na komendę. Czaszka się tam znajdująca zaś zdecydowanie nie należała do człowieka. Wyglądała odrobinę jak ludzka, owszem, mała dwoje oczodołów, miejsce na nos, jedną, niewątpliwie ludzką szczękę. Jednakże kły wystające spod kości policzkowych nadawały kościejowi dość niepokojący wygląd. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś dołożył do tej głowy kilka dodatkowych części, których celem było nic innego jak przestraszenie przecinwika. Spoglądając na rękę martwego mutanta Mędrczyni mogła dostrzec fakt że posiadał on dwa przeciwstawne kciuki – jeden z nich był  nadprogramowo dodany od strony małego palca. Korzystając z Dostrzegania, czarodziejka zauważała coraz więcej i więcej takich drobnych szczególików, przykrytych pod warstwami ubrań uwidaczniająych się w postaci bardzo delikatnych błękitnawych, półprzezroczystych linii. Niestety, nie dane jej było przyjrzeć się tym anomaliom dłużej, bo gdy tylko stwór zdał sobie sprawę z obecności kobiety, jego ogromna łapa chwyciła ją za bok i uniosła nad ziemię. Drugą ręka zaś draug uniósł masywny topór, gotowy by zadać śmiertelny cios. Smocza Córa miała tylko chwilę na to by zareagować.
25.05.2019, 15:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna