Rzadkie drzewa - Strefa I
#71

STRAŻNIK


upiec nie ustępował. Albo był tak nastawiony na zdobycie łatwych pieniędzy że zlekceważył nietypowo wyglądających podróżników, albo uznał że taki wydatek dla nich i tak nie będzie zbyt wielkim. Jakiekolwiek miał motywacje, nie dał się przekonać do obniżenia ceny. On również przez krótki czas nie stracił pozornie spokojnej twarzy przez którą i tak przebijało się cwaniactwo. Parsknął.

Ha, a co mnie to interesuje gdzie chcecie dotrzeć? To chyba wam powinno zależeć żeby nie trafić do innego miasta niż planujecie. Ja wybieram się do Valen, omijając po drodze Grimssdel szerokim łukiem. – Stwierdził. Słysząc wzmiankę o "towarzyszu" Vin, zmrużył oczy w podejrzliwym geście. Jego poliki stały się czerwone od złości, a głos był teraz o wiele bardziej stanowczy i gniewny. – Czy to miała być groźba? Dwadzieścia pięć smoków na łeb. Czyli jeden złoty za was dwóch. I to moja ostatnia propozycja.

Widać było że był gotowy do wznowienia drogi natychmiast i zostawienia dwójki Mędrców na trakcie bez żadnej podwózki. Jeśli chodziło o zaklęcia Dostrzegania użyte przez każdego z magów, obydwa niosły ze sobą zupełnie inne efekty. Vin mogła dojrzeć, że wozy są zbudowane po prostu z drewna. Jedynymi metalowymi przedmiotami które mogła dojrzeć były stychy narzędzi wiezionych w skrzyknach z innego, niewykrywalnego w ten sposób materiału, groty strzał wśród ekwipunków niektórych członków karawany, kilka mieczy, więcej toporów, wekier oraz włóczni. No i oczywiście przeróżne spinki, drobna biżuteria wykonana z nieszlachetnych metali i chyba nawet nie starająca się ich imitować oraz miedziane monety w sakwach. Wszystko to spoczywało, czekając aż Mędrczyni każe je wprawić w ruch.

Wodnik natomiast nie mógł pochwalić się takimi wynikami. Błękitne plamy rzeczywiście pojawiły się w jego zasięgu wzroku, jednakże wcale nie pasowały one do kształtu ludzkiego krwioobiegu. Zupełnie tak jak gdyby ciecz płynąca w ludzkich żyłach się nie reagowała na jego smoczą manę tak samo jak woda... Bo w gruncie rzeczy tak właśnie było. Zamiast więc znaleźć humanoidalnych sylwetek, Mest był w stanie dostrzec kilka bukłaków zdradzających ludzką obecność, oraz beczki stanowiące skład wody dla podróżnych.

=====
Mest, dopóki nie wyślesz mi skończonego opisu swojej zdolności, nie będziesz jej miał. Tzn. w następnych postach próby korzystania z niej po prostu się nie powiodą. Moreover, nie jesteś w stanie wykryć ludzkiej krwi, a jedynie wodę w swej wodnej formie.
Obydwoje, -4 PM.
01.08.2019, 17:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#72

zerwonowłosa starała się zachować spokój. Wiedziała, że umie to robić. Ignorować ludzką głupotę. Nie zwracać uwagi na ich niskie popędy i marne zamiłowania. Wcielać się w jedną z nich, równie nienasyconą drobnych i ulotnych rzeczy i emocji... ale niektórzy po prostu ją wkurwiali. A ona w ciągu ostatnich kilkunastu godzin ujrzała swego prawdziwego Władcę, walczyła z draugirem, spotkała Smoczego Brata, z którym nie miała żadnego kontaktu przez ostatni rok, przeżyła atak wściekłości i szaleństwa... i naprawdę nie miała w sobie cierpliwości dla starego chuja, dla którego liczyło się jedynie zarobienie łatwych pieniędzy. Vin oddałaby mu nawet całą swoją sakiewkę, która nie miała dla niej większego znaczenia, ale ten cep sprawiał, że cała się gotowała w środku. Zmrużyła niebezpiecznie oczy, słysząc jego parsknięcie.
- Mówi się, że im więcej lat, tym więcej doświadczenia i wiedzy... ale widzę, dobrodzieju, że kładziecie kłam powiedzeniom. Godne podziwu, takie obalanie mitów! - w słodkim głosie Vin bez wątpienia dało się słyszeć lekką drwinę. Dziewczyna uniosła brwi wysoko i popatrzyła na kupca z powątpiewaniem. - Omijasz Grimssdel? A po kiego? Zresztą, o to akurat nie dbam. - machnęła dłonią z lekceważeniem.
Przez krótki moment Vin patrzyła na kupca z czymś na kształt niezrozumienia. Po chwili jednak zaśmiała się z rozbawieniem, choć jej oczy zdradzały definitywnie kończącą się cierpliwość. Złapała kupca za rękę i pociągnęła w swoją stronę bez krztyny delikatności, najlepiej by pełzał u jej stóp. Jego czerwone policzki idealnie pasowały do pozycji uniżonego poddaństwa.
- Nie dwóch, tylko dwoje wieśniaku. - warknęła, przyciskając obutą nogą jego plecy do ziemi. - A grozić, to ja dopiero mogę zacząć. I może nawet powinnam? Oferowałam pomoc. Opiekę zielarki. Ochronę wojownika. - westchnęła ciężko, kątem oka podziwiając swoją widownię. - Więc radzę, mój jebany dobrodzieju, zastanów się raz jeszcze... Może jednak sama obecność maga ci wystarczy, co? Ewentualnie weźmiemy drobną zapłatę za swoje usługi. Ja wiem... dwa złote smoki będą chyba adekwatną nagrodą za naszą dobrą wolę.
Smoczka księżniczka nie czekała aż kupiec podniesie się z ziemi. Skinęła na Mesta i wskoczył kozła wozu, nie przejmując się niezadowoleniem kupca i ewentualnym zmieszaniem czy strachem, które wzbudziła swoim marnym teatrzykiem. Niech wiedzą, że jedno z nich jest magiem. Czarodziejem od zasranej boleści. Tylko niech się zastanawiają, które... Im więcej niewiadomych, tym lepiej dla nich.
- Nie radzę się dłużej rzucać. Miejmy to za sobą i jedźmy. - dziewczyna patrzyła spokojnie na paskudnego dziada. Jeszcze kilka minut temu czuła się dobrze. Teraz złość powoli znów zaczęła brać nad nią górę. Przygryzła wargę w lekkim uśmiechu. - Znam takich jak ty, co dla pieniążka zrobią wszystko. Jesteście głośni, chamscy i głupi, ale macie słusznego bożka. - Vin zniżyła nieco głos. - Nie rób nam problemów, a powinieneś byś zadowolony.
Dziewczyna wiedziała, że będą musieli spać z otwartymi oczami, ale chwilowo nie widziała większego zagrożenia w karawanie. Przynajmniej pod kątem broni, a ta mówiła wiele o dzierżącym ją stworzeniu. Miała nadzieję, że nie będzie musiała udowadniać, że dalsze przepychanki skazane są tylko i wyłącznie na sromotną porażkę tej śmiesznej grupki ludzi. A Grimssdel? Cóż, widocznie wiele ją ominęło. Najważniejsze, że miała szansę dostać się do Valen.

stan many: 656/803
odjęte PM: 1 (4PM -> zaklęcie; -8PM na zaklęcia proste z pierścienia)
aktualny stan: 655/803
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2019, 21:07 przez Vin.)









01.08.2019, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#73

ie wierzyłem własnym oczom... A im dłużej patrzyłem na nowo powstałą sytuację tym bardziej traciłem wiarę. Powodem tego zachwiania był nikt inny jak moja czerwonowłosa towarzyszka, a raczej czyny, których właśnie dokonywała. Po prostu stałem jak wryty, patrząc jak Vin niweczy nasz wspólny plan szybkiego dostania się do Valen. Na dobrą sprawę nie wiedziałem co robić... W pierwszej chwili chciałem przezwać morze macek, które odciągnie tę pojebaną dziewuchę, nim do reszty zniszczy nasz jedyny transport, a następnie pierdolnąć ją nimi w łeb, jednak z każdą sekundą zwłoki robiło się na to za późno... Nie żebym nie podzielał w jakimś tam stopniu jej emocji, uczuć i tak dalej, lecz u mnie w odróżnieniu od Mędrczyni duma nie grała aż tak znaczącej roli. Ustępowała ona miejsce korzyści i komfortu nawet w formie dalekosiężnej. Wolałbym rzucić jednego złotego smoka i potem go sobie odebrać w sposób jawny, bądź mniej jawny, ale dopiero w okolicach Valen. Niestety, towarzystwo Władczyni metalu w jakiś znaczący sposób wyłączało kombinowanie i wykorzystywanie sytuacji na rzecz sporów natury emocjonalnej.

Nie było już odwrotu... Właściwie nie było już go w momencie gdy w pewnym stopniu powierzyłem swoje życie władczyni Metalu. Trzeba było działać, próbując wyciągnąć nowe korzyści z sytuacji. Zebrane sprzęty, ekwipunek oraz pieniądze mogły być niezbędne w przypadku próby zdobycia nowej mechanicznej ręki, która na pewno tania miała nie być, zwłaszcza bacząc na plany zamontowania tam elektrycznego kamienia magicznego, czy innych ewentualnych dodatków. Zdecydowanie i bezlitośnie trzeba było otworzyć puszeczkę swojego ulubionego fachu i zacząć robić to co kochałem i potrafiłem najbardziej, czyli zabijać niewiernych.


Siedem sekund, dokładnie tyle czasu potrzebowałem na pełne ocenienie tego co trzeba zrobić. Według zasady pięciu sekund na reakcję, przekroczyłem ją o dwie sekundy. Mniej więcej tyle potrzebuje wyćwiczony bojowo przeciętny, czy nawet ponadprzeciętny człowiek na pełną reakcję ze świadomą decyzją i oceną sytuacji. Utrata cennych sekund wynikała z to z tego, że sam zostałem zaskoczony przez Vin i z powodu pewnego umysłowego rozluźnienia mentalnie nie byłem przygotowany na walkę, co wiązało się z tym, że nie oceniłem na wejściu otoczenia jak i ilości ludzi, którzy w niedalekiej przyszłości mieli stać się moimi przeciwnikami.

Pierwsza sekunda - Chciwy karawaniarz został rzucony na ziemię przez Vin. "Co do kurwy?!" pomyśleli wszyscy, łącznie ze mną. Szybka ocena i kalkulacja sytuacji, w żadnym stopniu nie dała odpowiedzi, dlaczego Vin zaatakowała Karawaniarza... Sekunda stracona.

Druga sekunda - Skinięcie Vin, silny impuls motywujący do działania. Zgodnie z zasadą skrytobójstwa. Rozejrzenie się dookoła w celu sprawdzenia, ilości świadków. Po upewnieniu co do ich braku, czyli spełnienia podstawowej istoty bezpieczeństwa, można było przejść dalej.

Trzecia sekunda - Ocena ilości przeciwników jak i również poziomu niebezpieczeństwa. Oczy, łącząc się z pamięcią naliczyły trzy wozy i pięciu konnych, z czego na wozach po kolejne trzy, może cztery osoby. Coś około dwudziestu przeciwników... Dużo jak na nieprzygotowaną wcześniej akcję.

Czwarta sekunda - Obranie przyszłych celów. Mimo, że w tym momencie każdy był przeciwnikiem mniej więcej równego potencjału bojowego, największe zagrożenie stanowili ci, którzy szybko mogli uciec i ruszyć po pomoc. Dlatego niezależnie od wszystkiego musieli zostać już na samym początku.

Piąta sekunda - Dobranie zaklęć ofensywnych. Więcej jak pewnym było, że wraz z moim pierwszym atakiem, kiedy tylko zacznę rzeź, ruszy nawałnica strzał i wrogiej obrony, dlatego też mój atak musiał być szybki i wyprzedzający, a następująca po nim obrona, błyskawiczna. W celu dotarcia atakiem do wybranych przeciwników zdecydowałem się aktywować macki i wysłać je najpierw ku górze na wysokość około pięciu metrów, tym samym dezorientując zwykłych ludzi, a następnie na końcówkach moich przedłużeń utworzyć wodne destrukcyjne kule poziomu pierwszego, by zaatakować konnych z jak największym impetem i zaskoczeniem. Atak od góry miał uniemożliwić uszkodzenie zdolności nim ta dotrze do celów. Choć konnych było pięciu macki i wirujące kule chciałem otworzyć symetrycznie w liczbie sześciu, tak by zaatakować dodatkową, w razie jeśliby któraś nie dotarła do celu.

Szósta sekunda - Dobranie zaklęć defensywnych. Gdy tylko obmyśliłem strategię ofensywną zauważyłem jak to pierwsza dezorientacja stopniowo przechodzi i ludzie chwytają za łuki gotując się powoli do strzału. Najlepszą obroną z mojego arsenału i czymś co poradziłoby sobie prawdopodobnie ze wszystkimi atakami proponowanymi przez całe zwykłe pospólstwo była zdolność Łoter Głard. Zdolność pozwalała użytkownikowi nią poruszać jak i zmieniać jej kształt, dlatego, gdy tylko macki zawisłyby w górze, pozwoliłbym bo otoczyła mnie nieprzenikniona wodna ściana osłaniająca mnie przed gradem strzał, pozwalająca jednocześnie mackom nadal działać.

Siódma sekunda - Walka! I tak oto, miała się zacząć nawałnica. Mimo, że każdą, choćby najmniejszą przeciwność i każdy swój moment traktowałem jako szansę na trening, miałem nadzieję, że wyjdę z tej przygody bez przysłowiowej , bądź dosłownej strzały w kolanie. Dopiero po takim czasie, przypomniałem sobie o swojej towarzyszce... Lecz nie martwiłem się o nią i wolałem pozostać skupiony na walce, by wyjść z niej w jak najlepszej kondycji. To miało być piekło wywołane przez nią, czy mogłaby się nazywać smoczą córką, gdyby nie potrafiła poradzić sobie z czymś takim? Odpowiedź jest prosta - NIE. Zatem cytując słowa swojej czerwonowłosej towarzyszki: "Zaczynamy zabawę!"



(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2019, 21:57 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






06.08.2019, 20:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#74

STRAŻNIK
WALKA


eakcją kupca na słowa kobiety która właśnie sprowadziła go parteru było coś pomiędzy mamrotania pod nosem, jękiem a okrzykiem bólu i gniewu. W gruncie rzeczy nie stawiał jej oporu, bo nie miał nawet ku temu okazji. Ani nie dysponował siłą wystarczającą do tego by mieć jakieś szanse z, nomen omen, żelaznym uściskiej nieznajomej, ani też nie spodziewał się takiego obrotu spraw. W przeciwieństwie jednak do niego, reszta kompanii była względnie przygotowana na tak niezwykły rozwój wydarzeń. Vin mogła nie zwrócić na to uwagi – wszakże poruszenie wśród podróżników jak najbardziej mogło być spowodowane strachem i szokiem wywołanym tą nagłą agresją. Jej towarzysz jednakże nieco lepiej odczytał wyrazy twarzy najemników i ich ruchy. Mógł być pewien tego że, pomimo braku sprzeciwu samego właściciela wozów, nie wyrazili zgody na wspólną podróż. Ba! Gdy tylko zrozumieli co właśnie się stało, chwycili za broń, szykując się do walki.


Przez ten krótki czas w którym Świst mógł sobie pozwolić na obserwację karawany, mógł zauważyć dość ponure miny eskorty. Wyraźnie nie cieszyli się z tego spotkania, a w sporej więszkości spojrzenie ich było bardziej podejrzliwe niż przyjazne. Gromada składała się tylko i wyłącznie z mężczyzn, na dodatek wszystko wskazywało na to że pochodzili z jednego miejsca: Greathard. Na ogół jasna skóra, ubrania nieco zbyt ciepłe jak na tę okolicę, sposób zachowania, wszystko to zdradzało skąd przybywają. Tylko czy był to oddział wyszkolonych najemników, czy może zebrana na szybko grupa ludzi bez większego doświadczenia bojowego? Trudno to było stwierdzić. Ekwipunek ich zdecydowanie był żołnierski. Skórzane pancerze, tarcze bez żadnych oznakowań i prosta broń, głównie jednoręczne topory bojowe i wekiery. Naliczyć można było jedynie jednego miecznika. Wszystkich oponentów, nie licząc kupca, było czternastu, w tym trzech konnych. Porozstawiani byli na wozach które właściwie nie stanowiły dużej ochrony, chyba że stanąćby po drugiej ich stronie. Jedynym takim przypadkiem był jeden z konnych, znajdujący się przy drugim z kolei wozie.

Wiedziony instynktem Mest nie marnował więc czasu na dalsze obserwacje i od razu przeszedł do działania, wyprzedzając tym samym nie tylko swoją towarzyszkę, ale i wszystkich obecnych. Uwalniając ze swego ciała dość spore ilości mocy, utworzył wodne macki i za ich pomocą posłał w stronę strażników śmiercionośne pociski. Dwa w konnych znajdujących się najbliżej niego, kolejne dwa w dwójkę łuczników naciągającą właśnie strzały na cięciwe w najbliższym, frontowym pojeździe. Trzeba było oddać strzelcom jedno: Zauważyli lecące w nich wodne kule prawie że w czas. Jeden z nich wykonał nawet unik, przez co jeden z dwóch Łoteroterów w niego wymierzonych eksplodował tuż przy jego ramieniu, powalając go i wgniatając w posadzkę. Na jego nieszczęście, drugie zaklęcie w niego rzucone trafiło go w brzuch, odbierając dech i zapewne wyrządzając nieco więcej szkód i bólu. Jego towarzysz nie miał tyle szczęścia. Dwie wodne sfery dosięgnęły go, wyrzucając go z wozu na trakt i najprawdopodobniej natychmiastowo odbierając przytomność. Jeśli jakimś cudem przeżył taki upadek, raczej zginie w niedługim czasie. Uderzenie z taką prędkością z łatwością mogło rozwalić mu czaszkę. Podobny los podzielił kawalerzysta podróżujący na przodzie karawany. Został zrzucony ze swojego wierzchowca, a ten zerwał się od razu w galop pod wpływem przerażenia. Ostatni zaś z celów, kolejny konny, uniknął ostatniego pocisku, przywierając do szyi swojego zwierzęcia. Ono zaś, o dziwo, nie straciło swoich nerwów i wciaż stało w miejscu. A może po prostu zastygło w przerażeniu? Trudno było to stwierdzić. Zaraz potem znalazł się na ziemi, dzierżąc w jednej ręce włócznię, w drugiej tarczę.

Aktywacja Łoter Głarda zmusiła maga do anulowania macek (co oczywiście nie przerwało wypuszczonych już ataków). W innym wypadku powstająca tarcza i tak by je przecięła, pozbywając się ich. Jednakże był to ruch dość mądry, bowiem pozostali łucznicy, usytuowani w dalszych wozach, oddali już pierwsze strzały. W sam raz, by dwie z nich odbiły się od tworzonej bariery i złamały, zostając bezużytecznymi. Trzeci wypuszczony pocisk zaś dosięgnął swojego celu. A była nim Vin, do której dotarła cała ta sytuacja mniej-więcej w chwili gdy jej Wodny Książę aktywował swój arsenał. Jak gdyby los chciał podkreślić że była właśnie w środku walki, coś ukłuło ją w plecy, tuż przy biodrach, a następnie zapulsowało ostrym bólem, nasilającym się gdy tylko próbowała obrócić swoje ciało. Została trafiona parszywą ludzką strzałą. A jakby tego było mało, wszystko to wydarzyło się zanim zdążyła znaleźć się na wozie. Zaraz po tym gdy na własnej skórze przekonała się o agresywności spotkanych ludzi, jeden z nich zeskoczył tuż przed nią i czynił właśnie zamach toporem. Błękit zamigotał przed jej oczyma i pędził właśnie w jej stronę, wycelowany wtors, od lewej. A jakby tego było mało, nie zdążyła nawet powiedzieć staremu dziadowi nic więcej!

Pozostali ludzie, a przynajmniej ci którzy nie zajmowali się właśnie ostrzałem, również poschodzili lub zeskoczyli z wozów, gotowi do walki. Zanim jednak któreś z dwójki Mędrców zdążyło zwrócić na to większą uwagę, ta została przejęta przez otoczenie. Nie wiadomo skąd bowiem zaczęła pojawiać się mgła otaczająca zarówno nich jak i same wozy. Powietrze zgęstniało i, co jeszcze dziwniejsze, pociemniało wyraźnie, ograniczając stopniowo widoczność. Jako że zmiana ta przechodziła dość łagodnie, o jej istnieniu bohaterowie przekonali się dopiero teraz. To jednak nie miało już większego znaczenia, bo z sekundy na sekundę mgła stawała się coraz bardziej i bardziej nieprzejrzysta, by ostatecznie ograniczyć zasięg wzroku do zaledwie kilku metrów.

=====

Mest, wykorzystane zdolności kosztują cię w sumie 273 many, po wszelkich redukcjach. Oslo, Twoja regeneracja many jest wyłączona, dopóki nie napiszesz dwóch postów pod rząd w których nie korzystasz z many. Ta sama blokada dotyczy Vin =)

Łoter głard x1 x 87
Łoter Bicz x6 x 1
ŁOTERROTER x6 x30
07.08.2019, 03:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#75

zadowoleniem patrzyłem jak moje techniki ofensywne sieją zamierzoną destrukcję, a defensywne skutecznie chronią, najpierw to trafiając najpierw w dwóch oponentów siedzących na wozie, to następnie w kawalerzystę, który niechybnie spadając coś sobie uszkodził. Postępujące po ataku aktywowanie niezłomnej wodnej ochrony na czas pozwoliło mi osłonić się przed pędzącymi strzałami, które to przyszły w odpowiedzi na mędrczą agresję. Niestety większym szczęściem mógł się cieszyć dalszy kawalerzysta, który to błyskawicznie po zrobieniu uniku zeskoczył z konia i gniewnie ruszył na mnie ze swoją złowrogą miną, dzidą i tarczą. Jednak... czy jego unik można było w zasadzie nazwać szczęściem? Raczej nie, bacząc na to jaką technikę na niego przygotowałem... nim jednak to miało nastąpić stało, stało się coś kompletnie nieoczekiwanego. Na pole bitwy "wkroczyła" gęsta, nieprzenikniona, jakby ktoś rozlał mleko mgła. Patrzyłem z niedowierzaniem jak z każdą chwilą sfera małej wojny robi się coraz to mniej przejrzysta, jakby to sama natura chciała przeszkodzić nam w wojażach... "Lecz natura raczej nie działa tak szybko" - pomyślałem. "Prawdopodobnie mamy tu w ochronie karawany do czynienia z magiem, który takową mgiełkę rzucił. Chyba zaraz się zdziwi, jak się dowie kim jest jego przeciwnik...". Po krótkich konkluzjach uśmiechnąłem się lekko, czując przypływ przewagi. Treningi miały się opłacić szybciej, niż się spodziewałem, a wyrzucona nagła ogromna ilość many miała się niebawem zwrócić, co było istotne przy nadal obfitej pozostałej liczbie przeciwników. Po likwidacji trzech, nie licząc kupca naprzeciw dwójki walecznych mędrców spoczywał obowiązek wyplenienia coś koło prawdopodobnie jedenastu ludzkich istnień, dlatego nieprzerwanie trzeba było tworzyć ciąg destrukcji.

W tym całym ferworze na mikrosekundę w mojej głowie pojawiło się małe pytanie. Co z Vin? Mimo, że względnie nie martwiłem się o moją Smoczą Siostrę, tak również wiedziałem, że w swojej triumfalnej postawie mogła nie mieć możliwości zareagować na czas, a z tego co widziałem, beztrosko próbowała wskoczyć na wóz kiedy to strzała została posłana również w jej kierunku. A przecież dla takiej kruszyny strzała, niezależnie od miejsca mogła być czymś więcej, niż dla mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało...



Na początku moim celem było poradzenie sobie z wszech otaczającą mgłą i uruchomienie regeneracji magicznej. W tym celu, gdy tylko strzały odbiły się od mojej zasłony zdecydowałem się pochłonąć cały zapas swojej zebranej w bukłakach wody. Mimo, że było to raptem parę litrów, tak przetrawiona mogła stanowić bazę do jakichś dwóch, może nawet trzech technik w niedalekiej przyszłości. Następnie skupiłem się na mlecznej mgle. Tutaj byłem pod ogromnym wrażeniem, mimo że jako użytkownik żywiołu wody opracowałem swoją wariację mgły, to ta moja nikła przy tej ilości i gęstości nieprzeniknionej wzrokowej blokady, tak że swobodnie mogłaby być nazywana mistrzowską. Na niekorzyść przeciwnika byłem mędrcem, a co za tym idzie mogłem pożerać swój żywioł, więc i tutaj skłoniłem swój zbiornik do pochłaniania i regeneracji, tak by działo się to jak najbardziej podświadomie i naturalnie.

Nie mogłem pozostać jednak w tym wszystkim bierny bowiem w każdej chwili mógł nadejść atak dlatego też i tutaj chciałem poprzedzić przeciwnika nim ten będzie miał okazję zaatakować. W celu dojrzenia przeciwników pomimo gęstej mgły, nim ta miała zostać wciągnięta przez mój organizm postanowiłem aktywować swoją wersję "Dostrzegania". Mimo, że zdolność polegała na wyszukiwaniu wody, tak teraz, w momencie gdy jedyne co mnie otaczało to mgła prawdopodobnie wszystko co mgłą nie było odstawało znacząco od wizualnej niebieskawej aury. Chciałem to wykorzystać, aby odnaleźć swojego przeciwnika z dzidą, a także określić co się dzieje z resztą ludzi i karawany i czy aby na pewno nikt nie próbuje uciec pod ochroną blokady wizji.

Jeśliby udało mi się sprawnie namierzyć cel chciałem lekko otworzyć swój wodny wirujący kokon, tak, by nadal osłaniał większość mojego ciała i na tyle, by przecisnąć przez niego moją technikę i również mieć trochę luzu, a następnie w miejscu utraconej ręki utworzyć pięć macek i spleść je ze sobą w wodną rękę, by w końcu wystrzelić nią w stronę przeciwnika. Gdyby ta tylko dotarła do niego prędkim ruchem, asystując się dwoma wspierającymi kręgosłup mackami uniósłbym przeciwnika w górę, by następnie z impetem rzucić go na dół. Jeśli pojawiłyby się jakieś trudności z dokonaniem zamierzonego czynu, macki niczym dzikie bolesne wodne bicze miały zmasakrować przeciwnika pod wpływem licznych uderzeń pozbawiając go najpierw tarczy, potem broni, by w końcu godności i przytomności.

W przypadku pomyślnego przebiegu zdarzeń, trzeba było się zająć trudniejszym przeciwnikiem, czyli twórcą tej mgły. Wszyscy dojrzani przeze mnie wcześniej ludzie, nie licząc karawaniarza wyglądali nad wyraz normalnie jak na najemników, oczywiście na tyle na ile mogłem im się przyglądnąć. Wyjątkiem od tej reguły mógł być jedyny osłonięty wozem przeciwnik, czyli kawalerzysta, dlatego to właśnie on miał stać się moim kolejnym celem. Jeśli nie nadeszłyby inne naprawdę martwiące ewentualności i dojrzałbym swojego przeciwnika we mgle poprzez dostrzeganie posłałbym w jego kierunku swoją wodną dłoń, tak by tuż w jego pobliżu aktywować wodne lasery, które miały pociąć oponenta pod różnymi kątami.





Użyte techniki:
Łoter Głard (utrzymanie): 25 punktów many
Łoter Bicz: 5x1=5 punktów many
(jeśli dam radę w turze tego dokonać) Łoter Pestol: 5x1=5 punktów many
sumując: 35 pkt many
(chyba, że wrzucisz mi coś z regeneracji bo w zasadzie nigdy nie wiem, jak to działa)

Wiem, że dużo czynności opisałem ale większość z nich, nie licząc ataku, dzieją się błyskawicznie, bądź są naturalne i automatyczne.  UWAAAH




Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






08.08.2019, 21:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzadkie drzewa - Strefa I
#76

pierwszej chwili nie rozumiała o co chodzi. W końcu napatrzyła się już na tym świecie o wiele gorszych rzeczy niż ściągnięcie starego dziada z wozu. Ludzie sami sobie wyrządzają zdecydowanie podlejsze uczynki. Jednak, co zdecydowanie bardziej zadziwiające, Vin tym razem wcale nie zamierzała nawet wszczynać burdy! O rozróbie zamierzała myśleć dopiero kiedy ktoś z towarzyszy cholernego kupca zacznie szczekać. Czerwonowłosa w tym momencie chciała tylko znaleźć się na wozie jak najszybciej, przy jak najmniejszej ilości nerwów ze swojej strony... o nerwach innych stworzeń w jej otoczeniu chwilowo wcale nie myślała. Co jednak zmieniło się w tym samym momencie, w którym dostała strzałą w swój zgrabny tyłek. ONA! W taki śliczny tyłeczek! STRZAŁĄ WYSTRZELONĄ PRZEZ PARSZYWE SZCZURY. Toż to czysty absurd, że dała się trafić.
Dalej trzymając nogę na starym kupcu, odłamała część strzały, żeby co chwila o nią nie zahaczać. Skrzywiła się przy tym zupełnie niedziewczęco. Teoretycznie mogła zmniejszyć grot i ją po prostu wyjąć, ale obawiała się, że upływ krwi niepotrzebnie ją osłabi, a miała mgliste przeczucie, że wie co teraz czeka ich wszystkich. I że nie będzie tu czasu na subtelności. Wyciągnęła swój sztylet i zdzieliła rękojeścią dziada w głowę, chcąc pozbawić go przytomności, ale nie miała zamiaru go uśmiercać... Miała z nim w końcu do pogadania. Mógł też zostać w najgorszym przypadku żywą tarczą. Wolała jednak tego uniknąć. To by była zbyt prosta śmierć.
Smocza księżniczka nie zdążyła jednak zrobić nic więcej, ponieważ w czasie krótszym niż mrugnięcie oka, kolejna paskudna istota pojawiła się przed nią wymachując toporem. Vin nie trzeba było więcej. Odepchnęła broń, wysyłając ją z impetem w górę i rzuciła się na ludzkiego przeciwnika... samą sobą. Przylgnęła do torsu mężczyzny mocno i uwolniła swoją magię, tworząc na Powłokę na wysokości brzucha i piersi, a następnie wypuściła z niej trzy zabójcze ostrza, po czym szarpnęła się w bok i znów schowała je w siebie, odpychając krwawiącego.
Rozejrzała się wokoło. Chaos. W tej chwili panował tu chaos, który nie był ani jej zasługą, ani udziałem! Błękit ponownie zamigotał w jej oczach, kiedy zapanowała nad wszelkim orężem, który był w posiadaniu ludzi z karawany. Swoją dziką myślą poderwała do góry wszystkie miecze, topory, wekiery, włócznie, strzały i tarcze, zawieszając je chwilowo na  dość sporej wysokości nad pozostałymi żywymi, a następnie posłała je prosto w nagie głowy, gardła lub nieosłonięte tułowia ludzi. Vin czekała tylko aż któryś z nich będzie chciał podjąć walkę z własną bronią...
Nagle, choć niegwałtownie, stało się coś co sprawiło, że jej piękną twarz wykrzywił grymas bardziej pasujący do starego marynarza, który całe swoje życie mrużył oczy przed słońcem odbijającym się w morzu. Vin odetchnęła głębiej, posiłkując się Dostrzeganiem.
- No, tylko tego mi brakowało... - warknęła. Zrobiła krok do przodu i potknęła się o leżące ciało chytrego dziadygi. W nagłym odruchu wzięła nieprzytomnego starca za chabety i bez krzty delikatności wrzuciła go na tył wozu. Pomimo całego wkurwienia, do jakiego ją doprowadził, chyba ją też tym ujął po części. Może uda mu się przeżyć. Krzywiąc się z bólu, Mędrczyni podbiegła do Mesta, który aktualnie znajdował się w swojej wodnej kopule i siał śmierć mackami, które nie tak dawno temu przerzucały ją przez rzekę. Przynajmniej jedną stronę miała chronioną. Czuła jak ekscytacja i magia w niej buzuje. Mgła coraz bardziej ograniczała ich widoczność. Czerwonowłosa się wyszczerzyła. Przyciągnęła ku sobie jeden z mieczy i przesunęła po nim dłonią, a ten zmienił się w stalowe Opiłki, które wysłała w mgłę i rozproszyła je w wirującym tańcu po okręgu, mając nadzieję, że w zasięgu pięciu metrów uda jej się zlokalizować przeciwników, jeśli zamierzali się ukryć pod jej osłoną. Czekała aż osiądą na czymś, co będzie mogła uznać za człowieka lub... ogólnie mówiąc, wroga. A, że tu każdy z wyjątkiem Mesta nim był, wierzyła, że ma na to duże szanse. Trzymała bronie w swojej mocy, gotowa na ich użycie.



Aktualny stan many: 655/803
    Użyte czary:
  • Powłoka - do wyceny
  • Kontrola - do wyceny
  • Dostrzeganie - 1PM
  • Opiłki - 3PM









10.08.2019, 01:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna